Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
16. nadchodzi, czyli Śliwka znowu w natarciu:)
09 września pojawi się kolejna część przygód niesamowitej, zwariowanej i tak przeze mnie lubianej Stephanie łowczyni zbiegów wszelakich Plum:)
Bardzo, bardzo, niesamowicie się cieszę.
Śliwka i jej przygody zawsze poprawiają mi humor, i to na kilka dni.
Kto z was też jest wielbicielem Stephanie Plum?
Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy 988-2015 - Anna Reid
Wydawnictwo Literackie, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Anna Reid to brytyjska historyk, dziennikarka, autorka wielu książek. Jedną z najbardziej znanych książek jej autorstwa jest Leningrad. Tragedia oblężonego miasta 1941-1944.
Książka ta próba opisu skomplikowanych dziejów ukraińskiego państwa i narodu w ich długim trwaniu.
Zakres czasowy, jaki obejmuje książka jest bardzo duży. Chodzi bowiem o lata 988-2015. W związku z tym książka ta to nie tylko podróż przez historię Ukrainy, ale także przez kulturę, obyczaje, przemiany, jakie na przestrzeni wieków zachodziły w tym kraju.
Razem z Reid przedzieramy się przez czasy panowania Rurykowiczów, rządy mongolskie, okres wojen kozackich i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, okres II wojny światowej oraz tragedię wielkiego głodu i wiele innych.
Co cenne, autorka skupia się nie tylko na przeszłości, ale także sporo miejsca poświęca teraźniejszości, wydarzeniom do 2015 roku włącznie. W ten sposób pokazuje ciąg historyczny, ale także przyczynowo-skutkowy, zwraca uwagę na fakty, wydarzenia, które doprowadziły do tego, iż kraj tak nam bliski, a równocześnie z wielu względów daleki, od lat wstrząsany jest tragicznymi konfliktami, a walki zdają się nie mieć końca. Bardzo ciekawie ukazany jest także wpływ tego, co dzieje się na Ukrainie nie tylko na sąsiednie państwa, ale wręcz na cały świat.
Książka składa się z dwóch części, które wyraźnie różnią się od siebie.
Pierwsza część została napisana 20 lat przed drugą.
Bardzo ciekawym jest połączenie końca pierwszej części z początkiem części drugiej. Różnica 20 lat pomiędzy obydwoma częściami pozwala na wiele spraw spojrzeć z innego punktu widzenia.
Książka jest bardzo dobrze napisana, ciekawym jeżykiem, bez historycznego patosu i ma wyjątkowy dar - łączy zalety dopracowanej merytorycznie książki historycznej z reportażem na najwyższym poziomie. Jestem przekonany, iż dzięki temu trafi do szerszej grupy odbiorców.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Rikszą do nieba - Krzysztof Beśka
Wydawnictwo Melanż, Moja ocena 4-/6Akcja rozgrywa się w latach 40. XX wieku oraz w roku 1968, w trakcie pamiętnego protestu studentów aż po antysemickie akcje rok póżniej.
Rikszą do nieba, to bardzo dobra powieść, której bohaterem jest mieszkaniec Warszawy, Antek, absolwent elitarnego liceum im. S. Batorego, lekkoduch, do wszystkiego podchodzący z pozycji, jakoś to będzie, człowiek, niezupełnie pasujący do okupacyjnej rzeczywistości, do wybuchu wojny żyjący w jakby innym świecie, trzymany pod kloszem.
Mimo lekkiego podejścia do okupacyjnych faktów, Antek postanawia za wszelką cenę przeżyć. Sprowadzi to na niego wiele niebezpieczeństw, które w dużej mierze będą osią opowieści.
Rikszą do nieba to nieźle napisana książka. Niewątpliwym plusem jest spora ilość wojennych realiów, ukazanie życia w okupowanej stolicy, próby jego organizacji, radzenie sobie z przeciwnościami, a jednocześnie uczynienie tego w sposób nienachalny, bez zbytniego patosu, bez epatowania okrucieństwem. Beśce udało się świetnie oddać warszawski klimat. W trakcie lektury miałam wrażenie przeniesienia się w czasie. Wyraźnie widać, iż autor doskonale przygotował się do nakreślenia tła historyczno-obyczajowego. Za to należy się ogromny plus.
