piątek, 9 grudnia 2016

Życie tak zwyczajne - Weronika Wierzchowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4/6
Życie tak zwyczajne to lekka, taka na jeden relaksujący wieczór książka z filiżanka dobrej, aromatycznej herbaty.
Autorka opowiada nam historie ciekawych kobiet, które rozgrywają się na czterech płaszczyznach czasowych, w 2015, 1905, 1847 i 1808 roku. 

W pierwszym momencie może się to wydawać skomplikowane, jednak pisarce udało się tak skomponować tekst, tak podzielić go na rozdziały, iż po wniknięciu w treść czytelnik nie gubi się i płynnie przechodzi z jednego rozdziału do drugiego, z perypetii w jednym okresie czasu do innych.
Autorka zastosowała coś, co nazwałabym szkatułkami, matrioszkami.  
Po otworzeniu jednej przechodzi się do kolejnej, analogicznie - po przeczytaniu jednej historii, rozgrywającej się na jednej płaszczyźnie czasowej przechodzi się do kolejnej. Każda z odkrywanych historii niesie za sobą jakąś życiową mądrość. Trudno to opisać, trzeba przeczytać, samemu zasmakować. Nie ukrywam, trzeba się przyzwyczaić do konstrukcji książki. Jednak następuje to bardzo szybko.  
Nie będę opisywać tematyki, perypetii bohaterek. Napiszę tylko, iż wszystko zaczyna się w momencie gdy zniechęcona zawodowymi początkami młoda nauczycielka chemii trafia na tajemniczy dziennik. To od niego rozpoczyna się cała historia, która zaowocuje zmianami w głównej bohaterce, ale nie tylko.
Życie tak zwyczajne czyta się bardzo szybko.

Nie jest to zbyt gruba lektura. Poza tym jest lekko napisana, w relaksujący sposób. Ot takie przyjemne, choć nie ukrywam umiarkowanie ambitne czytadło. Jest to książka z typu tych, przy których miło spędza się czas, która z pewnością poprawi nasstrój, sprawi, iż w trakcie lektury zapomnimy o problemach. To dobrze. Taka powinna być książka. Jednocześnie to powieść, o której po odstawieniu  na półkę niemal do razu się zapomina. 
W związku z tym (mimo, iż warto książkę przeczytać) doradzam raczej wypożyczenie egzemplarza z biblioteki niż kupno własnego.

5 komentarzy:

  1. Wypożyczać jej z biblioteki nie będę, kupować też nie, bo książka czeka już na czytniku. Mam nadzieję, że spędzę z nią kilka miłych chwil, ale nie będę nastawiała się na nic porywającego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też chętnie po tę pozycję sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałabym, bo lubię powieści szkatułkowe. Trudno się takie pisze. Po przeczytaniu Twojego tekstu nie wiem, czy nauczycielka chemii znalazła dziennik, czy pamiętnik. Bo to dwie różne rzeczy. Pamiętnik w przeciwieństwie do dziennika pisany jest z perspektywy czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennik zdecydowanie :)

      Usuń
    2. Dziękuję za poprawienie tego fragmentu o dzienniku/pamiętniku. Mam nadzieję, że autorka dobrze oddała realia historyczne. :)

      Usuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.