Jestem ciekawa, czy którąś z tych książek czytaliście....
Victus. Upadek Barcelony 1714 to obraz wojny o sukcesję hiszpańską,
która rozdarła Europę na początku XVIII w. i oporu Barcelony, miasta,
które stawiło czoło dwóm cesarstwom i przez rok broniło się przed jednym
z najstraszniejszych oblężeń.
Leonardo i Ostatnia Wieczerza Pośród wojny oraz politycznego i religijnego chaosu wokół niego, nękany
przez swoje własne niepewności i frustracje, Leonardo tworzy arcydzieło,
które na zawsze go określi. Ross King ujawnia dziesiątki historii,
które są osadzone w tym obrazie, i unieważnia wiele dotyczących go
mitów. Przywołując fascynujący okres w europejskiej historii,
przedstawia wizerunek jednego z największych geniuszy w historii poprzez
opowieść o jego sławnym dziele.
Ryngraf to epopeja powstańcza, w której pojawiają się piękna i tragiczna miłość,
ciemna intryga i zamach na Kościuszkę, a obok postaci fikcyjnych
występuje cała plejada historycznych, z królem Stanisławem Augustem,
księciem Józefem, księdzem Kołłątajem, pułkownikiem Kilińskim czy
feldmarszałkiem Suworowem.
Zaginione Miasto Boga Małp #1 bestseller New York Times’a i Wall Street Journal. Jedna z trzech najgłośniejszych książek non-fiction 2017 roku!
Zapierająca dech historia pionierskiej ekspedycji w serce najbardziej
niebezpiecznej dżungli świata w poszukiwaniu legendarnego przeklętego
Białego Miasta.
Nela i Artur. Koncert intymny Rubinsteinów Pełna pasji i nieoczekiwanych zwrotów jak muzyka ich ulubionego Chopina,
opowieść o niezwykłym, trwającym blisko pół wieku związku, z Warszawą,
Wenecją, Paryżem, Nowym Jorkiem i Kalifornią w tle, jest też historią
zeszłowiecznych zawieruch i opatrzoną mnóstwem anegdot kroniką
wykwintnego życia towarzyskiego z udziałem niemal samych sław, od
Einsteina po Grace Kelly.
Burza, Stary dom, tajemnica sprzed lat i mgła, w której trudno oddzielić prawdę
od przywidzenia. To nie jest thriller ani kryminał. To coś znacznie
mocniejszego. To siła znakomitej literatury.
Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd Ta książka podbiła serca Norwegów, od wielu tygodni gości na najwyższych
pozycjach list bestsellerów. Prawa do przekładu nabyły wydawnictwa z
kilkunastu krajów. Mózg rządzi zgłębia tajniki tego, co mamy w głowie. Fascynująco
opowiada, jaki wpływ mózg ma na całość naszego życia, jak kształtuje nas
oraz wszystkie nasze wybory. A wreszcie podpowiada, jak wykorzystać
jego potencjał.
Ptakologia Przyroda jest piękniejsza i bardziej fascynująca, niż wymaga od niej
ewolucja. Patrząc na ptaki, widać cudowniejsze życie, które my,
ograniczeni zmysłami, dopiero zaczęliśmy dostrzegać. Polecam Ptakologię
każdemu, komu zależy na zrozumieniu przyrody, a także każdemu, kto
częściej marzy, patrząc w niebo niż na wyświetlacz smartfona. Niech
śpiew ptaków zawsze będzie z wami.
Czas mroku Anthony McCarten tworzy portret Churchilla na nowo. Odmalowuje wielkiego
przywódcę, którym w tamte burzliwe i mroczne dni targały wątpliwości i
który rozważał ustąpienie Hitlerowi. Brytyjski premier nie jest tu
ikoną. Jest człowiekiem ze wszystkimi ułomnościami i słabościami. Lecz
to na nim spoczywa odpowiedzialność za losy świata.
Cienie, kolejny tom przygód komisarza Jakuba Mortki :)
Projekt miłość,
Denerwuje cię płytkie podejście do miłości? W czasach pokolenia Ikea,
korporacyjnych układów, braku hamulców w kontaktach damsko-męskich nie
czujesz się dobrze?
Autorka bloga rozwiedziona.pl od lat wsłuchiwała się w głos swoich czytelniczek. Teraz opowiada ich historie.
Noc, kolejna jak przeczuwam świetna książka Bernarda Miniera. Wyczekiwany powrót komendanta Servaza i jego przerażające starcie z Hirtmannem.
Krew na sutannie, Mark Biegler razem z komisarzem Biedą prowadzą śledztwo w sprawie
śmierci prowincjała Edwarda Nasiadki, przełożonego Zgromadzenia Księży
Katechetów. Wkrótce się okazuje, że wiódł on podwójne życie, sprzeczne z
jego wizerunkiem szanowanego i uczciwego duszpasterza.
Zbrodnie i skandale na królewskich dworach W rodzinach najpotężniejszych dynastii Europy z plugawego nasienia często wyrastają czarne owce.
Nieodnaleziona, czyli nowy Mróz..zobaczymy, bo opinie są różne.
Odnaleźć Gobi, podejrzewam, że będzie to bardzo wzruszająca lektura o wielkiej przyjaźni człowieka i małego pieska i jeszcze większym heroizmie.
