wtorek, 20 listopada 2018

Niebieska porcelana - Simone Van Der Vlugt

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Niebieska porcelana to ciekawie napisana powieść, której fabuła rozgrywa się w drugiej połowie XVII wieku w Amsterdamie, Delft i na prowincji w ówczesnych Niderlandach. 
Bohaterką jest Catrijn, która wyjeżdża z rodzinnej wioski i zostaje służącą u rodziny Van Nulandt w Amsterdamie, a póżniej w fabryce porcelany w Delft. 
Nasza bohaterka nigdzie jednak nie może zaznać spokoju ponieważ ciągną się za nią widma przeszłości. Ciągle musi uciekać chroniąc się i szukając szczęścia i swojego miejsca w kolejnych miastach.  I zapewne wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie jej wielki talent do malowania.
Catrijn dostaje prace w fabryce porcelany. I wydaje się, iż wszystko powoli ułoży się, ale...

Niebieska porcelana to ciekawie napisana opowieść, która zwiera trzy główne wątki.
Pierwszy z nich to życie codzienne w XVII-wiecznych Niderlandach. Bardzo ciekawie opisana jest ówczesna Holandia. i chodzi tu zarówno o prowincję, jak i większe ośrodki, jak Delft, czy Amsterdam.
Drugi wątek jest niejako ponadczasowy i dotyczy także XXI wieku, w którym żyjemy. Van Der Vlugt porusza bowiem kwestię losu kobiet, ich samodecydowania o sobie, to jak sobie radzą w zawodach i w ogóle w świecie męźczyzn, jak się mają ich zarobki do tych, które za tę samą pracę otrzymują męźczyźni. W dzisiejszych czasach większość tych kwestii nadal jest aktualnych, problemy Catrjin dotyczą także wielu kobiet żyjących ponad 4 wieki póżniej.
Trzeci wątek także jest ponadczasowy i dotyczy poszukiwania własnej drogi w życiu, dążenia do spełnienia, szukania szczęścia i miłości.   
Całość jest ciekawa, dobrze napisana, przedstawia rzadko poruszane w kontekście XVII- wiecznej codzienności problemy. Polecam. 

sobota, 17 listopada 2018

Cztery dni w Kabulu - Anna Tell

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Cztery dni w Kabulu to dobra, trzymająca prawie przez cały czas w napięciu książka, z porwaniem, zabójstwem i bardzo szybką akcją w tle. Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu był fakt, iż pierwszoplanową rolę w książce odgrywa kobieta. I nie jest to jakaś mdlejąca, eteryczna lilija, a silna, mocna, wiedząca czego chce kobieta. 
Amanda Lund jest bowiem doświadczoną, znającą się na swojej pracy negocjatorką policyjną. Pewnego dnia dostaje nowe zadanie. Chodzi o odbicie porwanych w Kabulu szwedzkich dyplomatów.Sprawa choć trudna, wydaje się być podobną do innych. Czy tak jest w rzeczywistości? Bardzo szybko okaże się, iż cała sprawa mocno się komplikuje i zawiera wiele niebezpiecznych wątków oraz drugie dno. Ze ścigającej Amanda szybko przerodzi się w ściganą, a do gry wejdzie polityka na najwyższym szczeblu. Im głębiej Amanda wnika w całą sprawę, im więcej poznaje elementów tej skomplikowanej układanki, tym nasuwa się więcej pytań i grozi jej większe niebezpieczeństwo.
Sama Amanda rozpoczyna zapierającą dech w piersiach walkę z czasem.
Akcja książki ma wręcz (nomen omen) zabójcze tempo. Rozgrywa się zaledwie w ciągu tytułowych czterech dni, a jest tak naszpikowana pościgami, strzelaninami, negocjacjami, ucieczkami, porwaniami, zabójstwami, zwrotami akcji, iż wystarczyłoby jej na okres czasu co najmniej dwukrotnie większy. Ogromne tempo, dynamika akcji, jej zwroty i w tle ciągle szpiegowski klimat. Cztery dni w Kabulu do złudzenia przypominają jeden z bardziej przeze mnie lubianych seriali, Homeland.
Dodatkowo autorka co i rusz ujawnia kolejne tropy, podaje mylące fakty, wodzi czytelnika za naos. Całość w połączeniu z  lekkim stylem pisarskim daje świetny efekt. Książkę czyta się bardzo dobrze. Doskonała lektura dla lubiących ten typ literatury, świetna pozycja na jesienne i zimowe wieczory. 




