sobota, 29 października 2016

Słowik - Kristin Hannah

Wydawnictwo Świat Książki
Być może rzuca się w oczy fakt, iż nie oceniłam Słowika. Powodem jest fakt, iż sama nie wiem, jaką dać ocenę. Mam co do tej książki mieszane uczucia.
Nie ulega wątpliwości, iż to bardzo emocjonalnie napisana opowieść, poruszająca, działająca na wyobraźnię, grająca na uczuciach.
Losy głównych bohaterek tak mnie poruszyły, że niecierpliwie przewracałam kolejne kartki książki. Pod względem gry na emocjach Hannah spisała się na medal.
Autorka opowiada historię dwóch sióstr, które dzieli wszystko łącznie ze sporą różnicą wieku i stylem życia. Gdy wybucha II wojna światowa, każda z sióstr przybiera inną strategię. Jedna chce walczyć za wszelką cenę, a druga za wszelką cenę przetrwać. Los postawi na ich drodze wiele przeszkód. Jak się okaże siostry łączy więcej niż im się wydaje. Mimo, iż pójdą innymi drogami, ich losy będą uderzająco podobne.
Tak jak wspomniałam na początku Kristin Hannah postawiła głównie na emocje, uczucia, nakreślenie okrucieństwa wojny, dzielnych postaw Francuzek, grę na czułym sercu czytelniczek. Niewątpliwie pod tym względem Słowik doskonale zdał egzamin. Książka tak porusza, iż na samym końcu (paradoksalnie tam gdzie opisane są współczesne wydarzenia) popłakałam się.
I niby ok, ale...gdy ochłonęłam trochę po zakończeniu lektury, coś mi nie pasowało, czegoś mi brakowało. Mimo trudnego z pozoru tematu Słowik jest lekką książką, ba rzekłabym nawet- czytadłem. Autorka w opisywanej historii zawarła sporo historycznych elementów, często okrutnych, ale niejako potraktowała je odrobinę po macoszemu, nie zagłębiała się w nich zbytnio. Po wielu wręcz "przeleciała" z prędkością światła. A szkoda. Temat jest tak ważny, iż warto by go przybliżyć rzeszy czytelników. Tym bardziej, iż książka zyskała spory rozgłos i popularność w USA, kraju którego obywatele nie mają tak dużej wiedzy o II wojnie światowej, jak mieszkańcy Europy.
Poza tym niektóre wydarzenia, które opisuje Hannah jawią się niczym z Czterech pancernych i psa lub Stawki większej niż życie. Są one nieomal przygodowe, lekkie, w ciepłych (mimo opisywanej grozy) barwach. Pod tym względem chyba coś nie zagrało autorce. Mimo, iż opowieść grająca na emocjach porusza, to kilka scen sprawia, iż samemu ma się ochotę ruszyć do boju, bynajmniej nie dlatego żeby ukarać Niemców, ale żeby przeżyć fajną przygodę. Dokładnie tak - fajną. Nie przepadam za tym określeniem, ale w tym przypadku idealnie ono pasuje. Nie wiem, jak wam, ale mnie to zgrzyta i to poważnie. Owszem nie oczekiwałam książki historycznej, rozprawy naukowej, ale wiedza historyczna, jaką autorka przekazuje czytelnikom jest na poziomie filmu przygodowego i to niezbyt ambitnego. Wszystko ma swoje granice. Gdyby Hannah inaczej to rozegrała Słowik byłby doskonałą, wartościową lekturą. Niestety, ale jest tylko emocjonalnym choć doskonale zabijającym czas czytadłem.
Jak więc widać książka ma plusy, ale i minusy. 

Niewątpliwie warto po nią sięgnąć, warto przeczytać. Nie żałuję czasu poświęconego Słowikowi. Jestem pewna, iż poruszy was historia sióstr i ich najbliższych i mimo trudnej tematyki miło spędzicie czas. 
Jednak mała przestroga - nie oczekujcie jakiejś głębszej analizy historycznej, szerszego potraktowania tematyki np. wywózki Żydów z Francji, czy pobytów w obozach koncentracyjnych. Hannah o tych wydarzeniach wspomina mniej niż lakonicznie, poświęca im zaledwie kilka zdań skupiając się na heroicznej postawie obu głównych bohaterek. Szkoda, iż pisarka poszła na łatwiznę. Przy pomocy Isabelle i Vianne mogła sensownie pokazać fragment trudnej i bolesnej historii.