Odnaleziony po latach, Czterdziestokilkuletni mężczyzna wyprowadza się na drugi koniec Polski,
żeby przed sobą uciec, a w konsekwencji siebie znajduje. W nowym domu
odkrywa ukryty pod podłogą właz do piwniczki, która skrywa tajemnicę z
czasów II wojny światowej…
Matnia, 2. tom przygód profilerki Leny Zamoyskiej.
Troje na huśtawce, Koralia ma czterdzieści dwa lata i czterdzieści dwa powody, by zmienić
swoje życie. Oraz jeden dodatkowy, który wywraca jej świat do góry
nogami.
Nielegalny. Moje dzieciństwo w RPA Pełne kapitalnego poczucia humoru wspomnienia znanego amerykańskiego
satyryka, który dorastał w trudnych warunkach w czasach apartheidu w
RPA. To też opowieść o miłości, jaka łączyła go z niezłomną matką, która
nie bała się sprzeciwiać ani rasistowskiemu systemowi, ani tradycjom,
spychającym afrykańskie kobiety na sam dół społecznej drabiny.
Wciągająca narracja, fantastyczne pełnokrwiste postacie i pozytywne
podejście autora do ludzi i życia składają się na podnoszącą na duchu,
mądrą książkę.
Panie na zamku, Trzy kobiety, skrywane tajemnice, mroczna przeszłość.
Czy można umrzeć dwa razy? Podczas letniego obozu skautów dziesięcioletni Edvin znajduje na jednej z
wysp jeziora Mälaren ludzką czaszkę. Chłopiec starannie wkłada
znalezisko do torby, ucieka z obozu i jedzie do swojego sąsiada –
komisarza Everta Bäckströma. W drodze dokonuje wstępnej analizy, by
przekazać swoje spostrzeżenia policjantowi. Odkrywa, że to czaszka
dorosłej kobiety pochodzenia azjatyckiego, zmarłej na skutek postrzału
około dziesięciu lat temu. Bäckström już po kilku drinkach, wybudzony z
drzemki, obiecuje zająć się sprawą, co w jego przypadku oznacza
przerzucenie pracy na podwładnych.
Dziecko, czyli nowy thriller autorki Wdowy.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
środa, 14 lutego 2018
wtorek, 13 lutego 2018
Kobiety ze Lwowa - Beata Kost
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
W 100% zgadzam się z opisem na okładce, to książka niezwykła o zwyczajnych-niezwyczajnych kobietach:
Pierwszą z wyjątkowych kobiet Lwowa jest autorka książki, ale i i kobiety z jej rodziny, jak chociażby babcia, która po przejęciu przez Rosjan miasta, nie opuściła Lwowa. Dla mnie to wielki heroizm. Autorka kilka lat mieszkała w Polsce, studiowała tu, ale w końcu i tak wróciła do Lwowa. Od wielu lat pisze artykuły dotyczące historii miasta i dawnych województw Rzeczypospolitej, prowadzi audycje radiowe, jest przewodnikiem po Lwowie.
Prowadzi także strony na portalu społecznościowym Cmentarz Łyczakowski oraz Damski Lwów. Jakby tego było mało, jest inicjatorką i współinicjatorką projektów promujących kulturę polska we Lwowie. Niezwykła kobieta renesansu żyjąca we Lwowie.
Chociażby dla samej autorki warto po tę książkę sięgnąć, ale nie tylko.
Kobiety ze Lwowa, to zbiór 33 portretów, które przedstawiają kobiety znane, ale i takie o których rzadko kto słyszał. Pochodzą one z różnych klas społecznych, z różnych części miasta, maja różny majątek, inne wykształcenie, łączy je bycie kobietą we Lwowie na przełomie minionych wieków, co przynosiło więcej smutków i trudów niż radości.
Niby mało, ale jak się w trakcie lektury okaże, to jednak bardzo dużo.
Są wśród nich kobiety zwyczajne, jak i aktorki, znane gwiazdy swoich czasów i zwyczajne szare myszki. Każda z opisywanych kobiet jest całością, osobną jednostką, istotą samodzielną w nieciekawym świecie. Co cenne, żadna z bohaterek nie jest ukazana przez pryzmat towarzyszącego jej (z wyboru lub życiowego przymusu) męźczyzny, jak to ma miejsce w wielu innych książkach,
Z jednej strony lektura zachwyca lwowskimi smaczkami, wyjątkowym klimatem, a z drugiej strony budzi ogromną złość. Co jest przyczyną złości? Przede wszystkim sposób traktowania kobiet, przemoc, lekceważenie, ogólnie występujący patriarchat, pogarda, poniżanie i niemożność życia, tak po prostu życia. My kobiety XXI wieku często zapominamy o tym co mamy, co wywalczyły nasze babki i prababki. Lekceważymy to, milcząc często dajemy sobie krok po kroku odebrać wolność, przywileje.
Warto przeczytać Kobiety ze Lwowa żeby docenić, zrozumieć.
Beata Kost pisze lekko, ale nie infantylnie, piękną polszczyzną, rzetelnie podając historyczne fakty. Czyta się wyśmienicie. Polecam.
