środa, 31 grudnia 2025

Złoty Szlak - William Dalrymple

 



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Złoty Szlak Williama Dalrymple’a to książka olśniewająca intelektualnie, narracyjnie i poznawczo. To jedna z tych lektur, które nie tylko poszerzają horyzonty, ale wręcz zmieniają sposób myślenia o historii świata. Dalrymple z ogromną pasją odsłania przed czytelnikiem niedocenianą rolę Indii jako jednego z najważniejszych centrów cywilizacyjnych starożytnej i wczesnośredniowiecznej Eurazji. 
Autor proponuje śmiałą, ale doskonale udokumentowaną tezę: przez ponad półtora tysiąca lat to Indie były jednym z głównych napędów kulturowych świata, promieniując ideami, wiedzą i estetyką od Morza Czerwonego aż po Pacyfik. Dalrymple nazywa ten proces Złotym Szlakiem. Była to wg. niego sieć powiązań intelektualnych, religijnych i artystycznych, która była równie ważna jak znany nam Jedwabny Szlak. Autor twierdzi, że była nawet ważniejsza, bo dotyczyła nie towarów, lecz idei. A idee to postep, rozwój, cyilizacja, życie.
Książka prowadzi czytelnika przez niezwykle szeroką panoramę dziejów. Badacz pokazuje, jak indyjska myśl religijna, filozoficzna i naukowa przenikała do Azji Południowo-Wschodniej, Chin, Azji Centralnej, Bliskiego Wschodu, a nawet Europy. Buddyzm w Chinach, hinduistyczne królestwa Azji Południowo-Wschodniej, monumentalny Angkor Wat, sanskryckie inskrypcje odnajdywane tysiące kilometrów od subkontynentu – wszystko to składa się na obraz Indii jako serca starożytnej globalizacji. Jezeli mam być szczera, to nigdy nie pomyślałam o Indiach w ten sposób. Książka, tezy w niej opublikowane, ich uzasadnienie robią niesamowite wrażenie. 
Szczególnie jest to widoczne jeżeli chodzi o fragmenty poświęcone transferowi wiedzy: matematyce, astronomii i technologii. Dalrymple przypomina, że dziesiętny system zapisu liczb – dziś powszechnie nazywany „arabskim” – ma swoje korzenie właśnie w Indiach. Podobnie było z zaawansowaną astronomią, medycyną czy koncepcjami filozoficznymi, które przez wieki inspirowały inne cywilizacje. Mozna długo tak wymieniać. 
Autor prowadzi narrację nie jak suchy historyk, lecz jak mistrz opowieści. Każdy rozdział to podróż, w której ruiny świątyń, starożytne rękopisy, relacje podróżników i odkrycia archeologiczne ożywają na kartach książki. Czytelnik ma wrażenie, że sam przemierza Azję w ślad za wędrującymi ideami. Fascynujaca lektura i jeszcze bardziej wyjątkowa podróż. To wyprawa, o której większości osób nigdy się nie śniło. 
Jednym z największych atutów Złotego Szlaku jest imponująca baza źródłowa. Jestem z wykształcenia archeologiem i baza źródłowa mnie zachwyciła. Badacz sięga do tekstów sanskryckich, palijskich, chińskich i arabskich, korzysta z najnowszych badań archeologicznych, analiz epigraficznych, kronik podróżników, relacji mnichów i kupców oraz współczesnych opracowań naukowych. Jego erudycja i opowieść nie nudzą, wręcz przeciwnie, budzą prawdziwy zachwyt. 
Pisarz potrafi łączyć twarde dane historyczne z barwną narracją. Z niezwykłą lekkością tłumaczy skomplikowane procesy kulturowe, pokazując, jak idee przekraczały granice języków, religii i imperiów. Co ważne, Dalrymple nie popada w uproszczenia, nie idealizuje. Pisarz przedstawia historię jako dynamiczną wymianę wpływów, a nie jednostronną dominację czy ucisk.
Styl Dalrymple’a to prawdziwa literacka uczta. Język jest bogaty, obrazowy, a jednocześnie niezwykle klarowny. Autor pisze z widoczną fascynacją tematem, a ta pasja udziela się czytelnikowi. Każda strona emanuje zachwytem nad potęgą ludzkiej myśli, nad zdolnością kultur do dialogu i wzajemnego inspirowania się. 
To książka, która daje ogromną satysfakcję intelektualną, ale także poczucie odkrywania czegoś fundamentalnego – historii, która przez wieki była spychana na margines zachodniej narracji dziejów świata.
Złoty Szlak to dzieło niezwykle ważne i potrzebne. Dalrymple skutecznie podważa eurocentryczne spojrzenie na historię i przywraca Indiom należne im miejsce jako jednemu z głównych centrów cywilizacyjnych świata. Pokazuje, że współczesna globalizacja ma bardzo głębokie korzenie, a świat od zawsze był siecią powiązań kulturowych i intelektualnych. 
To książka, która zachwyca rozmachem, rzetelnością i pięknem narracji. Zdecydowanie obowiązkowa lektura dla wszystkich miłośników historii, kultury i wielkich opowieści o przeszłości. Złoty Szlak to nie tylko książka historyczna – to prawdziwa podróż przez dzieje ludzkiej cywilizacji, która zostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jestem zachwycona ta książką. Polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

sobota, 27 grudnia 2025

Szczodry. Cykl: Bolesław II (tom 2) - Elżbieta Cherezińska

 


Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Elżbieta Cherezińska w Szczodrym dokonuje rzeczy rzadkiej i niezwykle śmiałej, szczególnie jeżeli chodzi o polską historię. Autorka nie tylko opowiada historię jednego z najpotężniejszych Piastów, ale oddaje mu głos, godność i należne miejsce w pamięci. Poza tym pisarka zdziera z bohatera to czym do tej pory go okrywano. O co dokładnie chodzi? Sami się przekonacie z lektury tej niezwykłej książki.
Szczodry to powieść historyczna w pełnym znaczeniu tego słowa. Jest ona wspaniała, epicka, wielowarstwowa, nasycona polityką, emocją, życiem i tragiczną ironią losu. Jednocześnie jest to książka, która czyta się z narastającym zachwytem nad rozmachem wizji autorki. 
Drugi tom dylogii, po Śmiałym, nie powtarza tonu ani układu części pierwszej. O ile Śmiały był opowieścią o drodze ku władzy, formowaniu się charakteru i ambicji młodego księcia, o tyle Szczodry jest już historią ceny sukcesu. Taki podział jest w pełni zasadny. Cherezińska doskonale wyczuła, gdzie nalezy postawić granice pomiędzy tomami. Szczodry to książka mroczniejsza, bardziej dojrzała i boleśnie ukazująca to, że im wyżej sięga władca, tym głębszy cień za nim podąża. 
Cherezińska pokazuje Bolesława jako politycznego geniusza – „twórcę kniaziów”, gracza europejskiego formatu, który z niezwykłą przenikliwością porusza się między Cesarstwem a papiestwem, między Rusią, Czechami i Węgrami. Wojna, która nadciąga na Polskę, zostaje mistrzowsko przekierowan. Władca jest bezwzględny, inteligentny, odważny. Autorka z ogromnym wyczuciem pokazuje średniowieczną politykę nie jako zbiór dat i bitew, lecz jako sieć napięć, ambicji, zdrad i chwilowych sojuszy. 
Jednak prawdziwa siła Szczodrego leży gdzie indziej. To powieść, w której – jak pisze sama autorka – król jest osnową, lecz to kobiety tkają całość. Gertruda, Świętosława, Dobroniega i ta jedna, najbliższa sercu, nie są jedynie tłem dla męskiej historii. Są nośnikami pamięci, dyplomatkami, strażniczkami rodowych więzów, kochankami, przyjaciółkami. Cherezińska pisze o kobietach Piastów z ogromnym szacunkiem i czułością, nadając im sprawczość i siłę, o które byśmy ich nie podejrzewali. 
Centralnym, najbardziej poruszającym wątkiem powieści jest jednak konflikt, który historia uprościła i zafałszowała. Spór Bolesława z biskupem Stanisławem nie jest tu tanią opozycją „króla-tyrana” i „świętego męczennika”. Autorka omawia narosłe przez wieki mity i pokazuje dramat władzy, która musi wybierać między państwem a sumieniem, między ładem a chaosem. Szczodry jawi się jako twórca i największy dobrodziej Kościoła w Polsce. Takie króla nie znaliśmy. Ta powieść ukazuje nam innego, nieznanego dotąd Bolesława Szczodrego. Zdecydowanie warto go poznać. 
Język Cherezińskiej pozostaje jednym z jej największych atutów: gęsty, sugestywny, a jednocześnie zdyscyplinowany. Dialogi są wspaniałe, opisy ciekawie i sugestywnie budują atmosferę epoki. Każda strona ma w sobie poczucie nieuchronności – wiemy, dokąd ta historia zmierza, a mimo to czytamy dalej, z nadzieją, że los jednak się odmieni. 
Szczodry to nie tylko znakomita kontynuacja Śmiałego, ale powieść pełniejsza, boleśniejsza i odważniejsza. To literacki hołd dla króla, którego pamięć uproszczono m.in za sprawą Kościoła. To także pokazanie, że historia nigdy nie jest czarno-biała. Książka zachwyca rozmachem, porusza emocjonalnie i zostaje w czytelniku na długo.

czwartek, 25 grudnia 2025

Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu - Anna Kamińska

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa – jak długą wędrówkę po górach, gdy mgła nagle się podnosi, a las zaczyna szeptać własne historie. Nie dopytuj się należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To książka, która pachnie żywicą, wilgotną ziemią i dymem z pieca, a jednocześnie pulsuje kobiecą siłą, czułością i tajemnicą.
Kamińska pisze o Bieszczadach tak, jakby były żywą istotą – niepokorną, dziką, piękną i nieprzewidywalną. To nie są pocztówkowe góry dla turystów spragnionych widoków. To Bieszczady, które się wybiera, albo które wybierają nas. Surowe, czasem brutalne, czasem niemal baśniowe. Takie, w których codzienność bywa ciężka, ale jednocześnie prawdziwa i intensywna. To opowieść o wyborze życia na uboczu, o ucieczce – czasem przed światem, czasem przed sobą – i o tym, jak miejsce potrafi kształtować człowieka. Bieszczady nie są tu celem podróży, lecz przestrzenią, w której splatają się losy, pamięć i milczenie.
Autorka pokazuje miejsce pełne sprzeczności: ciszę, która koi, i ciszę, która boli. Dzikość, która daje wolność, ale też wystawia na próbę. Piękno, które potrafi zachwycić, i mrok, o którym często się nie mówi.
Centralnym punktem książki są historie kobiet, które w Bieszczadach nie tylko mieszkały, ale zapuściły korzenie, często wbrew oczekiwaniom, normom i własnym lękom. Tak naprawdę to pierwsza książka o kobietach w Bieszczadach – i od razu książka niezwykła. Kamińska snuje opowieści o Zofii Komedowej, Marii Kownackiej, Joannie Hasiorowej i innych kobietach, które na różne sposoby wpisały się w bieszczadzki krajobraz. Nie jako tło dla męskich historii, ale jako pełnoprawne bohaterki.
Zofia Komedowa jawi się tu jako postać subtelna, a jednocześnie silna, zanurzona w naturze i własnych wyborach. Maria Kownacka odnajduje w Bieszczadach przestrzeń dla siebie, wolną od narzuconych ról. A Joanna Hasiorowa – żona Władysława Hasiora – wreszcie wychodzi z cienia, odzyskując głos i własną opowieść. To szczególnie poruszające, bo jej historia dotąd pozostawała niemal zupełnie nieopowiedziana. Kamińska przywraca ją pamięci, pokazując jako osobę z własnym głosem, wrażliwością i wewnętrznym światem, a nie jedynie „żonę Hasiora”. Jej historia jest opowieścią o byciu obok wielkiej osobowości i o próbie zachowania siebie w cieniu czyjegoś talentu.
W tle pobrzmiewa także echo Simony Kossak – postaci dobrze znanej czytelnikom Kamińskiej – jakby naturalny most między „Białowieżą szeptem” a górskim echem Bieszczadów.
Tytułowe „Nie dopytuj się” brzmi jak rada, ostrzeżenie, a czasem jak westchnienie. W tej książce cisza ma ogromną moc. Skrywa pamięć o wysiedleniach, wojnie, napięciach kulturowych i osobistych dramatach. Autorka dotyka tematów wysiedleń, wojny, zerwanych ciągłości, napięć kulturowych. Robi to jednak subtelnie – bez patosu, bez publicystyki. Kamińska nie rozlicza i nie osądza – raczej słucha. Las w tej opowieści nie jest dekoracją. Jest świadkiem, schronieniem, czasem współbohaterem. To on przyjmuje ludzi, którzy uciekają, szukają nowego początku, wolności albo po prostu ciszy.
Styl Anny Kamińskiej zachwyca lekkością i uważnością. To reportaż, który momentami przypomina poezję. Autorka nie spieszy się, pozwala historiom oddychać, a czytelnikowi – zanurzyć się w rytmie górskiego życia. Każde zdanie wydaje się przemyślane, ale nie ciężkie. To pisanie pełne czułości i szacunku – do ludzi, do miejsca, do pamięci.
Nie dopytuj się to książka, którą po przeczytaniu chce się zamknąć powoli, jak drzwi starej chaty, i jeszcze przez chwilę postać w ciszy. To opowieść o kobietach, ale też o wyborze życia na własnych zasadach. O miejscu, które potrafi zarówno uleczyć, jak i wystawić na próbę.
To zachwycająca, mądra i bardzo potrzebna książka – dla tych, którzy kochają Bieszczady, i dla tych, którzy dopiero mają je odkryć. A także dla wszystkich, którzy wierzą, że czasem najważniejsze historie kryją się właśnie tam, gdzie „lepiej nie dopytywać się” – tylko słuchać.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 21 grudnia 2025

