Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 stycznia 2022

Młokos - Fiodor Dostojewski

 

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
No jaką ja inną ocenę mogę dać dziełu takiego mistrza, jak Dostojewski?! Pytanie czysto retoryczne. Bo Fiodor Dostojewski wielkim pisarzem był.
Młokos to wyjątkowa i ponadczasowa powieść, która na wiele zwraca uwagę i każe na chwilę przystanąć, zastanowić się i tak dużo przemyśleć. To powieść, wobec której nikt nie pozostanie obojętnym. Polecam zawsze i każdemu, kto szuka czegoś więcej, czegoś wyjątkowego.
Jak to zwykle u Dostojewskiego treść jest skomplikowana, a jednocześnie bardzo prosta, uniwersalna. Dotyczy pewnych aspektów moralnych, pewnych prawd, sytuacji, które mogą się stać udziałem każdego z nas, w każdym momencie. Przy czym, co istotne, poruszanych przez autora spraw nie należy traktować dosłownie. Są one raczej przenośnią i pretekstem, sposobem do pokazania czegoś więcej.
Tytułowy Młokos to 19-letni Arkadiusz, syn z nieprawego łoza, od urodzenia naznaczony, często pogardzany, wychowany z daleka od rodzinnego domu. Pewnego dnia, gdy Arkadiusz kończy szkolę, ojciec wzywa go do Petersburga. Ma dla syna nie podlegającą dyskusji propozycję, a raczej polecenie. Otóż Arkadiusz ma objąć prywatną posadę, bardzo lukratywną, jak dla kogoś nie wahajmy się tego napisać, kto jest traktowany jako bękart. Młody człowiek ma zostać sekretarzem księcia Sokolskiego. Arkadiusza, podróżować ze swoim pracodawcą, wszystko za niego załatwiać, służyć mu.
Dla Arkadiusza to doskonały sposób wejścia na salony, znalezienia się w wielkim świecie, który od dawna go fascynuje. Co z tego wyniknie? Sami się przekonajcie sięgając po tę niezwykłą powieść, która, jestem przekonana, wielokrotnie was zaskoczy. Na początku może odrobinę przeszkadzać lekko patetyczny styl. Mogą też przez moment razić rozdmuchane, trochę nadęte dialogi. Ale trwa to tylko moment i szybko, gdy wnikniemy w treść, przestaje to razić.
Młokos to powieść, która absorbuje całą sobą, pochłania bez reszty i tego w pełni, świadomie wymaga. Pełna prawd, ale i wspaniale nakreślonych, niejednoznacznych bohaterów, z którymi mimo upływu lat, tak wielu z nas może się identyfikować.
Dostojewski, jak mało który pisarz wymaga od swojego czytelnika pełnego zaangażowania, skupienia, uwagi. W zamian wiele daje. Daje pewne życiowe prawdy. Podsuwa wiele śladów, którymi czytelnik podąża. Sprawa, iż w naszej głowie pojawiają się kolejne pytania, na które często nie znajdujemy odpowiedzi. Chociażby takie pytania: jakie znaczenie ma pochodzenie, jak ważne są korzenie i rodzina, czym jest dobro, a czym zło, co powinno być istotne dla młodego człowieka? Ile i co tak naprawdę dzieli pomysły, często idealistyczne od realnego życia? Te i wiele innych pytań do tej pory tkwią w mojej głowie. To pytania ponadczasowe, na które w większości nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, ciągle będziemy ich szukać. Tak samo, jak ciągle, gdy już raz spróbujemy, będziemy wracać do prozy Fiodor Dostojewskiego. Bo to wielki pisarz był. Polecam.


