czwartek, 12 listopada 2015

Madonny z Bari - Renata Czarnecka

Wydawnictwo Książnica, Moja ocena 5,5/6
Madonny z Bari, to kolejna powieść autorstwa Renaty Czarneckiej, którą miałam okazję przeczytać i kolejny raz jestem zachwycona.
Madonny z Bari to kontynuacja Księżnej Mediolanu, jednak bez znajomości tej ostatniej pozycji po Madonny z Bari można sięgnąć spokojnie. Autorka tak prowadzi fabułę, iż ani przez ,moment czytelnik nie czuje się zagubiony.
Bohaterkami książki ponownie są Izabela Aragońska i jej córka Bona Sforza. Nie chcę streszczać fabuły. Nie ma to sensu, a poza tym odebrałabym potencjalnemu czytelnikowi część przyjemności wynikającej z poznawania dziejów głównej bohaterki. A tego robić nie chcę.
Napiszę tylko, iż już od pierwszego rozdziału jest wielkie bum historyczne, bum zwiastujące zmiany, niepokoje. A to dopiero początek. Z każdym kolejnym rozdziałem jest coraz lepiej. Fabuła i tempo akcji, to niewątpliwe plusy książki. Jednak tym co najbardziej mnie zachwyciło są - genialnie oddane tło historyczne, obyczajowe i polityczne.
Przypominam, iż akcja rozgrywa się w Italii w okresie wspaniałego, ale i niezwykle burzliwego renesansu. Działo się wtedy oj działo, i to w każdym aspekcie ówczesnego życia. Powstawały najwspanialsze budowle, wielkie dzieła sztuki, którymi do dziś się zachwycamy. Wspaniałe stroje, możnych, bale, drogocenne klejnoty, wielkie posiadłości. Z drugiej strony było jednak życie ubogich, biedoty oraz liczne niepokoje.
Dookoła tego  piętrzyły się najrozmaitsze intrygi (a wokół nich nieprawdopodobna wręcz sieć powiązań, zaleźności), mniejsze i większe potyczki, wojny.
Renata Czarnecka nie dość, że wspaniale nam to wszystko odmalowuje, to dodatkowo ani na moment nie gubi się w różnorodnych koligacjach rodzinnych, zależnościach, uwarunkowaniach. Rozmach z jakim przedstawia nam zarówno styl życia bohaterów, jak i tło społeczne, historyczne, kulturowe, polityczne zadziwia i zachwyca. Już od pierwszego rozdziału rzuca się w oczy ogrom pracy, jaki pisarka musiała włożyć w zgromadzenie materiałów źródłowych, przebrniecie przez nie i sensowne posegregowanie oraz umiejscowienie w fabule.
Zachwycają także kreacje bohaterów. Co cenne, nie tylko postaci występujące na pierwszym planie są ciekawie odmalowane. Równie dużo uwagi pisarka poświęca bohaterom drugoplanowym. 
O zaletach książki można by pisać i pisać.
Krócej będzie o wadach. Jest tylko jedna- Madonny z Bari są zdecydowanie za krótkie. Ani się obejrzałam, a już był koniec lektury.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę niesamowitą pozycję. I czekam na kolejną książkę Renaty Czarneckiej.

środa, 11 listopada 2015

Bazyliszek - Tomasz Konatkowski

Wydawnictwo WAB, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.
Bazyliszek to 4. część serii kryminałów, której głównym bohaterem jest warszawski komisarz Adam Nowak. Nie znajomość tomów wcześniejszych nie jest jednak przeszkodą w poznaniu Bazyliszka. Każdy z tomów tworzy odrębną całość, a poza tym autor w fabułę wplata liczne nawiązania do wcześniejszych książek.
Kreując swojego bohatera Konatkowski zaczerpnął ze sprawdzonych wzorców. Nowak ma problemy z życiem prywatnym. Ba, on go praktycznie nie ma. Dopiero w tym tomie próbuje sobie je jakoś zorganizować u boku nowej partnerki, ale efekty są mizerne. Ma różne schizy. Czyli trąci generalnie bohaterami skandynawskimi. Poza tym warszawski glina lubi dobre piwo, jeszcze lepszą muzykę (co obrazują liczne, prywatne, nowakowe mini listy przebojów wplecione w tekst książki) i mecze piłki nożnej. 

