Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2012

Azja moimi oczyma - Natalia Brożko

Wydawnictwo WFW, Okładka miękka, 115 s., Moja ocena 5/6
Natalia Brożko, ur. w 1983r. w Głuchołazach, to znana stosunkowo niewielkiej liczbie osób absolwentka historii i społeczeństwa Południowej i Południowo-Wschodniej Azji na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, podróżniczka-pasjonatka, zawodowo niezwiązana z branżą turystyczną.
W swojej książce opisuje w wyjątkowo ciekawy sposób pierwsze azjatyckie podróże i jak do nich doszło, a doszło przez zupełny przypadek. 
Natalia od zawsze podróżowała, najpierw z rodzicami, później na obozy, kolonie. Były to jednak wyjazdy po Europie, zorganizowane i w sumie przewidywalne aż do bólu. Jej pierwsza wyprawa w nieznane rozpoczęła się zaraz po ukończeniu liceum. Wyjechała wtedy na studia do Berlina. Przez zupełny przypadek trafiła na kierunek azjoznawstwa ze specjalizacją Indie i Wietnam. Jak sama pisze w książce - ubiegała się o przyjęcie na zupełnie inny kierunek, a dostała się na ten. Ten przypadek zadecydował o kolejnych 10 latach jej życia. Na początku nie było lekko, o Azji wiedziała niewiele, Berlin ją przerażał, brak rodziny, znajomych i brak pieniędzy. Jak typowy Polak narzekała, wszyscy inni byli winni jej złemu samopoczuciu, tylko nie ona. Szybko jednak otrząsnęła się z marazmu, znalazła pracę, studia bardzo przypadły jej do gustu, a wkrótce wyjechała na pierwszą wyprawę.  
Wyjechała do Birmy mając zaledwie 21 lat i to nie na wycieczkę zorganizowana przez biuro podróży, tylko taką wyprawę w ciemno. Jak wspomina, Birma do dziś pozostaje dla niej tajemnicą, podobnie jak inne azjatyckie kraje, które odwiedziła.
W swojej książce nie pisze o historii, nie pisze o zabytkach, o tym (jak zaznacza we wstępie) można przeczytać w wielu przewodnikach, w internecie. Natalia opowiada o swoich przygodach, o magi krajów, które odwiedziła, o plusach i minusach życia w nich, ale przede wszystkim opowiada o ludziach, bo to oni jej zdaniem są w Azji tak niezwykli. Opowiada także o różnicach, jakie występują między azjatyckimi krajami, które miała okazję poznać. Sama przyznaje, że Indie przypadły jej do gustu dużo mniej niż Tajlandia, Laos czy Wietnam. Najbardziej jednak pokochała Birmę i żyjących w niej ludzi, którzy mimo biedy i głodu oraz dyktatury wojskowej zachowali pogodę, dobroć wobec innych. W żadnym innym kraju nie spotkała tak życzliwych ludzi, nie spotkała też takiej biedy. 
Sporo miejsca Natalia poświęca także kulinariom, bo jak sama zaznacza zawsze od kuchni (dosłownie i w przenośni) rozpoczyna zwiedzanie danego kraju. 
Osobną część książki stanowią rady dla podróżników, którzy chcieliby pójść w jej ślady oraz zestawienia cen w przeliczeniu na dolary.
Natalia opisuje kilka podróży, które  odbyła w latach 2004-2011. Wrażenia z nich opowiedziane są prostym językiem i okraszone niesamowitym poczuciem humoru i wieloma anegdotami. 
Idealnym uzupełnieniem są bajeczne wręcz, kolorowe fotografie, które stanowią dużą część książki. Azja moimi oczyma, to niepozorna, cienka książeczka, po której z pewnością nikt nie spodziewa się tak wspaniałej treści. Ja książkę przeczytałam w godzinę siedząc z kubkiem gorącej herbaty, a przysiadłam ot tak na chwilę żeby zobaczyć co w trawie, a raczej książce Natalii Brożko piszczy, zaczęłam ją przeglądać i nie mogłam się oderwać.
Tutaj znajdziecie blog Natalii   
na nim relacjonuje podróż dookoła świata, którą rozpoczęła 04 listopada 2012r. i która trwa, termin zakończenia....kiedyś w 2013r. lub nawet 2014r. (ma trwać ok. 16 miesięcy). Zaglądajcie, warto. Obecnie Natalia jest w Azji. Mam nadzieję, że z tej podróży powstanie równie fascynująca książka, jak z poprzednich. 

I juz zdradzę, to Natalia Brożko będzie kolejną przepytywaną przez nas osobą, ale o wywiadzie jutro:) Już możecie przygotowywać pytania do Natalii.
 
