Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Księżna Casamassima to kolejna świetna powieść autora i kolejny dowód na to jak doskonałym obserwatorem i pisarzem był Henry James. W każdej powieści genialnie domalowuje zarówno swoich bohaterów, którzy są przekrojem XIX-wiecznego społeczeństwa, jak i ukazuje świat, który ich otacza. Portrety, które nam kreśli na kartach swoich książek nie maja nic wspólnego z przesłodzonymi opowiastkami. Wręcz przeciwnie. Są one gorzkie, niezbyt pochlebne, czasami zabawne, ale z pewnością szczere do bólu.
Księżna Cassamassima to historia londyńskiego biedaka, przeciwnika arystokracji, bękarta ubogiej Francuzki i średniozamożnego angielskiego arystokraty. Jest on idealnym przykładem na prawdziwość powiedzenia - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie chcę przedstawiać losów głównego bohatera. Są one na równi skomplikowane, tak jak skomplikowana jest dwoistość jego natury ze względu na pochodzenie, co jest niezwykle ciekawe, ba wręcz fascynujące.
Poza tym cała przyjemność lektury polega na stopniowym poznawaniu postaci, charakteru, złożoności Hiacynta Robinsona.
Z pewnością warto poznać głównego bohatera, ale nie tylko jego. James, jak i w przypadku innych książek, tak i tutaj rozbudował sylwetkę czy to głównych, pierwszoplanowych postaci, czy osób, które przez treść przewijają się dosłownie przez chwilę.
Książka ma same zalety i jedną wadę. Jest nią pewne niedopracowanie kwestii spisku. Nie chcę dokładnie pisać o co chodzi. Jeżeli sięgniecie po tę powieść z pewnością to zauważycie, tym bardziej, iż autor wręcz zmusza nas do niespiesznej lektury.
Z pewnością nie jest to powieść łatwa, taka którą szybko się czyta. James zadał sobie wiele trudu, żeby nie tylko ciekawie i niejednoznacznie nakreślić postaci bohaterów, ale także żeby dokładnie, ze wszystkimi szczegółami oddać atmosferę końca XIX wieku, klimat Londynu, nastroje panujące w różnych warstwach społecznych (z postępującym kryzysem społeczno-politycznym włącznie), czyli wszystko to co składało się na życie w stolicy Anglii ponad 100 lat temu. Autor nie szczędzi nam opisu wszelkich sfer ludzkiego życia oraz złożoności ludzkiej natury włącznie z rozkładaniem na czynniki pierwsze postępowań i konsekwencji oraz rozterek większości bohaterów. To właśnie najbardziej lubię w utworach Jamesa, to ich największa wartość.
Zachęcam do lektury.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
poniedziałek, 13 marca 2017
niedziela, 12 marca 2017
Granice zła - Rebecca Griffiths
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Dobra, wciągająca powieść, taka odrobinę z pogranicza thrillera psychologicznego wymieszanego z powieścią obyczajową.
Główną bohaterką jest Sarah D’Villez, która jako nastolatka została uprowadzona, lecz udało się jej uciec od porywacza, który więził ją przez jedenaście dni. Niestety, fizyczna ucieczka z tej niewoli to nie wszystko. Bohaterka nadal tkwi w jakby klatce, okowach wspomnień, które nie dają zapomnieć o przeżytym koszmarze. Przeszłość nadal w niej jest mimo, iż Sarah zmieniła wygląd, toźsamość, miejsce zamieszkania. Jak się okazuje, to wszystko nie wystarczy, żeby uciec.
Opowieść jest w miarę spokojna, co nie znaczy, że nudna. Niewątpliwym plusem są doskonale zarysowane wątki psychologiczne. I to na nich głównie opiera się opowieść. Brak natomiast jakiś spektakularnych, podkręcających tempo, zwrotów akcji. Na szczęście doskonale pokierowane wątki psychologiczne pochłaniają całą uwagę w trakcie lektury. Dodatkowego dreszczyku dodaje niezwykle zręcznie budowane napięcie, które autorka cały czas podkręca.
Atutem są także postaci bohaterów. Najciekawiej nakreślona jest sylwetka głównej bohaterki. Jednak pozostałym postaciom także niczego nie można zarzucić. Wielu z nich początkowo odgrywa drugoplanowe role. Jednak z czasem autorka wysuwa ich na plan pierwszy, a ich rola w całej sprawie zdecydowanie rośnie. Pisarka bardzo zręcznie komponuje fabułę przeplatając rozdziały, w których poznajemy rolę i myśli różnych osób. Ciekawy zabieg.
Granice zła, to doskonała powieść z mocnym wątkiem psychologicznym i oscylującym w granicach thrillera oraz zakończeniem, które zaskakuje.
Polecam. Bardzo dobra lektura, która na kilka godzin pozwoli wam zapomnieć o wszystkim.
Dobra, wciągająca powieść, taka odrobinę z pogranicza thrillera psychologicznego wymieszanego z powieścią obyczajową.
Główną bohaterką jest Sarah D’Villez, która jako nastolatka została uprowadzona, lecz udało się jej uciec od porywacza, który więził ją przez jedenaście dni. Niestety, fizyczna ucieczka z tej niewoli to nie wszystko. Bohaterka nadal tkwi w jakby klatce, okowach wspomnień, które nie dają zapomnieć o przeżytym koszmarze. Przeszłość nadal w niej jest mimo, iż Sarah zmieniła wygląd, toźsamość, miejsce zamieszkania. Jak się okazuje, to wszystko nie wystarczy, żeby uciec.
