Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Wilk zwany Romeo, to kolejna doskonała pozycja Wydawnictwa Marginesy z serii EKO, a zarazem lektura i nowość z wielu względów wyjątkowa. Zasługuje na to żeby być czytaną i żeby długo znajdować się na liście bestsellerów.
Uwielbiam przyrodę, zwierzęta. Jeżeli mam być szczera, to wolę zwierzęta od większości ludzi. Dodatkowo fascynują mnie wilki. Nic dziwnego, iż lektura książki pochłonęła mnie od 1. strony. Na kilka godzin po prostu przepadłam.
Autor książki, Nick Jans to mieszkający na Alasce (w jej najbardziej odludnej części) fotograf przyrody i pisarz. Od lat jego pasją są: natura, zwierzęta oraz ich zwyczaje i otoczenie. Nic więc dziwnego, iż książka, która fascynuje treścią, została dodatkowo ozdobiona wspaniałymi zdjęciami.
Co istotne o swojej fascynacji, o zwierzętach Jans opowiada normalnie, bez infantylnych zachwytów, bez zdrobnień, ot tak po prostu z wielkim szacunkiem, a przy tym niezmiernie ciekawie.
Wilk zwany Romeo to najlepszy przykład profesjonalnego, pełnego szacunku podejścia do zwierząt. Jans opowiada o wszystkim, co dotyczy tytułowego bohatera, czarnego wilka, który w jego otoczeniu pojawił się nagle, znikąd.
Mądrość tego dzikiego zwierzęcia jest niesamowita. W trakcie lektury po raz kolejny nasunęły mi się rozważania, jak mądra jest natura, jak ułomni, a zarazem okrutni jesteśmy my ludzie.
Nie chcę wam opowiadać treści książki, szkoda by było odbierać przyjemność wynikającą z tej niezwykłej lektury. Napiszę tylko jedno...niestety książka nie kończy się dobrze. Po zakończeniu lektury czuję nadal złość, gorycz, smutek, niedowierzanie i żal. Wszystko to wymieszane z podziwem i uznaniem dla zwierzęcia i jego naturalnego otoczenia oraz kilkorga mądrych, dobrych ludzi.
Jans napisał w swojej książce wiele mądrych słów i zdań. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, jedno, niestety bardzo prawdziwe...(...) dryfujemy w coraz bardziej pustym świecie.
Oby takich ludzi i książek było jak najwięcej.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
wtorek, 14 lutego 2017
poniedziałek, 13 lutego 2017
7 EW - Neal Stephenson
Wydawnictwo MAG, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Stephenson swoją mega książkę zaczyna mocno, bardzo mocno. Początkiem jest bowiem wybuch Księżyca. W efekcie tego Księżyc rozpada się na siedem części. Makabryczne, dziwne, niemożliwe?
Autor 7 EW udowadnia, iż wcale tak nie jest. Dodatkowo jest to tylko początek i to skromny początek całej opowieści, którą snuje na kolejnych blisko dziewięciuset stronach. Przyczyna rozpadu Księżyca jest tajemnicą prawie do końca książki.
Napisałem, iż rozpad Księżyca to dopiero początek. I tak jest. Jest to też jedno z wydarzeń, które prowadzi do apokaliptycznego kataklizmu na Ziemi. Nasza planeta staje się tykającą bombą z opóżnionym zapłonem. 7 części Księżyca rozpada się na mniejsze kawałki, które spalają się atmosferze tworząc tak niewyobrażalnie wysoką temperaturę, iż wyparowuje praktycznie wszystko łącznie z morzami, oceanami, zwierzętami. Przetrwa zaledwie garstka ludzi, która początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. Jednak w momencie, gdy sobie z tego zdadzą sprawę rozpoczyna się akcja ratunkowa. A to dopiero początek.
7 EW podzielone jest jakby na dwie części, choć niektórzy dzielą tę książkę na trzy części. Jedna to opowieść o rozpadzie Księżyca, o skutkach tego zdarzenia, o tym jak do ludzi zaczyna wszystko docierać i jak zaczynają się przygotowywać (ci co nie wyparowali) do przetrwania. Czasu mają niewiele, od momentu rozpadu Księżyca niespełna dwa lata. W tej części widzimy także postępującą w błyskawicznym tempie degradację Ziemi i to jak ludzie próbują sobie z tym poradzić. Wychodzi im to umiarkowanie dobrze.
Ta część to taki miks filozoficzno-beletrystyczno-naukowy. Jest ona bardzo porządnie napisana (zresztą, jak wszystko czego autorem jest Stephenson) dopracowana w każdym calu, aczkolwiek na plan pierwszy wysuwa się dosyć naukowe potraktowanie tematu. Stephenson słynie ze ścisłego związku literatury z nauką. Nie jest to jednak w żadnym przypadku rozprawka naukowa, ani dzieło, które do tego miana predystynuje. Nie jest to także typowa beletrystyka z mocną domieszką fantastyki. Ot ta część to taki miks, w którym autorowi wszystko udało się doskonale wyważyć. Do całego zagadnienia Stephenson podchodzi niezwykle metodycznie. Cała otoczka dot. Ziemi, ludzi jest tylko jakby tłem, szkieletem do napisania konkretnej historii, historii katastrofy i ocalenia oraz czegoś jeszcze. Niewątpliwym plusem jest to, iż w całej historii wszystko choćby nie wiem jak niewiarygodne (wszak w pewne sprawy się nie wierzy, pewnych nie dopuszcza do świadomości) jest realne. Nie ma tu miejsca na snucie nieprawdopodobnych wizji czy nierealnych scenariuszy. To najmocniejsza, a jednocześnie najstraszniejsza strona 7 EW.
