sobota, 31 grudnia 2016

Bawmy się w ten ostatni tegoroczny wieczór....Wham! - I'm Your Man

To był (dla mnie i dla wielu osób) koszmarny rok. Dobrze, że już odchodzi... Mimo, iż prywatnie układało nam się bardzo dobrze, to tyle wartościowych, zdolnych, ciepłych osób zmarło, tyle zła się wydarzyło, tyle podziałów zaistniało...
Mam nadzieję, że 2017 rok będzie lepszy, mimo tego, iż sytuacja w kraju i na świecie nie napawa optymizmem.

Życzę nam wszystkim dzisiaj szampańskiej zabawy, takiej, jaką miał George w czasach Wham, alei przez wiele lat póżniej. Kultowa piosenka z okresu mojej edukacji w szkole podstawowej. Pewne utworzy nigdy się nie starzeją, pewni artyści nie powinni tak młodo umierać. 

Ta piosenka i nieodżałowany George Michael, zawsze wprowadzają mnie w idealny nastrój. Tego samego i wam życzę.

Susza - Jane Harper [Recenzja przedpremierowa]

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4,5/6
Premiera 11 stycznia 2017r.

Akcja rozgrywa się w Australii, w upalne lato.
Agent federalny, Aron Falk, otrzymuje wiadomość wzywającą go do przyjazdu do Kiewarry. Powodem pierwszej od lat wizyty w rodzinnym miasteczku jest pogrzeb jego najlepszego przyjaciela, Luke’a Headlera i jego najbliższych.
Falk, który od dwóch dekad nie odwiedził rodzinnej miejscowości, jest w szoku. Jego przyjaciel z dzieciństwa popełnił samobójstwo, skończył wkładając sobie strzelbę w usta i pociągając za spust.
Tuż przed pogrzebem Aron dostał list: Luke kłamał, Ty kłamałeś, Bądź na pogrzebie.
Dwadzieścia lat wcześniej Falk został oskarżony o morderstwo, Luke zapewnił mu alibi. Czy list o kłamstwie dotyczy faktycznie tego zdarzenia?
Biorący udział w uroczystościach pogrzebowych Falk, odlicza każdy kwadrans do momentu, gdy z ulgą będzie mógł opuścić małe, duszne, rodzinne miasteczko i nigdy już do niego nie wrócić. Jak się okaże, los lubi płatać figle i z reguły nic nie dzieje się tak, jakbyśmy to sobie życzyli.
Falk rozpoczyna prywatne śledztwo dot. śmierci przyjaciela i jego rodziny. Tropy są wymieszane. Wiele wskazuje na samobójstwo, ale równie dużo poszlak przemawia za tym, iż była to okrutna zbrodnia dokonana przez kogoś obcego.
Dlaczego zginęły 3 osoby, a ocalało 13-miesięczne dziecko, które w momencie dokonywania zabójstw było tuż obok?
Proste z pozoru dochodzenie zamienia się w koszmar, który potęguje panująca w okolicy od dłuższego czasu niesamowita susza. W niewielkim miasteczku, jakim jest Kiewarry, wszyscy są na skraju wytrzymałości psychicznej - susza (ale taka od której wysychają rzeki, studnie, padają zwierzęta, a plony nawet nie kiełkują), brak perspektyw na zmianę beznadziejnej sytuacji, idąca za tym bieda, niespłacone raty kredytów i tragiczna śmierć jednego z nich. Do tego dochodzi niechęć do odkrywania głęboko skrywanych sekretów.
Wielu mieszkańców, których przez kilka dni spotyka na swojej drodze Falk, pamięta jego samego i wydarzenia sprzed ponad 20 lat. My o tych wydarzeniach dowiadujemy się stopniowo z zamieszczanych co i rusz krótkich niczym migawki filmowe retrospekcji.
W podobny sposób autorka opowiada nam ostatnie dni zabitych Headlerów.
Krok po kroku, dzień po dniu poznajemy senne, bez mała opustoszałe australijskie miasteczko w buszu, jesteśmy świadkami problemów, wzajemnych animozji i eksplozji niechęci, która narosła przez minione 20 lat. Celem ataków coraz częściej staje się Falk. Prowadzone przez niego dochodzenie coraz częściej jest sabotowane. Sprawia to wrażenie, jakby mieszkańcy Kiewarry nie tylko chcieli pozbyć się Arona, ale jakby wręcz nie chcieli wiedzieć, co tak na prawdę stało się z Lukiem i jego rodziną, czy było to zabójstwo i samobójstwo popełnione przez Luke;a czy może mord z zimna krwią, którego sprawcą jest ktoś zupełnie inny...być może ktoś z nich.
Z każdym kolejnym rozdziałem sytuacja staje się coraz bardziej tajemnicza, niebezpieczna i pogmatwana.
Nie ukrywam, początkowo książkę czytało mi się umiarkowanie dobrze. Sprawiała ona wrażenie zwykłego, banalnego czytadła, takiego jakich na rynku wiele. Dopiero po przeczytaniu mniej więcej 1/3 coś się zmieniło, akcja zagęściła, całość zaczęła wręcz buzować od skrywanego przez lata napięcia i tajemnic. Od tego momentu Susza zaczęła mnie wciągać i to bardzo.
Suszę polecam, jednak przed jednym ostrzegam. To dobra książka, wciągająca, umiejętnie dozująca zarówno tajemnice, jak i napięcie. Jednak z pewnością nie jest to ani thriller ani kryminał. Nie w pełnym tych słów znaczeniu. Owszem, mamy zbrodnie, mamy śledztwo, mamy tajemnice i zagrożenie. Jednak nie one są najważniejsze, najciekawiej ukazane.
Tym co wg. mnie wysuwa się na plan pierwszy jest opis, atmosfera małego, australijskiego, zgnębionego przez katastrofalną suszę miasteczka i jego mieszkańców. Harper niezwykle umiejętnie odmalowuje portrety ludzi i miejsca pozbawionych nadziei, znajdujących się jakby w zawieszonej w pustce beznadziei. Jednocześnie ludzie ci za wszelką cenę skrywają tajemnice, niechęć. Do tego dołącza się kwestia wydarzeń sprzed kilku dni i sprzed 20 lat. Co tak na prawdę się stało? Kto jest winny? Czy warto wyjaśniać wszystko za wszelką cenę? To wszystko tworzy wybuchową wręcz mieszankę.
Polecam. Dobra powieść psychologiczno-społeczno-obyczajowa z wieloma elementami kryminału i thrillera.
 

piątek, 30 grudnia 2016

08/15 - Hans Hellmut Kirst

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Kultowa wręcz, znana chyba wszystkim trylogia traktująca o powstaniu i upadku III Rzeszy.Jest to też najsłynniejsza książka opisująca losy niemieckich żołnierzy Wehrmachtu.
To od 08/15 wiele lat temu zaczęła się moja znajomość z prozą Helmuta Kirsta. Książką Kirsta, która najbardziej przed laty przypadła mi do gustu była Fabryka oficerów. Jednak z przyjemnością teraz wróciłem do 08/15. Co ciekawe, wraz z upływem lat zmieniło się moje spojrzenie na niektóre sprawy i wiele aspektów tej książki odbieram inaczej niż kilkanaście lat temu.
Akcja rozpoczyna się w Niemczech tuż przed wybuchem II wojny światowej. Głównymi bohaterami są żołnierze Wehrmachtu,a konkretnie III batalionu artylerii. Autor doskonale prezentuje dzień powszedni, absurdy niektórych rozkazów, żołnierskiej rzeczywistości, kontrast i konflikt na linii zwykły żołnierz- oficerowie.
Poza tym sporo o walkach na froncie, zimie na froncie wschodnim, frontowej rzeczywistości i absurdach.Okopowa rzeczywistość to wojna w uśpieniu, a nie działaniu.
Śledzimy także powstawanie, rozwój i wewnętrzne sprawy partii nazistowskiej oraz koniec II wojny świadomej, współpracę niektórych żołnierzy z amerykańskim wywiadem, przygotowywanie planów ucieczki z upadającej armii i wiele innych ciekawych spraw.
Wszystko ukazane celnie, ze sporym przymróżeniem okna, na śmieszno, ale i bardzo realistycznie, a przez to w wielu momentach robi się straszno.Taki trochę obraz świata ala Wojak Szwejk lub C.K. dezerterzy w niemieckim wydaniu.

