Wydawnictwo W Punkt, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra i niestety prawdziwa powieść.
Polska B z nieproszoną wizytą w Polsce A. Nie znoszę tego podziału na różne Polski, ale w tym przypadku jest to zasadne ponieważ sam główny bohater czuje siew Warszawie niczym nieproszony, wyśmiewany przybłęda. Moim zdaniem zupełnie bezzasadnie, ale cóż, zapewne takich osób jest wiele, zbyt wiele.
Napisałam, iż takich osób jest zbyt wiele ponieważ postawa jaką reprezentuje Staszek może prowadzić tylko do najgorszego. I tak jest w tym przypadku.
Autorka niezwykle obrazowo, krótkimi zdaniami kreśli przed nami sylwetkę Stasza, absolwenta podrzędnych studiów, który z dyplomem magisterskim przyjeżdżając do stolicy uważał, iż zawojuje świat. Takie marzenia, wyobrażenia ma wielu. Z tym, że Staszek dodatkowo prezentuje postawę naiwną połączoną z agresją i mega roszczeniowością. Do tego dochodzi odcięcie się od rodziny i wstyd za najbliższą osobę matkę, która jest po prostu ubogą, ciężko pracującą kochającą jedynaka kobietą. Gdy się to wszystko razem połączy, to powstaje pierwszy krok do nieszczęścia.
Wybrany jest doskonale napisany, obrazowo, rozdziały są krótkie, niczym migawki filmowe, napięcie jest stopniowo i niezwykle umiejętnie podkręcane, a fabuła rodem z życia wzięta. Najmocniejszym jednak punktem książki jest zakończenie, które totalnie zaskakuje.
Wybrany pozytywnie zaskakuje jeżeli chodzi o pomysł i warsztat pisarski autorki. Poza tym książka zmusza do myślenia, daje niezłą motywację do tego, żeby nie być takim Staszkiem, niezależnie do tego gdzie się mieszka. Polska B to moim zdaniem nie miejsce zamieszkania, a stan umysłu i życiowa postawa. Polecam.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
czwartek, 2 marca 2017
wtorek, 28 lutego 2017
Jak podróżować z łososiem - Umberto Eco
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kilkanaście minut temu skończyłam czytać i tak się zastanawiam...co ja mogę napisać o czymś takim, o takim arcydziele? Obojętnie co napiszę, będę się czuła niczym profan. Książka ta to zbiór 45 felietonów o najróżniejszej długości i tematyce, które Eco przez lata publikował w L’Espresso. Każdy z felietonów ma inną tematykę. Jednak wszystkie skupiają się na tym, jaki jest człowiek, jaka jest/staje się ludzkość, co dzieje się z nami samymi i otoczeniem. Wszystko to ukazane inteligentnie, sardonicznie, z przymróżeniem oka i cudownie przezabawnie.
W trakcie lektury jeszcze mocniej odczułam stratę, pustkę, jaką uczyniła śmierć pisarza.
Felietony mnie rozbawiły, niektóre tak, że kilkakrotnie dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Oto mój ulubiony fragment:
Kilkanaście minut temu skończyłam czytać i tak się zastanawiam...co ja mogę napisać o czymś takim, o takim arcydziele? Obojętnie co napiszę, będę się czuła niczym profan. Książka ta to zbiór 45 felietonów o najróżniejszej długości i tematyce, które Eco przez lata publikował w L’Espresso. Każdy z felietonów ma inną tematykę. Jednak wszystkie skupiają się na tym, jaki jest człowiek, jaka jest/staje się ludzkość, co dzieje się z nami samymi i otoczeniem. Wszystko to ukazane inteligentnie, sardonicznie, z przymróżeniem oka i cudownie przezabawnie.
W trakcie lektury jeszcze mocniej odczułam stratę, pustkę, jaką uczyniła śmierć pisarza.
Felietony mnie rozbawiły, niektóre tak, że kilkakrotnie dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Oto mój ulubiony fragment:
Następnego ranka poszedłem podpisać rachunek. Opiewał na astronomiczną sumę. Wynikało z niego, że w dwa i pół dnia skonsumowałem kilka hektolitrów veuve clicquot, dziesięć litrów różnych whisky, w tym kilka słodowych wyjątkowo rzadkiego gatunku, osiem litrów ginu, dwadzieścia pięć litrów wody Perrier i Evian plus parę butelek San Pellegrino, soki owocowe w ilości wystarczającej do utrzymania przy życiu wszystkich dzieci, którym pomaga UNICEF, oraz tyle migdałów, orzechów i orzeszków, że na ich widok zwymiotowałby nawet człowiek przeprowadzający autopsję bohaterów Wielkiego żarcia. Starałem się sprawę wyjaśnić, ale recepcjonista, obnażając w uśmiechu zęby zabarwione na czarno od żucia betelu, zapewnił mnie, że tak twierdzi komputer. Zażądałem adwokata, przyniesiono mi mango.
I kilka cytatów..w zasadzie powinnam zacytować całą książkę :)
Nie mam nic przeciwko piłce nożnej. Na stadiony nie chodzę z tego samego powodu, z którego nie poszedłbym nocować w podziemiach mediolańskiego Dworca Centralnego...