W 100% zgadzam się z opisem na okładce, to książka niezwykła o zwyczajnych-niezwyczajnych kobietach:
Burzliwa historia Lwowa sprawiła, że niewiele wiadomo o wspaniałych kobietach, które współtworzyły to miasto. Ludzie zapomnieli o swoich literatkach, przebrzmiała sława aktorek, poszły w niepamięć skandalizujące romanse femmes fatales, a praca kresowych siłaczek może budzić dziś politowanie. Poza nielicznymi wyjątkami nie są patronkami ulic, nie mają pomników ani tablic pamiątkowych. Ich codzienne sprawy, dorobek i osiągnięcia wciąż pozostają w cieniu. Pozostają nieznane zarówno bohaterki haseł w encyklopediach, jak i „dziunie” opiewane w lwowskich piosenkach.
Kwestie, życiorysy, ciekawostki dot. kobiet niebanalnych, niezwykłych, często zapomnianych interesują mnie od dawna. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam po tę książkę. Wiele po niej oczekiwałam i nie zawiodłam się. Pierwszą z wyjątkowych kobiet Lwowa jest autorka książki, ale i i kobiety z jej rodziny, jak chociażby babcia, która po przejęciu przez Rosjan miasta, nie opuściła Lwowa. Dla mnie to wielki heroizm. Autorka kilka lat mieszkała w Polsce, studiowała tu, ale w końcu i tak wróciła do Lwowa. Od wielu lat pisze artykuły dotyczące historii miasta i dawnych województw Rzeczypospolitej, prowadzi audycje radiowe, jest przewodnikiem po Lwowie.
Prowadzi także strony na portalu społecznościowym Cmentarz Łyczakowski oraz Damski Lwów. Jakby tego było mało, jest inicjatorką i współinicjatorką projektów promujących kulturę polska we Lwowie. Niezwykła kobieta renesansu żyjąca we Lwowie.
Chociażby dla samej autorki warto po tę książkę sięgnąć, ale nie tylko.
Kobiety ze Lwowa, to zbiór 33 portretów, które przedstawiają kobiety znane, ale i takie o których rzadko kto słyszał. Pochodzą one z różnych klas społecznych, z różnych części miasta, maja różny majątek, inne wykształcenie, łączy je bycie kobietą we Lwowie na przełomie minionych wieków, co przynosiło więcej smutków i trudów niż radości.
Niby mało, ale jak się w trakcie lektury okaże, to jednak bardzo dużo.
Są wśród nich kobiety zwyczajne, jak i aktorki, znane gwiazdy swoich czasów i zwyczajne szare myszki. Każda z opisywanych kobiet jest całością, osobną jednostką, istotą samodzielną w nieciekawym świecie. Co cenne, żadna z bohaterek nie jest ukazana przez pryzmat towarzyszącego jej (z wyboru lub życiowego przymusu) męźczyzny, jak to ma miejsce w wielu innych książkach,
Z jednej strony lektura zachwyca lwowskimi smaczkami, wyjątkowym klimatem, a z drugiej strony budzi ogromną złość. Co jest przyczyną złości? Przede wszystkim sposób traktowania kobiet, przemoc, lekceważenie, ogólnie występujący patriarchat, pogarda, poniżanie i niemożność życia, tak po prostu życia. My kobiety XXI wieku często zapominamy o tym co mamy, co wywalczyły nasze babki i prababki. Lekceważymy to, milcząc często dajemy sobie krok po kroku odebrać wolność, przywileje.
Warto przeczytać Kobiety ze Lwowa żeby docenić, zrozumieć.
Beata Kost pisze lekko, ale nie infantylnie, piękną polszczyzną, rzetelnie podając historyczne fakty. Czyta się wyśmienicie. Polecam.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Prostota. Siła codziennych rytuałów - Brooke McAlary
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5-/6
Brooke McAlary to podobno gwiazda australijskiego internetu. Być może. U nas autorka raczej chyba nie znana. Nie ukrywam, iż nie jestem zbyt wielka fanka poradników, jak lepiej, ciekawiej, sensowniej żyć. Rzadko kiedy wnoszą one coś nowego do mojego życia. Byłam jednak ciekawa, jak przełożą się rady, spojrzenie na życie osoby, która mieszka w innej kulturze, na drugim końcu świata.
Poza tym, z tego co zapowiada wydawca, wynikało, iż Prostota...jest o tym, jak zwolnić i nadać codzienny sprawom odpowiednią rangę.
Większość z nas jest zabiegana, zmęczona, wypalona, przepracowana, zestresowana i stale on line. Tacy jesteśmy, ale czy musimy? Czy nasze życie musi być podporządkowane słowom: „szybciej” i „więcej”?
Od jakiegoś czasu szukam skutecznych porad, jak zwolnić, jak się nie dać wypaleniu, jak przewartościować pewne życiowe sprawy. Byłam ciekawa na ile McAlary będzie i dla mnie dobrym doradcą.
Przyznam szczerze, że ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu książkę czyta się świetnie, lekko, rewelacyjnie i bardzo szybko. 104 strony ciekawej lektury, takiej prosto z życia wziętej, to książka na 1 wieczór.
Autorka pokazuje, jak w siedmiu krokach, łatwo, bez trudu i przyjemnie osiągnąć ład, spokój (zewnętrzny i wewnętrzny), a moim zdaniem także normalność.
Narracja jest w pierwszej osobie, co zdecydowanie ułatwia zżycie się z autorką, utożsamienie się ze sporą częścią opisywanych zdarzeń, przypadków. Wielokrotnie miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie samej.
Rad w Prostocie jest wiele. Nie wszystkie uda się zastosować, nie każdy będzie miał na to ochotę, czy też możliwość. Warto jednak choć część z nich wcielić w życie.
