sobota, 3 listopada 2018

Życie. Sposób użycia - Marian Pilot

Wydawnictwo Literackie, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Życie. Sposób użycia to bardzo wymagająca lektura, a przy tym pozycja, która wiele razy mnie zaskoczyła. 
Na tom składają się cztery wznowione dzieła Mariana Pilota: Końskie jatki, W butach, Bitnik Gorgolewski oraz Tam gdzie much nie ma.
Nie są to zwykłe teksty. Tworzą one obrazy z pogranicza jawy i snu, bajki, zbioru metafor. To także taki miks tego co jest prawdziwe, rzeczywiste i tego co jest baśnią, ułudą. Bohaterowie są niezwykle plastycznie nakreśleni, może czasami nawet zbyt wyraziści. Z pewnością jednak nie da się wobec nich pozostać obojętnym, zapadają w pamięć na długo. 
Wszystkie utwory zawarte w tomie mają jeden motyw wspólny. Jest nim śmierć. Jej uosobieniem, obrazem są niezwykle ostre, może i czasami typowe, schematyczne, ale działające na wyobraźnię obrazy kostuchy, pani gnojowiczej.
Śmierć, śmierducha przemogła niewczesnego buntownika, wzięła go pod obcas, połamała krzyże, żyć musi w hańbie i upodleniu, w porucie, robaczywym życiem hycla, co go psi jedzą, wygryźli mu rozum, wygryzą mu jajca
Każdy utwór do czegoś zmierza, każdy prowadzi przez nasze doznania, świat rzeczywisty drogą, która jest kręta i nierzeczywista. Każdy utwór zmusza do myślenia i to takiego rzetelnego, do poświęcenia mu całej uwagi. Każdy także kończy się jakby metaforą będącą też morałem, każdy wysnuwa jakieś wnioski, każdy zmusza nas do przemyślenia pewnych spraw.
Trudna, ale warta uwagi zadania sobie trudu proza.
Życie sposób użycia czyta się długo. Nie jest to książka do przeczytania na jeden lub dwa razy. Kilkakrotnie miałem wrażenie, iż zostaję gdzieś w tyle, że autor i jego proza mnie rpzerastaja, nie nadążam. Ale to było tylko chwilowe. Po kolejnej porcji skupienia, zadania sobie trudu, wszystko wracało do normy, moglem nadal rozkoszować się tą niezwykłą prozą.
Marian Pilot wiele wymaga, ale i wiele daje. Książka jest trudna, nie dla każdego. Warto ją jednak przeczytać, powalczyć może nawet z początkowym zniechęceniem. Nagrodą będą wspaniałe doznania literackie, obcowanie z mistrzostwem groteski, metafory, magicznego realizmu. Polecam.

piątek, 2 listopada 2018

Poste restante - Wojsław Brydak

Wydawnictwo Rebis, Ocena 5,5/6
Bardzo dobry debiut pisarski i spore zaskoczenia.
Pierwszym, co rzuca się w oczy w trakcie czytania, jest piękny język, jakiego używa autor. Rzadko, zbyt rzadko możemy dziś czytać książki napisane taką polszczyzną. Autor dba zarówno o słowa, jak i o konstrukcję zdań, ich wymowę, wydźwięk.
Głównym bohaterem obok przepięknej polszczyzny jest młody, zakochany, tęskniący i piszący listy mężczyzna. Czytając Poste restante śledzimy jego życie, poznajemy jego koleje, wzruszamy się, kibicujemy. 
Dodatkowo bohaterami są także trzy różne, bardzo od siebie odmienne miasta: Rzeszów, Kraków i Sopot. Poznajemy je w różnym czasie, na różnym etapie rozwoju, w najróżniejszych momentach życia naszego bohatera.
W treści fabuły mamy miks, zarówno postaci, miast, jak i płaszczyzn czasowych, na których toczy się opowieść.
Całość scalają rodzina i tęsknota, dwa aspekty, które w życiu naszego bohatera, ale i większości z nas, odgrywają niebagatelną, o ile nie najważniejszą, rolę. Rodzina, najważniejsza, ta za którą się tęskni, która powinna być podporą, ostoją. Tęsknota, uczucie znane większości z nas. Nasz bohater tęskni bez mała przez całe opisywane życie. Często uczucie tej samej tęsknoty towarzyszy mu przez cały czas, czasami pojawia się nowy aspekt. 
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest ta książka. Najłatwiej napisać, iż jest to książka po prostu o życiu, o wszelkich jego aspektach, wadach i zaletach. Brak w tej opowieści nagłych zwrotów akcji, brawurowej fabuły, ale są wielkie emocje, piękne słowa, język i sposób kreślenia opowieści, które sprawiają, że lektura pochłania od pierwszej strony. 
Poste restante oczarowuje, zachwyca, wciąga i sprawia, iż pamięta się o niej jeszcze długo po zakończeniu lektury. Warto dać tej książce szansę. Satysfakcja czytelnicza gwarantowana.

