niedziela, 30 września 2018

Rozstanie - Katie Kitamura

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra, ciekawie napisana książka. Wydawałoby się, że o rozstaniu, które jest tytułem i sednem książki, napisano już w zasadzie wszystko i nic ciekawego, nowatorskiego nie da się w w tym zakresie wymyślić.
Kitamura udowadnia, iż jest inaczej.
Autorka stworzyła opowieść o związku, który teoretycznie już nie istniej, para rozstała się definitywnie jakiś czas temu. Ale to tylko pozory. Miedzy nimi istniej coś, co jeszcze n6ei uległo zniszczeniu, coś z czym poradzić musi sobie pod względem emocjonalnym główna bohaterka.
Rozstanie to nie jest powieść akcji. To opowieść bardzo statyczna. Wiele w niej rozmyślań, analiz, mało szybkiej akcji. Kitamura skupia się na tym co było, co doprowadziło do rozstania, teraźniejszych uczuciach bohaterki, tym co teraz czuje, jak to wpływa na jej poczynania. Poprzez pryzmat poszukiwań Jego, Ona analizuje każdy aspekt życia z Nim i tego co czuje teraz. To Ona jest narratorką i główną bohaterką, a On do końca książki pozostaje niemy, istniejący tylko w rozmyślaniach, dywagacjach.
Ważny element opowieści to rozstania i żałoba. Ma to podwójne znaczenie. 
Pierwsze to fakt, iż On pisze od lat kolejne, cieszące się wielką popularnością książki i stracie, o żałobie, o pochówkach,
Drugie to sam fakt rozstania tych dwojga i związanej z tym żałoby, pogrzebu, złudzeń, nadziei, marzeń.
Bardzo dobra książka, która zmusza do refleksji nad tym, jak ulotne jest życie i to co bierzemy za pewnik co teraz, dzisiaj jest naszym szczęściem. Świetnie ukazany jest także fakt, iż w naszym życiu nic nie jest jednoznaczne, białe lub czarne, że nasze decyzje i zachowania są bardzo złożone i mają większy wpływ na przyszłość niż nam samym się wydaje.
Gorąco zachęcam do lektury. Świetna, dająca do myślenia książka, w której grecka prowincja będąca tylko tłem rozmyślań, jest doskonale nakreślonym dodatkiem.

 

sobota, 29 września 2018

Torfowisko - Susanne Jansson

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 4,5/5
Recenzja mojego męża.

Akcja rozgrywa się w Mossmarkenm krainie lasów i mokradeł, miejscu odludnym, ponurym, depresyjnym. Idealne miejsce żeby je uczynić scenerią do rozgrywającego się na kartach książki thrillera pomieszanego z powieścią obyczajową z elementami sporej tajemnicy z przeszłości. 

Odnalezione na bagnach ciało z epoki brązu to jedna z ciekawostek i elementów lekkiej grozy. Do tego dochodzą całkiem współczesne zaginięcia wokół których toczy się akcja.W Mossmarkenm mieszka niewielka grupa osób, bardzo zamkniętych, co najmniej dziwnych, stroniących od obcych. W związku ze zniknięciem kolejnych osób policja ma do rozwiązania trudną zagadkę, a na współpracę miejscowych nie ma co liczyć.
Jako thriller książka jest powiedzmy na 4-. Natomiast tym co ją ubarwia jest bez wątpienia (i tu pewnie sporo osób zaskoczę) bardzo ciekawie podana duża porcja wiedzy dot.  torfowisk, bagien, mokradeł, fauny i flory i wszystkiego co z tym ekosystemem związane. Debiutująca autorka bardzo zręcznie wplotła tę wiedze w fabułę. 
Do tego dodała narastający nastrój grozy poprzeplatany mrocznymi wierzeniami, pełnymi grozy opowieściami. Trzeba przyznać, iż nastrój tej książki jest obok porcji wiedzy o mokradłach jest jej najmocniejszą stroną. Jednak przyznam się, że niezwykle trudno mi zaklasyfikować Torfowisko do jakiegoś konkretnego gatunku literackiego. Trochę thrillera, kryminału, garść grozy, psychologii, socjologii, botaniki i paludologi, czyli nauki o bagnach. 
Czyta się dobrze, z ciekawością, choć nie oczekujcie stricte kryminału z niesamowitym tempem akcji. Torfowisko jest spokojną, nawet często statyczną powieścią..
Z czystym sumieniem polecam tę książkę. Dobry, ciekawy debiut Susanne Jansson.