Kapsuła - Wojciech Wójcik

 



Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Kapsuła Wojciecha Wójcika to powieść, która sprawnie łączy elementy kryminału, thrillera psychologicznego i powieści obyczajowej. Autor po raz kolejny udowadnia, że znakomicie czuje mroczną atmosferę małych społeczności, w których pozorny spokój skrywa dawne winy, przemilczane skandale i tajemnice. 
Punktem wyjścia fabuły jest pozornie niewinna szkolna uroczystość – obchody czterdziestolecia liceum. Organizacją wydarzenia zajmuje się Justyna Wysocka, bibliotekarka, osoba raczej stojąca z boku szkolnych konfliktów, obserwatorka codzienności uczniów i nauczycieli. Centralnym elementem jubileuszu ma być prezentacja pamiątek z odnalezionej kapsuły czasu. To właśnie ten symboliczny powrót do przeszłości uruchamia lawinę zdarzeń, nad którymi nikt nie potrafi zapanować. Skandal z nagim zdjęciem wyświetlonym podczas uroczystości jest dopiero pierwszym pęknięciem w idealnie zaplanowanym obrazie święta. 
Wójcik umiejętnie buduje napięcie, stopniowo przechodząc od szkolnej sensacji do pełnowymiarowego dramatu. Pożar w szkole, śmierć nauczyciela obciążonego niejasną reputacją oraz zaginięcie uczennicy sprawiają, że czytelnik szybko uświadamia sobie, iż Kapsuła nie jest prostą historią o młodzieńczym wybryku. To opowieść o konsekwencjach dawnych decyzji, o przemocy ukrytej pod płaszczykiem normalności oraz o tym, jak przeszłość potrafi brutalnie wtargnąć w teraźniejszość. 
Jednym z największych atutów książki jest jej wielowymiarowość. Autor nie skupia się wyłącznie na jednym bohaterze ani na jednej linii fabularnej. Równolegle obserwujemy dorosłych – nauczycieli, pracowników szkoły – oraz młodzież, która funkcjonuje w świecie plotek, presji i niedopowiedzeń. Każda z postaci nosi w sobie jakiś sekret, a czytelnik stopniowo odkrywa, że granica między ofiarą a sprawcą bywa niezwykle cienka. Szczególnie interesująca jest postać Justyny Wysockiej – kobiety z pozoru zwyczajnej, a jednak coraz głębiej uwikłanej w wydarzenia, które burzą jej poczucie bezpieczeństwa i zmuszają do konfrontacji z prawdą. 
Wójcik pokazuje też, że tajemnice, nawet zakopane na lata, wcześniej czy później domagają się ujawnienia. Szczególnie sugestywne są pytania, które autor stawia bez moralizowania: kim była kobieta ze zdjęcia, dlaczego fotografia powstała właśnie w tym miejscu i co oznacza drewniany krzyż postawiony po latach w ogrodzie ucznia? Każda odpowiedź prowadzi do kolejnych niepokojących odkryć. 
Styl Wójcika jest oszczędny, ale bardzo sugestywny. Krótkie, dynamiczne rozdziały sprawiają, że książkę czyta się szybko, niemal jednym tchem. Autor doskonale operuje napięciem – nie epatuje brutalnością, lecz buduje atmosferę niepokoju poprzez niedopowiedzenia, aluzje i psychologiczną wiarygodność zdarzeń. Szkoła, miejsce kojarzone z bezpieczeństwem i rutyną, staje się tu przestrzenią grozy i moralnego chaosu. 
Kapsuła to powieść, która zostaje z czytelnikiem na dłużej. Nie tylko intryguje zagadką kryminalną, ale także zmusza do refleksji nad odpowiedzialnością dorosłych, mechanizmami przemilczeń i ceną, jaką płacą kolejne pokolenia za cudze błędy. To książka mroczna, niepokojąca i bardzo aktualna, pokazująca, że historia – nawet ta szkolna, lokalna – nigdy nie jest zamkniętym rozdziałem. 
Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, zwłaszcza jeśli ceni się thrillery z psychologiczną głębią i fabułą osadzoną w realistycznych, bliskich codzienności realiach. Wojciech Wójcik stworzył historię, która udowadnia, że największe dramaty często rozgrywają się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy.