Atutem jest także ciekawe wykreowanie postaci oraz wplecenie w fabułę sylwetek autentycznych warszawskich bohaterów tego okresu.
Odrobinę przeszkadzała mi zbyt duża ilość często mało wiarygodnych wątków, z których jeden, a właściwie jego zakończenie, pozostawia moim zdaniem trochę do życzenia.
Znam twórczość autora z innych książek. Szczególnie do gustu przypadła mi trylogia, której duża część rozgrywa się w fabrykanckiej Łodzi. Doskonała lektura, na najwyższym poziomie zarówno jeżeli chodzi o tło społeczno-obyczajowo-historyczne, jak i intrygę kryminalną, prowadzenie fabuły, sylwetki bohaterów.
Biorąc do ręki Rikszą do nieba spodziewałam się czegoś równie dobrego. Niestety. Dostałam co prawda książkę poprawną, ale tylko poprawną. Moim zdaniem autora stać na dużo więcej.
Mimo tego drobnego minusu, Rikszą do nieba polecam, jako lekką lekturę na wakacje.
Za książkę dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl (klik)
piątek, 5 sierpnia 2016
Chyłka i Zordon po raz 4.
Już 31 sierpnia w księgarniach...z czego bardzo się cieszę, uwielbiam serię.
Najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje publicznie oskarżony o zabójstwo człowieka, z którym nic go nie łączy. Ofiara pochodzi z innego miasta i nigdy nie spotkała swojego rzekomego oprawcy, mimo to prokuratura zaczyna zabiegać o uchylenie immunitetu.
Spisek na szczytach władzy? Polityczna zemsta? A może sędzia jest winny?
Oskarżony zwraca się o pomoc do znajomej ze studiów, Joanny Chyłki. Nie wie, że prawniczka, która niegdyś brylowała w salach sądowych, teraz zmaga się z chorobą alkoholową i upiorami z czasów młodości.
Razem zaczynają odkrywać tropy prowadzące do miejsc, gdzie zasady prawa nie sięgają…
czwartek, 4 sierpnia 2016
Małe życie - Hanya Yanagihara
Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6-/6
Matko, co to za książka.
Przed rozpoczęciem lektury (w minioną sobotę) czytałam sporo peanów, pochwał, euforycznych recenzji na temat Małego życia. I przyznam wam się, ze byłam odrobinę sceptycznie nastawiona. Wiadomo, jak jest z takimi euforiami. Dodatkowo, gdy książka jest okrzyknięta światowym hitem w jakiejś tam dziedzinie literatury...klops i rozczarowanie na ogół murowane.
Niestety, ale tym razem pomyliłam się i to sromotnie. I całe szczęście.
Wraz z rozpoczęciem w sobotę lektury Małego życia, przepadłam z kretesem. Dawno nie czytałam takiej książki.
Tak sobie siedzę i myślę do czego ją przyrównać.... Przychodzi mi do głowy Erich Segal i jego Nagrody, Doktorzy, Absolwenci. Segal to jeden z moich najukochańszych pisarzy. Ale wspomniane książki to też jeszcze nie to, chociaż ich klimat, sposób pisania dają pewien przedsmak tego co czeka nas w Małym życiu.
O czym jest książka? W zasadzie oś przewodnia jest banalna. Jest to historia czterech przyjaciół, którzy mieszkają w Nowym Jorku i wchodzą w dorosłe życie.
Mamy: JB, Willema, Jude'a, Malcolma. Każdy z nich jest inny, każdy chce czerpać z życia pełnymi garściami, każdy chce coś osiągnąć. I wszystkim się to uda.
Yanagihara ukazuje młodych ludzi, gdy wchodzą w dorosłe życie, szukają stażów, pracy, wynajmują mieszkania, zakochują się. Banał napiszecie. Może i tak, ale jak napisany. Poza tym istotne jest to, co autorka przekazuje pomiędzy wierszami.
Początkowo śledzimy losy całej czwórki. Jednak z biegiem czasu na plan pierwszy wysuwa się historia Jude'a, poranionego fizycznie i psychicznie, jak to tylko jest możliwe. Historia tego człowieka to wielkie cierpienie, uwięzienie w ciele wielkiego bólu, wołania o pomoc, a jednocześnie odmawianie jej przyjęcia, nawet od najbliższych przyjaciół. Czytelnik poznaje w końcu tajemnicę Jude'a a wraz z nim tylko jedna, jedyna osoba - najbliższy przyjaciel.