Tym razem Konatkowski porusza niezwykle ważny i aktualny problem sekt, które mimo, iż w sumie rzadziej o nich obecnie się mówi/pisze, działają coraz prężniej, a ich macki sięgają coraz dalej. Co istotne, są to często sekty powstające na obrzeżach kościoła katolickiego. Temat może wydawać się mało..kryminalny, ale wcale takim nie jest. Dodatkowo (żeby zadowolić zwolenników bardziej krwawych intryg kryminalnych) mamy w książce zabójstwa, zdrady i... ale tego już nie zdradzę. Zachęcam za to do sięgnięcia po Bazyliszka. 
Mam za sobą lekturę wszystkich czterech nowakowych kryminałów Tomasza Konatkowskiego i muszę przyznać, iż autor pisze coraz lepiej. Od wydania 3. tomu minęło trochę czasu, i zdecydowanie wyszło to zarówno Konatkowskiemu, jak i jego bohaterowi Nowakowi na dobre. 
Bazyliszek, to zdecydowanie lepsza intryga kryminalna, niż te, które można było zaobserwować we wcześniejszych tomach. Mniej także przysłowiowego lania wody. 
Plusem są nadal liczne opisy Warszawy, które od 1. tomu serii zdecydowanie dodają jej uroku. Z tym, że w tej książce do topograficznych zachwytów (lub wręcz przeciwnie) nad walorami stolicy, dołączyło także niezłe pisarstwo. 
Atutem są także wstawki z dnia codziennego opisujące czynności, rzeczy, sytuacje, z którymi może utożsamiać się wielu z nas.
No i samo zetknięcie z kościołem, religią, prowadzącego sprawę sekt Nowaka-agnostyka..momentami zabawne, ciekawe, w kilku aspektach kuriozalne.
Bazyliszek nie jest jeszcze mistrzowskim kryminałem, ale widać, iż Tomasz Konatkowski włożył wiele pracy w jego napisanie, starał się, pracował nad swoim warsztatem, nad sposobem ukazania intrygi. Dało to na prawdę dobry efekt. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. 
Zachęcam do lektury i czekam na 5. tom serii.

Za książkę dziękuję Księgarni Empik.com (klik)