Całość uzupełniają bardzo dobre, relaksujące zdjęcia i spora porcja cytatów, które z założenia mają inspirować. Ja akurat na tego typu inspiracje jestem odporna, ale być może w przypadku innych czytelników taka motywacja sprawdzi się.
Polecam.
Brooke McAlary to podobno gwiazda australijskiego internetu. Być może. U nas autorka raczej chyba nie znana. Nie ukrywam, iż nie jestem zbyt wielka fanka poradników, jak lepiej, ciekawiej, sensowniej żyć. Rzadko kiedy wnoszą one coś nowego do mojego życia. Byłam jednak ciekawa, jak przełożą się rady, spojrzenie na życie osoby, która mieszka w innej kulturze, na drugim końcu świata.
Poza tym, z tego co zapowiada wydawca, wynikało, iż Prostota...jest o tym, jak zwolnić i nadać codzienny sprawom odpowiednią rangę.
Większość z nas jest zabiegana, zmęczona, wypalona, przepracowana, zestresowana i stale on line. Tacy jesteśmy, ale czy musimy? Czy nasze życie musi być podporządkowane słowom: „szybciej” i „więcej”?
Od jakiegoś czasu szukam skutecznych porad, jak zwolnić, jak się nie dać wypaleniu, jak przewartościować pewne życiowe sprawy. Byłam ciekawa na ile McAlary będzie i dla mnie dobrym doradcą.
Przyznam szczerze, że ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu książkę czyta się świetnie, lekko, rewelacyjnie i bardzo szybko. 104 strony ciekawej lektury, takiej prosto z życia wziętej, to książka na 1 wieczór.
Autorka pokazuje, jak w siedmiu krokach, łatwo, bez trudu i przyjemnie osiągnąć ład, spokój (zewnętrzny i wewnętrzny), a moim zdaniem także normalność.
Narracja jest w pierwszej osobie, co zdecydowanie ułatwia zżycie się z autorką, utożsamienie się ze sporą częścią opisywanych zdarzeń, przypadków. Wielokrotnie miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie samej.
Rad w Prostocie jest wiele. Nie wszystkie uda się zastosować, nie każdy będzie miał na to ochotę, czy też możliwość. Warto jednak choć część z nich wcielić w życie.
Całość uzupełniają bardzo dobre, relaksujące zdjęcia i spora porcja cytatów, które z założenia mają inspirować. Ja akurat na tego typu inspiracje jestem odporna, ale być może w przypadku innych czytelników taka motywacja sprawdzi się.
Polecam.
niedziela, 11 lutego 2018
Grace i Grace - Margaret Atwood
Wydawnictwo Prószyński i Ska, Moja ocena 5,5/6
Grace i Grace to opowieść oparta na prawdziwej historii biednej dziewczyny, historia, która bardzo mnie poruszyła.
Grace Marks (bo tak się nazywała) w 1. połowie XIX wieku kilka lat po emigracji wraz z rodziną do Kanady, została oskarżona o współudział w podwójnym morderstwie. Ale nie tylko od tego momentu życie Grace zaczęło się źle układać. Wcześniej była maltretowana fizycznie i psychicznie przez ojca alkoholika, a przez bogatszych od siebie (o co nie było trudno) była lekceważona, obrażana, poniżana, traktowana w najlepszym przypadku jak przedmiot.
Po aresztowaniu i kuriozalnym skądinąd procesie, wcale nie jest lepiej. Można śmiało powiedzieć, iż z każdym dniem, tygodniem jest coraz gorzej. Zmienia się tylko sposób dręczenia (fizycznego i psychicznego) Grace, oraz zmieniają się dręczyciele i dorabiana do ich czynów ideologia. Czy to jednak wina innych, innych ludzi, czy w jakimś stopniu samej Grace? Czy bohaterka to ofiara, czy może jednak przebiegła na swój sposób sprawczyni, kat? A może jedno i drugie?
Książka porusza i to bardzo. Atwood pisze niezwykle sugestywnie, obrazowo. A Grace wzbudziła we mnie sympatię, litość, chęć niesienia jej pomocy, ale także czasami obrzydzenie. Atwood udało się mistrzowsko skonstruować tę postać. To co ją na przestrzeni lat spotkało jest po prostu przerażające, szokujące zwykłego człowieka i wprost niewyobrażalne. Ale następstwa....
Autorka nie tylko wspaniale nakreśliła postać głównej bohaterki, ukazała jej umysł, zaprezentowała to, co Grace wypiera, czego podobno nie pamięta, ale także mistrzowsko nakreśliła zachowania ludzi, ich ułomność, kuriozalny sposób pojmowania prawdy, roli kobiety i jeszcze bardziej zadziwiające rozumienie pojęcia - sprawiedliwość.
Gdy czytałam tę książkę automatycznie nasuwało mi się porównanie do Opowieści podręcznej. Trudno od takich porównań uciec. Obie książki są poruszające, obie traktują o kobietach, ich życiu, traktowaniu ich przez innych, pojmowaniu tego co ważne. Opowieść podręcznej to jakby bezpośrednie oskarżenie,w skazanie tego co co zawiniło, ukazanie sprawcy. Grace i Grace w tym zakresie jest bardziej powściągliwa, chociaż nie ukrywam, zmusza do pomyślenia, wiele ukazuje, tak samo wstrząsa. W recenzowanej książce jest jednak więcej niedomówień, wskazań jakby mimochodem. Nie znaczy to, iż Grace i Grace robi mniejsze wrażenie. Nic z tych rzeczy. Jest po prostu odrobinę inaczej ukierunkowana. Jednak podobnie wali czytelnika prosto w serce i zmusza do niecierpliwego odwracania kolejnych kartek. Czyta się doskonale. Polecam.
