Szczęśliwa ręka mojego najmłodszego dziecka wybrała los z nickiem....CYRYSI.
To Cyrysia otrzyma pakiet książek. Gratuluję i poproszę o adres do wysyłki na email: anetapzn@gazeta.pl
Następny konkurs, gdy na liczniku odwiedzin ukaże się 200,000, co jak widać nastąpi niedługo:). Sądzę optymistycznie, że za jakiś miesiąc, może wcześniej....
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
czwartek, 19 września 2013
Zapowiedź...
Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną, Sylvie Simone,
tytuł oryginału : I`m Your Man: The Life of Leonard Cohen, tłumaczenie z języka angielskiego: Magdalena Bugajska,
redakcja: Dorota Koman, opracowanie graficzne: Anna Pol,
data premiery: 25 września 2013, s.600
„Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną” to biografia fenomenalnego poety i pieśniarza napisana na miarę jego talentu. W swej obszernej, bogato ilustrowanej książce Sylvie Simone przedstawia drogę Leonarda Cohena na światowe listy przebojów, twórczość owocującą rzeszami fanów i najwyższymi nagrodami, jego trudne wybory dotyczące życia duchowego i osobiste perypetie.
Wspomnienia ważnych w jego życiu kobiet, przyjaciół, współpracowników i rozmowa z Cohenem tworzą niepowtarzalną opowieść – o poezji, muzyce, zawiłościach miłości, o sensie życia, o religii. Cohen – mistrz i szermierz słowa – sportretowany został słowami padającymi w wywiadach, własnymi wierszami (w oryginalnych wersjach i polskim przekładzie), piosenkami.
Kim była Susanne ze słynnej pieśni Leonarda? Dlaczego w swej piosence żegnał ukochaną Marianne? Kim są legendarne Siostry Miłosierdzia? Jaką rolę w życiu "małego kanadyjskiego Żyda", jak o nim mówiono, odegrał jego buddyjski przywódca duchowy? Wiele tajemnic wyjaśni się dzięki lekturze tej – jakże obszernej, bo aż 600-stronicowej – monografii.
Jestem twoim mężczyzną – przewrotnie napisał Cohen w swojej piosence; taki tytuł nosi również jego biografia, jakby podkreślając oddanie, szczerość i otwartość jej bohatera.
Piękne życie. Piękne miejsca (w dzieciństwie – bogata dzielnica Montrealu, potem grecka wyspa, na której w prostym, pozbawionym wygód domku tworzył swoje najlepsze utwory, malownicza farma w Tennesee, lśniące światłami stolice show-biznesu), piękne, utalentowane kobiety, wybitni przyjaciele, twórcza atmosfera. I wieloletnia depresja, która kładła się cieniem na życiu Cohena. Niezwykle ciekawe jest jego poszukiwanie drogi duchowej – w żydowskich korzeniach, w szkole zen, w studiowaniu Nowego Testamentu. Życie w światłach rampy, i życie na uboczu.
Cohen – niepoprawny bawidamek i Cohen – mnich. Cohen na speedzie i w panicznym lęku. Cohen skromnie skryty za swoją gitarą i Cohen wjeżdżający na scenę na koniu. Cohen, który nie chce się zadomowić, i Cohen oddany swoim dzieciom. Cohen (już po siedemdziesiątce) – oszukany, okradziony, a jednak uśmiechnięty, znów ruszający w trasy. Różne – jakże frapujące – oblicza jednego człowieka. I równie ciekawe czasy zapisane we wspomnieniach i w licznie przytaczanych recenzjach (również miażdżących Leonarda Cohena, niewróżących mu popularności).
Gdyby nie Joni Mitchell, która pierwsza wyciągnęła go na scenę, może nigdy nie usłyszelibyśmy śpiewającego Leonarda Cohena. Gdyby nie Sylvie Simmons, autorka I'm Your Man, nie poznalibyśmy tylu twarzy Cohena, który – choć dobrze znany – wciąż pozostaje zagadką.
środa, 18 września 2013
Nowa Munro, czyli zapowiedź Wydawnictwa Literackiego...
Trillium Book 1990, 2013
Booker 1980, 2009
Nobel… 2013?
Alice Munro w doskonałej formie!
Kolejna na polskim rynku książka mistrzyni krótkiej formy literackiej, laureatki Bookera.
Przyjaciółka z młodości to dziesięć niezwykłych, hipnotyzujących czytelnika opowiadań
o tym, co dla każdego z nas najważniejsze, ale i najbardziej tajemnicze: o miłości,
tęsknocie, umieraniu, przypadkach rządzących naszym życiem... Prawdziwa literacka
uczta dla wielbicieli magii słowa i niezapomnianych wrażeń.
Satysfakcja gwarantowana, bo nazwisko Alice Munro od lat wymieniane jest na liście
pretendentów do literackiego Nobla. Za swoją ostatnią – jak sama twierdzi – i najbardziej
osobistą książkę Drogie życie kanadyjska autorka otrzymała niedawno prestiżową nagrodę
Trillium Book Award, którą niemal ćwierć wieku temu (w 1990 roku) wyróżniono właśnie
tom Przyjaciółka z młodości.
W sprzedaży także Zbyt wiele szczęścia w nowej oprawie.
Dziesięć opowiadań znakomitej kanadyjskiej pisarki od lat
wymienianej w gronie kandydatów do literackiej Nagrody Nobla.
Dziesięcioro głównych bohaterów (przeważnie bohaterek) i dziesięć
historii rozgrywających się w dwudziestowiecznej Kanadzie i
dziewiętnastowiecznej Europie.
Niezależnie od tego, czy centralnym wydarzeniem w opowiadaniu jest napad z bronią w ręku czy rywalizacja o względy mężczyzny, wyuzdany rytuał czy potrójne morderstwo, intymna i wyciszona proza Alice Munro sprawia, że czytelnik czuje się, jakby dopuszczano go do najgłębiej skrywanych rodzinnych tajemnic.
