poniedziałek, 30 lipca 2018

Perfekcyjna śmierć - Helen Fields

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobry kryminał rozgrywający się w stolicy Szkocji.
Martwa, zamarznięta dziewczyna zostaje znaleziona na stoku Góry Artura w Edynburgu. W tym samy m czasie
szefowa fundacji charytatywnej umiera na tajemniczą chorobę. Każda z ofiar umiera powolną, wynaturzoną śmiercią. Czy te sprawy wiążą się ze sobą? Czy w Edynburgu grasuje seryjny zabójca?
Inspektor Luc Callanach i świeżo awansowana nadinspektor Ava Turner zaczynają prowadzić dochodzenie. Jest ono o tyle skomplikowane, że zabójca nie pozostawia żadnych, nawet najmniejszych śladów. Nie ma też żadnego punktu zaczepienia...poza perfekcyjną, dopracowaną w każdym calu śmiercią.
Obie strony (śledczy i zabójca) idą w przysłowiowy łeb w łeb i żadna ze stron nie ma zamiaru odpuścić. Jak się to wszystko skończy?
Trzeba Fields przyznać, iż postarała się. Misterna, składająca się z wielu klocków układanka fabuły.
Podobnie ma się sprawa z detektywem Luciem Callanachem. Postać ta jest doskonale nakreślona, dopracowana w każdym calu. Kontrast pomiędzy wizerunkiem francuskiego playboya, a szkocką stolicą i kolegami po fachu, ogromny, momentami komiczny, będący zalążkiem wielu nieporozumień. Autorka połączyła dwie skrajności, które o dziwo doskonale się uzupełniają. Na tle jednej druga zyskuje jeszcze większy wyraz. Działa to w obie strony.

Całości dopełnia doskonale prowadzone śledztwo. A lekki uśmiech na ustach czytelnika wywołuje ...przeklinanie po francusku, co zdarza się detektywowi Callanachemu.

Bardzo ciekawie jest też nakreślona postać Avy, policjantki z prawdziwego zdarzenia, inteligentnej, godnej zaufania, odpowiedzialnej. 
Każde ze śledczych ma problemy w życiu osobistym, które Fields zręcznie wplotła w fabułę kryminalną. 
Fields udało się napisać dobrą, wciągającą i ciekawie zaaranżowaną książkę, którą kończy doskonały suspens przywodzący na myśl stare, klasyczne kryminały.
Polecam fanom niebanalnego kryminału. Czyta się dobrze, szybko i z chęcią sięgnę po kolejne książki autorki.

niedziela, 29 lipca 2018

Deutsche nasz. Reportaże berlińskie - Ewa Wanat

Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Wielki plus za tytuł, który jest świetną grą słów. 

Ogromny plus za doskonałą treść i podejście do tematu. 
Książka szczerze, po ludzku, bez patosu ukazuje współczesnych Niemców i ich kraj, ich poczucie winy po koszmarze, jaki zgotowali Europie w trakcie II wojny światowej, ich podejście do współczesnych problemów ludzkości. 
Wszak w Europie, której Niemcy są ważną częścią, niczym w soczewce skupiają się problemy świata. Gro z owych problemów dotyka także nas, mieszkańców starego lądu.
Sporo w książce informacji o współczesnych Niemczech, o życiu w tym kraju, o tym, jak myślą, żyją sami Niemcy, o ich podejściu chociażby do uchodźców. Znajdziemy w treści także sporo o marzeniach, realiach, zderzeniu obu tych spraw.  
Książka doskonale napisana, mądra i bardzo potrzebna, szczególnie teraz, gdy populizm zbiera takie żniwo na całym świecie, gdy ostatnie wybory do Bundestagu wprowadziły na niemiecką scenę polityczną prawicę z jej hasłami.
Ewa Wanat do książki podeszła bardzo profesjonalnie. Na uwagę zasługuje przede wszystkim reporterski styl, który sprawia, iż Deutsche nasz czyta się szybko, doskonale.
Poza tym zawartość książki. To taki miks własnych spostrzeżeń, fragmentów rozmów z ciekawymi ludźmi, obrazów Berlina, który jest niezwykle ważnym bohaterem zapisanych historii, danych, efektów różnorodnych badań. To wszystko wymieszane w odpowiednich proporcjach stworzyło doskonałą, wciągającą lekturę. Polecam szczególnie teraz w 2018 roku, gdy tak wielu myśli tylko o sobie, gdy równie duża grupa ludzi zapomina o tym co było 75-80 lat temu.