W drugiej części fabułą toczy się po upływie 5000 lat. Jest to moment, gdy Ziemia nadaje już się do zamieszkania, gdy z ocalałej garstki wybranych powstają nowe kolonie ludzi. Śledzimy odradzające się życie oraz to co pozostało z Ziemi.
Stephenson po raz kolejny udowadnia, iż nauka i wykształcony człowiek są najważniejsi. W całej książce rządzą rozum i nauka. Ci, którym udaje się uratować, przetrwać, to nie są zwykli przysłowiowi Kowalscy. To ludzie doskonale wykształceni, specjaliści, osoby wyjątkowe, takie które mogą się przydać ogółowi. Można tu dyskutować czy tylko takie osoby w razie ewentualnej katastrofy zasługiwałyby na ocalenie. Można debatować nad względami moralnymi, etycznymi. Dla wielu czytelników będą one miały znaczenia. Dla autora nie mają najmniejszych. Nie chcę wdawać się w dysputy moralno-etyczne. Jeżeli ten temat was interesuje, zachęcam do lektury książki.
7 EW to najmocniejsza z książek Stephensona. Jest ona także najbardziej naukowa. Jednak bez obaw, jeżeli ta tematyka was interesuje, a nie jesteście naukowcami (podobnie jak ja) to i tak śmiało poradzicie sobie z lekturą. W książce nie ma żadnych super dziwnych naukowych określeń. Ot jest tylko hołd złożony ludzkiemu intelektowi i nauce i przekonanie, iż to te dwie kwestie są najważniejsze. Polecam. Warto.
Recenzja mojego męża.
Stephenson swoją mega książkę zaczyna mocno, bardzo mocno. Początkiem jest bowiem wybuch Księżyca. W efekcie tego Księżyc rozpada się na siedem części. Makabryczne, dziwne, niemożliwe?
Autor 7 EW udowadnia, iż wcale tak nie jest. Dodatkowo jest to tylko początek i to skromny początek całej opowieści, którą snuje na kolejnych blisko dziewięciuset stronach. Przyczyna rozpadu Księżyca jest tajemnicą prawie do końca książki.
Napisałem, iż rozpad Księżyca to dopiero początek. I tak jest. Jest to też jedno z wydarzeń, które prowadzi do apokaliptycznego kataklizmu na Ziemi. Nasza planeta staje się tykającą bombą z opóżnionym zapłonem. 7 części Księżyca rozpada się na mniejsze kawałki, które spalają się atmosferze tworząc tak niewyobrażalnie wysoką temperaturę, iż wyparowuje praktycznie wszystko łącznie z morzami, oceanami, zwierzętami. Przetrwa zaledwie garstka ludzi, która początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. Jednak w momencie, gdy sobie z tego zdadzą sprawę rozpoczyna się akcja ratunkowa. A to dopiero początek.
7 EW podzielone jest jakby na dwie części, choć niektórzy dzielą tę książkę na trzy części. Jedna to opowieść o rozpadzie Księżyca, o skutkach tego zdarzenia, o tym jak do ludzi zaczyna wszystko docierać i jak zaczynają się przygotowywać (ci co nie wyparowali) do przetrwania. Czasu mają niewiele, od momentu rozpadu Księżyca niespełna dwa lata. W tej części widzimy także postępującą w błyskawicznym tempie degradację Ziemi i to jak ludzie próbują sobie z tym poradzić. Wychodzi im to umiarkowanie dobrze.
Ta część to taki miks filozoficzno-beletrystyczno-naukowy. Jest ona bardzo porządnie napisana (zresztą, jak wszystko czego autorem jest Stephenson) dopracowana w każdym calu, aczkolwiek na plan pierwszy wysuwa się dosyć naukowe potraktowanie tematu. Stephenson słynie ze ścisłego związku literatury z nauką. Nie jest to jednak w żadnym przypadku rozprawka naukowa, ani dzieło, które do tego miana predystynuje. Nie jest to także typowa beletrystyka z mocną domieszką fantastyki. Ot ta część to taki miks, w którym autorowi wszystko udało się doskonale wyważyć. Do całego zagadnienia Stephenson podchodzi niezwykle metodycznie. Cała otoczka dot. Ziemi, ludzi jest tylko jakby tłem, szkieletem do napisania konkretnej historii, historii katastrofy i ocalenia oraz czegoś jeszcze. Niewątpliwym plusem jest to, iż w całej historii wszystko choćby nie wiem jak niewiarygodne (wszak w pewne sprawy się nie wierzy, pewnych nie dopuszcza do świadomości) jest realne. Nie ma tu miejsca na snucie nieprawdopodobnych wizji czy nierealnych scenariuszy. To najmocniejsza, a jednocześnie najstraszniejsza strona 7 EW.
W drugiej części fabułą toczy się po upływie 5000 lat. Jest to moment, gdy Ziemia nadaje już się do zamieszkania, gdy z ocalałej garstki wybranych powstają nowe kolonie ludzi. Śledzimy odradzające się życie oraz to co pozostało z Ziemi.
