Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3,5/6
Bydgoszcz retro, okres międzywojenny, 1926 rok. To tam toczy się akcja Mordu...
Tytułowe Zimne wody to niewielka wysepka. Pewnego dnia znalezione na niej zostają zwłoki bestialsko zamordowanej kobiety. Jak się szybko okaże, jedne z wielu. Gina kolejne kobiety.
Od razu rozpoczyna się śledztwo, które poprowadzą policjanci Sosnowski i Kostecki razem z aspirantem Fąferkiem.
Krok po kroku, z wykorzystaniem najnowszych ówczesnych technik
śledczych, policjanci odkrywają mroczną historię seryjnego mordercy,
która odciska się na życiu wielu mieszkańców miasta.
Największym plusem książki jest ukazanie Bydgoszczy z okres międzywojennego. Ciekawie oddany klimat miasta, ukazane zwyczaje, obyczaje, zachowania ludzi, ówczesne nazewnictwo ulic i miejsc. To wszystko buduje ciekawy klimat książki.
Drugim atutem są nieźle nakreślone sylwetki bohaterów. szczególnie w/w policjanci zasługują na szczególną uwagę czytelnika.
Zarówno w zakresie ukazania miasta, jak i sylwetek postaci tym, co rzuca się w oczy w trakcie lektury jest ogromna dbałość o szczegóły. Widać, iż autorka bardzo przyłożyła się do tej części książki, zadała sobie sporo trudu wyszukując informacje o mieście z okresu międzywojennego o policjantach, o zwykłych ludziach.
Do tego bydgoska gwara, której używają bohaterowie. Coś wspaniałego. Nadaje ona warstwie historyczno-obyczajowej końcowego szlifu. Świetna sprawa.
I gdyby Grosman na tym poprzestała powstałaby naprawdę dobra powieść obyczajowa z wątkiem historycznym. Niestety, ale autorka uparła się żeby brnąc w kryminał.
Od razu rzuca się w oczy, iż kryminał nie jest najmocniejszą stroną Małgorzaty Grosman. Śledztwo jest nawet nie nędzne, ono jest po prostu żałosne. Aż przykro, gdy czyta się o tych próbach prowadzenia dochodzenia.
Intryga także kiepściutka, szyta przysłowiowymi grubymi nićmi.
Wątki są nieumiejętnie prowadzone. Poza tym brak całkowity pomysłu na zakończenie i czegoś, co choć na chwilę w warstwie, która ma być kryminalną przykułoby uwagę czytelnika.
Szkoda, że autorka nie poprzestała na książce historyczno-społeczno-obyczajowej. W tym zakresie ma naprawdę spory talent. Gdyby nie dodawać do treści wątku kryminalnego, byłaby to dobra, porządnie opracowana, skrząca się świetną atmosfera i szczegółami powieść.
Jeżeli interesuje was część obyczajowo-historyczno-socjologiczna zachęcam do lektury Mordu na Zimnych Wodach. Jeżeli szukacie tylko kryminału, lekturę odradzam.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
czwartek, 9 kwietnia 2020
wtorek, 7 kwietnia 2020
Trzy kobiety - Lisa Taddeo
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Nie ukrywam, zaskoczyła mnie ta książka i to bardzo. Taddeo, pisarka do tej pory mi nieznana, dwukrotna laureatka Pushcart Prize za zbiór opowiadań 42 stworzyła książkę...hmmm jak ją określić, jakiego słowa użyć... chyba monumentalną będzie najwłaściwszym i imponującą.
Trzy kobiety zaskakują, porywają, powalają i w owym zaskoczeniu pozostawiają do samego końca.
Blurb sugeruje, że to książka erotyczna. Ja bym Trzy kobiety nazwała około erotyczną literaturą. Z pewnością nie jest to coś na miarę Greya czy innych podobnych książek.
Czym wobec tego są Trzy kobiety?
Tytułowe trzy kobiety to Maggie, Lina i Sloane. Zgodziły się one opowiedzieć Taddeo swoje życie, zdradziły nawet najintymniejsze jego szczegóły, pozwoliły autorce wejść do wnętrza ich domu, do ich umysłów bez mała.
Ta książka to nie powieść, to rodzaj doskonałego reportażu o trzech niebanalnych kobietach i ich życiu ujętym całościowo.
Każda z bohaterek jest inna, każda na innym etapie życia. Różnią się, a jednocześnie są do siebie niezwykle podobne. Każda czegoś szuka, każda stara się realizować swoje marzenia, pragnienia, każda czerpie z życia, a że szukają czasami czegoś innego....to już odmienna sprawa.
Maggie jest zakochana w żonatym nauczycielu, a jednocześnie walczy w sądzie ze swoim byłym kochankiem. Lina jest po rozwodzie, na początku nowego życia, w którym rozpoczyna romans ze szkolnych czasów. Z kolei trzecia bohaterka Sloane i jej mąż są swingersami. Pytanie, czy bohaterki są szczęśliwe? Czy się spełniają? Czy drogi, które wybrały, decyzje, które podjęły są tymi właściwymi? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej niezwykłej, wciągającej książki.
Plusem książki jest ukazanie zewnętrznej warstwy, powszechnie dostępnego, ze tak to określę, wizerunku trzech bohaterek, ale także ich wnętrza. Tym, co je determinuje jest walka. O co walczą? Dosłownie o wszystko. O siebie, o swoje ja, o prawo do podejmowania decyzji, do bycia samodzielną, spełnioną jednostką. Walczą także o swoją seksualność i to jest bardzo mocno w książce zaakcentowane.
Całość napisana doskonałym piórem, naznaczona reporterskim spojrzeniem, sporą porcją empatii i zrozumienia trzech bohaterek oraz ich motywacji.
Czyta się doskonale, w zdumieniu, ale i zachwycie nad podejściem do sprawy, ukazaniem postaci, zaprezentowaniem po prostu człowieka i jego wnętrza. Dawno nie czytałam tak dobrej, dopracowanej i nie wulgarnej książki o kobietach, ich wnętrzu i seksualności. Polecam.
Nie ukrywam, zaskoczyła mnie ta książka i to bardzo. Taddeo, pisarka do tej pory mi nieznana, dwukrotna laureatka Pushcart Prize za zbiór opowiadań 42 stworzyła książkę...hmmm jak ją określić, jakiego słowa użyć... chyba monumentalną będzie najwłaściwszym i imponującą.
