Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo iskry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo iskry. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2016

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka. Bohaterem książki jest bowiem Bolesław Wieniawa-Długoszowski postać znana wszystkim, zarówno ze swojej waleczności, jak i barwnego życia oraz niezwykłego zachowania. Był na równo doskonałym wojskowym,, jak i hulaką, kochankiem, admiratorem pięknych kobiet, osobą tryskającą energią i korzystającą z życia na tyle na ile się da.
Nie bez kozery krążyły o nim w okresie międzywojennym liczne, często przezabawna, a sporadycznie także przerażające anegdoty.
Niniejsza książka opowiada o życiu Wieniawy od rozpoczęcia edukacji, gdy Polski jeszcze na mapie świata nie było, aż do śmierci bohatera w 1942 roku.
Oczywistym jest, iż dokładne zaprezentowanie tak długiego okresu życia barwnej postaci, skutkowałoby kilkutomową lekturą. W związku z tym Urbanek pokusił się o wybranie i przedstawienie czytelnikowi najciekawszych aspektów życia swojego bohatera. Dzięki temu książkę czyta się z wielką przyjemnością, zaciekawieniem, bez nieodzownych w przypadku zbyt dokładnych biografii, chwil znudzenia.
Urbanek jako źródeł użył pamiętników, listów, wspomnień związanych z Wieniawą, czy nawet wierszy pisanych o generale. Co istotne, skonfrontował z nimi tak liczne anegdoty o generale. Na ile owe anegdoty wytrzymały ową konfrontację, na ile okazały się prawdziwymi, a na ile podkoloryzowanymi lub wręcz fikcją? Tego dowiecie się w trakcie lektury książki. Gorąco do tego zachęcam.

Nasze "urbanki":)
Cennym uzupełnieniem są licznie w tekście przytaczane listy, wypowiedzi Wieniawy. Dodają one książce specyficznego klimatu i smaczku i pozwalają lepiej poznać tego niebanalnego człowieka.
To co niezwykle cenie w książkach Mariusza Urbanka, to doskonałe przygotowanie merytoryczne oraz brak oceny samych bohaterów, czy ich czynów.
Wieniawy Urbanek także nie ocenia. Nie ściąga go z piedestału, na który wstawili go jemu współcześnie, ani też nie stawia go na jeszcze wyższy piedestał. Pozwala za to przemówić faktom i zdejmuje ze szwoleżera sporą część łatki hulaki i bawidamka.

Co zostaje? Jaki Wieniawa jawi się czytelnikowi w trakcie lektury? Gwarantuję, iż w wielu przypadkach będziecie zaskoczeni.
Po raz kolejny Mariusz Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia. 

A tutaj (klik) pozostałe zrecenzowane książki Mariusza Urbanka.

czwartek, 31 grudnia 2015

Wilk - Marek Hłasko

Wydawnictwo Iskry, Ocena...trudno jednoznacznie ocenić
Recenzja mojego męża.

Wilk, to zapowiadana kilka miesięcy temu, niepublikowana dotąd powieść Marka Hłaski. Przyznam się, iż czekałem na tę książkę. Ogromnie byłem ciekaw, jaki Wilk będzie, jaka będzie kolejna opowieść o warszawskim Marymoncie.
W trakcie lektury należy pamiętać jedno, Wilk to debiutancka powieść Hłaski, co automatycznie rzutuje na jej jakość.
Bez wątpienia Wilka czyta się wyśmienicie. Dialogi są rewelacyjne, fabuła ciekawa, mistrzowskie wręcz opisy, ale... ta powieść to jakby sinusoida. Owe świetne, wymienione przeze mnie momenty są poprzeplatane fragmentami na poły schematycznymi i infantylnymi. Częściowo sprawia to wrażenie, jakby książkę pisały dwie różne osoby, albo osoba z rozdwojeniem jaźni:). Wstawki, fragmenty nie pasujące do całości, to jakby gazetka propagandowa PRL-owskich władz, istoty życia i funkcjonowania w socjalizmie. Aż zęby bolą gdy się to czyta. Ale warto. Coś niesamowitego.
Być może powodem takiego zgrzytu w treści, stylu pisarskim, wymowie jest fakt, iż to debiutancka książka pisarza (który miał wtedy zaledwie 19 lat), a może także czas, kiedy została ona napisana. Miało to miejsce w 1953 roku, okresie, gdy socjalizm święcił swoje apogeum, miał swój złoty okres. Być może inaczej nie można było napisać, być może zadziałała cenzura. A może tez tak być, iż początkujący w pisarskim fachu Hłasko, po wydaniu niezbyt udanej Sonaty marymonckiej, próbuje tworzyć dalej czerpiąc z wielu źródeł, wzorców, m.in. twórczości socrealistycznej.
Niewątpliwym plusem powieści jest genialnie oddany klimat warszawskiego Marymontu. Spacerujemy po ulicach, słuchamy miejscowej gwary (bardzo barwny język), chłoniemy smaki, dźwięki i zapachy. Za sprawą autora poznajemy Warszawę, która już nie istnieje, enklawy biedy, momentami wręcz analfabetyzmu, nieprzystosowania do życiowych realiów. Idealnie w owe realia wpisana jest postać głównego bohatera Ryśka Lewandowskiego. Pod tym względem majstersztyk.
Nigdzie indziej Marymont nie jawi się, jako pierwszoplanowy bohater. Tylko u Hłaski.
I chociażby z tego powodu powinno się tę powieść przeczytać. 