piątek, 27 lipca 2018

Lato nad morzem - Katie Fforde

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Lekka, relaksująca, pachnąca morzem i przygodą, odrobinę zwariowana opowieść. Idealna lektura na lato.
Autorka opowiada historię Emily, która jest położną i która pewnego dnia ma dosyć. Podejrzewam, że wiele czytelniczek utożsami się z Emily :). 
Propozycja przyjaciółki spada naszej bohaterce niczym podarek od losu. Rebeka proponuje jej bowiem wakacyjną pracę na parowcu pływającym po szkockim wybrzeżu. Nie zastanawiając się Emily wykorzystuje okazję. Co z tego wyniknie?
Emily nawet nie wie w co się pakuje. Mala przestrzeń (jak to na niewielkim statku), zazdrosna asystentka Emily, pewna, że to ona powinna być szefową kuchni, szefowa w zaawansowanej ciąży, przystojny miejscowy lekarz, którego Emily za wszelką cenę stara się nie dostrzegać i wiele innych drobiazgów, problemów, utrudnień. 
Nie ma dnia, ba godziny, żeby w nowym życiu Emily coś się nie działo, coś nie poplątało, nie stworzył jakiś problem (mniejszy lub większy...na ogół większe :) ). O nowym życiu naszej bohaterki można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest nudne.
Książkę czyta się dobrze. To lekka lektura o ile przyzwyczaicie się do odrobinę specyficznego stylu narracji, co nie ukrywam, na początku może sprawiać pewną trudność. Gdy już w niego wnikniecie lektura będzie przyjemnością.
Bohaterowie pływają na statku po rzece. Wkoło jest wspaniała przyroda. Szkoda, że autorka tak mało o niej, w zasadzie zdawkowo, wspomina. Bogatsze opisy przyrody, tego co widzą ze swojego miejsca pracy bohaterowie, zdecydowanie ubarwiłoby powieść.  
Poza tym jednym drobnym minusem nie mam do książki zastrzeżeń. 
Lato nad morzem nie jest wielką, wybitną powieścią. To książka na 1-2 dni lektury, dająca sporą porcję zabawy, lekkiej i zajmującej myśli lektury, zapewniająca odpoczynek i świetną zabawę. Idealna pozycja na lato. Jeżeli takiej lektury szukacie, gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę Katie Fforde.

środa, 25 lipca 2018

Poświata - Michael Chabon

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Wspaniała, rewelacyjna powieść, którą połknęłam kosztem snu w nocy :)
Chabon słuchał opowieści, która na łożu śmierci snuł jego dziadek i z niej powstała ta wspaniałą, żywa, plastyczna powieść. 

Co ciekawe, były to historie, których wnuczek - Chabon nigdy wcześniej nie słyszał, zadziwiające, momentami śmieszne, albo tragiczne, a z pewnością zapadające w pamięć i uczące...po prostu życia.  Taka sama jest książka Poświata.
Trudno napisać o czym jest Poświata. Przede wszystkim to opowieść o życiu, jego apoteoza we wszelkich możliwych konfiguracjach.  
Poza tym to lekcja, tego, jak żyć, z czego się cieszyć, co robić, a do czego absolutnie nie przywiązywać wagi.  Życie opowiedziane przez dziadka Chabona to inne życie, nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak różne, do tego, które znamy.  A jak to wszystko jest opowiedziane...
W trakcie lektury często się zastanawiałam co w tej powieści jest prawdą, a co fikcją.
Na uwagę oprócz samej treści, zasługuje sposób w jaki całość została opowiedziana, język, jakiego pisarz używa, a co za tym idzie także wspaniały przekład Michała Kłobukowskiego.
Opowieść snuta przez dziadka, spisana przez wnuka zaczyna się w roku 1957 od niewyobrażalnie wprost wściekłej napaści bohatera na jego szefa. Pracownik usiłuje udusić szefa...kablem od telefonu. A to dopiero początek i najnormalniejsze z wydarzeń, jakie mają miejsce w tej zadziwiającej powieści. Kolejne karty książki prezentują nam wydarzenia z jednej strony normalne, a z drugiej tak kuriozalne, komiczne, zadziwiające, że czytelnik otwiera oczy, bardzo szeroko otwiera. 
W Poświacie, jak to w życiu, znajdziecie wszystko - śmiech, łzy, smutek, radość, pokój, wojnę, seks, modlitwę, grzeczne dziewczynki i wściekłych żołdaków, traum zagłady i apoteozę życia, żydowską rodzinę, katolicką grupę, więzienie, kolonię emerytów, mały skrawek zadziwiającego miasteczka  i co sobie tam wymarzycie i wymyślicie. 
Książka jest niczym ogromna ilość szkatułek - takich waniek wstaniek, jak te rosyjskie lalki. Otwierając jedną szkatułkę znajdujemy kolejną i tak po kolei. 
Czyta się wyśmienicie. Polecam.