Trzy kobiety zaskakują, porywają, powalają i w owym zaskoczeniu pozostawiają do samego końca.
Blurb sugeruje, że to książka erotyczna. Ja bym Trzy kobiety nazwała około erotyczną literaturą. Z pewnością nie jest to coś na miarę Greya czy innych podobnych książek.
Czym wobec tego są Trzy kobiety?
Tytułowe trzy kobiety to Maggie, Lina i Sloane. Zgodziły się one opowiedzieć Taddeo swoje życie, zdradziły nawet najintymniejsze jego szczegóły, pozwoliły autorce wejść do wnętrza ich domu, do ich umysłów bez mała.
Ta książka to nie powieść, to rodzaj doskonałego reportażu o trzech niebanalnych kobietach i ich życiu ujętym całościowo.
Każda z bohaterek jest inna, każda na innym etapie życia. Różnią się, a jednocześnie są do siebie niezwykle podobne. Każda czegoś szuka, każda stara się realizować swoje marzenia, pragnienia, każda czerpie z życia, a że szukają czasami czegoś innego....to już odmienna sprawa.
Maggie jest zakochana w żonatym nauczycielu, a jednocześnie walczy w sądzie ze swoim byłym kochankiem. Lina jest po rozwodzie, na początku nowego życia, w którym rozpoczyna romans ze szkolnych czasów. Z kolei trzecia bohaterka Sloane i jej mąż są swingersami. Pytanie, czy bohaterki są szczęśliwe? Czy się spełniają? Czy drogi, które wybrały, decyzje, które podjęły są tymi właściwymi? Tego dowiecie się w trakcie lektury tej niezwykłej, wciągającej książki.
Plusem książki jest ukazanie zewnętrznej warstwy, powszechnie dostępnego, ze tak to określę, wizerunku trzech bohaterek, ale także ich wnętrza. Tym, co je determinuje jest walka. O co walczą? Dosłownie o wszystko. O siebie, o swoje ja, o prawo do podejmowania decyzji, do bycia samodzielną, spełnioną jednostką. Walczą także o swoją seksualność i to jest bardzo mocno w książce zaakcentowane.
Całość napisana doskonałym piórem, naznaczona reporterskim spojrzeniem, sporą porcją empatii i zrozumienia trzech bohaterek oraz ich motywacji.
Czyta się doskonale, w zdumieniu, ale i zachwycie nad podejściem do sprawy, ukazaniem postaci, zaprezentowaniem po prostu człowieka i jego wnętrza. Dawno nie czytałam tak dobrej, dopracowanej i nie wulgarnej książki o kobietach, ich wnętrzu i seksualności. Polecam.
poniedziałek, 6 kwietnia 2020
Osada - Camilla Sten
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 1,5/6
Historia zapowiadała się ciekawie.
Sześćdziesiąt lat temu prawie dziewięciuset mieszkańców – cała populacja małej górniczej osady Silvertjärn – zniknęło bez śladu. Do tej pory nikt nie wie, co się wtedy wydarzyło: tajemniczy kataklizm, zbiorowe szaleństwo czy masowe samobójstwo.
Młoda dokumentalistka Alice postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę zniknięcia mieszkańców osady.
No niestety. Wyszło wyjątkowo nędznie, tragicznie wręcz.
Szkielet, czyli pomysł, zarys fabuły ok. Może nie jest to porywający szkic fabuły, ale przy dobrze poprowadzonej narracji, ciekawie nakreślonych bohaterach, zręcznym piórze mogła wyjść może nie porywająca, ale z pewnością ciekawa, warta poświęcenia kilku godzin historia.
Niestety, ale w tej książce tego wszystkiego zabrakło. Pomysł dobry tylko wykonanie padło. Autorce brak talentu, a także dobrego warsztatu.
Przede wszystkim miał to być horror. Tak zapowiada to w blurbie wydawca. Niestety, nawet przez najmniejszy moment w trakcie lektury nie bałam się, niczego. Owszem, towarzyszyły mi różne uczucia, ale z pewnością nie strach. Głównie były to - wielkie znudzenie i złość, ze czytam dalej, bo szkoda czasu, jest tyle innych książek.
Brak atmosfery horroru. Ba, brak jakiejkolwiek atmosfery. Całość przypomina trochę jałową, nieprzyprawioną, bezbarwną zupę. Takie porównanie mi się nasunęło.
Brak też jakichkolwiek nadprzyrodzonych wątków, choćby najmniejszych. Określenie Osady powieścią w stylu Stephena Kinga jest wręcz profanacją.
Dodatkowo płascy, nijacy, nie wzbudzający żadnych poza litością i niechęcią uczuć bohaterowie. Nie da się ich lubić albo nie. Są nudni, bezbarwni, wzbudzają litość.
Nawet z założenia czarne charaktery nie mają w sobie nic z tej grozy, czerni.
Poza tym nadmiar wątków. Część z nich jakoś się rozmywa, nie zostają doprowadzone do końca. Kolejna część jest po prostu nielogiczna. To najdelikatniejsze określenie, jakie mi przychodzi na myśl
Do tego tragiczne zakończenie. Nie będę zdradzać o co chodzi. Napisze tylko, że w trakcie lektury nie myślałam, że cokolwiek może być gorszego niż treść, którą czytam. Otóż może, zakończenie.
Rozumiem, gusta są różne, ale nie potrafię pojąć skąd tyle euforycznych recenzji w sieci. Nawet nie chce mi się nic więcej pisać. Jestem zniechęcona, zła na siebie, że zmarnowałam tyle czasu i zniesmaczona. Zdecydowanie odradzam lekturę.
Historia zapowiadała się ciekawie.
Sześćdziesiąt lat temu prawie dziewięciuset mieszkańców – cała populacja małej górniczej osady Silvertjärn – zniknęło bez śladu. Do tej pory nikt nie wie, co się wtedy wydarzyło: tajemniczy kataklizm, zbiorowe szaleństwo czy masowe samobójstwo.
Młoda dokumentalistka Alice postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę zniknięcia mieszkańców osady.
No niestety. Wyszło wyjątkowo nędznie, tragicznie wręcz.
Szkielet, czyli pomysł, zarys fabuły ok. Może nie jest to porywający szkic fabuły, ale przy dobrze poprowadzonej narracji, ciekawie nakreślonych bohaterach, zręcznym piórze mogła wyjść może nie porywająca, ale z pewnością ciekawa, warta poświęcenia kilku godzin historia.