czwartek, 27 września 2018

Dziewczyna, którą byłam - Mary Torjussen

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 4,5/6
Gemma ma wspaniałe, idealne życie. Dobrze zarabia, prowadzi świetnie prosperującą agencję nieruchomości, ma udane małżeństwo, uroczego synka, Czego można chcieć więcej?! Jak się szybko okaże, w idealnym świecie także drzemią demony z przeszłości, które nie dają kobiecie spokoju.
Dodatkowo jeden wyjazd, jedno szkolenie, jedno odstępstwo od zasad  może zmienić wszystko, a jeden błahy z pozoru wieczór, będzie miał monstrualne konsekwencje. Rozpoczyna się coś w rodzaju stalkingu. Gemma dostaje się w potrzask. Nie ma pojęcia dlaczego tak się dzieje. Strach, to co ją spotyka są coraz dotkliwsze. Przed prześladowaniem nie można się ukryć. Co z tego wyniknie? Czy wydarzenia z przeszłości mają coś wspólnego z tymi z teraźniejszości? Czy przeszłość dopadła Gemmę po latach? A może chodzi o coś zupełnie innego? Czy uda jej się ochronić jej życie i rodzinę?
Dziewczyna, którą byłam to bardziej powieść psychologiczna niż kryminał.
Najciekawszymi elementami książki są świetnie nakreślone postaci oraz narastające wokół zagrożenie, paraliżujący strach, które zdają się oblepiać bohaterkę. Dodatkowo w pewnym momencie dochodzi wręcz do konfrontacji na linii Gemma vs największe koszmary jej życia. Kto zwycięży?
Drugim elementem, który wiedzie prym w książce jest ukazanie mechanizmów stalkingu i bardzo sprytnej manipulacji. Manipulowanie urasta w tej opowieści do rangi sztuki. Jestem przekonana, iż większość z nas będąc na miejscu Gemmy uległaby elementom manipulacji, tym bardziej, iż jak udowadnia autorka, często świat wokół nas zależy od tego, jak go postrzegamy, a ów ogląd może być bardzo zwodniczy. 
Dziewczyna, która byłam to ciekawie napisana, trzymająca w napięciu opowieść z dobrą, poruszająca warstwą psychologiczną. Czyta się dobrze, książka trzyma w napięciu. Polecam.


 

wtorek, 25 września 2018

Córka kucharki - Weronika Wierzchowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Ciekawa opowieść o Lucynie Ćwierczakiewiczowej – matce, kucharce, autorce bestsellerowych książek kucharskich i pierwszej kulinarnej celebrytce w drugiej połowie XIX wieku.

