Moje dzieci chciały na obiad pizzę i teściowa zrobiła. Pycha, ale obłożenie diametralnie różne od naszego, zwyczajowego - typowo greckie, spójrzcie sami...
I feta, i oliwki, i kapary, i suszone pomidory...
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
niedziela, 11 sierpnia 2013
sobota, 10 sierpnia 2013
Adolf Nowaczyński i jego książki...
Przygotowując posty, które ukażą się w trakcie mojego zasłużonego urlopu, czyli teraz, złapałam się na tym, że nie zaprezentowałam wam jeszcze dwóch doskonałych książek, które podczytywałam z przerwami przez czerwiec i lipiec. Niniejszym nadrabiam zaległości.
Chodzi o książki Adolfa Nowaczyńskiego.
Podejrzewam, że sylwetka tego pisarza jest większości osób mało znana, dlatego pozwolę ją sobie przybliżyć.
Ur. 09.01.1876r. w Podgórzu (obecnie dzielnica Krakowa, wtedy osobne miasto), zm. 03.07.1944w Warszawie. Był polskim pisarzem, dramaturgiem, satyrykiem, poetą, publicystą, eseistą, krytykiem, działaczem politycznym i społecznym.Jednym słowem, był człowiekiem
wszechstronnym. Przede wszystkim jednak miał spostrzegawcze oko i
niezwykle cięty język. Obie te jego cechy maja odzwierciedlenie w licznych satyrach i pamfletach, którymi bezlitośnie wyciągał na światło dzienne i piętnował cechy bliżnich, które uważał za wyjątkowo naganne.
Oj dostawało się jego współczesnym, dostawało. Jednak co trzeba przyznać Nowaczyńskiemu, nigdy nie był złośliwy w negatywnym, podłym tego słowa znaczeniu, tak dla zwykłej złośliwości. Ot wkładał drobne (lub większe) szpileczki, tam gdzie warto było je włożyć, chwalił, to co pochwalenia było warte. Czynił to wszystko na bardzo wysokim poziomie i niezwykle ciekawym językiem, wręcz bawił się słowami i językiem. Można śmiało powiedzieć, że osiągnął mistrzostwo w tym, co robił.
Nie oszczędzał nikogo, piętnował zarówno zwyczajnych ludzi, jak i tych znajdujących się na świeczniku. Nie oszczędzał także mniejszości narodowych, które jego zdaniem uczyniły wiele zła. W szczególny sposób piętnował Żydów.
Niewyparzony język wpędzał Nowaczyńskiego wielokrotnie w kłopoty. Przykładem może być sytuacja, gdy w 1989r. w jednej z krakowskich restauracji w obecności stróżów prawa, na wiadomość
o śmierci cesarzowej Elżbiety (Sisi) zabitej przez Luccheniego
wzniósł toast: Vive l`anarchie!. Musiał salwować się ucieczką, gdyż za takie zachowanie groził mu proces sądowy i zapewne niemały wyrok w postaci pozbawienia wolności.
W 1904r. Nowaczyński przenosi się do Warszawy. Miało to miejsce po bardzo przykrym dla niego wydarzeniu, a mianowicie po wyrzeczeniu się go przez ojca. Bardzo to Nowaczyńskiego zabolało, czemu dał wyraz w jednym ze swoich utworów. Efektem była wspomniana przeprowadzka i zerwanie kontaktów z rodziną.
Nasz bohater był także aktywnym działaczem politycznym, w czasie wojny tworzył nielegalne pismo. Bez wątpienia był postacią barwną i niebanalną.
Bardzo dobrze, że za sprawą Wydawnictwa Rytm mamy możliwość poznania dwóch książek autorstwa Adolfa Nowaczyńskiego - Słowa, słowa, słowa i Tylko dla kobiet.
Słowa, słowa, słowa to opowieść biograficzna, której bohaterami są osoby, o których jak nam się wydaje wiemy wszystko. Nowaczyński udowadnia, w jak wielkim błędzie jesteśmy. Książkę czyta się wyśmienicie, raz za sprawą niezwykle przystępnego języka autora, a dwa dzięki różnym ciekawostkom, które licznie wplata w treść. Jako przykład podam opowieść o odkryciu nieznanego listu Marysieńki do Jana Sobieskiego. Nowaczyński nie tylko przytacza treść listu, ale także ujawnia kulisy jego odkrycia i wszystkie kwestie z tym związane. I tak jest z każdym bohaterem książki. Nie tylko wiele dowiadujemy się o danej osobie, ale także częstokroć śmiejemy się do łez, czy nawet ronimy łzę wzruszenia.
Z kolei Tylko dla kobiet, to książka ponadczasowa, mimo, iż od jej ukazania się minęło kilkadziesiąt lat. Nowaczyński opowiada o kobietach tak w ogóle, o ich smutkach, radościach, o tym co jest (wg. niego) sensem ich życia, co je smuci, a co raduje. Sporo w tekście rozważań dot. postępującej emancypacji kobiet. Opowiada także o kobietach, które choć odegrały niezwykle ważne role w historii ludzkości, z takich, czy innych przyczyn zostały zapomniane przez potomnych.
Obie książki czytało mi się doskonale. Ich zaletą jest fakt, iż można podczytywać je fragmentami w dowolnym czasie. Ich ponadczasowość, unikalny styl autora i wyszydzanie głupców oraz swoista apoteoza maluczkich (tych, których warto) sprawiają, że jest to doskonała lektura dla wszystkich pragnących odrobiny odpoczynku, dobrej zabawy i spotkania z wysokiej klasy literaturą oraz Polską sprzed kilkudziesięciu lat.
Dodatkowym atutem jest piękne wydanie obu książek, sztywna, lakierowana, stylizowana na tę z minionej epoki okładka. Dobrze, że wydawnictwo Rytm po bez mała stu latach wznawia te wartościowe pozycje. Liczę na więcej tytułów, tym bardziej, iż Nowaczyński jest autorem jeszcze kilku ciekawych pozycji:
Proza
Chodzi o książki Adolfa Nowaczyńskiego.
Podejrzewam, że sylwetka tego pisarza jest większości osób mało znana, dlatego pozwolę ją sobie przybliżyć.
Ur. 09.01.1876r. w Podgórzu (obecnie dzielnica Krakowa, wtedy osobne miasto), zm. 03.07.1944w Warszawie. Był polskim pisarzem, dramaturgiem, satyrykiem, poetą, publicystą, eseistą, krytykiem, działaczem politycznym i społecznym.Jednym słowem, był człowiekiem wszechstronnym. Przede wszystkim jednak miał spostrzegawcze oko i
niezwykle cięty język. Obie te jego cechy maja odzwierciedlenie w licznych satyrach i pamfletach, którymi bezlitośnie wyciągał na światło dzienne i piętnował cechy bliżnich, które uważał za wyjątkowo naganne.
