Wydawnictwo Marginesy, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Kopnij piłkę ponad chmury, to zbiór doskonałych reportaży z Nepalu, w którym autorka, Iwona Szelezińska prezentuje społeczeństwo w okresie po tragicznym wydarzeniu, jakim było trzęsienie ziemi z 2015 roku.
Autorka w bardzo ciekawy sposób prezentuje różne postaci nepalskiego, często odciętego od świata społeczeństwa, problemy ludzi żyjących w tym kraju, kwestie społeczne, gospodarcze, kulturalne. Ukazuje społeczeństwo, w którym bieda jest czymś normalnym, gro obywateli nadal jest analfabetami, a kobieta znaczy zdecydowanie mniej niż męźczyzna.
Z drugiej strony autorka prezentuje gro ambitnych osób, które za wszelką cenę chcą zdobyć wykształcenie, wyrwać się z zaklętego kręgu ubóstwa, swojego życia, poprawić byt swój i rodziny. Bohaterowie książki to także w większości ludzie, którzy potrafią wziąć się za przysłowiowe bary z tym, co ich spotkało, z naturą, która jest ich sprzymierzeńcem, ale i wrogiem, z ciężkim życiem, problemami, których na ogół nawet my ludzie żyjący w dostatniej Europie, nie potrafimy sobie wyobrazić.
Szelezińska pisze ciekawie, porusza ważne problemy, zwraca uwagę na kwestie, które ludziom spoza Nepalu po prostu umykają.
Oczywiście autorka nie była w stanie wyczerpać wszystkich zagadnień, poruszyć każdą kwestię, omówić je dokładnie. Niemniej Kopnij piłkę.. to ważna i potrzebna książka.
Zwraca nam ona uwagę na to co dzieje się w kraju tak odległym od naszego, jak traktowani są tam ludzie, z jakim bezprawiem i problemami muszą się borykać. Po lekturze tego zbioru reportaży wielu czytelników inaczej, ze sporym dystansem spojrzy na swoje problemy, doceni to co ma.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
czwartek, 6 grudnia 2018
wtorek, 4 grudnia 2018
Upolowane 1,000,000 wejść....
Wczoraj o 15.30 Jagna O, jako pierwsza upolowała i nadesłała na mój email anetapzn@gazeta.pl screen ekranu z 1,000,000 wejść na blog.
Tym samym Jagna wygrała wspaniałą książkę, która niedawno recenzowałam na blogu.
Poproszę o adres do wysyłki na w/w email :)
Tym samym Jagna wygrała wspaniałą książkę, która niedawno recenzowałam na blogu.
Poproszę o adres do wysyłki na w/w email :)
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w okresie II wojny światowej - Joanna Ostrowska
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 6/6
Szokująca, mocna, świetnie opracowana książka.
Autorka porusza temat zazwyczaj pomijany w opracowaniach dot. II wojny światowej. Jest to kwestia seksualności i wszystkiego co z nią związane.
Każdy konflikt zbrojny to przemoc, agresja, ból, cierpienie. Gdy w grę wchodzi kwestia seksu wiadomo, iż z jednej strony będzie ogromna przemoc, a z drugiej niewyobrażalny wprost dramat. O tym jest właśnie ta książka. O dramacie wielu, zbyt wielu ludzi.
Ów dramat do tej pory był pomijany milczeniem. Doświadczenie seksualnej pracy przymusowej w nazistowskim burdelu nadal pozostaje w sferze tabu. Mimo tysięcy mniejszych i większych prac w zakresie II wojny światowej. Książka Ostrowskiej w sporej części tę lukę wypełnia. Liczę, iż będzie początkiem większej liczby prac na ten temat.
Kim były przymusowe pracownice seksualne w czasie II wojny światowej? Skąd się brały?
Jak większość innych przymusowych pracowników chwytano je w łapankach, umieszczano w obozach, gdzie były gwałcone, bite, poniżane, torturowane, upokarzane. W obozowych realiach były różnie określane. Po wojnie po prostu dziwkami, karane chłostą, goleniem głowy, ostracyzmem. Ich narodowość była różna. Wykluczone z nich były tylko Żydówki. Dla nich przeznaczano od razu eksterminację.