Niestety, ale w tej książce tego wszystkiego zabrakło. Pomysł dobry tylko wykonanie padło. Autorce brak talentu, a także dobrego warsztatu.
Przede wszystkim miał to być horror. Tak zapowiada to w blurbie wydawca. Niestety, nawet przez najmniejszy moment w trakcie lektury nie bałam się, niczego. Owszem, towarzyszyły mi różne uczucia, ale z pewnością nie strach. Głównie były to - wielkie znudzenie i złość, ze czytam dalej, bo szkoda czasu, jest tyle innych książek.
Brak atmosfery horroru. Ba, brak jakiejkolwiek atmosfery. Całość przypomina trochę jałową, nieprzyprawioną, bezbarwną zupę. Takie porównanie mi się nasunęło.
Brak też jakichkolwiek nadprzyrodzonych wątków, choćby najmniejszych. Określenie Osady powieścią w stylu Stephena Kinga jest wręcz profanacją.
Dodatkowo płascy, nijacy, nie wzbudzający żadnych poza litością i niechęcią uczuć bohaterowie. Nie da się ich lubić albo nie. Są nudni, bezbarwni, wzbudzają litość.
Nawet z założenia czarne charaktery nie mają w sobie nic z tej grozy, czerni.
Poza tym nadmiar wątków. Część z nich jakoś się rozmywa, nie zostają doprowadzone do końca. Kolejna część jest po prostu nielogiczna. To najdelikatniejsze określenie, jakie mi przychodzi na myśl
Do tego tragiczne zakończenie. Nie będę zdradzać o co chodzi. Napisze tylko, że w trakcie lektury nie myślałam, że cokolwiek może być gorszego niż treść, którą czytam. Otóż może, zakończenie.
Rozumiem, gusta są różne, ale nie potrafię pojąć skąd tyle euforycznych recenzji w sieci. Nawet nie chce mi się nic więcej pisać. Jestem zniechęcona, zła na siebie, że zmarnowałam tyle czasu i zniesmaczona. Zdecydowanie odradzam lekturę.
niedziela, 5 kwietnia 2020
Song nauczycielki - Vigdis Hjorth
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Uwielbiam skandynawską i około skandynawską literaturę. I to mnie najbardziej zachęciło do sięgnięcia po tę książkę.
Główna bohaterka to Lotte Bøk, wykładowczyni historii teatru w Oslo. Prowadzi wykłady ze studentami. Pracuje, żyje w kraju spokojnym, będącym jakby na granicy wszelakich zawieruch i wydarzeń zmieniających świat.
Jej życie jest stabilne, przewidywalne, wręcz nudne. Lotte ma pięćdziesiąt siedem lat, piękny dom, wspaniałą karierę naukową, kochającą córkę i wnuki. Jednak pewnego dnia wydarza się coś, co sprawia, iż wszystko staje na głowie.
Krok po kroku, dzień po dniu, godzina po godzinie śledzimy, poznajemy życie Lotte. Hjorth opisuje wszystko w taki sposób, iż w wielu momentach jesteśmy narażeni na obcowanie z najbardziej prywatnymi, wręcz intymnymi szczegółami życia Lotte. Decyzja, którą podejmuje Lotte, wpuszczenie do własnego, uporządkowanego życia obcego, pozwolenie mu na tak wiele, zmienia wszystko.
W życiu kobiety zachodzą zmiany, przemiany dotyczące jej życia, ale i jej samej. Wszystko niezwykle ciekawie, szczegółowo ukazane. Fascynującym jest śledzenie tego, jak nowa sytuacja wpływa na Lotte, jakie novum w niej się dzieje. Pojawia się także coś, co sprawi, iż będzie miała miejsce jakby konfrontacja Lotte z nią samą, z jej wnętrzem, marzeniami, oczekiwaniami, reakcjami.
Efekt końcowy tych wydarzeń, czegoś, na co zdecydowała się Lotte, to jaką będzie po tym wszystkim kobietą, zaskoczy i to bardzo.
Przemiany zachodzące w bohaterce to dopiero początek całej historii. W trakcie lektury nieodparcie nasuwają się pytania...Czego boi się Lotte? Jaka bomba tyka pod płaszczykiem spokojnego, poukładanego życia szanowanej nauczycielki? Czy prawda zawsze nas wyzwoli?
Finał całej historii zaskakujący i dający sporo do myślenia.
Książka niezwykle ciekawa, poruszająca, momentami wręcz fascynująca wiwisekcją, jaką Hjorth czyni na Lotte i jej życiu oraz wnętrzu.
Tym, co zasługuje na moje największe brawa jest konstrukcja, portret głównej bohaterki oraz przemiany w niej zachodzące. Prawdziwe mistrzostwo.
Gorąco zachęcam do lektury. Ciekawa, niejednoznaczna, bardzo dobra powieść.
Uwielbiam skandynawską i około skandynawską literaturę. I to mnie najbardziej zachęciło do sięgnięcia po tę książkę.
Główna bohaterka to Lotte Bøk, wykładowczyni historii teatru w Oslo. Prowadzi wykłady ze studentami. Pracuje, żyje w kraju spokojnym, będącym jakby na granicy wszelakich zawieruch i wydarzeń zmieniających świat.
Jej życie jest stabilne, przewidywalne, wręcz nudne. Lotte ma pięćdziesiąt siedem lat, piękny dom, wspaniałą karierę naukową, kochającą córkę i wnuki. Jednak pewnego dnia wydarza się coś, co sprawia, iż wszystko staje na głowie.
Krok po kroku, dzień po dniu, godzina po godzinie śledzimy, poznajemy życie Lotte. Hjorth opisuje wszystko w taki sposób, iż w wielu momentach jesteśmy narażeni na obcowanie z najbardziej prywatnymi, wręcz intymnymi szczegółami życia Lotte. Decyzja, którą podejmuje Lotte, wpuszczenie do własnego, uporządkowanego życia obcego, pozwolenie mu na tak wiele, zmienia wszystko.