Opowieść jest w miarę spokojna, co nie znaczy, że nudna. Niewątpliwym plusem są doskonale zarysowane wątki psychologiczne. I to na nich głównie opiera się opowieść. Brak natomiast jakiś spektakularnych, podkręcających tempo, zwrotów akcji. Na szczęście doskonale pokierowane wątki psychologiczne pochłaniają całą uwagę w trakcie lektury. Dodatkowego dreszczyku dodaje niezwykle zręcznie budowane napięcie, które autorka cały czas podkręca.
Atutem są także postaci bohaterów. Najciekawiej nakreślona jest sylwetka głównej bohaterki. Jednak pozostałym postaciom także niczego nie można zarzucić. Wielu z nich początkowo odgrywa drugoplanowe role. Jednak z czasem autorka wysuwa ich na plan pierwszy, a ich rola w całej sprawie zdecydowanie rośnie. Pisarka bardzo zręcznie komponuje fabułę przeplatając rozdziały, w których poznajemy rolę i myśli różnych osób. Ciekawy zabieg.
Granice zła, to doskonała powieść z mocnym wątkiem psychologicznym i oscylującym w granicach thrillera oraz zakończeniem, które zaskakuje.
Polecam. Bardzo dobra lektura, która na kilka godzin pozwoli wam zapomnieć o wszystkim.
piątek, 10 marca 2017
Hrabal. Słodka apokalipsa - Aleksander Kaczorowski
Wydawnictwo Czarne, Ocena 5,5/6
Bohumil Hrabal, zmarły w 1997 roku znany czeski pisarz, jeden z największych autorów XX wieku. To bez wątpienia jedna z największych, najwybitniejszych postaci czeskiej literatury XX wieku. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 25 języków. Według jego opowiadań powstało kilka filmów, z których najbardziej znane są Pociągi pod specjalnym nadzorem.3 lutego 2017 r.oku minęło 20 lat od śmierci pisarza.Okoliczności śmierci nadal są niejasne. Wiele osób ciągle zadaje pytanie- czy jego upadek z okna jednego z praskich szpitali był wypadkiem czy samobójstwem. Takie samo zapytanie stawia Aleksander Kaczorowski, autor niniejszej książki przytaczając wiele faktów na poparcie tezy samobójstwa.
Kaczorowski był tłumaczem i biografem Bohumila Hrabala. Trudno o osobę bardziej zaznajomioną zarówno z dziełami, jak i życiem bohatera.
Razem z autorem poznajemy kolejne etapy życia Hrabala, śledzimy je krok po kroku począwszy od jego narodzin. Jednak bardzo szybko orientujemy się, iż o Hrabalu wiemy tyle, ile sam zechciał nam wyjawić. Taki już po prostu był, skryty, momentami tajemniczy, nie lubiący rozgłosu, a przy tym niezwykle skomplikowany, wielowymiarowy. Z jednej strony był wręcz smakoszem, wielbicielem życia, admiratorem jego uciech, a z drugiej strony - melancholikiem często popadającym wręcz w depresję.
Jak pisze Kaczorowski: (...) Motywy samobójcze w jego utworach to przecież kontrapunkt dla pochwały życia – jak długo pisał, tak długo tylko bawił się myślą o samobójstwie, najpierw swoich bohaterów, potem własnym. (...)
Książka skrzy się od anegdot, listów od przychylnych, ale i nieprzychylnych pisarzowi osób. , Pełno w niej także udokumentowanych faktów, które pełniej prezentują sylwetkę pisarza, choć moim zdaniem i tak nie wyczerpują w pełni tematu i dla kolejnych badaczy Hrabal, jego życie nadal są skrzynią pełną tajemnic czekających na odkrycie.
Całość fascynującej opowieści o tym niezwykłym człowieku ubarwiają liczne zdjęcia. Dzięki nim możemy poznać Hrabala w wielu prywatnych, rzadko wcześniej (lub wcale) prezentowanych okolicznościach. Przykładem może być zdjęcie bohatera z ..kotami. Mało kto wie, iż pisarz wraz z małżonką był wielkim przyjacielem tych zwierząt. Regularnie je przygarniali, dbali o nie, leczyli, karmili. Ich dom wręcz pękał w szwach od ilości kotów.
Hrabal. Słodka apokalipsa przybliża sylwetkę Czecha, ale także sprawia, iż nawet nie znając jego twórczości lub nie będąc jej wielbicielem, do samego pisarza czuje się wielką sympatię zabarwioną nutką szacunku i podziwu.
Zachęcam do lektury. Ta książka to bestseller w każdym calu.
Za książkę dziękuję Księgarnia Internetowej Platon24 (klik)
Bohumil Hrabal, zmarły w 1997 roku znany czeski pisarz, jeden z największych autorów XX wieku. To bez wątpienia jedna z największych, najwybitniejszych postaci czeskiej literatury XX wieku. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 25 języków. Według jego opowiadań powstało kilka filmów, z których najbardziej znane są Pociągi pod specjalnym nadzorem.3 lutego 2017 r.oku minęło 20 lat od śmierci pisarza.Okoliczności śmierci nadal są niejasne. Wiele osób ciągle zadaje pytanie- czy jego upadek z okna jednego z praskich szpitali był wypadkiem czy samobójstwem. Takie samo zapytanie stawia Aleksander Kaczorowski, autor niniejszej książki przytaczając wiele faktów na poparcie tezy samobójstwa.