 

piątek, 28 października 2016

Leona - Jenny Rogneby

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 2/6
Recenzja mojego męża.

Leona. Kości zostały rzucone, to debiut szwedzkiej kryminolog i byłej policjantki. Radziłbym żeby autorka na tej jednej pozycji poprzestała.
Pomysł miała niezły, niestandardowy, zaczęła dobrze, nawet bardzo dobrze. Jednak z biegiem czasu było już gorzej.
Nie będę pisać o fabule, nie ma to sensu w kontekście uchybień, jakie moim zdaniem popełniła Szwedka.
Przede wszystkim w trakcie lektury miałem wrażenie, iż Rogneby nie potrafi się zdecydować czy to powieść kierowana bardziej do męźczyzn, kobiet, czy może uniwersalna. Efekt jest taki, iż książka momentami maksymalnie infantylna, nie trafia do nikogo, jest po prostu nijaka.
Autorka w jednym momencie skupia się na drobiazgach w innym z kolei prześlizguje po kwestiach naprawdę istotnych, takich, którym należałoby poświęcić całkiem sporo uwagi. Nadmierne skupienie się na w sumie nieistotnych dla fabuły detali vs potraktowanie po macoszemu kwestii kryminalnych. W tym zakresie proporcje wyraźnie zostały zachwiane, co położyło się cieniem na całej książce.
Przedstawiona niejako od kuchni praca policji, z reguły mało wiarygodna,naciągana.
Fabuła nakreślona bardzo schematycznie, tworzy jakby szkielet, pomiędzy którym zabrakło kleju, materiału, który by całość uczynił jednolitą i zjadliwą dla czytelnika.
Brak napięcia, brak sensownej akcji, brak ciekawych bohaterów, brak czegokolwiek, co sprawiłoby, iż uznałbym, że warto po książkę sięgnąć i poświęcić jej kilka godzin. Zdecydowanie nie warto. Nie warto nawet nic więcej o Leonie pisać, szkoda czasu.Odradzam lekturę. Jest tyle innych, ciekawszych, lepszych książek.
W sieci znalazłem zdanie, iż Leona...to książka dla ludzi o mocnych nerwach. Fakt. Gorszej pozycji w tym roku nie czytałem. Trzeba mieć zdrowe, bardzo zdrowe nerwy żeby przez całą książkę przebrnąć. 

Za egzemplarz dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)  
https://platon24.pl/ksiazki/kosci-zostaly-rzucone-leona-tom-1-99866/



 

środa, 26 października 2016

Żywi i umarli w Winsford - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nesser mimo, iż tym razem niekryminalny, jak najbardziej w wysokiej formie.
Po raz kolejny pisarz pokazał, iż życie nigdy nie jest takim jakim nam się zdaje i genialnie oddał psychologiczną głębię i wymowę powieści.
Bohaterką jest samotna Szwedka, Maria, która pewnego ponurego dnia wraz z psem przyjeżdża na dłuższy, kilkumiesięczny pobyt do tytułowego Winsford. Wynajmuje niewielki domek w angielskiej mieścinie i próbuje dojść do siebie po tajemniczych (tkwiących gdzieś w podtekście) wydarzeniach, uporać się z nadmiarem uczuć i demonami, które ją nawiedzają. Głównie oddaje się długim spacerom po okolicznych terenach, obcuje z psem, rzadko kiedy towarzystwa dotrzymuje jej człowiek. Jedyną poza spacerami aktywnością Marii są wizyty w miejscowym pubie.
Nesser mistrzowsko oddał zarówno atmosferę miasteczka, jak i poczynania oraz wewnętrzne rozterki kobiety będącej po tragicznych przejściach, znajdującej się na rozdrożu życia.
Maria, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być typową choć niesłychanie spokojną samotną kobietą, wcale taką nie jest. Jej przemyślenia, zachowanie są dalekie od tradycyjnego schematu. Po początkowym zdziwieniu w czytelniku budzi się zdziwienie postępowaniem Marii. Ciekawość potęgują dwie zagadki kryminalne, których rozwiązanie na równi zaszokuje i zdziwi. Jednak do razu ostrzegam, mimo tego, iż jak wspomniałam w tekście mamy zagadki kryminalne, książka nie jest kryminałem. Jeżeli ktoś takowej szuka, nie ten tytuł.
Najważniejsze w Żywych i umarłych... są: Maria, jej wewnętrzne rozterki oraz wspaniałe opisy wrzosowisk, które otaczają miasteczko.
Czyta się doskonale, jak zwykle w przypadku Nessera. Jednak zdaję sobie sprawę, iż nie wszystkim ta historia przypadnie do gustu. Akcja toczy się leniwie, ba nawet bardzo, bardzo powoli, brak spektakularnych zwrotów akcji, brak emocji, strzelaniny. Jest za to sporo tajemnic, niedomówień, genialnie nakreślona sylwetka Marii i okolicy. Polecam.
 