piątek, 16 listopada 2018

Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów - Mariusz Surosz

Wydawnictwo Czarne, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.
Czechy i Słowacja to dwa, najbliższe nam kraje, zarówno pod względem sąsiedztwa, jak i języka. Niewiele wiemy o historii tych krajów, mało o ważnych dla obu narodów postaciach. Książka Mariusza Surosza w pewien sposób tę lukę wypełnia. 
Pepiki to ciekawa książka o dramatycznym 100-leciu Czech, o walce i o Czechach oraz Słowakach, którzy najbardziej przyczynili się do tego, iż Czechy obecnie są takie, a nie inne. Opisywanych postaci jest 16.
Co istotne w swoich reportażach autor skupia się na równi na sylwetkach osób znanych, tzw. pierwszoplanowych, jak i na postaciach z drugiego planu, osobach mało znanych lub zapomnianych. 
Wśród bohaterów znajdziemy m.in. Milenę Jesenską czeską dziennikarkę, przyjaciółkę Franza Kafki, żonę Tomasa Masaryka pierwszego prezydenta Czechosłowacji, Milana Rastislava Štefánika słowackiego polityka, Karela Čapka wybitnego pisarza, Karla Hermanna Franka hitlerowskiego zarządcę Protektoratu Czech i Moraw, Klementa Gottwalda komunistycznego prezydenta Czechosłowacji i wiele innych osób. 
Oczywiście można dyskutować, czy taki, a nie inny wybór postaci jest właściwy. Można też dodać kilka innych nazwisk. Wg. mnie Surosz dokonał trafnego wyboru i doskonale połączył bohaterów z różnych okresów i środowisk.
Tym co oprócz postaci jest kluczem książki jest historia, ta mniejsza i większa, zawsze ważna dla obu narodów. Surosz swoich bohaterów umiejscawia bowiem w konkretnych kontekstach historycznych,. Jesteśmy zręcznie prowadzeni poprzez najważniejsze chwile czeskiej i słowackiej historii. Warto wspomnieć choćby o okresie 20-lecia międzywojennego, powstania Czechosłowacji, okresie II wojny światowej, wydarzeniach z 1968 roku, okresie komunizmu.
Pepiki to zbiór reportaży, życiorysów, tekstów, które w ciągu minionych 10 lat były zamieszczane w takich gazetach, jak np.: Gazeta Wyborcza, Wysokie Obcasy. 
Teksty czyta się dobrze, choć trochę żal, iż są tylko tymi, które już się ukazały, że brak wśród nich nowości, nowych postaci, nowych bohaterów.
Książka ma tylko jeden minus. Są nim przypisy umieszczone z tyłu książki. Doprawdy nie wiem, co kieruje autorami, którzy w ten sposób zamieszczają przypisy. Zdecydowanie utrudnia to lekturę. Niemniej Pepiki warto przeczytać. Teksty dobrze się uzupełniają, czyta się je szybko, łatwo.