Ciekawym jest, jak niezmienni są w wielu kwestiach ludzie. Mimo, iż książka powstała wiele lat temu, to pewne postawy, mechanizmy nie zmieniły się. Szkielet niektórych postępowań sprawdza się do dziś czy to w jakiś organizacjach, firmach czy korporacjach.
Czyta się dobrze, choć nie należy książki traktować, jako kroniki wojny, czy źródła informacji o wojennej rzeczywistości.
Drobnym minusem są niekiedy schematyczne dialogi. Kirst mógłby co prawda się do nich trochę bardziej przyłożyć. Szkoda także, że autor nie pokazał w większym zakresie niemieckiego społeczeństwa. Te drobne minusy nie wpływają jednak na przyjemność wynikającą z lektury. Należy bowiem pamiętać, iż ma to być przede wszystkim lekka, zabawna, choć także pouczająca książka, a nie jakie wybitne dzieło literackie, w którym należy szukać tego, czy autor ma właściwe spojrzenie na udział Niemców w II wojnie światowej czy nie.

czwartek, 29 grudnia 2016

Rozgrywka - Bartek Marcinkowski

Wydawnictwo Novae Res, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Ciekawy debiut, ciekawy thriller polityczny i powieść społeczno-obyczajowa w jednym.
Jest rok 1985, jego kwintesencja. To tam dbając o szczegóły przenosi nas autor. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak przy lampce dobrego alkoholu dogrywają szczegóły rozmontowania na dobre...socjalizmu. No bo jak długo uda im się trzymać w kleszczach coraz prężniejszą Solidarność? Gołym okiem widać, iż wszystko się chwieje. Może łatwiej to wszystko rozwalić? Brzmi trochę nierealnie?! Fakt, ale czyta się nieźle. Marcinkowski wpadł na z pozoru oczywisty, ale jednak jakże odświeżający pomysł - prawie najnowsze fakty naszej historii uczynił trzonem alternatywnych wydarzeń, wokół którego toczy się kilka wątków, które w pewnym momencie zręcznie się łączą. Dodatkowo uczynił to w sposób, który wiele osób może zaskoczyć. Autor udowodnił tym samym, iż polityczna fabuła i przemiany ustrojowe mogą być arcyciekawe jeżeli są odpowiednio zaserwowane.
Ogromnym atutem książki są drobiazgowo nakreślone sylwetki Kiszczaka i Jaruzelskiego. Trzeba przyznać, iż autor stanął pod tym względem na wysokości zadania. Nawet charakter obaj panowie mają taki jak go sobie wyobrażałem. Cynicy w każdym calu, zależni od siebie niczym naczynia powiązane.
Obaj zdają sobie sprawę, że koniec zbliża się wielkimi krokami. I to zarówno koniec ustroju, jak i ich koniec. Są skończeni, ale chcą ugrać jak najwięcej. Być może paradoksalnie uda im się to poprzez obalenie komunizmu.
Zaczynają realizować misterny plan. I to on jest kwintesencją opowieści, w której jak się szybko okazuje, nic nie jest takim jakim się wydaje. W Rozgrywce mamy dosłownie wszystko, włącznie z seryjnym zabójcą. Pomysłów autorowi z pewnością nie brakowało. Celowo nie chcę wam nic więcej zdradzić, nie chcę psuć niespodzianki, która z pewnością stanie się waszym udziałem.
Akcja jest zręcznie prowadzona i podkręcona w odpowiednich momentach. Bohaterowie niezwykle realistycznie nakreślenie, podobnie jak czasy PRL-u.
Atutem są liczne nawiązania do autentycznych wydarzeń, wplecione aluzje, zręczne dialogi. Całość jest tak prawdziwa, iż w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to faktycznie fikcja.
Wszystko to sprawia, iż 328 stron pochłania się w tempie iście ekspresowym. Polecam.

Twoja twarz jutro - Javier Marais

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Twoja twarz jutro to trudna, obszerna, ale doskonale napisana powieść. To także dziwna, inna powieść. Trudno ją jednoznacznie ocenić.
Długo wahałam się, jaką ocenę dać, co w ogóle oceniać. To trudna, niejednoznaczna powieść.

Wszystko zaczyna się w momencie, gdy były oxfordzki wykładowca, Hiszpan Deza dostaje z pozoru banalną ofertę pracy. Ma zostać tłumaczem. Stanowisko, jak stanowisko.  Jak się szybko okaże tłumaczem owszem ma być, ale...ma tłumaczyć, a raczej interpretować ludzkie dusze, charaktery. Oferta okazuje się na tyle intrygująca, iż Deza, który niedawno rozstał się z żoną, przyjmuje ją bez zastanowienia. I wtedy się zaczyna. Szybko się okaże, iż oprócz interpretowania ludzkich charakterów i samych ludzi, Deza ma też pełnić funkcję jakby szpiega.
I mimo, iż jednym z bohaterów jest szpieg, to nie jest to klasyczna książka szpiegowska. Są momenty (całkiem ich sporo), gdy praktycznie nic się nie dzieje. Jest sporo rozmyślań, spacerów, całkiem duża porcja retrospekcji, rozważań psychologiczno-filozoficznych, dygresji i...w zasadzie to wszystko.
Nic nie jest w tej książce proste. Mamy co prawda sporo wtrętów dot. pracy szpiegowskiej, sporo rozważań dot. wojny domowej w Hiszpanii, działań komunistów i związanych z tym krwawych zamieszek, rozmów na najwyższych dyplomatycznych szczeblach, ale to wszystko jest szczątkowe. Przypomina to bardziej kilka bombek powieszonych na choince. A tą choinką są rozważania i dygresje, na każdy temat, który w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób związany jest z życiem.
Wspomniałam o dygresjach, które są w zasadzie obok rozważań na egzystencjalnym poziomie, kwintesencją książki. Poniżej przytoczę jedną z dygresji, która ukazuje także to co tak typowe dla tej książki - długie, rozciągnięte akapity....
(...)dziś jest taka tendencja, by zamykać dzieci w bańce ogłupiającej szczęśliwości i fałszywego błogostanu, nie wystawiać ich na najmniejszy kontakt z tym, co niepokojące, nie dopuszczać, by dowiedziały się, czym jest strach, a nawet ich własne życie, sądzę, że w dzisiejszych czasach można kupić - a niektórzy dają je albo czytają swoim dzieciom - ocenzurowane, zmanipulowane i przesłodzone wersje klasycznych bajek (...)... obserwowanie strachu u innych zapewnia dzieciom ochronę, tym sposobem wyobrażają sobie strach na spokojnie, przyglądając mu się z perspektywy swojej bezpiecznej sytuacji; poprzez innych, szczególnie poprzez bohaterów bajek, mogą doświadczyć strachu pośrednio jako krótkotrwałego zakażenia, które - choć tylko zapożyczone - nie jest udawane. Wyobrażenie sobie czegoś to początek stawiania temu czemuś oporu (...)
Ambitne i lekko przerażające, wiem.
Książkę czytałam przez tydzień, niedawno skończyłam. I tak sobie siedziałam przez dłuższą chwilę i myślałam, co jest właściwie sensem tej książki. I chyba (tak myślę) rzeczywistość, to co nas otacza, sens życia, mijające momenty. Wiem zawiłe. Ale cóż, taka też jest Twoja twarz jutro.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Javiera Marais i jedno jest pewne, nie jest to pisarz tworzący dla każdego. Przyznam się, iż gdybym wcześniej wiedziała, za co się zabieram rozpoczynając lekturę tego opasłego tomiska, nie wiem czy nie odłożyłabym książki na półkę, nie poczekała na inny czas. 

Nie zrozumcie mnie źle, bez wątpienia warto po tę książkę sięgnąć. Marais literacko wspiął się na wyżyny. Jednak musicie być nastawieni na trudną, wymagającą lekturę, na poświęcenie jej 100% uwagi oraz na to, iż kilkakrotnie poczujecie się się, jak co najmniej ignorant w wielu dziedzinach.

Być może (ba, prawie na pewno) to co napisałam jest zawiłe, ale nic nie poradzę, trudno coś prostszego, bardziej klarownego napisać o ponad tysiącu stron rozważań egzystencjalnych i dygresji. Mocny literacko koniec roku sobie zaserwowałam. 



środa, 28 grudnia 2016

Ostatni stosik w tym roku



Przyjechał do nas z Polski, wraz z wigilijnym gościem,w piątek po południu.
Lewa kolumna, egz. recenzenckie:

Mama odeszła, nowa w mojej kolekcji powieść Joyce Carol Oates. 
Nikki Eaton – niezamężna, seksualnie wyzwolona i samodzielna finansowo – raczej nigdy nie myślała o sobie w kategorii córki. A jednak kiedy z dnia na dzień nieoczekiwanie traci matkę, przechodzi ogromną wewnętrzną przemianę.
Trzydzieści krótkich opowiadań o miłości, Rozgrywka - dwie pozycje z Wyd. Noavares. Zobaczymy co to za książki.

