Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo trio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo trio. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 września 2013

Rwanda - Joanna Bar

Wydawnictwo Trio, Okładka miękka, 274s., Ocena 6/6
Recenzja mojego męża, miłośnika historii XX wieku.


Rwanda, to kraj w Afryce, o którym zrobiło się głośno kilkanaście lat temu na skutek ludobójstwa jakie dokonało się w trakcie konfliktu między Hutu i Tutsi. Joanna Bator przedstawia nam nie tylko samą wojnę domową, która miała miejsce w latach 1990-93 i ludobójstwo z 1994r., ale przede wszystkim cały ciąg wydarzeń historycznych i społecznych, powiązań kulturowych, które doprowadziły do w/w wydarzeń. Autorka ukazuje, jak długą drogę przebyła Rwanda w II połowie XX wieku - od kolonizacji do bolesnego odzyskiwania niepodległości. Opisuje także, co było początkiem odwiecznego konfliktu między dwoma plemionami, miedzy Hutu i Tutsi. Jak udowadnia autorka, zrozumienie konfliktu, jego przyczyn i przebiegu, jest niemożliwe bez poznania i analizy stosunków wewnątrz kraju, zależności i zawirowań historycznych. Warto sięgnąć po książkę i poznać historię Rwandy, tym bardziej, iż jednym z pierwszych Europejczyków, którym na początku XX wieku zezwolono na przeprowadzenie badań w tym kraju, był nasz rodak, antropolog Jan Czekanowski.
Książka napisana jest językiem przystępnym i mimo trudnej tematyki czyta się ją bardzo dobrze.
Cennym uzupełnieniem są zdjęcia, które jednak nie epatują okrucieństwem, nie ukazują ofiar masakry z 1994r., prezentują za to sam kraj i osoby, które odegrały ważną rolę w różnych etapach historii.
Trudno napisać coś więcej o książce, która jest tak unikalną i niezwykle ważną pozycją.
Seria Historia państw świata w XX i XXI wieku, w której Rwanda została wydana, to doskonała merytorycznie, napisana przystępnym językiem, potrzebna seria. Zachęcam do sięgania po kolejne jej tomy, tym bardziej, iż autorzy książek to wybitni historycy, politolodzy, badacze. W sposób zwięzły, przystępny prezentują oni materiały dot. procesów i wydarzeń, które miały miejsce w wybranych krajach od końca II wojny światowej. Książki te to pasjonująca lektura, która może zmienić nasze spojrzenie na wiele wydarzeń.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Trzy dni zdjęciowe z Ireną Anders i Albinem Ossowskim - Maria Dłużewska

Wydawnictwo Trio, Okładka miękka, 172 s., Moja ocena 5/6
Książka ta to reportaż opowiadający przebieg trzech dni spędzonych przez przez ekipę filmową w Londynie w domu Ireny Anders - wdowy po generale Władysławie Andersie. Jej gościem jest Albin Ossowski; w 1945r. zagrali parę narzeczonych w filmie Wielka droga opowiadającym historię 2 Korpusu Armii Andersa. 
Film opowiada losy ludzi wysiedlonych w 1939r. na Kołymę. Głowni bohaterowie to Adam i Irena. Poznali się jeszcze przed wojną we Lwowie. Mieli wspólne plany na przyszłość. oboje zostają wysiedleni na Syberię. Ponownie spotykają się dopiero w czasie formowaniu polskiej armii. Adam walczy u boku gen. Andersa. Został ciężko ranny już w pierwszym natarciu pod Monte Cassino. Cały czas pamiętał o ukochanej z którą musiał się rozłączyć. Pielęgniarka, która opiekowała się nim w szpitalu polowym, znajduje przy mężczyżnie pamiętnik z zapiskami szczęśliwych dni spędzonych u boku ukochanej. Film ten jest dziś w zasadzie zapomniany, a szkoda. Jest to jedyny film nakręcony przed 1989r. ukazujący prawdziwe losy Polaków w trakcie okupacji hitlerowskiej. Nic dziwnego, że film nie doczekał się nigdy premiery w komunistycznej Polsce.