Mimo, iż wiele rzeczy nie jest powiedziane (napisane) wprost, autorka pozwala nam się ich domyśleć. Jak ja płakałam czytając o życiu i cierpieniu Jude'a, o tym teraźniejszym i z przeszłości.
Poza tym mamy w książce wszystko w co obfituje współczesne życie, współczesny NY. Jest miłość, seks, praca, narkotyki, alkohol, teatr, muzea, sklepy, są opisy życia w tym wielkim mieście, przedstawienie konfliktów na tle rasowym religijnym, seksualnym, porady gdzie najtaniej zjeść etc.
Jest jedno malutkie ale. Autorka jakby zatrzymała w czasie zmiany technologiczno-kulturowe. Losy bohaterów śledzimy na przestrzeni kolejnych lat, wielu lat. Natomiast w ogóle nie zmienia się technologia, przemysł etc. Te same urządzenia mamy, gdy bohaterowie mają 20 lat i wynajmują pierwsze lokum, jak i 10-20 lat póżniej, gdy osiągają to co chcieli osiągnąć. Wrażenie momentami surrealistyczne i nad tym moim zdaniem autorka powinna popracować.
To jeden, jedyny minus, jaki znalazłam w książce. Jednak moim zdaniem absolutnie nie wpływa to na wartość powieści, na jej wymowę, przesłanie, na fakt, iż tak wiele można z niej wynieść.
Piszę o Małym życiu, piszę i nadal nie napisałam o czym jest ta książka. Ukazanie życia czwórki bohaterów to tylko tło do przedstawienia czegoś więcej. Podejrzewam, że dla każdego czytelnika może to być coś więcej. Dla mnie ta historia to wspaniała afirmacja życia w całości z jego plusami i minusami, smutkami i radościami. Jednak przede wszystkim to wielki pomnik przyjaźni i miłości, takich jedynych, na całe życie, które przetrwają wszystko i wszystko wybaczą, a które tak niewielu ma szczęście zaznać.
Książka jest albo uwielbiana albo odsądzana od czci i wiary i nazywana wręcz grafomańską. Mam nadzieję, że wy będziecie (podobnie, jak ja) w tej pierwszej grupie.
Zachęcam do lektury tej niezwykłej historii, która pozostawi w was niezatarte wrażenia i wiele, bardzo wiele pytań o życie, jego sens i wszystko co z nim związane.
Małe życie to tegoroczny nr. 1 wśród moich lektur i z pewnością jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam.
Za książkę dziękuje Księgarni Internetowej Platon24(klik)
Książka do kupienia w doskonałej cenie, polecam.
Matko, co to za książka.
Przed rozpoczęciem lektury (w minioną sobotę) czytałam sporo peanów, pochwał, euforycznych recenzji na temat Małego życia. I przyznam wam się, ze byłam odrobinę sceptycznie nastawiona. Wiadomo, jak jest z takimi euforiami. Dodatkowo, gdy książka jest okrzyknięta światowym hitem w jakiejś tam dziedzinie literatury...klops i rozczarowanie na ogół murowane.
Niestety, ale tym razem pomyliłam się i to sromotnie. I całe szczęście.
Wraz z rozpoczęciem w sobotę lektury Małego życia, przepadłam z kretesem. Dawno nie czytałam takiej książki.
Tak sobie siedzę i myślę do czego ją przyrównać.... Przychodzi mi do głowy Erich Segal i jego Nagrody, Doktorzy, Absolwenci. Segal to jeden z moich najukochańszych pisarzy. Ale wspomniane książki to też jeszcze nie to, chociaż ich klimat, sposób pisania dają pewien przedsmak tego co czeka nas w Małym życiu.
O czym jest książka? W zasadzie oś przewodnia jest banalna. Jest to historia czterech przyjaciół, którzy mieszkają w Nowym Jorku i wchodzą w dorosłe życie.
Mamy: JB, Willema, Jude'a, Malcolma. Każdy z nich jest inny, każdy chce czerpać z życia pełnymi garściami, każdy chce coś osiągnąć. I wszystkim się to uda.