Oj dostawało się jego współczesnym, dostawało. Jednak co trzeba przyznać Nowaczyńskiemu, nigdy nie był złośliwy w negatywnym, podłym tego słowa znaczeniu, tak dla zwykłej złośliwości. Ot wkładał drobne (lub większe) szpileczki, tam gdzie warto było je włożyć, chwalił, to co pochwalenia było warte. Czynił to wszystko na bardzo wysokim poziomie i niezwykle ciekawym językiem, wręcz bawił się słowami i językiem. Można śmiało powiedzieć, że osiągnął mistrzostwo w tym, co robił.
Nie oszczędzał nikogo, piętnował zarówno zwyczajnych ludzi, jak i tych znajdujących się na świeczniku. Nie oszczędzał także mniejszości narodowych, które jego zdaniem uczyniły wiele zła. W szczególny sposób piętnował Żydów.
| Adolf Nowaczyński |
W 1904r. Nowaczyński przenosi się do Warszawy. Miało to miejsce po bardzo przykrym dla niego wydarzeniu, a mianowicie po wyrzeczeniu się go przez ojca. Bardzo to Nowaczyńskiego zabolało, czemu dał wyraz w jednym ze swoich utworów. Efektem była wspomniana przeprowadzka i zerwanie kontaktów z rodziną.
Nasz bohater był także aktywnym działaczem politycznym, w czasie wojny tworzył nielegalne pismo. Bez wątpienia był postacią barwną i niebanalną.
Bardzo dobrze, że za sprawą Wydawnictwa Rytm mamy możliwość poznania dwóch książek autorstwa Adolfa Nowaczyńskiego - Słowa, słowa, słowa i Tylko dla kobiet.
Słowa, słowa, słowa to opowieść biograficzna, której bohaterami są osoby, o których jak nam się wydaje wiemy wszystko. Nowaczyński udowadnia, w jak wielkim błędzie jesteśmy. Książkę czyta się wyśmienicie, raz za sprawą niezwykle przystępnego języka autora, a dwa dzięki różnym ciekawostkom, które licznie wplata w treść. Jako przykład podam opowieść o odkryciu nieznanego listu Marysieńki do Jana Sobieskiego. Nowaczyński nie tylko przytacza treść listu, ale także ujawnia kulisy jego odkrycia i wszystkie kwestie z tym związane. I tak jest z każdym bohaterem książki. Nie tylko wiele dowiadujemy się o danej osobie, ale także częstokroć śmiejemy się do łez, czy nawet ronimy łzę wzruszenia.
Z kolei Tylko dla kobiet, to książka ponadczasowa, mimo, iż od jej ukazania się minęło kilkadziesiąt lat. Nowaczyński opowiada o kobietach tak w ogóle, o ich smutkach, radościach, o tym co jest (wg. niego) sensem ich życia, co je smuci, a co raduje. Sporo w tekście rozważań dot. postępującej emancypacji kobiet. Opowiada także o kobietach, które choć odegrały niezwykle ważne role w historii ludzkości, z takich, czy innych przyczyn zostały zapomniane przez potomnych.
Obie książki czytało mi się doskonale. Ich zaletą jest fakt, iż można podczytywać je fragmentami w dowolnym czasie. Ich ponadczasowość, unikalny styl autora i wyszydzanie głupców oraz swoista apoteoza maluczkich (tych, których warto) sprawiają, że jest to doskonała lektura dla wszystkich pragnących odrobiny odpoczynku, dobrej zabawy i spotkania z wysokiej klasy literaturą oraz Polską sprzed kilkudziesięciu lat.
Dodatkowym atutem jest piękne wydanie obu książek, sztywna, lakierowana, stylizowana na tę z minionej epoki okładka. Dobrze, że wydawnictwo Rytm po bez mała stu latach wznawia te wartościowe pozycje. Liczę na więcej tytułów, tym bardziej, iż Nowaczyński jest autorem jeszcze kilku ciekawych pozycji:
Proza
- Małpie zwierciadło (1902)
- Facecje sowizdrzalskie (1903)
- Skotopaski sowizdrzalskie (1904)
- System doktora Caro. Utopia humorystyczna (1927)
Dramaty i komedie
- Smocze gniazdo (1905)
- Wielki Fryderyk (1910)
- Cyganeria Warszawska (1912)
- Komendant Paryża (1926)
- Wiosna narodów (1929)
Pozostałe
- Studia i szkice (1901)
- Wizerunek Mikołaja Reja z Nagłowic (1905)
- Wczasy literackie (1905)
- Szkice literackie (1918)
- Góry z piasku (1922)
- Pamflety (1930)
- Plewy i perły (1934)
- Słowa, słowa, słowa (1938)
piątek, 9 sierpnia 2013
Co się wydarzyło 09 sierpnia...
Ale wracajmy do tego co się działo...
- najokrutniejszym, budzącym moje przerażenie jest, to co wydarzyło się 06 i 09 sierpnia 1945r., czyli ataki atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. W ich efekcie zginęła ogromna liczba niewinnych ludzi, a równie wielka grupa została skazana na niewyobrażalne cierpienia. Jak podają różne dane, oszacowanie rzeczywistych strat (zabici i zmarli w ciągu pierwszego dnia po wybuchu) jest niemożliwe. Oficjalne szacunki amerykańskie w 1945 roku mówiły o 70. 000 śmiertelnych ofiar w Hiroszimie. Jezuici mający swoja misję w Hiroszimie podawali liczbę co najmniej 100. 000 zabitych. Później liczba ta stopniowo rosła, co należy przypisać chorobie popromiennej i skażeniu radioaktywnemu. Osoby, które zostały pokrzywdzone bezpośrednio w wyniku wybuchów bomb atomowych lub są dziećmi pokrzywdzonych w ten sposób matek, mają w Japonii status hibakusha ("ludzie dotknięci eksplozją"). Otrzymują od rządu specjalny zasiłek, dodatki związane z kosztami leczenia chorób będących następstwem napromieniowania oraz prawo do refundacji kosztów pogrzebu. Jedyną osobą, która uzyskała podwójny status hibakusha w związku z przeżyciem zarówno wybuchu w Hiroszimie jak i w Nagasaki, był zmarły w styczniu 2010r. Tsutomu Yamaguchi. Jeżeli uwzględnimy liczbę zabitych w stosunku do całej populacji, to Hiroszima i Nagasaki pozostają najkoszmarniejszym atakiem II wojny światowej: w wypadku Hiroszimy było to co najmniej 30% zabitych, a Nagasaki nawet 50%. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak coś tak koszmarnego mogli jedni ludzie zrobić innym. Okrucieństwo gatunku ludzkiego nadal mnie zadziwia.
