Mistrzowskie wykonanie mojej ukochanej piosenki. Pierwszy raz usłyszałam ją blisko 30 lat temu, w szkole podstawowej...to była miłość od pierwszego wejrzenia i w piosence i w wykonawcy :) I proszę mi nie wypominać wieku :).
Nie mogę zasnąć, to słucham.
Kto się może poszczycić takim głosem, jaki miał George?
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
wtorek, 3 stycznia 2017
Zapowiedź...
Mniej więcej w połowie stycznia w związku ze śmiercią George'a Michaela ma być wznowione dvd ze wspaniałego koncertu, który miał miejsce w sierpniu 2008 roku w londyńskim Earls Court Arena.
Był to finałowy koncert rewelacyjnej trasy 25 Live Tour związanej z 25. rocznicą artystycznej działalności George'a.
Miałam szczęście być na koncercie w Warszawie. Do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem. Coś niesamowitego, zarówno ze względu na piosenki (przy części z nich dorastałam), ich wykonanie i oprawę techniczną.
Genialny artysta, jeden z niewielu, których głos w studio jak i na żywo brzmi tak samo wspaniale. Wielkie, robiące wrażenie przedstawienie.
Płytę polecam. Mam poprzednie jej wydanie. Oprócz koncertu jest sporo dodatkowych materiałów, m.in. kulisy produkcji całej trasy, rozmowy z artystą i towarzyszącymi mu osobami.
Wielka gratka.
Fragment zamieszczam poniżej...
Był to finałowy koncert rewelacyjnej trasy 25 Live Tour związanej z 25. rocznicą artystycznej działalności George'a.
Miałam szczęście być na koncercie w Warszawie. Do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem. Coś niesamowitego, zarówno ze względu na piosenki (przy części z nich dorastałam), ich wykonanie i oprawę techniczną.
Genialny artysta, jeden z niewielu, których głos w studio jak i na żywo brzmi tak samo wspaniale. Wielkie, robiące wrażenie przedstawienie.
Płytę polecam. Mam poprzednie jej wydanie. Oprócz koncertu jest sporo dodatkowych materiałów, m.in. kulisy produkcji całej trasy, rozmowy z artystą i towarzyszącymi mu osobami.
Wielka gratka.
Fragment zamieszczam poniżej...
poniedziałek, 2 stycznia 2017
George Michael - Father Figure (Live at Earl's Court - 2008)
Kończę 1. dzień pracy po długim, 2-tygodniowym urlopie. Teraz, w drodze do domu odrobina relaksu....
Byłam na tym koncercie w Warszawie REWELACJA.
Byłam na tym koncercie w Warszawie REWELACJA.
Świat Ruty - Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo Prószyński i Ska, Moja ocena 5/6
Jestem bardzo zaskoczona tą książką. Pozytywnie zaskoczona. Lekka okładka raczej zwiastuje powieść obyczajową, lekkie czytadło, co najwyżej z jakimś niewielkim przesłaniem. Z pewnością okładka nie zapowiada tego co jest w środku książki.
Iwona Żytkowiak opowiada historię, jaka może przydarzyć się wielu z nas. Ot wystarczy sekunda nieuwagi, zła widoczność, może gorszy dzień i potrącimy kogoś, bardzo o to łatwo.
To właśnie spotkało Irenę w pewien mglisty poranek. Potrąciła Rutę, którą natychmiast odwieziono do szpitala. Kobieta niestety nie odzyskuje przytomności. Przy jej łóżku czuwają najbliżsi, za sprawą których Irena poznaje historię życia Ruty.
Historia ta jest tragiczna, pełna cierpienia, gniewu, chęci odwetu,ale i wybaczenia. Tragicznie doświadczona kobieta, jej los, cierpienie, pragnienie życia i posiadania własnej tożsamości. To wszystko jest treścią tej niezwykłej, choć z pozoru banalnej historii.
Autorka bardzo szybko do opowieści wprowadza także innych bohaterów. Każda z postaci świetnie nakreślona z doskonale oddanym rysem psychologicznym i tłem historycznym.
Świat Ruty to nie jest łatwa lektura. Mimo stosunkowo niewielkiej ilości stron (niespełna 300 stron) autorka opowiada poruszającą i niezwykle wartościową historię. Zmusza tym samym do postawienia kilku niezbyt wygodnych i trudnych pytań oraz przemyśleń.
Pewnym utrudnieniem może być także konstrukcja książki. Rozgrywa się ona na dwóch płaszczyznach czasowych - współcześnie i w okresie II wojny światowej. Dodatkowo w narrację wplecione są (pisane kursywą) wewnętrzne monologi Ruty, jej przemyślenia. Te monologi wewnętrzne nie należą do prostych.
Ogromnym atutem jest język, jakiego używa Żytkowiak, piękny, niecodzienny, momentami nawet poetycki.
Nie ukrywam, gdybym od początku wiedziała, jaka to będzie lektura, odłożyłabym ja na póżniej, na inny czas. Jednak nie żałuje tego, że zwiedziona lekką okładką przeczytałam Świat Ruty. Warto. Polecam.
Jestem bardzo zaskoczona tą książką. Pozytywnie zaskoczona. Lekka okładka raczej zwiastuje powieść obyczajową, lekkie czytadło, co najwyżej z jakimś niewielkim przesłaniem. Z pewnością okładka nie zapowiada tego co jest w środku książki.