Ale wracajmy do książki... W ciągu tytułowych trzech dni dwójka bohaterów ogląda Wielka drogę. Za sprawą filmu wracają wspomnienia, zabawne wydarzenia, problemy związane z filmem etc. Wspominani są także aktorzy, którzy wzięli udział w filmie, a  z którymi Irenę Anders i Albina Ossowskiego rozdzieliły meandry historii. Wspomnienia związane z filmem są także bodżcem do snucia opowieści o przed- i powojennych losach dwójki tytułowych bohaterów. Książkę wzbogaca kilkadziesiąt notek biograficznych osób pojawiających w tekście oraz zdjęcia z filmu.
Bardzo ciekawe są wspomnienia autorki książki o dwójce tytułowych bohaterów:
Wspominając wdowę po gen. Andersie, Maria Dłużewska : Strasznie Irenę pokochałam, to absolutnie wyjątkowa osoba, bo nie dość, że piękna kobieta, to jeszcze z takim sznytem, z takim poczuciem humoru. Absolutnie niewiarygodna osoba. Nikt się nie dziwi, że generał stracił głowę. 

Irena Anders, źródło wikipedia
Wspominając pierwsze spotkanie z Albinem Ossowskim podkreśliła: Albin ma piękną kartę okupacyjną. Był w ZWZ, AK, uratował wielu Żydów, ale trauma Oświęcimia... On mówił: Poszedłem do psychiatry, a on mi powiedział - Myśl o czym innym, nic się z tym nie da zrobić. Nie jest się w stanie wyrzucić tych obrazów. Jak książka wyszła, to pojechałam do niego na Pomorze [Albin Ossowski wrócił do Polski dwa lata temu i osiadł na Pomorzu]. On to czytał w nocy, obudził mnie rano i mówi: Lżej mi w głowie, bo położyłem tę książkę koło łóżka w sypialni, i tak jakby się wszystko, te okropne rzeczy w tym przedmiocie, jakim jest książka, zamknęły. 
Trzy dni zdjęciowe... to w zasadzie nie książka, a bardziej scenariusz, zarys, skrypt z rozmów, wspomnień, urywków życia. Maria Dłużewska niczego nie wygładza, nie poprawia, można stwierdzić, że idzie na żywioł. Efekt tego jest taki, że w trakcie lektury mamy wrażenie uczestniczenia w rozmowie między dwojgiem niebanalnych postaci, wejścia w ich życie, w ich świat, w ich emocje, których w książce nie brakuje. 
Ozdobą są liczne zdjęcia i kadry z filmu Wielka droga.
Zapraszam do lektury.