Yanagihara ukazuje młodych ludzi, gdy wchodzą w dorosłe życie, szukają stażów, pracy, wynajmują mieszkania, zakochują się. Banał napiszecie. Może i tak, ale jak napisany. Poza tym istotne jest to, co autorka przekazuje pomiędzy wierszami.
Początkowo śledzimy losy całej czwórki. Jednak z biegiem czasu na plan pierwszy wysuwa się historia Jude'a, poranionego fizycznie i psychicznie, jak to tylko jest możliwe. Historia tego człowieka to wielkie cierpienie, uwięzienie w ciele wielkiego bólu, wołania o pomoc, a jednocześnie odmawianie jej przyjęcia, nawet od najbliższych przyjaciół. Czytelnik poznaje w końcu tajemnicę Jude'a a wraz z nim tylko jedna, jedyna osoba - najbliższy przyjaciel.
Mimo, iż wiele rzeczy nie jest powiedziane (napisane) wprost, autorka pozwala nam się ich domyśleć. Jak ja płakałam czytając o życiu i cierpieniu Jude'a, o tym teraźniejszym i z przeszłości.
Poza tym mamy w książce wszystko w co obfituje współczesne życie, współczesny NY. Jest miłość, seks, praca, narkotyki, alkohol, teatr, muzea, sklepy, są opisy życia w tym wielkim mieście, przedstawienie konfliktów na tle rasowym religijnym, seksualnym, porady gdzie najtaniej zjeść etc.
Jest jedno malutkie ale. Autorka jakby zatrzymała w czasie zmiany technologiczno-kulturowe. Losy bohaterów śledzimy na przestrzeni kolejnych lat, wielu lat. Natomiast w ogóle nie zmienia się technologia, przemysł etc. Te same urządzenia mamy, gdy bohaterowie mają 20 lat i wynajmują pierwsze lokum, jak i 10-20 lat póżniej, gdy osiągają to co chcieli osiągnąć. Wrażenie momentami surrealistyczne i nad tym moim zdaniem autorka powinna popracować.
To jeden, jedyny minus, jaki znalazłam w książce. Jednak moim zdaniem absolutnie nie wpływa to na wartość powieści, na jej wymowę, przesłanie, na fakt, iż tak wiele można z niej wynieść.
Piszę o Małym życiu, piszę i nadal nie napisałam o czym jest ta książka. Ukazanie życia czwórki bohaterów to tylko tło do przedstawienia czegoś więcej. Podejrzewam, że dla każdego czytelnika może to być coś więcej. Dla mnie ta historia to wspaniała afirmacja życia w całości z jego plusami i minusami, smutkami i radościami. Jednak przede wszystkim to wielki pomnik przyjaźni i miłości, takich jedynych, na całe życie, które przetrwają wszystko i wszystko wybaczą, a które tak niewielu ma szczęście zaznać.
Książka jest albo uwielbiana albo odsądzana od czci i wiary i nazywana wręcz grafomańską. Mam nadzieję, że wy będziecie (podobnie, jak ja) w tej pierwszej grupie.
Zachęcam do lektury tej niezwykłej historii, która pozostawi w was niezatarte wrażenia i wiele, bardzo wiele pytań o życie, jego sens i wszystko co z nim związane.
Małe życie to tegoroczny nr. 1 wśród moich lektur i z pewnością jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam.
Za książkę dziękuje Księgarni Internetowej Platon24(klik)
Książka do kupienia w doskonałej cenie, polecam.
wtorek, 2 sierpnia 2016
Xango z Baker Street - Jo Soares
Wydawnictwo Rebis, Ocena 3/6
Recenzja mojego męża.
Xango z Baker Street, to kolejny tom doskonale zapowiadającej się serii Wydawnictwa Rebis propagującej tak mało u nas znaną literaturę brazylijską. To także pierwszy kryminał brazylijski, który miałem okazję przeczytać.