Kaczorowski był tłumaczem i biografem Bohumila Hrabala. Trudno o osobę bardziej zaznajomioną zarówno z dziełami, jak i życiem bohatera.
Razem z autorem poznajemy kolejne etapy życia Hrabala, śledzimy je krok po kroku począwszy od jego narodzin. Jednak bardzo szybko orientujemy się, iż o Hrabalu wiemy tyle, ile sam zechciał nam wyjawić. Taki już po prostu był, skryty, momentami tajemniczy, nie lubiący rozgłosu, a przy tym niezwykle skomplikowany, wielowymiarowy. Z jednej strony był wręcz smakoszem, wielbicielem życia, admiratorem jego uciech, a z drugiej strony - melancholikiem często popadającym wręcz w depresję.
Jak pisze Kaczorowski: (...) Motywy samobójcze w jego utworach to przecież kontrapunkt dla pochwały życia – jak długo pisał, tak długo tylko bawił się myślą o samobójstwie, najpierw swoich bohaterów, potem własnym. (...)
Książka skrzy się od anegdot, listów od przychylnych, ale i nieprzychylnych pisarzowi osób. , Pełno w niej także udokumentowanych faktów, które pełniej prezentują sylwetkę pisarza, choć moim zdaniem i tak nie wyczerpują w pełni tematu i dla kolejnych badaczy Hrabal, jego życie nadal są skrzynią pełną tajemnic czekających na odkrycie.
Całość fascynującej opowieści o tym niezwykłym człowieku ubarwiają liczne zdjęcia. Dzięki nim możemy poznać Hrabala w wielu prywatnych, rzadko wcześniej (lub wcale) prezentowanych okolicznościach. Przykładem może być zdjęcie bohatera z ..kotami. Mało kto wie, iż pisarz wraz z małżonką był wielkim przyjacielem tych zwierząt. Regularnie je przygarniali, dbali o nie, leczyli, karmili. Ich dom wręcz pękał w szwach od ilości kotów.
Hrabal. Słodka apokalipsa przybliża sylwetkę Czecha, ale także sprawia, iż nawet nie znając jego twórczości lub nie będąc jej wielbicielem, do samego pisarza czuje się wielką sympatię zabarwioną nutką szacunku i podziwu.
Zachęcam do lektury. Ta książka to bestseller w każdym calu.
Za książkę dziękuję Księgarnia Internetowej Platon24 (klik)
czwartek, 9 marca 2017
Kobieta znikąd - Mary Kubica
Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 3,5/6
Bez euforii, ale też i bez znudzenia i pewnego zniesmaczenia, co miało miejsce, gdy czytałam ostatnią książkę Findera (wczoraj).
Na plus Kobiecie znikąd bez wątpienia trzeba poczytać konstrukcję, pomysł na fabułę.
Historia tytułowej kobiety opowiedziana jest z punktu widzenia dwóch osób, Quinn i Alexa. Żadna z tych osób nie wie o istnieniu drugiej. Obie historie całkowicie różnią się od siebie i zdawać by się mogło, iż dotyczą zupełnie innej osoby. A jednak dot. to tej samej kobiety o imieniu Esther, którą poznajemy nie tylko z opowieści, ale także z licznych, fragmentarycznych retrospekcji.
W pewnym momencie Kubica obie historie, które rozgrywają się w dwóch różnych miejscach, sprytnie łączy.
Na plus poczytuję także samo tempo akcji, które jest spokojne, momentami wręcz stagnacyjne. Brak amerykańskiego pędu, brak typowego dla wielu książek zabiligoiuciekł. W przypadku Kobiety znikąd treść i następujące po sobie wypadki są spokojne, przemyślane, umiejętnie dozowane.
Największy zryw fabuły następuje pod koniec, mniej więcej 100 stron przed końcem książki. Wtedy akcja zdecydowanie przyspiesza. Samo zakończenie zaskoczyło mnie i to bardzo. Warto tę książkę przeczytać choćby dla samego zakończenia.
Tyle plusów. Teraz minusy.
Przede wszystkim język, jakim książka została napisana. Jest on prosty, jak..no nie wiem co. Ja rozumiem, iż nie jest to dzieło noblisty, ale wszystko ma swoje granice. nawet prostota języka. Zdania krótkie, sporo kalek językowych.
Także konstrukcje bohaterów- Quinn i Alexa są odrobinę zbyt płaskie.Tego typu postaci można by przedstawić dużo ciekawiej.
Na poprawkę, a w zasadzie wycięcie, zasługuje zbyt duża ilość opisów. Powiedzmy 1/5 bym usunęła.
Jak widać książka ma plusy, ale i minusy. Kobieta znikąd to niezła lektura, ale trzeba o jednym pamiętać, wbrew opisowi na okładce nie jest to thriller. Jeżeli książkę potraktujecie, jako thriller będzie wam brakować zagadek, nagłych zwrotów akcji, czyli tego czym taki rodzaj literatury powinien się charakteryzować.
Bez euforii, ale też i bez znudzenia i pewnego zniesmaczenia, co miało miejsce, gdy czytałam ostatnią książkę Findera (wczoraj).
Na plus Kobiecie znikąd bez wątpienia trzeba poczytać konstrukcję, pomysł na fabułę.