Środki masowego przekazu najpierw przekonały nas, że świat wyobraźni odpowiada rzeczywistości, a obecnie przekonują, że rzeczywistość odpowiada światu wyobraźni; im więcej rzeczywistości oglądamy na telewizyjnych ekranach, tym bardziej filmowe staje się codzienne życie. Skończy się na tym, że - jak myśleli pewni filozofowie - uznamy, iż jesteśmy sami na świecie, cała reszta zaś to film wyświetlany przez Boga lub jakiegoś złego ducha.
Wspaniała, cudowna, mistrzowska, niesamowicie inteligentna książka. Daje ona nam obraz świata zabawnego, ale jednocześnie przerażającego. Dowiemy się, jak to po włosku: zdementować dementi, przeżyć w chaosie mediów, zdobyć wtórnik skradzionego prawa jazdy i wielu innych arcyciekawych rzeczy. Przecudowna jest instrukcja...jak grać Indianina :) Polecam.
A tytułowy felieton o tym, jak podróżować z łososiem, lecąc z Londynu przez Sztokholm, przechowując zakupioną rybę w hotelowej lodówce...no nawet nie wiem co napisać..cudo, arcydzieło. Eco jednak był niesamowicie inteligentnym, pogodny człowiekiem, pisarzem-erudytą i do tego miał cięte pióro i niewyobrażalne poczucie humoru.
Polecam.Oprócz doskonałej, inteligentnej rozrywki porcja wiedzy o samym nieodżałowanym Umberto Eco.
A tytułowy felieton o tym, jak podróżować z łososiem, lecąc z Londynu przez Sztokholm, przechowując zakupioną rybę w hotelowej lodówce...no nawet nie wiem co napisać..cudo, arcydzieło. Eco jednak był niesamowicie inteligentnym, pogodny człowiekiem, pisarzem-erudytą i do tego miał cięte pióro i niewyobrażalne poczucie humoru.
Polecam.Oprócz doskonałej, inteligentnej rozrywki porcja wiedzy o samym nieodżałowanym Umberto Eco.
poniedziałek, 27 lutego 2017
Koncert cudzych życzeń - Izabella Frączyk
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Po wymagającej i absorbującej lekturze Oszpicyna, potrzebowałam książki lekkiej, łatwej, dającej odprężenie. Do sięgnięcia po Koncert cudzych życzeń skłoniła mnie okładka. Jak się okazało, był to świetny wybór.
Książka jest 1. tomem serii zatytułowanej Stajnia w Pieńkach.
Główną bohaterką jest Magda, która wraz z siostrą w spadku niespodziewanie otrzymuje (moje marzenie) stadninę z końmi. Co prawda miejsce to okaże się ruiną, miejscem zadłużonym, w którym trzeba ostro zakasać rękawy i wiedzieć, co chce się osiągnąć, ale Magda mimo posiadania dotąd w miarę stabilnego życia (co prawda okupionego sporą spolegliwością, ale zawsze), rodziny decyduje się wyjść życiu na przeciw i podjąć wyzwanie. To co z tego wynikło, jest kwintesencją książki.Autorce udało się doskonale opisać miejsce moich marzeń. Nic to, że stadnina była w zasadzie w ruinie. Każdy miłośnik koni chciałby takie miejsce odziedziczyć. Autorka świetnie oddaje klimat takiego miejsca. W trakcie lektury wielokrotnie miałam ochotę spakować się i wyjechać szukając tego właśnie miejsca. To jeden z atutów książki. Kolejnym jest lekki styl, którym operuje Izabela Frączyk. Sprawia to, że książkę czyta się bardzo szybko i ze sporą przyjemnością.
Całość dopełniają zmiany, które zachodzą w osobowości Magdy. Ciekawa przemiana. Niby trochę możźe się to wydać sztampowe, wyeksploatowane wcześniej do bólu. Fakt. Jednak Frączyk ukazała cały banalny choć dotykający wiele kobiet problem odrobinę inaczej.
Co istotne, opowiadając perypetie Magdy i jej otoczenia, pisarka unika takiego słodkiego, infantylnego pitu pitu (jak ja to nazywam), nie snuje sielskiej, anielskiej, bezproblemowej wizji życia w stadninie, spełnienia marzeń. Wręcz przeciwnie. Los Magdy nie oszczędza i to w każdym tego słowa znaczeniu. Co nie znaczy, iż na bohaterkę spada nie wiadomo jak duża ilość nieszczęść. Nic z tych rzeczy. Autorce wszystko udało się wybalansować, uniknąć przesady w którąkolwiek ze stron.
Całość okraszona sporą porcją humoru i lekkim wątkiem kryminalnym.
Czyta się doskonale. Polecam i czekam na kolejny tom.
Po wymagającej i absorbującej lekturze Oszpicyna, potrzebowałam książki lekkiej, łatwej, dającej odprężenie. Do sięgnięcia po Koncert cudzych życzeń skłoniła mnie okładka. Jak się okazało, był to świetny wybór.
Książka jest 1. tomem serii zatytułowanej Stajnia w Pieńkach.