- w 1483r. otwarto Kaplicę Sykstyńską, o której pisałam tutaj,
- w 1914r. urodziła się Matka Muminków - Tove Jansson, o której pisałam tutaj,
- w 117r. zmarł rzymski cesarz Trajan. Właściwie Marek Ulpiusz Trajan. Cesarzem był od 98 r. Był synem Marcusa Ulpiusa Traianusa, dowódcy rzymskiego, nic więc dziwnego, iż karierę polityczną połączył ściśle z wojskiem. W 97r. został adoptowany przez cesarza Nerwę jako jego następca, a od jego śmierci od 98r. samodzielnie sprawował urząd. Trajan był pierwszym cesarzem pochodzącym z prowincji, co ukazuje jaki szybko rosło znaczenie podbitych przez Rzym ziem, jak na znaczeniu zyskiwały prowincje. Trajan również zasłynął z wielu inicjatyw budowniczych, które były głównie realizowane przez sławnego na cały ówczesny świat architekta Apollodorosa z Damaszku. Rozbudował i zmodernizował słynny Circus Maximus Zbudował również nowe forum -Trajan:) oraz zmodernizował porty w Ostii, Ankonie i Centumcellae. Również do jego osiągnięć można zaliczyć: termy Trajana, most Trajana, most Alcántara i most Alconétar. W okresie jego panowania Rzym stał się najwspanialszą metropolią świata. Za panowania Trajana znów zaczęto prześladować Chrześcijan. Przez cały okres swoich rządów, Trajan dążył do poszerzenia granic cesarstwa. Jego największym podbojem było zdobycie Dacji (dzisiejsza Rumunia). Dokonał tego w latach 101-102 i 105-106. Najokrutniejszą apoteozą dokonań Trajana są reliefy na słynnej Kolumnie Trajan, która do dziś znajduje się na terenie jego dawnego Forum w Rzymie. Ponad 200 m ukazujących absolutne barbarzyństwo i okrucieństwo w majestacie rzymskiego prawa. Ze względów archeologicznych - arcydzieło. Natomiast ze względów ludzkich, czysto humanitarnych - niewyobrażalny koszmar. Trajan podbił także inne ziemie. M.in. utworzył prowincję Arabię, tereny Armenii i Mezopotamii. Niezwykle krwawo stłumił powstanie żydowskie w Cyrenajce, Egipcie, na Cyprze. Następcą Trajan został mój ulubiony cesarz rzymski, niezwykle pokojowy, mądry człowiek Hadrian.Bardzo ciekawie o obu władcach (i nie tylko) pisze profesor Krawczuk, w książce Poczet cesarzy rzymskich, Warszawa 2004.Poniżej na mapce ziemie cesarstwa Rzymskiego w 117 r. w momencie śmierci Trajana.
![]() | |
| Źródło www.explore-moldova.com |
- w 480r. p.n.e. rozpoczęła się II wojna grecko-perska. Jej początkiem była słynna bitwa pod Termopilami. Jaki był jej przebieg, chyba każdy z historii z grubsza chociaż wie. Załączam ciekawy film wyszperany w sieci.
- w 48 r. p.n.e. miała miejsce mniej znana bitwa, pod Farsalos. Miejsce to także znajduje się na terenie Grecji. W bitwie tej Juliusz Cezar pokonał Pompejusza. Zwycięstwo cezara było ewidentne. Pokonany Pompejusz w przebraniu uciekł do pobliskiej Larissy, gdzie wsiadł na statek i odpłynął do Egiptu.
Zwycięstwo kosztowało Cezara według jego własnych obliczeń 230
zabitych i 2 tys. rannych. Pompejusz miał stracić 15 tys. zabitych i
rannych oraz 24 tys. wziętych do niewoli. Była to decydująca bitwa wojny domowej. Wszystkie prowincje i greckie polis zależne od Rzymu opowiedziały się teraz po stronie zwycięzcy.
Pompejusz mógł liczyć już tylko na poparcie wiernych sobie wojsk w Afryce.
Doskonałą bibliografią w tym zakresie jest Wojna domowa autorstwa Juliusza Cezara. Polecam zainteresowanym.
Wyzwanie - Czytamy kryminały, kwestie porządkowe:)
Ja wyleguję się na greckiej plaży, ale Wy musicie podjąć decyzję i podać propozycję - jakie kryminały będziemy czytać w V etapie wyzwania, czyli wrześniu i październiku.
Chodzi mi tym razem o tematykę kryminału.
Proszę o wpisywanie typów tylko osoby biorące udział w wyzwaniu.
Jeżeli ktoś chciałby dołączyć do wyzwania, zapraszam.
Przypominam, że do końca sierpnia trwa abolicja:) można wklejać linki z recenzjami za ostatnie pół roku.
W lipcu i sierpniu czytamy także kryminały amerykańskie i historyczne.
Chodzi mi tym razem o tematykę kryminału.
- Mój typ, to kryminał, gdzie ofiarą jest kobieta.
Proszę o wpisywanie typów tylko osoby biorące udział w wyzwaniu.
Jeżeli ktoś chciałby dołączyć do wyzwania, zapraszam.
Przypominam, że do końca sierpnia trwa abolicja:) można wklejać linki z recenzjami za ostatnie pół roku.
W lipcu i sierpniu czytamy także kryminały amerykańskie i historyczne.
środa, 7 sierpnia 2013
Pytanie mam, dot. waszego stosunku do ebooków...
Mnie nie ma, leniuchuję w mojej tajemniczej zatoczce, ale już kilka dni temu nurtowała mnie kwestia ebooków. Tzn. nie samych w sobie, bo czytnik mam, wiem czym to się je, korzystam obecnie w Grecji. Bardziej chodzi mi o to, co mieć na czytniku, a co w wersji papierowej.
Nie ukrywam, książki kocham, wielbię, maniakalnie przestawiam, ustawiam wg. mnie tylko znanego klucza (mąż też maniak książkowy, ale już za mną nie nadąża) i generalnie książek mamy baaaardzo dużo, papierowych.
Równie dużo mamy ebooków, ale to głównie literatura zawodowa, że tak się wyrażę, w moim wypadku historyczne i archeologiczne pozycje, niedostępne u nas, w obcych językach, pościągane z różnych dziwnych miejsc. Czyli generalnie są to pozycje, których nie mam szansy posiadać w wersji papierowej. Poza tym beletrystyka w jęz. niemieckim i greckim, czyli te lektury, na które szkoda nam miejsca na prawdziwym regale.
Ostatnie kilkanaście dni (od decyzji o przeprowadzce) to był dylemat - jakie książki zabrać do czytania ze sobą. Wszystkich, których jeszcze nie przeczytałam, a mam w papierowej wersji nie da się po prostu fizycznie zabrać.