 

środa, 31 października 2018

W krainie cedrów - Pierre Jarawan

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
W krainie cedrów to powieść wyjątkowa, klimatyczna. To także cudownie i magicznie opowiedziana historia Samira, jego zaginionego ojca, całej rodziny i tego, jak wielki wpływ na teraźniejszość, na nas samych mają nasze pochodzenie i tajemnice z przeszłości.
Samir urodził się w Niemczech, jakiś czas po tym, gdy jego rodzina uciekła z ogarniętego niepokojami Libanu. Gdy chłopiec ma 8 lat jego ojciec zaczyna się bardzo dziwnie zachowywać, znika na całe dnie, noce, wraca pobity, milczący. Pewnego dnia głowa rodziny po prostu zostawia swoich bliskich, znika, opuszcza ich. 20 lat póżniej Samir postanawia odnaleźć ojca, wyjaśnić jego tajemnicę. W tym celu udaje się do Libanu. To podróż trudna logistycznie, ale także emocjonalnie. Pierwsza wizyta Samira w kraju jego przodków, pierwsze spotkanie z nieznaną codziennością, natłok myśli, niezwykle trudne (o ile nie niemożliwe) zadanie do wykonania. Co z tego wyniknie?
Pierre Jarawan napisał niezwykłą, intrygującą i wciągającą od pierwszej strony powieść. Czyta się ją niczym jakąś magiczną opowieść, która hipnotyzuje. To jedna z tych książek, której nie możemy odłożyć dopóki nie skończymy czytać. 
Opisywane w książce losy Samira i jego najbliższych są ciekawe, intrygujące, niepokoją, sprawiają, iż część książki jawi się nam jako opowieść magiczna, a część  wydaje się wręcz nieprawdopodobna. 
Dramaty polityczne, trudne podziały, tragiczne historie, tragedie będące udziałem zwykłych ludzi, niezwykła historia Libanu i Bliskiego Wschodu, przeplatają się z pozytywnymi okruchami historii miłosnych, dot. przyjaźni, międzyludzkiej pomocy i wsparcia. 
Autor porusza w książce wiele ważnych problemów, które są ponadczasowe i mogą mieć zastosowanie niezależnie od tego, gdzie i kiedy żyjemy. 
Książka wciąga, porusza, ale i zmusza do myślenia. Dodatkowo rodzinna opowieść o Samirze, jego bliskich i zawirowaniach Bliskiego Wschodu sprawia, iż na kilka rzeczy, zagadnień spojrzymy zupełnie inaczej. Gorąco zachęcam do lektury.