Główną bohaterką jest Magda, która wraz z siostrą w spadku niespodziewanie otrzymuje (moje marzenie) stadninę z końmi. Co prawda miejsce to okaże się ruiną, miejscem zadłużonym, w którym trzeba ostro zakasać rękawy i wiedzieć, co chce się osiągnąć, ale Magda mimo posiadania dotąd w miarę stabilnego życia (co prawda okupionego sporą spolegliwością, ale zawsze), rodziny decyduje się wyjść życiu na przeciw i podjąć wyzwanie. To co z tego wynikło, jest kwintesencją książki.Autorce udało się doskonale opisać miejsce moich marzeń. Nic to, że stadnina była w zasadzie w ruinie. Każdy miłośnik koni chciałby takie miejsce odziedziczyć. Autorka świetnie oddaje klimat takiego miejsca. W trakcie lektury wielokrotnie miałam ochotę spakować się i wyjechać szukając tego właśnie miejsca. To jeden z atutów książki. Kolejnym jest lekki styl, którym operuje Izabela Frączyk. Sprawia to, że książkę czyta się bardzo szybko i ze sporą przyjemnością.
Całość dopełniają zmiany, które zachodzą w osobowości Magdy. Ciekawa przemiana. Niby trochę możźe się to wydać sztampowe, wyeksploatowane wcześniej do bólu. Fakt. Jednak Frączyk ukazała cały banalny choć dotykający wiele kobiet problem odrobinę inaczej.
Co istotne, opowiadając perypetie Magdy i jej otoczenia, pisarka unika takiego słodkiego, infantylnego pitu pitu (jak ja to nazywam), nie snuje sielskiej, anielskiej, bezproblemowej wizji życia w stadninie, spełnienia marzeń. Wręcz przeciwnie. Los Magdy nie oszczędza i to w każdym tego słowa znaczeniu. Co nie znaczy, iż na bohaterkę spada nie wiadomo jak duża ilość nieszczęść. Nic z tych rzeczy. Autorce wszystko udało się wybalansować, uniknąć przesady w którąkolwiek ze stron.
Całość okraszona sporą porcją humoru i lekkim wątkiem kryminalnym.
Czyta się doskonale. Polecam i czekam na kolejny tom.
niedziela, 26 lutego 2017
Oszpicyn - Krzysztof A. Zajas
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Przyznam się, że po Oszpicyna sięgnęłam bez przekonania. Tzn blurb zachęcał, ale poprzednia książka autora (z tzw. Trylogii Grobiańskiej) niezbyt przypadła mi do gustu. Zaufałam jednak Wydawnictwu Marginesy. I dobrze zrobiłam.
Zaczęłam czytać i przepadłam. Oszpicyn pochłonął mnie całkowicie. 560 stron przeczytałam w dwa dni.
Akcja rozgrywa się w Oświęcimiu. Oszpicyn to nazwa, której używali Żydzi, mówiąc o tym mieście.
Czas akcji to lata 90. XX wieku. Wtedy to Wojtek młody dziennikarz, świeżynka po studiach, idealista z ambicjami, przyjeżdża do Oświęcimia, żeby rozpocząć pracę w miejscowej gazecie. Nie wie, iż rozpoczyna najbardziej makabryczną i brzemienną w skutkach przygodę w swoim życiu. Potrwa ona 15 lat i praktycznie zniszczy bohatera, dosięgnie go wszędzie, nawet wtedy, gdy wyjedzie z Oświęcimia.
Początek dają jej błahe z pozoru, choć niepokojące wydarzenia. A to inwazja szczurów, a to tragiczny wypadek - samochód przygniata do ściany parę staruszków, a to zmarły we śnie emeryt etc. Każde z nich jest dziwne, budzi obawy ze względu na okoliczności zdarzenia i sposób wykonania...tak, tak można to określić. Ale zebrane razem, w głównym bohaterze i kilkorgu trochę bystrzejszych mieszkańcach miasta, wzbudzają przerażenie i obawę o to co wydarzy się dalej. A dzieje się, oj dzieje.
Ludzie w otoczeniu młodego dziennikarza nagle przestają mówić, dziwnie się zachowują, widzą duchy, rośnie agresja, popełniają samobójstwa, pojawiają się złotonośne miejsca. Gdy Wojtek mówi o wszystkim swojej matce, ta szepcze: „Wszystko się łączy…” i nie chce powiedzieć nic więcej. A to dopiero początek, pierwsze kilkadziesiąt stron. Trzeba przyznać, iż wyobraźnia autora nie zna granic. Dodatkowo wszystko jest tak realne, tak przerażające, że..brr...
Nie napiszę więcej o treści, bo jeżeli mam być szczera, to nie wiem co miałabym napisać. Nie da się streścić, nie da się wymienić choćby w podpunktach. Oszpicyn jest wielowarstwowym, skomplikowanym, niezwykle wciągającym miksem różnych gatunków. To wymieszanie horroru, z kryminałem, thrillerem, pozycją społeczno-obyczajową z silnymi elementami psychologii i historii. Co ważne, Zajasowi wszystko udało się doskonale wymieszać w idealnych wprost proporcjach. Dzięki temu powstała książka, od lektury której trudno się oderwać, a która dodatkowo uruchamia szare komórki czytelnika i przez całą lekturę zmusza do myślenia i to na wysokich obrotach.
Mogę śmiało napisać, iż Oszpicyn to takie puzzle dla dociekliwych i inteligentnych.
Mnie książka zafascynowała, zaintrygowała, wciągnęła. Mam nadzieję, że długo będzie gościć na liście bestsellerów.
Zgadzam się z opinią Wojciecha Chmielarza, że Oszpicyn jest Straszny. Nieprzyjemny. Wart przeczytania.
Gorąco polecam.
Przyznam się, że po Oszpicyna sięgnęłam bez przekonania. Tzn blurb zachęcał, ale poprzednia książka autora (z tzw. Trylogii Grobiańskiej) niezbyt przypadła mi do gustu. Zaufałam jednak Wydawnictwu Marginesy. I dobrze zrobiłam.