 

piątek, 19 grudnia 2025

Ciężar natury. Jak zmiany klimatu wpływają na umysł, mózg i ciało - Clayton Page Aldern

 


Wydawnictwo Bo.wiem, Moja ocena 5/6
Książka ta to jedna z tych lektur, które czyta się z rosnącym niepokojem, ale też z poczuciem, że wreszcie ktoś nazywa rzeczy po imieniu. Clayton Page Aldern nie pisze kolejnej książki o topniejących lodowcach czy podnoszącym się poziomie mórz. On pokazuje coś znacznie bliższego – jak kryzys klimatyczny wchodzi w nasze ciała, głowy i emocje. I robi to w sposób zrozumiały, poruszający i bardzo ludzki.
Autor od początku uświadamia czytelnikowi, że zmiany klimatu to nie abstrakcyjny problem przyszłych pokoleń. To coś, co dzieje się tu i teraz, często w sposób niewidoczny. Nie zawsze zauważymy, że fala upałów wpływa na nasze decyzje, relacje czy zdrowie psychiczne. A jednak – jak pokazują badania przywoływane w książce – gorąco może zwiększać agresję, obniżać koncentrację, pogarszać pamięć i sprawiać, że częściej popełniamy błędy. 
Aldern przytacza zaskakujące, a czasem wręcz szokujące przykłady. W gorące dni sędziowie imigracyjni częściej odrzucają wnioski o azyl, a arbitrzy sportowi mylą się częściej niż zwykle. Wysoka temperatura nie tylko męczy – zmienia sposób, w jaki działa nasz mózg. Stajemy się bardziej impulsywni, mniej empatyczni, szybciej się irytujemy. Cieplejszy świat dosłownie sprawia, że łatwiej robimy sobie krzywdę.
Jednym z najmocniejszych wątków książki jest temat traumy klimatycznej. Aldern pokazuje, że stres pourazowy nie dotyczy wyłącznie żołnierzy czy ofiar przemocy. Coraz częściej doświadczają go osoby, które przeżyły pożary, powodzie, huragany czy długotrwałe susze. Katastrofy klimatyczne zostawiają ślad nie tylko w krajobrazie, ale też w psychice. 
Autor opisuje ludzi, którzy stracili domy, poczucie bezpieczeństwa, a czasem całe swoje dotychczasowe życie. Ich mózgi reagują podobnie jak u osób po innych traumach: pojawiają się problemy ze snem, lęk, depresja, trudności z koncentracją. To ważny głos w dyskusji, bo wciąż zbyt rzadko mówi się o psychicznych kosztach kryzysu klimatycznego.
W książce pojawiają się pojęcia, które jeszcze niedawno brzmiały obco, a dziś stają się coraz bardziej powszechne: lęk ekologiczny, żałoba klimatyczna, melancholia środowiskowa. Aldern opisuje osoby, które opłakują ginące ekosystemy, zmieniające się pory roku, krajobrazy dzieciństwa, które już nie wrócą. 
To bardzo poruszające fragmenty, bo pokazują, że reagowanie smutkiem, strachem czy bezsilnością nie jest oznaką słabości. To normalna reakcja na nienormalną sytuację. Autor nie bagatelizuje tych emocji, ale też nie zostawia czytelnika bez nadziei.
Ogromnym atutem jest szeroka perspektywa. Aldern zabiera nas w podróż od rolniczych regionów Kalifornii, gdzie upały wpływają na zdrowie i wydajność pracowników, aż po arktyczne tereny Saamów, których tożsamość i kultura są zagrożone przez zmiany środowiskowe. Dzięki temu widać wyraźnie, że kryzys klimatyczny nie jest abstrakcyjnym globalnym problemem, lecz sumą bardzo konkretnych, ludzkich historii.
Choć książka opiera się na rzetelnych badaniach naukowych, nie jest suchym raportem. Styl Alderna jest przystępny, momentami poetycki, a przede wszystkim empatyczny. Autor potrafi tłumaczyć skomplikowane procesy w prosty sposób, bez upraszczania ich sensu. Dzięki temu Ciężar natury czyta się jak dobrą opowieść, a nie jak akademicki wykład.
To nie jest książka, po której czujemy się lekko i beztrosko. Ciężar natury potrafi wytrącić z równowagi, wzbudzić lęk i smutek. Ale jednocześnie daje coś bardzo ważnego: zrozumienie. Pokazuje, że nasze zmęczenie, rozdrażnienie czy niepokój mają swoje głębsze przyczyny i że nie jesteśmy z nimi sami. 
Co istotne, Aldern zostawia też miejsce na nadzieję. Nie obiecuje prostych rozwiązań, ale przypomina, że wiedza to pierwszy krok do zmiany..
Ciężar natury to książka ważna, aktualna i bardzo potrzebna. Polecić ją można każdemu, kto chce zrozumieć, jak zmiany klimatu wpływają nie tylko na planetę, ale też na nas samych. To lektura, która zostaje w głowie na długo i zmienia sposób patrzenia na świat.

 

środa, 17 grudnia 2025

Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkach - Agnieszka Krzemińska

 