Chociaż nie ukrywam, nie każdemu Wilk przypadnie do gustu. Trudno wczytać się w treść, wczuć w klimat. Powodem jest przede wszystkim stylistyka, użycie słów, zwrotów, które wyszły z obiegu, które obecnie mało kto zna. Lekturę utrudnia także inna składnia, stylistyka. Jednak warto Wilka przeczytać, ba nawet trzeba. Gdy przebrnie się przez pierwsze kilkanaście storn, przyzwyczai do słownictwa, stylu pisarskiego młodego autora, to dalsza lektura będzie wielką przyjemnością. 

czwartek, 22 października 2015

Kisielewscy - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Tytułowi Kisielewscy, to jedna rodzina, a  w niej trzy pokolenia, cztery fascynujące osobowości. Mariusz Urbanek, który zasłynął świetnymi biografiami, tym razem pokusił się o stworzenie rodowej monografii. Efekt końcowy w postaci niniejszej książki, jak zwykle rewelacyjny.
Kisielewscy to niebanalna, wręcz niezwykłą rodzina obecna na polskim firmamencie kulturalnym od blisko wieku. Do najznamienitszych postaci rodziny należeli (należą) - Jan August Kisielewski, dramaturg i jeden z założycieli kabaretu Zielony Balonik, autor, którego sztukę Teatr Miejski wystawił w Krakowie w 1899 roku. Pisał on także wspaniałe recenzje teatralne czasowo pomieszkując w Warszawie. Niestety, pokonała go straszna choroba.
Zygmunt, pisarz, radiowiec, z przekonań piłsudczyk, konspirator, który całkiem sporo czasu spędził w aresztach i więzieniach – ojciec Stefana Kisielewskiego. 
Następnie słynny i znanym większości osób ze słyszenia Kisiel, kompozytor, publicysta, pisarz, wybitna osobowość życia politycznego i społecznego, enfant terrible Polski Ludowej. 
Wacław Kisielewski, to jego syn, który parał się m.in. wspaniałymi koncertami w duecie fortepianowym Marek i Wacek. Był także hazardzistą, którego fortuna zgodnie z powiedzeniem kołem się toczyła. Był także nieprzejednanym wrogiem ustroju komunistycznego, w którym musiał żyć.
Aktualne (jeżeli można tak określić) pokolenie rodu, to Jerzy Kisielewski, dziennikarz, i Krystyna Kisielewska-Sławińska, romanistka i tłumaczka.
To nich, o ich życiu, twórczościach, pasjach, smutkach i radościach jest ta książka. Pomiędzy opowieść o życiu bohaterów Urbanek wplata burzliwe dzieje XX-wiecznej Polski. Taki miks po raz kolejny udaje mu się po mistrzowsku i dzięki temu książkę czyta się wręcz z rozkoszą.   
Książka, monografia rodu ma charakter pasjonującej gawędy, której autor porywa czytelnika na równo arcyciekawymi biogramami, jak i wspaniale odmalowanym tłem kolejnych dziesięcioleci XX wieku. To także opowieść o ludziach niezwykle zdolnych, którym przyszło żyć w czasach nie pozwalających na rozwój pasji, talentu, zmuszających do zderzenia z trudną rzeczywistością. 
Po raz kolejny Urbanek stanął na wysokości zadania. Stworzył fascynującą opowieść, której dodatkową zaletą jest ukazanie bohaterów z najróżniejszych stron, w najróżniejszych aspektach życia. 
Wszystko, to co jeszcze mogłabym powiedzieć o Kisielewskich, o stylu pisania Urbanka znajdziecie we wcześniejszych moich recenzjach książek tego biografa. 
Zachęcam do lektury.