Udało mi się zdobyć część tytułów w formie elektronicznej, więc mam wersje niejako podwójne - papierową i elektroniczną.
I tu mnie nachodzi dylemat, czy ukochanych autorów mogę mieć tylko w wersji ebookowej, czy nie. Każdy mol książkowy ma chociaż kilku ulubionych pisarzy, których książki gromadzi, ustawia równiutko na półeczce etc. Są to książki, które bezdyskusyjnie po prosu MUSI mieć. Nie wyobrażam sobie mieć np. Mankella czy Shawa tylko w wersji elektronicznej. Mimo doceniania czytnika i ebooków, wygody z nimi związanej, zalet dla środowiska naturalnego, papierowej książki jednak u mnie nic nie wyprze.
A jak to wygląda u was? Wyobrażacie sobie nie mieć książek papierowych na półkach (no powiedzmy poza standardową klasyką), książki ukochanego pisarza mieć tylko w wersji elektronicznej? Na ile czytniki usunęły u was książki papierowe w kąt (pytanie oczywiście do osób mających czytniki).
Chyba trochę namotałam:) To od greckiego słońca, ale mam nadzieję, że sens wyłapaliście:)
Pozdrawiam:)
Nie ukrywam, książki kocham, wielbię, maniakalnie przestawiam, ustawiam wg. mnie tylko znanego klucza (mąż też maniak książkowy, ale już za mną nie nadąża) i generalnie książek mamy baaaardzo dużo, papierowych.
Równie dużo mamy ebooków, ale to głównie literatura zawodowa, że tak się wyrażę, w moim wypadku historyczne i archeologiczne pozycje, niedostępne u nas, w obcych językach, pościągane z różnych dziwnych miejsc. Czyli generalnie są to pozycje, których nie mam szansy posiadać w wersji papierowej. Poza tym beletrystyka w jęz. niemieckim i greckim, czyli te lektury, na które szkoda nam miejsca na prawdziwym regale.
Ostatnie kilkanaście dni (od decyzji o przeprowadzce) to był dylemat - jakie książki zabrać do czytania ze sobą. Wszystkich, których jeszcze nie przeczytałam, a mam w papierowej wersji nie da się po prostu fizycznie zabrać.
Udało mi się zdobyć część tytułów w formie elektronicznej, więc mam wersje niejako podwójne - papierową i elektroniczną.
I tu mnie nachodzi dylemat, czy ukochanych autorów mogę mieć tylko w wersji ebookowej, czy nie. Każdy mol książkowy ma chociaż kilku ulubionych pisarzy, których książki gromadzi, ustawia równiutko na półeczce etc. Są to książki, które bezdyskusyjnie po prosu MUSI mieć. Nie wyobrażam sobie mieć np. Mankella czy Shawa tylko w wersji elektronicznej. Mimo doceniania czytnika i ebooków, wygody z nimi związanej, zalet dla środowiska naturalnego, papierowej książki jednak u mnie nic nie wyprze.
A jak to wygląda u was? Wyobrażacie sobie nie mieć książek papierowych na półkach (no powiedzmy poza standardową klasyką), książki ukochanego pisarza mieć tylko w wersji elektronicznej? Na ile czytniki usunęły u was książki papierowe w kąt (pytanie oczywiście do osób mających czytniki).
Chyba trochę namotałam:) To od greckiego słońca, ale mam nadzieję, że sens wyłapaliście:)
Pozdrawiam:)
Spotkanie pod Skałą - Tadeusz A. Kisielewski, Mariusz Kata
Wydawnictwo Rebis, 224s., Ocena 5/6
Urlopowa recenzja mojego męża.
Spotkanie pod Skałą, to doskonała powieść szpiegowsko-sensacyjna z niezwykle silnym wątkiem polskim. Cechą charakterystyczną opowieści jest perfekcyjne wymieszanie faktów historycznych z literacką fikcją. Książka wydano nie bez kozery latem tego roku, prawie dokładnie w 70. rocznicę śmierci gen. Sikorskiego. Generał zginął w Gibraltarze 04 lipca 1943r. podczas powrotu z inspekcji sił Armii Polskiej na Wschodzie. Razem z nim w katastrofie samolotu, który spadł do morza o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, zginęła jego córka (według wersji oficjalnej) i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz podobno siedem innych osób (kilku ciał nie odnaleziono).
Autorzy (jeden historyk, drugi filmowiec) wybornie zadbali o wierne oddanie detali epoki i okresu II wojny światowej. Bardzo przystępnie, nawet dla całkowity laików w zakresie historii, snują opowieść o tygodniach poprzedzających zamach, opowiadają o samym generale i jego córce oraz najbliższych współpracownikach. Wojenne stolice - Berlin, Moskwa, Londyn, ożywają na kartach powieści niczym w najlepszym historycznym filmie.
Ogromnym plusem książki są niezwykle wyraziści, w dużej części prawdziwi bohaterowie. Postacie prawdziwe mieszają się z tymi fikcyjnymi. Wszystko jednak jest tak dograne, połączone ze sobą, że idealnie się zazębia, brak jakichkolwiek zgrzytów.
Brawa należą się autorom za odmalowanie sylwetek dwójki szpiegów (rosyjskiego i niemieckiego) oraz generała Sikorskiego.
Jednak najciekawszą postacią jest córka generała Sikorskiego, Zofia Leśniowska, która od samego początku wojny trwała przy ojcu. Była dla niego nie tylko córką, ale i szefem jego gabinetu oraz tłumaczem.Bardzo ciekawie odmalowana, niezwykle silna, inteligentna, ale i kobieca postać.
Katastrofa lotnicza w Gibraltarze, w której zginął generał Władysław Sikorski pozostaje jedną z niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego zagadek II wojny światowej. Na ile mroki tajemnicy udało się rozwiać Kisielewskiemu i Kacie? Sami musicie się przekonać w trakcie lektury książki.
Czyta się ją doskonale, jest to wiec wymarzona lektura np. na dłuższą podróż, ale nie tylko.
Urlopowa recenzja mojego męża.
Spotkanie pod Skałą, to doskonała powieść szpiegowsko-sensacyjna z niezwykle silnym wątkiem polskim. Cechą charakterystyczną opowieści jest perfekcyjne wymieszanie faktów historycznych z literacką fikcją. Książka wydano nie bez kozery latem tego roku, prawie dokładnie w 70. rocznicę śmierci gen. Sikorskiego. Generał zginął w Gibraltarze 04 lipca 1943r. podczas powrotu z inspekcji sił Armii Polskiej na Wschodzie. Razem z nim w katastrofie samolotu, który spadł do morza o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, zginęła jego córka (według wersji oficjalnej) i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz podobno siedem innych osób (kilku ciał nie odnaleziono).