wtorek, 24 lipca 2018

Do fanatyków. Trzy refleksje - Amos Oz

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Do fanatyków. Trzy refleksje to zbiór trzech esejów, w których Amos Oz mierzy się z problemami historycznymi, politycznymi i społecznymi. Są to eseje uniwersalne, ponieważ ich treść jest ważna nie tylko dla Izraela czy jego mieszkańców.

Książka traktuje o fanatyzmie i to w każdym możliwym rozumieniu tego słowa i kontekście. Mamy więc fanatyzm religijny, polityczny, domowy, bo jak pisze Oz, to w domu zaczyna się fanatyzm, ale także ogólnoludzki.
Jak pisze autor (...) Niekiedy ta choroba zaczyna się dość niewinnie: nie od ucinania głów, wysadzania samochodów pułapek, czy palenia domów wraz z mieszkańcami, lecz w kręgu rodziny – fanatyzm zaczyna się w domu (...).
Oz w swoich esejach diagnozuje problem, stawia kilka prostych zdawałoby się, ale jakże ważnych tez, które dotyczą głównie nas samych (wszak w każdym jest coś z fanatyka), ale i świata, w którym żyjemy.  
Pierwszy z esejów dotyczy fanatyzmu ogólnie, a pozostałe dwa w ujęciu żydowskim. Trudno żeby Oz będący Żydem nie poruszał kwestii żydowskiej. Czyni to jednak w taki sposób, iż osoby będące innej narodowości, innego wyznania spokojnie znajda analogie do swojej kultury, własnego kraju i życia. 
Fanatyzm w esejach, choć stanowi problem ogólnoświatowy, jest rozpatrywany w kontekście przyziemnym, niejako można to uznać za kontekst może nie prymitywny, ale z pewnością prozaiczny. Czytając książkę, która porusza taki problem, jak fanatyzm, oczekujemy niejako wyszukanego słownictwa, górnolotnych myśli, metafor, nieomal filozoficznego podejścia. 
U Oza mamy co prawda ważne słowa, mądre myśli, brak natomiast patosu, uduchowionych zdań. Dzięki temu książka, choć poruszająca trudny temat, jest przystępna i do czytania nieomal dla każdego, kto chce zadać sobie trochę trudu. 
Polecam.

niedziela, 22 lipca 2018

Urok póżnego lata - Agnieszka Janiszewska

Wydawnictwo Novares, Moja ocena 5,5/6
Agnieszka Janiszewska, a właściwie książki jej autorstwa, to moje wielkie odkrycie 2016 roku.
Dwutomowa powieść Szepty i tajemnice nie tylko totalnie mnie zaskoczyła, ale i porwała w swoje objęcia na kilka dni.
Podobnie było z kolejną książką autorki - Aleja starych topoli. Recenzje obu tytułów u dołu posta. 