Ze zrozumiałych względów rzadko która z owych kobiet przyznawała się do tego, co ją spotkało. Ostrowska miała więc utrudnione zadanie. W zasadzie brak materiałów, a jeżeli już coś znalazła, to były to niewielkie zapiski, oficjalne dokumenty, przekazywane z ust do ust relacje. Mimo to powstałą poruszająca, ważna, potrzebna książka, która ukazuje prawdę będącą zapewne dla wielu niewygodną. Przyzwyczailiśmy się bowiem, iż w trakcie wojny istniał klarowny podział - Niemcy kaci, pozostali ofiary. Autorka burzy częściowo ten porządek prezentując m.in. więźniów, którym z różnych powodów pozwalano korzystać z usług obozowych domów publicznych. Więźniowie ci często katowali pracujące tam kobiety. Powodów możemy się tylko domyślać. Bardzo ciekawe są rozważania na ten temat, przy czym Ostrowska pozostawia czytelnikowi sporo miejsca na własne analizy.
Ukazując więźniów w roli katów burzy klarowny podział na białe i czarne, złych innych, dobrych naszych. Co ważne, jasno pokazuje, iż nic nie jest tak proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Prawdopodobnie z racji badań nad niewygodnym tematem, kilkakrotnie próbowano autorkę zniechęcić do pracy nad książką. Na szczęście nie zrezygnowała.
Joanna Ostrowska, jako pierwsza napisała w Polsce książkę o seksualnych niewolnicach w trakcie II wojny światowej, w obozowych realiach. Napisała poruszającą, ważną książkę. Liczę, że to nie ostatnia publikacja na ten temat.
Gorąco zachęcam do lektury tej niezwykle poruszającej książki, która wycisnęła z moich oczu kilka łez z powodu bezsilności i żalu nad losem tak wielu kobiet..
Szokująca, mocna, świetnie opracowana książka.
Autorka porusza temat zazwyczaj pomijany w opracowaniach dot. II wojny światowej. Jest to kwestia seksualności i wszystkiego co z nią związane.
Każdy konflikt zbrojny to przemoc, agresja, ból, cierpienie. Gdy w grę wchodzi kwestia seksu wiadomo, iż z jednej strony będzie ogromna przemoc, a z drugiej niewyobrażalny wprost dramat. O tym jest właśnie ta książka. O dramacie wielu, zbyt wielu ludzi.
Ów dramat do tej pory był pomijany milczeniem. Doświadczenie seksualnej pracy przymusowej w nazistowskim burdelu nadal pozostaje w sferze tabu. Mimo tysięcy mniejszych i większych prac w zakresie II wojny światowej. Książka Ostrowskiej w sporej części tę lukę wypełnia. Liczę, iż będzie początkiem większej liczby prac na ten temat.
Kim były przymusowe pracownice seksualne w czasie II wojny światowej? Skąd się brały?
Jak większość innych przymusowych pracowników chwytano je w łapankach, umieszczano w obozach, gdzie były gwałcone, bite, poniżane, torturowane, upokarzane. W obozowych realiach były różnie określane. Po wojnie po prostu dziwkami, karane chłostą, goleniem głowy, ostracyzmem. Ich narodowość była różna. Wykluczone z nich były tylko Żydówki. Dla nich przeznaczano od razu eksterminację.
Ze zrozumiałych względów rzadko która z owych kobiet przyznawała się do tego, co ją spotkało. Ostrowska miała więc utrudnione zadanie. W zasadzie brak materiałów, a jeżeli już coś znalazła, to były to niewielkie zapiski, oficjalne dokumenty, przekazywane z ust do ust relacje. Mimo to powstałą poruszająca, ważna, potrzebna książka, która ukazuje prawdę będącą zapewne dla wielu niewygodną. Przyzwyczailiśmy się bowiem, iż w trakcie wojny istniał klarowny podział - Niemcy kaci, pozostali ofiary. Autorka burzy częściowo ten porządek prezentując m.in. więźniów, którym z różnych powodów pozwalano korzystać z usług obozowych domów publicznych. Więźniowie ci często katowali pracujące tam kobiety. Powodów możemy się tylko domyślać. Bardzo ciekawe są rozważania na ten temat, przy czym Ostrowska pozostawia czytelnikowi sporo miejsca na własne analizy.