środa, 30 września 2015

Antropologia wojny - Ludwik Stomma

Wydawnictwo Iskry,  Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Ludwik Stomma to autor, którego felietony miałem okazję wielokrotnie czytać. Tym razem pisarz zabiera nas w  wielowątkowy świat, gdzie rządzą historyczny esej i wojna we wszelkich jej przejawach. 
Autor  ukazuje dzieje i miejsce konfliktów zbrojnych w historii ludzkości. Jak twierdzi Stomma wojna, w ogóle wszelkie zbrojne, siłowo rozwiązywane konflikty, stały się na przestrzeni wieków integralną częścią historii i ludzkiego postępowania, życia. Co za tym idzie, wojny wpływają na rozwój świata, na zmiany w nim zachodzące. Z tego też powodu Stomma postanowił spojrzeć na wojny z punktu widzenia antropologa.
Początkiem jego opowieści, felietonów są konflikty zbrojne z okresu rycerstwa, etos rycerza, strategia walk. A następnie wszystko co z zagadnieniami walk związane od uzbrojenia poprzez analizę ważniejszych bitew, wojen do czasów nam współczesnych włącznie.
Czytamy o tym, jak na przestrzeni wieków powstawała i ewoluowała swoista tradycja prowadzenia wojen, zawiązywania koalicji, zwyczajów, gdzie najdłużej i uzasadnienie trwał wojenny konserwatyzm, a gdzie szybko i z sukcesem przebijała się nowoczesność. 
Ponieważ spojrzenie na wojny z punktu widzenia badacza antropologa pozwala Stommie na inne spojrzenie na tę tematykę, autor przedstawia wiele aspektów z niezwykle ciekawej strony, obala wiele narosłych na przestrzeni lat mitów, krytykuje, analizuje, ukazuje to na co jego zdaniem warto zwrócić uwagę.
Każdy felieton zawiera wiele cytatów ze znanych dzieł, znanych pisarzy, jak chociażby Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej, Lwa Tołstoja, Aleksandra Dumasa. Są one umiejętnie wplecione w opowieść. Swoistą ozdobą książki są także ironiczne, często sarkastyczne uwagi felietonisty.
Antropologię wojny czyta się lekko, choć nie ukrywam, każdy felieton wymaga skupienia i pewnej analizy. Jest to książka ciekawa, zawierająca wiele ciekawostek, anegdot, ukazująca sporo znanych zagadnień z zupełnie innej strony. Nie jest to jednak książka historyczna, naukowa, lecz warte przeczytania, dostarczające rozrywki i wielu pytań subiektywne spojrzenie na rozwój, przebieg i sens wojen na przestrzeni wieków.

poniedziałek, 18 maja 2015

Genialni. Lwowska szkoła matematyczna - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Moja ocena 6/6
Tytułowa Lwowska szkoła matematyczna, to polska naukowa szkoła matematyczna, która działała we Lwowie w okresie 20-lecia międzywojennego. O ludziach stanowiących zarówno serce jak i mózg owej szkoły wspaniale (jak zwykle zresztą) napisał Mariusz Urbanek.
Kwintesencją lwowskiej szkoły było 20 osób, ale Urbanek pisze o najważniejszych z ważnych, do których zaliczają się: Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Mazur i Stanisław Ulam.
Pierwsze co niesamowicie zaskoczyło mnie w trakcie lektury, to ukazanie sposobu pracy matematyków. Uczony, matematyk, badacz z reguły kojarzy nam się z człowiekiem pracującym wśród książek,zamkniętym w swoim gabinecie niczym w jaskini różnych przyrządów. Portret uczonych, który przed czytelnikiem odmalowuje Urbanek jest zgoła inny. Pierwszym Novum jest fakt, iż panowie spotykali się i pracowali na ogół w licznych lwowskich...w kawiarniach, a burze mózgów miały miejsce przy filiżance kawy lub lampce koniaku.
Różniło ich wszystko -wiek, pochodzenie społeczne, spojrzenie na życie, narodowość, łączyły - wielki umysł i miłość do matematyki.
Urbanek wspaniale opowiada o uczonych normalnie, bez zadęcia, bez gloryfikacji ich niewątpliwego geniuszu. Pisze p ich życiu, o tym co ich ukształtowało, jak dorastali, jak studiowali, co się z nimi działo w kolejnych latach, do czego doszli jako matematycy i jaki wpływ miał na nich wybuch II wojny światowej. Ich losy wojenne były trudne, podobnie jak większości ich rodaków. Steinhaus będąc żydowskiego pochodzenia musiał się ukrywać. Mazur pracował jako sprzedawca, a Banach (tu uwaga..) był karmicielem wszy w jednym, z instytutów, gdzie prowadzono badania nad tyfusem plamistym. 
Jak wspomniałam na wstępie, lwowska szkoła to nie tylko w/w czterej uczeni. Było ich więcej. Wielu z nich zginęło w Katyniu, kilkoro zostało zamordowanych w innych miejscach np. na  Wzgórzach Wuleckich. Ci, którzy wojnę przeżyli uczyli póżniej w różnych polskich uczelniach.
W trakcie lektury łza wzruszenia i żalu kręci się w oku. Powodem jest świadomość tego, jak wiele ludzkich istnień zginęło na skutek nazistowskich działań, jak wielu zwyczajnych i wybitnych ludzi straciło życie, możność działania. Dodatkowym powodem jest tęsknota za tym co już nie wróci, za przedwojennym Lwowem, o którym Urbanek pisze po prostu genialni. Z każdej kartki wyziera doskonałe przygotowanie merytoryczne autora oraz atmosfera przedwojennej kawiarni, ówczesnego Lwowa i wielkiej burzy mózgów wybitnych osób.
Genialnie napisana książka, którą się wręcz połyka.
Mariusz Urbanek jak zwykle mnie zachwycił. Gorąco zachęcam do lektury.