wtorek, 25 października 2016

Terror - Ferdinand von Schirach

Wydawnictwo WAB, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Terror to dramat i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Dramat zarówno jeżeli chodzi o gatunek literacki, jak i wymowę, przeżycia bohatera.
Wszystko zaczyna się gdy terrorysta porywa samolot pasażerski i obiera kurs na stadion wypełniony ludźmi. By uniknąć gigantycznej katastrofy, pilot myśliwca zestrzeliwuje ów samolot. Tym samym sprzeciwia się rozkazom dowództwa. 

Pilot zestrzelił samolot, który terrorysta chciał rozbić na stadionie, na którym trwał właśnie mecz obserwowany przez 70 tysięcy widzów.
Ocalił kilkadziesiąt tysięcy ludzi będących na stadionie, czy zabił 164 osoby siedzące w feralnym samolocie? Czy miał prawdo postąpić samowolnie, zignorować rozkaz? Czy postępek pilota można zakwalifikować jako morderstwo, jak chce tego oskarżenie?
Teraz sąd ma zdecydować, czy pilot jest winny, czy niewinny.
W trakcie lektury uczestniczymy w procesie, poznajemy fakty, sucho przedstawione, odczłowieczone, słuchamy argumentów oskarżyciela i obrony, słuchamy tego co ma do powiedzenia oskarżony. Trudno jest czytelnikowi zająć jednoznaczne stanowisko. Każda ze stron ma swoją rację. Pilot, niezależnie do tego, jaką by podjął decyzję, byłby winny śmierci ludzi, mniejszej lub większej grupy, ale zawsze by był winny.
Czy sztywne trzymanie się rozkazów, ich bezwzględne wykonywanie, posłuszeństwo decyzjom przełożonych jest wystarczającym argumentem do zabicia kilkudziesięciu osób? Czy można poświęcić życie ponad stu osób w imię ocalenia większej grupy?
Śledzimy krok po kroku prawdziwy dramat, który śmiało można przyrównać do wielkich, antycznych dramatów. Wymowa procesu, zarówno ta prawna, jak im moralna, dają wiele do myślenia i na długo pozostaną w czytelniku.
Książka diametralnie różna od epickich lektur, z którymi większość z nas ma do czynienia. Jednak warto zadać sobie trochę trudu i przeczytać Terror. To ważna, aktualna, dająca do myślenia lektura, która roztrząsa wiele istotnych zagadnień, jak np. wpływ jednej osoby, jej decyzji na życie (dosłownie i w przenośni) kilkuset osób.
Warto także zastanowić się, co tak naprawdę jest tytułowym terrorem. Czy jest nim prosto rozumiany terroryzm, porwanie samolotu? Czy może chodzi o terror posłuszeństwa i litery prawa? Jestem przekonany, iż każdy inaczej odbierze zarówno treść książki, rozterki z nią związane, jak i wymowę tytułu.
Doskonała pozycja. Polecam.