Ta książka to opowieść o Ćwierczakiewiczowej, ale i o tym czego często mimo dostatku i powodzenia, brakuje. Chodzi tu o dziecko, którego Lucynie brakowało, ale nie tylko. Także (a może przede wszystkim) o miłość, wzajemny szacunek, ciepło, przyjaźń, ludzkie odruchy wobec drugiego człowieka.
O co dokładnie chodzi, tego nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej ciekawiej, dobrze napisanej książki.
Córka kucharki wciąga od pierwszego rozdziału. Największy atut książki to doskonale nakreślone postaci Ćwierczakiewiczowej i małej sieroty Tosi, konflikt między nimi, postawa obu. Bardzo ciekawie ukazana jest sama Ćwierczakiewiczowa, jej ego, osobowość, zasady, dominująca postawa, poglądy i ich co najmniej dyskusyjny sposób oznajmiania wszem i wobec.
Do tego dochodzi gro innych, drugoplanowych bohaterów, których autorka także doskonale ukazała. 
Wierzchowskiej udało się tak dobrze sportretować bohaterki, iż jedną lubimy, ba kochamy od razu, drugiej szczerze nie znosimy.  Te uczucia nie zmieniają się przez cały czas lektury, chociaż dla samej Ćwierczakiewiczowej seniorki miałam z biegiem czasu sporo zrozumienia.
Dodatkowym atutem jest drobiazgowe oddanie XIX-wiecznej rzeczywistości, tego jak się żyło, jak myślano, jakie były obyczaje, dni codzienne. 
Książkową rzeczywistość poznajemy z punktu widzenia sieroty Tosi, w jej wspomnieniach. Tosia będąc dorosłą, sędziwą kobietą, żyjąc już w XX wieku cofa się kilka dekad do wieku XIX i prezentuje nam świat mieszczan, niekiedy blichtru, patos, zakłamania, radości, ale i okrucieństwa.  
Wisienką na torcie są kulinarne opisy, których autorka sporo zamieściła w książce. Trudno zresztą inaczej, gdy jedną z bohaterek jest najsłynniejsza kucharka XIX wieku. Opisy, smaki, aromaty, krzątanina, atmosfera kuchni i salonu, a także targu w trakcie zakupów...sprawiają, iż wielokrotnie w trakcie lektury ślinka płynie do ust, a nos nieomal sam wyczuwa wszelkie zapachy. 
Gorąco zachęcam do lektury. Dobra, dopracowana obyczajowa powieść z elementami historycznymi i humorystycznymi. 



niedziela, 23 września 2018

Tańczący trumniarz - Jeffery Deaver

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Jeffery Deaver ma bardzo ciekawy styl pisarski, dobre, mocne piór i sięgając po jego książki wiem, że mnie nie zawiedzie. Nie inaczej było w przypadku Tańczącego trumniarza. To dobry, mocny, realny thriller wymieszany z doskonałym kryminałem. 
Tytułowy tańczący trumniarz to seryjny zabójca, który dostaje zadanie zlikwidowania trójki świadków. Trumniarz jest nieprzewidywalny, inteligentny, jest jak duch, po którym można spodziewać się najgorsze. Powstrzymać go i zlikwidować może równie groźny przeciwnik Jest nim genialny Lincoln Rhyme.Ma na to 48 godz. Jak łatwo przewidzieć wszystko mu się uda, ale perypetii i nagłych zwrotów akcji będzie co niemiara. Smaczku dodaje swoisty pojedynek pomiędzy Lincolnem a Trumniarzem. Jest to pojedynek na to, kto kogo przechytrzy, kto jest bardziej inteligentny, pomysłowy, sprytny, cwany, bardziej bezwzględny. Tę walkę możemy obserwować przez całą książkę. Bardzo ciekawy zabieg. 
Po raz kolejny Deaver mnie nie zawiódł. Zaserwował mi prawdziwą ucztę thrillerowo-kryminalną, kilka godzin wspaniałej, pełnej napięcia lektury i lekturę od której wierzcie mi, trudno się oderwać.Dużo akcji, bardzo dobre tempo, inteligentna rozgrywka między dobrem, a złem i niespodziewany zwrot pod sam koniec książki. To jest to, co u Deavera lubię najbardziej. Autor ponownie napisał świetną książkę. I fakt, iż nieomal od początku znamy tożsamość zabójcy, w niczym nie przeszkadza. Książkę czyta się i tak doskonale. Polecam.

sobota, 22 września 2018

Czarownice z Manningtree - Beth Underdown

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Czarownice z Manningtree to opowieść o czarach, wielkiej księdze, czarownicach i ich brutalnym tropicielu oraz Anglii rodem z XVII wieku z całym brudem, waśniami rodzinnymi i wojnami. Te elementy wymieszane razem dają dosyć upiorny, ale bardzo ciekawy efekt. 