Niezależnie od tego, czy centralnym wydarzeniem w opowiadaniu jest napad z bronią w ręku czy rywalizacja o względy mężczyzny, wyuzdany rytuał czy potrójne morderstwo, intymna i wyciszona proza Alice Munro sprawia, że czytelnik czuje się, jakby dopuszczano go do najgłębiej skrywanych rodzinnych tajemnic.
Zachęcamy do obejrzenia krótkiego wywiadu z Alice Munro.
kanadyjska pisarka, jedna z najbardziej cenionych autorek krótkich form
prozatorskich, czego dowodem jest często powracające w recenzjach
określenie "kanadyjski Czechow". Akcja większości jej utworów osadzona
jest w południowo-zachodniej części stanu Ontario. Alice Munro w 2009
roku została uhonorowana nagrodą Man Booker Prize za całokształ
twórczości i bywa często wymieniana wśród kandydatów do literackiej
Nagrody Nobla.
Zdjęcie i okładki ze strony Wydawnictwa Literackiego.
Zdjęcie i okładki ze strony Wydawnictwa Literackiego.
Idealna ławka dla mola książkowego...
Znalazłam zdjęcie w sieci i nie mogłam się oprzeć, żeby go wam nie pokazać. Ławka ta znajduje się w jednym z parków w Istambule. Idealne miejsce dla mola książkowego do przysiądnięcia i zaczytania się...
Lodowisko - Roberto Bolano
Wydawnictwo Muza, Okładka miękka, 198 s., Moja ocena 5,5/6
Lodowisko, to kryminał nie kryminał, zależy jak na tę kwestię spojrzeć. Akcja opowieści rozgrywa się w niewielkim, charakterystycznym dla Costa Brava miasteczku o ujmującej nazwie...Z. Bohaterów mamy troje - Enrica, Remo i Gaspara. Każdy z nich ma za sobą pasmo sukcesów, ale i porażek. Co łączy tych męźczyzn? Tego nie zdradzę. Nie chcę wam psuć elementu zaskoczenia w trakcie lektury i dochodzenia niezwykle krętymi ścieżkami do sedna. Napiszę tylko, że samym sercem opowieści, miejscem, do którego nasi bohaterowie zmierzają (choć sami o tym nie wiedzą), miejscem kulminacyjnego dramatu, jest tytułowe lodowisko.
A wszystko, co się wydarzy to wina pięknej łyżwiarki i miłości, jaką do niej żywi pewien wysoko postawiony urzędnik. Nie myślcie jednak, że Lodowisko, to jakieś ckliwe, tandetne romansidło. O nie, nic z tych rzeczy. To doskonałe wymieszanie pełnokrwistego kryminału z powieścią obyczajową i bardzo ciekawym i dogłębnym studium ludzkich charakterów i namiętności z narastającym w tle zagrożeniem, które prowadzi ku tragedii. Więcej o treści nie napiszę, bo to tak, jak w przypadku opowiadania dowcipów, gdy się powie o jedno słowo za dużo i cała puenta do niczego.
To moje kolejne zetknięcie z twórczością Bolano. Uwielbiam pióro i tak charakterystyczny, odrobinę sarkastyczny (ale jakże celny) humor tego chilijskiego pisarza.Co jeszcze nieodmiennie podoba mi się w prozie Bolano, to fakt, iż niby o wszystkim wiemy, a jednak nie wiemy tak na prawdę nic. Nic nie jest w treści powiedziane wprost. Do sedna każdej opowieści prowadzi wiele niesamowicie pogmatwanych dróg. Takie same meandry dochodzenia do jądra...intrygi (złe określenie), tajemnicy (już trochę lepiej, ale też nie to) mamy w Lodowisku. Od pierwszej strony wiemy, że chodzi o jakieś morderstwo, ale długo, bardzo długo nie wiemy kto zabił (no, to normalne:)), ani kogo zabito (to już mniej normalne). Mimo, że tak na prawdę nic nie wiemy, nie potrafimy odłożyć książki. Bolano ma (miał, niestety:( nie żyje) niesamowity dar przyciągania, ba wciągania czytelnika. Nie wierzycie? Sprawdżcie proszę sami w trakcie lektury.
Jak zwykle pisarz zachwycił mnie także celnymi charakterystykami bohaterów, świetnie budowanym napięciem i wieloosobową narracją. Mimo, iż narratorami są trzy rożne postaci, to narracja jednej przechodzi płynnie w narrację drugie itd. Nic się nie miesza, nic nie jest zagubione, nic nie zostaje pozostawione w zawieszeniu. Majstersztyk.
Gorąco zachęcam do lektury.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Lodowisko, to kryminał nie kryminał, zależy jak na tę kwestię spojrzeć. Akcja opowieści rozgrywa się w niewielkim, charakterystycznym dla Costa Brava miasteczku o ujmującej nazwie...Z. Bohaterów mamy troje - Enrica, Remo i Gaspara. Każdy z nich ma za sobą pasmo sukcesów, ale i porażek. Co łączy tych męźczyzn? Tego nie zdradzę. Nie chcę wam psuć elementu zaskoczenia w trakcie lektury i dochodzenia niezwykle krętymi ścieżkami do sedna. Napiszę tylko, że samym sercem opowieści, miejscem, do którego nasi bohaterowie zmierzają (choć sami o tym nie wiedzą), miejscem kulminacyjnego dramatu, jest tytułowe lodowisko.
A wszystko, co się wydarzy to wina pięknej łyżwiarki i miłości, jaką do niej żywi pewien wysoko postawiony urzędnik. Nie myślcie jednak, że Lodowisko, to jakieś ckliwe, tandetne romansidło. O nie, nic z tych rzeczy. To doskonałe wymieszanie pełnokrwistego kryminału z powieścią obyczajową i bardzo ciekawym i dogłębnym studium ludzkich charakterów i namiętności z narastającym w tle zagrożeniem, które prowadzi ku tragedii. Więcej o treści nie napiszę, bo to tak, jak w przypadku opowiadania dowcipów, gdy się powie o jedno słowo za dużo i cała puenta do niczego.