Urok póżnego lata to kolejna doskonała, dwutomowa powieść o ludziach, ich perypetiach, decyzjach, charakterach, która mnie porwała. Na kartach swojej powieści autorka zawarła opowiedzianą na dwóch płaszczyznach czasowych historię rodziny złożonej z arcyciekawych postaci.
Oba tomy to także niezwykła, nastrojowa, pełna tajemnic opowieść. W trakcie lektury wielokrotnie nasuwało mi się pytanie, co musiało się stać miedzy teoretyczn9ie najbliższymi dla siebie ludźmi, żeby doszło do takiej sytuacji pomiędzy nimi. Janiszewska po raz kolejny nie boi się poruszać trudnych, często bolesnych, dramatycznych wydarzeń, osadzać ich wspaniale w historii Polski, snuć poprzez kolejne dekady, wplątywać w to ciekawych bohaterów.
Tytuł i okładka idealnie współgrają z klimatem powieści.
Urok póżnego lata to smutna, choć z prześwitami humoru, pogody historia. Bohaterami są na równie ludzie, wspaniale nakreślenie, pełnokrwiści, emanujący energią, ciekawymi cechami charakteru (często bardzo negatywnymi, ale dzięki temu prawdziwymi), jak i ich decyzje oraz ich konsekwencje.
Kwintesencją całej rodzinnej historii jest zdanie, które wypowiada jedna z bohaterek, a które utkwiło mi w pamięci...nie ma teraźniejszości bez przeszłości.

Czy za błędy popełnione w młodości trzeba płacić przez całe życie? Sami się o tym przekonajcie w trakcie lektury Uroku późnego lata. Wspaniała mozaika polskiej historii, ludzkich losów i charakterów.
Gorąco polecam i niecierpliwe czekam na zapowiadaną kolejną książką Agnieszki Janiszewskiej.

Tutaj recenzje pozostałych książek Agnieszki Janiszewskiej:
Szepty i tajemnice tom 1 (klik)
Szepty i tajemnice tom 2 (klik)
Aleja starych topoli (klik)
 

Pamiętam (klik) 


piątek, 20 lipca 2018

Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja "Reinhardt" - Stephan Lehnstaedt

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Auschwitz ze słyszenia znają chyba wszyscy. Natomiast o akcji Reinhardt, w skład której wchodziły obozy zagłady Bełżec, Sobibór i Treblinka mało kto słyszał.
Aktion Reinhardt, Einsatz Reinhardt, czyli po polsku akcja Reinhardt   to był kryptonim akcji zagłady Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego przeprowadzonej w latach 1942–1943 na terytorium okupowanej Polski w ramach tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
W czasie kilkunastu miesięcy zamordowano ok. 1,85 mln Żydów,
spalili ciała i zakopali popioły. Przeżyło nie więcej niż 150 osób. Większość zamordowanych była obywatelami II RP. Aż trudno to sobie wyobrazić. 
Książkę czyta się bardzo źle. Bynajmniej nie chodzi tu o sposób jej napisania. Napisana jest bowiem doskonale, merytorycznie, ale i językiem przystępnym. Poza tym składa się nie tylko  z suchych danych, faktów historycznych, ale także z emocji, wtrętów o czynniku ludzkim. I może ta ostatnia kwestia jest największym problemem. Trudno bowiem przejść do porządku nad ogromem zbrodni, okrucieństwa, jakie znajdują się na kartach książki. Trudno nie reagować maksymalnie emocjonalnie. Z tego powodu jest to bardzo trudna lektura.
Sporo w książce śladów polskich. Dużo miejsca jest poświęcone Polakom, którzy pomagali w tym trudnym czasie i w tych miejscach Żydom. Jednak Lehnstaedt pokazuje nie tylko pozytywną kartę polskiego udziału w akcji Reinhardt. I podejrzewam, że to najbardziej nie przypadnie do gustu sporej części naszych rodaków. 
Autor opisuje bowiem nie tylko zbrodnie hitlerowskie, ale także to co po tytułowej akcji robili Polacy. Wspomina m.in. o przekopywaniu obozowych zgliszczy, przeszukiwaniu baraków, stert wszystkiego, co w obozach zostało. Wspomina o pięknych odruchach ludzkich, ale i o najbardziej prymitywnych, mrocznych stronach ludzkiej duszy.
W trakcie lektury w czytelniku walczą ze sobą rozmaite uczucia. Z jednej strony jest to niedowierzanie, wściekłość, czasem nawet rozpacz, a z drugiej duma z garstki naszych rodaków. 
Stephan Lehnstaedt napisał książkę ważną i potrzebną, dopracowaną merytorycznie, poruszającą, szokującą. Napisał także pierwszą w języku niemieckim monografię akcji Reinhardt, w której w rzeczowy, ale i wstrząsający sposób przypomina o wymordowaniu polskich Żydów. Warto, ba trzeba przeczytać.