środa, 14 listopada 2018

Dobre miasto - Mariusz Zielke

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Kolejna świetna książka Mariusza Zielke. Bardzo lubię książki tego autora. Są one dobrze napisane, zaskakują, wciągają i mają sensowne finały, co sami musicie przyznać, nie zdarza się wielu autorom.
Co istotne, w książkach Zielke jest zawsze skomplikowana, wielowarstwowa intryga, prawdopodobna, nie jakaś udziwniona, i taka, której wyjaśnienie trwa do samego końca, a czytelnik z przyjemnością odkrywa jej kolejne elementy.
Nie inaczej jest w Dobrym mieście, w którym całość intrygi ukazują nam wydarzenia z teraźniejszości i zręcznie wplecione w fabułę retrospekcje. 
W książce mamy bardzo ciekawą paletę bohaterów, doskonale sportretowanych, naznaczonych przez miejsce urodzenia, stygmatyzacją, której nie da się usunąć. Niezależnie od płci, tego co robią teraz, wieku, przeszłość ich dosięga, ma kolosalny wpływ na to kim są, co robią, jak postrzegają świat, jak destrukcyjne uczucia nimi miotają.
Demony przeszłości, demony terażniejszości, to o czym chcemy zapomnieć, to czego nie da się wyprzeć ze świadomości jest doskonale zmiksowane z prowadzonym przez pewną dziennikarkę dochodzeniem w sprawie zabójstwa.  
Wplecione w całość powiewy dusznego, małego, wręcz klaustrofobicznego miasteczka.... arcydzieło.
Do tego dochodzi spora porcja afer i intryg, tego czego w każdej książce autora jest pod dostatkiem. Przerażająca jest realność opisywanych afer, intryg, zagrożeń. W trakcie lektury miałam wielokrotnie wrażenie, jakby to, o czym czytam, miało się wydarzyć tuż za moimi drzwiami. 
Dodatkiem jest świetnie sportretowana nasza, polska rzeczywistość, portrety ludzi, ich działań i efekty tychże, najobrzydliwsze, najgorsze cechy charakteru z niewielkimi przebłyskami tych pozytywnych. Dobre miasto to zwierciadło, w którym przeglądają się współczesna Polska i nasze społeczeństwo. A takich Dobrych Miast jest w naszym kraju wiele, zbyt wiele.
Gorąco polecam. Doskonały kryminał i jeszcze lepsza powieść społeczno-obyczajowa. Czyta się wyśmienicie, jak każdego Zielke.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Klątwa Pelopidów. Opowieść mitologiczna - Stanisław Stabryła

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocen 6/6
Stanisława Stabryły miłośnikom archeologii, antyku, kultury i literatury antycznej Grecji i Rzymu nie trzeba przedstawiać. Jest on autorem wielu fascynujących książek naukowych, prac monograficznych, które miały za zadanie nie tylko publikować dokonania naukowe, ale także przybliżać kulturę antyczną, mitologię laikom. 
Klątwa Pelopidów jest tego najlepszym przykładem. 
Autor opowiada w fascynujący sposób historię rodu Pelopsa, syna Tantala, mitycznej postaci. Jako dziecko Pelops został zabity przez ojca i podany na uczcie bogów. Zjedzony został tylko przez Demeter. Następnie został wskrzeszony na polecenie Zeusa przez Hermesa.  Tak, antyczni bogowie Grecji byli wyjątkowo krwawi, dosłownie i w przenośni. 
Pelops był także założycielem potężnej dynastii, z której pochodzili słynni bohaterowie antycznych Myken, czy wojny trojańskiej, Agammemnon, Menelaos i inni. 
Klątwa Pelopidów pokazuje w arcyciekawy sposób niezwykle krwawe losy dynastii, rozwój rodu, wszystkie walki, zawirowania historii, kolejnych bohaterów, kolejne pokolenia. Obok protoplastów rodu śledzimy poczynania i losy takich postaci, jak: Odyseusz, Orestes, Helena, Parys, Kasandra, Klitajmestra, Elektra i wielu innych. 
Przyznam wam się, iż kulturą antycznej Grecji, mitologią jestem zafascynowana od lat. Od dawna też uważam, iż żaden napisany współcześnie kryminał czy thriller nie może nawet w przybliżeniu równać się z tym, co stworzyli antyczni Grecy. Klątwa Pelopidów jest tego najlepszym dowodem. 
Stabryła ze znanych z mitologii historii uczynił na poły naukową na poły fabularną wersję wycinka greckiej mitologii. Udało mu się w jednej książce opowiedzieć losy kilku pokoleń i kilkunastu postaci. I mimo, iż wiem, jak wszystko się toczyło, jak się skończyło, od lektury nie mogłam się oderwać.  Klątwa Pelopidów po prostu porywa. Dodatkowego uroku dodaje fakt, iż napisana jest pięknym językiem. 
Historia rodu Pelopsa jest mitem, ale jest też opowieścią ponadczasową, która zmusza do przemyśleń, do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę się liczy, czym może skutkować jeden czyn, co ważne, co...a tego już nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej wyjątkowej książki.