Poniżej znajdziecie zdjęcia z poprzednich podróży, na blogu Natalii jest ich dużo więcej.





sobota, 22 września 2012

Podręcznik przygody rowerowej - Anna i Robert Robb Maciąg

Wydawnictwo Bezdroża, Okładka miękka, 304 s., Moja ocena 5/6
Książkę w sierpniu przeczytałam ja, ostatnio skończył lekturę mój mąż.  Obojgu nam pozycja ta bardzo przypadła do gustu. Ale od razu przyznaję się, ja pominęłam część dot. wyposażenia roweru, skupiłam się na opisach wypraw, proponowanych trasach etc, mój mąż przeczytał całą książkę. 
Ale wracajmy do treści. Co w książce takiego niezwykłego? 
Co nowego można jeszcze odkryć w świecie, który już dawno został dokładnie zbadany? Kogo można spotkać na drogach, po których codziennie poruszają się tysiące ludzi? Czym mogą nas zaskoczyć te spotkania albo ci ludzie? No i jak dobrze przygotować się do nich, jeśli wybiera się rower jako środek transportu? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w Podręczniku przygody rowerowej
Nazwa może się wydawać dziwna i taka jakaś....hmmm...banalna, jak dla dzieci. Ale nic bardziej mylnego.
Autorzy książki Anna i Robert Maciąg to doświadczeni i zapaleni podróżnicy. W 2006 r. wyjechali w długą drogę do Indii na złożonych samodzielnie (i to całkiem dobrze) rowerach. Podróż zajęła im piętnaście miesięcy i zmieniła ich życie tak bardzo, że po powrocie nie umieli usiedzieć w domu i znów ruszyli w drogę. Nie była to byle jaka droga, a legendarny Jedwabny Szlak. Przez te wspólne lata przejechali razem ponad 22 tysiące kilometrów i odwiedzili ponad dwadzieścia krajów. Swoje doświadczenia przekazują właśnie w książce. Współautorami są także ich przyjaciele, także zapaleni podróżnicy i cykliści. Co ważne są to ludzie obu płci, w różnym wieku, różnych zawodów i z różnym doświadczeniem w zakresie turystyki rowerowej.  Dzięki ich niezwykle barwnym opowieściom dowiemy się, jak bezpiecznie i zgodnie z przeznaczeniem jeździć na rowerze, jak go wyposażyć, gdy zechcemy udać się w dalekie trasy. Jak to jest wybrać się w podróż poślubną do Maroka na...rowerach.
Jak się podróżuje na rowerze po Gruzji, Tybecie, Mongolii i wielu innych zakątkach świata.  

W książce oprócz porad techniczno – praktycznych, relacji z podróży znajdziemy także: propozycje wielu bardzo ciekawych tras, po których można, a nawet należy pojeździć rowerem. Bo (jak udowadniają autorzy) świat z perspektywy rowerowego siodełka jest zupełnie inny niż widziany przez okienko samochodowe, czy z wnętrza wycieczkowego autokaru. Autorzy wskazują także wiele miejsc, do których dotrzemy tylko rowerem, a które to miejsca są magiczne i znajdują się na wyciągniecie ręki od nas, trzeba tylko zboczyć z utartych zwyczajowo szlaków i zmienić środek lokomocji.
Autorzy przestrzegają także przed potencjalnymi niebezpieczeństwami i niedogodnościami, a także informują, jak skutecznie ich unikać.
Co moim zdaniem niezwykle ważne, mimo iż książka uczy, a w tytule ma znienawidzone przez wielu słowo podręcznik jest ona pozbawiona moralizatorskiego, szkolnego tonu, nudnej teorii. Autorzy uczą, tak jak sami chcieliby być uczeni, skupiają się wyłącznie na praktycznych aspektach życia długodystansowego rowerzysty. Najważniejsze jest jednak to, że niezwykle skutecznie zachęcają do rowerowych wypraw. Na własnym przykładzie pokazują, że każda podróż jest możliwa.
Ogromnym plusem jest także piękne wydanie, chociaż skromna okładka nie zapowiada tego nawet w najmniejszym stopniu. Tym większe jest zaskoczenie, gdy zaczynamy przeglądać książkę – doskonale wydanie + fascynująca treść + piękne zdjęcia. Czego chcieć więcej? Tylko czasu na lekturę i planowanie najbliższych tras rowerowych.
Książkę można czytać od razu całą lub „w odcinkach” delektując się Podręcznikiem...przez dłuższy czas(ja tak robiłam). Każda opowieść to odrębna całość.
Anna i Robert Maciąg od 2011 r. mieszkają w Krainie Wygasłych Wulkanów w Górach Kaczawskich. Na co dzień prowadzą warsztaty o świecie dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. W wolnych chwilach snują kolejne plany podróżnicze, piszą artykuły do prasy rowerowej oraz książki.
Jak sami autorzy twierdzą: Oddajemy Wam do rąk książkę, dzięki której uwierzycie, że każda podróż jest w zasięgu ręki, że wszystko w zasadzie jest możliwe.
Zdjęcia i relacje z innych podróży autorów książki znajdziecie tutaj.