Grace i Grace to opowieść oparta na prawdziwej historii biednej dziewczyny, historia, która bardzo mnie poruszyła.
Grace Marks (bo tak się nazywała) w 1. połowie XIX wieku kilka lat po emigracji wraz z rodziną do Kanady, została oskarżona o współudział w podwójnym morderstwie. Ale nie tylko od tego momentu życie Grace zaczęło się źle układać. Wcześniej była maltretowana fizycznie i psychicznie przez ojca alkoholika, a przez bogatszych od siebie (o co nie było trudno) była lekceważona, obrażana, poniżana, traktowana w najlepszym przypadku jak przedmiot.
Po aresztowaniu i kuriozalnym skądinąd procesie, wcale nie jest lepiej. Można śmiało powiedzieć, iż z każdym dniem, tygodniem jest coraz gorzej. Zmienia się tylko sposób dręczenia (fizycznego i psychicznego) Grace, oraz zmieniają się dręczyciele i dorabiana do ich czynów ideologia. Czy to jednak wina innych, innych ludzi, czy w jakimś stopniu samej Grace? Czy bohaterka to ofiara, czy może jednak przebiegła na swój sposób sprawczyni, kat? A może jedno i drugie?
Książka porusza i to bardzo. Atwood pisze niezwykle sugestywnie, obrazowo. A Grace wzbudziła we mnie sympatię, litość, chęć niesienia jej pomocy, ale także czasami obrzydzenie. Atwood udało się mistrzowsko skonstruować tę postać. To co ją na przestrzeni lat spotkało jest po prostu przerażające, szokujące zwykłego człowieka i wprost niewyobrażalne. Ale następstwa....
Autorka nie tylko wspaniale nakreśliła postać głównej bohaterki, ukazała jej umysł, zaprezentowała to, co Grace wypiera, czego podobno nie pamięta, ale także mistrzowsko nakreśliła zachowania ludzi, ich ułomność, kuriozalny sposób pojmowania prawdy, roli kobiety i jeszcze bardziej zadziwiające rozumienie pojęcia - sprawiedliwość.
Gdy czytałam tę książkę automatycznie nasuwało mi się porównanie do Opowieści podręcznej. Trudno od takich porównań uciec. Obie książki są poruszające, obie traktują o kobietach, ich życiu, traktowaniu ich przez innych, pojmowaniu tego co ważne. Opowieść podręcznej to jakby bezpośrednie oskarżenie,w skazanie tego co co zawiniło, ukazanie sprawcy. Grace i Grace w tym zakresie jest bardziej powściągliwa, chociaż nie ukrywam, zmusza do pomyślenia, wiele ukazuje, tak samo wstrząsa. W recenzowanej książce jest jednak więcej niedomówień, wskazań jakby mimochodem. Nie znaczy to, iż Grace i Grace robi mniejsze wrażenie. Nic z tych rzeczy. Jest po prostu odrobinę inaczej ukierunkowana. Jednak podobnie wali czytelnika prosto w serce i zmusza do niecierpliwego odwracania kolejnych kartek. Czyta się doskonale. Polecam.
piątek, 9 lutego 2018
Konkurs z Wydawnictwem Amber - wyniki
Pakiety 2 książek ufundowane przez Oficynę Wydawniczą Amber otrzymają:
Anna Kruczkowska i Taki jest świat.
Gratuluję i proszę o adresy do wysyłki + nr. tel. na email anetapzn@gazeta.pl
Nagrody wyślę ich fundator, czyli Wydawnictwo Amber.
czwartek, 8 lutego 2018
Zaufanie - Henry James
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Zaufanie to kolejna świetna powieść autora i kolejny dowód na to jak doskonałym obserwatorem i pisarzem był Henry James.
W każdej powieści genialnie domalowuje zarówno swoich bohaterów, którzy są przekrojem XIX-wiecznego społeczeństwa, jak i ukazuje świat, który ich otacza. Portrety, które nam kreśli na kartach swoich książek nie mają nic wspólnego z przesłodzonymi opowiastkami. Wręcz przeciwnie. Są one gorzkie, niezbyt pochlebne, czasami zabawne, ale z pewnością szczere, momentami aż za bardzo.
Zaufanie to historia Bernarda Longuevilla, młodego, zamożnego Amerykanina. Jego życie to przede wszystkim pasmo uciech, radości, beztroski, korzystania z majątku. Obecnie na topie jest pobyt w Europie i czerpanie pełnymi garściami z tego, co stary kontynent ma do zaoferowania. Żeby nie zanudzić się w czasie długiego wojażowania, nasz bohater poświęca się malarstwu. Urzekają go przede wszystkim włoskie pejzaże.
Pewnego dnia w Sienie poznaje przepiękna młodą kobietę, której wdzięk, uroda urzekają go. Mimo, iż ich znajomość jest bardzo krótka i równie poprawna, a Bernard niedługo opuszcza Włochy, zauroczenie trwa. A to dopiero początek perypetii. I bynajmniej dalszy ciąg nie jest jakimś rzewnym romansidłem.