Prosto z ambony, wydanie znakomitych felietonów popularnego satyryka, poety, piosenkarza i kompozytora, autora cyklu „Listy do pana hrabiego” oraz komentatora „Szkła kontaktowego” 
Pokusa czerni, elektryzujący thriller...podobno.
Dotyk, podobno świetny nowy thriller autorki "Pierwszych piętnastu żywotów Harry'ego Augusta".
Dollbaby, naznaczona tragedią historia białej rodziny, której losy splatają się – nie tylko w warstwie duchowej i uczuciowej – z losami pewnej czarnej rodziny. Akcja rozgrywa się w latach 60. i 70. XX wieku na amerykańskim Południu.
7EW, Co by się stało, gdyby nastąpił koniec świata? Kiedy kataklizm przemienia Ziemię w tykająca bombę zegarową, rozpoczyna się rozpaczliwy wyścig z tym, co nieuchronne.
Dom Rothschildów. Bankierzy świata 1849-1999, Drugi tom genialnej sagi Fergusona o najsłynniejszej i najbogatszej rodzinie w dziejach świata.
Złoty sen. Rosja XIX-XX wieku. Sprawy i ludzie, Rosyjska kolonizacja Ameryki. Zagadka śmierci "żelaznego cesarza" Mikołaja I. Historia budowy i niszczenia największego soboru świata. Prawda o Czarnej Sotni i o buncie pancernika "Potiomkin". Testament Lenina, żarty Stalina. Niedoszła zagłada Moskwy podczas II wojny światowej i moskiewska bitwa o władzę 1993 roku. Gogol, Rasputin, Bakunin, Helfman, Machno i inni – owładnięci misją intelektualiści, mistycy, zbrodniarze, awanturnicy.


Prawy stosik został przez nas kupiony na jednej ze "znakowych" promocji. Ot prezent od nas dla nas na Święta. Nie mogliśmy się oprzeć. 

Szczególnie cieszy nas Wielka Księga Armii Krajowej. Wspaniale wydana. I naprawdę ..wielka.




Poza tym w stosiku: Komedie Shakespeare'a. Wspaniale wydane w tłumaczeniu
Stanisława Barańczak.
Damy ze skazą; nowa książka Joanny Bator - Rok królika, książka Anny Seniuk o...Annie Seniuk :),
Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy - Szymborska i Filipowicz. 

I na koniec klasyka- Mistrz i Małgorzata :)

wtorek, 27 grudnia 2016

[*]





Długo się zastanawiałam, którą z piosenek Goerge'a najbardziej lubię. Nie ma takiej. Wszystkie uwielbiam.
Tę wybrałam symbolicznie, z różnych powodów. Wychowałam się na jego piosenkach. Szok. Trudno uwierzyć.Co to za koszmarny rok. Niech się wreszcie skończy.         

sobota, 24 grudnia 2016

Zima - Karl Ove Knausgard

Wydawnictwo Literackie, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.
Zima to kontynuacja Jesieni, 1 z 4 tomów serii Cztery Pory Roku autorstwa Norwega Karla Ove Knausgarda. 
Po lekturze Jesieni (recenzja tutaj - klik) 
nie spodziewałem się nic niezwykłego po kolejnym tomie, żadnej przełomowej treści. Byłem pewien, iż jeden tom będzie kontynuacją poprzedniego. I nie zawiodłem się.  
Zima ponownie nie jest zbyt obszerną pozycją, liczy bowiem 276 stron. 
Norweg zawarł na nich krótkie teksty (można je określić mianem miniatur) pisane do swojej nienarodzonej jeszcze córki. O czym pisze? Najkrócej można to określić dwoma słowami - o wszystkim.

Teksty podzielone są na trzy części, na tyle miesięcy ile przypada na zimę. 
Ponownie niektóre zapiski wkurzają, inne rozczulają czy śmieszą. Jedno jest pewne, żaden tekst nie pozostawi czytelnika obojętnym, najwyżej zirytuje w maksymalnym stopniu. 
Większość z nich wskazuje na to, iż powstawały pod wpływem chwili, były spontaniczne, były reakcją na jakąś myśl, wydarzenie.
Ciekawym uzupełnieniem są ilustracje znanych norweskich artystów. W przypadku Zimy chodzi o dzieła Larsa Lerina. 

Zima podobnie, jak Moja walka jest wyjątkowo ekshibicjonistycznym tworem. W trakcie lektury miałem wrażenie grzebania w osobistych rzeczach autora, szperania w jego mieszkaniu, zaglądania do najintymniejszych kątów.
Trudno jednoznacznie ocenić te książkę. Mimo jej wad czytało mi się ją lepiej niż Moją walkę. Być może sprawił to fakt, iż autor mniej uwagi poświęca samemu sobie (chociaż nie rezygnuje z opisu własnych uczuć) a więcej ukazaniu niezmienności (w ogólnym pojęciu tego słowa) i intensywności życia i świata, który go otacza. 


Polecam i chętnie sięgnę po kolejny tom, po Wiosnę. Ciekawe co tym razem Knausgard zaserwuje czytelnikom.





piątek, 23 grudnia 2016

Lata rozłąki - Nina Willner

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4-/6
Akcja książki rozpoczyna się tuż przed końcem II wojny światowej, w Niemczech. Oma z sześciorgiem pociech w różnym wieku i siódmym w drodze, po wielu tygodniach ukrywania siew piwnicy, decyduje się na odważny w jej sytuacji krok - wyjście z piwnicy. To co widzi w koło wprawia ja i jej dzieci w osłupienie. Niewielka miejscowość, w której żyli jest zrujnowana, a dodatkowo dostaje się pod radziecką okupację. Nie wróży to niczego dobrego. Rodzina rozpoczyna życie za wszelka cenę, próbuje jakoś się pozbierać, urządzić,żyć w miarę normalne.
Rozpoczyna się niezwykle trudne, nowe życie Omy, jej dzieci oraz identycznie trudne, dla wielu niezrozumiałe życie w nowych, podzielonych na strefy wpływu Niemczech,.
Głód, nędza, niezrozumienie otaczającej bohaterów rzeczywistości, desperackie próby zmierzenia się z systemem, z narzuconą okupacją, próby przedostania się na drugą stronę, do innych, normalnych Niemiec, kłębiące się w głowach i sercach bohaterów uczucia, rozwijająca się gospodarka pod okupacją radziecką i po jej ustąpieniu w NRD, indoktrynacja, jaka przechodzili ludzie, strach na każdym kroku, zagrożenie czyhające nawet ze strony członków najbliższej rodziny. To wszystko jest treścią tej książki.
Oma, matka siedmiorga dzieci, o której wspomniałam na początku, była babką Niny, autorki niniejszej książki. Lata rozłąki są więc niejako rodzinną kroniką, taką mini sagą.
Willner ciekawie (choć w niektórych momentach zbyt lakonicznie) kreśli tło historyczno-społeczno-obyczajowe, ukazuje postawy różnorodnych bohaterów, przyczyny takich, a nie innych zachowań oraz ich konsekwencje.
Swoistego smaku, który pozwala bardziej wczuć się w ten okres historii, dodają liczne zdjęcia z rodzinnego albumu autorki oraz drzewo genealogiczne rodziny.
Napisałam, iż niektóre fakty, zdarzenia autorka przedstawia zbyt lakonicznie. Tak to odebrałam mimo, iż nagromadzenie dat, nazwisk, zdarzeń jest ogromne. Od razu rzuca się w oczy, iż resarch, jaki zrobiła Willner był dogłębny. To plus.
Na minus jednak poczytuję fakt, iż pisarka nie potrafiła dobrze wykorzystać materiałów, które udało jej się zgromadzić. Za dużą ilość materiału historycznego i kulturowego upchnęła na zbyt małej ilości stron, w zbyt małej fabule.
Z faktów, które nam serwuje spokojnie można by zrobić bardziej obszerną, powiedzmy dwutomową książkę, w której wszystko byłoby bardziej dopracowane, szerzej i dogłębniej potraktowane, lepiej wpisane w opowieść.
Poza tym zarzutem, książkę czyta się dosyć dobrze. Najbardziej porusza fakt, iż autorka opisuje historię prawdziwą, historię, która stała się udziałem nie tylko jej rodziny, ale także milionów innych Niemców, którzy mieli pecha i pewnego dnia obudzili się po niewłaściwej stronie muru. Polecam.