Stephenson po raz kolejny udowadnia, iż nauka i wykształcony człowiek są najważniejsi. W całej książce rządzą rozum i nauka. Ci, którym udaje się uratować, przetrwać, to nie są zwykli przysłowiowi Kowalscy. To ludzie doskonale wykształceni, specjaliści, osoby wyjątkowe, takie które mogą się przydać ogółowi. Można tu dyskutować czy tylko takie osoby w razie ewentualnej katastrofy zasługiwałyby na ocalenie. Można debatować nad względami moralnymi, etycznymi. Dla wielu czytelników będą one miały znaczenia. Dla autora nie mają najmniejszych. Nie chcę wdawać się w dysputy moralno-etyczne. Jeżeli ten temat was interesuje, zachęcam do lektury książki.
7 EW to najmocniejsza z książek Stephensona. Jest ona także najbardziej naukowa. Jednak bez obaw, jeżeli ta tematyka was interesuje, a nie jesteście naukowcami (podobnie jak ja) to i tak śmiało poradzicie sobie z lekturą. W książce nie ma żadnych super dziwnych naukowych określeń. Ot jest tylko hołd złożony ludzkiemu intelektowi i nauce i przekonanie, iż to te dwie kwestie są najważniejsze. Polecam. Warto.
niedziela, 12 lutego 2017
Dziewczyna w lodzie - Robert Bryndza
Wydawnictwo Filia
Hmmm nie wiem doprawdy, jak ocenić tę książkę. Ma ona wiele plusów, ale i wiele minusów.
Jako kryminał Dziewczyna w lodzie wypada trochę powyżej średniej, ale niewiele. Kryminalny bestseller to to z pewnością nie jest.
Niewątpliwie za to jest to bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczna prezentująca walkę zaciętej policjantki Eriki Foster z własną traumą, ale także niechęcią kolegów po fachu oraz snobów z wyższych klas społecznych. Akcja rozgrywa się współcześnie w Wielkiej Brytanii, gdzie jak udowadnia autor, podział na klasy społeczne nadal jest silny.
Erika to kobieta z przeszłością, którą dotknęło wielkie nieszczęście. To także doskonale nakreślona bohaterka i największy atut książki.
Szansą dla jej psychiki i powrotu do pracy w policji ma być dochodzenie w sprawie zabójstwa córki znanego biznesmena i arystokraty.
Od początku Foster musi toczyć walkę i to na wszystkich możliwych frontach. Wszystko zdaje się sprzysięgać przeciwko niej. Nawet z wynajętym mieszkaniem jest coś nie tak. Ona jednak się nie poddaje. Taka trochę super woman, w pozytywnym, nieprzerysowanym jednak znaczeniu. Nie ukrywam, spryt, niewątpliwa inteligencja, determinacja Eriki bardzo przypadły mi do gustu i w trakcie lektury wiernie jej kibicowałam.
Oprócz doskonale wykreowanej postaci Eriki Foster sporym plusem książki jest doskonale oddane tło społeczno-obyczajowe. Anglia u Bryndzy to kraj jakby skostniały, żywcem przeniesiony z minionych stuleci, pełen tytułów szlachecki, kultu konwenansów i pieniądza oraz ponurych domostw.
Do tego dochodzi moc bogactwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie i świadomość, że za pieniądze można kupić i ukryć dosłownie wszystko. Trudno polubić tak nakreślony obraz kraju jak i żyjących wg. tych zasad ludzi. To sprawiło, iż książki Roberta Bryndzy zostały jak dotąd przetłumaczone na dwadzieścia jeden języków, a ich łączny nakład wyniósł ponad milion egzemplarzy.
Na tym tle rozgrywa się, jak już wspomniałam, umiarkowanie dobry kryminał. Wątek prowadzonego dochodzenia był sztampowy i przewidywalny aż do bólu. Po kilku rozdziałach wiedziałam, co się stanie dalej..a to w przypadku kryminału wręcz tragedia. Dlatego jeżeli zdecydujecie się na lekturę Dziewczyny w lodzie, to pamiętajcie o tym, iż to nie jest kryminał, mimo, iż tak książka jest reklamowana.To powieść z wątkiem kryminalnym. Tylko tyle, albo aż, zależy jak na to spojrzeć.
Nie ukrywam, iż Bryndza pisze nieźle. Postać Eriki i cała otoczka na wielki plus. Z tych powodów powinien skupić się na tym co wychodzi mu doskonale, na powieściach obyczajowo-społecznych z wątkiem psychologicznym, a kryminały raczej sobie darować. Jestem przekonana, że gdyby autor popracował nad porządną powieścią (bez wątku kryminalnego w tle) odniósłby sukces.
Dziewczyna w lodzie otwiera serię z Eriką Foster. Jestem ciekawa dalszych losów policjantki.Zobaczymy jaka będzie ta nowość , która niebawem się ukaże i jak Bryndzy pójdzie z wątkiem kryminalnym. Chociaż w tym zakresie nie obstawiam wielkich zmian.
Książkę bardzo dobrze się czyta. Robert Bryndza pisze lekko. W związku z tym pozycję tę mogę polecić jako niezłe czytadło. Jednak nie oczekujcie kryminału ze skomplikowanym
śledztwem czy zagmatwanym wątkiem albo wyrafinowanym zabójcą.
Hmmm nie wiem doprawdy, jak ocenić tę książkę. Ma ona wiele plusów, ale i wiele minusów.
Jako kryminał Dziewczyna w lodzie wypada trochę powyżej średniej, ale niewiele. Kryminalny bestseller to to z pewnością nie jest.