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkach to książka, która zaskakuje już od pierwszych stron. Autorka zabiera nas w podróż do czasów, o których każdy z nas coś kiedyś słyszał, ale niewielu wie coś więcej czy próbowało te czasy zrozumieć. Podróż wspaniała, porywająca. Co istotne, autirka nie przekazuje swojej wiedzy mentorskim, wykładowym tonem. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego snuje żywą, pełną ciekawości i pasji opowieść, która jednocześnie otwiera oczy i budzi zainteresowanie oraz pobbudza wyobraźnię. 
Krzemińska prezentuje prehistorię zupełnie inaczej, niż uczono nas w szkole. Zamiast prostych schematów mamy tu prawdziwe życie: pełne zwrotów, niespodzianek, trudnych warunków i wyborów, które nie zawsze prowadziły do postępu. Dzięki temu przeszłość przestaje być odległym, zaszufladkowanym światem, a staje się bliska, pasjonująca i zaskakująco ludzka. 
Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki autorka obala popularne mity. Romantyczny obraz, jak można by myśleć - „zdrowego życia na łonie natury” zostaje poddany weryfikacji i w sumie obalony. Krzemińska z realizmem pokazuje, że życie naszych przodków było pełne niedoborów, chorób i ciężkiej pracy, choć jednocześnie niepozbawione kreatywności, współpracy i zadziwiającej odporności. 
Szczególnie interesujące są fragmenty dotyczące roli kobiet i dzieci. Autorka przypomina, że kobiety nie były biernymi obserwatorkami, lecz aktywnymi uczestniczkami życia społeczności – polowały, tworzyły, podejmowały decyzje i wpływały na rozwój kultury. Dzieci natomiast funkcjonowały w świecie, w którym twarde zasady mieszały się z troską i czułością. To bardzo ciekawe spojrzenie, które pozwala lepiej zrozumieć prehistorię. 
W tle pojawia się także szeroka panorama ewolucji. Losy Homo sapiens i jego krewniaków opisane są nie jako prosta droga ku doskonałości, lecz pełna zakrętów opowieść o przetrwaniu. Krzemińska bardzo umiejętnie pokazuje, jak wiele gatunków współistniało, współpracowało, ale i rywalizowało, zanim ostatecznie na Ziemi pozostał tylko człowiek nam współczesny. 
Dużym plusem książki jest także to, że badaczka nie popada w sentymentalizm. Choć łatwo byłoby snuć historię o człowieku żyjącym w harmonii z naturą, autorka przypomina, że destrukcja środowiska i intensywna eksploatacja zasobów towarzyszyły nam od zawsze. Jednocześnie pokazuje, że nsi przodkowie byli znacznie bardziej mobilni i otwarci, niż często się zakłada. To, co prezentuje nam badaczka zaskoczy wielu czytelników. O wielu aspektach życia praludzi nie wiemy, nie wpadniemy na to nawet. Zaskakująca i bardzo ciekawa opowieść, w której autorka przekazuje najnowsze wyniki badań np. archeologów, ale i innych naukowców. 
To wszystko sprawia, że książka czyta się jak fascynujący, szeroki reportaż z pradziejów. Zamiast gotowych odpowiedzi dostajemy zaproszenie do myślenia, zadawania pytań i patrzenia na przodków z ciekawością, ale i podziwem. Tak, podziwem. 
Homo (nie tylko) sapiens to lektura nie tylko dla osób zainteresowanych prehistorią. To książka dla każdego, kto chce lepiej zrozumieć, skąd przychodzimy i dlaczego wciąż zmagamy się z tymi samymi dylematami. Pełna pasji, wiedzy i przystępnie podanej refleksji, zachwyca zarówno treścią, jak i sposobem opowiadania. 
To jedna z tych książek, które po prostu poszerzają horyzonty i robią to z ogromną lekkością. Polecam.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

sobota, 13 grudnia 2025

Wzgórze Aniołów - Magdalena Kordel

 


Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5/6

Wzgórze Aniołów Magdaleny Kordel to powieść, która pachnie zimą, ciepłą herbatą i nadzieją. To jedna z tych książek, które otwierasz „na chwilę”, a po paru stronach orientujesz się, że siedzisz w niej po uszy. Świat, który Kordel tworzy, jest pełen emocji, zwyczajnych ludzi i małych cudów, które wcale nie muszą być nadprzyrodzone, by odmienić czyjeś życie. 
Główną bohaterką jest Aniela — kobieta, która w końcu zdobywa się na odwagę, by zmienić swoje życie. Gwarantuję, że będzie jej zazdrościć wiele z nas. Aniela sprzedaje dom, zostawia przeszłość za sobą i jedzie do Warszawy. Ta decyzja nie jest spektakularna jak w filmach, ale bardzo prawdziwa — pełna obaw, wątpliwości i jednocześnie cichej nadziei. W stolicy czeka na nią przyjaciółka Lola, kobieta o dużym sercu i jeszcze większej osobowości, która prowadzi klimatyczną kawiarnię. To miejsce stanie się dla Anieli czymś więcej niż punktem na mapie — będzie przestrzenią, gdzie spotkania zmieniają życie. 
To właśnie tam Aniela poznaje Jagodę i jej kilkuletniego synka Stasia. Chłopiec natychmiast ujmuje swoim prostym, przejmującym pragnieniem: marzy, aby Święty Mikołaj przyniósł mu… bezpieczny dom. To jedno życzenie, wypowiadane z dziecięcą wiarą, sprawia, że do książki wkracza delikatna magia świąt i głęboka refleksja o tym, jak wielu ludzi potrzebuje nie prezentów, lecz poczucia bezpieczeństwa i miłości. 
Równolegle poznajemy Martynę — młodą kobietę, której życie pękło jak szkło. Jej historia przejmuje, bo Kordel nie ucieka od bólu, ale też nie przeciąga go w melodramat. Pokazuje, że koniec czegoś może być jednocześnie początkiem — choć w pierwszej chwili zupełnie tego nie widać. 
Losy Anieli i Martyny splatają się w pewnym wyjątkowym miejscu. To właśnie wtedy czytelnik dostrzega, jak subtelnie Kordel prowadzi opowieść o aniołach. Nie takich ze skrzydłami, wierzgających w chmurach, ale tych ludzkich, cichych, obecnych na wyciągnięcie ręki. Autorka udowadnia, że czasem aniołem jest ktoś, kto poda pomocną dłoń, wysłucha albo po prostu z nami zostanie, kiedy jest trudno. 
Kordel ma ogromny talent do tworzenia atmosfery: ciepłej, miękkiej, pachnącej ciastem i zimowymi wieczorami. Jej język jest prosty, lecz pełen emocji — dzięki temu książkę czyta się szybko, a jednocześnie zostaje ona w człowieku na długo. Każda z bohaterek ma swój własny rytm, swoje rany i swoje światło, co sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy znali je od dawna. 
Wzgórze Aniołów to historia o przyjaźni, o zaczynaniu od nowa, o odzyskiwaniu wiary w siebie i w ludzi. To powieść, która pokazuje, że nawet jeśli życie chwilami boli, to wciąż kryje w sobie obietnicę czegoś dobrego. Trzeba tylko — jak pisze autorka — znaleźć właściwy klucz i odważyć się otworzyć drzwi. 
To idealna propozycja dla czytelników, którzy lubią powieści z sercem, przepełnione ciepłem i nadzieją, zwłaszcza na zimowy czas. Książka, którą warto mieć pod ręką, kiedy potrzebujemy oddechu i przypomnienia, że dobro naprawdę bywa blisko. Polecam z całego serca.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