Ukazując więźniów w roli katów burzy klarowny podział na białe i czarne, złych innych, dobrych naszych. Co ważne, jasno pokazuje, iż nic nie jest tak proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Prawdopodobnie z racji badań nad niewygodnym tematem, kilkakrotnie próbowano autorkę zniechęcić do pracy nad książką. Na szczęście nie zrezygnowała.
Joanna Ostrowska, jako pierwsza napisała w Polsce książkę o seksualnych niewolnicach w trakcie II wojny światowej, w obozowych realiach. Napisała poruszającą, ważną książkę. Liczę, że to nie ostatnia publikacja na ten temat.
Gorąco zachęcam do lektury tej niezwykle poruszającej książki, która wycisnęła z moich oczu kilka łez z powodu bezsilności i żalu nad losem tak wielu kobiet..
piątek, 30 listopada 2018
Pani od obiadów
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Bohaterka niniejszej książki, Lucyna von Bachman, primo voto Staszewska, secundo Ćwierczakiewiczowa była żyjącą w XIX wieku autorką książek kucharskich i szeroko rozumianych poradników o gospodarstwie domowych i prowadzeniu domu. Jej misją było niesienie pomocy, porady kobietom bez względu na ich wiek i status społeczny.
Była także swoistym novum, prekursorką swoich czasów. Należy pamiętać, iż XIX wiek to okres, gdy kobiety nie mogły ani się uczyć, ani pracować bez zgody męźczyzny, ojca, męża. Ćwierczakiewiczowa była nie tylko doskonale jak na ówczesne czasy wykształcona, ale także pracowała i do tego (o zgrozo dla wielu męźczyzn, ale i kobiet) odnosiła ogromne sukcesy. Jej książki (a wydała ich 10) sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy i były bardziej poczytne, pożądane niż ówczesne perły literatury, książki klasyków.
Przez przez 26 lat redagowała także rubrykę w ówczesnym czasopiśmie "Bluszcz". Była autorką, korektorem i osobą od szeroko rozumianego marketingu.
Panoszy się na mieście jak pawie pióro w kapeluszu – mówili złośliwcy, zazdroszczący jej żyłki do marketingu i interesów, dodając: – Jest jak rtęć, wszędzie się wciśnie. Te określenia wiele mówią o Lucynie.
Wspomniałam o wykształceniu naszej bohaterki. Należy od razu jednak zaznaczyć, iż jej wiedza była wiedzą samouka. Lucyna bardzo bolała nad tym, że szkoły są dla niej z różnych względów zamknięte i na tyle na ile mogła, sama zdobywała wiedzę.
To tylko kilka z jej cech. O innych dowiecie się z tej niezwykłej, bardzo ciekawej książki.
Czytając o kolejnych dokonaniach Ćwierczakiewiczowej z jednej strony byłam pełna podziwu, a z drugiej wpadałam w kompleksy. Lucyna szła bowiem przez życie niczym burza. Miałam wrażenie, że może dokonać wszystkiego, nic nie jest jej straszne. Ale czy tak naprawdę było? Czy była wyzwoloną kobieta, czy może tradycjonalistką z żyłką do interesów, która znalazła nisze w ówczesnym świecie? A może łączyła jedno z drugim?
Panią od obiadów czyta się wyśmienicie. Książka jest doskonale napisana, lekko, ale przy tym dobrze opracowana merytorycznie. Tekst jest pełen arcyciekawych faktów, opisów, ale i anegdot związanych z naszą bohaterką. Dodatkiem, który ubarwia i tak arcyciekawą opowieść, są smaki i smaczki XIX wieku. Gorąco polecam.
Bohaterka niniejszej książki, Lucyna von Bachman, primo voto Staszewska, secundo Ćwierczakiewiczowa była żyjącą w XIX wieku autorką książek kucharskich i szeroko rozumianych poradników o gospodarstwie domowych i prowadzeniu domu. Jej misją było niesienie pomocy, porady kobietom bez względu na ich wiek i status społeczny.
Była także swoistym novum, prekursorką swoich czasów. Należy pamiętać, iż XIX wiek to okres, gdy kobiety nie mogły ani się uczyć, ani pracować bez zgody męźczyzny, ojca, męża. Ćwierczakiewiczowa była nie tylko doskonale jak na ówczesne czasy wykształcona, ale także pracowała i do tego (o zgrozo dla wielu męźczyzn, ale i kobiet) odnosiła ogromne sukcesy. Jej książki (a wydała ich 10) sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy i były bardziej poczytne, pożądane niż ówczesne perły literatury, książki klasyków.