Historia tytułowej kobiety opowiedziana jest z punktu widzenia dwóch osób, Quinn i Alexa. Żadna z tych osób nie wie o istnieniu drugiej. Obie historie całkowicie różnią się od siebie i zdawać by się mogło, iż dotyczą zupełnie innej osoby. A jednak dot. to tej samej kobiety o imieniu Esther, którą poznajemy nie tylko z opowieści, ale także z licznych, fragmentarycznych retrospekcji.
W pewnym momencie Kubica obie historie, które rozgrywają się w dwóch różnych miejscach, sprytnie łączy.
Na plus poczytuję także samo tempo akcji, które jest spokojne, momentami wręcz stagnacyjne. Brak amerykańskiego pędu, brak typowego dla wielu książek zabiligoiuciekł. W przypadku Kobiety znikąd treść i następujące po sobie wypadki są spokojne, przemyślane, umiejętnie dozowane.
Największy zryw fabuły następuje pod koniec, mniej więcej 100 stron przed końcem książki. Wtedy akcja zdecydowanie przyspiesza. Samo zakończenie zaskoczyło mnie i to bardzo. Warto tę książkę przeczytać choćby dla samego zakończenia.
Tyle plusów. Teraz minusy.
Przede wszystkim język, jakim książka została napisana. Jest on prosty, jak..no nie wiem co. Ja rozumiem, iż nie jest to dzieło noblisty, ale wszystko ma swoje granice. nawet prostota języka. Zdania krótkie, sporo kalek językowych.
Także konstrukcje bohaterów- Quinn i Alexa są odrobinę zbyt płaskie.Tego typu postaci można by przedstawić dużo ciekawiej.
Na poprawkę, a w zasadzie wycięcie, zasługuje zbyt duża ilość opisów. Powiedzmy 1/5 bym usunęła.
Jak widać książka ma plusy, ale i minusy. Kobieta znikąd to niezła lektura, ale trzeba o jednym pamiętać, wbrew opisowi na okładce nie jest to thriller. Jeżeli książkę potraktujecie, jako thriller będzie wam brakować zagadek, nagłych zwrotów akcji, czyli tego czym taki rodzaj literatury powinien się charakteryzować.
środa, 8 marca 2017
Fachowiec - Joseph Finder
Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 3/6
Bohaterem jest 35-letni dziennikarz śledczy Rick Hoffman, który gdy go poznajemy jest bezrobotnym, bez grosza przy duszy, nocującym w dawnym rodzinnym domu , a obecnie ruderze, człowiekiem.
Narzeczona go zostawiła, pracy nie ma, ojciec po wylewie przebywa w domu opieki i od 18 lat nie powiedział ani słowa, a dodatkowo dom w którym nocuje jest ruderą, której nikt nie chce kupić, nawet po znacznym obniżeniu ceny.
Pewnego dnia jedno uderzenie w ścianę działową domu odmienia los Ricka, w pozytywnym, ale przede wszystkim w negatywnym tego słowa znaczeniu. W ściance Rick znajduje kilkaset paczek banknotów, których wartość szacuje na kilka milionów dolarów.
Wydaje mu się, że wygrał los na loterii. Nic bardziej mylnego. Jakimś cudem o znalezisku dowiadują się bardzo niebezpieczni ludzie. Od tego momentu życie Ricka zamienia się grę o życie. W końcu musi uciekać przed śmiertelnie groźnymi wrogami, którzy desperacko pragną, by przeszłość pozostała pogrzebana.
Streszczenie przyznacie sami, obiecujące. Rozpoczynając lekturę nastawiłam się na emocjonujący thriller z pościgami i zmieniającą się błyskawicznie akcją, coś ala Simeon Kernick. I faktycznie tak było, ale tylko przez początkowe około 50-60 stron. Póżniej z każdym kolejnym rozdziałem fabuła wydawała się powieleniem znanych już wątków z topowych thrillerów, a samo tempo akcji jakby coraz bardziej spadało. Wszystko co czytałam znałam już z innych książek. I niby nie byłoby w tym nic aż tak bardzo złego, gdyby Finder choć odrobinę podkręcił tempo akcji, a same kolejne perypetie Ricka i zakończenie całej opowieści, uczynił mniej przewidywalnym.
Niestety, ale tak się nie stało. Gwarantuję, iż po przeczytaniu 1/2 książki będziecie znać dalszy ciąg perypetii bohatera oraz rozwiązanie zagadki.
Poza tym ten podział niczym w bajkach - na dobrych i złych. Jak myślicie, kto wygrywa?
Dobry pomysł, zmarnowany potencjał. Szkoda i dziwne ponieważ Finder nigdy tak nie pisał, przynajmniej w tych książkach, które wcześniej czytałam.
Bohaterem jest 35-letni dziennikarz śledczy Rick Hoffman, który gdy go poznajemy jest bezrobotnym, bez grosza przy duszy, nocującym w dawnym rodzinnym domu , a obecnie ruderze, człowiekiem.
Narzeczona go zostawiła, pracy nie ma, ojciec po wylewie przebywa w domu opieki i od 18 lat nie powiedział ani słowa, a dodatkowo dom w którym nocuje jest ruderą, której nikt nie chce kupić, nawet po znacznym obniżeniu ceny.
Pewnego dnia jedno uderzenie w ścianę działową domu odmienia los Ricka, w pozytywnym, ale przede wszystkim w negatywnym tego słowa znaczeniu. W ściance Rick znajduje kilkaset paczek banknotów, których wartość szacuje na kilka milionów dolarów.