poniedziałek, 24 października 2016

Korekty - Jonathan Franzen

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 6/6
To moje 2. spotkanie z prozą Franzena i po raz kolejny jestem zachwycona.
Moja opinia o wcześniej czytanej książce autora, Bez skazy tutaj (klik).
Korekty to wspaniała choć nie ukrywam, bardzo gorzka powieść, taki obraz antyrodziny i świata, które wymagają nomen omen..korekty i to porządnej.
Bohaterami są członkowie rodziny i społeczeństwa z fikcyjnego, średniego miasteczka znajdującego się na środkowym zachodzie USA. Miasteczko beznadziejne, nie oferujące nic poza modlitwą do swojego patrona, którym jest św. Juda, patron spraw beznadziejnych. Niesamowicie wymowne i adekwatne.
Akcja rozgrywa się kilka i kilkanaście lat temu (liczne retrospekcje), w okresie gdy Stanami Zjednoczonymi rządził Bill Clinton, każdy kupował dom na kredyt, a zarabianie pieniędzy było genialnie proste. Autor ze szczegółami opowiada o życiu w dusznym miasteczku tamtych lat, o dniu codziennym, ale i o zderzeniu z rzeczywistością, jaką był krach na giełdzie.
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, z których każdy opowiada o innym członku rodziny.
Jednak Korekty to nie tylko obraz rodziny jej wad, zalet (tych ostatnich jest bardzo mało) oraz reakcji na katastrofę. To także obraz współczesnej Ameryki, wizerunek nadmiernej euforii i podejmowanego w związku z tym ryzyka, obraz braku umiejętności logicznego myślenia i wyciągania wniosków, nadmiernych ingerencji człowieka w naturę, w żywność, szpikowania chemia i elektroniką wszystkiego, co się da, zachwytu internetową ogólnie dostępną pornografią oraz dostępnymi dla wszystkich lekami na wszystko, toksyczne związki, zawiedzione nadzieje, depresje. Wszechobecne są leki, które Amerykanie z Korekt (a co za tym idzie także realni mieszkańcy nie tylko USA) łykają niczym dropsy, mają zastąpić.. wszystko, tak prawie wszystko. Przede wszystkim szczęście i spokój. Mają one także uciszyć gdzieś tam w głębi umysłu odzywającego się sumienia i intuicji podpowiadającej, że coś jest nie tak ze światem wokół nas. Bohaterowie książki mają materialnie bez małą wszystko (do pewnego momentu), ale emocjonalnie, psychicznie są niewiarygodnie ubodzy.
Franzen ukazuje smutny, całkowicie wywrócony do góry nogami świat, w którym każdy żyje nie tak, a co ciekawsze na ogół inaczej niż sam by chciał. Zwykli ludzie, ich porażki, życie na opak, brak pomysłu na to co zrobić inaczej, lepiej, jak żyć.
Ogromnym plusem książki są wspaniale skonstruowani bohaterowie, niesamowicie realni, momentami aż do bólu. W wielu z nich, w wielu ich zachowaniach, reakcjach odnajdziemy wiele okruchów z nas samych, z naszego życia. Będzie to dosyć brutalne zderzenie się z wizerunkiem nas samych.
Genialna panorama amerykańskiego społeczeństwa, które niewiele różni się od naszego. Warto, ba trzeba przeczytać. Mistrzowskie połączenie wielkiej powieści z groteską i morałem.
Polecam.

sobota, 22 października 2016

Królowa - Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Królowa, to mistrzowska kontynuacja Hardej. W poprzedniej książce coś się skończyło, w tej coś się zaczyna.
Przejście z jednej książki do drugiej jest niezwykle płynne, wręcz mistrzowskie. Bowiem Królowa zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się Harda. Gdyby połączyć obie książki w jeden potężny tom, nikt nie zauważyłby granicy pomiędzy obydwiema częściami.
Królowa podzielona jest na 3 części, które odpowiadają trzem etapom życia głównej bohaterki.
Świętosława, Sigrida, Gunhilda. Nie wiadomo nawet na 100%, czy kobieta faktycznie istniała. Co prawda źródła skandynawskie odrobinę przybliżają postać tytułowej Hardej, ale i tak czynią to w stopniu bardzo niewielkim.
Ponieważ o bohaterce wiadomo tak niewiele. Cherezińska ponownie posłużyła się tymi skąpymi informacjami, które są dostępne i bazując na zarysie głównej bohaterki stworzyła wspaniałą historię. Trzeba przyznać, iż dzięki ograniczonej ilości informacji o bohaterce pisarka mogła folgować sobie do woli w zakresie jej poczynań. Musiała tylko trzymać się realiów historycznych. Wyszło jej to doskonale. Królową czyta się dosłownie z wypiekami na twarzy, niecierpliwie odwracając kolejne strony. Jestem ciekawa na ile dokonane za xxx lat odkrycia historyczne, archeologiczne potwierdzą opowieść Cherezińskiej.
Nacisk pisarka położyła na przedstawienie sylwetki Świętosławy, ukazanie jej niezwykłego charakteru i perypetii jej życia.
Dodatkowym atutem także tej części cyklu o Hardej, jest doskonałe oddanie realiów epoki. Opisy strojów, budowli, bitew, uczt, a nawet sceny erotyczne, to wszystko wprowadza w klimat średniowiecza.
Na plus w porównaniu do wcześniejszego tomu, poczytuję pisarce fakt, iż. w Królowej położyła spory nacisk na kwestię polityki zagranicznej ówczesnej Polski. Zdecydowanie ożywia to i tak niebanalną fabułę. Bolesław Chrobry nakreślony przez Cherezińską jest człowiekiem bardzo ciekawym, mądrym, decydującym o wszystkim, kierującym polityką nie tylko krajową.