 

czwartek, 19 lipca 2018

Zapowiedź...

19 września ukaże się Silva rerum II.
Silva rerum I recenzowałam tutaj (klik)

Bestsellerowa saga o burzliwych dziejach polsko-litewskiej rodziny na tle wielkiej wojny północnej
Anno Domini 1707. Rotmistrz Jan Izydor Narwojsz zarządza zrujnowaną twierdzą Radziwiłłów w Birżach. Skoszarowani wraz z Litwinami ich sprzymierzeńcy Moskale zamiast utrwalać pokój pustoszą okolice i tylko wódka oraz szantaż pozwalają mu trzymać ich w ryzach.
Z Birż do Milkont, starego i zaniedbanego dworu Narwojszów położonego w sercu pradawnej kniei, młody dziedzic rodu śle czułe listy do żony. Anna Katarzyna schroniła się tutaj przed wojenną zawieruchą. Teraz będzie musiała stawić czoła klęsce nieurodzaju, wielkiemu głodowi, szwedzkim dezerterom i własnym zgubnym namiętnościom.
Barokowe Wilno leczy rany po przejściu wojsk szwedzkich, pożarze, gwałtach i plądrowaniu żołdaków Karola XII. Do wrót miasta puka czarna śmierć… I nawet czcigodny Aaron Gordon, były medyk królewski, okaże się bezsilny wobec potęgi Morowej Dziewicy i jej upiornej danse macabre.
Trupy piętrzą się na ulicach, a smród palonych ciał jest nie do zniesienia. Krążą pogłoski o aktach kanibalizmu. W tym piekle staruszka Urszula z Narwojszów Birontowa zmaga się nie tylko z bolesnymi wspomnieniami. Walczy też ze śmiercią na wielu frontach, także rodzinnym – rodowi Narwojszów grozi bowiem wygaśnięcie. Czy Urszula wygra swój pojedynek ze śmiercią? Czy Narwojszowie przetrwają wojnę i dżumę? Dlaczego to, co najbardziej istotne nigdy nie znalazło miejsca na stronach ich rodzinnej sylwy? Kto kieruje tym światem, który wyszedł z kolein? Niepojęta wola Boża czy zwykły przypadek?
Ta barwna opowieść o dziejach szlacheckiej rodziny z Litwy jest też urzekającą wedutą Wilna, miasta wielu kultur, języków i tradycji oraz niezwykle sugestywnym, odmalowanym z imponującym znawstwem tematu obrazem epoki, w której tylko krok dzieli grzech od świętości, a wszechobecne odczucie „marności nad marnościami” nie przeszkadza ludziom oddawać się cielesnym żądzom i wyciskać życie jak dojrzałą, tryskającą sokiem brzoskwinię. Tło wielkiej tragedii nie przesłania jednak piękna i triumfu ludzkiej duszy.
We wrześniu Kristina Sabaliauskaitė odwiedzi Polskę.

środa, 18 lipca 2018

Błekit - Maja Lunde

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Maja Lunde to autorka bestsellerowej Historii pszczół. Książka ta sprzedana została w Polsce w nakładzie 65 tysięcy egzemplarzy. W kraju, w którym statystyczny Polak praktycznie nie czyta, to ogromny nakład. Tym razem pisarka stworzyła książkę o... wodzie.