Zaufanie to doskonale napisana powieść z jednymi z najlepszych u Jamesa kreacjami kobiecymi oraz tym co u tego pisarza najbardziej charakterystyczne- mistrzowskim oddaniem klimatu epoki i miejsca, opisem wszelkich sfer ludzkiego życia oraz złożoności ludzkiej natury włącznie z rozkładaniem na czynniki pierwsze postępowań i konsekwencji oraz rozterek większości bohaterów. Gorąco polecam.
Recenzja mojego męża.
Zaufanie to kolejna świetna powieść autora i kolejny dowód na to jak doskonałym obserwatorem i pisarzem był Henry James.
W każdej powieści genialnie domalowuje zarówno swoich bohaterów, którzy są przekrojem XIX-wiecznego społeczeństwa, jak i ukazuje świat, który ich otacza. Portrety, które nam kreśli na kartach swoich książek nie mają nic wspólnego z przesłodzonymi opowiastkami. Wręcz przeciwnie. Są one gorzkie, niezbyt pochlebne, czasami zabawne, ale z pewnością szczere, momentami aż za bardzo.
Zaufanie to historia Bernarda Longuevilla, młodego, zamożnego Amerykanina. Jego życie to przede wszystkim pasmo uciech, radości, beztroski, korzystania z majątku. Obecnie na topie jest pobyt w Europie i czerpanie pełnymi garściami z tego, co stary kontynent ma do zaoferowania. Żeby nie zanudzić się w czasie długiego wojażowania, nasz bohater poświęca się malarstwu. Urzekają go przede wszystkim włoskie pejzaże.
Pewnego dnia w Sienie poznaje przepiękna młodą kobietę, której wdzięk, uroda urzekają go. Mimo, iż ich znajomość jest bardzo krótka i równie poprawna, a Bernard niedługo opuszcza Włochy, zauroczenie trwa. A to dopiero początek perypetii. I bynajmniej dalszy ciąg nie jest jakimś rzewnym romansidłem.
Zaufanie to doskonale napisana powieść z jednymi z najlepszych u Jamesa kreacjami kobiecymi oraz tym co u tego pisarza najbardziej charakterystyczne- mistrzowskim oddaniem klimatu epoki i miejsca, opisem wszelkich sfer ludzkiego życia oraz złożoności ludzkiej natury włącznie z rozkładaniem na czynniki pierwsze postępowań i konsekwencji oraz rozterek większości bohaterów. Gorąco polecam.
wtorek, 6 lutego 2018
Koniec i początek - Manula Kalicka
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Kolejna książka autorstwa Manuli Kalickiej, którą miałam okazję przeczytać i kolejna porcja świetnej rozrywki.
Mimo, iż tematyka i okres, w którym rozgrywa się akcja są ciężki (1944r.) to jednak opowieść jest lekka, zabawna, relaksująca. Ot taki paradoks książek pisanych przez Manulę Kalicką- na przemian śmiech z łzami wzruszenia.
Akcja rozpoczyna się tuż po upadku Powstania Warszawskiego w podwarszawskich Włochach. Wtedy to spotykają się trzy młode, niezwykle kobiety: Irenka, przedwojenna tancerka kabaretowa, Zośka, studentka architektury i Helenka, prosta dziewczyna z ubogiej wioski. Żadna z nich nie ma już rodziny, przyjaciół. Automatycznie dziewczyny postanawiają trzymać się razem, wspólnie walczą o przetrwanie i o to, żeby żyć, a nie tylko przetrwać Są zaradne, energiczne i z uporem dążą do celu. Każda ma swoją tajemnicę, każda próbuje ułożyć sobie życie w tych trudnych, dramatycznych czasach.
Podejmują się też niezwykle niebezpiecznego procederu, który decyduje o ich dalszych poczynaniach, a także tym co wydarzy się w ich życiu.
Książka ma wiele atutów. przede wszystkim to kreacje głównych bohaterek. Świetne dziewczyny, doskonale sportretowane, takie które od razu polubiłam i którym wiernie kibicowałam.
Kolejny atuty to sposób pisania autorki oraz to w jaki sposób przedstawiła wojenne perypetie bohaterek. O wojnie rzadko kto tak pisze. Wiem, moment ten był bardzo dramatyczny w naszej historii, ale czy zawsze trzeba pisać w sposób martyrologiczny, bogojczyźniany jak ja to nazywam? Czy powieść o tematyce wojennej musi być mroczna, ponura, wyciskająca łzę z oka? Kalicka udowadnia w Końcu i początku, że wcale tak nie musi być. Jej książka jest zabawna, mądra, relaksująca, ale i warta lektury oraz bardzo realistyczna.
To sztuka tak napisać o wojennej zawierusze, żeby nie popaść w śmieszność, tandetę, infantylizm. Kalicińskiej udało się tego uniknąć. Z tego też powodu gorąco zachęcam do lektury.
Kolejna książka autorstwa Manuli Kalickiej, którą miałam okazję przeczytać i kolejna porcja świetnej rozrywki.
Mimo, iż tematyka i okres, w którym rozgrywa się akcja są ciężki (1944r.) to jednak opowieść jest lekka, zabawna, relaksująca. Ot taki paradoks książek pisanych przez Manulę Kalicką- na przemian śmiech z łzami wzruszenia.
