Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
środa, 1 kwietnia 2026
Kto sieje wiatr - Donna Leon
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kto sieje wiatr to już 32. tom bestsellerowej serii kryminałów z komisarzem Guido Brunetti, osadzonej w niezwykłej scenerii Wenecja. Od wielu lat jestem zagorzałą fanką tej serii i przeczytałam wszystkie tomy, dlatego na najnowszą część czekałam z ogromną ciekawością i pewnym napięciem.
Ta książka – jak zresztą niemal każdy tom cyklu – jest ona czymś więcej niż tylko opowieścią o zbrodni. To jednocześnie przenikliwa powieść społeczna, studium psychologiczne, subtelna opowieść obyczajowa, a momentami wręcz moralitet. Donna Leon po raz kolejny udowadnia, że wątek kryminalny jest dla niej jedynie punktem wyjścia – pretekstem do pokazania świata w całej jego złożoności: niesprawiedliwości, hipokryzji, moralnych dylematów i cichych dramatów zwykłych ludzi.
Jeśli ktoś sięga po tę książkę w oczekiwaniu dynamicznej akcji, pościgów czy spektakularnych zwrotów fabularnych, może poczuć się zaskoczony. Tutaj zbrodnia jest cicha, niemal niezauważalna, a napięcie budowane jest nie przez wydarzenia, lecz przez refleksję i stopniowe odkrywanie prawdy. Nie znajdziemy tu efektownych scen akcji ani sensacyjnej dramaturgii typowej dla współczesnych thrillerów. Zamiast tego otrzymujemy powolne, uważne przyglądanie się rzeczywistości – i właśnie w tym tkwi największa siła tej powieści. Zbrodnia w tej serii ma niezwykle silną, wręcz krzyczącą wymowę, mimo że przedstawiona jest w sposób stonowany i pozbawiony sensacyjnej otoczki.
Ale wracajmy do Kto sieje wiatr...Fabuła rozpoczyna się na początku listopada w czarującej Wenecji. Komisarz Brunetti, po kilku spokojniejszych miesiącach, ponownie zostaje wciągnięty w śledztwo – tym razem dotyczące śmierci niezarejestrowanego imigranta ze Sri Lanki. Mężczyzna znalazł schronienie u zamożnej weneckiej rodziny, co samo w sobie budzi szereg pytań. W jego mieszkaniu Brunetti odkrywa intrygującą mieszankę: włoskie kryminały, książki o buddyzmie oraz materiały dotyczące terroryzmu z czasów tzw. „lat ołowiu”. Już ten zestaw wskazówek sugeruje, że sprawa nie będzie oczywista. Szybko okazuje się, ze tak naprawdę nic nie jest jasne, proste i łatwe do rozszyrowania.
Ważną rolę w śledztwie odgrywają również takie elementy jak Palazzo Zaffo dei Leoni, zaniedbany ogród, sympatyczna suka Sara oraz nierozwiązana zagadka sprzed lat. Każdy z tych szczegółów ma znaczenie – choć nie od razu wiadomo, co jest fałszywym tropem, a co kluczową wskazówką. Leon mistrzowsko prowadzi czytelnika przez labirynt pozornie nieistotnych detali, które z czasem układają się w spójną całość.
Jednak to nie sama intryga kryminalna robi największe wrażenie. Najciekawszym aspektem powieści jest jej wymiar refleksyjny. Rutynowe dochodzenie szybko przeradza się dla Brunettiego w podróż w przeszłość. Komisarz wraca myślami do swojej młodości – czasu pełnego ideałów, wiary w możliwość zmiany świata i moralnej jednoznaczności. Konfrontacja tych wspomnień z teraźniejszością, pełną kompromisów i szarości, nadaje książce głęboko osobisty wymiar, jeszcze większy niż wcze sniejsze tomy.
Nasz ulubiony wenecki policjant w tym tomie wydaje się jeszcze bardziej wyciszony, refleksyjny, momentami wręcz melancholijny. Jego rozważania dotyczą nie tylko sprawy, którą prowadzi, ale także sensu sprawiedliwości, odpowiedzialności i granic ludzkiej empatii. To sprawia, że powieść staje się czymś więcej niż kryminałem – staje się opowieścią o dojrzewaniu, przemijaniu i utracie złudzeń.