Niewątpliwie za to jest to bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczna prezentująca walkę zaciętej policjantki Eriki Foster z własną traumą, ale także niechęcią kolegów po fachu oraz snobów z wyższych klas społecznych. Akcja rozgrywa się współcześnie w Wielkiej Brytanii, gdzie jak udowadnia autor, podział na klasy społeczne nadal jest silny.
Erika to kobieta z przeszłością, którą dotknęło wielkie nieszczęście. To także doskonale nakreślona bohaterka i największy atut książki.
Szansą dla jej psychiki i powrotu do pracy w policji ma być dochodzenie w sprawie zabójstwa córki znanego biznesmena i arystokraty.
Od początku Foster musi toczyć walkę i to na wszystkich możliwych frontach. Wszystko zdaje się sprzysięgać przeciwko niej. Nawet z wynajętym mieszkaniem jest coś nie tak. Ona jednak się nie poddaje. Taka trochę super woman, w pozytywnym, nieprzerysowanym jednak znaczeniu. Nie ukrywam, spryt, niewątpliwa inteligencja, determinacja Eriki bardzo przypadły mi do gustu i w trakcie lektury wiernie jej kibicowałam.
Oprócz doskonale wykreowanej postaci Eriki Foster sporym plusem książki jest doskonale oddane tło społeczno-obyczajowe. Anglia u Bryndzy to kraj jakby skostniały, żywcem przeniesiony z minionych stuleci, pełen tytułów szlachecki, kultu konwenansów i pieniądza oraz ponurych domostw.
Do tego dochodzi moc bogactwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie i świadomość, że za pieniądze można kupić i ukryć dosłownie wszystko. Trudno polubić tak nakreślony obraz kraju jak i żyjących wg. tych zasad ludzi. To sprawiło, iż książki Roberta Bryndzy zostały jak dotąd przetłumaczone na dwadzieścia jeden języków, a ich łączny nakład wyniósł ponad milion egzemplarzy.
Na tym tle rozgrywa się, jak już wspomniałam, umiarkowanie dobry kryminał. Wątek prowadzonego dochodzenia był sztampowy i przewidywalny aż do bólu. Po kilku rozdziałach wiedziałam, co się stanie dalej..a to w przypadku kryminału wręcz tragedia. Dlatego jeżeli zdecydujecie się na lekturę Dziewczyny w lodzie, to pamiętajcie o tym, iż to nie jest kryminał, mimo, iż tak książka jest reklamowana.To powieść z wątkiem kryminalnym. Tylko tyle, albo aż, zależy jak na to spojrzeć.
Nie ukrywam, iż Bryndza pisze nieźle. Postać Eriki i cała otoczka na wielki plus. Z tych powodów powinien skupić się na tym co wychodzi mu doskonale, na powieściach obyczajowo-społecznych z wątkiem psychologicznym, a kryminały raczej sobie darować. Jestem przekonana, że gdyby autor popracował nad porządną powieścią (bez wątku kryminalnego w tle) odniósłby sukces.
Dziewczyna w lodzie otwiera serię z Eriką Foster. Jestem ciekawa dalszych losów policjantki.Zobaczymy jaka będzie ta nowość , która niebawem się ukaże i jak Bryndzy pójdzie z wątkiem kryminalnym. Chociaż w tym zakresie nie obstawiam wielkich zmian.
Książkę bardzo dobrze się czyta. Robert Bryndza pisze lekko. W związku z tym pozycję tę mogę polecić jako niezłe czytadło. Jednak nie oczekujcie kryminału ze skomplikowanym
śledztwem czy zagmatwanym wątkiem albo wyrafinowanym zabójcą.
sobota, 11 lutego 2017
piątek, 10 lutego 2017
Matki wielkich Polaków - Barbara Wachowicz
Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5-/6
Książka Barbary Wachowicz zainteresowała mnie już w momencie, gdy znalazła się na liście nowość.
Jest to doskonała, godna polecenia książka i to z wielu powodów. Jest tak skonstruowana, iż można ją podczytywać fragmentami, co też przez ostatnie kilka tygodni czyniłam.
Matki wielkich Polaków, tytuł wielce wymowny. Podobnie jest z wiele mówiącym tytułem „Serce mojej Ojczyzny – Mamo!” Pochodzi on z wiersza Lilki Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej.
Treść dot. wielkich Polaków. Wśród nich są takie znane postaci, jak: Żeromski, Chopin, Kossak, Kościuszko, król Sobieski, i wielu innych. Jednak po lekturze nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż to nie potomkowie, a ich matki zasługują na miano wielkich. Zresztą, gdy sami przeczytacie tę pozycję podejrzewam, że będziecie tego samego zdania.
Co prawda autorka przedstawia wybitnych Polaków i to co osiągnęli, ale ich matki w te dokonania mają ogromny wkład, ich roli wielu nie docenia.
Monografia przedstawia sylwetki 10 kobiet, które dla swoich dzieci, dla ich szczęścia i rozwoju uczyniły wszystko, co tylko możliwe. A możliwe było wiele.
Każdy rozdział poświęcony jest innej kobiecie, jej życiu, dokonaniom, ale i przeszłości, rodzinnym korzeniom. Dzięki temu przedstawiana bohaterka jawi się nam jako kobieta z krwi i kości, a nie bohaterka suchej biografii.