piątek, 8 maja 2015

Major Hubal. Historia prawdziwa

Wydawnictwo Iskry, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Recenzja (przyznaję się z ręką na sercu) mocno spóżniona. Książkę mąż przeczytał już jakiś czas temu, a o notatce o niej na blogu po prostu zapomnieliśmy.
Hubal, to jedna z najbardziej znanych i obrosłych legendą, mitami postaci okresu II wojny światowej.  ­Właściwe jego imię i nazwisko oraz stopień, to major Henryk Dobrzański. Jest to postać na pozór znana: ostatni żołnierz Rzeczypospolitej Polskiej, który w mundurze chciał przetrwać do przyjścia odsieczy z zachodu. Gorący patriota walczący wytrwale do końca, niezwykle mądry człowiek z twardym charakterem i zasadami, olimpijczyk – był świetnym jeźdźcem, wielkim znawcą koni. Bez wątpienia był osobą wybitną, jedyna w swoim rodzaju, taką, których obecnie z przysłowiową świecą by szukać.
Tak jak wyżej napisałem, wytrwale walczył do końca. Dlatego jego postawa wywoływała i do dziś wywołuje spory. Wiele sądów i opinii, nierzadko diametralnie różnych, wypowiadali o nim historycy i publicyści, poczynając od samego Melchiora Wańkowicza. Narosła przez lata legenda przesłaniała życie Hubala.
Niniejsza książka to niezwykle przystępnie napisana i doskonale opracowana merytorycznie pozycja. Łukasz Ksyta zręcznie prowadzi nas przez barwne życie Hubala poczynając od jego narodzin, aż do śmierci w 1940 roku. Co cenne, autor nie skupia się tylko na wojskowych aspektach dorosłego życia majora Dobrzańskiego, ale także analizuje jego życie prywatne dostarczając czytelnikowi wiele ciekawych, mało lub wcale dotychczas nieznanych faktów. 
Wiadomości, jakie znajdziemy w książce oparte są zarówno na bogatej szczegółowo udokumentowanej bibliografii, jak i na innych materiałach źródłowych, jak chociażby liczne listy, notatki, zdjęcia, wspomnienia osób związanych w ten lub inny sposób z Hubalem.
Co najbardziej mnie urzekło w trakcie lektury, to fakt, iż Ksyta obiektywnie przedstawia swojego bohatera, jest jakby narratorem jego życia i dokonań. W najmniejszy nawet sposób nie potępia jego heroicznej postawy i walki, o której w pewnym momencie było wiadomo, iż jest skazana na porażkę. Brak w tekście także gloryfikacji Hubala. Jest to po prostu doskonały dokument, rzetelnie opracowana praca historyczna, przystępnie napisana opowieść o wyjątkowym człowieku. 
Co istotne, jest to także arcyciekawa lekcja historii polskiej.
Zachęcam do lektury.

poniedziałek, 9 marca 2015

Warszawskie kawiarnie literackie

Wydawnictwo iskry, Moja ocena 5/6
Kawiarnie literackie..cóż to było....?  Było to miejsce spotkań literatów, miłośników literatury w każdej formie, gdzie toczono dysputy, spotykano się, zawierano znajomości, plotkowano i prowadzono rozmowy towarzyskie skrzące się dowcipem i złośliwością etc. Było to o tyleż niezwykłe miejsce i zjawisko kulturalno-socjologiczne, co i niezbędne dla poprawnej egzystencji literata i związanych z nim osób na przełomie XIX i XX wieku i w okresie powojennym.
Kawiarnie literackie były jakby odrębnym światem same w sobie, a ich  geneza, przyczynek do tego dlaczego to kawiarnia x, a nie y stała się literacką jest niezwykle ciekawym wstępem do całej opowieści. 
Chcąc zrozumieć fenomen i rozwój kawiarni literackich, autor prowadzi nas przez kolejne epoki, od romantyzmu poprzez Młodą Polskę, aż po okres międzywojenny. Każdy z tych okresów charakteryzuje zarówno pod względem społecznym, jak i kawiarnianym wyszukując lokale najbardziej znane, najpopularniejsze, cieszące się największym uznaniem bywalców. Dzięki szczegółowemu i niezwykle ciekawemu opisowi, jaki serwuje nam profesor Makowiecki, poznajemy większość najważniejszych kawiarni literackich Warszawy końca XIX i początku XX wieku, chłoniemy ich atmosferę, poznajemy jej bywalców, wśród których gościło wielu znanych pisarzy. Autor opowiada także o egzystencji kawiarni literackich w okresie powojennym, swoją fascynującą opowieść kończąc na latach 90. XX wieku.
Co ciekawe, nie samą kawą (jakby wskazywała na to nazwa lokali) w tych przybytkach żyto. W niektórych wręcz przeciwnie - zamawiano częściej kubek białego mleka niż filiżankę czarnej kawy. Do tego duża część lokali serwowała coś bardziej treściwego na ząb. wszak literaci i ich zwolennicy (lub przeciwnicy) musieli także coś zjeść. Z opisu, jaki serwuje nam autor książki, część lokali można by raczej określić mianem jadłodajni lub nawet baru mlecznego.