poniedziałek, 9 listopada 2015

Tysiąc drzewek pomarańczowych - Kathryn Harrison

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra powieść historyczno-obyczajowa rozgrywająca się w Hiszpanii XVII wieku. Był to okres płonących stosów, niewyobrażalnych wprost tortur, jakim poddawano "niewiernych", donosicielstwa na olbrzymią skalę, strachu, rozpaczy i bólu. A to wszystko w imię Boga.
Autorka wplatając w takie klimaty swoja opowieść niezwykle zręcznie przedstawia losy dwóch kobiet - Marie Louise i Franciski, urodzonych tego samego dnia 04 lutego 1662 roku. Poza datą urodzenia nic ich nie łączy. Jedna jest młodą królowa Hiszpanii i bratanica Króla Słońce -Ludwika XIV. Druga to oskarżona o czary Francisca de Luarca, córka zbankrutowanego hodowcy jedwabników, która za czary została osadzona w lochach Madrytu. Nie ona pierwsza i niestety nie ostatnia. Z tym, że losy Francisci za sprawą matki były bardzo mocno związane z dworem królewskim.
Wydawałoby się, iż bardziej różniące się od siebie kobiety, w owym czasie trudno byłoby znaleźć. Jednak ich losy przeplatają się z sobą wielokrotnie, ba wydają się być  połączone jakaś szczególną nicią i zdeterminowane okrutnym panowaniem Świętej Inkwizycji.
Tysiąc drzewek pomarańczy to niesamowita powieść. I to w każdym calu.
Ogromnym plusem jest wierne oddanie realiów historycznych epoki. Oprócz ciekawie nakreślonego rysu historycznego autorka przedstawia nam w najdrobniejszych szczegółach różne miejsca akcji - od królewskiego dworu, poprzez miejskie ulice, rynsztoki, aż po mury madryckiego więzienia. Doskonale ukazane są wpływy Inkwizycji, manipulacja ciemnym, prostym zabobonnym ludem, szerzenie strachu, korupcja, wykorzystywanie zła do własnych celów.
Bardzo ciekawie oddane są losy obu bohaterek. Opowiadane naprzemiennie są doskonałą, wciągającą lekturą, szczególnie w zakresie życia młodziutkiej królowej Hiszpanii - Marie Louise. Historia jej krótkiego, acz barwnego i często smutnego życia, niezwykle wciąga. Presja, która nad nią wisiała niemal od urodzenia, bezpłodność, depresja, to tylko niektóre aspekty bajkowego, jak mogłoby się wydawać życia królowej.
Z kolei życie drugiej bohaterki, Franceski, kobiety zwyczajnej, z gminu, było odmienne, do pewnego momentu pełne radości, uciechy, miłości. Jednak czy lepsze? 
Obie pragnęły tego samego. Niestety, ale los obu bez względu na pochodzenie, był podobny.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Tysiąc drzewek pomarańczy. Trochę może zbyt powolny jest sam początek książki, ale gdy już przez niego przebrniemy, dalsza lektura będzie wielką przyjemnością. 

niedziela, 8 listopada 2015

Mam na imię Freedom - Jax Miller

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.
Mam na imię Freedom, to debiutancka powieść Jax Miller. Bardzo dobra, jak na debiut. Jest to historia pewnej kobiety, kiedyś noszącej imię Freedom, obecnie Nessa, kiedyś matki dwójki dzieci, obecnie barmanki, kiedyś normalnej kobiety, obecnie osoby objętej programem ochrony świadków. Na skutek popełnionych przez nią czynów, odebrano jej dzieci i przekazano do adopcji. Dla Freedom to prawdziwa trauma, z którą nie potrafi się pogodzić. 
Przez całą książkę śledzimy przeszłe i obecne losy kobiety, różnorodne zawirowania, porażki i sukcesu oraz to do czego wszystko doprowadzi. Książka pełna przemocy, rozważań, akcji. Większość bohaterów to złe,  wynaturzone, zepsute do szpiku kości osoby. Mamy walkę ze złem, nałogiem (i to w skrajnej odsłonie), sekty, przemoc, seks, żądzę zemsty, odcięte od świata i rządzone przez psychopatycznego fanatyka miasteczko. 
Niby thriller, jakich wiele, ale..z jednej strony banalny, ale z drugiej wyjątkowo napisany. Wyjątkowo ponieważ aż kipi w niektórych momentach od zła, brudu, złej energii, wulgarności. Poza tym opisu np. walki z nałogami, zmagania się z zemstą są wyjątkowo sugestywnie napisane, aż momentami do przesady. 
Brawa dla Jax Miller za stworzenie gamy tak intensywnych emocji i ukazanie tak niesamowitej postaci głównej bohaterki. Bo Freedom można lubić lub wręcz przeciwnie, ale z pewnością nie można zostać wobec niej obojętnym. Oddanie głosu właśnie takiej bohaterce sprawiło, iż historia jest jeszcze realniejsze, jeszcze bardziej okrutna, przerażająca, a czyta się ją na wdechu trzymając kciuki za Freedom. 
Książka bardzo dobra choć niezwykle mroczna, ale jednocześnie dająca wielką nadzieję.
Zachęcam do lektury.