To moje kolejne zetknięcie z twórczością Bolano. Uwielbiam pióro i tak charakterystyczny, odrobinę sarkastyczny (ale jakże celny) humor tego chilijskiego pisarza.Co jeszcze nieodmiennie podoba mi się w prozie Bolano, to fakt, iż niby o wszystkim wiemy, a jednak nie wiemy tak na prawdę nic. Nic nie jest w treści powiedziane wprost. Do sedna każdej opowieści prowadzi wiele niesamowicie pogmatwanych dróg. Takie same meandry dochodzenia do jądra...intrygi (złe określenie), tajemnicy (już trochę lepiej, ale też nie to) mamy w Lodowisku. Od pierwszej strony wiemy, że chodzi o jakieś morderstwo, ale długo, bardzo długo nie wiemy kto zabił (no, to normalne:)), ani kogo zabito (to już mniej normalne). Mimo, że tak na prawdę nic nie wiemy, nie potrafimy odłożyć książki. Bolano ma (miał, niestety:( nie żyje) niesamowity dar przyciągania, ba wciągania czytelnika. Nie wierzycie? Sprawdżcie proszę sami w trakcie lektury.
Jak zwykle pisarz zachwycił mnie także celnymi charakterystykami bohaterów, świetnie budowanym napięciem i wieloosobową narracją. Mimo, iż narratorami są trzy rożne postaci, to narracja jednej przechodzi płynnie w narrację drugie itd. Nic się nie miesza, nic nie jest zagubione, nic nie zostaje pozostawione w zawieszeniu. Majstersztyk.
Gorąco zachęcam do lektury.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
wtorek, 17 września 2013
Pokój na wodzie - Roberto Pazzi
Wydawnictwo Literackie, Okładka miękka, 230 s., Moja ocena 5,5/6
Dałam radę dokończyć lekturę, mimo bolącego żołądka:)
Jednym zdaniem, świetna, wyborna opowieść, ale...nie dla każdego.
Pazzi opowiada historię Cezariona, ostatniego faraona egipskiego, syna Kleopatry i Juliusza Cezara.Na kanwie prawdziwych wydarzeń historycznych, Pazzi snuje opowieść o historii życia Cezariona, historii, która mogłaby się wydarzyć, gdyby młodzieniec nie został zamordowany.
Bo Cezarion zmarł w wieku zaledwie 17 lat, w 30r. p.n.e.
A jak potoczyłyby się losy Egiptu, Rzymu i pozostałej części świata, gdyby żył jeszcze powiedzmy 20-30 lat? Tego oczywiście nigdy się nie dowiemy, ale możemy poznać jedną z możliwych wersji wydarzeń czytając Pokój na wodzie.
Pazzi snuje wspaniałą opowieść o samotności wśród tłumu, o wyobcowaniu, o tym nieuchwytnym czymś, czego Cezarionowi brakuje, mimo, iż zdawałoby się, że ma wszystko. Jest to opowieść o świecie, w którym Cezarion jest najważniejszy, w którym od małego był wychowywany i kształcony, żeby zostać władcą absolutnym. Mimo to, Cezarion Pazziego jest wyjątkowo niedojrzałym, samotnym człowiekiem, a najbliższą mu istotą jest kotka. Dopiero zupełnie przypadkowe spotkanie z Afrą nada życiu młodzieńca sens, ale czy zmieni je na lepsze? Czy Cezarionowi uda się uniknąć tego, co szykuje mu otoczenie w zakulisowych rozgrywkach?
Historia niby banalna, takich postaci zarówno w historii, jak i wśród zwyczajnych ludzi było i jest wiele, ale istota leży w tym, jak to jest opowiedziane. Historia mimo, iż kipi od skrywanych namiętności, toczy się niespiesznie, tak jak niespiesznie płyną wody Nilu.
Uwielbiam historię (szczególnie antyczną), ale nie znoszę gdybania co by było, gdyby...Jednak Pazziemu udało się mnie zaintrygować, wręcz porwać swoją opowieścią. Powodem bez wątpienia jest doskonałe merytoryczne przygotowanie pisarza, który początek opowieści osadza w okresie, gdy Cezar więził w Rzymie przez ponad 6 lat Wercyngetoryksa. Póżniej Pazzi doskonale oddaje atmosferę intryg, matactw, knowań i duszącej, otaczającej Cezariona atmosfery zła. A na koniec to uczucie beznadziejności i samotności w samym Cezarionie. Istny majstersztyk literacki i wyjątkowo porywająca książka, której nie chce się odłożyć.
Zakończenia historii nie ma. A w zasadzie jest, ale otwarte, co daje szansę na to, iż autor napisze kontynuację.
Roberto Pazzi to (ur. 1946 r.) włoski pisarz, poeta, prozaik, dziennikarz, wielokrotnie odznaczany włoskimi nagrodami. W Polsce ukazała się dotychczas, wznowiona niedawno powieść "Konklawe", obnażającą tajemnice Watykanu.
Dałam radę dokończyć lekturę, mimo bolącego żołądka:)
Jednym zdaniem, świetna, wyborna opowieść, ale...nie dla każdego.
Pazzi opowiada historię Cezariona, ostatniego faraona egipskiego, syna Kleopatry i Juliusza Cezara.Na kanwie prawdziwych wydarzeń historycznych, Pazzi snuje opowieść o historii życia Cezariona, historii, która mogłaby się wydarzyć, gdyby młodzieniec nie został zamordowany.
Bo Cezarion zmarł w wieku zaledwie 17 lat, w 30r. p.n.e.
A jak potoczyłyby się losy Egiptu, Rzymu i pozostałej części świata, gdyby żył jeszcze powiedzmy 20-30 lat? Tego oczywiście nigdy się nie dowiemy, ale możemy poznać jedną z możliwych wersji wydarzeń czytając Pokój na wodzie.