Autorzy (jeden historyk, drugi filmowiec) wybornie zadbali o wierne oddanie detali epoki i okresu II wojny światowej. Bardzo przystępnie, nawet dla całkowity laików w zakresie historii, snują opowieść o tygodniach poprzedzających zamach, opowiadają o samym generale i jego córce oraz najbliższych współpracownikach. Wojenne stolice - Berlin, Moskwa, Londyn, ożywają na kartach powieści niczym w najlepszym historycznym filmie.
Ogromnym plusem książki są niezwykle wyraziści, w dużej części prawdziwi bohaterowie. Postacie prawdziwe mieszają się z tymi fikcyjnymi. Wszystko jednak jest tak dograne, połączone ze sobą, że idealnie się zazębia, brak jakichkolwiek zgrzytów.
Brawa należą się autorom za odmalowanie sylwetek dwójki szpiegów (rosyjskiego i niemieckiego) oraz generała Sikorskiego.
Jednak najciekawszą postacią jest córka generała Sikorskiego, Zofia Leśniowska, która od samego początku wojny trwała przy ojcu. Była dla niego nie tylko córką, ale i szefem jego gabinetu oraz tłumaczem.Bardzo ciekawie odmalowana, niezwykle silna, inteligentna, ale i kobieca postać.
Katastrofa lotnicza w Gibraltarze, w której zginął generał Władysław Sikorski pozostaje jedną z niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego zagadek II wojny światowej. Na ile mroki tajemnicy udało się rozwiać Kisielewskiemu i Kacie? Sami musicie się przekonać w trakcie lektury książki.
Czyta się ją doskonale, jest to wiec wymarzona lektura np. na dłuższą podróż, ale nie tylko.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Ciemne sekrety - Hans Rosenfeldt, Michael Hjorth
Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 488 s., Moja ocena 5,5/6
Doskonały kryminał z silnym wątkiem psychologicznym. Ale po kolei.
Västerå, średniej wielkości szwedzkie miasto. Tam toczy się akcja Ciemnych sekretów.
Książka rozpoczyna się z pozoru banalnym wydarzeniem, ot nastolatek nie wraca do domu. Ale przecież wielu nie wraca. Może się gdzieś zasiedział, może pokłócił z matką, może uciekł, może... Policjanci lekceważą sprawę i zgłoszenie nie jest traktowane priorytetowo. W efekcie poszukiwania rozpoczynają się dopiero dwa dni później.Znalezione zostają bestialsko okaleczone zwłoki chłopca. Kto to zrobił? Dlaczego? Czy gdyby od razu sprawie nadano odpowiednią wagę udałoby się ocalić Rogera?
Bardzo szybko okazuje się, iż miejscowa, małomiasteczkowa policja niezbyt daje sobie radę z poważnym śledztwem. Na pomoc wezwani zostają policjanci z Krajowej Policji Kryminalnej. Dochodzenie nabiera tempa, można śmiało powiedzieć, że rusza z kopyta.Wszystko zaczyna się kręcić, prowadzić do elitarnej szkoły, za jaką chce uchodzić placówka, do której uczęszczał Roger. Jednak śledczy napotykają na mur niechęci zarówno ze strony kolegów ofiary, jak dyrektora szkoły, dla którego dobre imię kierowanej przez niego placówki jest najważniejsze. Co takiego kryje się za murami prestiżowego liceum? Czy śmierć Rogera ma faktycznie coś wspólnego ze szkołą?
Na scenę wkracza Sebastian Bergman. Przyznam się, że bardziej poranionego przez życie, z popapraną psychiką bohatera dawno nie spotkałam. Jest mroczny, nawet jak na skandynawskich bohaterów po przejściach. Lekoman, który stracił rodzinę, codziennie z trudem stawający do boju z życiem i tym, co ono niesie. Do Västerås przybywa, żeby opróżnić i sprzedać dom po niedawno zmarłych rodzicach. Szybko okazuje się, że to nie wszystko, co na niego czeka. Los, a w zasadzie przeszłość przyszykowały dla niego wiele niespodzianek. Sebastian wkroczy w sam środek śledztwa w sprawie zabójstwa Rogera. Dlaczego to zrobi? Czy, jako były psycholog pomoże policjantom, czy wręcz przeciwnie?
Trudny jest sam Sebastian i niezmiernie trudne i bolesne są relacje z nim. Jest to człowiek, który stracił jedyną rodzinę jaką miał - żonę i córeczkę. Rodziców stracił już dawno temu, w momencie, gdy po raz pierwszy go skrzywdzili. Tragiczna, a jednocześnie mocno, ale to bardzo mocno irytująca postać.
I chociażby dla samego Bergmana warto po tę książkę sięgnąć. Wątek kryminalny też jest ważny i bardzo dobry, ale to postacie tworzą to coś, sprawiają, że od lektury nie można się oderwać.
Bergman nie jest jedynym ciekawym i odrobinkę popapranym bohaterem Ciemnych sekretów, ale zdecydowanie najbardziej pokręconym, skrzywdzonym przez życie i co tu ukrywać - irytującym.
Książka jest doskonała, świetnie napisana, trzyma w napięciu. Jeżeli lubicie skandynawskie klimaty, ciekawych bohaterów, doskonale zarysowane tło społeczne i odkrywanie genezy zbrodni krok po kroku, bez wątpienia jest to lektura dla was.
Doskonały kryminał z silnym wątkiem psychologicznym. Ale po kolei.
Västerå, średniej wielkości szwedzkie miasto. Tam toczy się akcja Ciemnych sekretów.
Książka rozpoczyna się z pozoru banalnym wydarzeniem, ot nastolatek nie wraca do domu. Ale przecież wielu nie wraca. Może się gdzieś zasiedział, może pokłócił z matką, może uciekł, może... Policjanci lekceważą sprawę i zgłoszenie nie jest traktowane priorytetowo. W efekcie poszukiwania rozpoczynają się dopiero dwa dni później.Znalezione zostają bestialsko okaleczone zwłoki chłopca. Kto to zrobił? Dlaczego? Czy gdyby od razu sprawie nadano odpowiednią wagę udałoby się ocalić Rogera?
Bardzo szybko okazuje się, iż miejscowa, małomiasteczkowa policja niezbyt daje sobie radę z poważnym śledztwem. Na pomoc wezwani zostają policjanci z Krajowej Policji Kryminalnej. Dochodzenie nabiera tempa, można śmiało powiedzieć, że rusza z kopyta.Wszystko zaczyna się kręcić, prowadzić do elitarnej szkoły, za jaką chce uchodzić placówka, do której uczęszczał Roger. Jednak śledczy napotykają na mur niechęci zarówno ze strony kolegów ofiary, jak dyrektora szkoły, dla którego dobre imię kierowanej przez niego placówki jest najważniejsze. Co takiego kryje się za murami prestiżowego liceum? Czy śmierć Rogera ma faktycznie coś wspólnego ze szkołą?