czwartek, 19 lipca 2012

Z nurtem Amazonki. Pionierska wyprawa Piotra Chmielińskiego. - Joe Kane

Wydawnictwo Bezdroża, Okładka miękka, 364 s., Moja ocena 6/6
Z nurtem Amazonki to książka zaliczona do setki największych podróżniczych bestsellerów wszech czasów, opowieść o jednej z najgłośniejszych ekspedycji XX w.
Książka jest wyjątkowa z kilku powodów.
Po pierwsze ponieważ przedstawia wyjątkową, historyczną wyprawę Piotra Chmielińskiego, pierwszego człowieka, który zdołał przepłynąć Amazonkę od źródeł do ujścia, kilometr po kilometrze.
A po drugie, sposób ukazania wyprawy, opisy, zdjęcia, anegdoty, czyli jednym słowem cała książka, są unikalne i niesamowite, tak, jak niesamowici byli bohaterowie wyprawy.
Opis wyprawy został zrekonstruowany na podstawie notatek Joe Kane’a – jedynego z członków międzynarodowej ekipy, który dotrzymał kroku niezmordowanemu Piotrowi Chmielińskiemu podczas trwającej  pół roku walki i przygody; walki z samym sobą i wszechobecnym żywiołem. Piotr Chmieliński był pomysłodawcą wyprawy i zdecydowanie wybija się na pierwszy plan, widać to wyrażnie w trakcie lektury książki. Widać także, że podróżnik ma jasno wytyczony cel i bardzo silną osobowość, wręcz dominującą, ale w przypadku tego typu przedsięwzięć to dobrze, musi być jeden przywódca, który wszystkim steruje, nadaje rytm i sens całej wyprawie. I Piotr Chmieliński bez wątpienia taką osobą jest. To bardzo miły polski akcent, a z Piotra Chmielińskiego możemy być dumni.

Trasa wyprawy.

Książka napisana jest językiem prostym, ale barwnym i niezwykle plastycznym. Przez cały czas lektury miałam wrażenie, jakbym podróżowała wraz z jej bohaterami. Jest to duży plus, gdyż dzięki temu cała relacja bardzo zyskuje, czytelnik czuje, że jest w samym środku wydarzeń, że z ekipą Chmielińskiego przemierza Amazonkę
Jest to wspaniała pozycja nie tylko o pięknie i grozie królowej rzek, ale także o wyjątkowych ludziach, o walce z własnymi słabościami, o pokonaniu pewnego progu zarówno w życiu, jak i w sobie. Ale dla mnie to przede wszystkim książka o wspanialej przyjażni, która połączyła dwóch głównych bohaterów.
Opuściliśmy spokojną cofkę. Wiosłując pod prąd, mogliśmy w pewnym stopniu panować nad pontonem. Jak wskazówkę zegara powoli przesunęliśmy przód pontonu w poprzek prądu, a potem centymetr po centymetrze weszliśmy w główny nurt, nabierając dużej szybkości. Pamiętam sensacje żołądkowe i chorobliwie słodki smak w ustach, kiedy, lecąc w powietrzu jak na diabelskim młynie w wesołym miasteczku, wpadliśmy w gardziel. Pamiętam białe ściany wody wokół nas i to, że uderzyliśmy w kilka głazów z hukiem głośniejszym od samej rzeki; raz trzasnąłem głową tak gwałtownie, że mało co, a skręciłbym kark. Pamiętam ponton przyparty do skały, podnoszący się do góry jedną stroną i gotowy przekoziołkować; rozpaczliwie rzuciliśmy się na wysoka burtę, podczas gdy rzeka ryczała pod naszymi stopami. Pamiętam, jak utkwiłem wzrok w ostrej jak brzytwa krawędzi skały na wprost nas i jak gapiłem się na nią, gdy jakimś cudem przemknęła obok mojej głowy. Pamiętam nasilenie krzyków Chmielińskiego- były głośniejsze i bardziej desperackie niż kiedykolwiek dotąd
A sam autor, pomysłodawca, mimo ogromnego sukcesu jaki odniósł, jawi się nam, jako człowiek tak zwyczajny, tak skromny, tak normalny, że aż niesamowity.
W jednym z wywiadów zapytano mnie kiedyś, skąd bierze się w człowieku potrzeba odkrywania, bicia rekordów, robienia czegoś po raz pierwszy. Sam wówczas zadałem sobie pytanie, co mnie pchało w świat, kazało podejmować ryzyko, zaprowadziło nad Amazonkę? Myślę, że nie była to potrzeba bicia rekordów. Przede wszystkim była to ciekawość poznawania nowych miejsc i przekonanie, że warto dołożyć wszelkich sił, by osiągnąć postawiony sobie cel. – tak o swoim wyczynie (wpisanym do Księgi Rekordów Guinnessa) mówi Piotr Chmieliński.
Wyjątkową ozdobą książki są magiczne wręcz zdjęcia autorstwa Zbigniewa Bzdaka, zostały one wykonane w najbardziej emocjonujących i najważniejszych momentach wyprawy.
Dolina Amazonki.
Radość Piotra Chmielińskiego z zakończenia wyprawy.