Akcja rozgrywa się w 1888 roku. Brazylijski cesarz Dom Pedro jest zmuszony poprosić o pomoc słynnego Sherlocka Holmesa. Teoretycznie Holmes jest wezwany, żeby odnaleźć zaginione skrzypce. Praktycznie cesarz ma nadzieję upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Trudno cokolwiek więcej napisać o tej książce nie zdradzając zbyt wielu szczegółów. Napiszę w związku z tym tak. W książce mamy wszystko to, czego nie znajdziemy w klasycznej opowieści o Holmesie piór sir Arthura Conan Dyle'a.
Mamy więc: Holmesa tańczące sambę, śledztwo na brazylijskiej plaży i pod palmami i wiele innych cudów, jak np. nadmiernie pobudzony seksualnie Holmes.
Wiem, kłócą się one z tradycyjnym wyobrażeniem Holmesa, ale byłyby one do przyjęcia, gdyby autor nie pokusił się o zrobienie detektywa (TEGO detektywa) człowiekiem, którego większość szarych komórek i umiejętność dedukcji padły całkowicie. Mamy więc Holmesa, który nie potrafi nic wytropić, a jego wnioski nijak się mają do rzeczywistości, dedukcja, z której tak słynął angielski detektyw jest do niczego.
Prawdopodobnie książka ta miała być parodią klasycznego kryminału z Holmesem w roli głównej (tak przypuszczam, bo pewien nie jestem). Jednak nawet jako parodia nie sprawdza się. Dodatkowo jestem pewien, że większość fanów Holmesa nie będzie zadowolona z tej książki.
Na plus zasługuje tylko część opisująca klimat Brazylii, obyczaje tego kraju etc. Gdyby autor na tym poprzestał, śledczym uczynił innego detektywa, całość wypadłaby o wiele lepiej, tym bardziej, że sama zagadka kryminalna jest w porządku.
Czy sięgnąć po tę książkę, czy poświecić czas na jej lekturę - sami musicie zdecydować.
Dla mnie Xango z Baker Street, to niezbyt udany eksperyment literacki.
Recenzja mojego męża.
Xango z Baker Street, to kolejny tom doskonale zapowiadającej się serii Wydawnictwa Rebis propagującej tak mało u nas znaną literaturę brazylijską. To także pierwszy kryminał brazylijski, który miałem okazję przeczytać.
Akcja rozgrywa się w 1888 roku. Brazylijski cesarz Dom Pedro jest zmuszony poprosić o pomoc słynnego Sherlocka Holmesa. Teoretycznie Holmes jest wezwany, żeby odnaleźć zaginione skrzypce. Praktycznie cesarz ma nadzieję upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Trudno cokolwiek więcej napisać o tej książce nie zdradzając zbyt wielu szczegółów. Napiszę w związku z tym tak. W książce mamy wszystko to, czego nie znajdziemy w klasycznej opowieści o Holmesie piór sir Arthura Conan Dyle'a.
Mamy więc: Holmesa tańczące sambę, śledztwo na brazylijskiej plaży i pod palmami i wiele innych cudów, jak np. nadmiernie pobudzony seksualnie Holmes.
Wiem, kłócą się one z tradycyjnym wyobrażeniem Holmesa, ale byłyby one do przyjęcia, gdyby autor nie pokusił się o zrobienie detektywa (TEGO detektywa) człowiekiem, którego większość szarych komórek i umiejętność dedukcji padły całkowicie. Mamy więc Holmesa, który nie potrafi nic wytropić, a jego wnioski nijak się mają do rzeczywistości, dedukcja, z której tak słynął angielski detektyw jest do niczego.
Prawdopodobnie książka ta miała być parodią klasycznego kryminału z Holmesem w roli głównej (tak przypuszczam, bo pewien nie jestem). Jednak nawet jako parodia nie sprawdza się. Dodatkowo jestem pewien, że większość fanów Holmesa nie będzie zadowolona z tej książki.
Na plus zasługuje tylko część opisująca klimat Brazylii, obyczaje tego kraju etc. Gdyby autor na tym poprzestał, śledczym uczynił innego detektywa, całość wypadłaby o wiele lepiej, tym bardziej, że sama zagadka kryminalna jest w porządku.
Czy sięgnąć po tę książkę, czy poświecić czas na jej lekturę - sami musicie zdecydować.
Dla mnie Xango z Baker Street, to niezbyt udany eksperyment literacki.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Rozwiązanie konkursów + refleksja
Najpierw rozwiązanie konkursu na sześć szóstek na liczniku odwiedzin bloga. Niestety nikt nie wygrał, ponieważ nikt nie przysłał zdjęcia licznika. Zero polujących, jak widać.