Pazzi snuje wspaniałą opowieść o samotności wśród tłumu, o wyobcowaniu, o tym nieuchwytnym czymś, czego Cezarionowi brakuje, mimo, iż zdawałoby się, że ma wszystko. Jest to opowieść o świecie, w którym Cezarion jest najważniejszy, w którym od małego był wychowywany i kształcony, żeby zostać władcą absolutnym. Mimo to, Cezarion Pazziego jest wyjątkowo niedojrzałym, samotnym człowiekiem, a najbliższą mu istotą jest kotka. Dopiero zupełnie przypadkowe spotkanie z Afrą nada życiu młodzieńca sens, ale czy zmieni je na lepsze? Czy Cezarionowi uda się uniknąć tego, co szykuje mu otoczenie w zakulisowych rozgrywkach?
Historia niby banalna, takich postaci zarówno w historii, jak i wśród zwyczajnych ludzi było i jest wiele, ale istota leży w tym, jak to jest opowiedziane. Historia mimo, iż kipi od skrywanych namiętności, toczy się niespiesznie, tak jak niespiesznie płyną wody Nilu.
Uwielbiam historię (szczególnie antyczną), ale nie znoszę gdybania co by było, gdyby...Jednak Pazziemu udało się mnie zaintrygować, wręcz porwać swoją opowieścią. Powodem bez wątpienia jest doskonałe merytoryczne przygotowanie pisarza, który początek opowieści osadza w okresie, gdy Cezar więził w Rzymie przez ponad 6 lat Wercyngetoryksa. Póżniej Pazzi doskonale oddaje atmosferę intryg, matactw, knowań i duszącej, otaczającej Cezariona atmosfery zła. A na koniec to uczucie beznadziejności i samotności w samym Cezarionie. Istny majstersztyk literacki i wyjątkowo porywająca książka, której nie chce się odłożyć.
Zakończenia historii nie ma. A w zasadzie jest, ale otwarte, co daje szansę na to, iż autor napisze kontynuację.
Roberto Pazzi to (ur. 1946 r.) włoski pisarz, poeta, prozaik, dziennikarz, wielokrotnie odznaczany włoskimi nagrodami. W Polsce ukazała się dotychczas, wznowiona niedawno powieść "Konklawe", obnażającą tajemnice Watykanu.
poniedziałek, 16 września 2013
Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu - Juliet Grey
Wydawnictwo Bukowy Las, Okładka miękka, 392 s., Moja ocena 5,5/6
Do Marii Antoniny mam stosunek obojętny, mimo, iż jest to jedna z bardziej znanych postaci kobiecych w historii, na równi tragiczna, co znienawidzona. Jednak bardzo lubię powieści historyczne, lubię też Wiedeń, w którym rozgrywa się duża część I tomu trylogii autorstwa Juliet Grey.
Tytułową bohaterkę poznajemy, gdy ma 10 lat, żyje sobie beztrosko, spędzając kolejne miesiące na nauce, psotach z rodzeństwem i chowaniu się przed nianią. Lada moment jednak beztroskie życie Marii zmieni się. Jej matka, cesarzowa Maria Teresa uczyniła ze swojego piętnastego dziecka (i jedenastej córki)j pionek w niezliczonych rozgrywkach politycznych. Ślub Marii z francuskim delfinem ma przypieczętować niezwykle kruchy sojusz francusko-austriacki, ma zapewnić pokój i stabilizację w XVIII-wiecznej Europie. Maria ma niejako zostać złożona w ofierze europejskiego pokoju. Było to o tyle istotne, że ówczesne mocarstwa praktycznie bez ustanku toczyły ze sobą mniej lub bardziej krwawe walki. Nietrudno więc zrozumieć, że mariaż Marii z Ludwikiem był niezwykle korzystny i pożądany.
Dziewczynka od kilku lat była przygotowywana do swojej roli, ale co innego wiedzieć o przeznaczeniu, przygotowywać się, a co innego doświadczyć. Młodziutka Maria przechodzi metamorfozę zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu oraz edukacji. Tej edukacji (jak pokaże historia) było jednak zdecydowanie za mało. Cesarzowa austriacka Maria Teresa, choć była wyjątkowo mądrą i doskonale wykształconą kobietą o niezwykle przenikliwym i chłonnym umyśle (darzę ją na prawdę wielkim szacunkiem i podziwem) zbyt mało wyedukowała Marię, co znalazło swoje odzwierciedlenie w sposobie, w jaki Maria kilka lat póżniej sprawowała władzę. Ale o tym opowiedzą dopiero kolejne tomy trylogii.
Wracajmy tymczasem do młodziutkiej arcyksiężniczki, która jest zmieniana w godną żonę delfina francuskiego. A w Marii zmieniono prawie wszystko, od włosów poczynając, poprzez odpowiednią postawę, prostowanie zębów, naukę odpowiedniego zachowania się w towarzystwie, aż do wpojenia dziewczynce dworskiej etykiety, która obowiązuje w Wersalu (ach ten wersalski ślizg). Prace nad ulepieniem (bo tak to można określić) przyszłej władczyni Francji trwają 4 lata. Po ich upływie, dziewczynka na odległość poślubia swojego hmm...wybranka i udaje się do zupełnie jej nieznanego świata, jakim jest Francja. Jest 1770r., mimo, iż ludność Francji przyjęła Marię życzliwie, nowa ojczyzna, dwór i w końcu mąż, 16-letni delfin francuski rozczarowują 14-latkę. Sympatią darzy tylko panującego króla. Jest to uczucie w pełni odwzajemnione, Maria owija sobie władcę wokół przysłowiowego palca. Dużo gorzej wyglądają za to jej stosunki z małżonkiem. Ludwik (wnuk Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej) darzy małżonkę równie chłodnym uczuciem, jak ona jego.