Wydaje mu się, że wygrał los na loterii. Nic bardziej mylnego. Jakimś cudem o znalezisku dowiadują się bardzo niebezpieczni ludzie. Od tego momentu życie Ricka zamienia się grę o życie. W końcu musi uciekać przed śmiertelnie groźnymi wrogami, którzy desperacko pragną, by przeszłość pozostała pogrzebana.
Streszczenie przyznacie sami, obiecujące. Rozpoczynając lekturę nastawiłam się na emocjonujący thriller z pościgami i zmieniającą się błyskawicznie akcją, coś ala Simeon Kernick. I faktycznie tak było, ale tylko przez początkowe około 50-60 stron. Póżniej z każdym kolejnym rozdziałem fabuła wydawała się powieleniem znanych już wątków z topowych thrillerów, a samo tempo akcji jakby coraz bardziej spadało. Wszystko co czytałam znałam już z innych książek. I niby nie byłoby w tym nic aż tak bardzo złego, gdyby Finder choć odrobinę podkręcił tempo akcji, a same kolejne perypetie Ricka i zakończenie całej opowieści, uczynił mniej przewidywalnym.
Niestety, ale tak się nie stało. Gwarantuję, iż po przeczytaniu 1/2 książki będziecie znać dalszy ciąg perypetii bohatera oraz rozwiązanie zagadki.
Poza tym ten podział niczym w bajkach - na dobrych i złych. Jak myślicie, kto wygrywa?
Dobry pomysł, zmarnowany potencjał. Szkoda i dziwne ponieważ Finder nigdy tak nie pisał, przynajmniej w tych książkach, które wcześniej czytałam.
poniedziałek, 6 marca 2017
Błękitna godzina - Douglas Kennedy
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Świetna książka, której akcja rozgrywa się w egzotycznym Maroku. Trochę inaczej zakończyłabym całą historię, no ale cóż, prawo autora do takiego zakończenia, jakie jemu odpowiada.
Błękitna godzina to na równi dobry kryminał z odrobiną thrillera, jak i bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczno-psychologiczna.
Kennedy snuje bardzo ciekawą choć z pozoru banalną opowieść o porwanym męźczyźnie i jego żonie, której życie wydaje się być idyllą. Zgodnie ze znanym powiedzeniem...nie wszystko złoto..nie wszystko jest taką idyllą, jaką zdaje się być. Urlop, który z początku jest sielanką, spełnieniem marzeń, szybko zamienia się w koszmar i to z wielu powodów. Wspomniane uprowadzenie bohatera to tylko pretekst do ukazania czegoś więcej, czego podsumowaniem jest moim zdaniem pytanie - czy lepszy zdrowy egoizm, czy trwanie pomimo wszystko..
Czym jest to mimo wszystko? Tego nie zdradzę. Gwarantuję jednak, iż to coś zupełnie różnego od tego, o czym myślicie. Inna jest także zdrada, która przewija nam się przez większość opowieści.
Ta historia to także szeroko rozumiana opowieść o ludziach, o ich namiętnościach, o tym do czego są zdolni w obliczu zmieniających się w momencie sytuacji, zagrożeń, o tym co drzemie na dnie ich duszy, o wyborach, zdradzie, prawdzie (czy zawsze warto ja poznać), o miłości w najróżniejszych formach, o życiu i o tym na ile tak naprawdę znamy najbliższą nam osobę.
Błękitna godzina nie wciąga od razu, choć nie ukrywam, już pierwsze strony czyta się z zainteresowaniem. Powieść powoli, strona po stronie otula swoją magią i w pewnym momencie zauważa się, iż od lektury nie sposób się oderwać.
Douglas Kennedy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem pióra, genialnie operuje słowem i drobiazgowo oddaje szczegóły chwili, ludzi, otoczenia. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Błękitną godzinę oraz inne powieści tego autora. Nie będziecie żałować.
Świetna książka, której akcja rozgrywa się w egzotycznym Maroku. Trochę inaczej zakończyłabym całą historię, no ale cóż, prawo autora do takiego zakończenia, jakie jemu odpowiada.
Błękitna godzina to na równi dobry kryminał z odrobiną thrillera, jak i bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczno-psychologiczna.
Kennedy snuje bardzo ciekawą choć z pozoru banalną opowieść o porwanym męźczyźnie i jego żonie, której życie wydaje się być idyllą. Zgodnie ze znanym powiedzeniem...nie wszystko złoto..nie wszystko jest taką idyllą, jaką zdaje się być. Urlop, który z początku jest sielanką, spełnieniem marzeń, szybko zamienia się w koszmar i to z wielu powodów. Wspomniane uprowadzenie bohatera to tylko pretekst do ukazania czegoś więcej, czego podsumowaniem jest moim zdaniem pytanie - czy lepszy zdrowy egoizm, czy trwanie pomimo wszystko..
Czym jest to mimo wszystko? Tego nie zdradzę. Gwarantuję jednak, iż to coś zupełnie różnego od tego, o czym myślicie. Inna jest także zdrada, która przewija nam się przez większość opowieści.
Ta historia to także szeroko rozumiana opowieść o ludziach, o ich namiętnościach, o tym do czego są zdolni w obliczu zmieniających się w momencie sytuacji, zagrożeń, o tym co drzemie na dnie ich duszy, o wyborach, zdradzie, prawdzie (czy zawsze warto ja poznać), o miłości w najróżniejszych formach, o życiu i o tym na ile tak naprawdę znamy najbliższą nam osobę.