Opowieść pióra znanego historyka przerywana jest zapiskami z pamiętników znanych osób oraz ich wypowiedziami, fragmentami utworów literackich, licznymi anegdotami czy np. odezwami Skamandrytów, albo listami protestacyjnymi, które po II wojnie światowej powstawały w kawiarni PIW-u. Arcyciekawą ozdobą są liczne smaki i smaczki z życia nie tylko kawiarni, ale także znanych, lubianych (lub nie) literatów danej epoki, których dziś śmiało moglibyśmy nazwać celebrytami. Czyni to lekturę jeszcze ciekawszą.Całość napisana rzetelnie, w sposób porywający, pięknym językiem. 

Ciekawym uzupełnieniem jest kilka ilustracji, które dodają lekturze zdecydowanego smaczku.
Gorąco zachęcam do lektury.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Magdulka i cały świat

Wydawnictwo Iskry, Moja ocena 6/6
Wspaniała pozycja, którą gorąco polecam.
Ma ona formę wywiadu rzeki. Chociaż nie, rzeka to za małe określenie, bowiem książka liczy 604 strony. Jednak wierzcie mi, ilości stron absolutnie się nie odczuwa, a po zakończeniu lektury ma się wręcz niedosyt i żal, że to już koniec. 
Rozmówcą i narratorem w jednej osobie jest profesor Witold Kieżun, ur. w 1922 roku w Wilnie polski ekonomista, uczeń m.in. Tadeusza Kotarbińskiego, żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień sowieckich łagrów, wykładowca na wielu światowych uczelniach, autor ponad 70 publikacji. Opowiada on o swoim życiu. Z profesorem rozmawia pisarz Robert Jarocki.
Książka podzielona jest na 6 części, które opowiadają o życiu profesora, począwszy od dzieciństwa na Kresach II Rzeczypospolitej (w tym znaczenia tytułowej Magdulki), poprzez okres wojenny, ucieczkę z niewoli niemieckiej, ponad roczny pobyt w łagrze sowieckim, studia w powojennej Polsce, pracę w NBP, pracę naukową na wielu uczelniach, pobyt w USA i Kanadzie oraz pracę eksperta dla ONZ w krajach afrykańskich. Razem z profesorem wędrujemy od Kresów, poprzez Polskę, Francję, USA, Kanadę, Burundi, Rwandę. Zakończeniem jest rozdział opowiadający o tym, co profesor robił po zakończeniu pracy zawodowej. Takie chronologiczne ułożenie opowieści jest jej wielkim atutem, podobnie jak barwny język i liczne anegdoty, którymi jest uzupełniana opowieść.
Uzupełnieniem opowieści jest spora liczba zdjęć, które dodają całości historii realizmu, smaczku, ukazują świat, którego już nie ma, a za którym niejednokrotnie łza się w trakcie lektury zakręci.
W Magdulce... każdy znajdzie coś dla siebie. Biorąc pod uwagę okres, jaki obejmuje książka, różne etapy naszej historii, które stały się udziałem profesora, jest to pozycja zarówno dla miłośników i historyków przedwojennych Kresów, o których profesor snuje niezwykle barwną opowieść, jak i dla wielbicieli oraz historyków zajmujących się okresem okupacji hitlerowskiej, czy PRL-u. 
Ogromne uznanie dla profesora, który mimo trudnego życia zachował pogodę ducha, idealizm, patriotyzm, czyli cechy obecnie niestety uznawane często za zbędne, żeby nie powiedzieć śmieszne. Opowieść, którą snują obaj panowie dosłownie mnie pochłonęła. Profesor dysponuje barwnym językiem i doskonałą pamięcią, a Robert Jarocki tak kieruje rozmową, iż powstała książka od lektury której trudno się oderwać. Gawędziarski, lecz nie lakoniczny styl, barwne anegdoty, arcyciekawe życie, to wszystko sprawia, że książka jest niezwykłą podróżą wstecz, w której przewodnikiem jest niezwykły człowiek, którego życiorysem można by obdzielić kilka osób.
Na przykładzie profesora Kieżuna Robertowi Jarockiemu udało się pokazać zarówno trudne etapy naszej historii, piękne i absurdalne obrazki z przedwojennego i powojennego życia w Polsce.Jednak największym osiągnięciem Jarockiego jest ukazanie wybitnej postaci w taki sposób, że książka nie tylko nie nudzi, ale wręcz pochłania czytelnika.

środa, 30 października 2013

Lepszy dzień nie przyszedł już...