Zaczęłam czytać i przepadłam. Oszpicyn pochłonął mnie całkowicie. 560 stron przeczytałam w dwa dni.
Akcja rozgrywa się w Oświęcimiu. Oszpicyn to nazwa, której używali Żydzi, mówiąc o tym mieście.
Czas akcji to lata 90. XX wieku. Wtedy to Wojtek młody dziennikarz, świeżynka po studiach, idealista z ambicjami, przyjeżdża do Oświęcimia, żeby rozpocząć pracę w miejscowej gazecie. Nie wie, iż rozpoczyna najbardziej makabryczną i brzemienną w skutkach przygodę w swoim życiu. Potrwa ona 15 lat i praktycznie zniszczy bohatera, dosięgnie go wszędzie, nawet wtedy, gdy wyjedzie z Oświęcimia.
Początek dają jej błahe z pozoru, choć niepokojące wydarzenia. A to inwazja szczurów, a to tragiczny wypadek - samochód przygniata do ściany parę staruszków, a to zmarły we śnie emeryt etc. Każde z nich jest dziwne, budzi obawy ze względu na okoliczności zdarzenia i sposób wykonania...tak, tak można to określić. Ale zebrane razem, w głównym bohaterze i kilkorgu trochę bystrzejszych mieszkańcach miasta, wzbudzają przerażenie i obawę o to co wydarzy się dalej. A dzieje się, oj dzieje.
Ludzie w otoczeniu młodego dziennikarza nagle przestają mówić, dziwnie się zachowują, widzą duchy, rośnie agresja, popełniają samobójstwa, pojawiają się złotonośne miejsca. Gdy Wojtek mówi o wszystkim swojej matce, ta szepcze: „Wszystko się łączy…” i nie chce powiedzieć nic więcej. A to dopiero początek, pierwsze kilkadziesiąt stron. Trzeba przyznać, iż wyobraźnia autora nie zna granic. Dodatkowo wszystko jest tak realne, tak przerażające, że..brr...
Nie napiszę więcej o treści, bo jeżeli mam być szczera, to nie wiem co miałabym napisać. Nie da się streścić, nie da się wymienić choćby w podpunktach. Oszpicyn jest wielowarstwowym, skomplikowanym, niezwykle wciągającym miksem różnych gatunków. To wymieszanie horroru, z kryminałem, thrillerem, pozycją społeczno-obyczajową z silnymi elementami psychologii i historii. Co ważne, Zajasowi wszystko udało się doskonale wymieszać w idealnych wprost proporcjach. Dzięki temu powstała książka, od lektury której trudno się oderwać, a która dodatkowo uruchamia szare komórki czytelnika i przez całą lekturę zmusza do myślenia i to na wysokich obrotach.
Mogę śmiało napisać, iż Oszpicyn to takie puzzle dla dociekliwych i inteligentnych.
Mnie książka zafascynowała, zaintrygowała, wciągnęła. Mam nadzieję, że długo będzie gościć na liście bestsellerów.
Zgadzam się z opinią Wojciecha Chmielarza, że Oszpicyn jest Straszny. Nieprzyjemny. Wart przeczytania.
Gorąco polecam.
sobota, 25 lutego 2017
Ucieczka - Aleksandra Kowalska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Zaskakująco dobra powieść.
Bohaterka to kobieta dojrzała, taka jakich wiele wokół nas. Jej życie wbrew pozorom nie jest usłane różami. Tkwi w związku, który nie tylko nie daje jej satysfakcji, ale jakby pożerał ją psychicznie od środka.
Od jakiegoś czasu ma tego dosyć. Postanawia coś zmienić. Idzie jednak drogą najdrastyczniejszą i decyduje się na samobójstwo, a po refleksji na tytułową ucieczkę. Swój plan konsekwentnie wprowadza w życie. Ucieka zostawiając za sobą wszystko i wszystkich. Nie liczą się najbliźsi mąż i syn, nie liczy się dom, nic się nie liczy. Dlaczego? Co takiego było udziałem bohaterki, co stało się z jej życiem, że podjęła tak drastyczną decyzję?
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest ta książka. Tak wiem, o kobiecie, która na pewnym etapie ma dosyć swojego życia, która szuka zmiany. To prawda. Ale nie tylko o tym jest Ucieczka. Postać bohaterki, jej decyzja są pretekstem do ukazania czy też zasygnalizowania czegoś więcej.
Ta powieść to jedna wielka przepełniona smutkiem refleksja. Gdy bohaterka ucieka wszyscy z jej dawnego otoczenia oraz ona sama, zdobywają się na refleksje. Każdy z bohaterów zastanawia się nad tym, co pchnęło bohaterkę do tak drastycznego kroku. Wnioski są różne.
Każdy z bohaterów będzie się musiał zdobyć na nie lada trud jeżeli będzie chciał żeby wszystko się poukładało. Czy zadadzą sobie ten trud?
Autorka niezwykle ciekawie przedstawiła sprawę z punktu widzenia różnych osób. Doskonale wczuła się nie tylko w położenie kobiety dojrzałej, głównej bohaterki. Na ogromne brawa zasługuje także ukazanie sprawy z punktu widzenia dwóch męźczyzn, męża i syna uciekinierki. Warto poznać męski punkt widzenia.