Akcja rozpoczyna się tuż po upadku Powstania Warszawskiego w podwarszawskich Włochach. Wtedy to spotykają się trzy młode, niezwykle kobiety: Irenka, przedwojenna tancerka kabaretowa, Zośka, studentka architektury i Helenka, prosta dziewczyna z ubogiej wioski. Żadna z nich nie ma już rodziny, przyjaciół. Automatycznie dziewczyny postanawiają trzymać się razem, wspólnie walczą o przetrwanie i o to, żeby żyć, a nie tylko przetrwać Są zaradne, energiczne i z uporem dążą do celu. Każda ma swoją tajemnicę, każda próbuje ułożyć sobie życie w tych trudnych, dramatycznych czasach.
Podejmują się też niezwykle niebezpiecznego procederu, który decyduje o ich dalszych poczynaniach, a także tym co wydarzy się w ich życiu.
Książka ma wiele atutów. przede wszystkim to kreacje głównych bohaterek. Świetne dziewczyny, doskonale sportretowane, takie które od razu polubiłam i którym wiernie kibicowałam.
Kolejny atuty to sposób pisania autorki oraz to w jaki sposób przedstawiła wojenne perypetie bohaterek. O wojnie rzadko kto tak pisze. Wiem, moment ten był bardzo dramatyczny w naszej historii, ale czy zawsze trzeba pisać w sposób martyrologiczny, bogojczyźniany jak ja to nazywam? Czy powieść o tematyce wojennej musi być mroczna, ponura, wyciskająca łzę z oka? Kalicka udowadnia w Końcu i początku, że wcale tak nie musi być. Jej książka jest zabawna, mądra, relaksująca, ale i warta lektury oraz bardzo realistyczna.
To sztuka tak napisać o wojennej zawierusze, żeby nie popaść w śmieszność, tandetę, infantylizm. Kalicińskiej udało się tego uniknąć. Z tego też powodu gorąco zachęcam do lektury.
sobota, 3 lutego 2018
Konkurs z Wydawnictwem Amber - 2 książki do wygrania...
Mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie.
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Amber mam do zaoferowania 2 pakiety książek, które mój blog objął patronatem:
Wygrywają 2 osoby, które obserwują mój blog, dodały siebie do google followers i w tym roku zamieściły przynajmniej 1 komentarz na moim blogu.
Zadanie konkursowe jest łatwe...proszę podać w komentarzach pod tym postem - tytuł książki, która jest dla Was taką receptą na szczęście, koi Wasze smutki, poprawia humor i krótko uzasadnić swój wybór.
Konkurs trwa do najbliższego wtorku 06 lutego 2018r. do godz. 23.59.
Zwycięzców ogłoszę w czwartek 08 lutego 2018r. na blogu.
piątek, 2 lutego 2018
Totem - Jakub Charon
Wydawnictwo Świat Książki
Wyjątkowo nie daję oceny. trudno oceniać książkę, którą z obrzydzeniem rzuciło się w przysłowiowy kąt po lekturze ok. 20%.
Każdego roku bez dokończenia lektury na półkę odkładam kilka książek. Do niektórych z nich po jakimś czasie wracam.
Jedno jest pewne, Totem do tych "powrotowych" książek nie należy
Książka jest przede wszystkim ordynarna, wulgarna, pełna bólu zadawanego sobie, ale i komuś, odrażającego okrucieństwa, epatuje jakimś takim złem, wręcz obrzydliwa i na dodatek dla mnie całkowicie pozbawiona sensu.
Trudno napisać dokładnie o co chodzi. To tak jakbyście w trakcie lektury mieli wrażenie, że oblepia was coś obrzydliwego, jakiś brud, odór. Wyjątkowa lektura.
Nie przekonuje mnie nawet blurb na okładce, że to autentyczna gangsterska historia ala proza Jakuba Żulczyka.
Książki Żulczyka czytałam. Są ostre, inne, mocne, czasami budzą odruch sprzeciwu, niekiedy odrzucają. Ale z pewnością daleko im do Totemu..i całe szczęście.
Na okładce jest napisane, iż nie istnieje prawo, które mogłoby chronić bohatera. Ja z kolei uważam, iż nie istnieje żaden powód, dla którego miałabym kiedykolwiek kontynuować lekturę Totemu.
Trudno mi doradzić, czy macie sięgnąć po tę pozycję, czy nie. Jak wspomniałam, za mną zaledwie (albo aż) ok. 20% książki, nie jestem wiec ekspertem. Sami dokonajcie wyboru. Być może komuś z was Totem przypadnie jednak do gustu, czym nie ukrywam, będę bardzo zdziwiona.
Wyjątkowo nie daję oceny. trudno oceniać książkę, którą z obrzydzeniem rzuciło się w przysłowiowy kąt po lekturze ok. 20%.
Każdego roku bez dokończenia lektury na półkę odkładam kilka książek. Do niektórych z nich po jakimś czasie wracam.
Jedno jest pewne, Totem do tych "powrotowych" książek nie należy
Książka jest przede wszystkim ordynarna, wulgarna, pełna bólu zadawanego sobie, ale i komuś, odrażającego okrucieństwa, epatuje jakimś takim złem, wręcz obrzydliwa i na dodatek dla mnie całkowicie pozbawiona sensu.
Trudno napisać dokładnie o co chodzi. To tak jakbyście w trakcie lektury mieli wrażenie, że oblepia was coś obrzydliwego, jakiś brud, odór. Wyjątkowa lektura.