A to kilka podsumowań całej wyprawy dokonanych przez jej uczestników:
Z własnej perspektywy mogę stwierdzić jedno: Amazonka uwolniła mnie z kokonu, w jakim byłem spowity, i moje życie stało się dzięki temu lepsze. Tym zaś, którzy marzą o skoku w nieznane, powiem krótko: zróbcie go.
Joe Kane
Fotografowanie Amazonki zawsze było i jest dla mnie wielkim wyzwaniem, które pozwala otworzyć oczy, aby zobaczyć i poznać niezwykłe jej oblicze.
Zbigniew Bzdak
Amazonka nauczyła mnie wytrwałości i wiary w to, że dotarcie do wyznaczonego celu, nawet tak odległego i trudnego, jest możliwe. Wszystko stało się dla mnie osiągalne od momentu dopłynięcia do Atlantyku. Życzę każdemu z Czytelników, by znalazł w swym życiu własną Amazonkę.
Piotr Chmieliński
Książka Z nurtem Amazonki. Pionierska wyprawa Piotra Chmielińskiego została wydana przez Wydawnictwo Bezdroża, jej premiera odbyła się podczas 14 Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów.
Gorąco zachęcam do lektury, książka na pewno was oczaruje tak, jak oczarowała całą moja rodzinę.
Uczestnicy spływu Amazonką
W tej wielkiej wyprawie wzięło udział kilkunastu uczestników z kilku krajów: dwóch Polaków, kajakarze i filmowcy z RPA, Amerykanin z USA, Brytyjka - jedyna kobieta w ekipie, Kostarykanin. Patronat nad wyprawą objął National Geographic Magazine.
  • Piotr Chmieliński
Inżynier mechanik, absolwent krakowskiej AGH. Z początku w sekcji kajakowej AZS, później Akademickim Klubie Turystyki Kajakowej „Bystrze” przy AGH. Członek wyprawy Canoandes ’79. Zaczynał od własnoręcznego robienia kajaków. Z początku pływał po rzekach w Polsce, później przyszła kolej na Czechosłowację, Rumunię, Jugosławię, Grecję i Włochy. Kiedy wyprawa Canoandes wyruszyła na podbój rzek Ameryki Południowej, Piotr Chmieliński znalazł się w jej 11-to osobowym składzie. Jako jedyny przepłynął najgłębszy na świecie kanion rzeki Colca kajakiem. Po ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego, razem z resztą pozostałej w Peru wyprawy Canoandes ‘79, zakładał Komitet Pomocy „Solidarności” w Limie, co zamknęło mu definitywnie szanse na powrót do Polski. W 1982 roku osiedlił się w Casper w Wyoming (USA). Zafascynowany podróżą Francisa de Orellany postanowił zmierzyć się z Amazonką. W kwietniu 1985 roku dotarł do jej zamarzniętych źródeł na potoku Apacheta. Miejsce to zostało później uznane i potwierdzone szczegółowymi pomiarami jako źródła największej rzeki świata. Po powrocie z wyprawy Amazonką, ożenił się z Joanną i przeniósł do Wirginii, gdzie założył firmę HP Envirmonmental, specjalizującą się w ochronie środowiska naturalnego. Dwa razy wpisany został do Księgi Guinnessa: w 1981 roku wraz z Canoandes ’79 za przepłynięcie kanionu Colki oraz w 1987 za pokonanie Amazonki. Spływ Amazonką został zaliczony przez amerykański Outside Magazine do pięciu najważniejszych osiągnięć eksploracyjnych ostatnich lat. New York Times zaliczył ten wyczyn do 20 największych dokonań XX wieku (obok zdobycia Mt. Everestu i lądowania na Księżycu). Piotr ma dwóch synów: Aleksandra i Maksymiliana. Wierzy, że nauczy ich pływać kajakiem i kiedyś zabierze ich na wspólną, wielką wyprawę.