Ucieczka zmusza do refleksji, przemyślenia kilku spraw, zadania sobie wielu pytań.
Nie jest to łatwa powieść, nie wszystkim przypadnie do gustu. Mało w niej typowej akcji, więcej przemyśleń, rozważań z domieszką filozofii i egzystencjalizmu. Ja jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Jeszcze teraz, kilka godzin po jej skończeniu, nadal zastanawiam się nad wieloma sprawami.
Gorąco zachęcam do lektury. Warto.
Zaskakująco dobra powieść.
Bohaterka to kobieta dojrzała, taka jakich wiele wokół nas. Jej życie wbrew pozorom nie jest usłane różami. Tkwi w związku, który nie tylko nie daje jej satysfakcji, ale jakby pożerał ją psychicznie od środka.
Od jakiegoś czasu ma tego dosyć. Postanawia coś zmienić. Idzie jednak drogą najdrastyczniejszą i decyduje się na samobójstwo, a po refleksji na tytułową ucieczkę. Swój plan konsekwentnie wprowadza w życie. Ucieka zostawiając za sobą wszystko i wszystkich. Nie liczą się najbliźsi mąż i syn, nie liczy się dom, nic się nie liczy. Dlaczego? Co takiego było udziałem bohaterki, co stało się z jej życiem, że podjęła tak drastyczną decyzję?
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest ta książka. Tak wiem, o kobiecie, która na pewnym etapie ma dosyć swojego życia, która szuka zmiany. To prawda. Ale nie tylko o tym jest Ucieczka. Postać bohaterki, jej decyzja są pretekstem do ukazania czy też zasygnalizowania czegoś więcej.
Ta powieść to jedna wielka przepełniona smutkiem refleksja. Gdy bohaterka ucieka wszyscy z jej dawnego otoczenia oraz ona sama, zdobywają się na refleksje. Każdy z bohaterów zastanawia się nad tym, co pchnęło bohaterkę do tak drastycznego kroku. Wnioski są różne.
Każdy z bohaterów będzie się musiał zdobyć na nie lada trud jeżeli będzie chciał żeby wszystko się poukładało. Czy zadadzą sobie ten trud?
Autorka niezwykle ciekawie przedstawiła sprawę z punktu widzenia różnych osób. Doskonale wczuła się nie tylko w położenie kobiety dojrzałej, głównej bohaterki. Na ogromne brawa zasługuje także ukazanie sprawy z punktu widzenia dwóch męźczyzn, męża i syna uciekinierki. Warto poznać męski punkt widzenia.
Ucieczka zmusza do refleksji, przemyślenia kilku spraw, zadania sobie wielu pytań.
Nie jest to łatwa powieść, nie wszystkim przypadnie do gustu. Mało w niej typowej akcji, więcej przemyśleń, rozważań z domieszką filozofii i egzystencjalizmu. Ja jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Jeszcze teraz, kilka godzin po jej skończeniu, nadal zastanawiam się nad wieloma sprawami.
Gorąco zachęcam do lektury. Warto.
piątek, 24 lutego 2017
Wśród przyjaciół - Maciej Sieńczyk
Wydawnictwo Czarne, Ocena 2/6
Recenzja mojego męża.
Przeczytałem i wierzcie mi, nie mam zielonego pojęcia o czym jest ta książka. Autor był mi znany z komiksów. Zaufałem marce Wydawnictwa Czarne. Byłem pewien, że książka będzie dobra.. Jak widać nawet najlepsza oficyna może wydać kompletny gniot.
Z założenia jest to zbiór felietonów. Tak, tak chyba można określić skromną, bo liczącą 200 stron zawartość książki.
Felietony te były zamieszczane na łamach „Dwutygodnika”. Sednem owych felietonów jest fakt, iż są to jakby opowiastki, historyjki, które snują osoby zaproszone przez kogoś nazywanego Gospodarzem na coś w rodzaju przyjęcia. I jeżeli mam być szczery, to nic więcej o treści nie mogę wam napisać. po prostu wszystko co przeczytałem przeleciało przeze mnie jak woda przez sitko. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem, jak długo czytam książki, a trwa to od ok. 50 lat.
Niby z ogólnego zarysu konwencja opowiadania historyjek, anegdot, snucia opowiastek na przyjęciu może przypominać "Dekamerona", ale na tym podobieństwa się kończą.
Całości dodaje swoistego smaczku fakt, iż autor miesza odmiany języka. Archaizmy obok gwary, a te z kolei obok mowy wyjątkowo potocznej. Sama narracja jest koszmarnie sztywna, trudna.
Maciej Sieńczyk jest niezłym twórcą komiksów. Dosyć dobrze wychodzą mu napisy w tzw. dymkach komiksowych. I sądzę, ze na tym powinien poprzestać. To co znajduje się w niniejszej książce sprawia na mnie wrażenie tekstów z dymków przeniesionych (bez poprawek) do książki, bez ładu, składu i sensu.
Nie wiem, może komuś ta książka się podobała. Ja odpuściłem po przeczytaniu trochę więcej niż połowy.
Jeżeli ktoś będzie zainteresowany poznaniem tej skąd inąd unikalnej pozycji zachęcam do kupna w Księgarni Internetowej Platon 24 (klik)
Recenzja mojego męża.
Przeczytałem i wierzcie mi, nie mam zielonego pojęcia o czym jest ta książka. Autor był mi znany z komiksów. Zaufałem marce Wydawnictwa Czarne. Byłem pewien, że książka będzie dobra.. Jak widać nawet najlepsza oficyna może wydać kompletny gniot.