piątek, 9 listopada 2018

U stóp Montmartre - Britta Rostlund

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Przezabawna, przecudownie zakręcona, pełna intryg, pomyłek, tajemnic i inteligentnego humoru. Po prostu idealna książka na jesienne i zimowe dni. Z pewnością poprawi wam humor, jeżeli tylko lubicie takie lektury....no i ten paryski klimat wyzierający z każdej strony. Czego można chcieć więcej od książki, która jest niczym balsam na głowę zatrutsa problemami dnia codziennego...
U stóp Montmartre to historia dwojga ludzi i Paryża w tle. 
On, Mancebo pochodzi z Tunezji, odpowiada za niewielki sklepik z kolonialnymi artykułami. Pewnego dnia do jego sklepiku puka kobieta i zadaje dziwne pytanie. Życie męźczyzny zmienia się o 180 stopni. 
Ona, Helena, dziennikarka, wolny strzelec, odpowiada tak na pewne pytanie i ta odpowiedź zmieni całe jej życie. Oboje zostają wciągnięci w niesamowita wprost historię, choć chcieli czegoś zupełnie innego. 
A w tle Paryż pełen światła, cudownych budowli, niesamowitego klimatu i tego nieuchwytnego czaru.
U stóp Montmartre to debiut pisarski Britty Rostklund, bardzo udany debiut, który doskonale wróży autorce. Oby kolejna książka była równie doskonała.
Mimo, iż nie jest to książka sensacyjna, tak się ją czyta. Akcja jest niesamowita, pełna napięcia, co chwilę coś się dzieje, na jaw wychodzą kolejne tajemnice, sekrety czają się za rogiem kamieniczek, a przy tym jest to powieść lekka, zabawna, relaksująca.
Mogę tylko polecić.  U stóp Montmartre zachwyci tych, którzy szukają lekkiej, wciągającej, inteligentnej lektury. Książka zachwyci także wielbicieli Francji, Paryża. Z każdej strony wyzierają kamienice, parki, pałace, bistra, uliczki, zaułki i ten paryski szyk...



 

wtorek, 6 listopada 2018

Podejdź bliżej - Rachel Abbott

Wydawnictwo Filia, Moja ocena 3,5/6
Bardzo cenię książki Wydawnictwa Filia. Każdy kolejny tytuł szybko znajduje się na liście z napisem bestsellery, większość przypada mi do gustu. A jak jest z książką Rachel Abbott?
Podejdź bliżej to. 7. tom serii o inspektorze Tomie Douglasie, 2., który miałam okazję przeczytać. Książki z tego cyklu nie wiedzieć czemu, ukazują się w Polsce w porządku niechronologicznym, a tom 1. o ile się nie mylę, w ogóle nie został wydany. Zadziwiające. 
Książki można czytać w przypadkowej kolejności. Każda jest odrębną całością. Łączy je tylko osoba śledczego, Toma Douglasa. 
Akcja tego tomu toczy się dwutorowo. Dodatkowo autorka w fabułę wplata wstawki nakreślone w 1 osobie. Nie ukrywam, iż sprawiają one pewien problem. Przez dużą część książki nie mogłam się zorientować czego i kogo one dotyczą.To utrudnia lekturę.
Akcja, jak na kryminał z wątkiem psychologicznym, jest powolna, leniwa, momentami emanująca wręcz stagnacją. Dużo czasu musiało minąć zanim treść mnie zaciekawiła, bo o zaintrygowaniu nie ma mowy. Tak stało się mniej więcej po przeczytaniu 3/4 książki. 
Szczerze, to gdyby nie postać Toma Douglasa, śledczego, którego polubiłam już  w poprzednio czytanym tomie, odłożyłabym Podejdź bliżej na półkę po przeczytaniu ok. 100 stron. 
Książka miała niewątpliwie potencjał. Ciekawy temat, dobrze nakreśleni bohaterowie i bardzo dobrze opisana kwestia manipulacji, wykorzystywania jednych ludzi przez drugich i tego co z tego wynika. Trzeba Rachel Abbot przyznać, iż ten wątek dopracowała wręcz do perfekcji. Podobnie, jak pełną wad, ale także taką, która przypadła mi do gustu postać Toma Douglasa. 
Inną postacią, która jest dobrze nakreślona jest osoba sterroryzowanej kobiety. W zasadzie to na niej spoczywa cały ciężar udźwignięcia fabuły, to ją autorka uczyniła pierwszoplanową bohaterką.
Natomiast sama akcja, wątki poboczne, wstawki i śledztwo są sporą porcją niewykorzystanych możliwości. Szkoda. Tym, co najbardziej mi przeszkadzało był fakt, iż nieomal od początku wiedziałam o co chodzi, kto i jak. Brakowało tylko wiedzy - dlaczego? Jednak szukanie odpowiedzi na to pytanie przez tyle stron, to zdecydowanie za mało żeby dać książce lepszą ocenę. Brak akcji śledczej, brak napięcia, emocji, brak pojawiających się kolejnych niewiadomych...po prostu śledcza nuda. 
Podejdź bliżej mnie rozczarowało. Jest nudne, ślamazarne, w wielu momentach wręcz stagnacyjne. Ciekawi bohaterowie i dopracowany wątek manipulacji, to za mało żeby polecać tę książkę.
 