W życiu kobiety zachodzą zmiany, przemiany dotyczące jej życia, ale i jej samej. Wszystko niezwykle ciekawie, szczegółowo ukazane. Fascynującym jest śledzenie tego, jak nowa sytuacja wpływa na Lotte, jakie novum w niej się dzieje. Pojawia się także coś, co sprawi, iż będzie miała miejsce jakby konfrontacja Lotte z nią samą, z jej wnętrzem, marzeniami, oczekiwaniami, reakcjami.
Efekt końcowy tych wydarzeń, czegoś, na co zdecydowała się Lotte, to jaką będzie po tym wszystkim kobietą, zaskoczy i to bardzo.
Przemiany zachodzące w bohaterce to dopiero początek całej historii. W trakcie lektury nieodparcie nasuwają się pytania...Czego boi się Lotte? Jaka bomba tyka pod płaszczykiem spokojnego, poukładanego życia szanowanej nauczycielki? Czy prawda zawsze nas wyzwoli?
Finał całej historii zaskakujący i dający sporo do myślenia.
Książka niezwykle ciekawa, poruszająca, momentami wręcz fascynująca wiwisekcją, jaką Hjorth czyni na Lotte i jej życiu oraz wnętrzu.
Tym, co zasługuje na moje największe brawa jest konstrukcja, portret głównej bohaterki oraz przemiany w niej zachodzące. Prawdziwe mistrzostwo.
Gorąco zachęcam do lektury. Ciekawa, niejednoznaczna, bardzo dobra powieść.
czwartek, 2 kwietnia 2020
Pszczelarz z Aleppo - Christy Lefteri
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Wojna w Syrii trwa od 2011r. Jest to niewyobrażalny wprost dramat milionów ludzi. Ale nie tylko ludzi, o czym opowiada ta książka.
Pszczelarz z Aleppo to niezwykle poruszająca opowieść o tragedii, miłości, śmierci, poświęceniu, marzeniach i czymś jeszcze.
Pszczelarz z Aleppo jest debiutem powieściowym Christy Lefteri, córki imigrantów cypryjskich, którzy uciekli do Wielkiej Brytanii w trakcie tureckiej inwazji w 1974 roku.
Autorka przez lata pracowała, jako wolontariuszka w centrum uchodźców w Atenach. Na przestrzeni lat, spotkań z kolejnymi uchodźcami, słyszała od nich wiele tragicznych, poruszających opowieści. Wiele z tych historii stało się inspiracją do napisania tej książki.
Nuri i Afra mieszkają w Syrii, w Aleppo. Ich dom pachnie jaśminem, miodem i kardamonem, jest ostoją ich rodziny, miejscem miłości i zrozumienia. Przychodzi jednak dzień, gdy wszystko się zmienia, szczęście pryska, a małżonków dotyka niewyobrażalna tragedia. Ich dziecko ginie, a Afra traci wzrok. To nie koniec tego co ich spotyka w Aleppo. Są ludzie, którzy chcą od nich czegoś, co zmusza ich do ucieczki. Nuri i Afra muszą opuścić Syrię. Nocna ucieczka z miasta obstawionego przez snajperów to zaledwie początek długiej i niewyobrażalnie trudnej podróży przez lądy i morza, zamknięte granice, kolczaste druty, bezduszne procedury, nieuczciwość przemytników, własną rozpacz, niepewność.
Książka porusza, chwyta za serce i niewątpliwie zmusza do przemyślenia kilku spraw.
Postaci ożywające na kartach książki są fikcyjne. Jednak w kontekście istniejącej od 9 lat wojny, od kilku lat istniejącego problemu milionów uchodźców, takie osoby, takie losy są bardzo realne i prawdopodobne.
Nie chce poruszać kwestii uchodźców, rozpoczynać wątku, dyskusji, czy należy im pomagać czy nie i wielu innych rozmów, które bardzo szybko zamieniłyby się w hejt. Pragnę za to zachęcić was do lektury tej książki ze względu na wspaniale opisaną kulturę Syrii, obyczaje, codzienność, smaki, zapachy, przyrodę. To wszystko znajdziemy w początkowej części książki. Dla większości z nas Syria to kraj daleki, zupełnie obcy. Chociażby z powodu tych opisów, wyjątkowej atmosfery tej części powieści, warto Pszczelarza... przeczytać.
Poza tym urzeka miłość, serdeczność, przywiązanie, troska, jakimi Nuri obdarza swoją żonę. To, co jest między nimi zachwyca, w czasach, gdy coraz bardziej obojętniejemy na drugiego człowieka jest takim balsamem. Warto poznać historię bohaterów, warto przeczytać książkę. Polecam.
Wojna w Syrii trwa od 2011r. Jest to niewyobrażalny wprost dramat milionów ludzi. Ale nie tylko ludzi, o czym opowiada ta książka.
Pszczelarz z Aleppo to niezwykle poruszająca opowieść o tragedii, miłości, śmierci, poświęceniu, marzeniach i czymś jeszcze.
Pszczelarz z Aleppo jest debiutem powieściowym Christy Lefteri, córki imigrantów cypryjskich, którzy uciekli do Wielkiej Brytanii w trakcie tureckiej inwazji w 1974 roku.
Autorka przez lata pracowała, jako wolontariuszka w centrum uchodźców w Atenach. Na przestrzeni lat, spotkań z kolejnymi uchodźcami, słyszała od nich wiele tragicznych, poruszających opowieści. Wiele z tych historii stało się inspiracją do napisania tej książki.
Nuri i Afra mieszkają w Syrii, w Aleppo. Ich dom pachnie jaśminem, miodem i kardamonem, jest ostoją ich rodziny, miejscem miłości i zrozumienia. Przychodzi jednak dzień, gdy wszystko się zmienia, szczęście pryska, a małżonków dotyka niewyobrażalna tragedia. Ich dziecko ginie, a Afra traci wzrok. To nie koniec tego co ich spotyka w Aleppo. Są ludzie, którzy chcą od nich czegoś, co zmusza ich do ucieczki. Nuri i Afra muszą opuścić Syrię. Nocna ucieczka z miasta obstawionego przez snajperów to zaledwie początek długiej i niewyobrażalnie trudnej podróży przez lądy i morza, zamknięte granice, kolczaste druty, bezduszne procedury, nieuczciwość przemytników, własną rozpacz, niepewność.
Książka porusza, chwyta za serce i niewątpliwie zmusza do przemyślenia kilku spraw.
Postaci ożywające na kartach książki są fikcyjne. Jednak w kontekście istniejącej od 9 lat wojny, od kilku lat istniejącego problemu milionów uchodźców, takie osoby, takie losy są bardzo realne i prawdopodobne.