 

środa, 21 grudnia 2016

Ofiara - Joyce Carol Oates

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Joyce Carol Oates w swoich książkach zawsze porusza niezwykle ważne tematy. Tym razem jest to rasizm.
Akcja toczy się w altach 70. XX wieku w USA. Pewnego dnia w ciemnym zaułku zostaje znaleziona czarnoskóra 14-letnia dziewczynka Sybilla Frye. Nastolatka została okaleczona i zgwałcona.
Pierwsze co rzuca się w oczy (oprócz niebywałego wprost okrucieństwa) to rasowe tło zbrodni.
Na ciele ofiary sprawca napisał wszystko mówiące słowa: CZARNA KURWA KU KLUX KLAN.
Ofiara zeznaje. Jej zeznania nas obecnie szokują. Ale czy tak samo szokowałyby 30-40 lat temu w USA? Dziewczyna zeznaje bowiem, iż sprawcami, jej katami byli..biali policjanci. Dla nas coś niewyobrażalnego. Prawda?!
Ale czy to naprawdę tak wyglądało? Z każdą kolejną przeczytana stroną, z każdym kolejnym dniem akcji nabiera się wątpliwości. Niezależnie od tego, jaki przebieg miały zdarzenia, co tak naprawdę się stało, są osoby, które to zdarzenie postanawiają wykorzystać do swoich, obrzydliwych celów. Rusza machina napędzana przez nienawiść grzmiących o rasistowskiej władzy, ale także przez tych, którzy nazywają Sybillę kłamliwą czarną dziwką. Wielu wspiera dziewczynę słowem, ale i drogimi prezentami.
W pewnym momencie nie wiadomo komu wierzyć, nie wiadomo kto tak naprawdę jest ofiarą. A to dopiero początek.
Pisarka, jak zwykle po mistrzowsku pokazała historię z różnych stron, z punktu widzenia różnych osób, różnych grup etnicznych, społecznych. Wnikamy w świat czarnoskórej społeczności w USA, ludzi na ogół słabo wykształconych, biednych.
Ale poznajemy także drugą stronę, środowisko białych, policjantów, ludzi lepiej wykształconych i bardziej zamożnych. 

Pomiędzy nimi znajdują się sławni, bogaci, medialni.
Genialnie nakreślone sylwetki bohaterów, w szczególności: córki, matki (ich wzajemne relacje) oraz latynoskiej policjantki.
Oates portretuje, prezentuje, ukazuje wszystkie punktu widzenia, wiele aspektów prostej i jednoznacznej z pozoru historii. Stawia także wiele pytań. I do końca nic nie jest jednoznaczne.
Świetna, prowokująca do przemyśleń, poruszająca książka. Polecam. Ciekawe, jak ją odbierzecie, jak odbierzecie konkretne postaci i zachowania. 


Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik)  
https://platon24.pl/0/?products%5Bstock%5D=%5B0%20TO%20*%5D&products%5Bformats%5D=0&products%5Bavaible_from%5D=0&products%5BsearchTerm%5D=OFIARA

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Projekt mefisto - Marcin Mortka

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Piekielna korporacja wysyła diabła Zygmunta do małego miasteczka, takiego typowego za przeproszeniem zadupia, bez perspektyw, bez szans na rozwój. Zygmunt ma działać w Wyplutach, ma czynić zło, do zła i grzechu namawiać. Jednak mieszkańcy Wyplut są oporni na działanie zygmuntowej czarciej aury i sugestii. Dlaczego? Tego dowiecie się z tej przezabawnej, cudownie odprężającej lektury.
Przyznam się, iż dawno żadna lektura tak mnie nie zrelaksowała. Był to prawdziwy relaks, doskonała zabawa i spora porcja prawdy o nas samych, o Polakach. Zygmunt wędrując po Wyplutach dziwi się wszystkiemu, co my uznajemy za normalne. To zdziwienie pozwala czytelnikowi spojrzeć na polskie piekiełko, polską normę z zupełnie innej strony. Obrazowane przez Zygmunta przywary dotyczą nie tylko małego miasteczka. Wiele zachowań, cech charakteru, które z przymróżeniem czarciego okaz opisuje Mortka, jest charakterystyczne dla sporej grupy Polaków, niezależnie od wykształcenia, czy miejsca zamieszkania.
Sporo w książce także satyry na korporacyjną rzeczywistość. Wszak Piekło jest firmą, korporacją, w której zysk i wykonanie planu, zadania są stawiane na pierwszym miejscu. Wyrazem uznania szefa jest także miejsce wysłania w piekielną delegację konkretnego diabła. Dlatego Zygmunt tak boleje, że trafił do Wyplut, a takie nic, jak jego koledzy do dużego, porządnego miasta. Nie bez znaczenia jest też punktowanie diabłów. Co wieczór Zygmunt sprawdza na swoim korporacyjnym koncie punktację przyznaną mu przez szefostwo i co dzień jest bardziej wściekły.
Jednak na pierwszy plan wybija się prowincjonalność, duszna, oblepiająca, taka, która sprawia, iż mamy odczucie cofnięcia się w czasie o kilka dekad.
Dla biednego diabła Zygmunta przebywanie wśród nas ludzi jest nie lada wyzwaniem i sprawia mu iście fizyczny ból.
Polecam. Projekt Mefisto to świetna zabawa i bardzo pouczająca książka.


 
Za książkę serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Platon 24 (klik) 

https://platon24.pl/ksiazki/projekt-mefisto-108918/
 

niedziela, 18 grudnia 2016

Aorta - Bartosz Szczygielski

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra książka. Doskonały debiut. Mocny, pełnokrwisty (dosłownie i w przenośni) kryminał i studium ludzkich zachowań.
Książka porywa zarówno sylwetką niebanalnych bohaterów, przedstawionym w treści złem (już na wstępie mamy zmasakrowane zwłoki z wyłupionymi oczyma, którymi..... bawi się mały chłopiec), zbrodniami, jak i doskonałym oddaniem realiów małego miasteczka, jakim jest bez wątpienia Pruszków (ach ta genialnie oddana duszna, klaustrofobiczna atmosfera).
Dodatkowym atutem jest spora porcja ironii, niebanalnego, odrobinę krzywego spojrzenia na rzeczywistość. Tak, można połączyć krwisty, okrutny kryminał z ironią i czarnym humorem.
Napisałam wcześniej, iż autor świetnie ukazał postaci bohaterów. Brawa należą się za to, iż Szczygielski nie ograniczył się tylko do dopracowania sylwetki śledczego Brysia (policjanta z Warszawy, który umiarkowanie dobrze czuje się w pruszkowskiej rzeczywistości, a jego życie prywatne pozostawia wiele do życzenia). Każda z przedstawionych osób jest wiarygodna, plastycznie nakreślona, dopracowana w każdym calu. Moją uwagę najbardziej zwróciła Katarzyna Sokół, prostytutka. Zdecydowanie sprawia ona, iż Aorta jest jeszcze lepsza, daje większego kopa. Bardzo ciekawa jest także pierwsza ofiara, Marta, której życie...szkoda pisać, samo się przekonacie.
Fabuła jest bardzo ciekawa, bohaterowie doskonali, tempo akcji iście zabójcze. Szczygielski kreśli wartką akcję, krótkie rozdziały, które niczym migawki filmowe ukazują nam pruszkowską światek od wewnątrz.Całość jest bardzo dynamiczna i realistyczna.
Sporo w tekście jest przekleństw, ale wulgaryzmy nie rażą. Szczygielski nie nadużywa ich. Stosuje je tylko tam, gdzie są one niezbędne. Trudno napisać taką powieść stosując słownictwo rodem z pensji dla dobrze wychowanych panienek.

Książka trzyma w napięciu aż do ostatniej kartki. A samo zakończenie..... majstersztyk. I nie tyle chodzi tu o rozwiązanie zagadki, kwestie kryminalne, chociaż te także są na wysokim poziomie. Samo zakończenie wyróżnia się kompozycją, swoistą klamrą, która spina wstęp z zakończeniem i całość tworzy historię z morałem, przesłaniem. 
Dawno nie czytałam tak dobrego, realistycznego,świetnie napisanego polskiego kryminału. 
Już od pierwszej strony rzuca się w oczy, iż autor był w Pruszkowie, poznał miasto, zrobił dokładne rozpoznanie tego co jest teraz, tego co było. Gdy doda się do tego fakt, iż jest to debiut Bartosza Szczygielskiego...Gorąco polecam i niecierpliwie czekam na kolejną książkę.
Aorta jest mistrzowska. 

sobota, 17 grudnia 2016

Nowy stosiczek....

Przyjechał dzisiaj z Polski razem z moją mamą....

Następny stosik przyjedzie za tydzień z naszym gościem wigilijnym.  
Na brak lektury nie narzekamy, tym bardziej, ze w kolejce czekaja stosy wcześniej zakupionych, otrzymanych książek + kilkadziesiąt tytułów na czytniku.

Którąś z tych książek macie, czytaliście?

Zagadka w bieli

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.