Nie przekonuje mnie nawet blurb na okładce, że to autentyczna gangsterska historia ala proza Jakuba Żulczyka.
Książki Żulczyka czytałam. Są ostre, inne, mocne, czasami budzą odruch sprzeciwu, niekiedy odrzucają. Ale z pewnością daleko im do Totemu..i całe szczęście.
Na okładce jest napisane, iż nie istnieje prawo, które mogłoby chronić bohatera. Ja z kolei uważam, iż nie istnieje żaden powód, dla którego miałabym kiedykolwiek kontynuować lekturę Totemu.
Trudno mi doradzić, czy macie sięgnąć po tę pozycję, czy nie. Jak wspomniałam, za mną zaledwie (albo aż) ok. 20% książki, nie jestem wiec ekspertem. Sami dokonajcie wyboru. Być może komuś z was Totem przypadnie jednak do gustu, czym nie ukrywam, będę bardzo zdziwiona.
czwartek, 1 lutego 2018
Pachinko - Min Jin Lee
Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
Rewelacyjna książka, która niesamowicie mną wstrząsnęła.
Przeznaczeniem kobiety jest cierpienie, to zdanie kilkakrotnie przewija się w tekście i jest wg. mnie takim jednozdaniowym podsumowaniem treści Pachinko.
Pachinko to saga, a jednocześnie wspaniała, mądra i poruszająca opowieść. Bohaterami jest kilkupokoleniowa biedna, ale dumna koreańska rodzina, którą m.in. zawirowania historii zmusiły do życia w Japonii. Niby oba kraje zbliżone do siebie kulturowo, ale jak się okazuje w trakcie lektury, to tylko pozory.
Przez pryzmat dziejów koreańskiej rodziny na przestrzeni kilku dekad XX wieku poznajemy dzieje Korei i Japonii (czyli historię, której tak naprawdę nie znamy, np. aneksję Korei przez Japonię i inne wydarzenia), to co łączyło oraz dzieliło oba kraje, los kobiety w ówczesnych społeczeństwach, los obcych w Japonii, siłę tradycji i religii w obu krajach.
Najważniejsze w tej opowieści są kobiety i historia. Kobiety są silne, mocne, mądre (choć na ogół niewykształcone, mądre życiową mądrością), odważne, wrażliwe, a historia...no cóż....jak twierdzi bohaterka książki...Historia przyniosła nam rozczarowanie, ale mniejsza o to (...)
Mimo, iż książka opowiada o Koreańczykach w Japonii, to tak naprawdę jest nie tylko o tym. To opowieść ponadczasowa o życiu na emigracji, o trudach z tym związanych, o tym, jak buduje się nowe życie w kraju, w którym już zawsze będzie się innym, obcym, o ukrywaniu swojej tożsamości, o tym co warto, a czego w żadnym przypadku nie należy robić.
Pachinko to opowieść o kulturze, religii, tradycji, ludziach, bólu, miłości, ale przede wszystkim o większej i mniejszej historii oraz jej roli w życiu zarówno pojedynczych ludzi, jak i całego narodu.
Pachinko, to trudna, ale niezwykle wartościowa, mądra i ponadczasowa powieść. Gorąco polecam.
Rewelacyjna książka, która niesamowicie mną wstrząsnęła.
Przeznaczeniem kobiety jest cierpienie, to zdanie kilkakrotnie przewija się w tekście i jest wg. mnie takim jednozdaniowym podsumowaniem treści Pachinko.
Pachinko to saga, a jednocześnie wspaniała, mądra i poruszająca opowieść. Bohaterami jest kilkupokoleniowa biedna, ale dumna koreańska rodzina, którą m.in. zawirowania historii zmusiły do życia w Japonii. Niby oba kraje zbliżone do siebie kulturowo, ale jak się okazuje w trakcie lektury, to tylko pozory.
Przez pryzmat dziejów koreańskiej rodziny na przestrzeni kilku dekad XX wieku poznajemy dzieje Korei i Japonii (czyli historię, której tak naprawdę nie znamy, np. aneksję Korei przez Japonię i inne wydarzenia), to co łączyło oraz dzieliło oba kraje, los kobiety w ówczesnych społeczeństwach, los obcych w Japonii, siłę tradycji i religii w obu krajach.
Najważniejsze w tej opowieści są kobiety i historia. Kobiety są silne, mocne, mądre (choć na ogół niewykształcone, mądre życiową mądrością), odważne, wrażliwe, a historia...no cóż....jak twierdzi bohaterka książki...Historia przyniosła nam rozczarowanie, ale mniejsza o to (...)
Mimo, iż książka opowiada o Koreańczykach w Japonii, to tak naprawdę jest nie tylko o tym. To opowieść ponadczasowa o życiu na emigracji, o trudach z tym związanych, o tym, jak buduje się nowe życie w kraju, w którym już zawsze będzie się innym, obcym, o ukrywaniu swojej tożsamości, o tym co warto, a czego w żadnym przypadku nie należy robić.
Pachinko to opowieść o kulturze, religii, tradycji, ludziach, bólu, miłości, ale przede wszystkim o większej i mniejszej historii oraz jej roli w życiu zarówno pojedynczych ludzi, jak i całego narodu.
Pachinko, to trudna, ale niezwykle wartościowa, mądra i ponadczasowa powieść. Gorąco polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