środa, 27 listopada 2013

Dramat na polowaniu - Antoni Czechow

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka twarda, 272 s., Moja ocena 5,5/6
Od dawna (bo od czasów LO, a to wieki świetlne temu) nie czytałam nic Czechowa. Z tym większą radością sięgnęłam po Dramat na polowaniu, który to utwór był mi dotychczas obcy.
Akcja rozgrywa się w 1880 roku. Pewnego dnia do redakcji jednego z popularnych wydawnictw zgłasza się pewien człowiek. Proponuje on, że da redaktorowi (który jednocześnie jest narratorem) do przeczytania kryminał, który chce wydać w jego oficynie. Zaznacza przy tym, że wszystkie opisane wydarzenia są autentyczne, a on sam był ich świadkiem. Redaktor początkowo niechętny (bo to prawdopodobnie kolejny niespełniony autor pseudo literackiego koszmarka) zasiada jednak do lektury, a ta wprawia go w prawdziwe zdumienie. Zapewne też przynajmniej kilka razy trafiliście na książkę, po której nie spodziewaliście się niczego rewelacyjnego, a która całkowicie was (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zaskoczyła. Wiecie więc co odczuwał redaktor. Męźczyzna czyta kryminał trzykrotnie. Zapewne zdziwi was to. Bo w sumie w jakim celu? Przecież już po pierwszym razie wszystko było wiadomo. Od razu wam powiem, że tak się tylko wydaje. Dlaczego? Tego nie zdradzę, gwarantuję, że będziecie zaskoczeni. 
W tym momencie przechodzimy do drugiej części książki. Zmienia się narrator, jest nim autor kryminału. Daje nam to spojrzenie na całość historii z innego punktu, wszystko więc przedstawia się odmiennie.
Dramat na polowaniu to bardzo ciekawa opowieść o miłości, morderstwie i tytułowym dramacie. Mimo z pozoru spokojnego prowadzenia akcji, spokojnej narracji, całość aż kipi od uczuć.
Książka miała być swoistą zabawą, żartem, a nawet ukłonem w stronę miłośników kryminałów i rozwiązywania zagadek. Czechow pisząc Dramat... bawił się tym gatunkiem literackim, drwił z niego, wykorzystał wszystko co w nim najlepsze. Z założenia miał to być pastiż, a wyszedł całkiem zręczny...o ironio...kryminał. Chociaż może trafniejszym było by napisanie - powieść społeczno-obyczajowa z silnym wątkiem kryminalnym. Dlaczego? Otóż dlatego, że z reguły w kryminałach cała akcja toczy się wokół śledztwa, przestępstwa. Tutaj natomiast mamy w centrum ludzi, ich charaktery, psychikę, problemy, zachowania. Czechow wyśmienicie, wręcz po mistrzowsku je opisuje. Zbrodnia (a może nie zbrodnia), do której wszystko zmierza, jest tylko pretekstem do ukazania ludzi, ich zachowań, emocji i wnętrza. Najważniejsi są bowiem ludzie i wniosek do jakiego prowadzi cała opowieść.
Gorąco zachęcam do lektury.


poniedziałek, 16 lipca 2012

Lalka Anioła - Eduard Koczergin

Wydawnictwo CEL, Okładka miękka, 223 s., Moja ocena 6/6
Lalkę Anioła przeczytałam już kilkanaście dni temu. 
Dlaczego dopiero teraz recenzuję? Ponieważ są takie pozycje, po lekturze których trzeba odpocząć, zastanowić się, a ilość i poziom nagromadzonych emocji jest tak duży, że nie da się ich od razu zawrzeć w recenzji, o ile w ogóle się da. 
Taką książką bez wątpienia jest Lalka Anioła, Eduarda Koczergina. Niepozorna i to bardzo,a  tak wspaniała, wydana przez mało znane, raczkujące Wydawnictwo CEL, które to mam nadzieję nie spocznie na laurach i pójdzie dalej tą drogą wydając ambitną literaturę. Najbardziej byłabym zadowolona, gdyby wydawca skupił się na literaturze rosyjskiej, której na naszym rynku prawie w ogóle nie widać, niestety. Poza wznowieniami klasyki rosyjskiej i kryminałami żadne książki rosyjskich autorów nie są u nas wydawane, a szkoda. Wydaje mi się, że nieodkryci przez polskich czytelników współcześni rosyjscy pisarze mają nam wiele do zaoferowania.
Ale wracajmy do Lalki Anioła. Dawno żadna książka tak mnie nie poruszyła, nie zszokowała, nie przeraziła i nie sprawiła, że czuję się niebywale szczęśliwa, że jestem tym kim jestem i żyję tu gdzie żyję w tych czasach, a nie w innych.
Podejrzewam, że autor dla większości osób jest nieznany. 
Eduard Koczergin to...no właśnie kto? Dla mnie to człowiek, który przeszedł piekło, ale takich jak on, z podobnymi losami było na terenie ZSRR mnóstwo, z tym, że informacje, jakie o nich do nas do dziś dnia docierają są szczątkowe.
Koczergin to rosyjski pisarz, scenograf bardzo znany u siebie w kraju, a jeszcze bardziej na światowych scenach teatralnych od Nowego Jorku po Tokio,  mało zaś znany u nas mimo iż posiada polskie korzenie. Jego matka Bronisława z d. Odyniec była Polką, ojciec Rosjaninem. Autor niestety nie zdążył poznać ojca, którego oskarżonego o zdradę rozstrzelano tuż przed jego narodzinami.
Koczergin ur. się w 1937r. Jak sam pisze urodził się ze strachu: (…) ojca Stiepana aresztowali za cybernetykę i matka miała mnie o dwa miesiące wcześniej. 
Gdy miał 2 lata matkę aresztowano i osadzono w łagrze. Chłopca wychowywali sąsiedzi Najpierw więc wychowywany przez matkę Polkę, póżniej przez sąsiadów Polaków, w wieku 4-5 lat trafia do obozu – sierocińca na Syberii, gdzie nie potrafi porozumieć się z nikim, ponieważ ani słowa nie mówi po rosyjsku. Przeżywa tam piekło, jakiego nie potraficie sobie nawet wyobrazić. Cud, że ten kilkuletni chłopiec przeżył. Tego co doświadczył nie da się opisać, musicie sami to przeczytać.
Nadmienię tylko, że mając zaledwie kilka lat ucieka z pseudo sierocińca i przebywa drogę, która dla dorosłego była nie do przebycia – ponad 2600 km, za wszelką cenę pragnie dotrzeć do domu, do Petersburga, wierzy, że znajdzie tam ukochaną matkę. Wędrówka trwa 7 lat. Później wychowuje go ulica. 