poniedziałek, 29 października 2018

Diabelski młyn - Daria Orlicz

Wydawnictwo Harper Collins Polska, Moja ocena 4,5/6
Diabelski młyn to niezły miks powieści kryminalnej, obyczajowej z silnymi elementami psychologicznymi. 
To także dobry debiut kryminalny autorki, która do tej pory pisała tylko powieści obyczajowe. 
Niewątpliwym plusem książki jest szybkie tempo akcji, lekki sposób narracji i bardzo ciekawie nakreślony klimat niewielkiego, wręcz klaustrofobicznego nadmorskiego miasteczka. 
Życie wewnętrzne miasteczka, jego klimat, charakter mieszkańców, niedopowiedzenia, przemilczenia i tajemnice, zdają się oblepiać czytelnika, wnikać w każdą komórkę czytającego, a skrywane latami sekrety szokują nadmiarem i tym czego dotyczą.
Bardzo dobre jest zastosowanie kontrastów. Z jednej strony wakacyjna, polska idylla, nadmorskie miasteczko, upał, pełno turystów, w tym dzieci, typowe przy tym rozrywki, pisk, hałas, tłumy, beztroska, a w tle  krwawa zbrodnia. Jak sie okaże, to miejsce tylko na pozór jest sielskie i spokojne. Autorce udało się dobrze i ciekawie ukazać, zestawić na zasadzie kontrastu oba elementy, wakacyjną beztroskę i jej zupełne przeciwieństwo. 
Do tego dochodzą ciekawie nakreśleni bohaterowie, którzy są jakby przekrojem naszego społeczeństwa. Wśród nich większość z nas odnajdzie kogoś znajomego, sąsiada, ale także nielubianego współpracownika, kogoś z kim nie chce się mieć do czynienia.  
Bardzo ciekawie i przerażająco prawdziwie ukazana jest relacja ofiara-sprawca, pedofil- dziecko, którym nikt się nie interesuje. Poruszający opis i mechanizm ukazujący, jak blisko nas czai się prawdziwe zło, takie w najprymitywniejszej, najczystszej postaci.
Dobra, nieźle napisana, mocna, w wielu miejscach brutalna książka. Polecam.

niedziela, 28 października 2018

Silva Rerum II - Kristina Sabaliauskaitė

Wydawnictwo Literackie, Ocena 6/6
Silva Rerum to saga o burzliwych dziejach polsko-litewskiej rodziny Narwojszów na tle wielkiej wojny północnej. To także forma pamiętnika, rodzinnej księgi, pasjonująca, poruszająca i na długo zapadająca w pamięć. 
Silva Rerum II jest bezpośrednią kontynuacją części I. W tym tomie akcja rozgrywa się w latach 1707 – 1710. Jest to okres, gdy wojny, waśnie, plagi chorób, nieurodzaju, a co za tym głodu i wysokiej śmiertelności w połączeniu z biedą wprost nie nie do opisania, były na porządku dziennym. Z drugiej strony nieliczna garstka uprzywilejowanych miała do dyspozycji wszystko, a ich życie to była jedna wielka sielanka w luksusie. 
Bieda, głód, choroby, ale i najazdy szwedzkich żołnierzy, plądrowanie przez nich miasta i okolic, stają się także udziałem Wilna. Los nie oszczędza też bohaterów książki. Do ogólnonarodowych dramatów dochodzą też ich własne, mniejsze, ale także tragiczne w skutkach dramaty, których zwieńczeniem będą brzemienne w skutki wydarzenia i decyzje. 
Celowo nie napisze o co chodzi, żeby nie odbierać wam przyjemności wynikającej z elementu zaskoczenia i samej lektury.
Krisitna Sabaliauskaitė po raz kolejny stworzyła wspaniałą, pełną dramaturgii i napięcia powieść. Książkę czyta się bardzo dobrze, ale..dopiero po tym, gdy czytelnik przyzwyczai się do stylu pisarskiego autorki, dla której charakterystyczne są długie, często określane mianem barokowych zdania i prawie całkowity brak dialogów. Gdy zaakceptuje się taki sposób pisania, dalsza lektura jest wielka, przeogromna przyjemnością.
Nie dziwię się, iż Silva rerum została litewską książką roku w 2009 roku i jedną z książek dekady na Litwie. Jestem pewna, iż część II powtórzy ten sukces.

Wisienką na torcie są opisy ówczesnego Wilna, miasta, które obecnie nazwalibyśmy multi-kulti. Istniały w nim obok siebie takie narodowości, jak: polska, litewska, żydowska, ormiańska, rosyjska, niemiecka i wiele innych. Ich współistnienie, wielokrotne przenikanie się obyczajów, kultur także zostało wspaniale w książce ukazane. 
Gorąco polecam. 