Niewątpliwym atutem jest fakt, iż tworząc swoją książkę autorka bazowała na sporej porcji autentycznych dokumentów, które pochodzą z XVII-wiecznej Anglii. Suche fakty udało jej się przekuć w fascynująca opowieść, którą czyta się z wypiekami na twarzy.
Książka ma formę dziennika. Narratorką i autorką jest młoda
Alice Hopkins, która po powrocie do rodzinnego miasteczka w 1645 roku została uwięziona. Szybko okazało się, iż jej dawny dom rodzinny przestał być bezpiecznym miejscem, a ukochany brat stał się kimś obcym, okrutnym, przerażającym. Mathew Hopkins stał się bowiem człowiekiem owładniętym jedną obsesją - tropieniem czarownic. Swój pamiętnik Alice  pisze właśnie w niewoli, w której ma do czynienia z tym co najokrutniejsze ze strony drugiego człowieka, najbardziej prymitywnym, upokarzającym, nie dającym nadziei.
Czarownice z Manningtree to poruszająca, a w wielu momentach nawet wstrząsająca lektura. Ukazane w książce okrucieństwo wobec drugiego człowieka, ciemnota, zabobon, a dodatkowo też zwyczajna ludzka głupota w połączeniu z mrokami XVII-wiecznej Anglii tworzą niesamowity klimat. Smaczku dodaje fakt oparcia książki na autentycznych wydarzeniach. Groza przejmuje w trakcie lektury. W wielu momentach wydaje się niewiarygodnym, iż coś takiego mogło się wydarzyć.
Dodatkową grozę wzbudza fakt, jak zręcznie można było przed wiekami manipulować ludźmi, jak sprawnie i szybko zarażać ich obawami, lekami, nienawiścią, chorymi urojeniami, jak sprytnie i sprawnie szerzyło się zło. 
Z drugiej strony mamy ofiary, bezbronne, słabe, samotne, zniewalane, często powoli lądujące w okowach niewoli, czy to fizycznej czy mentalnej.
Jest to książka, w której próżno szukać akcji, szybkich zwrotów fabuły. W wielu miejscach to lektura powolna, ba nawet statyczna. Jednak doskonałym piórem i opracowaniem tematu autorka udowadnia, iż szybka ala amerykańska akcja nie jest potrzebna do tego, żeby czytelnika wciągnąć w głąb lektury i bez mała osaczyć. 
Napięcie, groza wzrastają z każdą stroną. Do tego dochodzi mrok i czające się w tle nieoznaczone złe siły. Wszystko jest umiejętnie dozowane i podkręcane przez autorkę aż do bez mała eksplodującego finału. Idealna gra na podszytej lękiem wyobraźni, która jest częścią składową każdego człowieka. 
Bardzo dobry obraz XVII-wiecznej Anglii, ówczesnej ciemnoty, obyczajów, absurdu i męskiego szaleństwa ukazany w kobiecym dzienniku. Jednak zapiski Alice Hopkins to nie jedyny wątek, który jest główną osią książki. Underdown serwuje nam dużo więcej.
Zdecydowanie warto po tę książkę sięgnąć. Czyta się wyśmienicie, a ciekawe doznania i mroczne, przepełnione grozą wrażenia gwarantowane. 


 

czwartek, 20 września 2018

Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie - Anna Herbich

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 6/6
Pogrom wołyński, jedno z najstraszniejszych wydarzeń w naszej historii. Bohaterki niniejszej książki były jeszcze dziećmi, gdy pogrom miał miejsce. Były one świadkami rzezi, ludobójstwa i choć przeżyły także ofiarami. Każda z nich w pogromie straciła kogoś bliskiego, czy to z rodziny, czy spośród przyjaciół, sąsiadów. 