Taka świąteczna, rozpoczynająca się w wigilijny wieczór książka.
Autor serwuje nam atmosferę grozy, grudniowy wieczór, mrok, śnieg, zamieć, atmosfera zagubienia, niepewność, znajdujący się na odludziu opuszczony dom, w którym wszystko wygląda, jakby lokatorzy dopiero co z domostwa wyszli, ale także jakby rozegrała się w nim tragedia i kilkoro pechowych pasażerów pociągu, którzy w tym domu szukają schronienia.
Cała otoczka powinna przerażać czytelnika.
Przeraża co prawda umiarkowanie, ale należy pamiętać, iż książka ta została wydana w latach 30. XX wieku i zdobył taką popularność, że sprzedana została w 100 tysiącach egzemplarzy, co na ówczesne czasy było zawrotną ilością.
Fabuła, choć dobrze nakreślona, z ciekawie oddaną atmosferą grozy, trąci trochę myszką. Mimo tego książkę czyta się dobrze, choć nie przeraża ona w najmniejszym nawet stopniu.
Z pewnością nie należy czytać Zagadki w bieli pod kątem przeżycia mocnych wrażeń, lektury ala horror, thriller. Choć 70-80 lat temu autor mógł wzbudzać w czytelnikach strach, to teraz tego z pewnością nie zrobi.
Fabuła sama w sobie jest ciekawa, choć akcja powolna, zachowanie niektórych bohaterów asekuracyjne, udowadniające krok po kroku (niczym dla niezbyt rozgarniętych czytelników) co z czego wynika Brak też spektakularnych zwrotów. Czytelnicy nastawiający się na coś takiego będą rozczarowani.
Jest jednak pewien aspekt, dla którego warto po tę książkę sięgnąć. To genialnie nakreślone tło, atmosfera grozy, narastającej paniki wymieszanej z zagrożeniem, którego nikt nie jest w stanie jednoznacznie nazwać. Jest to atmosfera otulająca niczym takie wilgotne powietrze, w której człowiek wręcz się dusi, która składa się z niewielkich drobiazgów, dokładanych do siebie niczym kolejne elementy wielkiego puzzle albo układanki.
Dodatkowym atutem są bardzo ciekawie odmalowani, niezwykle różnorodni bohaterowie. Mamy wśród nich członka Królewskiego Towarzystwa Parapsychologicznego, bujającego w obłokach urzędnika, energiczne rodzeństwo.
Ciekawa, nakreślona w starym, klasycznym stylu książka. Warto po nią sięgnąć, choć z pewnością nie wszystkim przypadnie ona do gustu. 

czwartek, 15 grudnia 2016

Świąteczna kafejka - Amanda Prowse

Wydawnictwo kobiece, Moja ocena 4,5/6
Pełna ciepła, bożonarodzeniowych elementów i świątecznej magii opowieść. Idealna na zimę, ale nie tylko.
Autorka bohaterką uczyniła Australijkę, kobietę w wieku 50+, która w tym szczególnym okresie, kiedy wszyscy powinni cieszyć się świąteczną atmosferą, boryka się ze stratą męża.
Śmierć męża bardzo zabolała kobietę. Lekarstwem ma być katorżnicza wręcz praca od świtu do nocy we własnej kafejce. To jedyne co zdaniem Bei jej zostało. Kochająca rodzina, życzliwi współpracownicy, to nie wystarcza.
Pewnego dnia za namową trochę zbuntowanej nastoletniej wnuczki, przez internet Bea poznaje Alex, która prowadzi podobną kafejkę w Szkocji. Między kobietami nawiązuje się nić przyjaźni, której efektem będzie podróż Bei jej nastoletniej wnuczki do Szkocji. 

Wyprawa niezwykła, Australia-Szkocja, to nie byle jaka podróż. Bea decydując się na nią jest bardzo odważną kobietą. Nie wie przecież, co czeka ją na drugim krańcu świata. Nie zdaje sobie przy tym sprawy, jak milowym krokiem będzie ta podróż, jak odmieni ona jej życie, jaki cud na nią i jej wnuczkę czeka tuż za progiem.
Świąteczna kafejka to ciekawie napisana, ciepła, taka jakby otulająca bezpiecznym kocykiem opowieść. Amanda Prowse na przykładzie swojej bohaterki udowadnia nam, iż nigdy nie należy tracić nadziei na pozytywną odmianę losu, że w każdej chwili może zdarzyć się to o czym w skrytości ducha marzymy, a co zepchnęliśmy do najdalszych zakamarków serca.

To także opowieść o tym, iż przeszłość, sekrety nigdy tak na prawdę od nas nie odchodzą. Mogą one być co najwyżej schowane gdzieś głęboko, po to, żeby w najmniej oczekiwanym momencie ujawnić się.
Klimat około bożonarodzeniowy dodatkowo sprawia, iż całość, może na pierwszy rzut oka trochę infantylna, jawi nam się jako wręcz magiczna. A banalna książka jest takim przedświątecznym plasterkiem na zbolałą duszę, garścią pozytywnych fluidów w naszym zabieganym, ciągle czegoś szukającym świecie, w którym ciągle nam brak czasu i często nie doceniamy tego co mamy

Czyta się szybko (to lektura zdecydowanie na jeden, zimowy wieczór) i z wielką przyjemnością. Jeszcze długo po zakończeniu lektury, bohaterowie książki będą pozostawać w waszej pamięci. Polecam w tym przedświątecznym czasie.

Zarządca do spraw śmierci. Odilo Globocnik, eksterminacja i obozy zagłady

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.

Odilo Globocnik był jednym z najważniejszych urządzeń w niemieckiej maszynie śmierci i zagłady. Był dowódcą SS i policji na Dystrykt Lublin, SS-Gruppenführerem, Gauleiterem Wiednia und Generalleutnantem der Polizei.
13 października 1941 Globocnik otrzymał od Himmlera rozkaz budowy pierwszego obozu zagłady w Generalnym Gubernatorstwie. Miał się on mieścić w Bełżcu. Rok póżniej rozpoczął budowę dwóch kolejnych obozów zagłady w Treblince i Sobiborze.
Globocnik był odpowiedzialny za śmierć ponad 1,5 miliona Żydów, Polaków, Słowaków, Czechów, Holendrów, Francuzów, Rosjan, Niemców i Austriaków w obozach śmierci podczas Operacji Reinhard, którą organizował i nadzorował. Jak sam mówił zabił ich dużo więcej, ok. 2 milionów. Wykorzystywał Żydów jako niewolniczą siłę roboczą w obozach pracy, gromadził własność i kosztowności zamordowanych Żydów. Był także odpowiedzialny za pacyfikację wiosek na Zamojszczyźnie, gehennę Dzieci Zamojszczyzny, ale nie tylko. Był także autorem nieludzkiego, koszmarnego planu likwidacji Żydów przebywających we wszystkich gettach. Potwór, to mało powiedziane.
Globnick był postacią wyjątkową, kanalią, odrażającym, bezdusznym i wynaturzonym typem, maszyną do wypełniania rozkazów, które każdego innego człowieka przyprawiłyby co najmniej o mdłości i choćby najmniejszy opór. To wynika z kolejnych punktów w jego nazistowskiej karierze, dokonań w SS. I tak też go przedstawia w swojej książce znany austriacki historyk Johannes Sachslehner.
Co istotne, skupia się on nie tylko na okołowojennej karierze Globocnika, ale opowiada także o wcześniejszych latach, o jego dorastaniu, o tym co go ukształtowało, jak przebiegała jego wczesna kariera w partii, co stało się z nim po wojnie przed schwytaniem przez Brytyjczyków, jakie były losy jego najbliższych współpracowników .
Książka jest bardzo dobrze napisana, realistycznie, bez niepotrzebnego epatowania i egzaltacji. Ot autor krok po kroku podaje kolejne fakty. Za ich sprawą poznajemy osobowość Globocnika, którego wielu uważało za...miłego.
Książka bardzo ciekawa, potrzebna, dobrze, konkretnie napisana. Z pewnością pozycja ta zasługuje na wyższą ocenę. Dlaczego jej nie dałem? Z jednego powodu. jest nim brak przypisów. W tego typu pozycji jest to dla mnie niedopuszczalne tym bardziej, iż autor co i rusz powołuje się na różnorodne fakty, źródła, a bibliografia zamieszczona na końcu książki jest bardzo obszerna. Przypisy zdecydowanie ułatwiłyby lekturę i ew. zapoznanie się z innymi źródłami.
 

Mimo tego drobnego mankamentu polecam książkę. To doskonale dopracowana, niezwykle poruszająca i potrzebna pozycja.

środa, 14 grudnia 2016

Mój najbliższy plan zakupowy...

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Iskry.

Biografia Kazimierza Przerwy-Tetmajera (1865–1940), to próba przybliżenia dzisiejszemu czytelnikowi wybitnego poety Młodej Polski, którego twórczość literacką przerwała postępująca choroba psychiczna. Cieszył się ogromną popularnością i stał się w opinii współczesnych mu literatów ucieleśnieniem poety modernistycznego, czego wyrazem było umieszczenie go przez Stanisława Wyspiańskiego pod postacią Poety w Weselu.
Był prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich (1921). W 1928 r. przyznano mu Nagrodę Literacką miasta Warszawy, a w 1934 r. został członkiem honorowym Polskiej Akademii Literatury.
Odbywał liczne wycieczki po górach i zafascynowany pięknem i folklorem Tatr, napisał szereg lirycznych wierszy i opowieści o górskiej przyrodzie, gwarze i bohaterach zbójnickich. Kazimierz Przerwa-Tetmajer zerwał w swoich erotykach z pruderią, opisując śmiałe sceny miłosne i kobiece ciało, co wywołało niemały skandal.