Iwona Żytkowiak opowiada historię, jaka może przydarzyć się wielu z nas. Ot wystarczy sekunda nieuwagi, zła widoczność, może gorszy dzień i potrącimy kogoś, bardzo o to łatwo.
To właśnie spotkało Irenę w pewien mglisty poranek. Potrąciła Rutę, którą natychmiast odwieziono do szpitala. Kobieta niestety nie odzyskuje przytomności. Przy jej łóżku czuwają najbliżsi, za sprawą których Irena poznaje historię życia Ruty.
Historia ta jest tragiczna, pełna cierpienia, gniewu, chęci odwetu,ale i wybaczenia. Tragicznie doświadczona kobieta, jej los, cierpienie, pragnienie życia i posiadania własnej tożsamości. To wszystko jest treścią tej niezwykłej, choć z pozoru banalnej historii.
Autorka bardzo szybko do opowieści wprowadza także innych bohaterów. Każda z postaci świetnie nakreślona z doskonale oddanym rysem psychologicznym i tłem historycznym.
Świat Ruty to nie jest łatwa lektura. Mimo stosunkowo niewielkiej ilości stron (niespełna 300 stron) autorka opowiada poruszającą i niezwykle wartościową historię. Zmusza tym samym do postawienia kilku niezbyt wygodnych i trudnych pytań oraz przemyśleń.
Pewnym utrudnieniem może być także konstrukcja książki. Rozgrywa się ona na dwóch płaszczyznach czasowych - współcześnie i w okresie II wojny światowej. Dodatkowo w narrację wplecione są (pisane kursywą) wewnętrzne monologi Ruty, jej przemyślenia. Te monologi wewnętrzne nie należą do prostych.
Wojna jest po to, by prochy uszlachetniły ziemię, by ta zachowała wieczną pamięć. Jeden ginie, by inny mógł żyć. Dusza świata syci się wojnami, a ziemia żyźni się ich ofiarami. (...)
Nie ukrywam, gdybym od początku wiedziała, jaka to będzie lektura, odłożyłabym ja na póżniej, na inny czas. Jednak nie żałuje tego, że zwiedziona lekką okładką przeczytałam Świat Ruty. Warto. Polecam.
niedziela, 1 stycznia 2017
Echo - Henry James
Recenzja mojego męża.
Krótka (licząca 200 stron) pozycja, dla wielbicieli prozy Henry'ego Jamesa.
Moim zdaniem, jedna z najsłabszych pozycji tego autora. Bynajmniej nie chodzi o sam styl pisarski. On nadal pozostaje mistrzowski.Problemem jest zbyt mała objętość noweli. Zdecydowanie pozostawia ona niedosyt. Wiem, że Jamesa było stać na dużo więcej.
Pisarzowi udało się na niewielkiej ilości stron stworzyć wspaniałą, komediową atmosferę oraz genialnie oddać atmosferę końca XIX wieku, charakterystykę postaci.Ponownie mamy ulubiony motyw pisarza- porównanie Amerykanów i Europejczyków.
Amerykańska rodzina przybywa do Paryża. Ojciec, głowa domu robi interesy, a matka z córkami zwiedzają miasto i poznają zarówno kulturę, jak i wielu ciekawych ludzi. Mamy poza tym poznanego w czasie długiego rejsu dziennikarza, który marzy o ręce jednej z sióstr oraz wkraczającego na scenę konkurenta.Wynikną z tego przezabawne, ale i pouczające perypetie.
Jak to zwykle u tego autora bywa, każda z jego postaci jest ukazana na wszystkie możliwe sposoby, a wizerunki ludzi, jakie nam prezentuje są dalekie od ideału.
Mistrzowsko ukazane są także kolejne etapy postępowania bohaterów, fakty, wydarzenia, które nimi kierowały oraz to co z tego wynikło.
Jak zwykle pisarz błyskotliwie opisuje to co widzi, rzuca celne uwagi, często bardzo kąśliwe, tworzy sytuacje, które możemy odnaleźć w naszym życiu także my, ludzie XXI wieku.
Tak jak wspomniałem, warsztat mistrzowski, taki, jaki był charakterystyczny dla Jamesa. I z tego tez powodu wielką szkodą jest tak niewielka objętość tej historii. Autor śmiało mógł napisać co najmniej o 50% więcej. Nie jestem pewien, czy nawet wtedy wyczerpałby swoje możliwości.
Nie wiem dlaczego ograniczył się tylko do 208 stron. Wielka szkoda.
Mimo tego drobiazgu, gorąco zachęcam do lektury. Mistrz w doskonałej formie. Czyta się go z wielkim uśmiechem, sporą refleksją i tęsknotą za mistrzowską, jedyna w swoim rodzaju literaturą.
sobota, 31 grudnia 2016
Bawmy się w ten ostatni tegoroczny wieczór....Wham! - I'm Your Man
To był (dla mnie i dla wielu osób) koszmarny rok. Dobrze, że już odchodzi... Mimo, iż prywatnie układało nam się bardzo dobrze, to tyle wartościowych, zdolnych, ciepłych osób zmarło, tyle zła się wydarzyło, tyle podziałów zaistniało...
Mam nadzieję, że 2017 rok będzie lepszy, mimo tego, iż sytuacja w kraju i na świecie nie napawa optymizmem.