Anna Herbich w swojej kolejnej książce ( po Dziewczynach z Powstania, Dziewczynach z Syberii, Dziewczynach z Solidarności) podejmuje ponownie bardzo trudny temat. Tym razem to chyba najtrudniejsza pod względem emocjonalnym książka. 
Dziewczyny z Wołynia. Prawdziwe historie to książka zawierająca niezwykle poruszające historie. Bohaterki opowiadają o rzezi tak, jak to wydarzenie zapamiętały, widziały, tak jak go doświadczyły. Opowiadają co widziały, jak zawalił im się cały świat, jakie piętno to wywarło na ich dalszym życiu. 
Nam, czytelnikom żyjącym bezpiecznie w XXI wieku nawet trudno sobie wyobrazić, co te kobiety przeżyły. 
Nie będę wam tego przybliżać. Nie dałabym rady, a poza tym nie ma to najmniejszego sensu. Sens ma jedynie przeczytanie tej wspaniałej książki. 
Herbich żeby zebrać tak obszerny materiał do swojej książki, musiała przeprowadzić wiele rozmów. W trakcie lektury zastanawiałam się, jak bardzo bolesny dla bohaterek książki musiał być powrót do tamtych wydarzeń, opowieść o tych wydarzeniach. Opowiadanie o rzezi, śmierci najbliższych to traumatyczne doświadczenie niezależnie od tego ile czasu od tych dni minęło. Jestem pełna podziwu, że się na to zdobyły.
Dziewczyny z Wołynia... nie są książką, którą można przeczytać w ciągu 1-2 dni. Ogrom tragedii, bólu, jaki zgromadzony jest na kartach książki sprawia, iż opowieści trzeba sobie dozować. To bolesna i bardzo emocjonalna lektura. Przygotujcie się na szok, niedowierzanie i na to, że w trakcie lektury niejeden raz będą wam się cisnąć łzy do oczu. 
Gorąco polecam - ważny temat, kolejna książka Anny Herbich na liście z napisem bestsellery.





środa, 19 września 2018

Małgośka - Anna Nejman

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Małgośka to historia dwóch kobiet, które bardzo różnią się od siebie, a które los połączył w zadziwiający sposób. 

To także opowieść o kobiecie, którą los rzuca na przysłowiową głęboką wodę i o tym jak dziwne bywają koleje losu. Często my sobie zaplanujemy jedno, a okazuje się, że los przygotował dla nas coś zupełnie innego. Takie koleje losu są udziałem tytułowej bohaterki książki.
Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Teraźniejszość przeplatana jest retrospekcjami.Wydarzenia z obu okresów są równie ciekawie nakreślone.
Głównym mottem powieści jest to zdanie...Wszystko może się, wydarzyć, jeśli odważysz się zaryzykować.
I w Małgośce dzieje się praktycznie wszystko. Co istotne, z głównymi bohaterkami (a szczególnie z tytułową Małgośką) będzie mogło utożsamić się wiele czytelniczek...może komuś jej odwaga zaimponuje, może kogoś zmusi do działania, do porzucenia marazmu, stanu zawieszenia.. 
Przecież wiele z nas lub naszych bliskich wyemigrowało czy to z powodów materialnych, czy rodzinnych. Miejscem emigracji często jest UE, ale bez mała równie często (tak jak ma to miejsce w książce) USA. Wielu z nas zostało do tego niejako zmuszonych, czy to przeciwnościami losu, czy możliwościami, które są nam oferowane.
Ale Małgośka to nie tylko opowieść o dwóch kobietach i emigracji. To także lektura o życiu, o braniu go za bary, o daniu losowi szansy, o odwadze, przyjaźni i tym co tak naprawdę się liczy, a także czy to co się wydarza w naszym życiu to przypadek czy zapisany gdzieś los.
Książka jest bardzo dobrze napisana, ciekawie, wciąga, a bohaterki trudno nie polubić. 
Małgośka napisana jest lekko, ale nie infantylnie. Na szczęście pisarce udało się uniknąć czegoś co sprawia, iż z wielu powieści zamiast sensownej literatury tworzą się lukrowane, nie dające się czytać opowiastki.  
Przy Małgośce nie tylko miło spędzimy czas, ale także wielokrotnie zadumamy się nad życiem i nad tym co ono ze sobą niesie. Polecam.



wtorek, 18 września 2018

Skrzydła dla motyla - Ntailan Lolkoki

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Książka w stylu Kwiatu pustyni autorstwa Waris Dirie.
Skrzydła dla motyla poruszają i to bardzo. Do tego szokują, wzbudzają złość, chęć niesienia pomocy, a nawet pomszczenia. 