Za pokonanie Amazonki Piotr Chmieliński został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa w 1987 roku (wcześniej znalazł się na jej stronach wraz z członkami wyprawy Canoandes '79, za przepłynięcie kanionu Colki). Jest członkiem ekskluzywnego The Explorers Club w Nowym Jorku.
  • Joe Kane
Amerykanin (USA), dziennikarz, pisarz i podróżnik. Autor książki „Z nurtem Amazonki”, która została przetłumaczona na 11 języków i wydana w 13 krajach. Drugi, prócz Piotra Chmielińskiego uczestnik wyprawy, który pokonał całą długość Amazonki. Po wyprawie ożenił się z dziewczyną, która na niego czekała, mają dwie córki. Pewien czas spędził w Ekwadorze, jako wysłannik The New Yorker. Tam zbierał materiały do swojej następnej książki „Dzicy”, ukazującej problemy Indian w obliczu zagrożenia ich egzystencji, co spowodowane jest odkryciem złóż ropy naftowej na zamieszkiwanych przez nich terenach. Wiele publikuje, również w National Geographic.
  • Kate Durant
Brytyjka, dr medycyny – wcześniej lekarz w National Healt Service w Londynie. Wybrana na lekarza wyprawy z ponad 60 kandydatur. Po ekspedycji wróciła na 3 lata do Ameryki Południowej, gdzie w Andach boliwijskich pracowała 3 lata jako lekarz wśród Indian Aymara.
  • Zbigniew Bzdak
Urodził się w Radomsku w 1955 roku. Studiował fizykę jądrową na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Był członkiem wyprawy kajakowej Canoandes ‘79 poprzez Amerykę Południowa. Po swoich podróżach osiedlił się w stanie Wyoming i uzyskał obywatelstwo Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Obecnie zamieszkuje na przedmieściach Chicago. Jego pasje eksploratorskie wiodły go przez wiele krajów, gdzie przeżył wiele przygód, włączając ekspedycję kajakowa wzdłuż całej Amazonki, od źródeł aż do ujścia w Oceanie Atlantyckim, przepłyniecie kanionu rzeki Colca w Peru (najgłębszego kanionu na świecie) oraz dokumentacje plemiona Huaorani w dorzeczu Amazonki w Ekwadorze. Jego prace publikowane są w pismach takich jak: "National Geographic", "Outside", "Americas", "The New Yorker" oraz "American Way." Zbigniew wykonywał zdjęcia do przewodnika po Chicago dla wydawnictwa Random House, wydanego w 1996 roku. Jego fotografie wykorzystano w trzech książkach:  "Savages", "Running the Amazon", oraz "Living in Wyoming: Settling for More." Dwie z tych książek wydano w języku polskim przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w Warszawie. Prace Zbyszka z albumu fotograficznego o Wyoming oraz z National Geographic zostały nagrodzone przez magazyn Communication Arts.
  • Pozostali uczestnicy ekspedycji:
Tim Biggs, kajakarz z RPA, który miał być przewodnikiem po rzece; świetny kajakarz z RPA Jerome Truran, który miał wspierać Biggsa; Sergio Leon, dyrektor Parku Narodowego Corcovado w Kostaryce; Francois Odendaal (RPA), biolog, współorganizator wyprawy; dwaj filmowcy z RPA Fanio Van der Merwe i Pierre van Heerden, którzy mieli wykonać dokumentację filmową wyprawy.