Wotum nieufności. Cykl W kręgach władzy. Tom 1


Pisałam już chyba nie raz, że uwielbiam książki Mroza :)

Pierwsza polska seria political fiction!
Marszałek sejmu, Daria Seyda, budzi się w pokoju hotelowym, nie pamiętając, jak się w nim znalazła ani co się z nią działo przez ostatnich dziesięć godzin. Jest przekonana, że stała się ofiarą manipulacji, ale nie wie, kto ani dlaczego może za nią stać.
Tymczasem Patryk Hauer, wschodząca gwiazda prawicy, podczas prac komisji śledczej odkrywa polityczny spisek sięgający najistotniejszych osób w kręgach władzy. Seyda i Hauer znajdują się po przeciwnych stronach sceny politycznej. Dzieli ich wszystko, ale połączy jedna sprawa..




Nowa Gabaldon do kolekcji... wyda jak zwykle Świat Książki.

Londyn, rok 1757. Lord John Grey poznał właśnie wstydliwa tajemnicę pewnego arystokraty, oficera piastującego wysokie stanowisko w armii Jego Królewskiej Mości. Jego wysiłki, by zapobiec skandalowi, zostają przerwane przez sprawę najwyższej wagi: Korona zleca mu przeprowadzenie śledztwa w sprawie morderstwa towarzysza broni, który przypuszczalnie był zdrajcą. Poprzez sprośne londyńskie przybytki aż po dostojne gabinety arystokratów lord John podąża za nieuchwytnym służącym oraz tajemniczą damą w zielonej sukni, która może mieć klucz do rozwiązania zagadki …




Zapowiada się nieźle..

Mglista, letnia noc 23 sierpnia 2015 roku. Z lotniska w Martha’s Vineyard wylatuje prywatny samolot z jedenastoma osobami na pokładzie, dziesięcioma zamożnymi i mężczyzną – malarzem – któremu ostatnio nie wiedzie się w życiu najlepiej. To ma być krótki, zaledwie dwudziestodziewięciominutowy lot do Nowego Jorku. Stewardesa serwuje drinki, w telewizji leci mecz baseballowy, nic nie zapowiada tego, co wydarzy się za nieco ponad kwadrans. Po tym czasie samolot z nieznanych przyczyn spada do oceanu. Jedynymi ocalałymi z katastrofy są Scott Burroughs, malarz, i czteroletni JJ, syn prezesa potężnej sieci telewizyjnej.
Rozpoczyna się śledztwo, a wraz z nim wokół sprawy narasta medialne zamieszanie. W miarę jak na jaw wychodzą kolejne dziwne zbiegi okoliczności, otaczająca katastrofę tajemnica gęstnieje – przestaje być oczywiste, kto jest bohaterem, a kto winowajcą. Czy tylko głupi przypadek sprawił, że zginęło tak wielu wpływowych ludzi? Czy to możliwe, by człowiek najpierw ocalał z katastrofy lotniczej, a potem przepłynął kilkanaście kilometrów w zimnych wodach oceanu, ratując przy tym dziecko? A może to media manipulują rzeczywistością?
Podczas gdy Scott próbuje poradzić sobie z popularnością przeradzającą się w złą sławę, władze szamoczą się między sobą, by ocalić prawdę z wraku samolotu.




Nowa książka jednego z najbardziej przeze mnie lubianych pisarzy. Wydadzą oczywiście Marginesy...

Para amerykańskich turystów, żądna zdobycia trofeum z zagranicznej wycieczki, na własną rękę organizuje wykopaliska w pobliżu lotniska. Zamiast jednak oczekiwanego starożytnego posągu wydobywa z torfowiska zwłoki szesnastoletniej dziewczyny.
Wszystko wskazuje na to, że zamordowano ją w legendarnej Willi Misteriów podczas tajemniczego obrzędu, którego od wieków nikt już nie praktykuje. Kiedy łudząco do niej podobna turystka znika bez śladu, policja zaczyna podejrzewać, że krwawy kult wciąż ma grono wyznawców.
Dochodzenie prowadzą dwaj detektywi: młody Nico Costa, wegetarianin i biegacz, oraz starszy od niego Gianni Peroni, pięćdziesięciolatek ze sporą nadwagą, którego twarzy nie da się zapomnieć. Zupełnie nieoczekiwanie pomaga im patolożka, Szalona Teresa. Krąg osób zamieszanych w sprawę zaczyna się jednak niepokojąco rozszerzać. Na horyzoncie pojawia się też osobliwa mafia: starzejący się boss, syn zainteresowany wyłącznie zabawą i młoda żona mafiosa, sypiająca i z mężem, i z pasierbem…
David Hewson z detalami ujawnia kulisy działania włoskiej mafii i współpracującej z nią, skorumpowanej policji. Wszystkie wątki w niekonwencjonalny sposób łączą się ze sobą i zaskakują co krok. 



 1. tom czytałam, świetny. Teraz czas na 2.

Rothschildowie to najbardziej wpływowa rodzina najnowszej historii. Potężni bankierzy i przemysłowcy żydowskiego pochodzenia, którzy trzęśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznym światem, znacząco wpływając na historię całych państw. Nie będzie żadną przesadą twierdzenie, że familia bankierów stała się jedną z żywych legend XIX wieku, a samo nazwisko Rothschild — synonimem władzy, jaką daje bogactwo.
Dwa tomy Domu Rothschildów autorstwa Nialla Fergusona, jednego z najsławniejszych historyków świata, składają się na pierwszą kompletną historię rodu, napisaną z uwzględnieniem wszystkich światowych archiwów.
W drugim tomie, obejmującym lata 1849­–1999, Niall Ferguson opisuje, jak ród wywodzący się z frankfurckiego getta stał się bankierem świata, jak wspierał swoim mecenatem najważniejszych artystów oraz wywierał skuteczny, choć zawoalowany, wpływ na monarchów i rządy. Z tego właśnie powodu książka rzuca również nowe światło na całą historię XIX i XX wieku.
W genialnej, zachwycającej dwutomowej sadze Niall Ferguson udowadnia, że historycy akademiccy są wciąż w stanie opowiadać wielkie historie, które chce się czytać. — Robert Skidelsky, „The New York Review of Books”

 

Inspirowana prawdziwą historią z czasów kolonizacji Tasmanii opowieść o losach aborygeńskiej księżniczki przygarniętej przez gubernatora wyspy i jego żonę. Przejmująca, tragiczna i – jak zawsze u Flanagana – przepięknie opowiedziana.

Jest rok 1841. W odległej kolonii karnej na Ziemi Van Diemena bosa aborygenka pozuje do portretu w sukni z czerwonego jedwabiu. Ma na imię Mathinna i jest przybraną córką gubernatora wyspy, Sir Johna Franklina oraz jego żony, Lady Jane. Jest też obiektem cywilizacyjnego eksperymentu, który ma wykazać, czy wiedza, chrześcijaństwo i rozum mogą być narzucone barbarzyństwu, instynktowi oraz pożądaniu. Kilka lat później, gdzieś na Arktyce, ginie Sir John Franklin wraz załogą i dwoma statkami podczas ekspedycji, której celem ma być odkrycie mitycznego Przejścia Północno-Zachodniego, drogi morskiej z Europy do wschodniej Azji wiodącej przez Archipelag Arktyczny. Anglia jest wstrząśnięta podawanymi przez ekipę poszukiwawczą doniesieniami o przypadkach kanibalizmu, a dla najsłynniejszego pisarza tych czasów, Karola Dickensa, losy Franklina stają się lupą, przez którą przygląda się lodowatym głębinom własnego życia.


wtorek, 13 grudnia 2016

Biurwa - Sylwia Kubryńska

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6
Po dwóch doskonałych, ale bardzo smutnych i trochę dołujących lekturach zapragnęłam czegoś pogodnego, odrobinę sarkastycznego. Nie znając twórczości Sylwii Kubryńskiej w ciemno zdecydowałam się na Biurwę. Okazało się, że był to bardzo dobry wybór.
Główną bohaterką jest Ewa samotna matka dwójki dzieci, która nagle dostaje się w machinę urzędniczą i poznaje biurową rzeczywistość od drugiej strony, staje się panią z biura, panią niejako od wszystkiego.
Poznajemy świat, którym kieruje Bumiszcz, świat, który zapełniają panie urzędniczki przede wszystkim plotkujące i objadające się serniczkiem, w którym wszystko jest nie tak, jak Ewa sobie wyobrażała i niejako tak, jak wyobraża sobie wielu z nas.
W tym świecie obowiązuje hierarchia, niepisane, acz wszystkim znane zasady i sporo bezsensownych przepisów. Jednak tym co przede wszystkim obowiązuje w biurowym światku Ewy jest hasło - nie da się.
Ewa celnie obrazuje urzędniczy światek, jego bezsensowne reguły, sporadycznie pozytywne cechy. Urzędnicy z reguły nie wiedzą od czego są, na pewno nie od tego, po co się do niego przychodzi.
Biurwa jest świetna, doskonale napisana, sarkastyczna i przedstawia światek, z którym każdy z nas chociaż raz w życiu miał do czynienia, czy to jako pracownik czy petent.