Czyta się doskonale. Polecam.

 

piątek, 21 października 2016

Jesień - Karl Ove Knausgard

Wydawnictwo Literackie, Ocena 4-/6
Recenzja mojego męża.

Moja walka wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Bylem ciekaw, co Knausgard zaserwuje w Jesieni.
Jak na tego autora to niezbyt obszerna książka. Jesień liczy bowiem zaledwie 240 stron. Norweg zawarł na nich krótkie teksty (można je określić mianem miniatur) pisane do swojej nienarodzonej jeszcze córki. O czym pisze? Najkrócej można to określić dwoma słowami - o wszystkim.
Jak sam pisze....
Chcę pokazać Ci nasz świat takim, jaki jest: drzwi, podłogę, kran i zlew, fotel ogrodowy tuż przy murze pod oknem kuchennym, słońce, wodę i drzewa. Będziesz mu się przyglądać po swojemu, będziesz doświadczać go po swojemu, gromadzić własne doświadczenia i wieść własne życie, więc to oczywiste, że przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć.
Jak to u Knausgarda to bardzo nierówna książka. Niektóre teksty są trywialne, momentami nie do przyjęcia, jak np. tekst o..sikaniu. Jak można coś tak głupiego napisać?!. Inne z kolei są całkiem znośne, a dwa nawet na dosyć wysokim poziomie.
Niektóre wkurzają, inne rozczulają czy śmieszą. Jedno jest pewne, żaden tekst nie pozostawi czytelnika obojętnym, najwyżej zirytuje w maksymalnym stopniu.
Teksty są pogrupowane tematycznie.
Jesień podobnie, jak Moja walka jest wyjątkowo ekshibicjonistycznym tworem. W trakcie lektury miałem wrażenie grzebania w osobistych rzeczach autora, szperania w jego mieszkaniu, zaglądania do najintymniejszych kątów.
Trudno jednoznacznie ocenić te książkę. Mimo jej wad czytało mi się ją lepiej niż Moją walkę. Być może sprawił to fakt, iż autor mniej uwagi poświęca samemu sobie (chociaż nie rezygnuje z opisu własnych uczuć) a więcej ukazaniu niezmienności (w ogólnym pojęciu tego słowa) i intensywności życia i świata, który go otacza.
Polecam i chętnie sięgnę po kolejny tom, po Zimę. Ciekawe co tym razem Knausgard zaserwuje czytelnikom.

Zapowiedź - saga historyczna...




Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Kobiecego 17 listopada br.

Zapowiada się doskonała i długa lektura. Książka liczy bowiem 872 strony.

Napisana z rozmachem epicka saga o dwóch lekarkach szukających swego miejsca w świecie, w którym reguły gry ustalają jedynie mężczyzni.

Dwie kuzynki – Anna i Sophie Savard – nigdy nie żyły w konwencjonalny, tradycjonalistyczny sposób. Osierocone w dzieciństwie, były wychowywane przez owdowiałą ciotkę Quinlan w ich ukochanym Waverley Place w centrum Manhattanu. Mimo że bardzo się od siebie różnią – Anna jest odważna i wygadana, ma jasną karnację i ciemne włosy, Sophie zaś to spokojna i pełna wdzięku młoda kobieta, o ciemno-miodowym kolorze skóry oraz kasztanowych włosach – obie łączy ta sama historia, więzy krwi oraz dążność do przełamywania norm i konwencji.
Anna jest chirurgiem, Sophie zaś – położną. To jednak niełatwy czas dla kobiet lekarek. Jest rok 1883, Nowy Jork. Oszałamiające bogactwo współistnieje z niewyobrażalnym ubóstwem, a społeczeństwo przechodzi ogromne zmiany. Z jednej strony miasto rozwija się w zawrotnie szybkim tempie, z drugiej – wpływy zyskują obrońcy wiktoriańskiej moralności. Na drodze kobiet staje Anthony Comstock – niebezpieczny człowiek, który celem swojego życia uczynił zwalczanie wszelkich przejawów nieprzyzwoitości, zwłaszcza aborcję. Mimo tych przeciwności losu Anna i Sophie kochają swoją pracę. Robią wszystko, by zwalczać nierówności społeczne i pomagać uciśnionym kobietom.