sobota, 25 maja 2013

Wolin wczesnośredniowieczny część I - Błażej Stanisławski, Władysław Filipowiak

Wydawnictwo Trio, Okładka twarda, 379 s., Moja ocena 6/6
Książkę podczytywałam od kilku tygodni, kilka nocy dla niej zarwałam, ale było warto. Postanowiłam dzisiaj nadrobić zaległości recenzenckie w stosunku do tej pozycji, bo naprawdę warto po nią sięgnąć.
Książka ta należy do serii Origines Polonorum. Jej wydanie finansuje Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej. 
W ramach tej serii publikowane są monograficzne opracowania naukowe, powstałe w wyniku projektu badawczego Ziemie polskie na przełomie tysiącleci. 6. tom, który chciałabym wam zaprezentować poświęcony jest Wolinowi. 
Wolin jest położony na południowym skraju wyspy Wolin na Pomorzu Zachodnim, u ujścia Odry. Na początku średniowiecza był jednym z najważniejszych ośrodków w strefie nadbałtyckiej. Zamieszkiwała go głównie ludność słowiańska. Dzieje tego ośrodka obejmują okres od końca VIII w., aż po koniec wieku XII. Nic więc dziwnego, że od wielu wieków na Wolinie odkrywane są liczne zabytki archeologiczne. Znaleziska te, to przede wszystkim srebrne precjoza. Np. w 1755r. podczas kopania studni odkryto fragmenty monet arabskich. W 1795r. pod pniem drzewa znaleziono depozyt o wadze 100 g., w skład którego wchodziły 34 monety arabskie. W 1824r. w pobliżu miasta odkryto skarb o wadze prawie 0,5 kg. Składały się na niego srebrne monety oraz ozdoby pochodzące z mennic arabskich, z terenów Niemiec i Skandynawii. 
Naturalnym efektem w/w znalezisk stały się wykopaliska archeologiczne. Pierwsze prace miały miejsce pod koniec XIX w. Przyniosły one wiele ciekawych odkryć, jednak takie prawdziwe, naukowe prace badawcze rozpoczęto po II wojnie światowej. Prowadzone są one z przerwami do dziś.
Badania wykazały, że Wolin w okresie średniowiecza był jednym z najważniejszych słowiańskich ośrodków nadbałtyckich. Najstarsza osada, jak podają naukowcy, powstała u schyłku VIII w. Jednak pierwsze sto lat istnienia osady nacechowane było słabym rozwojem, w zasadzie stagnacją. Boom rozwojowy, czyli okres, który możemy określić mianem złotego wieku, przypadł na II połowę X w. i początek XI w. Wolin stał się wtedy potężnym ośrodkiem rzemieślniczym oraz centrum wymiany towarów i jednym z najważniejszych nad Bałtykiem węzłów komunikacyjnych.
Kres rozwoju miasta związany jest z najazdem króla Magnusa Dobrego w 1043r. Po tym wydarzeniu Wolin nigdy nie wrócił już do dawnej potęgi.  
Prowadzone przez wiele lat badania archeologiczne zaowocowały wieloma niezwykle ważnymi, wręcz przełomowymi odkryciami. Jakimi? Tego dowiecie się z niniejszej książki. 
Wolin wczesnośredniowieczny część I w fascynujący sposób gromadzi i prezentuje efekt wieloletnich badań wykopaliskowych. Jest to doskonałe kompedium wiedzy o Wolinie i odkryciach jakich na jego terenie dokonano. Dużo miejsca poświęcono rozwojowi osady oraz charakterystyce gospodarczej i kulturze życia codziennego mieszkańców Wolina. Czyli po ludzku - na podstawie odnalezionych fragmentów ceramiki i wyrobów z kości oraz drewna, badacze tłumaczą, jak żyli mieszkańcy Wolina, na jakie grupy społeczne i zawodowe się dzielili, co jedli, jakich naczyń i narzędzi używali na co dzień, a jakich od święta, w co się ubierali etc. 
Omówione są także metody obróbki poszczególnych surowców, m.in. kości, rogu, bursztynu. 
Poniżej, niewielka część wolińskich znalezisk, które zaprezentowane są w książce:
Cienkościenne naczynia
Grzebienie z poroża
Kamienna forma odlewnicza
Kłódki i klucze
Kolekcja militarów