Na scenę wkracza Sebastian Bergman. Przyznam się, że bardziej poranionego przez życie, z popapraną psychiką bohatera dawno nie spotkałam. Jest mroczny, nawet jak na skandynawskich bohaterów po przejściach. Lekoman, który stracił rodzinę, codziennie z trudem stawający do boju z życiem i tym, co ono niesie. Do Västerås przybywa, żeby opróżnić i sprzedać dom po niedawno zmarłych rodzicach. Szybko okazuje się, że to nie wszystko, co na niego czeka. Los, a w zasadzie przeszłość przyszykowały dla niego wiele niespodzianek. Sebastian wkroczy w sam środek śledztwa w sprawie zabójstwa Rogera. Dlaczego to zrobi? Czy, jako były psycholog pomoże policjantom, czy wręcz przeciwnie?
Trudny jest sam Sebastian i niezmiernie trudne i bolesne są relacje z nim. Jest to człowiek, który stracił jedyną rodzinę jaką miał - żonę i córeczkę. Rodziców stracił już dawno temu, w momencie, gdy po raz pierwszy go skrzywdzili. Tragiczna, a jednocześnie mocno, ale to bardzo mocno irytująca postać.
I chociażby dla samego Bergmana warto po tę książkę sięgnąć. Wątek kryminalny też jest ważny i bardzo dobry, ale to postacie tworzą to coś, sprawiają, że od lektury nie można się oderwać.
Bergman nie jest jedynym ciekawym i odrobinkę popapranym bohaterem Ciemnych sekretów, ale zdecydowanie najbardziej pokręconym, skrzywdzonym przez życie i co tu ukrywać - irytującym.
Książka jest doskonała, świetnie napisana, trzyma w napięciu. Jeżeli lubicie skandynawskie klimaty, ciekawych bohaterów, doskonale zarysowane tło społeczne i odkrywanie genezy zbrodni krok po kroku, bez wątpienia jest to lektura dla was.
niedziela, 4 sierpnia 2013
KONKURS - Komu książkę, komu?
Dzięki uprzejmości przemiłej Pani Joli z Wydawnictwa Oficynka, przed wyjazdem do Grecji dostałam dodatkowy egzemplarz nowej książki Pawła Jaszczuka, Ochronka Anioła Stróża.
Wklejam streszczenie książki ze strony wydawcy, ja jeszcze nie czytałam, ale przyznacie, że zapowiada się interesująco.
Wzięty pisarz Piotr Magnus ogłasza koniec swojej kariery pisarskiej. Zmęczony wieczorną wędrówką po krakowskim Kazimierzu, wraca do hotelu, by tam dowiedzieć się, że z powodu awarii zostanie przeniesiony do nieczynnego hotelu, którego będzie pierwszym gościem. Za przenosinami kryje się tajemnica. Otóż właściciel hotelu zleca Magnusowi napisanie swojej biografii. Podjęcie się tego zadania oznacza dla pisarza samotną wędrówkę po pełnym zagadek, niedopowiedzeń i symboli świecie swego pracodawcy. Co go czeka u jej kresu?
Jednym egzemplarzem postanowiłam się z wami podzielić.
Ale, żeby nie było za łatwo jest też pytanie konkursowe, ale łatwe, spokojnie....poleć mi przynajmniej jeden tytuł polskiej powieści grozy, thrillera (książki, która mnie przerazi) z krótkim (1-2 zdania) dlaczego akurat tę książkę mi polecacie.
Proszę też o napisanie w komentarzach tutaj, w tym wątku, kto wysłał emaila. Nieraz wpadają do spamów (ach ta gazetowa poczta) i mogę nie zauważyć:)
Odpowiedzi proszę przysyłać na mój email anetapzn@gazeta.pl do 11 sierpnia br. do godz. 23.59.
W komisji zasiadam tylko ja anetapzn:)
I moja ręka będzie losować zwycięzcę, bo będzie losowanie, a tak. No bo jak ja inaczej mam wybrać zwycięzcę? Ogłoszenie wyników w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu, czyli do 17 sierpnia br. Wysłanie książki także w ciągu tygodnia od otrzymania adresu na email anetapzn@gazeta.pl listem poleconym. Wysyłka tylko na terenie Polski.
Pozdrawiam z plaży:) Post ustawiłam skoro świt, a teraz najpewniej lenimy się na plaży, albo kąpiemy w ciepłym greckim morzu:)
Wklejam streszczenie książki ze strony wydawcy, ja jeszcze nie czytałam, ale przyznacie, że zapowiada się interesująco.
Wzięty pisarz Piotr Magnus ogłasza koniec swojej kariery pisarskiej. Zmęczony wieczorną wędrówką po krakowskim Kazimierzu, wraca do hotelu, by tam dowiedzieć się, że z powodu awarii zostanie przeniesiony do nieczynnego hotelu, którego będzie pierwszym gościem. Za przenosinami kryje się tajemnica. Otóż właściciel hotelu zleca Magnusowi napisanie swojej biografii. Podjęcie się tego zadania oznacza dla pisarza samotną wędrówkę po pełnym zagadek, niedopowiedzeń i symboli świecie swego pracodawcy. Co go czeka u jej kresu?
Jednym egzemplarzem postanowiłam się z wami podzielić.
Ale, żeby nie było za łatwo jest też pytanie konkursowe, ale łatwe, spokojnie....poleć mi przynajmniej jeden tytuł polskiej powieści grozy, thrillera (książki, która mnie przerazi) z krótkim (1-2 zdania) dlaczego akurat tę książkę mi polecacie.
Proszę też o napisanie w komentarzach tutaj, w tym wątku, kto wysłał emaila. Nieraz wpadają do spamów (ach ta gazetowa poczta) i mogę nie zauważyć:)
Odpowiedzi proszę przysyłać na mój email anetapzn@gazeta.pl do 11 sierpnia br. do godz. 23.59.
W komisji zasiadam tylko ja anetapzn:)
I moja ręka będzie losować zwycięzcę, bo będzie losowanie, a tak. No bo jak ja inaczej mam wybrać zwycięzcę? Ogłoszenie wyników w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu, czyli do 17 sierpnia br. Wysłanie książki także w ciągu tygodnia od otrzymania adresu na email anetapzn@gazeta.pl listem poleconym. Wysyłka tylko na terenie Polski.