Nie chce poruszać kwestii uchodźców, rozpoczynać wątku, dyskusji, czy należy im pomagać czy nie i wielu innych rozmów, które bardzo szybko zamieniłyby się w hejt. Pragnę za to zachęcić was do lektury tej książki ze względu na wspaniale opisaną kulturę Syrii, obyczaje, codzienność, smaki, zapachy, przyrodę. To wszystko znajdziemy w początkowej części książki. Dla większości z nas Syria to kraj daleki, zupełnie obcy. Chociażby z powodu tych opisów, wyjątkowej atmosfery tej części powieści, warto Pszczelarza... przeczytać.
Poza tym urzeka miłość, serdeczność, przywiązanie, troska, jakimi Nuri obdarza swoją żonę. To, co jest między nimi zachwyca, w czasach, gdy coraz bardziej obojętniejemy na drugiego człowieka jest takim balsamem. Warto poznać historię bohaterów, warto przeczytać książkę. Polecam.
poniedziałek, 30 marca 2020
Niebo na uwięzi - Christine Leunens
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Książka jest reklamowana, jako porywająca powieść psychologiczna. Hmmmm..... książka jest dobra, ale do porywającej jej dużo brakuje.
Akcja rozpoczyna się w 1938 roku tuż po Anschlussie Austrii. Główny bohater, nastoletni Johannes mieszka w Austrii. Jest otypowym wytworem tamtych czasów i wyjątkowo gorliwym członkiem Hitlerjugend. Reprezentuje sobą wszystkie możliwe najgorsze cechy fanatyka tej organizacji.
Naprzeciwko jego poglądom i temu w co wierzy stają jego rodzice, którzy pomagają młodej Żydówce. Pewnego dnia Johannes dowiaduje się, iż jest ona ukrywana w ich domu. W młodym człowieku wzbiera i przetacza się cała gama różnorodnych uczuć, poczynając od niedowierzania połączonego z nienawiścią, poprzez akceptację, przyjaźń, miłość aż po... tego już nie zdradzę.
Pewnego dnia rodzice Johannesa znikają. Decyzja co dalej, co z ukrywaną Żydówką, wszystkie dalsze decyzje spadają na niego. Jak potoczą się ich dalsze losy? Tego nie zdradzę. Losy obojga poznacie w trakcie lektury książki do czego gorąco zachęcam.
Leunens napisała dobrą, wciągającą, mocną w swojej wymowie powieść.
Jedną jej gałęzią jest nazizm, to wszystko, co sobą reprezentował, sytuacja konkretnych grup społecznych i narodowościowych, konsekwencje konkretnych czynów, ukazanie postępowań Austriaków po Anschlussie.
Jednak tym, co jest zdecydowanie mocniejsze w tej książce to konieczność podejmowania decyzji, liczne emocje pojawiające się w bohaterach, rozterki, zmiany w osobowości i wiele innych spraw związanych z człowiekiem, jego wnętrzem, życiem.
Niebo na uwięzi to ciekawa, wciągająca, nieźle napisana powieść, która ukazuje wiele spraw, które znamy z innym książek w zupełnie nowym świetle.
Czyta się dobrze, z ciekawością. Szczerze książkę polecam. Jednak naprawdę nie nazwałabym jej porywającą. Przesada, która robi książce więcej krzywdy niż pożytku. Czytając euforyczne zapowiedzi, hasła marketingowe, peany oczekuje się wielkiego wow.
Tutaj go nie ma. Jest dobra powieść, którą polecam, brak wow. Muszę szczerze napisać, że trochę się na tej pozycji zawiodłam. Oczekiwałam właśnie wow, a dostałam dobrą, ale bez ochów i achów powieść. Działy marketingu mogłyby z tymi hasłami trochę się powstrzymać.
Książkę polecam. Warto.
Książka jest reklamowana, jako porywająca powieść psychologiczna. Hmmmm..... książka jest dobra, ale do porywającej jej dużo brakuje.
Akcja rozpoczyna się w 1938 roku tuż po Anschlussie Austrii. Główny bohater, nastoletni Johannes mieszka w Austrii. Jest otypowym wytworem tamtych czasów i wyjątkowo gorliwym członkiem Hitlerjugend. Reprezentuje sobą wszystkie możliwe najgorsze cechy fanatyka tej organizacji.
Naprzeciwko jego poglądom i temu w co wierzy stają jego rodzice, którzy pomagają młodej Żydówce. Pewnego dnia Johannes dowiaduje się, iż jest ona ukrywana w ich domu. W młodym człowieku wzbiera i przetacza się cała gama różnorodnych uczuć, poczynając od niedowierzania połączonego z nienawiścią, poprzez akceptację, przyjaźń, miłość aż po... tego już nie zdradzę.
Pewnego dnia rodzice Johannesa znikają. Decyzja co dalej, co z ukrywaną Żydówką, wszystkie dalsze decyzje spadają na niego. Jak potoczą się ich dalsze losy? Tego nie zdradzę. Losy obojga poznacie w trakcie lektury książki do czego gorąco zachęcam.
Leunens napisała dobrą, wciągającą, mocną w swojej wymowie powieść.
Jedną jej gałęzią jest nazizm, to wszystko, co sobą reprezentował, sytuacja konkretnych grup społecznych i narodowościowych, konsekwencje konkretnych czynów, ukazanie postępowań Austriaków po Anschlussie.
Jednak tym, co jest zdecydowanie mocniejsze w tej książce to konieczność podejmowania decyzji, liczne emocje pojawiające się w bohaterach, rozterki, zmiany w osobowości i wiele innych spraw związanych z człowiekiem, jego wnętrzem, życiem.
Niebo na uwięzi to ciekawa, wciągająca, nieźle napisana powieść, która ukazuje wiele spraw, które znamy z innym książek w zupełnie nowym świetle.
Czyta się dobrze, z ciekawością. Szczerze książkę polecam. Jednak naprawdę nie nazwałabym jej porywającą. Przesada, która robi książce więcej krzywdy niż pożytku. Czytając euforyczne zapowiedzi, hasła marketingowe, peany oczekuje się wielkiego wow.
Tutaj go nie ma. Jest dobra powieść, którą polecam, brak wow. Muszę szczerze napisać, że trochę się na tej pozycji zawiodłam. Oczekiwałam właśnie wow, a dostałam dobrą, ale bez ochów i achów powieść. Działy marketingu mogłyby z tymi hasłami trochę się powstrzymać.
Książkę polecam. Warto.
piątek, 27 marca 2020
Dzienniki 1950-1962 - Sylvia Plath
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
To drugie w Polsce wydanie Dzienników... Poprzednie wydanie pochodziło z Wydawnictwa Prószyński i S-ka 2004 r.
To z Wydawnictwa Marginesy jest dużo pełniejsze niż wcześniejsze. Uzupełnione jest różnymi notatkami, fragmentami twórczości Plath.
Dzienniki... to niezwykle poruszające i jednocześnie porażające obrazy umysłu, duszy Sylvii Plath. Ukazują jej przemyślenia, odczucia, drogę do choroby psychicznej, a wreszcie do samobójczej śmierci.
Pisarka przelewała na papier wszystkie codzienne zmartwienia, lęki i namiętności, kreśląc tym samym wyjątkowy autoportret.
Ciekawym jest śledzenie poczynań Plath, różnych zmian w niej zachodzących, dostrzeganie pogłębiających się skłonności Sylvii do choroby psychicznej. Choroba dwubiegunowa, wielokrotne pobyty w szpitalu psychiatrycznym, kilkukrotne próby samobójcze. Na to wszystko, na indywidualne predyspozycje bez wątpienia nałożyły się także różne życiowe okoliczności i zawirowania.
Ta książka to smutne, przerażające studium ludzkiej psychiki, życia zmierzającego niczym po równi pochyłej do jednego, z góry jakby wiadomego końca. Po licznych próbach samobójczych Plath w końcu się udało. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie
Całość czyta się z ciekawością, ale i smutkiem pomieszanym z przerażeniem.
W 23 zeszytach obejmujących 12 lat życia autorki zapisane są jej życie, odczucia.
Choćby we fragmentach przynajmniej kilkorgu z czytelników mogą się one wydawać podobne do ich życia. Większość z nas od czasu do czasu miewa problemy, życie jest przeciwko niemu, wielu ma depresję, niektórzy chorobę dwubiegunową. Tacy ludzie, często niezrozumiani, zostawieni samym sobie są wśród nas. Warto przeczytać Dzienniki... Warto lepiej poznać Sylvię Plath, warto poznać i zrozumieć jej twórczość.
Polecam.
To drugie w Polsce wydanie Dzienników... Poprzednie wydanie pochodziło z Wydawnictwa Prószyński i S-ka 2004 r.
To z Wydawnictwa Marginesy jest dużo pełniejsze niż wcześniejsze. Uzupełnione jest różnymi notatkami, fragmentami twórczości Plath.
Dzienniki... to niezwykle poruszające i jednocześnie porażające obrazy umysłu, duszy Sylvii Plath. Ukazują jej przemyślenia, odczucia, drogę do choroby psychicznej, a wreszcie do samobójczej śmierci.
Pisarka przelewała na papier wszystkie codzienne zmartwienia, lęki i namiętności, kreśląc tym samym wyjątkowy autoportret.
Ciekawym jest śledzenie poczynań Plath, różnych zmian w niej zachodzących, dostrzeganie pogłębiających się skłonności Sylvii do choroby psychicznej. Choroba dwubiegunowa, wielokrotne pobyty w szpitalu psychiatrycznym, kilkukrotne próby samobójcze. Na to wszystko, na indywidualne predyspozycje bez wątpienia nałożyły się także różne życiowe okoliczności i zawirowania.
Ta książka to smutne, przerażające studium ludzkiej psychiki, życia zmierzającego niczym po równi pochyłej do jednego, z góry jakby wiadomego końca. Po licznych próbach samobójczych Plath w końcu się udało. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie
Całość czyta się z ciekawością, ale i smutkiem pomieszanym z przerażeniem.
W 23 zeszytach obejmujących 12 lat życia autorki zapisane są jej życie, odczucia.
Choćby we fragmentach przynajmniej kilkorgu z czytelników mogą się one wydawać podobne do ich życia. Większość z nas od czasu do czasu miewa problemy, życie jest przeciwko niemu, wielu ma depresję, niektórzy chorobę dwubiegunową. Tacy ludzie, często niezrozumiani, zostawieni samym sobie są wśród nas. Warto przeczytać Dzienniki... Warto lepiej poznać Sylvię Plath, warto poznać i zrozumieć jej twórczość.
Polecam.
poniedziałek, 23 marca 2020
Milczenie - Tim Lebbon
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Niezła, zapewniająca kilka ciekawie spędzonych godzin lektura.
W Mołdawii zostaje odkryty unikalny na skalę światową system połączonych ze sobą i odciętych od świata jaskiń. Takie odkrycie nie może pozostać bez echa. Informacja lotem błyskawicy obiega cały świat. Wszystkie stacje telewizyjne, wszystkie portale internetowe transmitują relacje z jaskiń i terenu wokół nich, pokazują relacje, wypowiedzi naukowców.
Pewna grupa speleologów wyrusza do jaskiń na ekspedycję badawczą. Bardzo szybko wydarzenia przybierają zupełnie nieoczekiwany i niezwykle groźny przebieg. Jak się okazuje jaskinie są siedliskiem przerażających ślepych stworzeń żyjących w absolutnej ciemności. Stwory te które w kilka minut zabiją całą ekipę. A to dopiero początek.
Książkę czyta się naprawdę dobrze. Jest ciekawa, wciągająca, niepokojąca i w kontekście tego zagrożenia jakie mamy teraz, bardzo realistyczna.
Cała historia opowiedziana wielowątkowo, wszystkie wątki opowiedziane są do końca, ciekawie.
Na największy plus zasługują ukazane studia dotyczące zachowań ludzkich w obliczu katastrofy. Odkrycie jaskiń, tego co w nich się znajduje daje początek wielkiej, na ogromna skalę katastrofie, wręcz apokalipsie. Reakcje ludzi, ich zachowanie w kontekście wydarzeń są bardzo ciekawie przedstawione.
Milczenie to ciekawa, nieźle napisana, pouczająca opowieść o ludzkich zachowania i świecie pogrążającym się w niewyobrażalnym wprost chaosie. Pełna paleta odczuć, reakcji, zachowań. Niektóre wprost nie do wyobrażenia sobie w normalnych czasach. W kontekście epidemii koronawirusa lektura dla osób o mocniejszych nerwach.
Bardziej jest to powieść postapokaliptyczna niż stricte horror.
Zachęcam do lektury. Zaskakująco dobra książka.
Niezła, zapewniająca kilka ciekawie spędzonych godzin lektura.
W Mołdawii zostaje odkryty unikalny na skalę światową system połączonych ze sobą i odciętych od świata jaskiń. Takie odkrycie nie może pozostać bez echa. Informacja lotem błyskawicy obiega cały świat. Wszystkie stacje telewizyjne, wszystkie portale internetowe transmitują relacje z jaskiń i terenu wokół nich, pokazują relacje, wypowiedzi naukowców.
Pewna grupa speleologów wyrusza do jaskiń na ekspedycję badawczą. Bardzo szybko wydarzenia przybierają zupełnie nieoczekiwany i niezwykle groźny przebieg. Jak się okazuje jaskinie są siedliskiem przerażających ślepych stworzeń żyjących w absolutnej ciemności. Stwory te które w kilka minut zabiją całą ekipę. A to dopiero początek.
Książkę czyta się naprawdę dobrze. Jest ciekawa, wciągająca, niepokojąca i w kontekście tego zagrożenia jakie mamy teraz, bardzo realistyczna.
Cała historia opowiedziana wielowątkowo, wszystkie wątki opowiedziane są do końca, ciekawie.
Na największy plus zasługują ukazane studia dotyczące zachowań ludzkich w obliczu katastrofy. Odkrycie jaskiń, tego co w nich się znajduje daje początek wielkiej, na ogromna skalę katastrofie, wręcz apokalipsie. Reakcje ludzi, ich zachowanie w kontekście wydarzeń są bardzo ciekawie przedstawione.
Milczenie to ciekawa, nieźle napisana, pouczająca opowieść o ludzkich zachowania i świecie pogrążającym się w niewyobrażalnym wprost chaosie. Pełna paleta odczuć, reakcji, zachowań. Niektóre wprost nie do wyobrażenia sobie w normalnych czasach. W kontekście epidemii koronawirusa lektura dla osób o mocniejszych nerwach.
Bardziej jest to powieść postapokaliptyczna niż stricte horror.
Zachęcam do lektury. Zaskakująco dobra książka.
piątek, 20 marca 2020
Wzgórze Błękitnego Snu - Igor Newerly
Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Po wielu, wielu latach z wielką przyjemnością powróciłam do tej dawno nie wznawianej książki. Pamiętam, gdy Wzgórze...ukazało się przed laty (w 1986 roku) po raz pierwszy. Moi rodzice cudem zdobyli egzemplarz spod lady. Tak się wtedy załatwiało wszystkie książki. Zaczytywałam się w tej książce, choć nie wszystko wtedy rozumiałam.
Byłam ciekawa, jak odbiorę tę pozycję teraz, gdy jestem starsza, inaczej postrzegam pewne rzeczy, inne sprawy są dla mnie ważne.
Igor Newerly to bez wątpienia wybitny prozaik. To co przede wszystkim wyróżnia tę powieść to niezwykłe przedstawienie ludzkich losów oraz powiązanie ich z zawirowaniami historii, polityką i naturą. Poruszający, niezwykły miks, który wywiera na czytelnika wyjątkowy wpływ.
Bohaterem książki jest Bronisław Najdarowski, młody człowiek, członek socjalistycznej partii, który za próbę zamachu na rosyjskiego cara zostaje skazany na zesłanie na Sybir. Póżniej, po odbyciu katorgi, Bronisław zostaje skazany na wieczne osiedlenie na Syberii. Newerly największy nacisk kladzie na ukazanie jego losów właśnie w trakcie pobytu na Syberii, chociaż sporo miejsca poświęca także wcześniejszym losom bohatera.
Książka zachwyca wszystkim. Przede wszystkim opisami, ukazaniem losu i wnętrza człowieka, przemian zachodzącym w bohaterze na przestrzeni czasu i pod wpływem różnych wydarzeń, przeżyć. Porywa także swoista głębia, wymowa i język jakim powieść została napisana.
Książka zachwyca, chwyta za serce, porusza. Opisy miejsca, do którego został zesłany Najdarowski, klimat mrożnej tajgi, to jak zmienia się przyroda, a wraz z nią jak zmienia się podejście do otoczenia bohatera. Coś wspaniałego.
Bardzo ciekawie ukazana jest także codzienność ludzi zesłanych na katorgę, ale także tych na co dzień żyjących w tym niegościnnym miejscu, ich życie, stosunek Bronisława do nich, zmiany we wzajemnych stosunkach, zrozumienie i miłość do niezwykłych ludzi i niegościnnego miejsca.
Choć treść to zaledwie niewielki fragment, kilkanaście lat, które bohater spędził na Syberii, to jednak ten wyimek jego życia jest niezwykle poruszający, ważny.
Powieść jest wyjątkowa, zmusza do refleksji, przemyślenia wielu spraw. Gorąco zachęcam do lektury. Coś wspaniałego.
Po wielu, wielu latach z wielką przyjemnością powróciłam do tej dawno nie wznawianej książki. Pamiętam, gdy Wzgórze...ukazało się przed laty (w 1986 roku) po raz pierwszy. Moi rodzice cudem zdobyli egzemplarz spod lady. Tak się wtedy załatwiało wszystkie książki. Zaczytywałam się w tej książce, choć nie wszystko wtedy rozumiałam.
Byłam ciekawa, jak odbiorę tę pozycję teraz, gdy jestem starsza, inaczej postrzegam pewne rzeczy, inne sprawy są dla mnie ważne.
Igor Newerly to bez wątpienia wybitny prozaik. To co przede wszystkim wyróżnia tę powieść to niezwykłe przedstawienie ludzkich losów oraz powiązanie ich z zawirowaniami historii, polityką i naturą. Poruszający, niezwykły miks, który wywiera na czytelnika wyjątkowy wpływ.
Bohaterem książki jest Bronisław Najdarowski, młody człowiek, członek socjalistycznej partii, który za próbę zamachu na rosyjskiego cara zostaje skazany na zesłanie na Sybir. Póżniej, po odbyciu katorgi, Bronisław zostaje skazany na wieczne osiedlenie na Syberii. Newerly największy nacisk kladzie na ukazanie jego losów właśnie w trakcie pobytu na Syberii, chociaż sporo miejsca poświęca także wcześniejszym losom bohatera.