Jedno łączy Polaków na pewno- niechęć do urzędów, obojętnie jakich, obojętnie jak (choćby z nazwy) przyjaznych. Kubryńska ukazuje nam dlaczego tak jest.
Polecam na poprawę humoru. Czyta się błyskawicznie.


 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Mischling, czyli kundel - Affinity Konar

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Bardzo prawdziwa, bardzo smutna i poruszająca opowieść.
Jest rok 1944, dwie bliźniaczki, Perła i Stusia trafiają do miejsca kaźni, do Auschwitz. W tym okresie miejsce to działało na pełnych obrotach, komory gazowe, krematoria, zwyrodniale eksperymenty były w apogeum.
Przed obozem dziewczynki były nierozłączne. Zamknięcie w tym koszmarnym miejscu nic w tym zakresie nie zmieniło.
Dziewczynki są nawet nierozłączne, gdy do swoich chorych, zwyrodniałych eksperymentów wybiera je Mengelle, który bardzo zainteresowany dziećmi z ciąż mnogich, poddaje siostry niewyobrażalnemu cierpieniu. Stusia i Perła zostają okaleczone pod względem psychicznym i fizycznym. Mimo doznanego bólu, zła, mimo okaleczeń siostry cały czas próbują być przy sobie.
Pewnego dnia jedna z nich znika. Co będzie dalej? Nie zdradzę. Napisze tylko, iż ...nie wiem co napisać. Z jednej bowiem strony o Auschwitz, kaźni, Mengelle, cierpieniu i śmierci milionów napisano już chyba wszystko.
Z drugiej strony opis obozowej kaźni, szczególnie gdy dotyczy on dzieci, zawsze porusza, niezależnie do tego ile razy wcześniej czytałoby się o tym piekle.
Narratorami są naprzemiennie obie siostry, historia opowiadana jest w pierwszej osobie. Taki sposób opowiadania dodatkowo porusza. Książkę czytałam ze ściśniętym gardłem.
I mimo, iż jest to historia fikcyjna, to oparta na faktach, wszak Mengelle i jego nieludzkie eksperymenty istniały, a takich Stuś i Pereł, które były eksponatami w rękach zwyrodnialca mogło być (i zapewne było) wiele.
Plusem opowieści są bardzo ciekawie nakreślone postaci, zarówno tego złego, jak i jego ofiar. Pisząc o sylwetkach ofiar nie mam na myśli tylko bliźniaczek Stusi i Perły. Bardzo dobrze przedstawiona jest np. postać Bruny, zbyt wcześnie dojrzałej nastolatki, która staje się swoista przewodniczką po obozowym przetrwaniu, uczy dziewczynki wszystkiego co im pomoże.
Polecam. Kontrast niewinne dziecko vs obozowe zło, okrucieństwo jednego człowieka, przeraża i poraża.
 

niedziela, 11 grudnia 2016

Niewidzialne życie Iwana Isajenki - Scott Strambach

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Rozpoczynając lekturę zupełnie nie wiedziałam czego się po tej książce spodziewać.
Bohaterem jest białoruski nastolatek, kaleka, mieszkający w specjalnym ośrodku. Niby nic takiego, ale z każdą kolejną przeczytaną stroną byłam pod większym wrażeniem zarówno autora, który stworzył tak wspaniałą książkę, jak i samego bohatera.
Niewidzialne życie...powaliło mnie, dosłownie i w przenośni. Od lektury nie mogłam się oderwać, kilka razy porządnie się wzruszyła, a raz nawet popłakałam, ale nie jedną czy dwoma łzami, tylko tak porządnie..
Sama opowieść o miejscu, w którym od urodzenia żyje nastoletni Iwan, o innych chorych, samotnych dzieciach..przeraża, zasmuca i sprawia, że (przynajmniej ja tak to odbierałam) czytelnik czuje się jak najgorszy niewdzięcznik, najpodlejsza istota. Ile razy narzekamy na własny los, ile razy ciągle nam mało i mało, ile razy nie doceniamy tego co mamy, a w zasadzie szybciej będzie - kiedy tak naprawdę doceniamy to co mamy, jakie mamy szczęście?!
Iwan mieszka wśród równie jak on, a często nawet bardziej upośledzonych dzieci. Wielu towarzyszy mu od lat, większość jednak odchodzi. Iwan nie zna innego domu niż miejsce, w którym przebywa. To bardzo wrażliwy i inteligentny młody człowiek, który robi wszystko żeby żyć, jak najnormalniej się w jego sytuacji da.
Ta książka powala strachem, nadzieją, miłością, chorobą, bólem, ale i uśmiechem oraz wielkim sercem. Jestem przekonana, iż czas okolic Bożego Narodzenia to doskonały okres na taka lekturę. Sięgnijcie po tę pozycję. Gwarantuję, że spojrzycie na siebie, swoje życie, najbliższych zupełnie inaczej. 
Przygotujcie się na wzruszenia. To taka książka, którą się czyta mając wielką gulę wzruszenia w gardle.

sobota, 10 grudnia 2016

Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku - Michał Przeperski

Wydawnictwo Literackie, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Z czym nam się kojarzą Czesi? Z piwem, czeskimi komediami i...praktycznie z niczym więcej, no może kilku osobom przyjdą do głowy Jan Hus i Bogumił Hrabal. A to przecież nasi najbliżsi sąsiedzi, także językowo. Warto lepiej ich poznać, także od strony historycznej oraz wzajemnych kontaktów.
Michał Przeperski, autor niniejszej książki, mimo, iż zgodnie z tematem opowiada o polsko-czeskich stosunkach w XX wieku, to jednak do tematu podchodzi kompleksowo rozpoczynając swoja opowieść od najdawniejszych czasów, czyli od legendy o Lechu, Czechu i Rusie.
Krok po kroku przechodzimy przez kolejne etapy naszej wspólnej (lub nie) historii, aż dochodzimy do tytułowego XX wieku. Temu okresowi autor poświęca najwięcej uwagi.Niezwykle ciekawie opowiada o konfliktach, ich genezach, skutkach, nieudanych próbach rozwiązania waśni, czy nawiązania prawidłowych, serdecznych stosunków.
Konfliktów było wiele, Przeperski skupia się głównie na trzech z nich: sporze o Śląsk Cieszyński z lat 1918-20, ultimatum wystosowanym w 1938 roku w sprawie zwrotu Zaolzia i mającego miejsce tuż po zakończeniu II wojny światowej konflikcie o granice.
Z tej opowieści wyłania się ponury obraz zarówno nas Polaków, jak i naszych południowych sąsiadów. Momentów w naszej historii, które nazwalibyśmy może nawet nie serdecznymi, a poprawnymi, jest bardzo niewiele. Mimo wielu wspólnych niebezpieczeństw, zagrożeń, jakie na przestrzeni wieków czyhały na nasze kraje, na ogół nie potrafiliśmy dojść do porozumienia, zjednoczyć się nawet gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo naszych krajów.
Bolesnych epizodów w naszych wzajemnych stosunkach było wiele. Czy mimo to da się zbudować poprawne polsko-czeskie kontakty? Sami się o tym przekonacie w trakcie lektury niniejszej pozycji. Nie jestem specjalista w kontaktach polsko-czeskich, oceniam książką z pozycji laika. Dla mnie to dobra, przystępnie napisana książka. Polecam.
 

piątek, 9 grudnia 2016

Życie tak zwyczajne - Weronika Wierzchowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4/6
Życie tak zwyczajne to lekka, taka na jeden relaksujący wieczór książka z filiżanka dobrej, aromatycznej herbaty.
Autorka opowiada nam historie ciekawych kobiet, które rozgrywają się na czterech płaszczyznach czasowych, w 2015, 1905, 1847 i 1808 roku. 

W pierwszym momencie może się to wydawać skomplikowane, jednak pisarce udało się tak skomponować tekst, tak podzielić go na rozdziały, iż po wniknięciu w treść czytelnik nie gubi się i płynnie przechodzi z jednego rozdziału do drugiego, z perypetii w jednym okresie czasu do innych.
Autorka zastosowała coś, co nazwałabym szkatułkami, matrioszkami.  
Po otworzeniu jednej przechodzi się do kolejnej, analogicznie - po przeczytaniu jednej historii, rozgrywającej się na jednej płaszczyźnie czasowej przechodzi się do kolejnej. Każda z odkrywanych historii niesie za sobą jakąś życiową mądrość. Trudno to opisać, trzeba przeczytać, samemu zasmakować. Nie ukrywam, trzeba się przyzwyczaić do konstrukcji książki. Jednak następuje to bardzo szybko.  
Nie będę opisywać tematyki, perypetii bohaterek. Napiszę tylko, iż wszystko zaczyna się w momencie gdy zniechęcona zawodowymi początkami młoda nauczycielka chemii trafia na tajemniczy dziennik. To od niego rozpoczyna się cała historia, która zaowocuje zmianami w głównej bohaterce, ale nie tylko.
Życie tak zwyczajne czyta się bardzo szybko.