niedziela, 4 listopada 2018

Łowca posagów - Daisy Goodwin

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Dobra, ba zaskakująco dobra, dopracowana książka. Piszę zaskakująco dobra, bo chociaż tej autorki czytałam już Wiktorię, to Łowca posagu traktuje o cesarzowej Elżbiecie Bawarskiej, zwanej potocznie Sisi. Ja jestem wielbicielką monarchii habsburskiej, m.in. także cesarzowej, i wszystkie książki o tej tematyce (nawet w minimalnym zakresie) traktuję ze sporym dystansem i surowo. 
Goodwin spełniła moje oczekiwania, chociaż akcja rozgrywa się w Anglii nie w Austrii. Łowcę posagów czyta się szybko, jest rzetelnie opracowana, dobrze napisana.
Jej cesarzowa Elżbieta to kobieta znudzona ogłupiającą etykietą na dworze Habsburgów i swoim znacznie starszym, sumiennym, lecz mało ekscytującym mężem, Franciszkiem Józefem. Hmmm, co do tych aspektów charakteru i okoliczności dot. cesarzowej, różnie można je traktować. Jest spora bibliografia, będąca efektem długotrwałych badań, która opisuje zarówno atmosferę na habsburskim dworze, jak i stosunki pomiędzy małżonkami, cesarzową Elżbietą i cesarzem Franciszkiem Józefem. Wnioski z tych publikacji i badań są w zasadzie zbliżone do siebie i do tych, które w książce przedstawia Goodwin, ale w kilku minimalnych aspektach różnią się od siebie. Jak należy oceniać, to co opisuje Goodwin, to zależy, które badania weźmiemy pod uwagę. Niemniej widać, iż pisarka zadała sobie dużo trudu i zrobiła dogłębny rekonesans, co zasługuje na wielki plus. Jest to także to, co w książce zasługuje na największą uwagę. Chodzi o bardzo dobrze oddany klimat wiktoriańskiej Anglii. Tu (podobnie, jak w Wiktorii) autorka stanęła na wysokości zadania, klimat epoki nakreślony w obu książkach po mistrzowsku. Rok 1875 w Łowcy posagów to prawdziwy majstersztyk.  
Cesarzowa Elżbieta, która przybywa do Anglii, wprowadza powiew świeżego powietrza zarówno do wyspiarskiego kraju, jak i samej książki. Sporym zaskoczeniem są okoliczności, w jakich przyjeżdża Sisi. Gwarantuję, że będziecie zdziwieni. 
Łowcę posagów czyta się dobrze, momentami książka porusza, wzrusza, wszak opowieść o poszukiwaniu szczęścia, o uczuciach zawsze wywołuje w czytelnikach wielkie emocje. 
To powieść dla lubiących książki historyczne, klimaty wiktoriańskie, monarchię Habsburgów i dopracowaną, dobrą prozę. Polecam.