Drugi konkurs na komentarze - w lipcowym etapie wygrywa Alicja P.
Gratuluję. Wybierz sobie 2 książki z zamieszczonych 1-2 posty niżej i ich tytuły oraz adres do wysyłki przyślij na mój email anetapzn@gazeta.pl.
W sierpniu bawimy się dalej w komentarze, jeżeli ktoś ma ochotę. Póżniej dodam nowe książki, które będą ew. nagrodą.
Napisałam.... jeżeli macie ochotę, ponieważ wbrew moim oczekiwaniom konkurs komentarzowy nie zwiększył liczby komentarzy na blogu. Jestem trochę zdziwiona. Więcej jednak dziwili mnie troje blogerów (nicków nie wymienię), którzy owszem komentują, ale dopiero po tym, gdy ja u nich dodam komentarz. I co śmieszniejsze jest 1 za 1. Ja dodam 3 komentarze np. u osoby A i X te osoby też po 3 u mnie, ja dodam 2 każda z tych osób 2 u mnie.
Śmieszne, dziecinne i jak dla mnie żenujące. Zawsze naiwnie myślałam, że komentuje się wtedy, gdy ma się coś do napisania, powiedzenia, a nie w przypadku gdy ktoś u nas skomentował, w ramach rewanżu.Takie kuriozalne towarzystwo wzajemnej adoracji.
Miłego poniedziałku :)
niedziela, 31 lipca 2016
Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego - Grzegorz Piątek
Wydawnictwo WAB, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Stefan Starzyński, człowiek legenda, prezydent legenda, który zginął tragiczną śmiercią do końca trwając na posterunku. Jaki był najsłynniejszy prezydent stolicy Polski? O całym jego życiu, o wadach, zaletach, marzeniach, dążeniach bardzo ciekawie pisze w swojej książce Grzegorz Piątek.
Z opowieści, którą snuje przed nami autor, wyłania się obraz niebanalnego człowieka, przede wszystkim wiernego żołnierza Piłsudskiego, człowieka wojska, sanacji, kogoś kto wierzył w Polskę, pragnął jej naprawy, odbudowy. Z jednej strony był wielkim wizjonerem, z drugiej człowiekiem despotycznym, który sam musiał wszystko kontrolować. Przy tym co chwila miał kilkanaście nowych pomysłów i wręcz kipiał energią.
Piątek bardzo ciekawie opowiada o swoim bohaterze. Jego książkę czyta się z dużą przyjemnością dodatkowo zwiększoną przez fakt, iż autor musiał zadać sobie wiele trudu, żeby ja napisać. Materiałów dot. Starzyńskiego jest bardzo niewiele, a do tych istniejących dostęp jest często utrudniony. Jednak Piątkowi udało się tak skonstruować książkę, iż dowiadujemy się z niej bardzo dużo. Co istotne owa wiedza nie jest twórczością własną, nie ma w niej zmyśleń, przypuszczeń, tło historyczne nie wysuwa się na plan pierwszy.
W Sanatorze... Starzyński jest głównym bohaterem, człowiekiem niezwykłym, ale odbrązowionym, zdjętym z piedestału, na którym przez lata utrzymywały go historia, legenda.
Owo odbrązowienie, przedstawienie Starzyńskiego, jako człowieka, a nie tylko prezydenta Warszawy, zaprezentowanie także jego życia prywatnego, ukazanie jego zalet, ale i wielu wad jest największą wartością książki.
Dodatkowym plusem są bardzo ciekawie ukazane losy Warszawy, życie w mieście, rozwój, problemy, rozbudowa, smaki i smaczki. Wszystko to jest umiejętnie wplecione w biografię Stefana Starzyńskiego.
Gorąco zachęcam do lektury.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
Recenzja mojego męża.
Stefan Starzyński, człowiek legenda, prezydent legenda, który zginął tragiczną śmiercią do końca trwając na posterunku. Jaki był najsłynniejszy prezydent stolicy Polski? O całym jego życiu, o wadach, zaletach, marzeniach, dążeniach bardzo ciekawie pisze w swojej książce Grzegorz Piątek.