Wydawnictwo Iskry, Okładka twarda z obwolutą, 342 s., Moja ocena 6/6
Absolutnie wciągająca i przerażająca, a jednocześnie magiczna książka. Czasami mam tak, że książka mnie przeraża swoja treścią, a jednak nie mogę się od niej oderwać. Tak było w tym przypadku.
Autorka zebrała losy kilku polskich rodzin, które przed wojną zamieszkiwały Kresy Wschodnie. Poznajemy historie zarówno osób dorosłych, jak i dzieci urodzonych tuż przed wybuchem wojny, lub chwilę wcześniej. Jesteśmy świadkami ich niedowierzania, gdy 17 września 1939 roku Rosja zaatakowała Polskę. Poznajemy także ich póżniejsze losy, które są treścią, sercem książki. To co tak mną wstrząsnęło, co sprawiło, iż od lektury nie mogłam się oderwać, że kilka razy łza mi się w oku zakręciła, to opowieści dorosłych już osób, osób często w podeszłym wieku, które na początku wojny zostają wysiedlone do obozów, na mróz, głód, poniewierkę. Powiecie, takich osób było wiele, zbyt wiele. Owszem, ale gdy czyta się relację przeżyć dziecka, któremu umierają rodzice, które zostaje zostawione na pastwę losu, na taką opowieść nie można pozostać obojętnym. 
Nieistotne, który z kolei raz czyta się o losach polskich zesłańców, to zawsze porusza. 
W trakcie lektury poznajemy m.in. dzieje osieroconych dzieci wywiezionych na Bliski Wschód, znanego rodu Jaxa Bąkowskich  i sławnego hubalczyka Romualda Romana Rodziewicza. Każdy z rozdziałów to opowieść o ludziach zwyczajnych, a jednocześnie niezwykłych. 
O osieroconych dzieciach nie będę pisać, sami najlepiej zrobicie poznając ich historię w trakcie lektury książki.
Kolejni bohaterowie, to Jaxa Bąkowscy. Jerzy Bąkowski (pochodzący z możnego, słynnego na Kresach rodu) brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej 1939 roku Wzięty do niewoli sowieckiej podczas obrony Lwowa i osadzony w obozie w Starobielsku, został zamordowany wiosną 1940 roku w Charkowie. O dziejach rodu, o wspaniałej przeszłości i o tym co stało się z żoną Jerzego oraz ich dziećmi, wspaniałym majątkiem, przeczytacie w jednym z  rozdziałów książki.
Z kolei Romuald Roman Rodziewicz po upadku Warszawy, wraz ze swoim oddziałem wstąpił do Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pod dowództwem mjr. Henryka Dobrzańskiego "Hubala". Brał udział we wszystkich bitwach stoczonych przez oddział na Mazowszu i Kielecczyźnie. Nasz bohater żyje, 18 stycznia 2013 roku skończył 100 lat. Autorka niniejszej książki wspaniale opisuje losy Hubalczyka w rozdziale Z miejsca na miejsce w cieniu legendy Hubala
Gdyby to była książka stricte naukowa, albo chociaż do miana takowej pretendująca, być może nie wywarłaby na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Ziółkowska-Boehm zastosowała jednak moim zdaniem manewr nie fair, oddała głos bezpośrednio osobom opowiadającym o swoich losach. Brak korekty, brak naprowadzających pytań, brak literackiego szlifu, to wszystko sprawia, że opowieści są surowe w swojej prostocie, ale przez to jeszcze bardziej przejmujące. Realizmu opowieści dodają także liczne zdjęcia, kopie listów, dokumentów.
Ale nie bójcie się, ta książka to nie tylko cierpienie, ból i tragedia. To także wspaniały wizerunek polskich Kresów tuż przed wojną, odrębnej kultury, jaką mieszkańcy tych ziem  stworzyli, życia codziennego, uprawy winnej latorośli (a tak), powiększania wspaniałych majątków, pól uprawnych, stadnin z rodowodowymi końmi arabskimi i wielu, wielu innych magicznych elementów, które niestety odeszły wraz z ludźmi tam żyjącymi. Stanisławów, Lwów, Zaleszczyki ożywają w ich opowieściach. To także historie wielkiej miłości, ludzkiej pomocy, wsparcia. Podam tylko jeden przykład, kilkoro osieroconych dzieci, które los zesłał z Kresów na Bliski Wschód, od śmierci głodowej uratowała niewiele od nich starsza Polka, która sama prawie nic nie miała. Tym niczym podzieliła się z dziećmi.
Mimo ogromu tragedii, o której się czyta, momentami robi się ciepło na sercu. Niestety, ale zbyt rzadko.Mimo tak wielu cierpień, jakich doznali bohaterowie książki i ich bliscy, próżno szukać happy endu. Dla tych ludzi z różnych przyczyn lepszy dzień nie nadszedł...Stąd tytuł książki, tak niewiele, a jednocześnie wszystko mówiący. 
Wiem, II wojna światowa wyrządziła niewyobrażalną ilość zła, zginęły miliony wspaniałych osób. Tylko, że dodatkowo zginęły zwyczaje, historie, kultury, które były wspaniałe, a których z reguły nie da się odtworzyć. Obok milionów istnień ludzkich, to największa ofiara Hitlera - dziedzictwo kulturowe.
Lepszy dzień nie przyszedł już, to jedna z tych książek, którą powinien przeczytać każdy. To wspaniała, niedająca się z niczym porównać lekcja historii. Po lekturze doceniamy, to co mamy. Jesteśmy winni sięgnięcie po książkę oraz pamięć zarówno narratorom, jak i ich bliskim oraz tysiącom bezimiennych ofiar. 