Czy to się zmieni? Jak Maria będzie żyła na tak odmiennym od wiedeńskiego, francuskim dworze? Czy odnajdzie się w świecie intryg i knowań dworskich? Czy mariaż dwóch największych europejskich dynastii - Habsburgów i Burbonów sprawdzi się? A może unieszczęśliwi Marię i Ludwika? Czy Maria wyrwie się spod kontroli matki? Czy zacznie sama podejmować decyzje? A jeżeli tak, to jakie to będą decyzje?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w książce. Juliet Grey w fascynujący sposób ukazuje zarówno dwór austriacki, jak i francuski. Ukazała nam niezwykle silną osobowość Marii Teresy, przemianę dziecka w przyszłą królową, nieporadność i obojętność delfina francuskiego. Najciekawiej jednak sportretowane są ze wszystkimi szczegółami zasady obowiązujące na wiedeńskim i paryskim dworze. To co należy robić, w jaki sposób to robić oraz opisy tego, czego pod żadnym pozorem robić nie wolno, wszystkie szczegóły dworskich etykiet sprawiły, że byłam szczęśliwa, jak nigdy, że żyję w XXI wieku, a nie na którymś z europejskich dworów kilka wieków temu.
Gorąco zachęcam do lektury. I tom trylogii o Marii Antoninie, to fascynująca opowieść pełna smaków i smaczków historycznych i obyczajowych. Książkę czyta się błyskawicznie, a styl pisarski Grey sprawia, że od lektury nie sposób się oderwać.
Do Marii Antoniny mam stosunek obojętny, mimo, iż jest to jedna z bardziej znanych postaci kobiecych w historii, na równi tragiczna, co znienawidzona. Jednak bardzo lubię powieści historyczne, lubię też Wiedeń, w którym rozgrywa się duża część I tomu trylogii autorstwa Juliet Grey.
Tytułową bohaterkę poznajemy, gdy ma 10 lat, żyje sobie beztrosko, spędzając kolejne miesiące na nauce, psotach z rodzeństwem i chowaniu się przed nianią. Lada moment jednak beztroskie życie Marii zmieni się. Jej matka, cesarzowa Maria Teresa uczyniła ze swojego piętnastego dziecka (i jedenastej córki)j pionek w niezliczonych rozgrywkach politycznych. Ślub Marii z francuskim delfinem ma przypieczętować niezwykle kruchy sojusz francusko-austriacki, ma zapewnić pokój i stabilizację w XVIII-wiecznej Europie. Maria ma niejako zostać złożona w ofierze europejskiego pokoju. Było to o tyle istotne, że ówczesne mocarstwa praktycznie bez ustanku toczyły ze sobą mniej lub bardziej krwawe walki. Nietrudno więc zrozumieć, że mariaż Marii z Ludwikiem był niezwykle korzystny i pożądany.
![]() |
| Maria Antonina w wieku 7 lat |
Wracajmy tymczasem do młodziutkiej arcyksiężniczki, która jest zmieniana w godną żonę delfina francuskiego. A w Marii zmieniono prawie wszystko, od włosów poczynając, poprzez odpowiednią postawę, prostowanie zębów, naukę odpowiedniego zachowania się w towarzystwie, aż do wpojenia dziewczynce dworskiej etykiety, która obowiązuje w Wersalu (ach ten wersalski ślizg). Prace nad ulepieniem (bo tak to można określić) przyszłej władczyni Francji trwają 4 lata. Po ich upływie, dziewczynka na odległość poślubia swojego hmm...wybranka i udaje się do zupełnie jej nieznanego świata, jakim jest Francja. Jest 1770r., mimo, iż ludność Francji przyjęła Marię życzliwie, nowa ojczyzna, dwór i w końcu mąż, 16-letni delfin francuski rozczarowują 14-latkę. Sympatią darzy tylko panującego króla. Jest to uczucie w pełni odwzajemnione, Maria owija sobie władcę wokół przysłowiowego palca. Dużo gorzej wyglądają za to jej stosunki z małżonkiem. Ludwik (wnuk Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej) darzy małżonkę równie chłodnym uczuciem, jak ona jego.
Czy to się zmieni? Jak Maria będzie żyła na tak odmiennym od wiedeńskiego, francuskim dworze? Czy odnajdzie się w świecie intryg i knowań dworskich? Czy mariaż dwóch największych europejskich dynastii - Habsburgów i Burbonów sprawdzi się? A może unieszczęśliwi Marię i Ludwika? Czy Maria wyrwie się spod kontroli matki? Czy zacznie sama podejmować decyzje? A jeżeli tak, to jakie to będą decyzje?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w książce. Juliet Grey w fascynujący sposób ukazuje zarówno dwór austriacki, jak i francuski. Ukazała nam niezwykle silną osobowość Marii Teresy, przemianę dziecka w przyszłą królową, nieporadność i obojętność delfina francuskiego. Najciekawiej jednak sportretowane są ze wszystkimi szczegółami zasady obowiązujące na wiedeńskim i paryskim dworze. To co należy robić, w jaki sposób to robić oraz opisy tego, czego pod żadnym pozorem robić nie wolno, wszystkie szczegóły dworskich etykiet sprawiły, że byłam szczęśliwa, jak nigdy, że żyję w XXI wieku, a nie na którymś z europejskich dworów kilka wieków temu.
Gorąco zachęcam do lektury. I tom trylogii o Marii Antoninie, to fascynująca opowieść pełna smaków i smaczków historycznych i obyczajowych. Książkę czyta się błyskawicznie, a styl pisarski Grey sprawia, że od lektury nie sposób się oderwać.
niedziela, 15 września 2013
Wywiad z Ewą Nowak, autorką m.in. Bransoletki...
Bransoletka – symbol zmian.
O nowej bohaterce, umiejętności kierowania własnym życiem i zmianach, o których sami decydujemy opowiada Ewa Nowak, autorka bestsellerowych powieści dla młodzieży.
To jedna z wersji mnie samej. Zwyczajem bardzo wielu pisarzy lubię sobie wyobrażać, co by było, gdybym była inną osobą. I tutaj weszłam w skórę bardzo skomplikowanej, sympatycznej i mądrej nastolatki – właśnie Weroniki.