Z opowieści, którą snuje przed nami autor, wyłania się obraz niebanalnego człowieka, przede wszystkim wiernego żołnierza Piłsudskiego, człowieka wojska, sanacji, kogoś kto wierzył w Polskę, pragnął jej naprawy, odbudowy. Z jednej strony był wielkim wizjonerem, z drugiej człowiekiem despotycznym, który sam musiał wszystko kontrolować. Przy tym co chwila miał kilkanaście nowych pomysłów i wręcz kipiał energią.
Piątek bardzo ciekawie opowiada o swoim bohaterze. Jego książkę czyta się z dużą przyjemnością dodatkowo zwiększoną przez fakt, iż autor musiał zadać sobie wiele trudu, żeby ja napisać. Materiałów dot. Starzyńskiego jest bardzo niewiele, a do tych istniejących dostęp jest często utrudniony. Jednak Piątkowi udało się tak skonstruować książkę, iż dowiadujemy się z niej bardzo dużo. Co istotne owa wiedza nie jest twórczością własną, nie ma w niej zmyśleń, przypuszczeń, tło historyczne nie wysuwa się na plan pierwszy.
W Sanatorze... Starzyński jest głównym bohaterem, człowiekiem niezwykłym, ale odbrązowionym, zdjętym z piedestału, na którym przez lata utrzymywały go historia, legenda.
Owo odbrązowienie, przedstawienie Starzyńskiego, jako człowieka, a nie tylko prezydenta Warszawy, zaprezentowanie także jego życia prywatnego, ukazanie jego zalet, ale i wielu wad jest największą wartością książki.
Dodatkowym plusem są bardzo ciekawie ukazane losy Warszawy, życie w mieście, rozwój, problemy, rozbudowa, smaki i smaczki. Wszystko to jest umiejętnie wplecione w biografię Stefana Starzyńskiego.
Gorąco zachęcam do lektury.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
sobota, 30 lipca 2016
Ostatnie godziny konkursów...
To są ostatnie godziny konkursów. Prawdopodobnie jutro (albo dziś w nocy) padnie 666666 na liczniku odwiedzin...
Przypominam: Do wygrania 2 książki + książka dla pierwszej osoby, która upoluje stan licznika równiutko 666666 (nie 1, czy 2 mniej lub więcej) i zdjęcie w jpg przyśle jako pierwsza na mój email anetapzn@gazeta.pl
Wygrywa tylko jedna osoba, która jako 1. nadeśle zdjęcie sześciu szóstek :)
Do jutra do północy można też dodawać komentarze i brać udział w konkursie na komentowanie. Wygrywa 1 osoba najaktywniej komentującą posty na moim blogu. Ale...nie chodzi o napisanie -, poszukam, to nie dla mnie, ciekawe etc. Należy się bardziej wysilić:)
W grę nie wchodzą komentarze z linkiem do bloga, zabawy, rozdawajki etc. Te odpadają z marszu (że tak się wyrażę), nie będą nawet czytane, ani zamieszczane na blogu.
Wyniki i zwycięzców obu konkursów podam w poniedziałek około południa, cierpliwości.
W każdym z tych konkursów można wygrać 2 książki z poniższych:
piątek, 29 lipca 2016
Gorski
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Gorski to doskonała powieść. Sama jestem zaskoczona, jak dobra, ba wręcz momentami mistrzowska okazała się ta książka.
Narratorem i jednym z głównych bohaterów jest żyjący wręcz ascetycznie księgarz-antykwariusz, właściciel wyjątkowo kiepsko prosperującego przybytku książki. Pewnego dnia na jego drodze staje tytułowy Gorski, tajemniczy, wyjątkowo nieszablonowy miliarder. I wtedy wszystko się zaczyna.
Gorski zleca naszemu narratorowi zadanie polegające na zdobyciu najcenniejszych z cennych książek, cena nie gra roli, mają to być pierwsze wydania wyjątkowych dzieł.
Za sprawą nowej pracy, narrator wchodzi do świata bogaczy, świata, o którym dotychczas mógł tylko pomarzyć.
Jak jest w tym świecie? Czy warto w nim w ogóle być?
Akcja rozgrywa się głównie w Londynie i autorka nie szczędzi nam wspaniałych opisów tego miasta. To jeden z wielu atutów powieści.