 

czwartek, 11 grudnia 2025

Zabójstwo przed Gwiazdką. Kryminalny kalendarz adwentowy - Joel Jessup

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 4,5/6
Zabójstwo przed Gwiazdką Joela Jessupa to książka, która w ciekawy sposób łączy klimat świąt Bożego Narodzenia z mroczną tajemnicą kryminalną. To nie jest zwykły kryminał – to czytelnicza zabawa, która trwa przez cały adwent. Każdy rozdział to jakby kolejna otwierana grudniowa karteczka w kalendarzu – pełna sekretów, napięcia i niespodzianek. 
Akcja książki rozgrywa się w niewielkiej, z pozoru cichej angielskiej wiosce o nazwie Candlestow. Mieszkańcy przygotowują się do świąt, dekorują domy, ćwiczą coroczne przedstawienie bożonarodzeniowe. Wszystko wygląda sielsko i spokojnie – aż do chwili, gdy podczas próby zostaje znalezione ciało pana Holly’ego. W jednej chwili świąteczny nastrój znika, a wioskę ogarnia strach i niepewność. 
Do sprawy zostaje przydzielony inspektor Twelvetrees – doświadczony policjant, który wie, że każdy, nawet najmniejszy szczegół, może mieć znaczenie. Nie działa jednak sam. Pomaga mu doktor Harper, emerytowana lekarka, która doskonale zna mieszkańców Candlestow, ich tajemnice, relacje i dawne konflikty. To właśnie ona często zauważa to, czego inni nie dostrzegają.
Ogromnym atutem tej książki jest jej forma. Od 1 grudnia aż do świąt bohaterowie – i czytelnicy – codziennie odkrywają nową wskazówkę. Tajemnicza postać podszywająca się pod „Adwenta” stopniowo odsłania mroczne sekrety mieszkańców wioski. Każdego dnia wychodzi na jaw coś nowego, coś, co zmienia spojrzenie na całą sprawę. 
Czytelnik nie tylko śledzi akcję, ale wręcz bierze udział w śledztwie. Można samemu próbować łączyć fakty, podejrzewać bohaterów, zmieniać typy i zgadywać, kto jest winny. To sprawia, że książka wciąga jeszcze bardziej.
Jessup świetnie buduje kontrast między ciepłym, świątecznym klimatem a narastającym napięciem. Choinki, światełka, kolędy i zapach świątecznych wypieków zderzają się z atmosferą strachu, podejrzeń i kłamstw. Dzięki temu historia jest jeszcze bardziej intrygująca – bo zło czai się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy. 
Postacie są różnorodne i dobrze wykreowane. Każdy mieszkaniec Candlestow ma coś do ukrycia, własne problemy, urazy i tajemnice. Autor sprawia, że długo nie wiadomo, komu można zaufać, a kto tylko udaje niewinnego. 
Zabójstwo przed Gwiazdką to idealna propozycja dla osób, które lubią kryminały, ale nie chcą rezygnować ze świątecznego nastroju. To także świetna książka dla tych, którzy cenią zagadki, tajemnice i stopniowo odkrywane sekrety. Można ją czytać klasycznie, jednym ciągiem, ale największą frajdę daje czytanie jej dzień po dniu – dokładnie tak, jak prawdziwy kalendarz adwentowy. Polecam.

 

 

 

