poniedziałek, 30 marca 2026

Korespondentka - Virginia Evans

 


Wydawnictwo Filia, Seria: Literacka, Moja ocena 5/6
Kiedy zaczęłam czytać Korespondentkę miałam wrażenie, że trafiam na historię bardzo spokojną, może nawet zbyt zwyczajną. Listy, codzienność, kobieta, która porządkuje świat słowami. Nic spektakularnego. A jednak z każdą kolejną stroną czułam, że ta książka robi ze mną coś zaskakującego. 
Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo intymna jest ta opowieść. Forma listów sprawia, że nie czyta się jej jak klasycznej powieści, tylko raczej jak czyjeś życie rozłożone na kawałki, bardzo osobiste i momentami aż niewygodne. Miałam poczucie, jakbym podglądała cudze myśli, takie, których normalnie się nie wypowiada. I w tym wszystkim było coś niezwykle prawdziwego, bo przecież każdy z nas ma w sobie rzeczy, których nie mówi na głos, tylko zapisuje gdzieś w środku. 
Sybil jako bohaterka nie jest kimś, kogo można łatwo zaszufladkować. Z jednej strony wydaje się poukładana, dojrzała, funkcjonująca w świecie wg. zasad i oczekiwań innych. Z drugiej strony widać w niej ogrom emocji, które przez lata były odkładane, zamiatane pod dywan, odkładane na „kiedyś”. I to „kiedyś” w końcu nadchodzi. To, co mnie poruszyło najmocniej, to właśnie moment konfrontacji z przeszłością. Ta konforntacja jest powolna, czasem bolesna, jest to też dochodzenie do prawdy. To zarys. A jak jest dokłądnie? I co z tego wynika? Tego nie zdradzę. Zachęcam was za to do sięgnięcia po tę bardzo ciekawą książkę. 
W trakcie lektury kilka razy łapałam się na tym, że przestaję skupiać się na fabule, a zaczynam myśleć o sobie. O relacjach, które nie zostały domknięte. O słowach, które nigdy nie padły. O tym, jak długo potrafimy unikać rzeczy trudnych, nawet jeśli wiemy, że prędzej czy później i tak do nas wrócą. Ta historia nie daje prostych odpowiedzi, ale bardzo delikatnie zmusza czytelników do zadawania pytań. 
Język tej opowieści jest prosty, ale nie banalny. Nie ma tu przesady ani patosu, a jednak emocje są bardzo wyraźne. Wzruszenie przychodzi niespodziewanie, czasem jedno zdanie potrafi zatrzymać na dłużej. 
Jednocześnie rozumiem, że nie każdemu to się spodoba. Tempo jest spokojne, momentami wręcz bardzo powolne. Niewiele się „dzieje” w klasycznym sensie. Jeśli ktoś szuka akcji, napięcia, zwrotów fabularnych, może poczuć znużenie. Dla mnie jednak to spowolnienie było wartością, bo pozwalało naprawdę wejść w emocje bohaterki. 
To nie jest historia, która mnie rozbiła czy przytłoczyła, ale raczej taka, która dotknęła czegoś ważnego. Pomyślałam o tym, jak trudno jest wybaczać, zwłaszcza sobie. I jak długo potrafimy odkładać moment, w którym w końcu spojrzymy prawdzie w oczy. Korespondentka to książka, która trafia dokładnie tam, gdzie powinna, ale robi to bez hałasu. Nie narzuca się, nie próbuje być wielka na siłę. Jest cicha, uważna i bardzo ludzka. I może właśnie dlatego zostaje na dłużej.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.