Przez przez 26 lat redagowała także rubrykę w ówczesnym czasopiśmie "Bluszcz". Była autorką, korektorem i osobą od szeroko rozumianego marketingu.
Panoszy się na mieście jak pawie pióro w kapeluszu – mówili złośliwcy, zazdroszczący jej żyłki do marketingu i interesów, dodając: – Jest jak rtęć, wszędzie się wciśnie. Te określenia wiele mówią o Lucynie.
Wspomniałam o wykształceniu naszej bohaterki. Należy od razu jednak zaznaczyć, iż jej wiedza była wiedzą samouka. Lucyna bardzo bolała nad tym, że szkoły są dla niej z różnych względów zamknięte i na tyle na ile mogła, sama zdobywała wiedzę.
To tylko kilka z jej cech. O innych dowiecie się z tej niezwykłej, bardzo ciekawej książki.
Czytając o kolejnych dokonaniach Ćwierczakiewiczowej z jednej strony byłam pełna podziwu, a z drugiej wpadałam w kompleksy. Lucyna szła bowiem przez życie niczym burza. Miałam wrażenie, że może dokonać wszystkiego, nic nie jest jej straszne. Ale czy tak naprawdę było? Czy była wyzwoloną kobieta, czy może tradycjonalistką z żyłką do interesów, która znalazła nisze w ówczesnym świecie? A może łączyła jedno z drugim?
Panią od obiadów czyta się wyśmienicie. Książka jest doskonale napisana, lekko, ale przy tym dobrze opracowana merytorycznie. Tekst jest pełen arcyciekawych faktów, opisów, ale i anegdot związanych z naszą bohaterką. Dodatkiem, który ubarwia i tak arcyciekawą opowieść, są smaki i smaczki XIX wieku. Gorąco polecam.
środa, 28 listopada 2018
Upoluj 1,000,000 i wygraj książkę...
Ta o to wspaniała książka polskiego autora (moja recenzja tutaj - klik )
do wygrania dla osoby, która upoluje 1,000,000 wejść na blog (nie mniej i nie więcej, równo milion) i przyśle, jako pierwsza screen, zdjęcie w jpg, pdfie na mój email anetapzn@gazeta.pl. Książka jest 1, więc otrzyma ją 1. osoba, która przyśle zdjęcie, screen.
Warto polować, wspaniała lektura.
do wygrania dla osoby, która upoluje 1,000,000 wejść na blog (nie mniej i nie więcej, równo milion) i przyśle, jako pierwsza screen, zdjęcie w jpg, pdfie na mój email anetapzn@gazeta.pl. Książka jest 1, więc otrzyma ją 1. osoba, która przyśle zdjęcie, screen.
Warto polować, wspaniała lektura.
wtorek, 27 listopada 2018
Patrioci - Pascal Engman
Wydawnictwo Sonia Draga, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Dobra, niesłychanie realna książka szwedzkiego dziennikarza.
Europę od jakiegoś czasu zalewa fala antyimigranckiej retoryki. Nie inaczej jest ze Szwecją. Tam do głosu coraz silniej dochodzi partia Szwedzkich Demokratów. Są oni typowo antyimigranckim z ostrą retoryką ugrupowaniem. Ich głos jest coraz mocniej słyszalny.
Cała UE, w tym również Szwecja, stają przed nowymi wyzwaniami. Czy i jak sobie z nimi poradzą?!
O tym, a także o ekstremistycznych działaniach i wszystkim, co z tym związane opowiada książka Patrioci. To dobra, niezwykle realistyczna, działająca na wyobraźnię, bardzo mroczna i jakże prawdziwa historia. Czasami w trakcie lektury ma się wrażenie czytania reportażu z wydarzeń z dzisiaj, wczoraj, sprzed kilku dni.
Patrioci to miks, z jednej strony doskonale napisany thriller, kryminał i powieść sensacyjna w jednym, a z drugiej strony świetna powieść obyczajowa, z elementami socjologiczno-psychologicznymi. Całość tworzy iście wybuchową mieszankę.