Bo kim jest właściwie Weronika? To dziewczyna mądra, skomplikowana, z szerokimi horyzontami. Do takiej dziewczyny nie pasuje klasowy podrywacz, półanalfabeta. To musi być chłopiec kompatybilny z jej osobowością. Jest to naturalne prawo psychologiczne – szukamy takich partnerów, którzy są odbiciem nas samych. Takie idealnego dla siebie chłopca, o skomplikowanej osobowości, Weronika znajduje właśnie na zimowisku. Dla
innych dziewcząt jest niewdzięczny, a do niej po prostu pasuje.
Rozmawiała Monika Ignaczewska
Ewa Nowak o powieści Bransoletka
Weronika, nastolatka z rodziny, której nie lubi, i w której bardzo źle się czuje, zakochuje się pierwszą, bardzo nieśmiałą i lekką miłością w koledze ze szkoły, który wykorzystuje ją – nie w sensie seksualnym, ale znacznie gorszym, psychologicznym. W efekcie Weronika jedzie na zimowisko, gdzie trafia w zupełnie nowe środowisko, wydobywające z tej dziewczynki jej ogromny potencjał. Weronika sama nie zdawała sobie sprawy z tego, co w niej drzemie. Tam również poznaje idealnego dla siebie chłopca. Chłopca, którego nikt nie chce (nawet on sam), a który dla niej jest najlepszym partnerem. Jest to książka o tym, jak w bardzo konkretnym momencie nagle trafiamy na własny tor życiowy. I Weronice właśnie to się udało.
Za udostępnienie wywiadu dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
O nowej bohaterce, umiejętności kierowania własnym życiem i zmianach, o których sami decydujemy opowiada Ewa Nowak, autorka bestsellerowych powieści dla młodzieży.
To jedna z wersji mnie samej. Zwyczajem bardzo wielu pisarzy lubię sobie wyobrażać, co by było, gdybym była inną osobą. I tutaj weszłam w skórę bardzo skomplikowanej, sympatycznej i mądrej nastolatki – właśnie Weroniki.
- Denerwują ją ludzkie kompleksy i uprzedzenia, a niestety sama je posiada…
- Ma pani ciekawą teorię na temat ról, które odgrywamy w życiu? Jak sprawdza się ona w przypadku Weroniki?
- W książce porusza też pani kwestię związku między dwiema dziewczynami, czy raczej podejrzenia o skłonności homoseksualne. Czy uważa pani, że to dla młodzieży ważny temat?
- W końcu pojawia się i wyczekiwana przez Weronikę miłość. Dziewczyna znajduje ją jednak nie tam, gdzie się tego spodziewała. I nie jest to łatwe uczucie…
Bo kim jest właściwie Weronika? To dziewczyna mądra, skomplikowana, z szerokimi horyzontami. Do takiej dziewczyny nie pasuje klasowy podrywacz, półanalfabeta. To musi być chłopiec kompatybilny z jej osobowością. Jest to naturalne prawo psychologiczne – szukamy takich partnerów, którzy są odbiciem nas samych. Takie idealnego dla siebie chłopca, o skomplikowanej osobowości, Weronika znajduje właśnie na zimowisku. Dla
innych dziewcząt jest niewdzięczny, a do niej po prostu pasuje.
- Czym jest tytułowa bransoletka? I dlaczego to akurat bransoletka? Ma ona dla Pani jakieś szczególne znaczenie?
- Zakończenie książki wydaje się być otwarte. Czy to początek nowej serii?
- Jak pracuje pani nad kolejnymi książkami? Pisze pani na kartce czy na komputerze?
- Gdzie i kiedy przychodzą pani do głowy najlepsze pomysły?
Rozmawiała Monika Ignaczewska
Ewa Nowak o powieści Bransoletka
Weronika, nastolatka z rodziny, której nie lubi, i w której bardzo źle się czuje, zakochuje się pierwszą, bardzo nieśmiałą i lekką miłością w koledze ze szkoły, który wykorzystuje ją – nie w sensie seksualnym, ale znacznie gorszym, psychologicznym. W efekcie Weronika jedzie na zimowisko, gdzie trafia w zupełnie nowe środowisko, wydobywające z tej dziewczynki jej ogromny potencjał. Weronika sama nie zdawała sobie sprawy z tego, co w niej drzemie. Tam również poznaje idealnego dla siebie chłopca. Chłopca, którego nikt nie chce (nawet on sam), a który dla niej jest najlepszym partnerem. Jest to książka o tym, jak w bardzo konkretnym momencie nagle trafiamy na własny tor życiowy. I Weronice właśnie to się udało.
Za udostępnienie wywiadu dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
Czarne mleko - Elif Safak
Wydawnictwo Literackie, Okładka twarda, 357 s., Moja ocena 5/6
Czarne mleko to powieść, którą powinna przeczytać każda kobieta, niezależnie od tego, czy jest spełniona w życiu, czy też nie. Safak porusza problem, który dotyczy wielu (jeżeli nie większości) kobiet żyjących w różnych zakątkach świata, w różnych kulturach.
Bohaterka Czarnego mleka to kobieta stojąca pomiędzy naturalnym zdawałoby się zadaniem kobiety, swoistą wielowiekową tradycją i obowiązkiem, jakim jest urodzenie dziecka, a chęcią realizacji zawodowej.Czytając tę książkę miałam nieodparte wrażenie, iż Safak pisze o sobie, że jej bohaterka, to w rzeczywistości ona sama, tak przejmująco jest opisany los kobiety, jej wewnętrzne rozterki, znajdowanie się na rozdrożu i ta wieczna walka z oczekiwaniami, z samą sobą.
Bohaterka Safak ma poukładane życie, wszystko toczy się utartym torem, aż do dnia, gdy kobieta zakochuje się i bierze ślub. Wtedy wszystko zmienia się i pojawiają się wątpliwości, walki, rozterki.