Życzę nam wszystkim dzisiaj szampańskiej zabawy, takiej, jaką miał George w czasach Wham, alei przez wiele lat póżniej. Kultowa piosenka z okresu mojej edukacji w szkole podstawowej. Pewne utworzy nigdy się nie starzeją, pewni artyści nie powinni tak młodo umierać.
Ta piosenka i nieodżałowany George Michael, zawsze wprowadzają mnie w idealny nastrój. Tego samego i wam życzę.
Mam nadzieję, że 2017 rok będzie lepszy, mimo tego, iż sytuacja w kraju i na świecie nie napawa optymizmem.
Życzę nam wszystkim dzisiaj szampańskiej zabawy, takiej, jaką miał George w czasach Wham, alei przez wiele lat póżniej. Kultowa piosenka z okresu mojej edukacji w szkole podstawowej. Pewne utworzy nigdy się nie starzeją, pewni artyści nie powinni tak młodo umierać.
Ta piosenka i nieodżałowany George Michael, zawsze wprowadzają mnie w idealny nastrój. Tego samego i wam życzę.
Susza - Jane Harper [Recenzja przedpremierowa]
Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4,5/6
Premiera 11 stycznia 2017r.
Akcja rozgrywa się w Australii, w upalne lato.
Agent federalny, Aron Falk, otrzymuje wiadomość wzywającą go do przyjazdu do Kiewarry. Powodem pierwszej od lat wizyty w rodzinnym miasteczku jest pogrzeb jego najlepszego przyjaciela, Luke’a Headlera i jego najbliższych.
Falk, który od dwóch dekad nie odwiedził rodzinnej miejscowości, jest w szoku. Jego przyjaciel z dzieciństwa popełnił samobójstwo, skończył wkładając sobie strzelbę w usta i pociągając za spust.
Tuż przed pogrzebem Aron dostał list: Luke kłamał, Ty kłamałeś, Bądź na pogrzebie.
Dwadzieścia lat wcześniej Falk został oskarżony o morderstwo, Luke zapewnił mu alibi. Czy list o kłamstwie dotyczy faktycznie tego zdarzenia?
Biorący udział w uroczystościach pogrzebowych Falk, odlicza każdy kwadrans do momentu, gdy z ulgą będzie mógł opuścić małe, duszne, rodzinne miasteczko i nigdy już do niego nie wrócić. Jak się okaże, los lubi płatać figle i z reguły nic nie dzieje się tak, jakbyśmy to sobie życzyli.
Falk rozpoczyna prywatne śledztwo dot. śmierci przyjaciela i jego rodziny. Tropy są wymieszane. Wiele wskazuje na samobójstwo, ale równie dużo poszlak przemawia za tym, iż była to okrutna zbrodnia dokonana przez kogoś obcego.
Dlaczego zginęły 3 osoby, a ocalało 13-miesięczne dziecko, które w momencie dokonywania zabójstw było tuż obok?
Proste z pozoru dochodzenie zamienia się w koszmar, który potęguje panująca w okolicy od dłuższego czasu niesamowita susza. W niewielkim miasteczku, jakim jest Kiewarry, wszyscy są na skraju wytrzymałości psychicznej - susza (ale taka od której wysychają rzeki, studnie, padają zwierzęta, a plony nawet nie kiełkują), brak perspektyw na zmianę beznadziejnej sytuacji, idąca za tym bieda, niespłacone raty kredytów i tragiczna śmierć jednego z nich. Do tego dochodzi niechęć do odkrywania głęboko skrywanych sekretów.
Wielu mieszkańców, których przez kilka dni spotyka na swojej drodze Falk, pamięta jego samego i wydarzenia sprzed ponad 20 lat. My o tych wydarzeniach dowiadujemy się stopniowo z zamieszczanych co i rusz krótkich niczym migawki filmowe retrospekcji.
W podobny sposób autorka opowiada nam ostatnie dni zabitych Headlerów.
Krok po kroku, dzień po dniu poznajemy senne, bez mała opustoszałe australijskie miasteczko w buszu, jesteśmy świadkami problemów, wzajemnych animozji i eksplozji niechęci, która narosła przez minione 20 lat. Celem ataków coraz częściej staje się Falk. Prowadzone przez niego dochodzenie coraz częściej jest sabotowane. Sprawia to wrażenie, jakby mieszkańcy Kiewarry nie tylko chcieli pozbyć się Arona, ale jakby wręcz nie chcieli wiedzieć, co tak na prawdę stało się z Lukiem i jego rodziną, czy było to zabójstwo i samobójstwo popełnione przez Luke;a czy może mord z zimna krwią, którego sprawcą jest ktoś zupełnie inny...być może ktoś z nich.
Z każdym kolejnym rozdziałem sytuacja staje się coraz bardziej tajemnicza, niebezpieczna i pogmatwana.
Nie ukrywam, początkowo książkę czytało mi się umiarkowanie dobrze. Sprawiała ona wrażenie zwykłego, banalnego czytadła, takiego jakich na rynku wiele. Dopiero po przeczytaniu mniej więcej 1/3 coś się zmieniło, akcja zagęściła, całość zaczęła wręcz buzować od skrywanego przez lata napięcia i tajemnic. Od tego momentu Susza zaczęła mnie wciągać i to bardzo.