Bohaterami są przede wszystkim Szwedzi, którzy w imigrantach (bez względu na to co on i w rzeczywistości sobą reprezentują) widza samo zło, ludzi, którzy odpowiadają za wszystkie nieszczęścia, za to, jak żyje się obecnie w Szwecji, za to, że nie jest jak kiedyś etc.
Troje bohaterów podejmuje walkę ze złym, czyli z imigrantami. Walka jest trudna, bolesna, bezpardonowa. Autor świetnie ukazuje te trzy postaci. Kreśli obraz ludzi nieszczęśliwych, naznaczonych traumą, przepełnionych gniewem, nienawiścią i emanujących takim złem, że trudno to sobie wyobrazić. Ich działania są okrutne, trudne do wytłumaczenia. Ale oni uważają, ze to jedyna droga, żeby pokonać tych, których nienawidzą, żeby Szwecja była prawdziwą Szwecją, a nie tym, czym jest.
Obok nich mamy kilkoro równie ciekawych bohaterów. Jeden stoi po tej drugiej, jasnej stornie mocy, drugi mniej więcej pośrodku.
Co istotne, każda z postaci jest doskonale nakreślona, każda silna, mocna, waleczna i pewna swojej postawy. W takiej sytuacji nieunikniona jest konfrontacja.
W trakcie lektury autor zmusza czytelnika do przemyślenia kilku spraw, zadaje pytania, niezwykle ważne w naszej obecnej, europejskiej sytuacji, ale też takie, na które trudno znaleźć proste czy jednoznaczne odpowiedzi.
Napięcie rośnie z każdą kolejna stroną, a czytelnik czuje się niczym na kolejce górskiej, w której strach być, ale i strach wysiąść bo po chwili może znaleźć się w realiach zbliżonych do książkowych. Czyta się doskonale. Polecam.
Recenzja mojego męża.
Dobra, niesłychanie realna książka szwedzkiego dziennikarza.
Europę od jakiegoś czasu zalewa fala antyimigranckiej retoryki. Nie inaczej jest ze Szwecją. Tam do głosu coraz silniej dochodzi partia Szwedzkich Demokratów. Są oni typowo antyimigranckim z ostrą retoryką ugrupowaniem. Ich głos jest coraz mocniej słyszalny.
Cała UE, w tym również Szwecja, stają przed nowymi wyzwaniami. Czy i jak sobie z nimi poradzą?!
O tym, a także o ekstremistycznych działaniach i wszystkim, co z tym związane opowiada książka Patrioci. To dobra, niezwykle realistyczna, działająca na wyobraźnię, bardzo mroczna i jakże prawdziwa historia. Czasami w trakcie lektury ma się wrażenie czytania reportażu z wydarzeń z dzisiaj, wczoraj, sprzed kilku dni.
Patrioci to miks, z jednej strony doskonale napisany thriller, kryminał i powieść sensacyjna w jednym, a z drugiej strony świetna powieść obyczajowa, z elementami socjologiczno-psychologicznymi. Całość tworzy iście wybuchową mieszankę.
Bohaterami są przede wszystkim Szwedzi, którzy w imigrantach (bez względu na to co on i w rzeczywistości sobą reprezentują) widza samo zło, ludzi, którzy odpowiadają za wszystkie nieszczęścia, za to, jak żyje się obecnie w Szwecji, za to, że nie jest jak kiedyś etc.
Troje bohaterów podejmuje walkę ze złym, czyli z imigrantami. Walka jest trudna, bolesna, bezpardonowa. Autor świetnie ukazuje te trzy postaci. Kreśli obraz ludzi nieszczęśliwych, naznaczonych traumą, przepełnionych gniewem, nienawiścią i emanujących takim złem, że trudno to sobie wyobrazić. Ich działania są okrutne, trudne do wytłumaczenia. Ale oni uważają, ze to jedyna droga, żeby pokonać tych, których nienawidzą, żeby Szwecja była prawdziwą Szwecją, a nie tym, czym jest.
Obok nich mamy kilkoro równie ciekawych bohaterów. Jeden stoi po tej drugiej, jasnej stornie mocy, drugi mniej więcej pośrodku.
Co istotne, każda z postaci jest doskonale nakreślona, każda silna, mocna, waleczna i pewna swojej postawy. W takiej sytuacji nieunikniona jest konfrontacja.