Cennym uzupełnieniem jest bogata bibliografia oraz fakt, iż każda z bohaterek ma odrębną, tylko do niej przypisaną część bibliografii.
Cennym uzupełnieniem są liczne zdjęcia oraz unikalne, dotąd niepublikowane dokumenty, które dodają opowieściom smaczku i rozbudzają zainteresowanie czytelnika.
Drobny minus daję za kilka wtrąceń dot. prywatnego życia autorki. W kontekście tej konkretnej pozycji są one zupełnie nie potrzebne.
Książkę mimo sporej objętości (ponad 600 stron) czyta się bardzo dobrze. Nic dziwnego, iż od dłuższego czasu znajduje się ona na liście bestsellery. Gorąco polecam.
Książka Barbary Wachowicz zainteresowała mnie już w momencie, gdy znalazła się na liście nowość.
Jest to doskonała, godna polecenia książka i to z wielu powodów. Jest tak skonstruowana, iż można ją podczytywać fragmentami, co też przez ostatnie kilka tygodni czyniłam.
Matki wielkich Polaków, tytuł wielce wymowny. Podobnie jest z wiele mówiącym tytułem „Serce mojej Ojczyzny – Mamo!” Pochodzi on z wiersza Lilki Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej.
Treść dot. wielkich Polaków. Wśród nich są takie znane postaci, jak: Żeromski, Chopin, Kossak, Kościuszko, król Sobieski, i wielu innych. Jednak po lekturze nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż to nie potomkowie, a ich matki zasługują na miano wielkich. Zresztą, gdy sami przeczytacie tę pozycję podejrzewam, że będziecie tego samego zdania.
Co prawda autorka przedstawia wybitnych Polaków i to co osiągnęli, ale ich matki w te dokonania mają ogromny wkład, ich roli wielu nie docenia.
Monografia przedstawia sylwetki 10 kobiet, które dla swoich dzieci, dla ich szczęścia i rozwoju uczyniły wszystko, co tylko możliwe. A możliwe było wiele.
Każdy rozdział poświęcony jest innej kobiecie, jej życiu, dokonaniom, ale i przeszłości, rodzinnym korzeniom. Dzięki temu przedstawiana bohaterka jawi się nam jako kobieta z krwi i kości, a nie bohaterka suchej biografii.
Cennym uzupełnieniem jest bogata bibliografia oraz fakt, iż każda z bohaterek ma odrębną, tylko do niej przypisaną część bibliografii.
Cennym uzupełnieniem są liczne zdjęcia oraz unikalne, dotąd niepublikowane dokumenty, które dodają opowieściom smaczku i rozbudzają zainteresowanie czytelnika.
Drobny minus daję za kilka wtrąceń dot. prywatnego życia autorki. W kontekście tej konkretnej pozycji są one zupełnie nie potrzebne.
Książkę mimo sporej objętości (ponad 600 stron) czyta się bardzo dobrze. Nic dziwnego, iż od dłuższego czasu znajduje się ona na liście bestsellery. Gorąco polecam.
czwartek, 9 lutego 2017
Bura i szał - Aleksandra Zielińska
Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Hmm trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Tzn. dałam jak widać ocenę, ale czy jest ona miarodajna, nawet jeżeli chodzi o moje odczucia po zakończeniu lektury, to nie jestem pewna. To trudna, bardzo trudna książka.
Jest to niezbyt gruba pozycja, której bohaterka ma problemy...no, jak na dobrą sprawę się zastanowić...ze wszystkim, ale przede wszystkim z sobą samą i przeszłością. Jest to skutek traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Jeżeli do tego dodamy ponure otoczenie, malutką wioskę na Podkarpaciu i rodzinę, która zamiast wspierać niszczy fizycznie i psychicznie...to więcej nie trzeba pisać.
Trzeba autorce przyznać, iż mistrzowsko odmalowała główną bohaterkę i to co się z nią dzieje. Zielińska swojej Burej zagląda do środka ciała, do środka głowy, grzebie w pamięci, w umyśle. To co prezentuje na kartach książki zdumiewa, ale i brzmi nad wyraz przekonująco.
Z jednej strony Bura dociera jakby do ściany, nie wie co dalej. Godzi się ze swoją chorobą, próbuje jakoś z nią żyć, ale w pewnym momencie... . Z drugiej strony, to inni Burą manipulują robią wszystko, żeby sekrety pozostały nieujawnione i mieszają Burej w głowie i to nieźle.
Tu Zielińska niezwykle ciekawie przedstawia portrety nas samych. I nie są to pozytywne obrazki. Nieważne, miasto, czy wieś, wykształcony czy tylko po szkole podstawowej, Zielińska nie ma litości nad nikim i nad niczym. Dodatkowo otoczenie takich ludzi jakich portretuje pisarka, jest równie ponure, płaskie, złe jak żyjące w nim osoby. Brrr... strach otworzyć szerzej oczy, bo jeszcze zobaczymy, iż wokół nas jest pełno takich osób, albo co gorsza w niektórych ujrzymy siebie samych.
Trudno się pisze o tej książce. Jej ciężar jest odwrotnie proporcjonalny do ilości stron. Nic nie jest napisane wprost, pełno kluczenia, niedomówień. Z jednej strony Bura i szał z pewnością jest lustrem naszego społeczeństwa, często zakłamanego, kołtuńskiego, ale i okrutnego, pozbawionego jakichkolwiek skrupułów, potrafiącego na amen zaszufladkować, zniszczyć innych i martwiącego się tylko o siebie. A z drugiej strony to taka książka, w której każdy znajdzie coś innego, inaczej odbierze te same zdania, gesty, wydarzenia.