Błękitna godzina nie wciąga od razu, choć nie ukrywam, już pierwsze strony czyta się z zainteresowaniem. Powieść powoli, strona po stronie otula swoją magią i w pewnym momencie zauważa się, iż od lektury nie sposób się oderwać.
Douglas Kennedy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem pióra, genialnie operuje słowem i drobiazgowo oddaje szczegóły chwili, ludzi, otoczenia. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Błękitną godzinę oraz inne powieści tego autora. Nie będziecie żałować.
niedziela, 5 marca 2017
Pragnienie - Richard Flanagan
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Kolejna, rewelacyjna powieść australijskiego pisarza i moim skromnym zdaniem najlepsza w jego dorobku.
Akcja rozpoczyna się w 1841 roku w miejscu wtedy zapomnianym przez Boga, a przez większość ludzi nieznanym, kolonii karnej na Ziemi Van Diemena, miejscu, które kiedyś zostanie nazwane Tasmanią. Jednak to nie jedyne miejsce akcji i nie jedyna płaszczyzna czasowa.
Flanagan jak zwykle zręcznie lawiruje na różnych płaszczyznach czasowych, pomiędzy różnymi kontynentami i wieloma postaciami.
W tej niezwykłej książce splatają nam się dwie główne historie, dwa główne motywy - żony polarnika i słynnego podróżnika, protektora kolonii karnej Johna Frankina, która wzięła na wychowanie sierotę Aborygenkę i słynnego pisarza Karola Dickensa. Są one jednak tylko punktem wyjścia do zaprezentowania czegoś więcej.
Flanagan po mistrzowsku odmalowuje każdą postaci, ich działania, przemyślenia, a nawet emocje, które nimi miotają. Nieistotne, czy chodzi o rozdartego pomiędzy sprzecznymi celami podróżnika, jego żonę, która czuje się jak nikomu niepotrzebna rzecz, osieroconą Aborygenkę, którą Franklinowie adoptowali, wielkiego pisarza i jego małżeństwo oraz jego poszukiwanie nowych wrażeń, czy teoretyczny ład cywilizowanego człowieka, któremu bez pytań ma się poddać "dziki" z Tasmanii. Wszystkim Flanagan poświęca tyle samo uwagi i dbałości o nakreślenie wyjątkowo wymownego, szczegółowego obrazu.
Każda z postaci przewijających się przez tę książkę ma jakieś cele, jakieś swoje mniej lub bardziej ukryte pragnienia. I głównie o tym jest ta opowieść, o pragnieniach, żądzach, marzeniach, które na ogół są siłą napędową życia każdego człowieka, o ich potędze, ale także o ich tłumieniu i o tym co z tego wynika.
Wszystko to napisane prostym choć niezwykle pięknym językiem. Polecam. Genialna, ponadczasowa i wielowymiarowa powieść.
Kolejna, rewelacyjna powieść australijskiego pisarza i moim skromnym zdaniem najlepsza w jego dorobku.
Akcja rozpoczyna się w 1841 roku w miejscu wtedy zapomnianym przez Boga, a przez większość ludzi nieznanym, kolonii karnej na Ziemi Van Diemena, miejscu, które kiedyś zostanie nazwane Tasmanią. Jednak to nie jedyne miejsce akcji i nie jedyna płaszczyzna czasowa.
Flanagan jak zwykle zręcznie lawiruje na różnych płaszczyznach czasowych, pomiędzy różnymi kontynentami i wieloma postaciami.
W tej niezwykłej książce splatają nam się dwie główne historie, dwa główne motywy - żony polarnika i słynnego podróżnika, protektora kolonii karnej Johna Frankina, która wzięła na wychowanie sierotę Aborygenkę i słynnego pisarza Karola Dickensa. Są one jednak tylko punktem wyjścia do zaprezentowania czegoś więcej.
Flanagan po mistrzowsku odmalowuje każdą postaci, ich działania, przemyślenia, a nawet emocje, które nimi miotają. Nieistotne, czy chodzi o rozdartego pomiędzy sprzecznymi celami podróżnika, jego żonę, która czuje się jak nikomu niepotrzebna rzecz, osieroconą Aborygenkę, którą Franklinowie adoptowali, wielkiego pisarza i jego małżeństwo oraz jego poszukiwanie nowych wrażeń, czy teoretyczny ład cywilizowanego człowieka, któremu bez pytań ma się poddać "dziki" z Tasmanii. Wszystkim Flanagan poświęca tyle samo uwagi i dbałości o nakreślenie wyjątkowo wymownego, szczegółowego obrazu.
Każda z postaci przewijających się przez tę książkę ma jakieś cele, jakieś swoje mniej lub bardziej ukryte pragnienia. I głównie o tym jest ta opowieść, o pragnieniach, żądzach, marzeniach, które na ogół są siłą napędową życia każdego człowieka, o ich potędze, ale także o ich tłumieniu i o tym co z tego wynika.
Wszystko to napisane prostym choć niezwykle pięknym językiem. Polecam. Genialna, ponadczasowa i wielowymiarowa powieść.
sobota, 4 marca 2017
Dom Rothschildów tom 2 Bankierzy świata 1849-1999 - Nial Ferguson
Wydawnictwo Literackie, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Rothschildowie to najbardziej wpływowa rodzina najnowszej historii. Potężni bankierzy i przemysłowcy żydowskiego pochodzenia, którzy dosłownie (nie ma w tym, ani słowa przesady) trzęśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym światem, znacząco wpływając na historię całych państw.
