Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Ta powieść, która przeniosła mnie do świata, którego niestety już nie ma.
Twórczość Leopolda Tyrmanda od lat zajmuje szczególne miejsce w polskiej literaturze i w moim sercu. Od dawna jestem wielbicielką Tyrmanda, jako pisarza, ale także jako człowieka. Powrót do tej książki po 10 latach, był wspaniałą podróżą.
Siedem dalekich rejsów tylko potwierdza niezwykły talent autora do bycia wyjątkowym pisarzem, człowiekiem i do kreowania światów, które zachwycają autentycznością i niepowtarzalnym klimatem. W tej książce wszystko ejst zwyczajne, od tak. A jednak magia jest na każdej stronie.
Książka jest pełna uczuć, emocji i obrazów. Choć fabuła nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji, trudno oderwać się od lektury. Tyrmand udowadnia, że prawdziwe napięcie można budować subtelnie, poprzez relacje między bohaterami, niedopowiedzenia i atmosferę miejsca.
Akcja rozgrywa się w powojennym Darłowie – niewielkim portowym miasteczku, które autor przedstawia z niezwykłą dbałością o szczegóły. Nadmorski krajobraz, portowe uliczki, rynek, hotel i nabrzeże stają się czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To żywy organizm, w którym mieszkańcy próbują odnaleźć się w rzeczywistości gwałtownie zmieniającej się pod wpływem nowej władzy. W powietrzu unosi się poczucie niepewności, lęku o przyszłość i świadomość, że świat dawnych zasad, dawnego życia odchodzi w przeszłość.
W centrum historii znajduje się dwoje bohaterów, których losy splatają się za sprawą tajemniczego dzieła sztuki. Ewa, młoda historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa w poszukiwaniu śladów cennego zabytku. Jest piękna, inteligentna, niezależna i nowoczesna jak na swoje czasy. Z kolei Nowak – mężczyzna bez wyraźnej przeszłości, dziennikarz o niejasnej biografii – skrywa własne plany związane zarówno z obrazem, jak i z ucieczką z komunistycznej Polski. Oboje trafiają do tego samego hotelu i od pierwszych rozmów między nimi pojawia się fascynacja, która z każdą stroną staje się coraz silniejsza.
To właśnie relacja Ewy i Nowaka jest największą siłą powieści. Tyrmand stworzył między nimi niezwykle subtelną grę emocji. Każde spojrzenie, gest i rozmowa mają znaczenie. Obserwujemy rodzące się uczucie, któremu nieustannie towarzyszą przeszkody, niedomówienia i wzajemna rywalizacja. Ewa pozostaje wierna narzeczonemu, choć coraz trudniej jej ignorować uczucia do Nowaka. On zaś, początkowo skoncentrowany na własnych planach i możliwości szybkiego wzbogacenia się dzięki przemytowi, stopniowo odkrywa, że uczucie do kobiety staje się dla niego ważniejsze niż wszelkie kalkulacje.
Los jednak nie zamierza ułatwiać im życia. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam was za to do lektury tej niezwykłej powieści. Jest wyjątkowa, podobnie jak cała twórczość Leopolda Tyrmanda.
Czytając Siedem dalekich rejsów, miałam wrażenie, że idę obok bohaterów uliczkami Darłowka, obserwuję ich spotkania, słucham rozmów i uczestniczę w wydarzeniach. To niezwykła zdolność autora – sprawić, że czytelnik nie tylko poznaje historię, ale wręcz zaczyna w niej uczestniczyć. Powojenna Polska ożywa na kartach książki z taką siłą, że niemal czuje się zapach portu, słyszy gwar ulic i widzi szarość codzienności przeplataną marzeniami o lepszym życiu.
Największe wrażenie (jak to u Tyrmanda) robi język autora. Jest prosty, naturalny i pozbawiony zbędnego patosu czy infantylizmu. Jednocześnie jest on niezwykle sugestywny. Autor nie potrzebuje wyszukanych środków stylistycznych, by poruszyć wyobraźnię czytelnika. Jego opisy i dialogi mają w sobie autentyczność, której często brakuje współczesnej literaturze. Podczas lektury przypomniałam sobie, jak wielką przyjemność może sprawiać samo obcowanie z tak mistrzowsko napisaną prozą. To jedna z tych książek, w których pozornie niewiele się dzieje, a jednak nie sposób przestać czytać. Każda kolejna strona budzi ciekawość i sprawia, że coraz bardziej zależy nam na losach bohaterów.
Tyrmand stworzył postacie niejednoznaczne, pełne sprzeczności i ludzkich słabości. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć i kibicować im w kolejnych zmaganiach. Z każdą stroną rośnie pragnienie, by udało im się pokonać przeciwności losu, odnaleźć szczęście i nie pozwolić, by historia lub własne błędy przekreśliły ich szanse.
Siedem dalekich rejsów to książka, która zachwyca atmosferą, doskonale skonstruowanymi bohaterami i mistrzowskim stylem narracji. To literacka podróż do świata, który bezpowrotnie minął, a jednocześnie opowieść o uczuciach, marzeniach i wyborach pozostających niezmiennie aktualnymi. Jest to zarówno majstersztyk pisarski, jak i prawdziwa rozkosz czytelnicza.
Na zakończenie warto przywołać słowa samego Tyrmanda, który zapytany, dlaczego zdecydował się wydać tę powieść, odpowiedział: „Dlaczego ją wydaję? Wydała mi się zabawna. Powód tak dobry, jak każdy inny”.Trudno o lepszą zachętę. Ja mogę dodać od siebie tylko jedno – naprawdę warto sięgnąć po Siedem dalekich rejsów. To książka, która pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony i przypomina, jak wielką sztuką jest opowiadanie historii. Polecam. Mistrzowska, genialna i nadal akturalna, mimo iż powstała w 1952 roku.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.