Książką przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Brzechwa nie dla dzieci - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Okładka twarda, 400 s., Moja ocena 6/6
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka.
Któż nie zna Jana Brzechwy, któż nie zna np. jego Kaczki Dziwaczki, czy Akademii Pana Kleksa? Chyba nie ma takiej osoby. Ale na ile znamy twórcę wierszy i bajek dziecięcych? 
Po lekturze biografii pióra Mariusza Urbanka, mogę napisać, że Brzechwy nie znałam w ogóle. 
Urbanek w swojej książce ukazuje trzy twarze Brzechwy - prawnika, którym był z wykształcenia i zawodu Jan Lesman (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Brzechwy), doskonałego o niezwykle ciętym piórze satyryka o pseudonimie Szer-szeń i trzecią twarz, która jest w zasadzie wszystkim znana - bajkopisarza Jana Brzechwy.
Każdą z twarzy Pana Jana (jak pozwolę sobie nazywać Brzechwę, bo w zasadzie jak inaczej go nazywać...jednoznacznie żadnym nazwiskiem ani pseudonimem nie da się) Mariusz Urbanek opisuje z niezwykłą dbałością o szczegóły. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Żeby zgromadzić tak wiele materiału dot. Pana Jana, wyszperać co smakowitsze kąski (których w książce znajdziemy bardzo dużo) Urbanek musiał zadać sobie bardzo wiele trudu. Praca włożona w stworzenie niniejszej pozycji dała fantastyczny efekt, którym jest rzetelna, arcyciekawa, a momentami wręcz porywająca biografia, po którą bez wątpienia warto sięgnąć.
Sporo w książce nawiązań do przyjaciół, rodziny Pana Jana. Ot chociażby, jak w przypadku powstania pseudonimu Jan Brzechwa. Ten pseudonim literacki jest zasługą Bolesława Leśmiana, który był kuzynem Pana Jana. To za jego namową poeta i bajkopisarz zaczął podpisywać nim swoje utwory. Ponieważ Bolesław Leśmian także pisał wiersze, obaj panowie uznali, że nie może być poety Lesmana i Leśmiana. I tak na firmamencie polskiej literatury, pojawił się Jan Brzechwa.  
Dodatkowym plusem są wspaniale nakreślone obrazy przed- i powojennej Polski, wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, przewijającą się w tle historią i zmianami ustrojowymi. Dla mnie, łodzianki, najciekawszymi były opisy Łodzi tuż po wojnie. Wspaniałe, poruszające opisy. 
Wspomniałam, że w książce nie brak smakowitych kąsków. Jednak tych, którzy obawiają się ciekawostek rodem z tabloidów pragnę uspokoić, są to anegdoty, ale na bardzo wysokim poziomie, z dbałością o wiarygodność. Urbanek stroni od taniej sensacji, choć burzliwe i w wielu momentach różnie oceniane życie Pana Jana, mogłoby dostarczyć licznych pikantnych plotek i ubarwić niejedną biografię. Autorowi książki zależy jednak przede wszystkim na prawdzie i ukazaniu swojego bohatera oraz jego życia, takimi jakimi były w rzeczywistości. 
Poznajemy więc wspaniałego autora bajek dla dzieci, a jednocześnie zdolnego prawnika, wręcz nałogowego gracza w brydża, wielbiciela płci przeciwnej, człowieka z niesamowitym wręcz poczuciem humoru, walczącego o wolność w oddziałach Piłsudskiego, a wiele lat póżniej członka jedynej słusznej PZPR. Która z twarzy, osobowości Pana Jana jest tą prawdziwą? Czy któraś, z ukazanych przez Urbanka jest w ogóle prawdziwa w 100%. A może każda po trochu? Jaki był Pan Jan w kontaktach z najbliższymi oraz współpracownikami? Co go skłoniło do podjęcia wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedż w niniejszej książce. Całość napisana jest pięknym językiem, dopracowana w każdym calu zarówno pod względem stylistycznym, jak i merytorycznym. 
Dodatkową, swoistą wisienką na torcie są liczne zdjęcia Pana Jana i wywiad, jaki Mariusz Urbanek przeprowadził z córką naszego bohatera. Gorąco zachęcam do lektury.
Po Brzechwę nie dla dzieci powinien sięgnąć każdy, kto podobnie jak ja wychował się na Akademii Pana Kleksa, Szelmostwach Lisa Witalisa czy Ptasim radiu . 
Ponieważ od wielu osób słyszałam, że biografia Władysława Broniewskiego pióra Mariusza Urbanka jest jeszcze lepsza niż biografia Brzechwy, w najbliższych dniach planuję zakup biografii Broniewskiego. Już ciesze się na fascynującą lekturę.