Suszę polecam, jednak przed jednym ostrzegam. To dobra książka, wciągająca, umiejętnie dozująca zarówno tajemnice, jak i napięcie. Jednak z pewnością nie jest to ani thriller ani kryminał. Nie w pełnym tych słów znaczeniu. Owszem, mamy zbrodnie, mamy śledztwo, mamy tajemnice i zagrożenie. Jednak nie one są najważniejsze, najciekawiej ukazane.
Tym co wg. mnie wysuwa się na plan pierwszy jest opis, atmosfera małego, australijskiego, zgnębionego przez katastrofalną suszę miasteczka i jego mieszkańców. Harper niezwykle umiejętnie odmalowuje portrety ludzi i miejsca pozbawionych nadziei, znajdujących się jakby w zawieszonej w pustce beznadziei. Jednocześnie ludzie ci za wszelką cenę skrywają tajemnice, niechęć. Do tego dołącza się kwestia wydarzeń sprzed kilku dni i sprzed 20 lat. Co tak na prawdę się stało? Kto jest winny? Czy warto wyjaśniać wszystko za wszelką cenę? To wszystko tworzy wybuchową wręcz mieszankę.
Polecam. Dobra powieść psychologiczno-społeczno-obyczajowa z wieloma elementami kryminału i thrillera.
Premiera 11 stycznia 2017r.
Akcja rozgrywa się w Australii, w upalne lato.
Agent federalny, Aron Falk, otrzymuje wiadomość wzywającą go do przyjazdu do Kiewarry. Powodem pierwszej od lat wizyty w rodzinnym miasteczku jest pogrzeb jego najlepszego przyjaciela, Luke’a Headlera i jego najbliższych.
Falk, który od dwóch dekad nie odwiedził rodzinnej miejscowości, jest w szoku. Jego przyjaciel z dzieciństwa popełnił samobójstwo, skończył wkładając sobie strzelbę w usta i pociągając za spust.
Tuż przed pogrzebem Aron dostał list: Luke kłamał, Ty kłamałeś, Bądź na pogrzebie.
Dwadzieścia lat wcześniej Falk został oskarżony o morderstwo, Luke zapewnił mu alibi. Czy list o kłamstwie dotyczy faktycznie tego zdarzenia?
Biorący udział w uroczystościach pogrzebowych Falk, odlicza każdy kwadrans do momentu, gdy z ulgą będzie mógł opuścić małe, duszne, rodzinne miasteczko i nigdy już do niego nie wrócić. Jak się okaże, los lubi płatać figle i z reguły nic nie dzieje się tak, jakbyśmy to sobie życzyli.
Falk rozpoczyna prywatne śledztwo dot. śmierci przyjaciela i jego rodziny. Tropy są wymieszane. Wiele wskazuje na samobójstwo, ale równie dużo poszlak przemawia za tym, iż była to okrutna zbrodnia dokonana przez kogoś obcego.
Dlaczego zginęły 3 osoby, a ocalało 13-miesięczne dziecko, które w momencie dokonywania zabójstw było tuż obok?
Proste z pozoru dochodzenie zamienia się w koszmar, który potęguje panująca w okolicy od dłuższego czasu niesamowita susza. W niewielkim miasteczku, jakim jest Kiewarry, wszyscy są na skraju wytrzymałości psychicznej - susza (ale taka od której wysychają rzeki, studnie, padają zwierzęta, a plony nawet nie kiełkują), brak perspektyw na zmianę beznadziejnej sytuacji, idąca za tym bieda, niespłacone raty kredytów i tragiczna śmierć jednego z nich. Do tego dochodzi niechęć do odkrywania głęboko skrywanych sekretów.
Wielu mieszkańców, których przez kilka dni spotyka na swojej drodze Falk, pamięta jego samego i wydarzenia sprzed ponad 20 lat. My o tych wydarzeniach dowiadujemy się stopniowo z zamieszczanych co i rusz krótkich niczym migawki filmowe retrospekcji.
W podobny sposób autorka opowiada nam ostatnie dni zabitych Headlerów.
Krok po kroku, dzień po dniu poznajemy senne, bez mała opustoszałe australijskie miasteczko w buszu, jesteśmy świadkami problemów, wzajemnych animozji i eksplozji niechęci, która narosła przez minione 20 lat. Celem ataków coraz częściej staje się Falk. Prowadzone przez niego dochodzenie coraz częściej jest sabotowane. Sprawia to wrażenie, jakby mieszkańcy Kiewarry nie tylko chcieli pozbyć się Arona, ale jakby wręcz nie chcieli wiedzieć, co tak na prawdę stało się z Lukiem i jego rodziną, czy było to zabójstwo i samobójstwo popełnione przez Luke;a czy może mord z zimna krwią, którego sprawcą jest ktoś zupełnie inny...być może ktoś z nich.
Z każdym kolejnym rozdziałem sytuacja staje się coraz bardziej tajemnicza, niebezpieczna i pogmatwana.
Nie ukrywam, początkowo książkę czytało mi się umiarkowanie dobrze. Sprawiała ona wrażenie zwykłego, banalnego czytadła, takiego jakich na rynku wiele. Dopiero po przeczytaniu mniej więcej 1/3 coś się zmieniło, akcja zagęściła, całość zaczęła wręcz buzować od skrywanego przez lata napięcia i tajemnic. Od tego momentu Susza zaczęła mnie wciągać i to bardzo.