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia - Anthony Hopkins

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Daliśmy radę, chłopaku to książka, którą czyta się tak, jakby sam Anthony Hopkins siedział naprzeciw nas – przy kuchennym stole, z kubkiem herbaty, czasem się śmiejąc, czasem marszcząc brwi, a czasem po prostu milknąc na dłużej. Wyraźnie widać, że niektóre wspomnienia nadal bolą naszego bohatera. To nie jest typowa autobiografia, gładka, be zwiększych emocji. To gęsta, uczciwa, chwilami szorstka opowieść człowieka, który przeżył wiele, zrozumiał jeszcze więcej, a teraz potrafi mówić o tym do bólu szczerze. Ale czy o wszystkim potrrafi mówić? 
Hopkins wraca do swojego dzieciństwa w Port Talbot – szarego, zwyczajnego, pełnego braku wiary w sukces i przekonania, że „nieudacznik” powinien trzymać się w cieniu. To tło jest kluczowe, bo z niego nieuchronnie wyrasta późniejszy kontrast. Jakimś cudem człowiek uznawany za beznadziejnego ucznia zostaje jednym z największych aktorów swoich czasów. Hopkins opisuje tę przemianę z prostotą, bez triumfalizmu. Kluczowym momentem jest przypadkowe spotkanie z filmowym Hamletem z 1948 roku. Tojedno popołudnie odmieniło życie chłopca. Autor nie ukrywa, że sam długo nie rozumiał, dlaczego akurat ta historia go poruszyła. Po prostu coś w nim zapłonęło. I ten płomień nie zgasł już nigdy. 
Najciekawsze fragmenty dotyczą jego artystycznej drogi. Hopkins nigdy nie popada w mentorski ton, nie ma w nim chwały czy samouwielbienia. Pokazuje za to, jak wiele zawdzięcza swojej determinacji, ale też przypadkowi, szczęściu i ludziom, których spotkał po drodze. Opowieść o dostaniu się do Royal Academy of Dramatic Art dzięki monologowi Jaga jest fascynująca. To zdawało się być niemożliwym do spełnienia marzeniem. Stało się czymś niesamowitym za sprawą zupełnie nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności. Jeszcze bardziej poruszają późniejsze spotkania – z Olivierem, Burtonem. Isttne i poruszające są i inne spotkania. Długo można je wymieniać. Trzeba po prostu o nich przeczytać. 
Hopkins świetnie pisze o aktorstwie. Kiedy opisuje, jak budował rolę Króla Leara na wspomnieniu stoicyzmu swojego ojca i dziadka, każdy czytelnik będzie poruszony i zachwycony. Ten i wiele innych fragmentów brzmią jak wyznania człowieka, który całe życie próbował zrozumieć samego siebie poprzez role, jakie grał. 
Najbardziej bolesna w książce jest jednak szczerość dotycząca życia osobistego. Hopkins nie owija w bawełnę – pisze o uzależnieniu, które zniszczyło jego małżeństwa i relację z dzieckiem. Nie usprawiedliwia się. Nie szuka taniej empatii. Pokazuje upadki takimi, jakie były: brutalne, czasem poniżające, prawie śmiertelne. Trzeźwość jawi się tu nie jako triumf, lecz codzienne zobowiązanie, ciężka praca. Hopkins doskonale rozumie, że jego sukces zawodowy nie zawsze szedł w parze z sukcesem w sferze prywatnej. 
Wiele miejsca nasz bohater poświęca samotności. Jak sam pisze, samotność to pragnieniu, które jest w nim równie silne jak lęk przed bliskością. To nie są typowe hollywoodzkie zwierzenia o „życiu w świetle reflektorów”. To raczej uniwersalny opis człowieka, który przez lata nie potrafił przyjmować miłości, a jeszcze dłużej nie umiał jej dawać.
Motyw przewodni książki – fotografia trzyletniego Tony’ego, porusza i to bardzo. Hopkins spogląda na chłopca, którym kiedyś był, z niezwykłą czułością. W tym jednym zdaniu „Daliśmy radę, chłopaku” mieści się chyba cała mądrość jego wspomnień: akceptacja błędów, duma z przetrwania, brak potrzeby udawania, że życie było czymś innym niż było.
Daliśmy radę, chłopaku to pięknie niedoskonała książka. Opowiada ona o człowieku utalentowanym, trudnym, wrażliwym, czasem zagubionym, zawsze jednak szczerze próbującym zrozumieć samego siebie. To lektura, która inspiruje, ale przede wszystkim porusza – nie tanimi wzruszeniami, lecz prawdziwością. Jeśli ktoś szuka autobiografii gładkiej i efektownej, to nie ta lektura. Jeśli jednak chce usłyszeć głos człowieka, który przeszedł długą drogę, potknął się niezliczoną ilość razy, a mimo to potrafi dziś spojrzeć na dawnego siebie z czułym uśmiechem – ta książka jest strzałem w dziesiątkę. 
Po prostu: dali radę. I Hopkins, i trzyletni Tony.

 

 

piątek, 5 grudnia 2025

Mrok jest po naszej stronie - Katarzyna Zyskowska

 



Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Mrok jest po naszej stronie to powieść, którą można opisać jednym słowem: bardzo poruszająca. Ale byłoby to niesprawiedliwe, bo Zyskowska tworzy historię tak bogatą, wielowarstwową i pełną szczegółów, że to zdecydowanie coś więcej niż opowieść o miłości w trudnych czasach. To książka o ludziach złapanych między własnym sercem a wirującą historią. Stało się to jakby poza nimi, niezależnie od ich woli. To wszystko z wielka historią, która nieustannie wdziera się w ich życie.
Jednym zdaniem, to książka o miłości, która nie miała prawa się wydarzyć. A gdy sie zdarzyła to....
Fabuła zaczyna się w 1938 roku. To wtedy przypadkowe okoliczności łączą młodą pisarkę oraz żydowskiego prawnika, idealistę wierzącego w prawo, sprawiedliwość i możliwość zmiany świata. To spotkanie jest z pozoru drobne, nieistotne, ale ma w sobie coś wyjątkowego, brzemiennego w skutki.
Zyskowska pięknie opisuje moment, w którym rodzi się więź między dwojgiem ludzi. To nie jest wybuch szalonego romansu. To raczej ciche, powolne, ale niezwykle głębokie przyciąganie. Takie coś zdarza się tylko raz w życiu i to niewielu. Bohaterowie odkrywają w sobie wrażliwość, której nie znajdują nigdzie indziej. Ich rozmowy mają moc, a ich spojrzenia wprowadzają w historię delikatny dreszcz przeczucia, że coś się wydarzy, coś wyjątkowego..
Jednym z najważniejszych bohaterów jest niestety wojna. Na początku lektury można sądzić, że to bohaterka trzeciego planu. Szybko okaże się, że jest zupełnie inaczej. Autorka nie skupia się jednak na samej wojnie w sensie militarnym. Nie przytłacza czytelnika faktami czy scenami bitewnymi. Zamiast tego pokazuje, jak wielkie wydarzenia polityczne powoli oplatają życie bohaterów i jakie to czyni spustoszenie.
Mamy narastający antysemityzm, niepokój na ulicach, pierwsze represje, podziały społeczne – to wszystko Zyskowska wplata w tło, jakby chciała podkreślić, że właśnie tak wygląda rzeczywistość zwykłych ludzi w obliczu wielkich wydarzeń. Zawsze jest nie od razu dramatycznie, ale coraz bardziej duszno. To jakby protest book, książka ostrzegająca, ukazująca, że nieomal to samo dzieje się teraz, na naszych oczach.
Wracajmy do książki. Wojna rozdziela bohaterów. Każde z nich trafia na inną drogę, podejmuje inne decyzje, nieraz wywołane strachem, nieraz poczuciem winy, chęcią przetrwania albo wiernością własnym wartościom. To właśnie tu pojawia się najciekawszy motyw książki: przeznaczenie zesłało im miłość, ale historia zrobiła z nich wrogów i nadal robi mimo zakończenia wojny. Konforntacja miłości i nienawiści jest straszna.
Stało się tak nie dlatego, że przestali się kochać, ale dlatego że świat wymusił na nich wybory, z którymi trudno żyć – a jeszcze trudniej przebaczać.
Kiedy bohaterowie spotykają się ponownie, nie są tymi samymi ludźmi, których poznaliśmy w 1938 roku. Oboje przeżyli rzeczy, których nie da się już odłożyć na bok. Oboje noszą w sobie ciężar decyzji, ran i lęków. Ich dawna miłość wciąż w nich żyje, ale teraz jest jak żar przykryty popiołem. Ale mimo "normalnych" z pozoru czasów, powojennych, nic nie jest proste.
Zyskowska bardzo umiejętnie buduje atmosferę napięcia między tym, co było, a tym, co mogłoby być. Bohaterowie boją się prawdy, ale jeszcze bardziej boją się własnych pragnień. Czy mogą jeszcze być razem? A jeśli nie – czy potrafią chociaż sobie wybaczyć? Więcej nic już nie zdradzę. Nie chce odbierać wam przyjemności wynikającej z tej lektury.
Pisarka tworzy bardzo „ludzkich” bohaterów. Mają słabości, popełniają błędy, czasem wybierają źle. To sprawia, że łatwo ich zrozumieć i poczuć z nimi więź. Nic nie jest tu czarno-białe, zupelnie, jak w życiu. Nie ma jednoznacznych winnych i niewinnych. Są tylko ludzie uwikłani w historię, która zabierała prawo do łatwych decyzji i życia.
To, co szczególnie wyróżnia tę powieść, to emocje opisane bez patosu, ale z niezwykłą czułością. Widać, że Zyskowska rozumie, jak funkcjonuje pamięć, trauma i tęsknota. Widzimy, jak bohaterowie zmieniają się pod wpływem historii – i jak próbują do końca zachować człowieczeństwo.
Mrok jest po naszej stronie to także opowieść o pamięci – o tym, jak wydarzenia, nawet dawne, wpływają na teraźniejszość. To historia o wyborach, które wracają po latach, niezależnie od tego, jak głęboko próbujemy je zakopać.
Zdecydowanie warto przeczytać tę powieść. To książka dla osób, które cenią literaturę emocjonalną, ale jednocześnie subtelną. Dla tych, którzy lubią historie miłosne splecione z historią XX wieku, gdzie najważniejsze jest nie to, co dzieje się na froncie, ale to, co dzieje się między dwojgiem ludzi.
Zyskowska pisze pięknym, obrazowym językiem, wciąga w świat bohaterów i pozwala przeżyć z nimi każdy lęk, każdy dylemat, każdą namiętność. To książka, którą czyta się sercem – i która pozostawia w czytelniku ślad. Ta historia niesamowicie mnie poruszyła, szczególnie w kontekście tego, co dzieje się teraz wokół nas. Gorąco polecam. Zdecydowanie warto.