 

sobota, 7 listopada 2015

Małe mroczne kłamstwa - Sharon Bolton

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5/6
Małe mroczne kłamstwa, to nowy, mrożący krew thriller psychologiczny autorki serii z Lacey Flint, którego dwa tomy miałam okazję czytać.
Akcja rozgrywa się na Falklandach w 1994 roku. Mamy troje głównych bohaterów, niezwykle bliskich sobie ludzi, którzy ukrywają przed sobą straszne tajemnice. Efektem owych sekretów będą tragiczne wydarzenia, kwintesencja książki.
Catrin, miejscowa biolog, to pogrążona w depresji kobieta, która przed trzema laty straciła w wypadku dwóch synów. Jej małżeństwo rozpadło się, romans ledwie się tli. Kobieta żyje nienawiścią i pragnieniem zemsty.
Sprawca tego tragicznego wydarzenia także przeżywa swój własny koszmar. Odebranie Catrin tego co najcenniejsze zaważyło także na życiu sprawcy, którym jest jedna z najbliższych Catrin osób.
Tymczasem w okolicy dochodzi do zaginięcia dziecka. Okoliczności są niezwykle tajemnicze. Jednak wiele wskazuje, iż sprawczynią jest właśnie Catrin. Kobieta wraz z byłym partnerem i przyjaciółką z dzieciństwa postanawia wyjaśnić całą sprawę. I wtedy się zaczyna.
Pisarka genialnie ukazała niesamowity wprost miks klimatycznych Wysp Falklandzkich, ich okrutnej natury, odosobnienia w połączeniu z grozą odosobnienia i klaustrofobią zamkniętego społeczeństwa, oraz tajemnicą i gęstniejąca atmosferą, które narastają z każdym kolejnym rozdziałem. Bardzo dobrze prowadzone śledztwo, które próbuje przebić się przez mur milczenia miejscowych, przez hermetyczność niewielkiej społeczności, która jak pokażą kolejne etapy dochodzenia skrywa niewiarygodne wprost tajemnice.
Mroczna, przerażająca i bardzo dobrze napisana powieść, która pozwala zgłębić najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy. 
Sharon Bolton po raz kolejny udowodniła, iż jest mistrzowską pisarką, która buduje w zasadzie z niczego pełna grozy, inteligentną intrygę z zaskakującym końcem. 

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon (klik) 

czwartek, 5 listopada 2015

Diabelski walc - Jonathan Kellerman

Wydawnictwo HarperCollins, Moja ocena 5/6
Jonathan Kellerman to jeden z najpopularniejszych amerykańskich autorów. Hitem jego twórczości jest cykl thrillerów psychologicznych z Alexem Delaware w roli głównej. Zostały one przetłumaczone na 24 języki i sprzedane w ponad 40 milionach egzemplarzy na całym świecie. 
To co cenię w książkach Kellermana to umiejętnie budowane napięcie i doskonale oddane realia psychiatryczne i kryminalne. Pisarz ma do tego porządne podwaliny, jest psychiatra i pediatrą z wieloletnim stażem. Swoje doświadczenie zawodowe niezwykle umiejętnie przenosi na karty kolejnych mrożących krew w żyłach thrillerów. 
Doskonale w taki rodzaj literatury wpisuje się Diabelski walc. 
Bohaterem ponownie jest dziecięcy psycholog Alex Deleware, do którego pewnego dnia o pomoc zwraca się dawna znajoma, ordynator oddziału dla dzieci  szpitala w Los Angeles. Powodem jej troski jest niespełna 2-letnia dziewczynka, która kolejny raz zostaje przyjęta na oddział. Za każdym razem cierpi ona na zagadkowe zaburzenia, których przyczyny mimo szczegółowych badań do tej pory nie udało się wyjaśnić.  Lekarze ciągle nie potrafią postawić diagnozy, a istnieje uzasadniona obawa, iż dziecku może grozić śmierć.
Krok po kroku Deleware drąży sprawę i odkrywa prawdę tak szokującą, że jest ona wprost nie do uwierzenia.  
Ogromnym plusem Diabelskiego walca są nie tylko mistrzowsko oddane realia szpitalne i umiejętnie poruszane zagadnienia psychiatrii dziecięcej i zaburzeń u dorosłych, ale także realia szpitalne, walka o dotacje, wygryzanie ze stołków etc. Czyli nie samą psychiatrią książka stoi.  Dzięki takiemu zabiegowi, każdy z czytelników znajdzie w książce coś dla siebie. 
Wisienką na torcie jest tożsamość szaleńca, sprawcy wszystkich makabrycznych czynów. Całkowite zaskoczenie.
Gorąco polecam Diabelski walc. Znajdziecie w nim to wszystko, co powinien posiadać mistrzowski thriller psychologiczny i co ja osobiście najbardziej lubię w prozie Kellermanna. 
Czyta się błyskawicznie. 
 