Czy jednak odwaga i miłość wystarczą, by kobiety odniosły w tej walce słuszne zwycięstwo?

„Sprawnie napisana, (…) intrygująca saga historyczna, która wlewa życie w ducha emocjonującej przeszłości”.
Booklist

„Niezwykle klimatyczna i wciągająca”.
Kirkus Reviews

czwartek, 20 października 2016

Dodatkowy rabat przy zakupie książek tylko jeszcze dzisiaj!

https://platon24.pl/
Kliknij w powyższy baner, a przeniesiesz się na stronę księgarni.
Przy zakupach wpisz kod JESIEN, a uzyskasz 8% dodatkowego rabatu przy i tak niskich cenach.
Oferta ważna tylko do końca dzisiejszego dnia, do 21.10.16r.
Udanych zakupów.

środa, 19 października 2016

Carnivia - Rozgrzeszenie - Jonathan Holt

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5,5/6
Carnivia - Rozgrzeszenie, to trzecia część doskonałej trylogii. Niecierpliwie czekałam na finałowy tom. Poprzednie dwie części trylogii bardzo przypadły mi do gustu z co najmniej dwóch powodów. 

Po pierwsze były to świetnie napisane książki, których lektura wciągała od pierwszej strony, a po drugie - uwielbiam Wenecję, a w obu tomach opisy miasta są niezwykle ważnym elementem fabuły.
Akcja tego (ku mojemu ubolewaniu) ostatniego tomu ponownie toczy się równolegle w dwóch Wenecjach: rzeczywistej i wirtualnej. 

Carnivia.com to wirtualny świat, który jest wierną kopią rzeczywistego miasta na wodzie. Co ciekawe obie Wenecje istnieją równolegle, w obu można znaleźć się w każdej chwili.
Tym razem śledztwa prowadzi równolegle trójka głównych bohaterów - wenecka oficer carabinieri, twórca carnivia.com i amerykańska oficer wojskowa. Na pierwszy rzut oka nie mają one ze sobą nic wspólnego, ale to tylko pozory

Nie będę nakreślać fabuły, nawet w zarysie. Nie ma to po prostu sensu. Śledztwa są skomplikowane, drobiazgowo opisane i w trakcie lektury należy im poświęcić sporo uwagi. Co zatem mogłabym o nich napisać w takiej notatce? Niewiele. W związku z  tym postanowiłam fabuły nie nakreślać w ogóle. Chciałabym was tylko zachęcić do lektury całej trylogii. Naprawdę warto.
Muszę przyznać, iż finałowy tom trylogii jest najbardziej spektakularny jeżeli chodzi o literackie efekty specjalne, pomysłowość autora, ale także wymaga największej uwagi jeżeli chodzi o prowadzone dochodzenie. Sam finał, w którym autor przedstawia misterną, wielce skomplikowaną fikcyjną intrygę jest świetny, doskonale nakreślony i niebywale realistyczny. Jestem przekonana, iż większość czytelników po zakończeniu lektury tego tomu porządnie się zastanowi ile w intrydze i dowodach zebranych w trakcie śledztw jest prawdy, a ile fikcji.
Jonathan Holt po raz kolejny mnie porwał. Przede wszystkim zachwyca mnie doskonale oddany klimat Wenecji, miasta które uwielbiam i przynajmniej raz w roku staram się odwiedzić. Poza tym ciekawie skonstruowane śledztwa, niesamowita intryga, szybka akcja i wielokrotne zwroty fabuły. I oczywiście bohaterowie, ciekawi, niejednoznaczni, bardzo barwni.
Szkoda, że to już koniec przygód z Carnivią. Chociaż może to i dobrze... Gdyby autor kontynuował serię, w pewnym momencie istniałoby ryzyko znudzenia albo wręcz przekombinowania, pójścia na ilość nie na jakość. A tak Holt zostawił po sobie doskonałe wrażenie. Czekam niecierpliwie na nowe książki Jonathana Holta. Mam też nadzieję, że ktoś pokusi się o filmową adaptację wszystkich trzech tomów. Przy dobrym scenarzyście i reżyserze wyszedłby świetny film, ew. serial.