 

piątek, 26 października 2018

Lissy - Luca D’Andrea

Wydawnictwo WAB, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Lata 70. XX wieku, wysokie góry Tyrolu, ucieczka kobiety, ścigający ją wściekły mąż kryminalista, wynajęty płatny zabójca i coraz bardziej gęstniejąca atmosfera zagrożenia. Taki jest w ogólnym zarysie klimat tej książki.
Do tego dochodzi groźny wypadek uciekającej i ratujący ją z niego pustelnik. Całość okraszona niebezpieczeństwem i sporą garścią tajemnic.
Luca D'Andrea napisał dobrą, ciekawą, niezwykle intrygującą książkę, w której początkowo prym wiedzie wątek uciekającej kobiety, który stopniowo ustępuje miejsca siatce tajemnic, grozie skrywanych sekretów i czającemu się tuż pod powierzchnią napięciu. Cała fabuła jest przy tym niczym meandrująca rzeka z wieloma odnogami zakolami. Co i rusz pojawia się nowy element, nowa postać, kolejna kwestia, która zadziwia, wprowadza zamieszanie, zwiększa napięcie i poczucie zagrożenia. Fabuła jest wielowątkowa, skomplikowana i w wielu miejscach wprowadzająca spore zamieszanie.
Wszystko, co z początku zdawało się być oczywistym wraz z pojawieniem się nowych postaci, kolejnych tajemnic, wątków, komplikuje się, jak to tylko jest możliwe.
Niewiele wiemy o kolejnych postaciach, niewiele (ba, praktycznie nic) wiemy także o tytułowej Lissy. Co z tego wyniknie? Jeżeli jesteście ciekawi, jeżeli intryguje was jak na teraźniejszość wpływa koszmar sprzed lat, sięgnijcie po tę pozycję, warto.
Lissy to swoisty miks wątków, które wydają się być z jednej strony oczywiste, a z drugiej nad wyraz zagadkowe, niezmiernie intrygujące i wzbudzające niepokój. To taki miks bajki obyczajowej z thrillerem i horrorem.
Sporo miejsca poświęcone jest też warstwie psychologicznej, kwestii psychiki i postępowania bohaterów. Te zagadnienia wymieszane z tajemnicami i atmosferą zagrożenia tworzą bardzo ciekawy efekt. Lissy to książka, w której do końca trudno przewidzieć rozwój wypadków.
Fabuła zaciekawia, akcja wciąga już od pierwszych stron i generalnie książkę czyta się bardzo szybko i ze sporą przyjemnością, a bieg wydarzeń trudno przewidzieć nieomal do ostatnich stron. Polecam.

czwartek, 25 października 2018

Byle do przodu - Olga Rudnicka


Wydawnictwo Prószyński, Moja ocena 5/6 
Olga Rudnicka po raz kolejny sprawiła, że na mojej twarzy zagościł uśmiech, a perypetie jej bohaterów były doskonałą odskocznią od problemów dnia codziennego.
Autorka, jak żadna inna z obecnie piszących, potrafi mnie rozbawić, poprawić humor, sprawić, iż na pewien czas zapominam o problemach, a lektura jest czystym relaksem.
Byle do przodu ma przede wszystkim niesamowity przebieg akcji, jej niespodziewane zwroty i bardzo, ale to bardzo ciekawie nakreślonych bohaterów.
Wszystkie książki Rudnickiej, to wielki chaos, tym większy, im bardziej wnikamy w kolejne perypetie bohaterów, poznajemy ich zwariowane przygody, niezwykłe wypowiedzi.
Tym razem głównych bohaterów jest kilku....Maria, która marzy o własnej restauracji, a o jej prowadzeniu, tak jak o gotowaniu, nie ma pojęcia; jej brat Piotr, który zarządza centrum urody, choć nie odróżnia najbardziej fundamentalnych pojęć.
Jest także wielki sponsor, czyli ojciec obojga, który na 100% coś knuje...trzeba tylko w najprostszy sposób dowiedzieć się co i jak. Należy przy tym pamiętać, iż wszystkie chwyty są dozwolone! I zaczyna się... 
Więcej o fabule nie napiszę. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury. Świetna zabawa i mile spędzone godziny gwarantowane.  
Rudnickiej udało się stworzyć wprost niesamowitą historię z maksymalnie przerysowanymi postaciami i ich kuriozalnym do granic absurdu zachowaniem. O dziwo takie przerysowanie nie przeszkadzało mi absolutnie. Autorce udało się wszystko tak opisać, tak ze sobą powiązać, że nic nie razi, a całość to wyśmienita komedia absurdów.   
Byle do przodu czyta się świetnie, lekko, z prawdziwą przyjemnością. Rudnicka ma lekkie pióro, niesamowite poczucie humoru, cięty język, spostrzegawcze oko (celnie obrazuje i puentuje nasze przywary) i zdolność przelewania wszystkiego na papier w arcyciekawy sposób.
Książkę polecam wszystkim lubiącym dobrą literaturę, ceniących lektury z przymróżeniem oka, momentami odrobinę wyolbrzymionymi sytuacjami, czasami nawet bardzo nieprawdopodobnymi.Polecam,.