Suszę polecam, jednak przed jednym ostrzegam. To dobra książka, wciągająca, umiejętnie dozująca zarówno tajemnice, jak i napięcie. Jednak z pewnością nie jest to ani thriller ani kryminał. Nie w pełnym tych słów znaczeniu. Owszem, mamy zbrodnie, mamy śledztwo, mamy tajemnice i zagrożenie. Jednak nie one są najważniejsze, najciekawiej ukazane.
Tym co wg. mnie wysuwa się na plan pierwszy jest opis, atmosfera małego, australijskiego, zgnębionego przez katastrofalną suszę miasteczka i jego mieszkańców. Harper niezwykle umiejętnie odmalowuje portrety ludzi i miejsca pozbawionych nadziei, znajdujących się jakby w zawieszonej w pustce beznadziei. Jednocześnie ludzie ci za wszelką cenę skrywają tajemnice, niechęć. Do tego dołącza się kwestia wydarzeń sprzed kilku dni i sprzed 20 lat. Co tak na prawdę się stało? Kto jest winny? Czy warto wyjaśniać wszystko za wszelką cenę? To wszystko tworzy wybuchową wręcz mieszankę.
Polecam. Dobra powieść psychologiczno-społeczno-obyczajowa z wieloma elementami kryminału i thrillera.
piątek, 30 grudnia 2016
08/15 - Hans Hellmut Kirst
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.
Kultowa wręcz, znana chyba wszystkim trylogia traktująca o powstaniu i upadku III Rzeszy.Jest to też najsłynniejsza książka opisująca losy niemieckich żołnierzy Wehrmachtu.
To od 08/15 wiele lat temu zaczęła się moja znajomość z prozą Helmuta Kirsta. Książką Kirsta, która najbardziej przed laty przypadła mi do gustu była Fabryka oficerów. Jednak z przyjemnością teraz wróciłem do 08/15. Co ciekawe, wraz z upływem lat zmieniło się moje spojrzenie na niektóre sprawy i wiele aspektów tej książki odbieram inaczej niż kilkanaście lat temu.
Akcja rozpoczyna się w Niemczech tuż przed wybuchem II wojny światowej. Głównymi bohaterami są żołnierze Wehrmachtu,a konkretnie III batalionu artylerii. Autor doskonale prezentuje dzień powszedni, absurdy niektórych rozkazów, żołnierskiej rzeczywistości, kontrast i konflikt na linii zwykły żołnierz- oficerowie.
Poza tym sporo o walkach na froncie, zimie na froncie wschodnim, frontowej rzeczywistości i absurdach.Okopowa rzeczywistość to wojna w uśpieniu, a nie działaniu.
Śledzimy także powstawanie, rozwój i wewnętrzne sprawy partii nazistowskiej oraz koniec II wojny świadomej, współpracę niektórych żołnierzy z amerykańskim wywiadem, przygotowywanie planów ucieczki z upadającej armii i wiele innych ciekawych spraw.
Wszystko ukazane celnie, ze sporym przymróżeniem okna, na śmieszno, ale i bardzo realistycznie, a przez to w wielu momentach robi się straszno.Taki trochę obraz świata ala Wojak Szwejk lub C.K. dezerterzy w niemieckim wydaniu.
Ciekawym jest, jak niezmienni są w wielu kwestiach ludzie. Mimo, iż książka powstała wiele lat temu, to pewne postawy, mechanizmy nie zmieniły się. Szkielet niektórych postępowań sprawdza się do dziś czy to w jakiś organizacjach, firmach czy korporacjach.
Czyta się dobrze, choć nie należy książki traktować, jako kroniki wojny, czy źródła informacji o wojennej rzeczywistości.
Drobnym minusem są niekiedy schematyczne dialogi. Kirst mógłby co prawda się do nich trochę bardziej przyłożyć. Szkoda także, że autor nie pokazał w większym zakresie niemieckiego społeczeństwa. Te drobne minusy nie wpływają jednak na przyjemność wynikającą z lektury. Należy bowiem pamiętać, iż ma to być przede wszystkim lekka, zabawna, choć także pouczająca książka, a nie jakie wybitne dzieło literackie, w którym należy szukać tego, czy autor ma właściwe spojrzenie na udział Niemców w II wojnie światowej czy nie.
Recenzja mojego męża.
Kultowa wręcz, znana chyba wszystkim trylogia traktująca o powstaniu i upadku III Rzeszy.Jest to też najsłynniejsza książka opisująca losy niemieckich żołnierzy Wehrmachtu.
To od 08/15 wiele lat temu zaczęła się moja znajomość z prozą Helmuta Kirsta. Książką Kirsta, która najbardziej przed laty przypadła mi do gustu była Fabryka oficerów. Jednak z przyjemnością teraz wróciłem do 08/15. Co ciekawe, wraz z upływem lat zmieniło się moje spojrzenie na niektóre sprawy i wiele aspektów tej książki odbieram inaczej niż kilkanaście lat temu.
Akcja rozpoczyna się w Niemczech tuż przed wybuchem II wojny światowej. Głównymi bohaterami są żołnierze Wehrmachtu,a konkretnie III batalionu artylerii. Autor doskonale prezentuje dzień powszedni, absurdy niektórych rozkazów, żołnierskiej rzeczywistości, kontrast i konflikt na linii zwykły żołnierz- oficerowie.
Poza tym sporo o walkach na froncie, zimie na froncie wschodnim, frontowej rzeczywistości i absurdach.Okopowa rzeczywistość to wojna w uśpieniu, a nie działaniu.