środa, 4 listopada 2015

Zamki na piasku - Chris Bohjalian

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 6/6
Akcja książki rozpoczyna się w 1915 roku. Jest to okres tuż po rozpoczęciu I wojny światowej. Niewyobrażalne na tamte lata okrucieństwa maja miejsce w wielu krajach, także w Imperium Osmańskim. W 1915 roku dochodzi tam do rzezi Ormian. Zbrodnia ta porównywalna jest z póżniejszym holocaustem II wojny światowej. Jak oceniają historycy, w wyniku czystek w 1915 roku mogło zginąć ok. 1,5 miliona Ormian. Tak na marginesie, Turcy do dzisiaj nie przyznają się do dokonania tej zbrodni ludobójstwa. Twierdzą, iż Ormianie padli ofiarą epidemii podczas ewakuacji frontu. 
Ale wracajmy do fabuły książki. 
W tym właśnie tragicznym okresie do syryjskiego Aleppo przybywa młoda, bogata, ale i niezwykle wrażliwa Amerykana Elizabeth. Przyjeżdża ona w ramach misji humanitarnej, której celem jest dostarczenie żywności i lekarstw i pomoc Ormianom. 
Młoda kobieta jest świadkiem wielu okrutnych wydarzeń. Widzi katowanych Ormian, umierające z głodu dzieci, upokarzane, gwałcone kobiety. 
Pewnego dnia Elizabeth poznaje Armena, młodego ormiańskiego inżyniera, który jest tłumaczem niemieckich żołnierzy. Poznaje także dramatyczną historię jego rodziny. Między obydwojgiem aż iskrzy. Jednak Elizabeth, panna z dobrego domu, przebywająca w Aleppo razem z surowym ojcem, zdaje sobie sprawę, iż taki związek, ponad podziałami kulturowymi, materialnymi, obyczajowymi, nie ma żadnych szans. Ale czy na pewno?
To dopiero początek tej niezwykłej i poruszającej historii. Nie będę jej streszczać. Nie ma to sensu, a poza tym nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z odsłaniania kolejnych zakamarków zagmatwanej, genialnie opisanej historii. 
Nadmienię tylko, iż autor w sposób mistrzowski w tragiczne wydarzenia swoich przodków (Bohjalian ma ormiańskie korzenie) wkomponował wielką miłość, a losy dwojga bohaterów pogmatwał w sposób mistrzowsku. Od razu uprzedzam wszelkie obawy. Mimo, iż historia, a w zasadzie losy Elizabeth i Armena są pogmatwane, to jednak pisarz z całości zawirowań wychodzi obronną ręką, rozplątuje je genialnie, wszystkie wątki doprowadza do końca, nic nagle nie ginie, jak to ma miejsce u wielu innych autorów.
Ogromny plus należy się pisarzowi za zręczne lawirowanie pomiędzy historią fikcyjną, a tragicznymi wydarzeniami historycznymi. 
Jednak historia z 1915 roku, to nie jedyna, jaką przyjdzie poznać w trakcie lektury tej niezwykłej, genialnie skonstruowanej książki Poznajemy bowiem także losy kobiety z czasów nam współczesnych. Jak maja się one do losów Armena i Elizabeth? Tego nie zdradzę. Gorąco za to zachęcam do lektury, tej niepozornej, niezbyt grubej, ale głębokiej w swojej wymowie i pięknie, przepięknie napisanej opowieści.

wtorek, 3 listopada 2015

Turniej cieni - Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Tak się zastanawiam...co jeszcze można napisać o książkach Elżbiety Cherezińskiej...chyba już wszystko zostało i napisane i powiedziane.
Turniej cieni to kolejna fascynująca opowieść pióra tej autorki, kreśląca przed nami fragment historii Polski, fragment, który opowiedziany przez kogoś innego mógłby nawet w części nie być tak porywający. 
Jest to okres tragiczny dla naszego narodu - różnorodne zrywy narodowowyzwoleńcze, z którymi wiązano tak wielkie nadzieje, nie odnoszą zamierzonego efektu, trwają egzekucje, zsyłki na Sybir, aresztowania. Króluje denuncjacja nagradzana przez tajną carską policję, na porządku dziennym są kłótnie Polaków, którzy nawet w takiej sytuacji nie do końca potrafią się zjednoczyć.
Nasuwać się może pytanie - czym jest tytułowy Turniej cieni... Żeby się tego dowiedzieć musimy razem z bohaterami przenieść się w lata 30. XIX wieku i wziąć udział w niebagatelnej rozgrywce o panowanie nad Azją. W ową rozgrywkę wplecione są losy Polaków: Jana Witkiewicza – młodzieńca ułaskawionego z wyroku śmierci i zesłanego na Syberię, Adama Gurowskiego – ucznia Hegla i przyjaciela Heinego, zdrajcy sprawy polskiej, a także Rufina Piotrowskiego – prostego żołnierza i najsłynniejszego uciekiniera z syberyjskiej katorgi. Razem z nimi przemierzamy bezkresne tereny, śniegu Syberii,  piasku afgańskich pustyń i wybrzeża Morza Czarnego.
Ich losy niebanalne same w sobie, Cherezińska czyni jeszcze bardziej porywającymi. Wplata je w historyczne zawirowania, opowiada o nich w kontekście przemian historycznych, społecznych i duchowych, okrasza wspaniałymi, niezwykle plastycznie nakreślonymi obrazami.
Podobnie, jak w przypadku wcześniejszych książek autorki, najmocniejszą strona są genialnie domalowani bohaterowie oraz po mistrzowsku (z uwzględnieniem wszelkich szczegółów) oddane realia historyczne, kulturowe i geograficzne.
Nie ukrywam, Turniej cieni to książka wyjątkowo ważna, potrzebna, ale i trudna, bo pełna uczuć, emocji trafiająca głęboko do serca. Uważam, że pozycja ta powinna być lekturą obowiązkową dla każdego Polaka.
Turniej cieni, to świetnie napisana, dopracowana w każdym calu, zachwycająca książka. Dodatkowo jest to powieść ponadczasowa. W nakreślonych sylwetkach bohaterów (pierwszo- i drugoplanowych) wielu z nas zobaczy siebie samych, swoich najbliższych, dalszych znajomych. Dodatkowo autorka ukazuje wszelkie nasze narodowe zalety, ale i przywary, które mimo upływu lat nie ulegają zmianie.

A tutaj (klik) recenzje innych książek pióra Elżbiety Cherezińskiej.

  Ps.. coś bloger z czcionką dzisiaj nawala...