W trakcie lektury autor zmusza czytelnika do przemyślenia kilku spraw, zadaje pytania, niezwykle ważne w naszej obecnej, europejskiej sytuacji, ale też takie, na które trudno znaleźć proste czy jednoznaczne odpowiedzi.
Napięcie rośnie z każdą kolejna stroną, a czytelnik czuje się niczym na kolejce górskiej, w której strach być, ale i strach wysiąść bo po chwili może znaleźć się w realiach zbliżonych do książkowych. Czyta się doskonale. Polecam.
poniedziałek, 26 listopada 2018
Teatr pod Białym Latawcem - Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5/6
Dobra, świetnie napisana książka obyczajowa, która zmusza do przemyślenia pewnych spraw.
Główną bohaterkę, Zuzannę Widawską poznajemy, gdy w jej życiu wiele się dzieje, a ona sama znajduje się na tzw. życiowym zakręcie.
Jeszcze niedawno była dziennikarką największego dziennika w kraju, a nagle z dnia na dzień traci pracę. Dla większości osób byłby to szok. Zuzanna przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Jest to przełomowy i niezwykle ważny moment w jej życiu. Zuzanna poznaje wiele niebanalnych osób, które odegrają w jej życiu niezwykle ważną rolę.
Naszej bohaterce zaczyna się powoli układać zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Pewnego dnia dostaje zadanie napisania o pewnym niewielkim teatrzyku. Odegra ono w jej nowym życiu bardzo ważną rolę. Co się wydarzy? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej bardzo dobrej i życiowej książki.
Autorka świetnie wyważyła to co trudne i to co wesołe, chwile bolesne, dołujące i takie, które wywołują uśmiech na twarzy.
Każda z występujących w książce postaci jest doskonale nakreślona, a tytułowy teatr to nie tylko budynek ze sceną i rzędami siedzeń, a coś zdecydowanie ważniejszego.
Artykuł, który ma napisać Zuzanna, sprawa teatru to tylko pretekst, przy pomocy którego Gołębiewska chce nam uświadomić co tak naprawdę się w życiu liczy, co jest ważne, a co wbrew pozorom ma drugorzędne znaczenie, czym są różne aspekty życia, na które często nie zwracamy uwagi, jak np. niepełnosprawność i wszelkie smutki oraz radości z nią związane.
Niewątpliwie powieść zmusza do przemyślenia kilku spraw, zatrzymania się na chwilę. Co ważne, także chwyta za serce. Można śmiało powiedzieć, że z każdą kolejną przeczytana stroną czytelnik coraz bardziej zżywa się z bohaterami, przezywa ich problemy, kibicuje im.
To bardzo emocjonalna książka wywołująca zarówno śmiech, jak i łzę wzruszenia.
Gorąco polecam.
Dobra, świetnie napisana książka obyczajowa, która zmusza do przemyślenia pewnych spraw.
Główną bohaterkę, Zuzannę Widawską poznajemy, gdy w jej życiu wiele się dzieje, a ona sama znajduje się na tzw. życiowym zakręcie.
Jeszcze niedawno była dziennikarką największego dziennika w kraju, a nagle z dnia na dzień traci pracę. Dla większości osób byłby to szok. Zuzanna przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Jest to przełomowy i niezwykle ważny moment w jej życiu. Zuzanna poznaje wiele niebanalnych osób, które odegrają w jej życiu niezwykle ważną rolę.
Naszej bohaterce zaczyna się powoli układać zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Pewnego dnia dostaje zadanie napisania o pewnym niewielkim teatrzyku. Odegra ono w jej nowym życiu bardzo ważną rolę. Co się wydarzy? Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej bardzo dobrej i życiowej książki.
Autorka świetnie wyważyła to co trudne i to co wesołe, chwile bolesne, dołujące i takie, które wywołują uśmiech na twarzy.
Każda z występujących w książce postaci jest doskonale nakreślona, a tytułowy teatr to nie tylko budynek ze sceną i rzędami siedzeń, a coś zdecydowanie ważniejszego.