środa, 10 lipca 2013

Polska za Nerona - Aleksander Krawczuk

Wydawnictwo Iskry, Okładka miękka, 164 s., Moja ocena 6/6
W ubiegłym roku miały miejsce 90. urodziny Aleksandra Krawczuka. Z tej okazji Wydawnictwo Iskry zdecydowało się na wznowienie po 10 latach Polski za Nerona tegoż autora.
Od lat cenię książki autorstwa profesora Krawczuka. Ma on rzadko spotykany dar niezwykle przystępnego, ba śmiało można stwierdzić, że frapującego opowiadania o bardzo odległych czasach, a konkretnie o okresie antycznym. W jego książkach historia ożywa. 
Tym razem profesor Krawczuk snuje opowieść o szlaku bursztynowym, jednej z najważniejszych dróg handlowych antycznego świata, która łączyła jedyne istniejące wtedy (wg. Rzymian) miasto, czyli Rzym z wybrzeżem Bałtyku. Krawczuk w swojej opowieści sięga do jednego z najpewniejszych źródeł wiedzy o ówczesnych czasach, zapisków Pliniusza Starszego. Najcenniejszym dziełem tego żyjącego w I wieku historyka jest złożona z 37 ksiąg Naturalis historia (Historia naturalna), czyli odpowiednik naszej encyklopedii. Opowiada ona o całym znanym ówczesnym świecie i wszystkich jego aspektach. W swoim dziele Pliniusz opisuje także wyprawę po bursztyn, która miała miejsce w okresie panowania cesarza Nerona. Wyprawa (zgodnie z zapiskami Pliniusza) spełniła pokładane w niej nadzieje. Do Rzymu powrócono z niewyobrażalnie wielkimi ilościami bursztynu, który miał ozdobić walki gladiatorów.
Dzięki Pliniuszowi dowiadujemy się jaki przebieg miała wyprawa, przez jakie ziemie jechała etc. Ciekawym jest porównywanie ziem widzianych oczyma uczestników wyprawy i wyobrażeń ówczesnych ludzi z wiedzą, jaką posiadamy obecnie. Dla owych porównań Krawczuk sięga z jednej strony po w/w teksty Pliniusza, a z drugiej po różnorakie źródła archeologiczne i historyczne. 
Profesor Krawczuk porównuje także liczne prace polskich badaczy, w których od wielu lat toczy się dyskusja między zwolennikami dwóch odmiennych teorii. Jedni twierdzą, że ziemie dzisiejszej Polski były przez Słowian zamieszkane już na początku naszej ery, czyli za panowania Nerona. Druga grupa badaczy uważa, że napływ Słowian na nasze ziemie i kolonizacja przez nich terenów Polski zbiegły się w czasie z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego, czyli de facto miały miejsce kilka wieków póżniej. Czy profesor Krawczuk zajmuje jakieś stanowisko w tym zakresie, a jeżeli tak, to jakie? Tego dowiecie się z lektury Polski za Nerona.
Książka zawiera w sobie sporo refleksji i różnorakich przemyśleń dot. m.in. wspaniałości, ale i okrucieństwa antycznych Rzymian. Takim koronnym przykładem są walki gladiatorów i podboje kolejnych ziem. Od dawna twierdzę, że cywilizacja rzymska, to jedna z najokrutniejszych w świecie antycznym. Wystarczy spojrzeć, co przedstawiają płaskorzeźby na Kolumnie Trajana - okrucieństwo i rzeź w majestacie ówczesnego prawa.
Ciekawym jest polemika historyka z Henrykiem Sienkiewiczem i dysputa o jego przeinaczeniu pewnych faktów historycznych w Quo vadis.
Profesor prezentuje także pokrótce warsztat pracy historyka i archeologa, ukazuje w jaki sposób pracują naukowcy, co są w stanie odkryć, jak duże znaczenie maja dla nas ich wnioski i odkrycia. 
Cennym uzupełnieniem jest przebogata bibliografia, dzięki której osoby zainteresowane będą mogły sięgnąć po kolejne pozycje.
Polska za Nerona to jedna z tych pozycji, które uczą poprzez ukazanie piękna historii, które ukazują, że historia to nie tylko suche wkuwanie dat i nazwisk, jak to niejednokrotnie ma miejsce w szkołach. Profesor Krawczuk ma wyjątkowy dar zamieniania historii antycznej w fascynującą wyprawę w przeszłość. Nie inaczej jest i tym razem. Gorąco zachęcam do lektury.