Pozdrawiam z plaży:) Post ustawiłam skoro świt, a teraz najpewniej lenimy się na plaży, albo kąpiemy w ciepłym greckim morzu:)
piątek, 2 sierpnia 2013
Dlaczego zdradzamy? - Pamela Druckerman
Wydawnictwo Literackie, Okładka miękka, 335 s., Moja ocena 5,5/6
Pierwsza urlopowa recenzja, jeszcze na bieżąco.
Pamela Druckerman to amerykańska dziennikarka mieszkająca w Paryżu. Współpracowała z The Wall Street Journal, New York Timesa, The Washington Post i Marie Claire. Komentatorka w programach telewizyjnych, m.in. Today i Morning Edition. Na rynku wydawniczym zadebiutowała w 2007 r. książką Dlaczego zdradzamy.
Pamela Druckerman to amerykańska dziennikarka mieszkająca w Paryżu. Współpracowała z The Wall Street Journal, New York Timesa, The Washington Post i Marie Claire. Komentatorka w programach telewizyjnych, m.in. Today i Morning Edition. Na rynku wydawniczym zadebiutowała w 2007 r. książką Dlaczego zdradzamy.
Swoją książkę Druckerman zaczęła pisać tuż po seks aferze Lewinsky, która wstrząsnęła Ameryką.Co druga kobieta utożsamiała się ze zdradzaną Hilary Clinton, lub jej współczuła.
Zbieranie materiałów do książki połączone było z podróżami bez mała po całym świecie. Druckerman odwiedziła ponad 20 miast w 10 krajach. Czytała rubryki porad osobistych, ogłoszenia towarzyskie, prasowe doniesienia o romansach na całym świecie, w wielu językach. Rozmawiała z najbardziej znanymi seksuologami, psychiatrami, socjologamim historykami. Przeprowadziła wywiady z setkami cudzołożników i ich partnerów (partnerek). Książka jest wiec nie tylko studium zdrady samej w sobie, ale jej postrzeganiem przez ludzi na całym świecie. Autorka ukazuje, jak postrzeganie zdrady i jej akceptowanie lub nie, reakcja obu płci na niewierność partnera różnią się w zależności od kręgu kulturowego i wpojonych nam od kołyski wzorców.
Wg. Druckerman wpływ na zdradę ma wszystko, nawet pogoda. Z badań wynika, że
mieszkańcy ciepłych krajów są bardziej rozwiąźli. (Skandynawia i Petersburg należą do wyjątków).
mieszkańcy ciepłych krajów są bardziej rozwiąźli. (Skandynawia i Petersburg należą do wyjątków).
W trakcie lektury dowiadujemy się, która nacja jest najmniej wierna i, że wcale to nie są (jak się powszechnie sądzi) mieszkańcy USA. Jak podaje autorka, wiarygodny sondaż opublikowany w 2004 roku pokazuje, że w USA co najmniej
jednego skoku w bok w trakcie trwania małżeństwa dopuściło się 21%
mężczyzn i 12% kobiet, w sumie 16% małżonków. Podobnie jest w krajach Europy Zachodniej.
A dlaczego w ogóle zdradzamy? Co na ten temat mówią wyniki badań Druckerman? Otóż zdradzamy głównie z: nudów, z ciekawości, z chęci sprawdzenia swoich możliwości i umiejętności. To najczęstsze powody zdrady.
Książka jest niezwykle mądra, ale i zabawna, pouczająca. Jeżeli nie jesteście/byliście osobami zdradzającymi/zdradzanymi, to i tak jest to książka dla was. Na pewno przy jej lekturze miło spędzicie czas, a tak:). Wiele z książki się dowiecie, na pewno kilka razy uśmiechniecie (gdy np. przeczytacie o reakcjach zdradzanych, o ich zemstach:)), a nawet w głos roześmiejecie.
Ta swoista mapa niewierności, jaką jest książka Pameli Druckerman, to doskonała lektura nie tylko na lato, to obowiązkowa lektura dla wszystkich.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rocznica Powstania Warszawskiego
01 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie warszawskie. Była to największa
akcja zbrojna podziemia w okupowanej przez Niemców Europie.
Przez 63 dni żołnierze Armii Krajowej prowadzili heroiczną i
osamotnioną walkę, której celem była niepodległa Polska, wolna
od niemieckiej okupacji i dominacji sowieckiej. Dowództwo Armii Krajowej zakładało, że Armii Czerwonej
zależeć będzie ze względów strategicznych na szybkim zajęciu
Warszawy. Przewidywano, że kilkudniowe walki zostaną
zakończone przed wejściem do miasta sił sowieckich. Oczekiwano
również pomocy ze strony aliantów zachodnich. Wiadomo, jaki był efekt tych oczekiwań.
01 sierpnia 1944 r. do walki w stolicy przystąpiło ok. 40-50 tys. powstańców. Zaledwie co czwarty z nich mógł liczyć na to, że rozpocznie ją z bronią w ręku.
Na wieść o powstaniu w Warszawie Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler wydał rozkaz, w którym stwierdzał: Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.
Przez 63 dni żołnierze AK prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki "Jarecki" i ppłk Zygmunt Dobrowolski "Zyndram" podpisali w kwaterze SS-Obergruppenfuehrera Ericha von dem Bacha w Ożarowie akt kapitulacji powstania warszawskiego.
W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Poległo lub zaginęło również około 2,3 tys. żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego gen. Zygmunta Berlinga, którzy usiłowali pomóc walczącej stolicy.
Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono z miasta, które po powstaniu zostało niemal całkowicie zburzone. Specjalne oddziały niemieckie, używając dynamitu i ciężkiego sprzętu, jeszcze przez ponad trzy miesiące metodycznie niszczyły resztki ocalałej zabudowy.
Do niemieckiej niewoli poszło ponad 15 tys. powstańców, w tym 2 tys. kobiet, oraz niemal całe dowództwo AK, z gen. Komorowskim (mianowanym przez prezydenta W. Raczkiewicza 30 września 1944 r. Naczelnym Wodzem), gen. Tadeuszem Pełczyńskim i gen. Antonim Chruścielem na czele.
Różne są oceny powstania, jego zasadności. Moim zdaniem, ludzi, którzy 69 lat temu chwycili za broń nie ma prawa nikt oceniać, bo nikt nie jest i nie będzie na ich miejscu. Wierzyli, że dostaną pomoc, wierzyli, że robią słusznie, wierzyli, że im się uda. I chociażby za to należy im się szacunek i pamięć.