Nie jest to lektura dla każdego. Bura i szał to książka wymagająca, niejednoznaczna i co tu ukrywać...przykra, bardzo przykra. Po zakończeniu lektury mam mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam wielki talent Aleksandry Zielińskiej. Z drugiej strony nie wiem czy nie przesadziła trochę. Wiem, nie jesteśmy dobrym społeczeństwem, pełno w nas zła, podłości, radości gdy drugiemu jest gorzej, wyrachowania etc. Ale nie chce mi się wierzyć, że jest aż tak źle. A może po prostu nie dopuszczam tego do świadomości?!
Polecam, gorąco polecam. Książka mało popularna, a powinien to być bestseller.
Do kupienia w doskonałej cenie w Księgarni Platon24 (klik)
Hmm trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Tzn. dałam jak widać ocenę, ale czy jest ona miarodajna, nawet jeżeli chodzi o moje odczucia po zakończeniu lektury, to nie jestem pewna. To trudna, bardzo trudna książka.
Jest to niezbyt gruba pozycja, której bohaterka ma problemy...no, jak na dobrą sprawę się zastanowić...ze wszystkim, ale przede wszystkim z sobą samą i przeszłością. Jest to skutek traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Jeżeli do tego dodamy ponure otoczenie, malutką wioskę na Podkarpaciu i rodzinę, która zamiast wspierać niszczy fizycznie i psychicznie...to więcej nie trzeba pisać.
Trzeba autorce przyznać, iż mistrzowsko odmalowała główną bohaterkę i to co się z nią dzieje. Zielińska swojej Burej zagląda do środka ciała, do środka głowy, grzebie w pamięci, w umyśle. To co prezentuje na kartach książki zdumiewa, ale i brzmi nad wyraz przekonująco.
Z jednej strony Bura dociera jakby do ściany, nie wie co dalej. Godzi się ze swoją chorobą, próbuje jakoś z nią żyć, ale w pewnym momencie... . Z drugiej strony, to inni Burą manipulują robią wszystko, żeby sekrety pozostały nieujawnione i mieszają Burej w głowie i to nieźle.
Tu Zielińska niezwykle ciekawie przedstawia portrety nas samych. I nie są to pozytywne obrazki. Nieważne, miasto, czy wieś, wykształcony czy tylko po szkole podstawowej, Zielińska nie ma litości nad nikim i nad niczym. Dodatkowo otoczenie takich ludzi jakich portretuje pisarka, jest równie ponure, płaskie, złe jak żyjące w nim osoby. Brrr... strach otworzyć szerzej oczy, bo jeszcze zobaczymy, iż wokół nas jest pełno takich osób, albo co gorsza w niektórych ujrzymy siebie samych.
Trudno się pisze o tej książce. Jej ciężar jest odwrotnie proporcjonalny do ilości stron. Nic nie jest napisane wprost, pełno kluczenia, niedomówień. Z jednej strony Bura i szał z pewnością jest lustrem naszego społeczeństwa, często zakłamanego, kołtuńskiego, ale i okrutnego, pozbawionego jakichkolwiek skrupułów, potrafiącego na amen zaszufladkować, zniszczyć innych i martwiącego się tylko o siebie. A z drugiej strony to taka książka, w której każdy znajdzie coś innego, inaczej odbierze te same zdania, gesty, wydarzenia.
Nie jest to lektura dla każdego. Bura i szał to książka wymagająca, niejednoznaczna i co tu ukrywać...przykra, bardzo przykra. Po zakończeniu lektury mam mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam wielki talent Aleksandry Zielińskiej. Z drugiej strony nie wiem czy nie przesadziła trochę. Wiem, nie jesteśmy dobrym społeczeństwem, pełno w nas zła, podłości, radości gdy drugiemu jest gorzej, wyrachowania etc. Ale nie chce mi się wierzyć, że jest aż tak źle. A może po prostu nie dopuszczam tego do świadomości?!
Polecam, gorąco polecam. Książka mało popularna, a powinien to być bestseller.
Do kupienia w doskonałej cenie w Księgarni Platon24 (klik)
środa, 8 lutego 2017
Zapowiedź...
Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Marginesy 01 marca br.
Dwa morderstwa. Jedno z zemsty, drugie – dla wymierzenia kary. Trzy pokolenia jednej rodziny. Miłość, zdrada i odwet.„W 1930 roku trzech rolników popełniło tu samobójstwo, ale w przeciwieństwie do informacji zapisanych w kronikach naszej rady i wniosków wysnutych przez brytyjskiego policjanta, ludzie w moszawie wiedzieli, że tylko dwóch samobójców targnęło się na swoje życie – trzeci został zamordowany”. Tak twierdzi Ruta Tawori, nauczycielka Biblii Hebrajskiej w liceum i niezależna myślicielka z niewielkiego, rolniczego moszawu, która siedemdziesiąt lat po tych wydarzeniach, snuje opowieść o tym morderstwie, dwóch charyzmatycznych mężczyznach, których kocha i którym próbuje wybaczyć, oraz o swoim synu, którego opłakuje i za którym tęskni; opowiada o męskiej przyjaźni, miłości i zdradzie, o pokucie i zrozumieniu.