sobota, 9 czerwca 2012

Długi cień Wielkiego Muru. Jak Polacy odkrywali Chiny - Edward Kajdański

Oficyna Naukowa, Okładka twarda, 399 s., Moja ocena 5,5/6
Jest to pozycja z tych, które czytam fragmentami, bo chociaż niezmiernie fascynujące, trzeba je niejako smakować, czytać powoli, trochę się nad treścią zastanowić. 
Książce mogę dać tylko tak wysoką ocenę, a to z kilku powodów.
Najważniejszy jest ten, iż takiej pozycji dotąd na naszym rynku nie było. Aż dziwne, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł poruszenia tej tematyki. Być może nikomu nie przyszło do głowy, że tak liczna rzesza naszych rodaków już kilka wieków temu podbijała Chiny. 
Wśród wielu mieszkańców Europy, którzy od XVII w. przybyli na dłużej bądż krócej do tego kraju, Polaków była naprawdę duża grupa.
Należeli do nich przede wszystkim misjonarze (głównie jezuici), którzy z polecenia rzymskich władz udawali się na misje w Chinach, żeby szerzyć wiarę chrześcijańską. Jednak, jak to jezuici, prowadzili nie tylko działalność religijną, ale także naukową.
Druga grupa, która przybyła dosyć licznie do Chin to polscy patrioci, którzy zostali wygnani lub sami uciekli z kraju podczas powstań lub rozbiorów. Często byli oni aresztowani przez carskie władze i trafiali na zesłanie hen daleko, na krańce rosyjskiego imperium, aż pod granicę chińską. Stamtąd już był krok do Chin. Była wśród nich grupa (całkiem zresztą liczna), której udało się uciec z gułagu i przedostać do Chin.
Kolejna niestety zbyt liczna grupa polskich odkrywców Chin, to urzędnicy i dyplomaci, którzy będąc zdrajcami lojalnymi wobec zaborczych władz, brali udział w licznych rosyjskich misjach dyplomatycznych i ekspedycjach naukowych do Chin.
Jako ciekawostkę podam wam, że pierwszym Polakiem, który już w XIII w. dotarł do Chin był wrocławski mnich, franciszkanin Benedykt Polak. W lipcu 1246 r. Benedykt Polak stanął przed obliczem Wielkiego Chana. Był to pierwszy kontakt Starego Świata z Imperium Mongołów, na długo przed wyprawą Marco Polo. Polak był współtowarzyszem papieskiej misji do stolicy mongolskiej – Karakorum. Wyprawa była poselstwem papieża Innocentego IV na dwór chana mongolskiego Gujuka. Celem poselstwa było zawarcie sojuszu z Mongołami przeciwko muzułmanom, którzy zajęli Ziemię Świętą oraz dla zbadania sił tatarskich. Niespełna 4 lata wcześniej (1241r.) Tatarzy najechali Europę pozostawiając za sobą zgliszcza w Polsce, Węgrzech, Austrii i Dalmacji. Dalszy ich pochód przerwała śmierć wielkiego chana Ugedeja bowiem na wieść o niej Batu-chan wycofał swe wojska chcąc być obecnym przy podziale imperium.
Ta podróż do kraju Mongołów, w jaką udał się Benedykt Polak, była dla ówczesnych ludzi prawie niewiarygodnym wyczynem! Bez jakichkolwiek map, bez podstawowych informacji członkowie wyprawy przebyli na koniach w ciągu ponad 2 lat ok. 14-15 tys. km. Po drodze walczyli z licznymi przeciwnościami losu, a owocem wyprawy stał się pionierski opis nieznanej wcześniej części Azji i ludów, które ją zamieszkiwały. Trzeba pamiętać, że horyzont geograficzny ludzi średniowiecza był niezwykle ograniczony. Niemalże wszystko, co znajdowało się na wschód od wybrzeży morza Kaspijskiego stanowiło dla nich „terra incognita”. Wyobrażenia o tym, co znajdowało się „dalej” sprowadzały się do opisów dziwacznych stworów i dzikich ludów. Wyprawa w głąb Azji była więc, przedsięwzięciem nie tylko trudnym, ale i bardzo niebezpiecznym. 
Jak to się stało, że Benedykt Polak został członkiem tak prestiżowej wyprawy? Najprawdopodobniej już wcześniej znał papieskiego legata. Giovanni da Pian del Carpine był bowiem, jednym z bliskich współpracowników św. Franciszka z Asyżu, zakładał franciszkańskie zakony w całej Europie. W swoim czasie był także prowincjonałem zakonu we Wrocławiu i zapewne z tego czasu wywodziła się ich znajomość.