Z założenia jest to zbiór felietonów. Tak, tak chyba można określić skromną, bo liczącą 200 stron zawartość książki.
Felietony te były zamieszczane na łamach „Dwutygodnika”. Sednem owych felietonów jest fakt, iż są to jakby opowiastki, historyjki, które snują osoby zaproszone przez kogoś nazywanego Gospodarzem na coś w rodzaju przyjęcia. I jeżeli mam być szczery, to nic więcej o treści nie mogę wam napisać. po prostu wszystko co przeczytałem przeleciało przeze mnie jak woda przez sitko. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem, jak długo czytam książki, a trwa to od ok. 50 lat.
Niby z ogólnego zarysu konwencja opowiadania historyjek, anegdot, snucia opowiastek na przyjęciu może przypominać "Dekamerona", ale na tym podobieństwa się kończą.
Całości dodaje swoistego smaczku fakt, iż autor miesza odmiany języka. Archaizmy obok gwary, a te z kolei obok mowy wyjątkowo potocznej. Sama narracja jest koszmarnie sztywna, trudna.
Maciej Sieńczyk jest niezłym twórcą komiksów. Dosyć dobrze wychodzą mu napisy w tzw. dymkach komiksowych. I sądzę, ze na tym powinien poprzestać. To co znajduje się w niniejszej książce sprawia na mnie wrażenie tekstów z dymków przeniesionych (bez poprawek) do książki, bez ładu, składu i sensu.
Nie wiem, może komuś ta książka się podobała. Ja odpuściłem po przeczytaniu trochę więcej niż połowy.
Jeżeli ktoś będzie zainteresowany poznaniem tej skąd inąd unikalnej pozycji zachęcam do kupna w Księgarni Internetowej Platon 24 (klik)
czwartek, 23 lutego 2017
W ciemnym, mrocznym lesie - Ruth Ware
Wydawnictwo Prószyński, Moja ocena 4-/6
W ciemnym mrocznym lesie to thriller z ciekawym pomysłem na fabułę.
Autorce dobrze udało się oddać atmosferę, która zdaje się gęstnieć z każdym kolejnym rozdziałem. Całość zaczyna się niewinnym zaproszeniem na wieczór panieński do malowniczego miejsca, odludnego domku. Tam spotyka się sześcioro bohaterów.
Fabuła rozpoczyna się tajemniczym prologiem i rozgrywa się w ciągu trzech dni. To krótko, ale autorce wystarczył taki okres czasu, żeby w fabule umieścić bardzo dużo. Mamy więc narastającą grozę, mnóstwo niedomówień, sporo zaskakujących wydarzeń, ale nic nie jest powiedziane wprost. Cała intryga polega na atmosferze niedopowiedzeń i tego co opowiadają bohaterowie.
Całość wciąga, choć jest jeden minus. W kilku momentach autorka potraktowała wszystko odrobinę zbyt sztampowo, przewidywalnie. Jeżeli ktoś ma za sobą lekturę klasyków kryminału i thrillera, bez trudu odgadnie przebieg niektórych wydarzeń. Jeżeli chodzi o thriller to nie jest dobre. Ten gatunek literacki powinien nie tylko w pewien sposób mrozić krew w żyłach, ale także zaskakiwać. Mnie tego w kilku miejscach zabrakło. Ba, kilkakrotnie miałam wrażenie, że skądś to już znam.
Jeden z motywów dodatkowo jest nie wiadomo po co osadzony w fabule. Niczego on nie zmienia, a wygląda, jak przysłowiowa dziura w płocie.
Nie znaczy to, że cała książka jest zła. Generalnie to niezły thriller z plusami i minusami.
Do plusów (oprócz wspomnianej dobrze oddanej atmosfery) należy zaliczyć także nieźle nakreślone sylwetki bohaterów. Postaci są unikalne pod każdym względem.
Narracja pierwszoosobowa, która w wielu książkach mi przeszkadza, tu sprawdza się doskonale. Pozwala ona na większe wczucie się w sytuację, postawienie na miejscu bohaterów.
Mimo kilku minusów zachęcam do lektury. Jak wspomniałam to niezła książka, aczkolwiek należy liczyć się z tym, że ma pewne niedociągnięcia.Czyta się nieźle, choć nie przeraża i na kolana nie powala. Ot niezłe czytadło z dobrze odmalowaną, narastającą grozą.
W ciemnym mrocznym lesie to thriller z ciekawym pomysłem na fabułę.
Autorce dobrze udało się oddać atmosferę, która zdaje się gęstnieć z każdym kolejnym rozdziałem. Całość zaczyna się niewinnym zaproszeniem na wieczór panieński do malowniczego miejsca, odludnego domku. Tam spotyka się sześcioro bohaterów.
Fabuła rozpoczyna się tajemniczym prologiem i rozgrywa się w ciągu trzech dni. To krótko, ale autorce wystarczył taki okres czasu, żeby w fabule umieścić bardzo dużo. Mamy więc narastającą grozę, mnóstwo niedomówień, sporo zaskakujących wydarzeń, ale nic nie jest powiedziane wprost. Cała intryga polega na atmosferze niedopowiedzeń i tego co opowiadają bohaterowie.