Bardzo dokładnie omówiona jest także kolekcja uzbrojenia, która wydobyto z dna Dziwny. 
Najpiękniej jednak prezentują się liczne przedmioty bursztynowe, ich fotografie są wręcz bajeczne. Wyroby z bursztynu były zarówno swoistą lokatą pieniędzy, ozdobą jak i ówczesnym środkiem płatniczym. 
W książce zaprezentowane są nowe spojrzenia na osadę, na kulturę jego mieszkańców. Całkowicie odbiegają one od tego, czego o Wolinie uczono nas w szkołach. Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni.
Całość ozdobiona jest licznymi schematami, tabelkami, przypisami (znajdującymi się na tej samej stronie-ogromny plus) oraz zdjęciami znalezisk i samego grodu. Co istotne, przypisy są bardzo rozbudowane, pełne wyjaśnień i ciekawostek. Wiecie, że historia i książki historyczne to moja wielka ogromna pasja. Rzadko spotykam tak doskonale opracowane przypisy. Widać w tym rękę i serce prawdziwych badaczy i pasjonatów w jednym.
Książka napisana jest językiem prostym (jak na tego typu pracę) i pozwala na lekturę także osobom nie będącym historykami czy archeologami. 
Zdradzę wam, że dla mnie, jako archeologa z wykształcenia, lektura tej pozycji była doznaniem niesamowitym (wręcz archeologiczną ekstazą:)) i wspaniałą przygodą. Dawno nie spotkałam się z tak doskonałym i przejrzystym opracowaniem wieloletnich badań archeologicznych. 
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, tym bardziej, iż dotyczy ona ważnego, ale niestety mało znanego fragmentu naszej historii.  
Doskonałym uzupełnieniem jest bardzo bogata bibliografia, która osobom zainteresowanym tematyką pozwoli sięgnąć po kolejne pozycje. 
Plusem jest doskonałe wydanie zasługujące na najwyższą ocenę (brawo dla wydawnictwa) oraz fakt, iż część tekstu napisana jest w jęz. angielskim. W związku z  tym książka może być prezentem także dla osób słabo znających jęz. polski. 
Warto zapoznać się z wynikami badań naukowców, tym bardziej, że trwa praca nad filmem dokumentalnym o średniowiecznym Wolinie. Będzie on nosił tytuł Miasto zatopionych bogów. Premiera przewidziana jest na koniec 2013r. w TVP Historia. Będziemy mieli okazję poznać dzieje wczesnośredniowiecznego Wolina, największego portu Słowian nad Bałtykiem i jednego z większych miast ówczesnej Europy wschodniej. Prace nad filmem rozpoczęły się latem ubiegłego roku, od rejestrowania odkryć archeologicznych podczas prac na terenie budowy mariny w Wolinie.
Prace archeologiczne na Wolinie. Zdjęcie z archeowiesci.pl
 Autorami scenariusza filmu są Zdzisław Cozac i archeolog dr Andrzej Janowski. Za konsultację naukową odpowiadają: prof. Władysław Filipowiak, który badaniom Wolina poświęcił 60 lat życia oraz prof. Marian Rębkowski – szef Ośrodka Archeologii Średniowiecza Krajów Nadbałtyckich – Oddziału Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Szczecinie. Udział odtwórców historycznych w filmie koordynuje Wojciech Celiński – prezes Stowarzyszenia Centrum Słowian i Wikingów w Wolinie. Stowarzyszenie udostępnia także swój skansen, w którym będzie nagrywana większość inscenizacji. Jak wyjaśnia reżyser filmu, obraz wczesnośredniowiecznego Wolina w filmie będzie efektem konfrontacji źródeł pisanych z zabytkami odkrywanymi przez archeologów. 
Skansen na Wolinie. Zdjęcie z archeowiesci.pl
A ja czekam niecierpliwie na II tom fascynującej wyprawy po średniowiecznym Wolinie. Zgodnie z obietnicą autorów ma w nim być poruszona m.in. tematyka: przemian środowiska przyrodniczego wokół Wolina, umocnień grodu średniowiecznego, monet wczesnośredniowiecznych znalezionych na terenie grodziska, omówione zostaną port i żegluga średniowiecznego Wolina i wiele innych fascynujących zagadnień.
 

sobota, 22 grudnia 2012

Lwowska noc - Wiesław Hellak

Wydawnictwo Trio, Okładka twarda, 324 s., Moja ocena 6/6 
Na gorąco recenzja książki, którą dosłownie pochłonęłam.
Sięgając po książkę teoretycznie wiedziałam o czym ona jest, ale w praktyce nie byłam w najmniejszym stopniu przygotowana na to co mi autor zaserwował. A zaserwował wciągającą lekturę, która niesamowicie mnie poruszyła.
Tytułową lwowską nocą nie jest te kilka godzin od zmierzchu do świtu, a okres od wybuchu II wojny światowej do 1946r. Autor na przykładzie jednej polskiej rodziny opowiada zarówno dzieje miasta, jak i ludzi, którzy w nim mieszkali.