„Nigdy na nikim się nie zemściłem. Nigdy nie czułem takiego impulsu, ale emocje związane z zemstą fascynowały mnie i ciekawiły od lat. Część książki opiera się na prawdziwej historii, która była trzymana w tajemnicy przez wiele lat. Ta historia przerosła, ku mojemu żalowi i radości, to, co mógłbym stworzyć sam. Sprawiła, że popatrzyłem na siebie i na moich bliskich w zupełnie inny sposób. Obawiam się, że może się to przydarzyć i czytelnikom” – Meir Shalev.
W przeciwieństwie do poprzednich powieści, Dwie Niedźwiedzice są mroczniejsze, brutalniejsze, zanurzone w krwi i zemście… Czytanie tej książki przypomina dobrze napisany thriller.Ariel Horovitz
Styl Shaleva jest niepowtarzalny. W tej książce podejmuje tematy, które będą nawiedzać wasze myśli: namiętność, szaleństwo, straszliwą przemoc. Po lekturze Dwóch niedźwiedzic zaczniecie wszędzie widzieć węże.
„Internazionale”
Opowieść o morderstwie i jego reperkusjach, miłosna historia o głębokiej fizyczności i wrażliwości, poruszający obraz współczucia, krótki przegląd historii Brytyjskiej Palestyny i Izraela w przeciągu siedmiu dekad. Dwie Niedźwiedzice to wielostronna powieść jednego z najwybitniejszych izraelskich pisarzy.
Maron L. Waxman, „Jewish Book Council”
Meir Shalev (ur. 1948) – izraelski pisarz, publicysta, satyryk. Syn jerozolimskiego poety Icchaka Shaleva. Urodził się w Izraelu, w rolniczej osadzie Nahalal, gdzie spędził młodość. Studiował psychologię na Uniwersytecie Hebrajskim, później pracował jako redaktor programów radiowych i telewizyjnych. Uczestniczył w wojnie sześciodniowej. Od tego czasu działa aktywnie na rzecz wycofania się Izraela z terenów okupowanych.
Mając trzydzieści cztery lata, ukończył swoją pierwszą książkę, Chaim i potwór jerozolimski (1982). Znany jest głównie z utworów dla dzieci i młodzieży oraz jako komentator i felietonista.
Książki Meira Shaleva przetłumaczono na ponad 20 języków.
Kilka tygodni temu czytałam Rosyjski romans tego samego autora.
Byłam pod ogromnym wrażeniem tej książki. Moją recenzję znajdziecie tutaj (klik).
wtorek, 7 lutego 2017
Francuski piesek - Marta Obuch
Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Francuski piesek to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Obuch. Po lekturze dwóch wyjątkowych acz wymagających książek szukałam czegoś relaksującego, lekkiego, odprężającego. I sięgnięcie po tę nowość okazało się doskonałym wyborem.
Ta książka to jedna wielka komedia omyłek, kryminał w trakcie lektury którego wybuchałam śmiechem, doskonałe lekarstwo na chandrę i co tam sobie wymarzycie. Dwie główne bohaterki Misia i Zuza z pewnością umilą popołudnie (ew. wieczór) każdemu czytelnikowi. Nic to, iż większość tego co spotkało bohaterki jest nierealne. Czyta się dobrze, jeszcze lepiej w trakcie tej lektury relaksuje. Fakt nierealności, a nawet wręcz absurdu wielu sytuacji, nie odbiera ani trochę przyjemności wynikającej z lektury.
Wspomniałam o Misi i Zuzie, dwóch głównych bohaterkach. Fakt, one wiodą prym, ale nie są jedynymi, które wbijają się w pamięć. Marta Obuch stworzyła bowiem całą (i to sporą) galerię arcyciekawych, bardzo plastycznie nakreślonych postaci. Mamy więc zwariowanego policjanta, gangstera, francuskiego kucharza. tipsiarę (mega tipsiarę), zazdrośnika Marchewkę i wielu wielu innych ciekawych bohaterów. Ich różnorodność sprawiła, iż jednocześnie łapałam się za głowę i wybuchałam śmiechem. Do tego wszystkiego należy dodać niespodziewanego trupa i fakt, iż jedna z bohaterek znana z ciętego języka i tego, iż szybciej mówi niż myśli dostała to czego w sumie sobie życzyła. .
Całość okraszona celnymi spostrzeżeniami, które udowadniają, iż autorka ma cięty język i potrafi nie tylko bawić.
Trudno cokolwiek więcej napisać o tego typu książce nie zdradzając fabuły. A i to nie miałoby sensu. Żeby oddać cały klimat książki, jej czar, urok, atmosferę i to w jaki sposób sprawiła, iż kilkakrotnie popłakałam się ze śmiechu, musiałabym przytoczyć wiele dialogów i opisów sytuacji. A tego po prostu nie da się zrobić. Mogę tylko zachęcić was do lektury Francuskiego pieska. Wierzcie mi warto. Nic dziwnego, iż książka od wielu tygodni znajduje się na liście o nazwie bestsellery.
Francuski piesek to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Obuch. Po lekturze dwóch wyjątkowych acz wymagających książek szukałam czegoś relaksującego, lekkiego, odprężającego. I sięgnięcie po tę nowość okazało się doskonałym wyborem.