Całość wciąga, choć jest jeden minus. W kilku momentach autorka potraktowała wszystko odrobinę zbyt sztampowo, przewidywalnie. Jeżeli ktoś ma za sobą lekturę klasyków kryminału i thrillera, bez trudu odgadnie przebieg niektórych wydarzeń. Jeżeli chodzi o thriller to nie jest dobre. Ten gatunek literacki powinien nie tylko w pewien sposób mrozić krew w żyłach, ale także zaskakiwać. Mnie tego w kilku miejscach zabrakło. Ba, kilkakrotnie miałam wrażenie, że skądś to już znam.
Jeden z motywów dodatkowo jest nie wiadomo po co osadzony w fabule. Niczego on nie zmienia, a wygląda, jak przysłowiowa dziura w płocie.
Nie znaczy to, że cała książka jest zła. Generalnie to niezły thriller z plusami i minusami.
Do plusów (oprócz wspomnianej dobrze oddanej atmosfery) należy zaliczyć także nieźle nakreślone sylwetki bohaterów. Postaci są unikalne pod każdym względem.
Narracja pierwszoosobowa, która w wielu książkach mi przeszkadza, tu sprawdza się doskonale. Pozwala ona na większe wczucie się w sytuację, postawienie na miejscu bohaterów.
Mimo kilku minusów zachęcam do lektury. Jak wspomniałam to niezła książka, aczkolwiek należy liczyć się z tym, że ma pewne niedociągnięcia.Czyta się nieźle, choć nie przeraża i na kolana nie powala. Ot niezłe czytadło z dobrze odmalowaną, narastającą grozą.
środa, 22 lutego 2017
Stosik...
Przybył do mnie z Polski kilka dni temu.
Prawy stosik + 2 dolne książki z lewego (Powrót i Samobójstwo Europy)od Księgarni internetowej Platon 24 (klik)
Pozostałe egz. od wydawnictw.
Książka Z widokiem na wschód słońca, to prezent ode mnie dla mnie :) zakup własny.
Zapowiedź...
15 marca br. nakładem oficyny Marginesy, ukaże się doskonałą powieść Juliana Fellowesa...aktora, scenarzysty, który w 2011 roku otrzymał nagrodę Emmy za scenariusz do serialu Downton Abbey.
Na postawie jego opowiadania nakręcono jeden z odcinków serialu Sherlock Holmes and Doctor Watson (1980–1982) pt. The Case of The Other Ghost ("Duch w pałacu Kindersley").
Jest znany głównie z ról telewizyjnych – zagrał w wielu filmach i serialach.
Jako aktor na dużym ekranie pojawił się m.in. w Cienistej dolinie Richarda Attenborough (1993) i Jutro nie umiera nigdy (1997).
Jest trzykrotnym zdobywcą nagrody Emmy oraz Oscara.
Damian Baxter jest bogaty. Bardzo bogaty. Oraz umiera. Żyje samotnie w wielkim domu w Surrey, gdzie opiekują się nim szofer, lokaj, kucharka i pokojówka. Oprócz stanu zdrowia, dręczy go sprawa, która w miarę upływu tygodni staje się coraz bardziej paląca: kto ma zostać dziedzicem jego fortuny?
Damian chce wiedzieć, czy ma potomka. W czasach, gdy tuż przed czterdziestką się ożenił, był bezpłodny (skutek zachorowania na świnkę w dojrzałym wieku), ale co z przygodami sprzed choroby? Czy spłodził dziecko?
Niespodziewany list od dawnej dziewczyny wskazuje na to, że Damian za młodu mógł zostać ojcem. Niestety, przesyłka jest anonimowa. Odkrycie prawdy nie będzie proste - a jedynym człowiekiem, który wie, gdzie jej szukać, jest zaprzysięgły wróg Damiana... O ile jednak przyjemnie jest spotkać się ze starym przyjacielem, o tyle znacznie ciekawiej usłyszeć wieści od starego wroga.
Poszukiwania cofają nas do lat sześćdziesiątych - do niezwykłego świata swingującego Londynu, do wystawnych przyjęć i wspaniałych balów, do świata dziewcząt, debiutujących w wielkim świecie, i ich towarzyszy, często przyszłych mężów. Do świata, w którym ktoś dla żartu umieszcza haszysz w ciasteczkach na wystawnym balu w muzeum Madame Tussaud. Był to czas, kiedy wszystko wydawało się zmieniać - i się zmieniało, ale nie zawsze tak, jak oczekiwano.
Książka inteligentna, a zarazem przejmująca, zabawna, fascynująca i pełna wdzięku, która z pewnością należy do obowiązkowych lektur tego roku.
,,Sunday Express"
Cudowna i zabawna jazda bez trzymanki przez meandry współczesności.
,,Evening Standard"
Jego bohaterowie zapadają w pamięć. Obracający się w wyższych sferach Fellowes zaludnia karty swej powieści galerią malowniczych, niekiedy wręcz groteskowych arystokratów, których wyczyny z przekąsem - choć na ogół przyjaźnie - komentuje cierpki, dygresyjny głos narratora.
,,Daily Express"
Wcześniej wydana przez Marginesy książka tego autora to Belgravia.
wtorek, 21 lutego 2017
Biała wódka czarny ptak - Wiesław Weiss
Wydawnictwo WAB, Moja ocena 3/6
Recenzja mojego męża.