Książka zachwyca wszystkim. Przede wszystkim opisami, ukazaniem losu i wnętrza człowieka, przemian zachodzącym w bohaterze na przestrzeni czasu i pod wpływem różnych wydarzeń, przeżyć. Porywa także swoista głębia, wymowa i język jakim powieść została napisana.
Książka zachwyca, chwyta za serce, porusza. Opisy miejsca, do którego został zesłany Najdarowski, klimat mrożnej tajgi, to jak zmienia się przyroda, a wraz z nią jak zmienia się podejście do otoczenia bohatera. Coś wspaniałego.
Bardzo ciekawie ukazana jest także codzienność ludzi zesłanych na katorgę, ale także tych na co dzień żyjących w tym niegościnnym miejscu, ich życie, stosunek Bronisława do nich, zmiany we wzajemnych stosunkach, zrozumienie i miłość do niezwykłych ludzi i niegościnnego miejsca.
Choć treść to zaledwie niewielki fragment, kilkanaście lat, które bohater spędził na Syberii, to jednak ten wyimek jego życia jest niezwykle poruszający, ważny.
Powieść jest wyjątkowa, zmusza do refleksji, przemyślenia wielu spraw. Gorąco zachęcam do lektury. Coś wspaniałego.
środa, 18 marca 2020
Zakłamani - Joanna Dulewicz
Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 3,5/6
Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, bardziej nawet obyczajowo-socjologiczny niż typowo kryminalny. Mamy zbrodnie, handel żywym towarem, zabójstwa, kradzieże, gwałty, korupcję, prostytucję, romanse i nieustające napięcie.
Bardzo dobrze nakreślony jest wątek socjologiczno-obyczajowy. Debiutującej autorce udało się ciekawie przedstawić małą, klaustrofobiczną miejscowość, napięcia między ludźmi, wzajemne nieliczne sympatie i dużo liczniejsze antypatie, żale, niesnaski. Niezwykle ciekawy obraz, studium socjologiczne. Od razu rzuca się w oczy, że autorka zadała sobie mnóstwo pracy gromadząc materiał do tej części książki. Widać, iż tworząc książkę, powieść, studium obyczajowe autorka czuje się dużo lepiej niż pracując nad kryminałem.
Zakłamani są takim miksem, bardzo zręcznym w części obyczajowej, średnio udanym w części kryminalnej. Ja rozumiem, że ta książka jest debiutem literackim Joanny Dulewicz, ale część kryminalna wyszła autorce bardzo słabo, nawet jak na debiutanta.
Niby mamy morderstwa, handel kobietami i inne zbrodnie, mniej lub bardziej drastyczne, ale...są one wspomniane mimochodem, ot tak, jakby przy okazji. Poza tym nie są one dobrze pociągnięte dalej. Wątki się urywają, nie wyjaśniają do końca. Dochodzenie jest słabe, bardzo słabe. Treść dot. kwestii kryminalnych jest mizerna, chaotyczna, niedopracowana, jakby ciągnięta na siłę. Zupełne przeciwieństwo części obyczajowo-socjologicznej.
Brakuje porządne opracowania i poprowadzenia problemów, spraw, zagadnień. Brak także jakiejś głębi jeżeli chodzi o bohaterów. Są mało wiarygodni, płascy.
Kilkakrotnie miałam dziwne uczucie, jakby książkę pisały dwie różne osoby.
Poza tym brak jednej, jak ja to nazywam klamry, która by spinała całość w jedną kwestię. A szkoda, bo książka miała naprawdę spory potencjał.
Zakłamanych czytałam bez zgrzytania zębami, ale ze sporym żalem i rozczarowaniem. Uważam, iż autorka powinna pozostać przy książkach, powieściach obyczajowych. To wyszło jej dobrze, momentami bardzo dobrze.
Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, bardziej nawet obyczajowo-socjologiczny niż typowo kryminalny. Mamy zbrodnie, handel żywym towarem, zabójstwa, kradzieże, gwałty, korupcję, prostytucję, romanse i nieustające napięcie.
Bardzo dobrze nakreślony jest wątek socjologiczno-obyczajowy. Debiutującej autorce udało się ciekawie przedstawić małą, klaustrofobiczną miejscowość, napięcia między ludźmi, wzajemne nieliczne sympatie i dużo liczniejsze antypatie, żale, niesnaski. Niezwykle ciekawy obraz, studium socjologiczne. Od razu rzuca się w oczy, że autorka zadała sobie mnóstwo pracy gromadząc materiał do tej części książki. Widać, iż tworząc książkę, powieść, studium obyczajowe autorka czuje się dużo lepiej niż pracując nad kryminałem.
Zakłamani są takim miksem, bardzo zręcznym w części obyczajowej, średnio udanym w części kryminalnej. Ja rozumiem, że ta książka jest debiutem literackim Joanny Dulewicz, ale część kryminalna wyszła autorce bardzo słabo, nawet jak na debiutanta.
Niby mamy morderstwa, handel kobietami i inne zbrodnie, mniej lub bardziej drastyczne, ale...są one wspomniane mimochodem, ot tak, jakby przy okazji. Poza tym nie są one dobrze pociągnięte dalej. Wątki się urywają, nie wyjaśniają do końca. Dochodzenie jest słabe, bardzo słabe. Treść dot. kwestii kryminalnych jest mizerna, chaotyczna, niedopracowana, jakby ciągnięta na siłę. Zupełne przeciwieństwo części obyczajowo-socjologicznej.
Brakuje porządne opracowania i poprowadzenia problemów, spraw, zagadnień. Brak także jakiejś głębi jeżeli chodzi o bohaterów. Są mało wiarygodni, płascy.
Kilkakrotnie miałam dziwne uczucie, jakby książkę pisały dwie różne osoby.
Poza tym brak jednej, jak ja to nazywam klamry, która by spinała całość w jedną kwestię. A szkoda, bo książka miała naprawdę spory potencjał.
Zakłamanych czytałam bez zgrzytania zębami, ale ze sporym żalem i rozczarowaniem. Uważam, iż autorka powinna pozostać przy książkach, powieściach obyczajowych. To wyszło jej dobrze, momentami bardzo dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