Główną bohaterką jest Masajka Ntailan Lolkoki, która opisuje swoje dzieciństwo w Kenii. Z założenia powinno ono upłynąć w nieomal sielskiej atmosferze. Rodzina dziewczyny należała bowiem do średnio zamożnej, z pozoru normalnej rodziny.
Jednak i w dobrze sytuowanej rodzinie tradycja to rzecz święta, nie ważne są cierpienia młodej dziewczyny liczy się tradycja.  
To co spotkało 12-letnią Ntailan było koszmarem, które skutki ciążą na jej ciele i psychice do dziś, mimo iż jest dorosłą kobietą. 
Mimo, iż historia opisana w książce jest okropna, to jestem zadowolona, iż taka pozycja powstała. O tym barbarzyństwie (a także innych, które dzieją się na całym świecie w imię tradycji) powinno się mówić głośno, jak najwięcej, z najdrobniejszymi szczegółami opisując koszmar, jakiego doświadczają dziewczynki.
Autorka bardzo szczerze opowiada o Kenii, o obyczajach nadal istniejących w tym kraju, o tym, jak się odbyło jej obrzezanie, o skutkach tego barbarzyństwa i o swoim życiu po. 
Opowiada także o operacji o której dowiedziała się od Waris Dirie. Poddała się możliwości  operacji rekonstrukcyjnej dla ofiar okaleczenia żeńskich narządów płciowych (FGM) i ze szczegółami opowiada także o tym co dał jej ten zabieg.
Jako 12-letnia dziewczynka Ntailan Lolkoki została okaleczona i przez długie lata milczała. Jako dorosła kobieta otrzymała szansę, by cofnąć to, co się stało i żyć normalnie.
Gorąco zachęcam do lektury. 

poniedziałek, 17 września 2018

Obywatel Coke. Kapitalizm według Coca Coli - Bartow Elmore

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Ciekawa, bardzo dobrze napisana książka opowiadająca o jednym z najbardziej znanych, najbardziej rozpoznawalnych produktów na świecie. Coca cola to także kultowa marka, produkt w dawnym bloku komunistycznym uosabiający inny, lepszy świat. Coca cola to dla wielu po prostu wszystko. 

Elmore w swojej książce opowiada nam o coca coli, jako produkcie, ale także o wszystkim co z nią związane. Czytamy więc o samym pomyśle, składzie, koncernie, reklamach, prawdach i mitach, które przez kolejne dekady narosły wokół tego napoju i jego loga. 
W książce znajdziemy także wiele anegdot i ciekawostek.
Jako jedną z ciekawostek podam fakt, iż Coca cola była pionierem w dziedzinie outsourcingu, czyli wszystkie działania zlecała firmom zewnętrznym. Nie produkowała, nie działała sama, tylko zlecała. Teraz jest to rzecz w zasadzie normalna, a przynajmniej bardzo często spotykana. Xxxx lat temu była to nowość. 
Sporo miejsca autor poświęca także obaleniu mitu coca coli, który sukcesywnie narastał na całym świecie przez minione kilka dekad. Elmore rozprawia się z nim bez skrupułów. 
Gro miejsca poświęcone jest także analizie wpływu marki coca cola na ludzi w kolejnych pokoleniach, na gospodarkę, na środowisko, na pojmowanie rzeczywistości. Całość poparta bardzo ciekawymi przykładami i analizami. Przyznam się, ze gro tego co opisuje autor jest oczywiste, ale bez tej książki, bez wspomnienia o tym nie zwróciłbym na wiele aspektów uwagi. 
Sporo miejsca poświęca także arcy sprytnym strategiom, a nawet można śmiało rzec cwaniactwu coca coli. Na czym one polegały? Tego dowiecie się z lektury niniejszej książki.
Bartow Elmore, profesor historii gospodarczej z Uniwersytetu Stanowego w Ohio, napisał dobrą, bardzo ciekawą książkę, którą bez wątpienia warto przeczytać. A czyta się ją doskonale. Polecam.
Obywatel Coke. Kapitalizm według Coca Coli to książka dla każdego, kto jest ciekawy świata i zachodzących w nim przemian.