Dziś nazwisko Rothschild na całym świecie kojarzy się z gigantyczną fortuną, aż trudno uwierzyć, w jaki sposób wszystko się zaczęło.
Niall Ferguson, znakomity historyk, w tym monumentalnym dziele we wspaniały, wielowymiarowy sposób opowiada o swoich bohaterach, o ich początkach, które miały miejsce w kilka wieków temu we Frankfurcie nad Menem, o dojściu do niewyobrażalnej dla przeciętnego człowieka fortuny i o tym, co w ich mniemaniu (jak czas pokazał słusznym) doprowadziło do potęgi, do nieomal władania światem.
Cała dwutomowa, pięknie wydana książka jest o tyle cenna, iż osadzona w początkowych czasach rozwoju potęgi, czyli XII wieku, oraz w okresie boomu rozwojowego rodu, czyli okresie XVIII i XIX wieku i ciągnie się aż do 1999 rok, czyli w zasadzie czasów nam współczesnych. Opowieść pełna jest nawiązań do ówczesnych wydarzeń historycznych, zmian kulturowych, obyczajów, sposobów prowadzenia interesów, przemian ekonomicznych etc.
Jednak sercem drugiego tomu jest opowieść o tym, jak żydowska rodzina zamożna owszem, ale bez przesady, stała się najpotężniejszym rodem świata, jak stała się żywą legendą.
Akcja rozgrywa się w wielu miejscach na świecie, we Frankfurcie (który był początkiem), w Londynie, Neapolu, Paryżu, Nowym Jorku i Wiedniu.
Za sprawą mistrzowskiego przygotowania Fergusona mamy okazję wniknąć pod podszewkę tamtego świata, wkraść się do jego centrum poznać rodzinę oraz wiele jej sekretów.
Prorocy finansów... i Bankierzy świata...są niewiarygodną, choć nie ukrywam wymagająca lekturą.
Przede wszystkim trzeba być odważnym. 912 stron II tomu i 802 strony tomu I robią swoje. Sama objętość książki może przerazić. Do tego dochodzi spora ilość przypisów, cytatów i porządne, metodyczne, godne najlepszego historyka podejście do tematu.
Mimo rzetelnego opracowania materiału oba tomy czyta się bardzo dobrze. Jest to zasługa lekkiego (mimo sporej dawki historii i danych), momentami wręcz gawędziarski sposób narracji Fergusona. Dzięki niemu Dom Rothschildów to nie tylko opowieść o powstawaniu imperium, o władzy i pieniądzu, ale także o obyczajach, kulturze, mariażach, zdradach, uśmiechach losu, trafnych lub nie życiowych decyzjach.
Książka jest wspaniałą, doskonałą lekturą. Nie dziwię się, iż trafiła na listę dziesięciu najlepszych książek roku Business Week i bardzo długo była bestselerem.Wielką pomocą i ubarwieniem lektury były liczne, zamieszczone w książce fotografie. Za ich sprawą Rotschildowie jawią nam się, nie tylko jak potentaci, momentami wręcz magicy, wizjonerzy, ale także, jako zwykli ludzie.
Rothschildowie to najbardziej wpływowa rodzina najnowszej historii. Potężni bankierzy i przemysłowcy żydowskiego pochodzenia, którzy trzęśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym światem, znacząco wpływając na historię całych państw. Warto ich poznać.
Zachęcam do lektury.
Recenzja mojego męża.
Rothschildowie to najbardziej wpływowa rodzina najnowszej historii. Potężni bankierzy i przemysłowcy żydowskiego pochodzenia, którzy dosłownie (nie ma w tym, ani słowa przesady) trzęśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym światem, znacząco wpływając na historię całych państw.
Dziś nazwisko Rothschild na całym świecie kojarzy się z gigantyczną fortuną, aż trudno uwierzyć, w jaki sposób wszystko się zaczęło.
Niall Ferguson, znakomity historyk, w tym monumentalnym dziele we wspaniały, wielowymiarowy sposób opowiada o swoich bohaterach, o ich początkach, które miały miejsce w kilka wieków temu we Frankfurcie nad Menem, o dojściu do niewyobrażalnej dla przeciętnego człowieka fortuny i o tym, co w ich mniemaniu (jak czas pokazał słusznym) doprowadziło do potęgi, do nieomal władania światem.
Cała dwutomowa, pięknie wydana książka jest o tyle cenna, iż osadzona w początkowych czasach rozwoju potęgi, czyli XII wieku, oraz w okresie boomu rozwojowego rodu, czyli okresie XVIII i XIX wieku i ciągnie się aż do 1999 rok, czyli w zasadzie czasów nam współczesnych. Opowieść pełna jest nawiązań do ówczesnych wydarzeń historycznych, zmian kulturowych, obyczajów, sposobów prowadzenia interesów, przemian ekonomicznych etc.
Jednak sercem drugiego tomu jest opowieść o tym, jak żydowska rodzina zamożna owszem, ale bez przesady, stała się najpotężniejszym rodem świata, jak stała się żywą legendą.
Akcja rozgrywa się w wielu miejscach na świecie, we Frankfurcie (który był początkiem), w Londynie, Neapolu, Paryżu, Nowym Jorku i Wiedniu.
Za sprawą mistrzowskiego przygotowania Fergusona mamy okazję wniknąć pod podszewkę tamtego świata, wkraść się do jego centrum poznać rodzinę oraz wiele jej sekretów.