wtorek, 23 października 2018

Człowiek z brzytwą - Anna Trojanowska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Człowiek z brzytwą, kryminał retro, nie tylko dobrze i ciekawie oddający klimat XIX wieku i niewielkiego miasteczka znajdującego się w pobliżu Warszawy. To także kryminał z ciekawie nakreśloną intrygą i niezłym śledztwem. 

Dla mnie jest to jednak bardziej dobra powieść z wątkiem kryminalnym nie stricte rasowy kryminał. Dlaczego? Otóż dlatego, iż opowieść o miasteczku, która jest też bardzo ciekawym rysem psychologicznym jego mieszkańców, kopalnią wręcz wiedzy o życiu w tamtym okresie, wysuwa się na plan pierwszy. 
Trojanowska bardzo rzetelnie przyłożyła się do zadania i genialnie oddała atmosferę miasteczka, duszną, klaustrofobiczną, nużącą, jakby oblepiająca swoimi prymitywnymi, prowincjalnymi mackami. Jednocześnie ukazała nieomal wszystkie warstwy społeczne, pełen przekrój ludności, ze sporą garścią ekscentryków, ba wręcz dziwaków, różnych osób odstających od przeciętnego mieszkańca, ale i zwyczajnych osób, domatorów, bywalców salonów, ludzi spokojnych, ale i karierowiczów, którzy za lepsze stanowisko są w stanie zrobić nieomal wszystko. 
Dochodzenie jest prowadzone, a jakże, ale jest ono jakby dodatkiem, pretekstem do pokazania właśnie miasteczka i jego mieszkańców ze wszystkimi ich przywarami, zaletami, specyfiką, atmosfera miejsca. Jeżeli chodzi o samo dochodzenie, to mamy całą gromadę podejrzanych o zabójstwo. W Zakładzie Przyrodoleczniczym ginie młoda kuracjuszka i to jej śmierć staje się przedmiotem śledztwa, którego intryga jest bardzo ciekawa i przemyślana oraz doskonale prowadzona, choć od pewnego momentu wiadomo kim jest sprawca. W żadnym jednak stopniu nie zmniejsza to satysfakcji wynikającej z lektury.
Człowieka z brzytwą czyta się z prawdziwą przyjemnością, którą stanowi dobra, dopracowana lektura i smaczki rodem z końca XIX wieku. Polecam.