Artykuł, który ma napisać Zuzanna, sprawa teatru to tylko pretekst, przy pomocy którego Gołębiewska chce nam uświadomić co tak naprawdę się w życiu liczy, co jest ważne, a co wbrew pozorom ma drugorzędne znaczenie, czym są różne aspekty życia, na które często nie zwracamy uwagi, jak np. niepełnosprawność i wszelkie smutki oraz radości z nią związane.
Niewątpliwie powieść zmusza do przemyślenia kilku spraw, zatrzymania się na chwilę. Co ważne, także chwyta za serce. Można śmiało powiedzieć, że z każdą kolejną przeczytana stroną czytelnik coraz bardziej zżywa się z bohaterami, przezywa ich problemy, kibicuje im.
To bardzo emocjonalna książka wywołująca zarówno śmiech, jak i łzę wzruszenia.
Gorąco polecam.
piątek, 23 listopada 2018
Zimny strach - Mads Peder Nordbo
Wydawnictwo Burda Książki, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Dobra, porządnie napisana książka, która zainteresowała mnie od razu, gdy znalazła się na liście nowości.
Mimo, iż autor bazuje na znanym z innych książek szkielecie, to jednak pomysł mimo, iż może wydawać się wyeksploatowanym, jest doskonale wykorzystany, wypełniony ciekawą treścią.
Zimny strach jest co prawda kontynuacją Dziewczyny bez skóry, ale bez znajomości Dziewczyny...Zimny strach także można czytać z równie wielką przyjemnością. Kilka wątków jest co prawda kontynuowanych z 1. tomu serii, ale są one sensownie przedstawione i nie powinniście mieć problemów z ich zrozumieniem.
Dobry, mocny, trzymający w napięciu thriller.
Mroczna, tajemnicza Grenlandia+ zagadki z przeszłości to doskonałe połączenie, które autor, Mads Peder Nordbo doskonale poprowadził przez całą książkę.
Fabuła jest wielowątkowa, ale wszystko jest prowadzone zręcznie, konsekwentnie, nic się nie gubi, nie umyka, jak to ma miejsce w wielu innych książkach.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i kilkadziesiąt lat temu. Wydarzenia z obu okresów są równie pasjonujące.
Główni bohaterowie, dziennikarz i rdzenna, ostra, twarda, bezkompromisowa mieszkanka Grenlandii, próbują wyjaśnić tajemnicę zaginięcia grupy osób. Zniknięcie miało miejsce w opuszczonej, mocno przerażającej osadzie.
Trzeba autorowi przyznać, iż umieszczając akcję na Grenlandii, która z założenia jest zimna, mroczna, okrutna, tajemnicza, dał sobie pole do popisu. Doskonale wykorzystał możliwości, które zaoferowało takie miejsce akcji. Opisy miejsc, surowości natury, ludzkich charakterów, otaczającej wszystko grozy budują w książce doskonały nastrój.
Całości dopełniają liczne zagadki i styl pisarski Nordbo oraz wtręty dot. współczesnych problemów Grenlandii.
Na spory plus zasługuje także samo zakończenie. Jest dziwnie, zaskakująco, mocno.
Czyta się bardzo dobrze. Polecam.
Recenzja mojego męża.
Dobra, porządnie napisana książka, która zainteresowała mnie od razu, gdy znalazła się na liście nowości.
Mimo, iż autor bazuje na znanym z innych książek szkielecie, to jednak pomysł mimo, iż może wydawać się wyeksploatowanym, jest doskonale wykorzystany, wypełniony ciekawą treścią.
Zimny strach jest co prawda kontynuacją Dziewczyny bez skóry, ale bez znajomości Dziewczyny...Zimny strach także można czytać z równie wielką przyjemnością. Kilka wątków jest co prawda kontynuowanych z 1. tomu serii, ale są one sensownie przedstawione i nie powinniście mieć problemów z ich zrozumieniem.
Dobry, mocny, trzymający w napięciu thriller.
Mroczna, tajemnicza Grenlandia+ zagadki z przeszłości to doskonałe połączenie, które autor, Mads Peder Nordbo doskonale poprowadził przez całą książkę.
Fabuła jest wielowątkowa, ale wszystko jest prowadzone zręcznie, konsekwentnie, nic się nie gubi, nie umyka, jak to ma miejsce w wielu innych książkach.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i kilkadziesiąt lat temu. Wydarzenia z obu okresów są równie pasjonujące.