sobota, 3 listopada 2018

Życie. Sposób użycia - Marian Pilot

Wydawnictwo Literackie, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Życie. Sposób użycia to bardzo wymagająca lektura, a przy tym pozycja, która wiele razy mnie zaskoczyła. 
Na tom składają się cztery wznowione dzieła Mariana Pilota: Końskie jatki, W butach, Bitnik Gorgolewski oraz Tam gdzie much nie ma.
Nie są to zwykłe teksty. Tworzą one obrazy z pogranicza jawy i snu, bajki, zbioru metafor. To także taki miks tego co jest prawdziwe, rzeczywiste i tego co jest baśnią, ułudą. Bohaterowie są niezwykle plastycznie nakreśleni, może czasami nawet zbyt wyraziści. Z pewnością jednak nie da się wobec nich pozostać obojętnym, zapadają w pamięć na długo. 
Wszystkie utwory zawarte w tomie mają jeden motyw wspólny. Jest nim śmierć. Jej uosobieniem, obrazem są niezwykle ostre, może i czasami typowe, schematyczne, ale działające na wyobraźnię obrazy kostuchy, pani gnojowiczej.
Śmierć, śmierducha przemogła niewczesnego buntownika, wzięła go pod obcas, połamała krzyże, żyć musi w hańbie i upodleniu, w porucie, robaczywym życiem hycla, co go psi jedzą, wygryźli mu rozum, wygryzą mu jajca
Każdy utwór do czegoś zmierza, każdy prowadzi przez nasze doznania, świat rzeczywisty drogą, która jest kręta i nierzeczywista. Każdy utwór zmusza do myślenia i to takiego rzetelnego, do poświęcenia mu całej uwagi. Każdy także kończy się jakby metaforą będącą też morałem, każdy wysnuwa jakieś wnioski, każdy zmusza nas do przemyślenia pewnych spraw.
Trudna, ale warta uwagi zadania sobie trudu proza.
Życie sposób użycia czyta się długo. Nie jest to książka do przeczytania na jeden lub dwa razy. Kilkakrotnie miałem wrażenie, iż zostaję gdzieś w tyle, że autor i jego proza mnie rpzerastaja, nie nadążam. Ale to było tylko chwilowe. Po kolejnej porcji skupienia, zadania sobie trudu, wszystko wracało do normy, moglem nadal rozkoszować się tą niezwykłą prozą.
Marian Pilot wiele wymaga, ale i wiele daje. Książka jest trudna, nie dla każdego. Warto ją jednak przeczytać, powalczyć może nawet z początkowym zniechęceniem. Nagrodą będą wspaniałe doznania literackie, obcowanie z mistrzostwem groteski, metafory, magicznego realizmu. Polecam.

piątek, 2 listopada 2018

Poste restante - Wojsław Brydak

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5,5/6
Bardzo dobry debiut pisarski i spore zaskoczenia.
Pierwszym, co rzuca się w oczy w trakcie czytania, jest piękny język, jakiego używa autor. Rzadko, zbyt rzadko możemy dziś czytać książki napisane taką polszczyzną. Autor dba zarówno o słowa, jak i o konstrukcję zdań, ich wymowę, wydźwięk.
Głównym bohaterem obok przepięknej polszczyzny jest młody, zakochany, tęskniący i piszący listy mężczyzna. Czytając Poste restante śledzimy jego życie, poznajemy jego koleje, wzruszamy się, kibicujemy. 
Dodatkowo bohaterami są także trzy różne, bardzo od siebie odmienne miasta: Rzeszów, Kraków i Sopot. Poznajemy je w różnym czasie, na różnym etapie rozwoju, w najróżniejszych momentach życia naszego bohatera.
W treści fabuły mamy miks, zarówno postaci, miast, jak i płaszczyzn czasowych, na których toczy się opowieść.
Całość scalają rodzina i tęsknota, dwa aspekty, które w życiu naszego bohatera, ale i większości z nas, odgrywają niebagatelną, o ile nie najważniejszą, rolę. Rodzina, najważniejsza, ta za którą się tęskni, która powinna być podporą, ostoją. Tęsknota, uczucie znane większości z nas. Nasz bohater tęskni bez mała przez całe opisywane życie. Często uczucie tej samej tęsknoty towarzyszy mu przez cały czas, czasami pojawia się nowy aspekt. 
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest ta książka. Najłatwiej napisać, iż jest to książka po prostu o życiu, o wszelkich jego aspektach, wadach i zaletach. Brak w tej opowieści nagłych zwrotów akcji, brawurowej fabuły, ale są wielkie emocje, piękne słowa, język i sposób kreślenia opowieści, które sprawiają, że lektura pochłania od pierwszej strony. 
Poste restante oczarowuje, zachwyca, wciąga i sprawia, iż pamięta się o niej jeszcze długo po zakończeniu lektury. Warto dać tej książce szansę. Satysfakcja czytelnicza gwarantowana.