Do tego dochodzi niesłychane napięcie, miks Grecji z Rosją, wielka tajemnica i ogromne pieniądze, które jak się okaże wcale szczęścia nie dają. Co je zatem daje? Czy jest coś ważniejszego od pieniędzy?
Dodatkowym plusem są bardzo ciekawie nakreśleni bohaterowie, dramaty jednostek, które coś czują oraz mistrzowsko ukazane ich uczucia, wzajemne relacje, wnętrz dusz (wiem, patetycznie brzmi, ale tak to odebrałam).
Może wam się w tym momencie wydawać, iż fabuła potoczy się wg. utartego schematu. Ale nic z tych rzeczy. Autorka niesamowicie mnie zaskoczyła (w sensie pozytywnym). Opowiadana przez nią historia jest unikalna, wciągająca i zapewniająca czytelnikowi niesamowite doznania.
Książkę wręcz pochłonęłam i sama nie wiem, kiedy mnie tak wciągnęła. A zakończenie, rewelacja.
Gorski w zasadzie nie posiada słabych cech, może tylko całość mogłaby być dłuższa, żal było rozstawać się z bohaterami, z ich światem i tym czymś co dodatkowo serwuje czytelnikowi autorka.
Gorąco zachęcam do lektury. Więcej niczego o książce nie napiszę, żeby nie spojlerować i nie odbierać wam elementu zaskoczenia, gdy zagłębicie sie w fabułę. Gwarantuję, że książka okaże się diametralnie odmienna od waszych oczekiwań.
Gorski to doskonała powieść. Sama jestem zaskoczona, jak dobra, ba wręcz momentami mistrzowska okazała się ta książka.
Narratorem i jednym z głównych bohaterów jest żyjący wręcz ascetycznie księgarz-antykwariusz, właściciel wyjątkowo kiepsko prosperującego przybytku książki. Pewnego dnia na jego drodze staje tytułowy Gorski, tajemniczy, wyjątkowo nieszablonowy miliarder. I wtedy wszystko się zaczyna.
Gorski zleca naszemu narratorowi zadanie polegające na zdobyciu najcenniejszych z cennych książek, cena nie gra roli, mają to być pierwsze wydania wyjątkowych dzieł.
Za sprawą nowej pracy, narrator wchodzi do świata bogaczy, świata, o którym dotychczas mógł tylko pomarzyć.
Jak jest w tym świecie? Czy warto w nim w ogóle być?
Akcja rozgrywa się głównie w Londynie i autorka nie szczędzi nam wspaniałych opisów tego miasta. To jeden z wielu atutów powieści.
Do tego dochodzi niesłychane napięcie, miks Grecji z Rosją, wielka tajemnica i ogromne pieniądze, które jak się okaże wcale szczęścia nie dają. Co je zatem daje? Czy jest coś ważniejszego od pieniędzy?
Dodatkowym plusem są bardzo ciekawie nakreśleni bohaterowie, dramaty jednostek, które coś czują oraz mistrzowsko ukazane ich uczucia, wzajemne relacje, wnętrz dusz (wiem, patetycznie brzmi, ale tak to odebrałam).
Może wam się w tym momencie wydawać, iż fabuła potoczy się wg. utartego schematu. Ale nic z tych rzeczy. Autorka niesamowicie mnie zaskoczyła (w sensie pozytywnym). Opowiadana przez nią historia jest unikalna, wciągająca i zapewniająca czytelnikowi niesamowite doznania.
Książkę wręcz pochłonęłam i sama nie wiem, kiedy mnie tak wciągnęła. A zakończenie, rewelacja.
Gorski w zasadzie nie posiada słabych cech, może tylko całość mogłaby być dłuższa, żal było rozstawać się z bohaterami, z ich światem i tym czymś co dodatkowo serwuje czytelnikowi autorka.
Gorąco zachęcam do lektury. Więcej niczego o książce nie napiszę, żeby nie spojlerować i nie odbierać wam elementu zaskoczenia, gdy zagłębicie sie w fabułę. Gwarantuję, że książka okaże się diametralnie odmienna od waszych oczekiwań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