Prorocy finansów... i Bankierzy świata...są niewiarygodną, choć nie ukrywam wymagająca lekturą.
Przede wszystkim trzeba być odważnym. 912 stron II tomu i 802 strony tomu I robią swoje. Sama objętość książki może przerazić. Do tego dochodzi spora ilość przypisów, cytatów i porządne, metodyczne, godne najlepszego historyka podejście do tematu.
Mimo rzetelnego opracowania materiału oba tomy czyta się bardzo dobrze. Jest to zasługa lekkiego (mimo sporej dawki historii i danych), momentami wręcz gawędziarski sposób narracji Fergusona. Dzięki niemu Dom Rothschildów to nie tylko opowieść o powstawaniu imperium, o władzy i pieniądzu, ale także o obyczajach, kulturze, mariażach, zdradach, uśmiechach losu, trafnych lub nie życiowych decyzjach.
Książka jest wspaniałą, doskonałą lekturą. Nie dziwię się, iż trafiła na listę dziesięciu najlepszych książek roku Business Week i bardzo długo była bestselerem.Wielką pomocą i ubarwieniem lektury były liczne, zamieszczone w książce fotografie. Za ich sprawą Rotschildowie jawią nam się, nie tylko jak potentaci, momentami wręcz magicy, wizjonerzy, ale także, jako zwykli ludzie.
Rothschildowie to najbardziej wpływowa rodzina najnowszej historii. Potężni bankierzy i przemysłowcy żydowskiego pochodzenia, którzy trzęśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym światem, znacząco wpływając na historię całych państw. Warto ich poznać.
Zachęcam do lektury.
czwartek, 2 marca 2017
Aleja starych topoli - Agnieszka Janiszewska
Premiera 15 marca 2017 r. Kolejna świetna książka i porywająca opowieść snuta przez dekady i pokolenia, której autorką jest Agnieszka Janiszewska, dla mnie pisarka z wielkim darem :).
Ponownie autorka zaserwowała mi wielką ucztę czytelniczą. Aleja starych topoli to powieść wspaniała, w takim pozytywistycznym stylu. Miałam wrażenia czytania książki, której autorką mogłaby być np. Eliza Orzeszkowa.Styl pisarski, sposób kreślenia sylwetek postaci, klimat powieści, oddanie szczegółów, to wszystko rodem z XIX wieku, idealnie wpisujące się w fabułę. I do tego przepiękny język, jakiego Janiszewska używa.
Główną bohaterką jest Ewa, 18-letnia panna z dobrego choć lodowato zimnego pod względem uczuć domu. Gdy ją poznajemy jest rok 1890, a jedynym wyjściem na poprawę jej niezbyt ciekawego losu zdaje się być ślub z męźczyzną o 20 lat starszym, zamożnym ziemianinem z Jodłowa, męźem zmarłej siostry i ojcem dwójki dzieci.
Wraz z historią Ewy poznajemy ówczesne miejskie i ziemiańskie obyczaje, ulice Warszawy i Paryża, który był stolicą Europy, pokoje w pięknym, choć mało gościnnym ziemiańskim dworze.
Powieść niewątpliwie jest wielowątkowa, choć jak wspomniałam główną bohaterką jest Ewa.
Pisarka niezwykle umiejętnie w zawirowania historyczno-polityczno-społeczne końca XIX i początku XX wieku wplotła dzieje sporej rodziny, przyprawiając je opisem dnia codziennego bohaterów, budowli, okolic, w których rozgrywa się akcja, strojów, a nawet trapiących ich chorób. Historia i architektura są tylko tłem do ukazania kolejnych smutków i radości, których los nie szczędzi rodzinie.
Jednak to co naprawdę przykuło moją uwagę to liczne tajemnice. Zaczynają się one pojawiać mniej więcej w połowie 1. tomu i mnożą aż do końca tomu 2.
Opowieść snuta jest niezwykle ciekawie i przykuwa uwagę czytelnika już od pierwszej strony.
Wielkie słowa uznania dla pisarki. Po raz kolejny stanęła na wysokości zadania. Czytając debiutancką powieść Pani Agnieszki - Szepty i tajemnice, myślałam, że jest ona takim fuksem debiutanta. Zdarza się wszak, iż po mistrzowskim debiucie kolejna książka nie jest już tak dobra. Nie ukrywam, trochę się tego obawiałam. Jednak jak się okazało, były to obawy bezzasadne. Agnieszka Janiszewska jest świetną, skrupulatną (co nie znaczy nudną) pisarką. Udało jej się stworzyć monumentalną konstrukcję fabularną, poumieszczać w niej wielu bohaterów i dodatkowo okrasić to historycznymi wydarzeniami oraz kulturowo-obyczajowymi smaczkami. Przy tym na uwagę zasługują doskonale pod względem psychologicznym nakreślone sylwetki bohaterów. Wspaniale ukazane są także wzajemne relacje miedzy członkami wielopokoleniowej rodziny, ich stosunek do różnych zawirowań losu, do historycznych wydarzeń. A wszystko logiczne, konsekwentne, bez błędów merytorycznych, bez urywających się wątków co sami musicie przyznać zdarza się niektórym autorom. Ta książka nie ma minusów, poza jednym - zbyt szybko się skończyła.
Gorąca zachęcam do lektury obu powieści Agnieszki Janiszewskiej- Alei starych topoli oraz Szeptów i tajemnic. Niecierpliwie czekam na kolejną powieść.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