Ważną częścią książki są też zmagania bohaterki (autorki) z pisaniem. Safak doskonale ukazuje momenty niemocy twórczej, napady weny, jak samolubne i pochłaniające jest pisanie, jak wyczerpujące potrafi być wnętrze pisarza. Na podstawie sylwetek znanych pisarek przedstawia nam wiele z nich w roli matki, żony. Opisuje m.in. postacie Virgini Woolf, Sylvii Plath, Doris Lessing i wielu innych. Opowiada o ich wyborach, rozterkach, trudach. Dzięki temu zwyczajne kobiety, czytelniczki książki, mają szansę zobaczyć, że nie są same ze swoimi trudnościami, wahaniami.
Wspaniała opowieść o życiu, o zmianach, o wewnętrznej walce z samą sobą, o walce z zewnętrznymi oczekiwaniami, o zaakceptowaniu samej siebie. Gorąco zachęcam do lektury.
Recenzja innej powieści Safak: Czterdzieści zasad miłości
Czarne mleko to powieść, którą powinna przeczytać każda kobieta, niezależnie od tego, czy jest spełniona w życiu, czy też nie. Safak porusza problem, który dotyczy wielu (jeżeli nie większości) kobiet żyjących w różnych zakątkach świata, w różnych kulturach.
Bohaterka Czarnego mleka to kobieta stojąca pomiędzy naturalnym zdawałoby się zadaniem kobiety, swoistą wielowiekową tradycją i obowiązkiem, jakim jest urodzenie dziecka, a chęcią realizacji zawodowej.Czytając tę książkę miałam nieodparte wrażenie, iż Safak pisze o sobie, że jej bohaterka, to w rzeczywistości ona sama, tak przejmująco jest opisany los kobiety, jej wewnętrzne rozterki, znajdowanie się na rozdrożu i ta wieczna walka z oczekiwaniami, z samą sobą.
Bohaterka Safak ma poukładane życie, wszystko toczy się utartym torem, aż do dnia, gdy kobieta zakochuje się i bierze ślub. Wtedy wszystko zmienia się i pojawiają się wątpliwości, walki, rozterki.
Ważną częścią książki są też zmagania bohaterki (autorki) z pisaniem. Safak doskonale ukazuje momenty niemocy twórczej, napady weny, jak samolubne i pochłaniające jest pisanie, jak wyczerpujące potrafi być wnętrze pisarza. Na podstawie sylwetek znanych pisarek przedstawia nam wiele z nich w roli matki, żony. Opisuje m.in. postacie Virgini Woolf, Sylvii Plath, Doris Lessing i wielu innych. Opowiada o ich wyborach, rozterkach, trudach. Dzięki temu zwyczajne kobiety, czytelniczki książki, mają szansę zobaczyć, że nie są same ze swoimi trudnościami, wahaniami.
Wspaniała opowieść o życiu, o zmianach, o wewnętrznej walce z samą sobą, o walce z zewnętrznymi oczekiwaniami, o zaakceptowaniu samej siebie. Gorąco zachęcam do lektury.
Recenzja innej powieści Safak: Czterdzieści zasad miłości
sobota, 14 września 2013
Rocznica urodzin Juliana Tuwima, którego jestem wielką wielbicielką...
Dzisiaj przypada 119. rocznica urodzin Juliana Tuwima, poety, jak żadne inny związanego z moim rodzinnym miastem, którym jest Łódź.
Wielki poeta urodził się 13 września 1894 roku w Łodzi.
Choć czuł się Polakiem, choć był Polakiem, dla antysemitów na zawsze pozostał Żydem, zarzucano mu, że poezję sprowadza na żydowskie manowce (obojętnie co to oznacza).
Trudno mu było, bo dla wielu Żydów był z kolei pozbawionym sumienia zdrajcą, który wybrał bycie Polakiem. Jak żyć w czymś takim? Jeżeli dodamy do tego chorobę psychiczną matki, hitlerowską okupację, aż dziw bierze, że tyle tworzył i to tak wspaniałych dzieł.
Po wybuchu II wojny światowej Tuwimowie przez Rumunię, Jugosławię i Włochy przedostali się do Francji, skąd wyjechali najpierw do Rio de Janeiro, potem do Nowego Jorku. Na emigracji powstał nostalgiczny poemat Kwiaty polskie.
W czerwcu 1946 roku Tuwimowie wrócili do kraju i adoptowali małą żydowską sierotę - Ewę.
Dla komunistycznych władz powrót poety był wielkim sukcesem. Zgodzono się publikować jego utwory (oczywiście po wcześniejszej cenzurze). Jednak w komunistycznej Polsce Tuwim tworzy niewiele, ukazało się zaledwie 12 jego nowych wierszy.
Poeta zmarł na atak serca 27 grudnia 1953 roku w Zakopanem.
Tuwim przez wiele lat związany był z Łodzią. Nic wiec dziwnego, że w mieście mają w ten weekend miejsce liczne wydarzenia kulturalne.
- Będzie można przekonać się, jak smakowały potrawy serwowane na tradycyjnych łódzkich piknikach - nie tylko takie jak bułki, serdelki i ogórki, ale i rachatłukum, hopjesy czy tradycyjne bajgiełki. Pokaz ich przygotowania odbędzie się w czasie pikniku - zapowiada Magdalena Krajewska-Sochala z Muzeum.
Wielki poeta urodził się 13 września 1894 roku w Łodzi.
Choć czuł się Polakiem, choć był Polakiem, dla antysemitów na zawsze pozostał Żydem, zarzucano mu, że poezję sprowadza na żydowskie manowce (obojętnie co to oznacza).
Trudno mu było, bo dla wielu Żydów był z kolei pozbawionym sumienia zdrajcą, który wybrał bycie Polakiem. Jak żyć w czymś takim? Jeżeli dodamy do tego chorobę psychiczną matki, hitlerowską okupację, aż dziw bierze, że tyle tworzył i to tak wspaniałych dzieł.