Główni bohaterowie, dziennikarz i rdzenna, ostra, twarda, bezkompromisowa mieszkanka Grenlandii, próbują wyjaśnić tajemnicę zaginięcia grupy osób. Zniknięcie miało miejsce w opuszczonej, mocno przerażającej osadzie.
Trzeba autorowi przyznać, iż umieszczając akcję na Grenlandii, która z założenia jest zimna, mroczna, okrutna, tajemnicza, dał sobie pole do popisu. Doskonale wykorzystał możliwości, które zaoferowało takie miejsce akcji. Opisy miejsc, surowości natury, ludzkich charakterów, otaczającej wszystko grozy budują w książce doskonały nastrój.
Całości dopełniają liczne zagadki i styl pisarski Nordbo oraz wtręty dot. współczesnych problemów Grenlandii.
Na spory plus zasługuje także samo zakończenie. Jest dziwnie, zaskakująco, mocno.
Czyta się bardzo dobrze. Polecam.
czwartek, 22 listopada 2018
Jeźdźcy - Jilly Cooper
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena..no właściwie bez oceny...
Przyznam się, że nie doczytałam książki do końca, stąd brak oceny. Ale gdybym jednak miała ją wystawiać, byłaby bardzo niska.
Jeźdźcy są reklamowani, jako Gorący i pełny humoru romans w świecie wyższych sfer.
Doczytałam do 200 strony (książka ma ponad 800 stron) i przyznam wam się, że ani nie jest gorąco, ani zabawnie.
Ba, dla mnie to kolejne czytadło, zdecydowanie przereklamowane i nudne niczym przysłowiowe flaki z olejem.
Lektura była zdecydowanie stratą czasu.
Autorka posługuje się lekkim, łatwym w odbiorze językiem, styl pisarski ma idealny do takiego typu powieści, jaka jest zapowiadana w opisie na okładce. I niby wszystko ok, tylko treść nie ta.
Książka, jak wspomniałam nudna, o niczym, infantylna i mimo przeczytania, a właściwie zmęczenia 200 stron, nadal nie wiem o czym ona jest.
Fabuła żadna, jakby z kawałków, posklejana z kilku innych, zero akcji, płascy, nudni bohaterowie, monotonność, nuda i całkowity bezsens istnienia takiej książki.
Książkę mogę polecić tylko wielkim miłośnikom koni, wyścigów, którzy uwielbiają o nich czytać dosłownie wszystko, bez znaczenia jak jest to napisane, jaka jest fabuła, byle tylko było o koniach i wyścigach. Pozostałym zdecydowanie odradzam lekturę Jeźdźców, szkoda waszego czasu i papieru, na którym książka została wydrukowana.
Przyznam się, że nie doczytałam książki do końca, stąd brak oceny. Ale gdybym jednak miała ją wystawiać, byłaby bardzo niska.
Jeźdźcy są reklamowani, jako Gorący i pełny humoru romans w świecie wyższych sfer.
Doczytałam do 200 strony (książka ma ponad 800 stron) i przyznam wam się, że ani nie jest gorąco, ani zabawnie.
Ba, dla mnie to kolejne czytadło, zdecydowanie przereklamowane i nudne niczym przysłowiowe flaki z olejem.
Lektura była zdecydowanie stratą czasu.
Autorka posługuje się lekkim, łatwym w odbiorze językiem, styl pisarski ma idealny do takiego typu powieści, jaka jest zapowiadana w opisie na okładce. I niby wszystko ok, tylko treść nie ta.
Książka, jak wspomniałam nudna, o niczym, infantylna i mimo przeczytania, a właściwie zmęczenia 200 stron, nadal nie wiem o czym ona jest.
Fabuła żadna, jakby z kawałków, posklejana z kilku innych, zero akcji, płascy, nudni bohaterowie, monotonność, nuda i całkowity bezsens istnienia takiej książki.
Książkę mogę polecić tylko wielkim miłośnikom koni, wyścigów, którzy uwielbiają o nich czytać dosłownie wszystko, bez znaczenia jak jest to napisane, jaka jest fabuła, byle tylko było o koniach i wyścigach. Pozostałym zdecydowanie odradzam lekturę Jeźdźców, szkoda waszego czasu i papieru, na którym książka została wydrukowana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