Akcja książki toczy się dwutorowo - współcześnie i w...przyszłości,a  konkretnie w roku 2041. 
Bohaterkami na płaszczyźnie współczesnej są - wiekowa kobieta Signe i Norwegia. Signe wspomina swoją młodość, dojrzewanie, lata dzieciństwa, początki dorosłości, jej kontakty z ludźmi, to co dobre i złe w jej życiu.
Druga bohaterka top Norwegia, a w zasadzie to jak ten kraj się zmienił, jak zmienia. Jedynym stałym elementem jest wielki lodowiec. Ale i on wkrótce ma zniknąć. obojętnie, jak to absurdalnie zabrzmi, ma zostać przerobiony na wielką górę kostek lodu. Firma, która ma takie plany popada w niełaskę Signe. Kobieta wypowiada korporacji wojnę. Co z tego wyniknie?!
To się dzieje w teraźniejszości. Wydarzenia z przyszłości to Francja i ogromna, od dawna niszcząca kraj (podobnie, jak i resztę kuli ziemskiej) susza. Pożary, reglamentowanie do absurdu wody, braki żywności, związane z tym niedogodności, zwiększająca się przestępczość, to wszystko jest normą we Francji w 2041 roku. Bohaterami przyszłości jest przeciętna rodzina 2+2 oraz to co ich spotkało, a co ja traktuję jako ostrzeżenie dla ludzi nam współczesnych. 
Czy te wątki da się połączyć? Co one mają ze sobą wspólnego? Czym jest tytułowy Błękit? Tego dowiecie się w trakcie lektury. 
Obie części książki są przestrogą, sygnałem, że coś nader poważnego dzieje się z naszą planetą, z nami samymi.  Losy dwóch konkretnych krajów to także losy całej naszej planety. Losy konkretnych osób, to losy nas samych. Wszystkie z pozoru nie mające ze sobą wiele wspólnego elementy Lunde bardzo zręcznie połączyła. Powstała w ten sposób ciekawa, poruszająca ważne zagadnienia książka i do tego bardzo aktualna. Tematy suszy i wszystkiego co z tymi związane, bazowania ludzi w maksymalny sposób na naszej ziemi i kwestie zamknięcia granic bo... są jako żywo przeniesione z 2017, 2018 i wielu innych lat. Warto przeczytać i przemyśleć.
Do tego dochodzi bardzo zaskakujące zakończenie. Czyta się dobrze, polecam.



Rozmowa z Kerry Fisher


Lubi czytać Jojo Moyes, uwielbia gotować i pisze książki, które wciągają od pierwszego zdania. Kerry Fisher pracowała jako nauczycielka angielskiego w Hiszpanii, zbierała winogrona w Toskanii, była dziennikarką i recenzentką. Ukończyła kurs pisania na University of California, po czym zajęła się pisaniem powieści, które biją rekordy popularności. W dniu premiery Posłusznej żony zapraszam na krótką rozmowę z autorką.
Który aspekt pracy nad książka uważasz za najtrudniejszy?

Chyba ten, kiedy trafiam na jakiś pomysł i myślę nad nim pół roku albo rok. Czasem wydaje mi się, że już nic ciekawego nie przyjdzie mi do głowy. Uwielbiam tworzyć sceny, w których czarny charakter wreszcie dostaje za swoje. Lubię te fikcyjne pojedynki!

Masz jakieś przyzwyczajenia, jeśli chodzi o miejsce lub czas pisania?

Może nie jest to szczególnie efektowne, ale najczęściej piszę rano w Starbucksie. Staram się nie patrzeć na mojego psa, który siedzi tam z żałosną miną podczas gdy mi ani się śni ruszyć do wyjścia. Odcięcie się od domowych spraw z niekończącą się listą rzeczy do zrobienia jest konieczne, jeśli chcesz mieć wolną głowę pełną świeżych pomysłów.

Co czytasz, kiedy nie piszesz?

Uwielbiam Jojo Moyes, Liane Moriarty i Suzanne Bugler.

Gdybyś nie została pisarką, to…?

Chciałam być aktorką, ale w młodości byłam zbyt nieśmiała. Fascynowały mnie obce języki więc bardzo wcześnie nauczyłam się płynnie mówić po francusku, hiszpańsku i włosku. Myślę więc, że mogłabym być tłumaczką.

Czy masz jakieś zainteresowania, które dostarczają ci inspiracji?

Jestem bardzo towarzyską osobą. Uwielbiam gotować, jestem bardzo szczęśliwa gdy w domu jest pełno ludzi i wszyscy razem siedzimy przy stole, jemy i pijemy. Moje pomysły zawsze pochodzą ze zwykłych rozmów z ludźmi, których znam. Słucham, czym się martwią, co ich dotyka i co wprawia w złość. (źródło: https://lindasbookbag.com, fot. Sarah White)