Ta książka to jedna wielka komedia omyłek, kryminał w trakcie lektury którego wybuchałam śmiechem, doskonałe lekarstwo na chandrę i co tam sobie wymarzycie. Dwie główne bohaterki Misia i Zuza z pewnością umilą popołudnie (ew. wieczór) każdemu czytelnikowi. Nic to, iż większość tego co spotkało bohaterki jest nierealne. Czyta się dobrze, jeszcze lepiej w trakcie tej lektury relaksuje. Fakt nierealności, a nawet wręcz absurdu wielu sytuacji, nie odbiera ani trochę przyjemności wynikającej z lektury.
Wspomniałam o Misi i Zuzie, dwóch głównych bohaterkach. Fakt, one wiodą prym, ale nie są jedynymi, które wbijają się w pamięć. Marta Obuch stworzyła bowiem całą (i to sporą) galerię arcyciekawych, bardzo plastycznie nakreślonych postaci. Mamy więc zwariowanego policjanta, gangstera, francuskiego kucharza. tipsiarę (mega tipsiarę), zazdrośnika Marchewkę i wielu wielu innych ciekawych bohaterów. Ich różnorodność sprawiła, iż jednocześnie łapałam się za głowę i wybuchałam śmiechem. Do tego wszystkiego należy dodać niespodziewanego trupa i fakt, iż jedna z bohaterek znana z ciętego języka i tego, iż szybciej mówi niż myśli dostała to czego w sumie sobie życzyła. .
Całość okraszona celnymi spostrzeżeniami, które udowadniają, iż autorka ma cięty język i potrafi nie tylko bawić.
Trudno cokolwiek więcej napisać o tego typu książce nie zdradzając fabuły. A i to nie miałoby sensu. Żeby oddać cały klimat książki, jej czar, urok, atmosferę i to w jaki sposób sprawiła, iż kilkakrotnie popłakałam się ze śmiechu, musiałabym przytoczyć wiele dialogów i opisów sytuacji. A tego po prostu nie da się zrobić. Mogę tylko zachęcić was do lektury Francuskiego pieska. Wierzcie mi warto. Nic dziwnego, iż książka od wielu tygodni znajduje się na liście o nazwie bestsellery.
Zapowiedź...
15 marca nakładem Wydawnictwa Novae Res ukaże się druga książka Agnieszki Janiszewskiej.
Czekam na nią niecierpliwie i wiele sobie po tej lekturze obiecuję.
Debiutancką, wspaniałą powieść autorki miałam okazję przeczytać kilka miesięcy temu.
Szepty i tajemnice (także w dwóch tomach) zachwyciły mnie.
Dawno nie czytałam tak fantastycznej książki. Tym większe było moje osłupienie (rosnące z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem), iż w ogóle niczego się po powieści nie spodziewałam. Tzn. z opisu na okładce wiedziałam, iż jest to opowieść o rodzinie Matzerów rozgrywająca się na początku XX wieku, ale to wszystko.
Tymczasem jest to powieść wspaniała, w takim pozytywistycznym stylu. Miałam wrażenia czytania książki, której autorką mogłaby być np. Eliza Orzeszkowa.Styl pisarski, sposób kreślenia sylwetek postaci, klimat powieści, oddanie szczegółów, to wszystko rodem z XIX wieku, idealnie wpisujące się w fabułę. I do tego przepiękny język, jakiego autorka używa.
Akcja rozgrywa się na przestrzeni lat 1908-1918 w Warszawie, Paryżu, Awinionie i w majątku ziemskim Zaborów. Pisarka wspaniale ukazuje losy czworga młodych ludzi i ich rodziców.
Jak na owe czasy rodzina Matzerów to familia unikalna, poskładana z różnych elementów, okaleczona emocjonalnie na skutek różnorodnych przeżyć (np. matka trójki dzieci uciekła z kochankiem etc). Dzisiaj nazwalibyśmy ją rodziną patchworkową. Wtedy takie familie przed wzięciem na języki, przed ludzkim ostracyzmem chroniła tylko pozycja społeczna i majątek.
Na szczęście Matzerom pieniędzy nie brakowało. Zaborów kwitł, praktyka lekarska i naukowa głowy rodziny także. Na pierwszy rzut oka wiodło im się nie najgorzej.
Jak się jednak okaże, pieniądze to nie wszystko, a każda rodzina, nawet z pozoru najzacniejsza, ma swoje trupy w szafie. Co się dzieje, gdy owe trupy zostaną poruszone, wydobyte na światło dzienne? Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Pisarka niezwykle umiejętnie w zawirowania historyczno-polityczne początku XX wieku wplotła dzieje tej całkiem sporej rodziny, przyprawiając je opisem obyczajów, budowli, okolic, w których rozgrywa się akcja. Jednak wielka historia jest tylko tłem do ukazania kolejnych smutków i radości, których los nie szczędzi rodzinie.
Powieść jest wielowątkowa, chociaż na okładce napisano, iż dot. dwóch młodych kobiet - Ali i Basi. Jednak jak dla mnie, to powieść o wszystkich członkach rodziny. Janiszewskiej tak udało się poprowadzić fabułę, iż nie ma w niej postaci mniej lub bardziej ważnych.
Mimo wielu wątków, wszystkie doprowadzone w tym tomie zostały do końca, nic się autorce nie pomyliło (jak to często ma miejsce w przypadku nawet bardziej doświadczonych pisarzy), dynamika akcji jest odpowiednia zarówno w stosunku do treści książki, jak i realiów początku XX wieku.
Teraz niecierpliwie czekam na Aleję starych topoli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