Poniżej zwiastun wstrząsającego filmu Powstanie Warszawskie. Jest to pierwszy na świecie film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych, opowiadający o tytułowym wydarzeniu poprzez historię dwóch młodych reporterów, świadków powstańczych walk. Film wykorzystuje autentyczne kroniki filmowe z sierpnia 1944 r. Posiłkując się nowoczesną technologią koloryzacji i rekonstrukcji materiałów audiowizualnych oraz zapraszając do współpracy grupę znamienitych twórców, jego autorzy zrealizowali projekt, który nie ma odpowiednika w skali światowej.
6 godzin oryginalnych kronik z Powstania Warszawskiego, 6 miesięcy pracy, zespół konsultantów ds. militariów, ubioru, architektury, również urbanistów, varsavianistów i historyków, 1000 godzin konsultacji kolorystycznych, 1200 ujęć, 1440 godzin koloryzacji i rekonstrukcji, 112000 wybranych klatek, 648000 minut rekonstrukcji, 22971520 megabajtów danych - to tylko niektóre liczby pozwalające uświadomić sobie, choćby częściowo, ogromny nakład pracy i środków włożonych w realizację projektu „Powstanie Warszawskie". Efektem jest 90 minut wstrząsającego filmu, który ukazuje Powstanie Warszawskie z niespotykanym dotąd realizmem.
Powstanie Warszawskie ujrzy już niedługo światło dzienne dzięki Janowi Ołdakowskiemu, dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, i Piotrowi Śliwowskiemu, kierownikowi Sekcji Historycznej MPW. Reżyserem obrazu jest Jan Komasa. Na potrzeby współczesnej produkcji dialogi napisali Joanna Pawluśkiewicz i Michał Sufin. W projekt zaangażowani zostali także aktorzy: Maciej Nowicki, Michał Żurawski, Kamila Baar, Mirosław Zbrojewicz oraz Antoni Królikowski, którzy użyczyli swych głosów bohaterom filmu. Nad koloryzacją materiałów zdjęciowych czuwał uznany polski autor zdjęć Piotr Sobociński jr. Scenariusz stworzyli Jan Ołdakowski, Piotr Śliwowski oraz Jan Komasa. Za montaż odpowiadały Milenia Fiedler i Joanna Brühl. Muzykę stworzył Bartosz Chajdecki.
Źródłoznawstwo:
www.wp.pl
www.niezalezna.pl
Władysław Bartoszewski: Dni walczącej stolicy. Kronika powstania warszawskiego. Warszawa: Świat Książki, 2008.
Gregor Dallas: Zatruty Pokój. Wrocław: Bukowy Las, 2012.
01 sierpnia 1944 r. do walki w stolicy przystąpiło ok. 40-50 tys. powstańców. Zaledwie co czwarty z nich mógł liczyć na to, że rozpocznie ją z bronią w ręku.
Na wieść o powstaniu w Warszawie Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler wydał rozkaz, w którym stwierdzał: Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.
Przez 63 dni żołnierze AK prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki "Jarecki" i ppłk Zygmunt Dobrowolski "Zyndram" podpisali w kwaterze SS-Obergruppenfuehrera Ericha von dem Bacha w Ożarowie akt kapitulacji powstania warszawskiego.
W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Poległo lub zaginęło również około 2,3 tys. żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego gen. Zygmunta Berlinga, którzy usiłowali pomóc walczącej stolicy.
Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono z miasta, które po powstaniu zostało niemal całkowicie zburzone. Specjalne oddziały niemieckie, używając dynamitu i ciężkiego sprzętu, jeszcze przez ponad trzy miesiące metodycznie niszczyły resztki ocalałej zabudowy.
Do niemieckiej niewoli poszło ponad 15 tys. powstańców, w tym 2 tys. kobiet, oraz niemal całe dowództwo AK, z gen. Komorowskim (mianowanym przez prezydenta W. Raczkiewicza 30 września 1944 r. Naczelnym Wodzem), gen. Tadeuszem Pełczyńskim i gen. Antonim Chruścielem na czele.
Różne są oceny powstania, jego zasadności. Moim zdaniem, ludzi, którzy 69 lat temu chwycili za broń nie ma prawa nikt oceniać, bo nikt nie jest i nie będzie na ich miejscu. Wierzyli, że dostaną pomoc, wierzyli, że robią słusznie, wierzyli, że im się uda. I chociażby za to należy im się szacunek i pamięć.
Poniżej zwiastun wstrząsającego filmu Powstanie Warszawskie. Jest to pierwszy na świecie film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych, opowiadający o tytułowym wydarzeniu poprzez historię dwóch młodych reporterów, świadków powstańczych walk. Film wykorzystuje autentyczne kroniki filmowe z sierpnia 1944 r. Posiłkując się nowoczesną technologią koloryzacji i rekonstrukcji materiałów audiowizualnych oraz zapraszając do współpracy grupę znamienitych twórców, jego autorzy zrealizowali projekt, który nie ma odpowiednika w skali światowej.
6 godzin oryginalnych kronik z Powstania Warszawskiego, 6 miesięcy pracy, zespół konsultantów ds. militariów, ubioru, architektury, również urbanistów, varsavianistów i historyków, 1000 godzin konsultacji kolorystycznych, 1200 ujęć, 1440 godzin koloryzacji i rekonstrukcji, 112000 wybranych klatek, 648000 minut rekonstrukcji, 22971520 megabajtów danych - to tylko niektóre liczby pozwalające uświadomić sobie, choćby częściowo, ogromny nakład pracy i środków włożonych w realizację projektu „Powstanie Warszawskie". Efektem jest 90 minut wstrząsającego filmu, który ukazuje Powstanie Warszawskie z niespotykanym dotąd realizmem.
Powstanie Warszawskie ujrzy już niedługo światło dzienne dzięki Janowi Ołdakowskiemu, dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, i Piotrowi Śliwowskiemu, kierownikowi Sekcji Historycznej MPW. Reżyserem obrazu jest Jan Komasa. Na potrzeby współczesnej produkcji dialogi napisali Joanna Pawluśkiewicz i Michał Sufin. W projekt zaangażowani zostali także aktorzy: Maciej Nowicki, Michał Żurawski, Kamila Baar, Mirosław Zbrojewicz oraz Antoni Królikowski, którzy użyczyli swych głosów bohaterom filmu. Nad koloryzacją materiałów zdjęciowych czuwał uznany polski autor zdjęć Piotr Sobociński jr. Scenariusz stworzyli Jan Ołdakowski, Piotr Śliwowski oraz Jan Komasa. Za montaż odpowiadały Milenia Fiedler i Joanna Brühl. Muzykę stworzył Bartosz Chajdecki.
www.wp.pl
www.niezalezna.pl
Władysław Bartoszewski: Dni walczącej stolicy. Kronika powstania warszawskiego. Warszawa: Świat Książki, 2008.
Gregor Dallas: Zatruty Pokój. Wrocław: Bukowy Las, 2012.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)



.jpg)