Osobnym bohaterem jest Wenecja. Jak zawsze u Leon nie jest ona jedynie tłem wydarzeń. Miasto na wyspach żyje własnym rytmem. Jest ono piękne, ale jednocześnie naznaczone problemami społecznymi, zaniedbaniami i kontrastami. Autorka z niezwykłą wrażliwością pokazuje jego mniej oczywiste oblicze, dalekie od turystycznych pocztówek.
Nie sposób mówić o tej powieści – ani o całej serii – bez zatrzymania się na chwilę przy życiu prywatnym Guido Brunetti. To właśnie ono stanowi jeden z najważniejszych i najbardziej wyjątkowych elementów twórczości Donna Leon.
Rodzina Brunettiego od lat jest dla czytelników czymś znacznie więcej niż tylko tłem dla policyjnych spraw. Jego żona Paola, inteligentna, przenikliwa i bezkompromisowa w swoich poglądach, niejednokrotnie pełni rolę moralnego kompasu – zarówno dla niego, jak i dla czytelnika. Ich rozmowy, często prowadzone przy wspólnych posiłkach, należą do najbardziej wyczekiwanych fragmentów książki. To właśnie wtedy pojawiają się refleksje na temat sprawiedliwości, polityki, historii czy ludzkiej natury.
Równie ważne są ich dzieci – dorastające, zmieniające się, ale wciąż obecne w życiu Brunettiego w sposób naturalny i nienachalny. Relacje rodzinne przedstawione są z niezwykłą czułością i autentycznością. Nie ma tu patosu ani przesadnej idealizacji – jest codzienność, drobne napięcia, troska i bliskość.
W Kto sieje wiatr te domowe sceny ponownie stanowią przeciwwagę dla trudnych tematów poruszanych w śledztwie. W świecie pełnym niejednoznaczności i moralnych szarości, dom Brunettiego pozostaje przestrzenią względnego spokoju, refleksji i uporządkowania.
Ogromną siłą tej części – podobnie jak całej serii – jest także obecność dobrze znanych, powracających bohaterów, którzy dla stałych czytelników są niczym rodzina. Claudia Griffoni, Lorenzo Vianello czy niezastąpiona Signorina Elettra wnoszą do fabuły nie tylko profesjonalizm, ale też charakterystyczny humor, lojalność i indywidualny rys osobowości. Od lat pozostaje ona jedną z najbardziej lubianych przeze mnie postaci cyklu. Jej inteligencja, spryt i nieoczywiste metody działania stanowią często klucz do rozwiązania sprawy. Z kolei Vianello, wierny współpracownik Brunettiego, wnosi do historii spokój i pragmatyzm, a Griffoni – świeżość spojrzenia i empatię.
Dla czytelników, którzy od lat śledzą losy tej serii, spotkanie z tymi bohaterami ma niemal intymny charakter. To trochę jak powrót do dobrze znanego miejsca i ludzi, których się zna, rozumie i lubi. Ich obecność buduje poczucie ciągłości i sprawia, że każda kolejna książka nie jest tylko nową historią kryminalną, ale kolejnym rozdziałem większej, wieloletniej opowieści.
Właśnie dlatego Kto sieje wiatr działa tak silnie – nie tylko jako samodzielna powieść, ale jako część świata, do którego chce się wracać. Świata, w którym zbrodnia jest ważna, ale jeszcze ważniejsi są ludzie – ich relacje, wybory i codzienne życie. Częścią tego świata jest jeszcze jeden charakterystyczny element - „książka kucharska”. Opisy weneckiej kuchni, kolacji i prostych domowych potraw, wizyt w barach, mają w sobie coś kojącego i sprawiającego, iż ma się ochotę spakować walizki i ruszyć do weneckich zaułków, sklepików i knajpek. Dzięki nim czytelnik na chwilę odpoczywa od ciężaru sprawy.
Podsumowując – Kto sieje wiatr to powieść subtelna, refleksyjna i głęboko humanistyczna. Nie epatuje akcją, lecz zmusza do myślenia. To książka dla tych, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż zagadki do rozwiązania – dla czytelników ceniących atmosferę, psychologię postaci i społeczną wnikliwość.
Jako wieloletnia czytelniczka serii mogę powiedzieć jedno: Donna Leon wciąż trzyma wysoki poziom i nadal potrafi zaskakiwać – nie zwrotami akcji, lecz głębią spojrzenia na świat. Polecam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.