poniedziałek, 2 listopada 2015

Trzynaście powodów - Jay Asher

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5/6
Niezbyt gruba, świetnie napisana książka, którą czyta się w kilka godzin.
Pewnego dnia Clay otrzymuje dziwną przesyłkę, 7 kaset magnetofonowych. Ich nadawcą jest jego koleżanka -  Hannah, która jakiś czas temu popełniła samobójstwo. Na tych kasetach nagrała swoiste wyznanie. Jest nim 13 powodów, dla których targnęła się na własne życie. 
Już sama taka przesyłka dołuje, ale wyboraźcie sobie, co musi czuć osoba, która na jednej z kaset słyszy, iż to z jej powodu koleżanka posunęła się do ostatecznego kroku. To właśnie usłyszał Clay. Hannah zza grobu, za pomocą nagrań na taśmach, poinformowała go, iż jest on jednym z powodów jej śmierci..
Ale Clay to nie jedyny powód śmierci Hannah. Za pomoc nagrań Hannah kieruje się także do 12 innych osób, które jej zdaniem przyczyniły się do jej  śmierci. 
Każda z tych osób ma coś na sumieniu. Clay zapoznaje się z nagraniami, poznaje historię wszystkich osób i.... a tego to już nie zdradzę. Zachęcam za to do sięgnięcia po książkę. 
Trzynaście powodów, to debiut literacki Jaya  Ashera i to doskonały debiut. Akcja rozgrywa się w środowisku licealistów. poznajemy problemy, dzień codzienny, życie młodych ludzi. Często ich problemu, o których opowiada autor mogą nam się wydawać błahe, bez znaczenia, wyolbrzymione. Jednak pod płaszczykiem tak błahych z pozoru sprawa, autor pokazuje nam, iż niezależnie od wieku, każdy może potrzebować pomocy, tylko wielokrotnie nie zauważamy tego, lekceważymy delikatne objawy, a często z pozoru błahe gesty są rozpaczliwym wołaniem o pomoc. 
Z pozoru ta książka może wydawać się lekko infantylna, naiwna. Jednak to tylko pozory. Asher stworzył bowiem doskonałą, pełną głębi i ważnych kwestii opowieść. Ta opowieść, historia wymyślonej Hannah daje czytelnikowi niezły emocjonalny wycisk, choć niepozorna okładka i lakoniczny opis na okładce zupełnie tego nie zapowiadają. 
Koniecznie musicie przeczytać Trzynaście powodów. 

niedziela, 1 listopada 2015

Utopce - Katarzyna Puzyńska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Utopce, to 5. tom świetnej sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa. 
Książki te łączą w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Czyta się je świetnie. Biorąc do ręki Utopce z jednej strony (znając wcześniejsze tomy serii) wiedziałam, iż będzie to bardzo dobra lektura, ale z drugiej strony obawiałam się, czy i tym razem autorka poradzi sobie z zadaniem. 
Napisać 5. tom serii dorównujący poprzednim, nie jest sprawą łatwą. Na szczęście Katarzyna Puzyńska po raz kolejny po mistrzowsku wywiązała się z zadania.
Nie ma sensu streszczanie książki. Napiszę tylko, że ponownie mamy do czynienia z genialnie skonstruowanym kryminałem, którego akcja rozgrywa się w niewielkim miasteczku w latach 80. XX wieku. Atmosfera takiego miejsca w owym czasie była delikatnie to ujmując..klaustrofobiczna, duszna. Jeżeli dodamy do tego zbrodnię, próbę dojścia do prawdy, tajemnice skrywane przez mieszkańców, mamy świetną lekturę z doskonałym materiałem poglądowym w zakresie zjawisk psychologiczno-socjologicznych.
Od początku lektury nasuwało mi się porównanie z kryminałami w starym, dobrym angielskim stylu. Ta sama klaustrofobiczna atmosfera, znające się na wylot grono ludzi, skrywane tajemnice, duszność, umiejętnie dozowana groza, napięcie. 
Utopce to świetnie skonstruowany kryminał z wielowątkową fabułą, genialnie oddanymi realiami mieściny z lat 80. XX wieku, arcyciekawą galerią najróżniejszych bohaterów. Poza tym Puzyńska mistrzowsko podkręca akcję, dozuje napięcie i sprawia, iż bez mała do ostatniej kartki zadajemy sobie pytanie - kto jest sprawcą zbrodni. 
Doskonały kryminał, świetna powieść i pióro autorki ewoluujące z każdym kolejnym tomem serii.
Zachęcam do lektury, a ja lada dzień muszę nadrobić braki i przeczytać tom 3. serii.