 

wtorek, 2 grudnia 2025

Rozważania niepoważne - Umberto Eco, Tomasz Stawiszyński

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 5,5/6
Jeśli ktoś uważa, że filozofia to sztywne, niezrozumiałe dysputy prowadzone z zadęciem, to po lekturze tej książeczki zmieni zdanie. Rozważania niepoważne są genialne i powinny być przepisywane w ramach terapii śmiechem. Są one bowiem literackim psikusem, dowcipem jaki Umberto Eco spłatał światu nauki. Co dziwniejsze, ten świat nauki śmieje się z tego do łez. A ponieważ polskiemu wydaniu towarzyszą komentarze Tomasza Stawiszyńskiego, mamy duet idealny: mistrzów ironii i filozofii.
W książece mamy myśli, wywody Sokratesa, Platona, Arystotelesa i innych niezwykle poważnych filozofów, którzy stają się bohaterami poetyckich, szelmowskich miniatur autorstwa Umberto Eco. Jego rymowanki są bardzo ciekawe, niebanalne, lekkie, z przymróżeniem oka, ale zawsze trafne. Z charakterystycznym dla siebie uśmiechem autor demaskuje pompatyczność filozofii i nauki, jednocześnie niczego im nie ujmując. Wydaje się to niemożliwe, a jednak...
Jest coraz zabawniej, coraz szybciej i momentami dziwniej, ale przy tym wspaniale. Eco stworzył studencko-biesiadne pieśni na kongres naukowy i wiele innych np. wierszowane, zabawne teksty o poważnych sprawach, przezabawne rysunki filozoficzne i wiele innych. Jestem pewna, że będziecie zaskoczeni. Jest zabawnie i bardzo intelektualnie.
Jaki jest tego efekt? Książka, która bawi, zaskakuje i wciąga jak prywatny notatnik niesfornego profesora. Aż ma się ochotę usiąść na nudnym zebraniu i spróbować stworzyć coś podobnego.
Gdyby książka ograniczała się tylko do żartów, byłaby cudowną, zabawną ciekawostką. Ale polskie wydanie zyskuje dodatkowy wymiar dzięki komentarzom Tomasza Stawiszyńskiego. Bardzo cenię Stawiszyńskiego i jego spojrzenie na świat. Czytając jego komentarze mamy wrażenie, jakby mówił: „Śmiej się do woli, ale popatrz – tutaj Eco naprawdę trafia w sedno. Śmiej się, to nie jest ani zakazane, ani trudne”. Stawiszyński nie odbiera żartom lekkości; przeciwnie, wydobywa z nich to, co czyni je naprawdę wartościowymi. Dzięki temu czytelnik przechodzi od śmiechu do refleksji i z powrotem. W trakcie lektury mamy wrażenie rozmowy z kimś naprawdę inteligentnym. 
Zdecydowanie warto przeczytać Rozważania niepoważne. Dlaczego? Bo to książka, która jest błyskotliwa, wciągająca, pełna ironii i inteligencji. Jest zachwycająca i bardzo mądra.
To świetny literacki prezent od Eco. Pokazuje on nam, że filozofia może być zabawą, a zabawa – filozofią. A Stawiszyński dba o to, żebyśmy nie przeoczyli ani jednego ukrytego sensu. Polecam.