Śledzimy także powstawanie, rozwój i wewnętrzne sprawy partii nazistowskiej oraz koniec II wojny świadomej, współpracę niektórych żołnierzy z amerykańskim wywiadem, przygotowywanie planów ucieczki z upadającej armii i wiele innych ciekawych spraw.
Wszystko ukazane celnie, ze sporym przymróżeniem okna, na śmieszno, ale i bardzo realistycznie, a przez to w wielu momentach robi się straszno.Taki trochę obraz świata ala Wojak Szwejk lub C.K. dezerterzy w niemieckim wydaniu.
Ciekawym jest, jak niezmienni są w wielu kwestiach ludzie. Mimo, iż książka powstała wiele lat temu, to pewne postawy, mechanizmy nie zmieniły się. Szkielet niektórych postępowań sprawdza się do dziś czy to w jakiś organizacjach, firmach czy korporacjach.
Czyta się dobrze, choć nie należy książki traktować, jako kroniki wojny, czy źródła informacji o wojennej rzeczywistości.
Drobnym minusem są niekiedy schematyczne dialogi. Kirst mógłby co prawda się do nich trochę bardziej przyłożyć. Szkoda także, że autor nie pokazał w większym zakresie niemieckiego społeczeństwa. Te drobne minusy nie wpływają jednak na przyjemność wynikającą z lektury. Należy bowiem pamiętać, iż ma to być przede wszystkim lekka, zabawna, choć także pouczająca książka, a nie jakie wybitne dzieło literackie, w którym należy szukać tego, czy autor ma właściwe spojrzenie na udział Niemców w II wojnie światowej czy nie.
czwartek, 29 grudnia 2016
Rozgrywka - Bartek Marcinkowski
Wydawnictwo Novae Res, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Ciekawy debiut, ciekawy thriller polityczny i powieść społeczno-obyczajowa w jednym.
Jest rok 1985, jego kwintesencja. To tam dbając o szczegóły przenosi nas autor. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak przy lampce dobrego alkoholu dogrywają szczegóły rozmontowania na dobre...socjalizmu. No bo jak długo uda im się trzymać w kleszczach coraz prężniejszą Solidarność? Gołym okiem widać, iż wszystko się chwieje. Może łatwiej to wszystko rozwalić? Brzmi trochę nierealnie?! Fakt, ale czyta się nieźle. Marcinkowski wpadł na z pozoru oczywisty, ale jednak jakże odświeżający pomysł - prawie najnowsze fakty naszej historii uczynił trzonem alternatywnych wydarzeń, wokół którego toczy się kilka wątków, które w pewnym momencie zręcznie się łączą. Dodatkowo uczynił to w sposób, który wiele osób może zaskoczyć. Autor udowodnił tym samym, iż polityczna fabuła i przemiany ustrojowe mogą być arcyciekawe jeżeli są odpowiednio zaserwowane.
Ogromnym atutem książki są drobiazgowo nakreślone sylwetki Kiszczaka i Jaruzelskiego. Trzeba przyznać, iż autor stanął pod tym względem na wysokości zadania. Nawet charakter obaj panowie mają taki jak go sobie wyobrażałem. Cynicy w każdym calu, zależni od siebie niczym naczynia powiązane.
Obaj zdają sobie sprawę, że koniec zbliża się wielkimi krokami. I to zarówno koniec ustroju, jak i ich koniec. Są skończeni, ale chcą ugrać jak najwięcej. Być może paradoksalnie uda im się to poprzez obalenie komunizmu.
Zaczynają realizować misterny plan. I to on jest kwintesencją opowieści, w której jak się szybko okazuje, nic nie jest takim jakim się wydaje. W Rozgrywce mamy dosłownie wszystko, włącznie z seryjnym zabójcą. Pomysłów autorowi z pewnością nie brakowało. Celowo nie chcę wam nic więcej zdradzić, nie chcę psuć niespodzianki, która z pewnością stanie się waszym udziałem.
Akcja jest zręcznie prowadzona i podkręcona w odpowiednich momentach. Bohaterowie niezwykle realistycznie nakreślenie, podobnie jak czasy PRL-u.
Atutem są liczne nawiązania do autentycznych wydarzeń, wplecione aluzje, zręczne dialogi. Całość jest tak prawdziwa, iż w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to faktycznie fikcja.
Wszystko to sprawia, iż 328 stron pochłania się w tempie iście ekspresowym. Polecam.
Recenzja mojego męża.
Ciekawy debiut, ciekawy thriller polityczny i powieść społeczno-obyczajowa w jednym.
Jest rok 1985, jego kwintesencja. To tam dbając o szczegóły przenosi nas autor. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak przy lampce dobrego alkoholu dogrywają szczegóły rozmontowania na dobre...socjalizmu. No bo jak długo uda im się trzymać w kleszczach coraz prężniejszą Solidarność? Gołym okiem widać, iż wszystko się chwieje. Może łatwiej to wszystko rozwalić? Brzmi trochę nierealnie?! Fakt, ale czyta się nieźle. Marcinkowski wpadł na z pozoru oczywisty, ale jednak jakże odświeżający pomysł - prawie najnowsze fakty naszej historii uczynił trzonem alternatywnych wydarzeń, wokół którego toczy się kilka wątków, które w pewnym momencie zręcznie się łączą. Dodatkowo uczynił to w sposób, który wiele osób może zaskoczyć. Autor udowodnił tym samym, iż polityczna fabuła i przemiany ustrojowe mogą być arcyciekawe jeżeli są odpowiednio zaserwowane.
Ogromnym atutem książki są drobiazgowo nakreślone sylwetki Kiszczaka i Jaruzelskiego. Trzeba przyznać, iż autor stanął pod tym względem na wysokości zadania. Nawet charakter obaj panowie mają taki jak go sobie wyobrażałem. Cynicy w każdym calu, zależni od siebie niczym naczynia powiązane.
Obaj zdają sobie sprawę, że koniec zbliża się wielkimi krokami. I to zarówno koniec ustroju, jak i ich koniec. Są skończeni, ale chcą ugrać jak najwięcej. Być może paradoksalnie uda im się to poprzez obalenie komunizmu.
Zaczynają realizować misterny plan. I to on jest kwintesencją opowieści, w której jak się szybko okazuje, nic nie jest takim jakim się wydaje. W Rozgrywce mamy dosłownie wszystko, włącznie z seryjnym zabójcą. Pomysłów autorowi z pewnością nie brakowało. Celowo nie chcę wam nic więcej zdradzić, nie chcę psuć niespodzianki, która z pewnością stanie się waszym udziałem.
Akcja jest zręcznie prowadzona i podkręcona w odpowiednich momentach. Bohaterowie niezwykle realistycznie nakreślenie, podobnie jak czasy PRL-u.
Atutem są liczne nawiązania do autentycznych wydarzeń, wplecione aluzje, zręczne dialogi. Całość jest tak prawdziwa, iż w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to faktycznie fikcja.
Wszystko to sprawia, iż 328 stron pochłania się w tempie iście ekspresowym. Polecam.
Twoja twarz jutro - Javier Marias
Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Twoja twarz jutro to trudna, obszerna, ale doskonale napisana powieść. To także dziwna, inna powieść. Trudno ją jednoznacznie ocenić.
Długo wahałam się, jaką ocenę dać, co w ogóle oceniać. To trudna, niejednoznaczna powieść.
Wszystko zaczyna się w momencie, gdy były oxfordzki wykładowca, Hiszpan Deza dostaje z pozoru banalną ofertę pracy. Ma zostać tłumaczem. Stanowisko, jak stanowisko. Jak się szybko okaże tłumaczem owszem ma być, ale...ma tłumaczyć, a raczej interpretować ludzkie dusze, charaktery. Oferta okazuje się na tyle intrygująca, iż Deza, który niedawno rozstał się z żoną, przyjmuje ją bez zastanowienia. I wtedy się zaczyna. Szybko się okaże, iż oprócz interpretowania ludzkich charakterów i samych ludzi, Deza ma też pełnić funkcję jakby szpiega.
I mimo, iż jednym z bohaterów jest szpieg, to nie jest to klasyczna książka szpiegowska. Są momenty (całkiem ich sporo), gdy praktycznie nic się nie dzieje. Jest sporo rozmyślań, spacerów, całkiem duża porcja retrospekcji, rozważań psychologiczno-filozoficznych, dygresji i...w zasadzie to wszystko.
Nic nie jest w tej książce proste. Mamy co prawda sporo wtrętów dot. pracy szpiegowskiej, sporo rozważań dot. wojny domowej w Hiszpanii, działań komunistów i związanych z tym krwawych zamieszek, rozmów na najwyższych dyplomatycznych szczeblach, ale to wszystko jest szczątkowe. Przypomina to bardziej kilka bombek powieszonych na choince. A tą choinką są rozważania i dygresje, na każdy temat, który w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób związany jest z życiem.
Wspomniałam o dygresjach, które są w zasadzie obok rozważań na egzystencjalnym poziomie, kwintesencją książki. Poniżej przytoczę jedną z dygresji, która ukazuje także to co tak typowe dla tej książki - długie, rozciągnięte akapity....(...)dziś jest taka tendencja, by zamykać dzieci w bańce ogłupiającej szczęśliwości i fałszywego błogostanu, nie wystawiać ich na najmniejszy kontakt z tym, co niepokojące, nie dopuszczać, by dowiedziały się, czym jest strach, a nawet ich własne życie, sądzę, że w dzisiejszych czasach można kupić - a niektórzy dają je albo czytają swoim dzieciom - ocenzurowane, zmanipulowane i przesłodzone wersje klasycznych bajek (...)... obserwowanie strachu u innych zapewnia dzieciom ochronę, tym sposobem wyobrażają sobie strach na spokojnie, przyglądając mu się z perspektywy swojej bezpiecznej sytuacji; poprzez innych, szczególnie poprzez bohaterów bajek, mogą doświadczyć strachu pośrednio jako krótkotrwałego zakażenia, które - choć tylko zapożyczone - nie jest udawane. Wyobrażenie sobie czegoś to początek stawiania temu czemuś oporu (...)
Ambitne i lekko przerażające, wiem.
Książkę czytałam przez tydzień, niedawno skończyłam. I tak sobie siedziałam przez dłuższą chwilę i myślałam, co jest właściwie sensem tej książki. I chyba (tak myślę) rzeczywistość, to co nas otacza, sens życia, mijające momenty. Wiem zawiłe. Ale cóż, taka też jest Twoja twarz jutro.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Javiera Marias i jedno jest pewne, nie jest to pisarz tworzący dla każdego. Przyznam się, iż gdybym wcześniej wiedziała, za co się zabieram rozpoczynając lekturę tego opasłego tomiska, nie wiem czy nie odłożyłabym książki na półkę, nie poczekała na inny czas.
Nie zrozumcie mnie źle, bez wątpienia warto po tę książkę sięgnąć. Marias literacko wspiął się na wyżyny. Jednak musicie być nastawieni na trudną, wymagającą lekturę, na poświęcenie jej 100% uwagi oraz na to, iż kilkakrotnie poczujecie się się, jak co najmniej ignorant w wielu dziedzinach.
Być może (ba, prawie na pewno) to co napisałam jest zawiłe, ale nic nie poradzę, trudno coś prostszego, bardziej klarownego napisać o ponad tysiącu stron rozważań egzystencjalnych i dygresji. Mocny literacko koniec roku sobie zaserwowałam.
Twoja twarz jutro to trudna, obszerna, ale doskonale napisana powieść. To także dziwna, inna powieść. Trudno ją jednoznacznie ocenić.
Długo wahałam się, jaką ocenę dać, co w ogóle oceniać. To trudna, niejednoznaczna powieść.
Wszystko zaczyna się w momencie, gdy były oxfordzki wykładowca, Hiszpan Deza dostaje z pozoru banalną ofertę pracy. Ma zostać tłumaczem. Stanowisko, jak stanowisko. Jak się szybko okaże tłumaczem owszem ma być, ale...ma tłumaczyć, a raczej interpretować ludzkie dusze, charaktery. Oferta okazuje się na tyle intrygująca, iż Deza, który niedawno rozstał się z żoną, przyjmuje ją bez zastanowienia. I wtedy się zaczyna. Szybko się okaże, iż oprócz interpretowania ludzkich charakterów i samych ludzi, Deza ma też pełnić funkcję jakby szpiega.
I mimo, iż jednym z bohaterów jest szpieg, to nie jest to klasyczna książka szpiegowska. Są momenty (całkiem ich sporo), gdy praktycznie nic się nie dzieje. Jest sporo rozmyślań, spacerów, całkiem duża porcja retrospekcji, rozważań psychologiczno-filozoficznych, dygresji i...w zasadzie to wszystko.
Nic nie jest w tej książce proste. Mamy co prawda sporo wtrętów dot. pracy szpiegowskiej, sporo rozważań dot. wojny domowej w Hiszpanii, działań komunistów i związanych z tym krwawych zamieszek, rozmów na najwyższych dyplomatycznych szczeblach, ale to wszystko jest szczątkowe. Przypomina to bardziej kilka bombek powieszonych na choince. A tą choinką są rozważania i dygresje, na każdy temat, który w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób związany jest z życiem.
Wspomniałam o dygresjach, które są w zasadzie obok rozważań na egzystencjalnym poziomie, kwintesencją książki. Poniżej przytoczę jedną z dygresji, która ukazuje także to co tak typowe dla tej książki - długie, rozciągnięte akapity....(...)dziś jest taka tendencja, by zamykać dzieci w bańce ogłupiającej szczęśliwości i fałszywego błogostanu, nie wystawiać ich na najmniejszy kontakt z tym, co niepokojące, nie dopuszczać, by dowiedziały się, czym jest strach, a nawet ich własne życie, sądzę, że w dzisiejszych czasach można kupić - a niektórzy dają je albo czytają swoim dzieciom - ocenzurowane, zmanipulowane i przesłodzone wersje klasycznych bajek (...)... obserwowanie strachu u innych zapewnia dzieciom ochronę, tym sposobem wyobrażają sobie strach na spokojnie, przyglądając mu się z perspektywy swojej bezpiecznej sytuacji; poprzez innych, szczególnie poprzez bohaterów bajek, mogą doświadczyć strachu pośrednio jako krótkotrwałego zakażenia, które - choć tylko zapożyczone - nie jest udawane. Wyobrażenie sobie czegoś to początek stawiania temu czemuś oporu (...)
Ambitne i lekko przerażające, wiem.
Książkę czytałam przez tydzień, niedawno skończyłam. I tak sobie siedziałam przez dłuższą chwilę i myślałam, co jest właściwie sensem tej książki. I chyba (tak myślę) rzeczywistość, to co nas otacza, sens życia, mijające momenty. Wiem zawiłe. Ale cóż, taka też jest Twoja twarz jutro.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Javiera Marias i jedno jest pewne, nie jest to pisarz tworzący dla każdego. Przyznam się, iż gdybym wcześniej wiedziała, za co się zabieram rozpoczynając lekturę tego opasłego tomiska, nie wiem czy nie odłożyłabym książki na półkę, nie poczekała na inny czas.
Nie zrozumcie mnie źle, bez wątpienia warto po tę książkę sięgnąć. Marias literacko wspiął się na wyżyny. Jednak musicie być nastawieni na trudną, wymagającą lekturę, na poświęcenie jej 100% uwagi oraz na to, iż kilkakrotnie poczujecie się się, jak co najmniej ignorant w wielu dziedzinach.
Być może (ba, prawie na pewno) to co napisałam jest zawiłe, ale nic nie poradzę, trudno coś prostszego, bardziej klarownego napisać o ponad tysiącu stron rozważań egzystencjalnych i dygresji. Mocny literacko koniec roku sobie zaserwowałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