Nie wiadomo, kiedy i gdzie dokładnie urodził się Benedykt Polak, prawdopodobnie ok. roku 1200, a pojawiające się informacje o tym, że pochodził z Wrocławia, czy Wielkopolski nie są udokumentowane. Nie wiadomo nawet czy Benedykt to jego prawdziwe imię, czy też przybrał je wstępując do zakonu. Benedictus Polonus był franciszkaninem, wstąpił do zakonu ok. 1236 r., ale zapewne większość życia spędzał poza murami klasztoru. Był bowiem doświadczonym podróżnikiem, dobrze orientował się w geografii ziem ruskich i biegle władał łaciną oraz językiem ruskim.
Dopiero w latach 60. XX w. została odkryta przez amerykańskich naukowców z Uniwersytetu w Yale nieznana dotąd relacja Benedykta z tej podróży. Jej fragmenty Edward Kajdański zamieścił w swojej książce.
Kolejna grupą odkrywców Chin, o której wspomina Edward Kajdański, byli polscy budowniczowie także niezwykle licznie przybywali na przestrzeni XVII i XIX w. do Chin. Budowali przede wszystkim kolej wschodniochińską. Ich dzieło kontynuowali specjaliści, którzy przybyli do Mandżurii bezpośrednio po zakończeniu budowy kolei.
Wśród osób prezentowanych przez autora jest także Witold Urbanowicz. Był on jedynym polskim pilotem, który walczył z Japończykami w stacjonującej w Chinach, w Kunmingu amerykańskiej eskadrze myśliwców, tzw. latających tygrysów. Swój pobyt opisał on w książce Ogień nad Chinami, której fragmenty Kajdański także przytacza.
Do najsłynniejszych odkrywców Chin wymienionych w książce należą: Ignacy Krasicki, Maurycy Beniowski, Jan Potocki, Józef Gieysztor.
Autor opowiada także o wielu innych, mniej nam znanych, ale także niezmiernie fascynujących postaciach.
Sylwetka każdego z podróżników czy misjonarzy jest bardzo szczegółowo opisana w książce. Autor dołączył także bardzo dużą ilość przypisów. I co dla mnie szczególnie istotne, przypisy znajdują się u dołu książki, nie na jej końcu, co zdecydowanie ułatwia ich śledzenie.
Poza tym duża ilość zdjęć, planów i rycin, które sprawiają, że lektura jest jeszcze ciekawsza. Czytając książkę Kajdańskiego, czułam się, jak kolejny odkrywca, zagłębiałam się bowiem w nieznane mi dotąd karty historii Polaków, z których na prawdę możemy być dumni.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę wyjątkową pozycję, tym bardziej, że zarówno od strony merytorycznej, jak i od strony czysto estetycznych doznań czytelniczych, jest to doskonała pozycja, a z każdej kolejnej strony wyziera ogrom pracy, jaką autor włożył w zgromadzenie tak dużej ilości materiałów. 
Sam autor jest także postacią niebanalną i niezwykle ciekawą. Ur. w 1925r.w Chinach. Jest polskim pisarzem, dziennikarzem i dyplomatą. W 1944r. rozpoczął studia farmacji na Uniwersytecie Północnomandżurskim, które porzucił i w 1945, już po zajęciu Harbinu przez Armię Czerwoną, rozpoczął studia związane z kolejnictwem na Politechnice Harbińskiej, kończąc je w 1951. Od razu po zakończeniu studiów wyjechał do Polski, w ramach repatriacji ludności polskiej. Dzięki płynnej znajomości chińskiego, od 1957r. pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a w 1963r. otrzymał stanowisko w biurze radcy handlowego w Pekinie, gdzie na różnych stanowiskach pracował do 1975r. W okresie 1979 - 1982 znów był w Chinach, tym razem jako konsul w Kantonie.
Cały dorobek literacki E. Kajdańskiego związany jest tematycznie z Chinami i Polakami działającymi w Chinach. Działalność pisarską rozpoczął w 1957, gdy dwa jego opowiadania przyjęło Poleskie Radio. Od 1957r. nawiązał współpracę z szeregiem czasopism polskich, m.in. Poznaj Świat, Wiedza i Życie i Kontynenty. Od 1971r. wydaje też popularnonaukowe i naukowe książki poświęcone Chinom. Część z nich wydał pod pseudonimem Władysław Kański. Oprócz pisarstwa E. Kajdański maluje obrazy inspirowane malarstwem chińskim. Miał kilka wystaw autorskich.
W 2006 r. pod pseudonimem Aleksander Franchetti wydał powieść Tybetańska księżniczka, zawierającą wątki autobiograficzne m.in. z dzieciństwa i młodości w Mandżurii i pobytu na placówce w Kantonie. Ciekawym fikcyjnym wątkiem powieści jest trzecia bomba atomowa, która spadła na Japonię, ale nie eksplodowała. Bohater powieści dowiaduje się, że rząd Cesarstwa Japonii potajemnie wywiózł ją do Szanghaju, aby mieć kartę przetargową w pertraktacjach o kapitulację. Lekturę Tybetańskiej księżniczki mam za sobą i szczerze polecam.

poniedziałek, 14 maja 2012

Śródziemnomorskie lato - David Shalleck, Erol Munuz

Wydawnictwo Literackie, Tytuł oryginału: Mediterranean Summer, Okładka miękka ze skrzydełkami, 417 s., Moja ocena 5,5/6
Zakochałam się w tej książce, a w zasadzie w przeżyciach głównego bohatera.
Jest nim młody Amerykanin - David Shalleck, czyli jeden z autorów książki. Z wykształcenia jest on scenografem, z zawodu szefem kuchni i producentem telewizyjnych programów kulinarnych. W jego programach występowali najsławniejsi kucharze Ameryki. Gotował dla najlepszych restauracji w Nowym Jorku, San Francisco, Londynie. 
Pewnego dnia (zanim stał się sławny) dostaje ciekawą propozycję, która stanie się początkiem jego największego przygody i początkiem książki oraz kariery. David zostaje zaokrętowany na super luksusowy jacht Serenity. Właścicielami jachtu jest niesamowicie bogate włoskie małżeństwo, które wobec Davida ma bardzo wysokie wymagania, jedno z nich jest takie, że przez 5 miesięcy, w trakcie których będzie dla nich gotował, żadne danie nie może się powtarzać. Czy David sprosta temu i innym wymaganiom? Jakie będzie miał w trakcie rejsu przygody? Tego dowiecie się czytając książkę. A na prawdę warto po nią sięgnąć. 
Razem z autorem śledzimy trasę wspaniałego rejsu, która wiodła wzdłuż Lazurowego Wybrzeża i Włoskiej Riwiery: Monte Carlo, Saint-Tropez, Portofino, Capri, czyli wzdłuż "nieba na ziemi", jak niektórzy nazywają te rejony. Po drodze jacht zawijał do niezliczonych portów, tętniących życiem nadmorskich miasteczek i malowniczych kurortów. A David gotował, gotował, ale nie tylko. Zaprzyjażnił się także z załogą jachtu i wiele się od niej nauczył. Razem z naszym sympatycznym kucharzem, robimy zakupy na niesamowicie klimatycznych miejscowych targowiskach, zwiedzamy miasteczka, do których jacht zawijał i wymyślamy kolejne potrawy oraz menu na niezliczoną ilość  przyjęć, jakie były wydawane na jachcie. 
Książka jest napisana prostym językiem, okraszona wieloma anegdotami i super barwnymi opisami odwiedzanych miejsc.
David z poczuciem humoru opisuje swoje początki w roli kucharza na wielkim jachcie, pierwsze wpadki i udane dania. Wspomina także o swoich początkach w ogóle w branży kulinarnej, np. wieloletnie terminowanie we włoskich trattoriach (i znane wszystkim podróżującym po włoskiej prowincji problemy z nieznającymi angielskiego Włochami), nieudany staż w Prowansji u słynnej Nathalie Waag. Jednak najwięcej uwagi poświęca samemu rejsowi i temu co było jego bezpośrednim następstwem. Wiele działo się na samym jachcie, ale nie mniej także po ukończeniu rejsu. 
A wszystko to okraszone wspaniałymi opisami, przepisami na przepyszne dania i niesamowitą wprost  dawką humoru i autoironii. 
(...) Na dziś zaplanowałem posiłek dla ośmiu osób złożony z krewetek z sałatką pomidorową z sosem z bazylią. pieczonego ostroboka z peperonatą i deseru w postaci parfait z brzoskwini i truskawek z kremem mascarpone. (...)
Polecam książkę. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Jest to lektura wspaniała, przepojona słońcem i kolorytem miejsc, które z Davidem odwiedzamy, zapachami bryzy morskiej i dań, które przygotowuje, albo których uczy się przygotowywać podpatrując innych kucharzy w lokalnych knajpkach. 
Śródziemnomorskie lato czyta się doskonale, a to głównie dzięki dużej czcionce i językowi, jakim jest napisane. 
Książką jest fantastyczną lekturą zarówno na wiosenne popołudnia, letnie leniuchowanie, jak i zimowe ponure wieczory. Jest to także wyśmienite antidotum na chandrę, oraz drogowskaz dokąd udać się na wakacje i co przyrządzić na kolację. Ja kilka przepisów na dania, które autor przyrządził na jachcie zanotowałam w kulinarnym kajeciku i na pewno w najbliższym czasie przyrządzę. Najbardziej kuszą mnie: linguini z małżami i cukinią, cannelloni z krewetkami i jarzynami, halibut w szalonej wodzie, pieczony lucjan czerwony z pomidorami i oliwkami, a na deser pieczone owoce ze słodką ricottą i pokruszonymi ciasteczkami amaretto:). 
Dla mnie lektura Śródziemnomorskiego lata była także wyprawą szlakiem wspomnień...sporo podróżuję, część miejsc opisanych przez autora odwiedziłam, co prawda nie na pokładzie luksusowego jachtu:), ale i tak pozostały mi cudowne wspomnienia. 
Śródziemnomorskie lato to także, a może przede wszystkim - książka pełna marzeń, które niewielu ma niestety możliwość spełnić. Każdy, kto kocha jedzenie, podróże i życie powinien ją przeczytać.