niedziela, 21 października 2018

Ci, o których pamiętamy - Lidia Jorge

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
W 2004 r. Ana Maria Machado, portugalska reporterka z Waszyngtonu, została poproszona o nakręcenie filmu dokumentalnego o rewolucji z 1974 r. Była to tzw. rewolucja goździków. Pucz doprowadził do obalenia dyktatury i przywrócenia swobód obywatelskich i politycznych i dekolonizacji portugalskich posiadłości w Afryce i Azji.
Ana wraz z dwoma współpracownikami odwiedza i przeprowadza wywiady z różnymi aktorami i świadkami zamachu stanu, tym, którzy całe wydarzenie mają jeszcze w pamięci. Tym samym Ana odbywa swoistą podróż w czasie, a także w pamięć samych uczestników wydarzeń. Zebrany do filmu materiał to rozmowy, przemyślenia, zapiski, często prawda mieszająca się ze złudzeniem, wyobrażeniem o tamtych dniach. Część wspomnień z powodu upływu czasu zatarły kolejne dekady, a część uległa zamianie w to, jakimi te dni chcą pamiętać rozmówcy reporterki. 
Największym atutem książki są dwa aspekty. Po pierwsze język, jakiego używa autorka. Jest on niezwykle barwny, plastyczny. Wydarzenia opisane takim językiem zdają się ożywać przez oczyma czytelnika. Wyjątkowych barw i uroku nabiera także Lizbona, która mimo tragicznych wydarzeń, na kartach książki staje się miastem wyjątkowym.
Drugim aspektem, na który warto zwrócić uwagę są liczne pytania, które rodzą się w trakcie lektury w głowie czytelnika. Rodzące się pytania dotyczą nie tylko samej rewolucji, jej przebiegu, genezy, efektu. Sporo przemyśleń dot. także tego, dlaczego część osób wymyśliła, czy też podała odbiegającą od prawdziwej wersję wydarzeń.Tak, ta książka niewątpliwie zmusza do myślenia, refleksji, zatrzymania się choć na chwilę.
W książce jest także wątek biograficzny. Jednym z bohaterów opowieści jest ojciec autorki, Any Marii Machado, który był znanym portugalskim dziennikarzem, gwiazdą w swoim fachu.
Ci o których pamiętamy to dobra, dopracowana, niezwykle barwnie i ciekawie napisana książka. Jednak nie będę ukrywać, nie jest to lektura rozrywkowa, łatwa, szybka do czytania. Lekturze trzeba poświęcić całą uwagę, skupić się na tym co czytamy, nad sensem, kontekstem i tym, co z tego wynika. Pewną trudność może sprawiać także język książki. Tak, jak napisałam, jest on bardzo ciekawy, momentami piękny, ale trudny w odbiorze.  
Książka może na początku zniechęcać, ale nie poddawajcie się. Warto zadać sobie trud lektury.




czwartek, 18 października 2018

Przygody młodego podróżnika - David Attenborough

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
David Attenborough to niezwykle ważna w świecie i dla wielu z nas postać. Brytyjski biolog, popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie, pisarz, narrator i podróżnik zaszczepił żądze podróżowania, chęć poznawania świata w milionach ludzi na całym świecie.
Filmy, których jest realizatorem i narratorem charakteryzują się przede wszystkim przepięknymi ujęciami i ukazywaniem świata, którego większość z nas nigdy by nie zobaczyła, a także prezentowaniem rzadkich, trudno osiągalnych zwierząt, które przywoził do kolekcji londyńskiego zoo.
Niniejsza książka to zapiski z wieloletnich podróży, notatki z obserwacji, dowcipne, ale i pouczające anegdoty, wspomnienia, zachwyty i uczucia wręcz przeciwne.  To także opowieść o tym co było, a co (tu stwierdzam z żalem) niestety już nie wróci. Wiele rzeczy, zjawisk przestało być najważniejszych, pewne aspekty przegrały w wyścigu z wszechobecnym pieniądzem. Świat już niestety nie jest tym samy, jakim z początku swojej kariery opisuje go Attenborough.
Książka aż skrzy się od wspaniałych opisów. I nic dziwnego. Wszak jej autor to wielki pasjonat natury. Całość okraszona lekkim, ale naprawdę leciutki moralizatorstwem (wsadzonym w tekst, ot tak mimochodem) jest doskonale, lekko, acz inteligentnie napisana. Czyta się z wielką przyjemnością co i rusz wybuchając śmiechem...angielski humor jest jednak niesamowity.
Przygody młodego podróżnika, to także mądra książka, która uczy miłości do natury, pokory wobec świata, na którym żyjemy i który niestety konsekwentnie niszczymy, szacunku i po prostu innego spojrzenia na kilka ważnych spraw.