Nie jest to zbyt gruba lektura. Poza tym jest lekko napisana, w relaksujący sposób. Ot takie przyjemne, choć nie ukrywam umiarkowanie ambitne czytadło. Jest to książka z typu tych, przy których miło spędza się czas, która z pewnością poprawi nasstrój, sprawi, iż w trakcie lektury zapomnimy o problemach. To dobrze. Taka powinna być książka. Jednocześnie to powieść, o której po odstawieniu  na półkę niemal do razu się zapomina. 
W związku z tym (mimo, iż warto książkę przeczytać) doradzam raczej wypożyczenie egzemplarza z biblioteki niż kupno własnego.

środa, 7 grudnia 2016

Historia spisana atramentem - Maria Ulatowska, Jacek Skowroński

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Bardzo dobra, zmuszająca do chwili refleksji książka, której tematyka może dla wielu być drażliwa. Bohaterem jest duchowny, którego dopadła miłość, taka prawdziwa, łapiąca za serce, zapierająca dech w piersiach, a jednocześnie zakazana, taka która nie powinna była się zdarzyć.
Czy z taką miłością można walczyć? Czy powinno się walczyć? Co powinno być ważniejsze - miłość do kobiety, czy powołanie?
Kanwą tej poruszającej powieści był stary brulion z zapiskami księdza Czesława, który opowiada o autentycznych wydarzeniach. Bazując na tych zapiskach Ulatowska i Skowroński stworzyli wspaniałą powieść, dopracowaną w każdym calu, taką od której nie można się oderwać.
Istotnym jest, iż poruszając tak trudny w sumie temat, autorom udało się uniknąć przesady czy to w stronę infantylizmu (co jest często udziałem książek z miłością w tle), czy niesmacznych, obrażających uczucia kwestii.
Wielkim atutem są zarówno nakreślone postaci głównych bohaterów, jak i doskonale oddanie klimatu historii, miejsc, w których się rozgrywała. A były to miejsca niezwykle, jak chociażby Żytomierz, Berdyczew i wiele innych fascynujących miejsc.

Żeby to osiągnąć pisarze udali się na wyprawę śladami zapisków z notatnika. Efektem jest wspaniała powieść, ale także opis sposobu powstawania książki, tropienia śladów księdza Czesława.
Nie brak elementu tajemnicy, zarówno tej niewielkiej, jak i ogromnej, duchów przeszłości, tajemnic do rozwiązania, skarbów (choć nie koniecznie tych w wymiarze finansowym) do odkrycia.
Całość bardzo ciekawie połączona, spleciona ze sobą. Czyta się rewelacyjnie. Dodatkowym atutem są liczne fotografie. Polecam.
 

wtorek, 6 grudnia 2016

Człowiek, który chciał wszystko wiedzieć - Dror A. Mishani

Wydawnictwo WAB, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu - świetny kryminał i jeszcze lepsza powieść społeczno-psychologiczna, studium wzajemnych relacji. Napisałem - ku mojemu zaskoczeniu, ponieważ chociaż cenię literaturę izraelską, to jednak nie kojarzy mi się ona z kryminałami. Dlatego do lektury Człowieka.... podchodziłem ze sporym sceptycyzmem. Jednak wystarczyło kilka stron, żeby fabuła, intryga, klimat całkowicie mnie pochłonęły.
Kryminały Mishaniego tworzą całość, serię, której bohaterem jest izraelski detektyw Awi Awrahamem. Człowiek.. jest 3. częścią serii. Mimo, iż nie znam wcześniejszych tomów, nawet przez moment nie poczułem się w trakcie lektury zagubiony. To dobrze świadczy o sposobie pisania Mishaniego.
Awi Awraham to doskonały śledczy, który niczym pies tropiący nie odpuszcza aż do końca. Niestety jego życie prywatne jest umiarkowanie udane. Co prawda daleko mu do katastrofy, jaka jest udziałem bez małą każdego skandynawskiego śledczego. Ot Awi i jego życie oscylują w granicach średniej normy.
Naprzemiennie śledzimy dwa wątki, które mimo pozornego braku związku, scalą się w jeden wręcz koszmarny węzeł. Jedna sprawa dotyczy brutalnego gwałtu i brutalnego zabójstwa.
Drugi wątek to wielce ponura i skomplikowana historia żydowskiej rodziny, dzieje całej rodziny, ale i powstawanie kryzysu pomiędzy męźem i żoną. Wszystko poskładane niczym puzzle doprowadzi do końcowej tragedii. Nie zdradzę czy zachowanie członków tej rodziny, zwłaszcza męźczyzny, Kobiego, ma związek z dramatycznym zabójstwem, które bada Awi. Przyszłym czytelnikom odradzam zbyt szybkie wysnuwanie wniosków, uważanie, iż wszystko już wiedzą. Bardzo się zdziwicie, gdy poznacie zakończenie, prawdę.
Polecam. Doskonała książka, która pochłonie was bez reszty..o ile lubicie niebanalne, inteligentne intrygi, świetnie nakreślone psychologiczne sylwetki, a nie tylko amerykańskie pościgi i szybko dające się rozwikłać zagadki.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Londyn - Edward Rutherfurd

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
To moje 3. spotkanie z książkami Rutherfurda.
Recenzja "Paryża" tutaj klik
Recenzja "Nowego Jorku" tutaj klik
Paryż mnie zachwycił, Nowy Jork odrobinę mniej. Być może wynikało to ze specyfiki miasta, kraju i stosunkowo krótkiej historii NJ.
Londyn to powrót do wysokiego poziomu Paryża, a nawet w niektórych momentach jest to jeszcze lepsza książka. Rutherfurd tym razem bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. Obawiam się, iż kolejna 4. książka nie zdoła osiągnąć takiego poziomu. Obym się myliła.
Na blisko 1000 stron pisarz opisał dokładnie 2051 lat miasta Londyn.
Swoją opowieść rozpoczyna w roku 54 p.n.e., gdy na miejscu dzisiejszej metropolii znajdowało się celtyckie oppidum, któremu zagrażały legiony Juliusza Cezara.
Opowieść kończy się niemal współcześnie, w 1997 roku.
Mimo, iż Londyn (podobnie, jak Paryż i Nowy Jork) jest powieścią, to szkielet pozostaje historyczny. Składa się on z autentycznym miejsc, wydarzeń, postaci. Pomiędzy wydarzenia autor wplótł wiele autentycznych postaci i jeszcze więcej fikcyjnych, które są członkami kilku rodzin. Losy bohaterów pisarz osadził wśród historycznych dziejów, ale i sporej garści fikcyjnych. Wszystkie elementy fikcyjne są zawsze idealnie dopasowane do tych autentycznych. Dzięki temu wszystko do siebie pasuje, zachowana jest swoista ciągłość historyczna, brak jakiegokolwiek dysonansu.
Razem z bohaterami przewijamy się poprzez kolejne etapy dzisiejszego Londynu, od podboju rzymskiego poprzez rozkwit rzymskiej osady założonej przez cesarza Klaudiusza, zmierzch imperium rzymskiego, czasy normandzkie, rozwój miasta, jako stolicy królestwa, okres panowania Tudorów, wielki pożar w 1666 roku, odbudowę miasta ze zgliszczy, rozwój w kolejnych wiekach, okres wiktoriański i czasy współczesne z obiema wojnami i końcem XX wieku włącznie.
Co ważne, Rutherfurd nie ogranicza się tylko do ukazania historii miasta, do zaprezentowania na jego tle historii bohaterów. Książka aż skrzy od różnych dodatkowych szczegółów, opisów (niekiedy bardzo szczegółowych) budownictwa, stylu życia, ubioru, jedzenia, walki, zachowania, wierzeń (np. opis rzymskiego kultu Mitry), obyczajów na salonach, w oppidach, żebraczych zaułkach i w slumsach, barbarzyńskich i jeszcze bardziej barbarzyńskich metod leczenia czy wymierzania kary i wielu innych aspektów, które czynią z Londynu wspaniałą, wielobarwną, żywą opowieść. A sercem wszystkiego, czymś wokół czego toczy się opowieść i rozwijało miasto jest Rzeka, czyli Tamiza.
Londyn to potężna metropolia z dwutysięczną historią. Nie lada sztuką było spośród ogromnej ilości wydarzeń, budowli, postaci wybrać te najważniejsze i całość połączyć tak, żeby czytelnik wręcz połykał książkę. Ruthefurdowi się to udało. Natłok informacji nie przeraża, a porywa. Całość czyta się jednym tchem. Polecam.