Akcja powieści rozpoczyna się nad ranem 01.09.1939r. gdy Ukraińcy podpalają maszt z flagą Polski stojący przed szkołą. Dalej akcja biegnie poprzez wkroczenie Niemców do Lwowa, okrutne rzezie nacjonalistów ukraińskich, aż po wkroczenie teoretycznie wybawców, czyli Armii Czerwonej.
Przez te kilka lat zarówno miasto, jak i jego mieszkańcy przechodzili z rąk do rąk, z jednej kaźni do drugiej. Okrucieństwo było to samo, zmieniał się tylko oprawca.
Głównym bohaterem jest polski nauczyciel Józef Sztendera. Na przykładzie jego i jego rodziny śledzimy losy, jakich doświadczała większość mieszkańców Lwowa. Jesteśmy świadkami niszczenia zarówno miasta, jak i ludzi. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena mordu na lwowskich profesorach.
Józef wraz z rodziną przechodzi wiele, ale mimo ciągłego zagrożenia życia, miotany pomiędzy trzema wrogami, ma jeszcze odwagę ratować swoich żydowskich sąsiadów. Za tę decyzję jego rodzina zapłaci niestety bardzo wysoką cenę.
Co mnie najbardziej urzekło w Lwowskiej nocy to podejście autora do wydarzeń historycznych, a dokładniej ujmując- niezajmowanie stanowiska, nieosądzanie. Hellak nie opowiada się po żadnej ze stron, nie wskazuje kto miał rację, a kto nie. Dla niego liczą się ludzie i ich losy, nie istotne jakiej narodowości była ofiara, najgorsze, że w ogóle taka rola jej przypadła.
W mistrzowski sposób autor pokazuje narastającą grozę i nienawiść między ludźmi, eskalację emocji, a przy tym dobro, które wiele osób potrafiło zachować w sobie i okazać drugiej osobie.
Całość mimo trudnej tematyki czyta się szybko i nie można się od książki oderwać.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Wiesława Helaka, ale niezwykle udane.
Lwowska noc, to książka, którą musicie przeczytać i niech was nie przeraża trudna tematyka – to mimo wszystko piękna opowieść o przyjażni, honorze i wzajemnej miłości.

Krótka recenzja, bo o tej książce nie da się dużo napisać, wszystko byłoby banałem, trzeba ją po prostu samemu przeczytać.

wtorek, 2 października 2012

Od konsumpcji do konspiracji, czyli warszawskie lokale gastronomiczne 1939-1944. - Anna Strzeżek

Wydawnictwo Trio, Okładka miękka, 232 s., Moja ocena 5,5/6
Bary, restauracje i kawiarnie od zawsze pełniły istotną rolę w życiu społeczeństwa. Tam plotkowano, jedzono, wymieniano się informacjami, odpoczywano. Bywanie w lokalach było standardem. Wojna, która gwałtownie wtargnęła w życie Polaków, wymusiła pewne przemiany w ich codziennej egzystencji.
Książka jest o tyle cenna, że choć pozycji traktujących o II wojnie światowej jest na rynku ogromna ilość (jako żona wielbiciela tematyki wojennej wiem to najlepiej) jednak ilość dot. sfery nie militarnej jest niewielka, a traktujących o gastronomii bardzo znikoma. Tak się utarło, że w pozycjach dot. tematyki wojennej, kwestia militarna jest ważniejsza niż społeczna, kulturalna, czy gastronomiczna.
Autorka swoją opowieść rozpoczyna już w dwudziestoleciu międzywojennym i płynnie przechodzi do okresu okupacji. Opisuje dosyć szczegółowo same lokale, zasady ich funkcjonowania, obsługę, menu, gości i dodatkowe atrakcje, jakie te przybytki oferowały swoim gościom. A wbrew pozorom, mimo iż na ulicach szalała wojenna zawierucha, atrakcji gastronomicznych (nie tylko kulinarnych) w okupowanej Warszawie nie brakowało.Wielu mieszkańców Warszawy nie zrezygnowało z odwiedzania kin, rewii, lokali gastronomicznych i prowadzenia, choć w minimalnym stopniu, przedwojennego życia towarzyskiego.