Po wybuchu II wojny światowej Tuwimowie przez Rumunię, Jugosławię i Włochy przedostali się do Francji, skąd wyjechali najpierw do Rio de Janeiro, potem do Nowego Jorku. Na emigracji powstał nostalgiczny poemat Kwiaty polskie.
W czerwcu 1946 roku Tuwimowie wrócili do kraju i adoptowali małą żydowską sierotę - Ewę.
Dla komunistycznych władz powrót poety był wielkim sukcesem. Zgodzono się publikować jego utwory (oczywiście po wcześniejszej cenzurze). Jednak w komunistycznej Polsce Tuwim tworzy niewiele, ukazało się zaledwie 12 jego nowych wierszy.
Poeta zmarł na atak serca 27 grudnia 1953 roku w Zakopanem.
Tuwim przez wiele lat związany był z Łodzią. Nic wiec dziwnego, że w mieście mają w ten weekend miejsce liczne wydarzenia kulturalne.
W sobotę rocznicę urodzin poety świętować
będzie Muzeum Miasta Łodzi, które organizuje piknik
przygotowany według wskazówek zamieszczonych we fragmencie
jego najbardziej łódzkiego poematu "Kwiaty polskie".
W czasie pikniku będzie można zobaczyć
archiwalne zdjęcia ze zbiorów Muzeum obrazujące sposoby
spędzania czasu wolnego w dawnej Łodzi i obejrzeć ekspozycję
obiektów związanych z kulturą jedzenia w czasach fabrykantów.- Będzie można przekonać się, jak smakowały potrawy serwowane na tradycyjnych łódzkich piknikach - nie tylko takie jak bułki, serdelki i ogórki, ale i rachatłukum, hopjesy czy tradycyjne bajgiełki. Pokaz ich przygotowania odbędzie się w czasie pikniku - zapowiada Magdalena Krajewska-Sochala z Muzeum.
Podczas pikniku będzie też można odwiedzić
gabinet poety, wziąć udział w warsztatach plastycznych i grach
literackich, a w tymczasowej czytelni poczytać dzieła
Tuwima i książki dotyczące jego twórczości, napić się kwasu chlebowego z zabytkowego saturatora:). Jak żałuję, że nie mogę dzisiaj być w Łodzi.
W niedzielę Teatr Pinokio z okazji urodzin
poety zaczyna nowy sezon artystyczny spektaklem dla całych
rodzin "Tuwimki" pod opieką reżyserską Konrada
Dworakowskiego. W spektaklu utwory Juliana Tuwima stają się
pretekstem do teatralnej zabawy z widzem.
Poeta poświęcił rodzinnej Łodzi kilka swoich utworów. W wierszu Łódź pisał:
(...)Niechaj potomni przestaną snuć, Domysły »w
sprawie Tuwima«, Bo sam oświadczam: mój gród - to Łódź, To moja
kolebka rodzima!.
Powiem wam (napiszę), że jako łodzianka jestem niesłychanie dumna z tego wiersza i lokalnego patriotyzmu Tuwima.
Uwielbiam wiele wierszy poety. Z wielkim sentymentem (chyba jak każdy) wspominam Lokomotywę.
Jednak moim naj, numerem 1. jest ten wiersz...
Wspomnienie
Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicą wychodziła.
Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły.
Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty ? październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni.
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej ? majowy.
Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku.
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak ta złotą, jak tą wonną wiązanką?
Wspomnienie
Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicą wychodziła.
Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły.
Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty ? październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni.
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej ? majowy.
Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku.
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak ta złotą, jak tą wonną wiązanką?
Znacie, kojarzycie? Wiersz wykorzystał wiele lat temu Czesław Niemen...wiele osób zna tę piosenkę, mało kto wie, że to z Tuwima:)
Kocham Tuwima. To jeden z niewielu polskich poetów, których wiersze bezkrytycznie uwielbiam. Przyznam się, że na poezji niezbyt się znam, ale twórczość Tuwima przemawia do mnie wyjątkowo. Być może dlatego, że taka łódzka, ciepła i ludzka.
I coraz bardziej niecierpliwie czekam na mającą ukazać się lada dzień biografię poety pióra Mariusza Urbanka.
A na koniec odrobina niepokornego Tuwima, wyjatkowo nie dla dzieci:), zamieszczam tylko fragment, bo wiersz długi. Reszta dla chętnych do odszukania w książkach lub internecie:):
Absztyfikanci grubej Berty
i katowickie węglokopy,
i borysławskie naftowierty,
i lodzermensche, bycze chłopy,
warszawskie bubki, żygolaki
z bandą wytwornych pind na kupę,
rębajły, franty, zabijaki,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
i katowickie węglokopy,
i borysławskie naftowierty,
i lodzermensche, bycze chłopy,
warszawskie bubki, żygolaki
z bandą wytwornych pind na kupę,
rębajły, franty, zabijaki,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
pedeki, neokatoliki,
podskakiwacze pod kulturę,
czciciele radia i fizyki,
uczone małpy, ścisłowiedzy,
co oglądacie świat przez lupę
i wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
pedeki, neokatoliki,
podskakiwacze pod kulturę,
czciciele radia i fizyki,
uczone małpy, ścisłowiedzy,
co oglądacie świat przez lupę
i wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty, fortuny sku..synu,
gó..arzu uperfumowany,
co splendor oraz spleen Londynu
nosisz na mordzie zakazanej,
i ty co mieszkasz dziś w pałacu,
a sr.. chodziłeś za chałupę,
ty wypasiony na Ikacu,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
gó..arzu uperfumowany,
co splendor oraz spleen Londynu
nosisz na mordzie zakazanej,
i ty co mieszkasz dziś w pałacu,
a sr.. chodziłeś za chałupę,
ty wypasiony na Ikacu,
całujcie mnie wszyscy w dupę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









_-_02.jpg)
.jpg)