Biała wódka, czarny ptak to z założenia kryminał rozgrywający się w latach 80. XX wieku, a retrospekcjami sięgający do czasów II wojny światowej. Śledczym jest warszawski dziennikarz, który niespodziewanie, w zasadzie z dnia na dzień staje się detektywem-amatorem. Rozpoczyna on śledztwo w sprawie błahego z pozoru zaginięcia. Los kieruje go do niewielkiej mieściny w zachodniej Polsce. Szybko okazuje się, iż zaginiecie, które dało początek dochodzeniu jest zaledwie czubkiem góry lodowej, jaką okaże się sprawa. Nie chcę uprzedzać faktów, nadmienię więc tylko, iż w grę będzie wchodzić kilka zabójstw, tajemnica z okresu II wojny światowej, a wszystkiemu na przeszkodzie będzie stawać opór mieszkańców, ale także ówczesnej władzy.
Książkę czyta się dobrze. Jej niewątpliwym atutem są bardzo drobiazgowo (w niektórych momentach aż za bardzo) oddane realia stanu wojennego, polski w tym okresie, ale także Polski pod okupacją hitlerowską. Autor opisuje wszystko, ubrania i nastroje ludzi, dzień powszedni, ulice włącznie z ich nazwami, budynki, menu konkretnych lokali gastronomicznych etc. Jednak jest pewne ale....
Z założenia nie mam nic do szczegółowych opisów, z reguły dodają one smaczku książce. Jednak w tym konkretnym przypadku wolałbym, żeby więcej pracy autor włożył w dopracowanie wątku kryminalnego. Napisanie, iż jest on słaby, będzie wielkim niedomówieniem. Wątek kryminalny w tej książce ledwo dyszy. Co prawda czasami można się na niego natknąć, jednak nawet wtedy jego jakość jest żenująca.
Owszem Biała wódka... posiada wiele atutów, jest lekko napisana, bardzo starannie opracowana pod względem historycznym. Jednak dla kwestii kryminału ma to drugorzędne znaczenie. To co powinno być siłą napędową jest słabe, intryga kryminalna mało wysublimowana, a akcja zwalnia co i rusz. Bestseller kryminalny to to z pewnością nie jest.
Gdyby zamiast kryminału Weiss napisał powieść historyczno-obyczajową, byłoby o wiele lepiej. W Białej wódce... udowodnił, iż w kwestii resarchu historycznego i obyczajowego sprawdza się doskonale. Jednak to co byłoby zaletą powieści historyczno-społeczno-obyczajowej nie sprawdza się jako trzon kryminału. Niestety. Mimo to uważam, że warto po tę książkę sięgnąć. Jeżeli nie nastawicie się na kryminał z pewnością będziecie zadowoleni z lektury.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
Recenzja mojego męża.
Biała wódka, czarny ptak to z założenia kryminał rozgrywający się w latach 80. XX wieku, a retrospekcjami sięgający do czasów II wojny światowej. Śledczym jest warszawski dziennikarz, który niespodziewanie, w zasadzie z dnia na dzień staje się detektywem-amatorem. Rozpoczyna on śledztwo w sprawie błahego z pozoru zaginięcia. Los kieruje go do niewielkiej mieściny w zachodniej Polsce. Szybko okazuje się, iż zaginiecie, które dało początek dochodzeniu jest zaledwie czubkiem góry lodowej, jaką okaże się sprawa. Nie chcę uprzedzać faktów, nadmienię więc tylko, iż w grę będzie wchodzić kilka zabójstw, tajemnica z okresu II wojny światowej, a wszystkiemu na przeszkodzie będzie stawać opór mieszkańców, ale także ówczesnej władzy.
Książkę czyta się dobrze. Jej niewątpliwym atutem są bardzo drobiazgowo (w niektórych momentach aż za bardzo) oddane realia stanu wojennego, polski w tym okresie, ale także Polski pod okupacją hitlerowską. Autor opisuje wszystko, ubrania i nastroje ludzi, dzień powszedni, ulice włącznie z ich nazwami, budynki, menu konkretnych lokali gastronomicznych etc. Jednak jest pewne ale....
Z założenia nie mam nic do szczegółowych opisów, z reguły dodają one smaczku książce. Jednak w tym konkretnym przypadku wolałbym, żeby więcej pracy autor włożył w dopracowanie wątku kryminalnego. Napisanie, iż jest on słaby, będzie wielkim niedomówieniem. Wątek kryminalny w tej książce ledwo dyszy. Co prawda czasami można się na niego natknąć, jednak nawet wtedy jego jakość jest żenująca.
Owszem Biała wódka... posiada wiele atutów, jest lekko napisana, bardzo starannie opracowana pod względem historycznym. Jednak dla kwestii kryminału ma to drugorzędne znaczenie. To co powinno być siłą napędową jest słabe, intryga kryminalna mało wysublimowana, a akcja zwalnia co i rusz. Bestseller kryminalny to to z pewnością nie jest.
Gdyby zamiast kryminału Weiss napisał powieść historyczno-obyczajową, byłoby o wiele lepiej. W Białej wódce... udowodnił, iż w kwestii resarchu historycznego i obyczajowego sprawdza się doskonale. Jednak to co byłoby zaletą powieści historyczno-społeczno-obyczajowej nie sprawdza się jako trzon kryminału. Niestety. Mimo to uważam, że warto po tę książkę sięgnąć. Jeżeli nie nastawicie się na kryminał z pewnością będziecie zadowoleni z lektury.
Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