Autorka udowadnia, że mimo szalejącej wojennej zawieruchy, życie nadal się toczyło, a każdy szukał w tym czasie choć odrobiny normalności. W tym czasie restauracje, bary i kawiarnie zaczęły pełnić dodatkowe funkcje (m.in. komórki konspiracyjne i „czarnorynkowa kawiarniana giełda”). Ciekawostką są też informacje dotyczące funkcjonowania lokali „Nur für Polen” i „Nur für Deutsche”. Brak w książce za to analizy dot. lokali tylko dla Żydów, ale dlaczego to wyjaśnia sama autorka w przedmowie. Jako rzetelny historyk opiera swoje badania na rzeczowej analizie obwieszczeń, rozporządzeń, artykułów, umów etc. Licznie przytacza fragmenty artykułów prasowych i w/w dokumentów. Podaje także niektóre przepisy, które weszły w życie po wybuchu II wojny światowej. Część z nich może nam się wydawać lekko anachroniczna, czytając o innych uśmiechniemy się, jak np. ja to zrobiłam w trakcie lektury przepisu, który wszedł w życie tuż po wybuchu II wojny światowej, a określał dozwoloną i jedyną słuszną gęstość potrawy Eintopf:).
Warszawskie lokale gastronomiczne oprócz funkcji żywieniowej i artystycznej miały także inne zadania, np. charytatywne. Wiele z lokali organizowało zbiórki i wysyłało paczki do obozów jenieckich czy koncentracyjnych. Artyści występujący w lokalach organizowali często koncerty charytatywne w celu zebrania środków na pomoc dla potrzebujących. Inny z lokali pełnił funkcję tajnej poczty.
W książce poruszane jest także wiele innych bardzo ciekawych zagadnień, o których pisząc o II wojnie światowej czy czytając o niej, na ogół się zapomina.
Ogromne plusy książki, to oprócz ciekawie wręcz fascynująco zaserwowanych informacji, liczne przypisy znajdujące się u dołu strony, co dla mnie jest ogromnym plusem, nie znoszę szukania przypisu na końcu książki oraz liczne fotografie, kopie kart menu, ogłoszeń, reklam niemieckich etc. Zdecydowanie ubarwiają one i tak arcyciekawą opowieść, jaką snuje autorka. 

Jedna z wielu fotografii znajdujących się w książce.
A na końcu książki znajdziecie przebogatą bibliografię, która wręcz zachęca do sięgnięcia po kolejne pozycje dot. w/w tematyki.
Książkę mimo, iż napisana z punktu widzenia historyka i opatrzona licznymi przypisami, czyta się doskonale, niczym powieść z życia okupowanej stolicy. Wszystkie informacje podane są językiem prostym, przystępnym i w niezwykle barwny sposób.
Polecam lekturę tej niepozornej książeczki. Jest to prawdziwa i bardzo ciekawa perełka w morzu opowieści o okupacji hitlerowskiej. Ja tę perełkę pochłonęłam w jedno popołudnie.
Anna Strzeżek ur. 1983r., dorastała na warszawskim Mokotowie, wśród miejsc będących świadectwem okupacyjnych wydarzeń. Jest absolwentką Wydziału Historycznego na Uniwersytecie Warszawskim. Niniejsza książka jest owocem długich jej badań dziejów stolicy. Autorka studiuje obecnie Stosunki Międzykulturowe w Genui.