Głód nie pyta, skąd masz jedzenie, więc przyparty do muru musiałem przypomnieć sobie niedawną biografię. Dobrzy ludzie zarekomendowali mnie pewnemu znanemu leningradzkiemu przestępcy, o wyrazistym przezwisku Marzenie Prokuratora, w charakterze pomagiera odbierającego kradzione. Polecający kazali stawić się pewnego dnia rano, w piętrowym starym domostwie, znajdującym się w podwórzu innego zrujnowanego domu, przy końcu ulicy Żeleznowodskiej. Miałem na parterze zapukać do drzwi po lewej stronie i zapytać o Aniutę. Jeśli kobiecy głos zapyta: „Jaką?”, mam odpowiedzieć: „Nieskalaną”. Pewnego październikowego dnia wszystko to wykonałem. Na hasło otworzyła mi drzwi całkiem młoda, niewysoka, miła z wyglądu kobietka. Dowiedziawszy się, że jestem smarkaczem z Piotrogrodzkiej Strony, od Szurki Wiecznej Kaurki, wpuściła mnie na metę. (…) Do moich obowiązków należało porządkowanie i sortowanie wszystkiego, co brał kieszonkowiec i przynosili jego pomagierzy. Wszystko, co cenne, należało kłaść do oddzielnego worka. Pieniądze z portmonetek do skórzanej sakwy, którą dała Aniuta, a wszystkie opakowania (torebki, portmonetki itp.) - do innej. Pacany kolejno, co dziesięć, piętnaście minut, wytrząsały z kurtek talentem starego zdobyte portfele, portmonetki, torebki, zegarki, łańcuszki... Nie nadążałem z porządkowaniem takiej ilości zdobytych dóbr.
Co dalej było z autorem, jakie były koleje jego losu, czy udało mu się spotkać z matką?
Tego dowiecie się czytając książkę. Gorąco zachęcam do lektury. 
Ta z wyglądu  niepozorna książeczka kryje prawdziwą głębię, głębię uczuć, myśli, odczuć. Nie jest to typowy pamiętnik, nie jest to typowa książka, jest to zbiór kilku zaledwie opowiadań, w których Koczergin dokonuje jakby rozrachunku z przeszłością, z losem. Momentami odnosiłam wrażenie, że powodem jej napisania było odbycie swoistej terapii, oczyszczenie duszy z koszmaru dzieciństwa i młodości.
Czy się to autorowi udało? Tego dowiecie się z kolejnych opowiadań, które (tak na marginesie dodam) nie są pamiętnikarską pisaniną, są za to świetną literaturą i to jest kolejny powód, żeby na tę pozycję zwrócić uwagę.
Ale  opowiadania zawarte w Lalce Anioła to nie tylko  ból i smutek. Niektóre ich fragmenty pełne są poczucia humoru, nieraz gorzkiego, ale jednak. Pod tym względem pozycja ta także jest wyjątkowa. Tak jak wyjątkowy był i jest sam autor. Aż niewiarygodne, że jeden człowiek, do tego dziecko mógł tyle przeżyć i zostać tym, kim jest; napiszę prosto z mostu – nie zwariować, co dla mnie jest cudem. Ja jako osoba dorosła nie wyobrażam sobie, że mogłabym przetrzymać to, co on, a co dopiero będąc kilkuletnim dzieckiem. Tu idealnym wydaje się być przysłowie, że co nas nie zabije to nas wzmocni.
Książkę polecam z ręką na sercu. Warto ją trochę rozreklamować, ponieważ zasługuje na to, żeby jak najwięcej osób do niej dotarło i zapoznało się z nią. Jest to perełka w morzu większych lub mniejszych literackich gniotów i gniotków, którymi nas pisarze raczą, a które ja też często czytam, przyznaję się, dlatego Lalka Anioła, jest dla mnie jak tchnienie świeżego powietrza.
Jak pisze wydawca : Chyba tylko Rosjanin potrafi o strasznych wydarzeniach pisać lekko, z ironią, a nawet z humorem. Tak pisali najwięksi: Bułhakow, Gogol, Sałtykow – Szczedrin, Zoszczenko. W taki też sposób opowiada o swoim życiu Eduard Stiepanycz Koczergin.
Zapraszam was do świata Koczergina, to wyjątkowe miejsce.
Na osobną uwagę zasługuje świetne tłumaczenie Walentyny Mikołajczyk – Trzcińskiej. To wielka sztuka oddać w przekładzie wszystkie uczucia, myśli, tęsknoty. Tłumaczce udało się tego dokonać w sposób naprawdę mistrzowski.
Obecnie autor  pracuje nie tylko jako scenograf, jest także szefem katedry teatralno-dekoratorskiej petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych.