Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

08/15 - Hans Hellmut Kirst

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Kultowa wręcz, znana chyba wszystkim trylogia traktująca o powstaniu i upadku III Rzeszy.Jest to też najsłynniejsza książka opisująca losy niemieckich żołnierzy Wehrmachtu.
To od 08/15 wiele lat temu zaczęła się moja znajomość z prozą Helmuta Kirsta. Książką Kirsta, która najbardziej przed laty przypadła mi do gustu była Fabryka oficerów. Jednak z przyjemnością teraz wróciłem do 08/15. Co ciekawe, wraz z upływem lat zmieniło się moje spojrzenie na niektóre sprawy i wiele aspektów tej książki odbieram inaczej niż kilkanaście lat temu.
Akcja rozpoczyna się w Niemczech tuż przed wybuchem II wojny światowej. Głównymi bohaterami są żołnierze Wehrmachtu,a konkretnie III batalionu artylerii. Autor doskonale prezentuje dzień powszedni, absurdy niektórych rozkazów, żołnierskiej rzeczywistości, kontrast i konflikt na linii zwykły żołnierz- oficerowie.
Poza tym sporo o walkach na froncie, zimie na froncie wschodnim, frontowej rzeczywistości i absurdach.Okopowa rzeczywistość to wojna w uśpieniu, a nie działaniu.
Śledzimy także powstawanie, rozwój i wewnętrzne sprawy partii nazistowskiej oraz koniec II wojny świadomej, współpracę niektórych żołnierzy z amerykańskim wywiadem, przygotowywanie planów ucieczki z upadającej armii i wiele innych ciekawych spraw.
Wszystko ukazane celnie, ze sporym przymróżeniem okna, na śmieszno, ale i bardzo realistycznie, a przez to w wielu momentach robi się straszno.Taki trochę obraz świata ala Wojak Szwejk lub C.K. dezerterzy w niemieckim wydaniu.

Ciekawym jest, jak niezmienni są w wielu kwestiach ludzie. Mimo, iż książka powstała wiele lat temu, to pewne postawy, mechanizmy nie zmieniły się. Szkielet niektórych postępowań sprawdza się do dziś czy to w jakiś organizacjach, firmach czy korporacjach.
Czyta się dobrze, choć nie należy książki traktować, jako kroniki wojny, czy źródła informacji o wojennej rzeczywistości.
Drobnym minusem są niekiedy schematyczne dialogi. Kirst mógłby co prawda się do nich trochę bardziej przyłożyć. Szkoda także, że autor nie pokazał w większym zakresie niemieckiego społeczeństwa. Te drobne minusy nie wpływają jednak na przyjemność wynikającą z lektury. Należy bowiem pamiętać, iż ma to być przede wszystkim lekka, zabawna, choć także pouczająca książka, a nie jakie wybitne dzieło literackie, w którym należy szukać tego, czy autor ma właściwe spojrzenie na udział Niemców w II wojnie światowej czy nie.

poniedziałek, 12 września 2016

Umrzeć na wiosnę - Ralf Rothmann

Wydawnictwo WAB, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Jest zima, koniec 1944 roku, II wojna światowa zdecydowanie chyli się ku upadkowi, III Rzesza drży w posadach. Młodzi Niemcy powoli oddychają z ulgą, nie będą musieli już narażać życia w wojennej zawierusze, uda się przeżyć.
Nic bardziej mylnego. Rzesza drży w posadach, ale nie upada i niczym ledwo dyszący półtrup nadal walczy i stosuje podstęp.
Zabawa, którą organizuje jedna z licznych faszystowskich organizacji, okazuje się podstępem. Wszyscy uczestnicy tej imprezy zostają siłą wcieleni do Waffen SS.
W książce, napisanej bardzo przystępnym językiem, poznajemy losy dwojga przyjaciół, nastolatków z patologicznych rodzin - Waltera i Friedricha. Jeden z nich rozpoczyna przymusową służbę w zaopatrzeni i on może mówić o szczęściu w nieszczęściu, bowiem drugi z przyjaciół trafia wprost na pierwszą linię walki, zostaje przeniesiony do faszystowskich Węgier.
Przyjaciele, bardzo mocno ze sobą zżyci, zostają rozdzieleni. Jeden nie wie co dzieje się z drugim, czy kolega żyje, czy jest ranny, czy dostał się do niewoli? Takie i wiele innych pytań przewija się przez całą książkę. Dodatkowym utrudnieniem jest pełnienie przez ojca Waltera funkcji strażnika w KL Dachau. to utrudnienie ma wiele aspektów. W ogóle, taka wieloaspektowość, spojrzenie na dana kwestie z różnych perspektyw, swoista próba rozliczenia z wojenną przeszłością, to cecha charakterystyczna tej książki.
Rothmann ciekawie, niezwykle plastycznie, momentami aż za okrutnie pokazał koszmar schyłku II wojny światowej, jego okrucieństwo, bezsens, cierpienie ludzi po obu stronach, terror, zabójstwa.
Z drugiej strony prezentuje obraz człowieka zwyczajnego wplątanego w machinę nazizmu, to jaki ma ona wpływ nawet na najbardziej oporną jednostkę.Tatuowanie nowych żołnierzy, sodomickie praktyki, narkotyki, okrutne fale, morderstwa dla zabawy, katowanie Żydów, rabowanie mienia, palenie domów. To i wiele innych rzeczy, zdarzeń stało się udziałem nastoletniego żołnierza.
Jeden z młodych ludzi był regularnie bity przez ojca alkoholika. Drugi z chłopców to wielbiciel poezji, delikatny, wrażliwy młody człowiek. Który trafił do zaopatrzenia, a który w sam środek wojennego piekła? Tego nie zdradzę. Dowiecie się w trakcie lektury. Faktem jest, iż cechy charakteru każdego z młodzieńców, to dokąd trafili, co wynieśli z rodzinnych domów, ulega przemianie pod wpływem służby wojskowej i tego co stanie się ich udziałem. Na ile młodzi żołnierze zmienią się? Czy decyzje, które podejmą będą diametralnie odmienne od tych, jakie podjęliby jeszcze kilka miesięcy wcześniej? Czy przyjaciel stanie przeciwko przyjacielowi? Sami sprawdzicie.
Czytałem sporo recenzji w języku niemieckim dot. tej książki. Umrzeć na wiosnę, to dobra proza, sprawnie napisana, bardzo realistyczna, bez wątpienia poruszająca.
Jednak nie uważam, iż jest to aż tak porywająca książka, jak głosi wydawca, czy jak opisywały ją wspomniane recenzje. Po lekturze czuję z jednej strony zniesmaczenie, a z drugiej niedosyt. Opisy, które serwuje nam Rothmann, dotyczące III Rzeszy w agonii, są poruszające, momentami obrzydliwe. Ale tego należałoby się spodziewać biorąc pod uwagę tematykę książki. Jednak (co rozczarowuje) pisarz nie zaskakuje, nie wpędza w oczekiwaną euforię, czego nie ukrywam oczekiwałem. Ot dobra, realistyczna, sprawnie napisana książka o wojennym okrucieństwie i próbie pozostania w tym wszystkim człowiekiem.
Nie oznacza to bynajmniej, iż nie warto książki czytać. Wręcz przeciwnie. Gorąco zachęcam do jej lektury. 


Książka w doskonałej cenie do kupienia w Księgarni Internetowej Platon24 (klik) 
https://platon24.pl/ksiazki/umrzec-na-wiosne-100462/


 

czwartek, 11 czerwca 2015

Gra cieni - Charlotte Link

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Gra cieni, to  kolejna książka Charlotte Link, którą miałam okazję przeczytać. Link to bardzo nierówna pisarka. Chodzi mi o styl pisarski i gatunek literacki, którym dana książka jest. Twórczość niemieckiej autorki przypomina sinusoidę - od genialnego Domu sióstr poprzez bardzo dobre Echo winy i Przerwane milczenie, dosyć dobrego Obserwatora do pozostałych książek, które są jak dla mnie poniżej średniego poziomu.
Gra cieni, to powrót niemieckiej pisarki do doskonałej formy. Przyznam się, że jestem bardzo, ale to bardzo mile zaskoczona. 
Tym razem akcja toczy się wokół zabójstwa multimiliardera Davida Bellino. Był on człowiekiem bezwzględnym,  pozbawionym jakichkolwiek skrupułów zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Żyło mu się wyjątkowo wygodnie do dnia, gdy zaczął otrzymywać anonimy z pogróżkami. Mężczyznę zaczynają prześladować koszmary senne. Tajemnicze wiadomości stają się pretekstem do konfrontacji z przeszłością. Bellino postanawia wydać niewielkie przyjęcie i zaprosić na nie czworo przyjaciół z dawnych, studenckich lat. Jest przekonany, iż jedno z nich czyha na jego życie i jest także autorem anonimów. Niestety, ale męźczyzna zostaje znaleziony martwy. Rozpoczyna się śledztwo, które krok po kroku odsłania niezwykle mroczna przeszłość czworga gości milionera. Jednak okaże się, iż najgłębiej skrywane tajemnice należą do zmarłego. Co takiego Bellino zrobił czworgu ludziom, że wszyscy pragnęli jego śmierci i nikt po nim nie płacze?
Gra cieni, to jak wspomniałam na początku, powrót Link do wysokiej formy. Autorka niezwykle zręcznie splata ciekawy wątek kryminalny (który zdecydowanie rozrasta się poza typowe śledztwo w sprawie zabójstwa) z doskonałą powieścią obyczajowo-społeczno-psychologiczną. 
Ogromnym atutem książki są - niezwykle umiejętnie budowane napięcie i ciekawie nakreślone postacie piątki głównych bohaterów. Niby są oni ludźmi podobnymi do siebie (chociażby pod względem wieku), ale jak się okaże w trakcie lektury - dzieliło ich niemal wszystko.
W opowieśc o losach pięciorga kiedyś bliskich sobie ludzi, Link wplotła także urywki XX-wiecznej europejskiej historii. 
Znakomita, wciągająca lektura, którą pochłania się w mgnieniu oka, a której zakończenie niesamowicie zaskakuje. Przyznam się, że cały czas obstawiałam zupełnie inny finał. 
Zachecam do lektury. Warto.


niedziela, 18 stycznia 2015

Ostatnia posługa, czyli książka, której nie dałam rady przeczytać

Wydawnictwo Imprint, Oceny ze zrozumiałych względów nie daję
Próbowałam, na prawdę próbowałam przeczytać Ostatnią posługę, kilkakrotnie nawet, ale nic z tego. Za trzecim bodajże razem zrezygnowałam. Książkę usiłowała przeczytać także moja przyjaciółka. Niestety także nie dała rady i kilka dni temu oddała mi Ostatnią posługę (książkę oczywiście). Christine Fux i jej książka pokonały nas obie. I tak zbierałam się i zbierałam do napisania kilku słów o tej pozycji i ciężko mi szło, nie lubię źle pisać o książkach, ale w końcu uznałam, iż trzeba przestać się ociągać i zmierzyć z wyzwaniem.
Streszczenie na okładce, czy w księgarniach internetowych zapowiada bardzo ciekawą pozycję, której lektura może przysporzyć kilku godzin dobrej rozrywki. Niestety, ale to tylko ułuda. 
Ciało nie jest dla Theo niczym nadzwyczajnym, ponieważ jest lekarzem. A martwe ciało tym bardziej, ponieważ prowadzi on zakład pogrzebowy. Jednak śmierć starszej kobiety, Anny, którą znaleziono zamarzniętą na plaży nad Łabą, budzi jego podejrzenia. Policja zamyka sprawę, a Theo wszczyna prywatne dochodzenie. Odkrywa przy tym straszliwą zbrodnię, sięgającą czasów drugiej wojny światowej – i zbrodniarza, który oficjalnie nie żyje od kilkudziesięciu lat.
Niby w treści książki mamy śledztwo, które z założenia powinno być ciekawe. Nie mam nic do dochodzeń, które prowadzą osoby spoza policji. Chirurg Theo, który podejmuje się roli detektywa, wydaje się by osobą w miarę kompetentną, chociaż jakoś tak słabo moim zdaniem nakreśloną. Dochodzenie prowadzi, a jakże. Brnie przez nie z wielkim uporem godnym uwierzcie mi lepszej sprawy. Jego dochodzenie nie ma w sobie żadnej ikry, ani grama energii, nie zaciekawia, o zadziwieniu czy przestrachu nie wspomnę. Tak mnie znudziła treść książki i przebieg śledztwa, że po przebrnięciu w męce mniej więcej przez połowę książki zrezygnowałam z dalszej lektury. Nie sądzę, żebym cokolwiek straciła. Wszak czytanie książek powinno być przyjemnością, a nie masochistycznym doznaniem. Nie zachęcam ani nie zniechęcam nikogo do lektury Ostatniej posługi. Być może komuś z was książka przypadnie do gustu. Warto to samemu sprawdzić.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Cięcie

Wydawnictwo Akurat, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża. Mimo zachwytów na innych blogach, mnie książka wyjątkowo nie przypadła do gustu. Nie przeraziła mnie, nie wciągnęła, może tylko w trakcie lektury czułam obrzydzenie, zarówno samym mordercą, jak większością opisanych przedstawicieli ludzkiego gatunku. Nie przeczytałam całej książki, zaledwie ok. 1/3, więc nie będę pisać recenzji. Mojemu mężowi książka spodobała się.Jego opinię możecie przeczytać poniżej.


Niemiecka nadkomisarz Clara Vidalis, patopsycholog, profiler i przede wszystkim świetna detektyw pewnego dnia otrzymuje tajemniczą kopertę. W jej wnętrzu znajduje się płyta CD. Na płycie znajduje się krótki, ale przerażający filmik - zamaskowany mężczyzna podcina gardło młodej dziewczynie. Kiedy udaje się zidentyfikować ofiarę, policja obstawia jej dom i Clara wchodzi do mieszkania. Nie spodziewa się, że dziewczyna nie żyje od przeszło sześciu miesięcy! Jej ciało leży na łóżku, zmumifikowane przez specyficzny gatunek robaka. Tajemniczy i okrutny zabójca, który nadał sobie miano Bezimiennego, ponownie kontaktuje się z Clarą. Dzięki jego kolejnej wskazówce odnalezione zostaje ciało drugiej ofiary. Kontakty Clara- Bezimienny i cała otoczka, jaka się wokół tego tworzy, zaczynają przypominać chorą grę. Znalezione zostaje kolejne ciało. Całe modus operandi jest identyczne jak przy poprzednich zabójstwach, z tym, że ofiarą jest homoseksualista, który zginął prawdopodobnie jeszcze przed pierwszą odnalezioną ofiarą. Jak to się stało, że nikt nie zgłaszał zaginięcia ofiar? 
Równocześnie na scenie pojawia się typowy przedstawiciel naszego ludzkiego gatunku z mocnym parciem na szkło. Jest nim Albert Torino - wizjoner, jak sam chce siebie widzieć, lub pozbawiony skrupułów zboczeniec, jak określają go inni. Rozpoczyna on emisję online wyjątkowo kontrowersyjnego show, będącego połączeniem interaktywnego reality show coś ala milion razy gorsza wersja Top Model ze swoista aukcją towaru, bo inaczej tego określić nie można.  Zwyciężczyni ma otrzymać nagrodę w postaci wiekuistej, światowej sławy i kontraktów, a wylosowani widzowie będą mogli spędzić z królową noc całkowicie na swoich warunkach. Który męźczyzna by się nie skusił?! Ponieważ internet jest kuriozalnym medium, a wiele osób nadal uważa, że są w nim nie do namierzenia, całkowicie anonimowi, show przyciąga miliony zwyczajnych ludzi, ale i nie mniej różnorodnej maści świrów. Jednak w pewnym momencie potencjalna zwycięźczni znika. Znika jednak nie tylko ona.Co się z nimi stało? Czy i co mają oni wspólnego z Bezimiennymi i jego morderstwami? Lecz nie tylko to jest zagadką. Tajemnicą jest także dlaczego morderca wybrał Clarę? Dlaczego to z nią nawiązuje kontakt?
Cięcie, to doskonały kryminał i thriller w jednym, realny, przerażający, namacalnie okrutny. Veit Etzold tym bardziej przeraża, że treść książki niczym lustro odbija część naszej rzeczywistości.  W wielu przypadkach nasze kontakty międzyludzkie sprowadziliśmy do poziomu internetu - chatów, portali społecznościowych, komunikatorów etc. Show (na razie z reguły telewizyjne) przypominają maksymalnie uproszczoną sieczkę dla mózgu. Brak programów o jakiejkolwiek wartości. Zastanówmy sie, czy na prawdę dlugo będziemy musieli czekać, żeby w internecie oglądać show opisane przez Etzolda? Nie sądzę. 
Plusem jest sama akcja, osoba Bezimiennego, mocno zarysowany wątek psychologiczny. Do drobnych minusów można zaliczyć pewną sztampowość pozostałych bohaterów. Ale generalnie jest to dobra, mocna książka.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Godzina szakala - Bernard Jaumann

Wydawnictwo Czarne, Okładka miękka, 293 s., Moja ocena 4,5/6, ocena mojego męża 5,5/6
Książka bardzo dobra, doskonale napisana, ale spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Z tego powodu jestem odrobinę rozczarowana. Mojemu mężowi książka z kolei bardzo przypadła do gustu.
Akcja rozgrywa się w Namibii, mało znanym afrykańskim kraju. Jeden po drugim giną szanowani obywatele. Każdy z nich zostaje zamordowany strzałem z Kałasznikowa. Już przy odkryciu pierwszych zwłok, miejscowa policja nie ma wątpliwości, że sprawca okrutnej zbrodni jest profesjonalistą, płatnym zabójcą.
Dlaczego osoby, które z pozoru nic nie łączy zostają zamordowane z tej samej broni, przez najprawdopodobniej tego samego człowieka?
Śledztwem kieruje (o tu ciekawostka, rzadko spotykana w kryminałach) czarnoskóra policjantka - Clemencii Garises. Mimo doskonałego przygotowania merytorycznego, olbrzymiego zapału śledztwo idzie jak po przysłowiowej grudzie. W Namibii mimo, iż mamy XXI wiek, niewiele się zmieniło, panują ciągle te same zasady i stereotypy. W końcu policjantce udaje się trafić na ślad łączący obie ofiary. Ich powiązania sięgają daleko w przeszłość.
Czy Garies uda się rozwikłać do końca zagadkę i ująć mordercę?
Jak wspomniałam na początku, książka jest świetnie napisana, chociaż chwilę trwało zanim przyzwyczaiłam się do stylu pisarskiego Jaumanna. Co mi jednak przeszkadzało, to zbyt duża ilość polityki. W zasadzie całość intrygi oparta jest o historie Namibii i polityczne zależności w tym kraju. Autor niezwykle dosadnie, bez owijania w bawełnę powraca do nie tak znowu odległych czasów, gdy w kraju rządził Apartheid. Wszystko co z nim związane jest szczegółowo opisane i w pewien swoisty sposób napiętnowane. Dla mnie tak duża ilość polityki i społecznego przesłania była minusem, dla mojego męża wielka zaletą.
W pewnym stopniu Godzinę szakala można przyrównać do Białej lwicy Mankella. Jednak u Mankella duża ilość polityki i spraw społecznych nie przeszkadzała mi, aż tak jak u Jaumanna.Może to kwestia zupełnie innego stylu pisarskiego obu autorów?!
Obojgu nam za to bardzo przypadła do gustu główna bohaterka, nowoczesna, w pewien sposób (o ile to w afrykańskim kraju  możliwe) wyemancypowana, śmiało dążąca do celu. Kobieta bez wahania stawia czoło namibijskim stereotypom i szowinistycznym kolegom policjantom.Co z tego wyniknie? Przekonajcie się najlepiej sami. Gorąco zachęcam do lektury. Niezależnie od tego, czy lubicie dużą ilość tła społecznego i politycznego w kryminałach, po Godzinę szakala warto sięgnąć. To kawał doskonałej literatury z niezwykle ciekawą główną bohaterką.

środa, 3 lipca 2013

Zamiana - Zoe Beck

Wydawnictwo Sonia Draga, Okładka miękka, 288 s., Moja ocena 5,5/6
Rewelacyjny thriller psychologiczny, który czyta się z zapartym tchem. 
Bohaterkami są dwie kobiety - Carla i Fiona.
Pierwsza z nich musi udać się do szpitala i na ten czas rozstać się ze swoją malutką córeczką. Kiedy pielęgniarka po jakimś czasie przynosi jej dziecko, kobieta stwierdza, że to nie jej córka. Próbuje dowiedzieć się co się stało, odnależć własne dziecko, ale nikt jej nie chce pomóc, gorzej - nikt jej nie wierzy.Na dodatek mąż nie widzi żadnej różnicy, dla niego dziecko to dziecko...
Fiona niespodziewanie odzyskuje przytomność w wannie. Z przerażeniem zauważa, że ma pocięte nadgarstki. natychmiast zostaje wezwane pogotowie. Przybyłej ekipie Fiona tłumaczy, iż ktoś usiłował ją zabić. Niestety, ale nikt jej nie wierzy.
Dlaczego? Dlaczego nikt nie wierzy ani Carli ani Fionie? A może wydarzenia wcale nie przebiegały tak, jak to opisują obie kobiety? Może nikt nie chciał zabić Fiony, a dziecko przyniesione przez pielęgniarkę jest córeczką Carli? Jak w związku z tym można wytłumaczyć zachowanie obu kobiet? Chorobą psychiczną? A może w obu przypadkach doszło do manipulacji? Jeżeli tak to dlaczego? 
Czy coś łączy obie kobiety? Gwarantuję, że odpowiedź będzie dla was całkowitym zaskoczeniem, tym bardziej, iż obie historie dzieli ponad 20 lat.
Takich pytań w trakcie lektury nasuwa nam się wiele. Książka niesamowicie wciąga i to od pierwszej strony. Beck rozpoczyna swoją opowieść bardzo mocnym akcentem. Robi to tylko po to, żeby z każdym kolejnym rozdziałem jeszcze podkręcić tempo. W pewnym momencie czujemy się jak na jadącej z maksymalną prędkością kolejce górskiej. 
Poza silnym wątkiem psychologiczny, autorka porusza wiele zagadnień społecznych, jak np. ludzkie odtrącenie, badania na zarodkach, kidnaping dzieci, brak zrozumienia w rodzinie. 
Zamiana to doskonała lektura, która zadowoli zarówno fanów mocnych powieści psychologicznych, thrillerów, jak i powieści z silnym wątkiem społecznym. Mnie zagwarantowała fakt, iż kilkugodzinna podróż autem minęła mi błyskawicznie.Tylko recenzję piszę dopiero teraz, bo czasu brak:)

sobota, 29 grudnia 2012

Pieśń kolibra - Ana Veloso

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka miękka, 334 s., Moja ocena 4,5/6
Czas na zaległą recenzję:)
Czytając Pieśń kolibra przeniosłam się do dawnej Brazylii. Ogromnym plusem książki jest doskonałe oddanie klimatu i realiów kolonialnej Brazylii. 
Autorka przedstawia nam świat niewolników i ich właścicieli, świat z jednej strony wielkiego dobrobytu, a z drugiej - nędzy, poniżenia, ale też i zadowolenia z losu niewolnika.
Główną bohaterką jest Lua – młoda, niezwykłej urody niewolnica, która (co rzadko się zdarzało) potrafi czytać i pisać. Jak każda dziewczyna w jej wieku marzy o lepszym życiu, ale przede wszystkim o miłości, takiej wielkiej, prawdziwej. I los jej taką miłość da. Ale nie będzie łatwo, ponieważ jej wybranek nie jest zwyczajnym niewolnikiem. Jego charakter, poglądy i plany będą przyczyną całej serii perypetii i nieszczęść, które ich i ich przyjaciół spotkają. 
Musze od razu zaznaczyć, że powieść jest dwu wątkowa. Jeden wątek to wspomniane wyżej perypetie Lui i jej ukochanego, a drugi wątek to świetnie opisane przygody Imaculady.
Kim jest Imaculada? Otóż to stara, ale wbrew temu co większość mówi, niezwykle mądra niewolnica. Jej ciekawe, momentami niezwykle dramatyczne losy poznajemy dzięki opowieści jaką snuje, a które każe spisywać Lui.
Możecie zastanawiać się, co wspólnego mają te dwa wątki - losy pary zakochanych i starej niewolnicy.  Mają i to bardzo dużo, ale wyjaśnienie otrzymujemy dopiero prawie na końcu książki. Zdradzę tylko tyle, że Imaculada bardzo pomoże Lui i jej kochankowi, pomoże im godnie żyć, całkowicie zmieni ich los. 
Co pozwoli staruszce zrobić taki krok? W jaki sposób młodzi zyskają szansę na nowe życie? Jak potoczą się ich losy? I kim tak na prawdę jest Imaculada? Czy tylko zwykłą niewolnicą?
Tego nie zdradzę. Zachęcam za to do sięgnięcia po Pieśń kolibra. 
Rozpoczynając lekturę miałam trochę obawy, że książka może okazać się mdłym, tandetnym romansidłem umiejscowionym w egzotycznej scenerii. Nic bardziej mylnego. Oczywiście mamy w książce wątek miłosny, ale tak poprowadzony, że jest on dodatkiem do akcji, a nie osią powieści.
Przy okazji recenzji Woalu wspominałam, że w przeciwieństwie do poprzednich książek Woal średnio przypadł mi do gustu. Zastanawiałam się, czy to może wina mojego odbioru, czy autorka odrobinę się wyeksploatowała.
Pieśń kolibra miała to sprawdzić.
Książkę czytało mi się doskonale, szybko, szczególnie wciągnęły mnie losy Imaculady. Trzeba Veloso przyznać, że po raz kolejny stworzyła na prawdę niebagatelnych, wyrazistych bohaterów.
Koleje ich losów wciągają, w trakcie lektury automatycznie trzyma się za nich kciuki. Akcja w porównaniu do Woalu jest szybsza, taka bardziej konkretna bez przysłowiowego lania wody.
Czyli ogólnie książkę zapisuję na plus i szczerze polecam sięgniecie po nią. Na pewno nie dorównuje ona pierwszym książkom autorki (Bądź zdrowa Lizbono, Zapach kwiatów kawy), ale jest dużo lepsza od Woalu, a to już coś:). 
Jednym zdaniem - doskonała książka dla szukających odprężenia, ale i wciągającej lektury.

piątek, 28 grudnia 2012

Po drugiej stronie jaźni - Wulf Dorn

Wydawnictwo Sonia Draga, Okładka miękka, 344 s., Moja ocena 5/6
Nie wiem, czy lubicie thrillery psychologiczne. Ja bardzo. Do tej pory niekwestionowanym moim "guru" tego gatunku literackiego był  Sebastian Fitzek. Od 2 dni dołączył do niego także Wulf Dorn.

Główną bohaterką książki jest doktor Ellen Roth niezwykle ceniony psychiatra. 
Od kilku lat pracuje w znanej Leśnej Klinice. Jest to szpital znajdujący się w sielskim otoczeniu, lecz to co spotka dr Roth dalekie będzie od spokojnej sielanki i sprawi, że pani doktor będzie bliska znalezienia się na własnym oddziale. Ale po kolei.
Do kliniki rafia pewnego dnia zaniedbana, brudna kobieta z widocznymi śladami maltretowania. Pacjentka z pozoru zwyczajna. Takich jak ona w Leśnej Klinice jest wiele.  Jest śmiertelnie przerażona i cały czas mówi bez sensu i ładu o Czarnym Ludzie, który ją ponoć prześladuje. Boi się, że oprawca ją w końcu dopadnie i błaga Ellen o pomoc, nie chce jednak wyjawić, jak się nazywa, gdzie mieszka, ani kim/czym jest ów Czarny Lud.
Ich rozmowę przerywa zamieszanie na korytarzu. Jeden z pacjentów próbuje popełnić samobójstwo. Kiedy lekarce udaje się opanować sytuację i wraca, by dokończyć rozmowę z przestraszoną kobietą, okazuje się, że ta zniknęła. Ellen zaczyna jej szuka, rozpytuje personel, sprawdza karty pacjentów. Niestety, nikt nie wie o jej istnieniu, nikt nie zna jej nazwiska, w papierach nie ma o takiej pacjentce wzmianki, jakby nigdy nie istniała. Ale przecież istniała, lekarka doskonale pamięta każdy szczegół przeprowadzonej niedawno rozmowy.
Ellen próbuje zbadać na własną rękę, co stało się z kobietą. Ale nie dość, że koledzy z kliniki nie pomagają jej, to na dodatek uważają, że postradała zmysły. Dodatkowo kobieta odkrywa, że jest obserwowana i ktoś zaczyna jej grozić. Na policji także nie traktują jej poważnie, ponieważ nie potrafi podać nawet imienia zaginionej kobiety.
Tymczasem dostaje wiadomość od tajemniczego człowieka, który każe jej stawić się w umówionym miejscu na spotkanie, inaczej pacjentka-widmo zginie. Ellen pojawia się na spotkaniu i zostaje zaatakowana. W pewnym momencie nabiera pewności, kto jest napastnikiem i kto za tym wszystkim stoi. 

Ale czy tak jest naprawdę? Czy faktycznie poznała napastnika? Czy uda jej się ocalić siebie i tajemniczą kobietę?
Więcej nie zdradzę, napisze tylko, że w tym momencie akcja dopiero zaczyna się rozkręcać i szybko okazuje się, że nic nie jest takim za jakie to uważaliśmy. Momentami czułam się, jak na kolejce górskiej.
Po drugiej stronie jażni to debiut na naszym rynku Wulfa Dorna. Znacie zapewne książki Sebastiana Fitzka?! Ten autor jest u nas dosyć popularny. Jeszcze przed rozpoczęciem lektury miałam wrażenie, że książka Dorna będzie odrobinę fitzkowata:) i nie myliłam się. 

Mamy ten sam nastrój, tajemnicę, próby jej rozwikłania i mnożenie się grożnych, dziwnych i z lekka absurdalnych sytuacji. Jednak Fitzek wydaje mi się odrobinę bardziej (jakby to nazwać...) psychodelicznym autorem. U Fitzka boimy się od samego początku (przynajmniej ja się bałam czytając jego książki), natomiast u Dorna boimy się stopniowo, ba śmiało mogę napisać, że na początku w ogóle się nie boimy tylko jesteśmy zaciekawieni. Bać zaczynamy się póżniej, gdy wszystko zaczyna się gmatwać i okazuje się, że wcale nie jest takie proste jakby się z początku zdawało. I to też jest sztuka, tak dozować napięcie...
Po kolejną książkę Dorna na pewno sięgnę, tym bardziej, że autor ma talent do stwarzania makabrycznych sytuacji, które potrafią przerażać, a ich korzenie (no korzonki) ma każdy gdzieś głęboko w psychice. 
Akcja jest niesamowicie dynamiczna i pełna niespodzianek, więc nuda czytelnikowi absolutnie nie grozi. Do tego spora dawka tajemnic i zgłębiania meandrów ludzkiej psychiki oraz zaskakujące zakończenie.
Zachęcam do lektury, a ja czekam na kolejnego Dorna i Fitzka też.  

Wulf Dorn (urodzony w 1969 r.). Po skończeniu studiów ekonomicznych przez kilka lat pracował w dużym międzynarodowym koncernie, studiując równocześnie dziennikarstwo. Przez długi czas był również korespondentem zagranicznym. W  1994 r. rozstał się ze swoim wyuczonym zawodem, by rozpocząć pracę w jednej z klinik psychiatrycznych. Równolegle uczęszczał na specjalistyczne kursy z zakresu rehabilitacji zawodowej osób z zaburzeniami psychicznymi. 
Od trzech lat prowadzi wspólnie z grupą międzynarodowych psychiatrów wspierany przez Unię Europejską projekt badawczy,  mający na celu stworzenie osobom po traumatycznych przejściach warunków powrotu do normalnego życia Swoje doświadczenia w pracy z chorymi wykorzystuje w książkach. Zadebiutował thrillerem Po drugiej stronie jaźni , który natychmiast trafił do czołówki list bestsellerów. Prawa do adaptacji filmowej natychmiast zakupiło studio TeamWorx Television & Film.

czwartek, 20 września 2012

Na ziemi obiecanej - Erich Maria Remarque

Wydawnictwo Bellona, Okładka miękka, 534 s., Moja ocena 6/6
Książka, dla której zarwałam dwie noce, ale było warto:).
Jest to ostatnia, nigdy niepublikowana powieść wybitnego pisarza. Erich Maria Remarque, klasyk literatury niemieckiej i światowej, autor głośnej i wielokrotnie wznawianej w Polsce powieści Na Zachodzie bez zmian.
Na ziemi obiecanej Remarque zaczął pisać na rok przed śmiercią. Pisarz pracował nad książką do samej śmierci we wrześniu 1970r. Powieść w wyjątkowo przejmujący i emocjonalny sposób opowiada o  losach uchodźców niemieckich, głównie Żydów, ale nie tylko. 

USA to dla nich ziemia wolności i spokoju, świat nowych możliwości, ziemia obiecana. 
Na obczyźnie ludzie ci nie są jednak w stanie uwolnić się od wspomnień koszmaru prześladowań i niekończących się ucieczek.
Wzorcowym przykładem takiego uchodźcy jest główny bohater Remarqua, Ludwik Sommer. Udało mu się, uciekł przed reżimem faszystowskim, którego może nie tyle się bał, lecz nim pogardzał. Znajomy fałszerz (który w powieści także odegra niebagatelną rolę) załatwił mu paszport i przeżywając różne niejednokrotnie dramatyczne przygody dotarł do Nowego Jorku, do tytułowej ziemi obiecanej. Owym edenem dla uchodźców takich jak on, jest Ellis Island, gdzie znajduje się obóz przejściowy, takie swoiste miejsce, w którym ważą się losy ludzkie – na jednej szali jest zezwolenie na wjazd do USA, czyli na nowe życie (czy lepsze, to już kwestia dyskusyjna), na drugiej wydalenie z tego kraju, czyli de facto wobec szalejącej w Europie II wojny światowej, skazanie ludzi na pewną śmierć.

Ellis Island


Tak bohater Remarqua opowiada o Ellis Island:  
Ellis Island - najłagodniejszy obóz dla internowanych, jaki znałem. Nie bito w nim i nie torturowano, nie wysyłano ludzi do gazu i nie pozbawiano ich życia nadludzką pracą. Było nawet dobre jedzenie za darmo i łóżka, w których wolno było spać. Wprawdzie wszędzie kręcili się strażnicy, ale zachowywali się niemal po przyjacielsku. W Ellis Island osadzano imigrantów, legitymujących się podejrzanymi albo niekompletnymi dokumentami. W Ameryce nie wystarczała bowiem ważna wiza amerykańskiego konsulatu w Europie - przed wjazdem musiała zostać jeszcze raz sprawdzona i potwierdzona przez urząd imigracyjny w Nowym Jorku. Dopiero wtedy wpuszczano, albo - jeśli zostało się uznanym za osobę niepożądaną - najbliższym statkiem odsyłano z powrotem. Chociaż deportacja już od dawna nie była tak prosta, jak to bywało wcześniej. Przez trzy tygodnie widziałem przed sobą miasto, leżące jakby na innej planecie. Oddalone zaledwie o kilka kilometrów, oddzielone wąskim kanałem, który niemal mógłbym przepłynąć; a jednak dla mnie równie niedosiężne, jakby otoczone armią czołgów. (...) 
Późną nocą zamieniało się w odpychający bielą krajobraz księżycowy z setkami drapaczy chmur - milcząca wieża Babel, wieczorem jednak, w potopie sztucznych świateł, jawiło się na kształt rozjarzonego dywanu zawieszonego na horyzoncie, obce i budzące lęk po ciemnych, wojennych nocach w Europie; często zdarzało się, że śpiący w sypialniach uciekinierzy zrywali się, zbudzeni nagle szlochem, rzężeniem i krzykami innych śpiących, których we śnie wciąż jeszcze goniło gestapo, żandarmi i mordercy z SS. Zbierali się wtedy w małych grupkach przy oknach, mamrocząc pod nosem, albo w milczeniu patrzyli płonącymi oczyma na rozedrganą panoramę świateł tej ziemi obiecanej, Ameryki, zbratani wspólnotą odczuć, jakie zna tylko bieda - nigdy szczęście.(...) 
Ludwik znajduje się w grupie szczęśliwców, którzy dostają zezwolenie na pozostanie w USA. Mężczyzna bardzo szybko zadomawia się w Nowym Jorku, uczy się języka (na początku, jak sam opowiada, jego znajomość angielskiego jest na poziomie 5-cio letniego dziecka), poznaje nowych znajomych (bardzo barwna grupa), nawiązuje kontakty ze środowiskiem emigranckim, a w końcu zupełnie przypadkiem otrzymuje niezłą pracę w antykwariacie. Przydaje mu się doświadczenie w zakresie historii sztuki, które zdobył w trakcie ukrywania się w jednym z belgijskich muzeów (to ukrywanie się w muzeum w Belgii, opisuje ze wszystkimi szczegółami, niezwykle często i emocjonalnie).
Ludwik błyskawicznie odnosi sukces zarówno towarzyski, jak i zawodowy, można rzec, że znajduje swoje miejsce na ziemi, rozkwita. Dostaje się na nowojorskie salony, bywa w domach elity towarzyskiej tamtego okresu, a jednocześnie odnosi coraz większe sukcesy w handlu dziełami sztuki, dla nowojorskiej śmietanki staje się nieoceniony i ze wszech miar pożądany.
Nadchodzi koniec wojny. Początkowo Sommer pragnie wrócić do Europy, ale jak się okazuje nie jest to takie proste. W Ameryce ma nowe życie, uczucie, dom, pieniądze, kusi go wyjazd z przyjaciółką do Hollywood. Co wybierze? Czy wybór w cieniu wojny i ogromu tragedii, jakiego ma dokonać Sommer, jest w ogóle możliwy? Czy można żyć normalnie, zwyczajnie po Holokauście? Czy da się w ogóle zapomnieć, zostawić wszystko za sobą, zacząć żyć na nowo?
Ludwika dręczą coraz częściej takie i inne wątpliwości. Przeżył, ale czy odpowiednia ilość dolarów w kieszeni jest równoznaczna z wartościowym, spokojnym życiem i spokojem sumienia? Są momenty, gdy przeżywa istne katusze wewnętrzne. Mimo, iż znajduje się w miejscu, o którym od tak dawna marzył, osiąga niezły jak na emigranta status społeczny, nie może żyć bez wspomnień, które go od środka zżerają, bez wyrzutów sumienia, że on przeżył. Swoje traumy próbuje zagłuszyć alkoholem i psychotropami. W trakcie wieczorów traumatycznych wspomnień, ustami Sommera pisarz opowiada nam o koszmarze, jaki podobni Ludwikowi uciekinierzy musieli przeżyć, o piekle jakie zgotowali im inni ludzie. Książka ta jest swoistym przesłaniem, kroniką, spowiedzią i ostrzeżeniem dla następnych pokoleń. A wszystko to podane jest czytelnikowi w sposób mistrzowski i przy pomocy wspaniałego języka.
Jak już wspomniałam, Na ziemi obiecanej jest książką niedokończoną, autor zmarł w trakcie jej pisania. Pisarz wiedząc, ze umiera starał się dokończyć pisanie książki, ale niestety nie udało mu się to. Co prawda po śmierci pisarza odnaleziono kilka wstępnych szkiców zakończenia powieści, ale to tylko szkice. W trakcie lektury, widać wyraźnie rozdźwięk między pierwszą, a drugą częścią powieści. W pierwszej części wyróżnia się sprawne, wręcz genialne piór autora, natomiast druga, która jest tą niedokończoną, jest jakby szkicem, rozbudowanym konspektem, trudno to nawet opisać. 

Mimo, iż żal, że autor nie zdążył sam opowiedzieć do końca o losach Ludwika Sommera, lektura Na ziemi obiecanej jest dla miłośników Remarqua i doskonałej prozy, wspaniałą ucztą.
Autor w tak charakterystyczny dla siebie sposób ukazuje psychikę człowieka, który przeżył koszmar wojny, który przeżył Holokaust, którym targają rozterki, emocje i strach.
I to przesłanie na końcu książki, o którym zapewne autor (który przeżył dwie wojny) chciał  żebyśmy pamiętali: Życie nie ma prawa toczyć się dalej, dopóki przeszłość nie zostanie rozliczona. Rozliczona, nie odpokutowana. A wiecie, co będzie najstraszliwsze? To, że gdy wojna minie, wszystko zostanie zapomniane.

Dla mnie książka po prostu genialna, wspaniała i zwyczajnie ludzka. Lektura była niesamowitą przyjemnością, wręcz czytelniczą rozkoszą. Na ziemi obiecanej (tak, jak i pozostałe książki Remarqua) wywarło na mnie ogromne wrażenie, wręcz pochwyciło w swoje książkowe szpony i zapewniło dwie prawie nieprzespane noce i mnóstwo czytelniczej rozkoszy. Mogę napisać tylko jedno - polecam, to literatura największe kalibru, przez duże L. Szkoda, że takich pisarzy, jak Remarque już nie ma. 

Osoba pisarza także jest niezwykle ciekawa....

Urodził się w 1898r. jako Erich Paul Remark w Osnabrück, jego rodzicami byli Peter Franz Remark i Anna Maria Stallknecht. Od listopada 1922r. używał drugiego imienia Maria, a od 1924r. nazwiska Remarque. Francuską pisownię swojego nazwiska mógł tłumaczyć francuskimi przodkami, którzy z powodu analfabetyzmu nie umieli poprawnie zapisać swojego nazwiska. Edukację zaczął jako sześciolatek w przykościelnej szkole, po pięciu latach nauki przeniósł się do Johannisschule. Zawsze był jednym z najlepszych uczniów. Kontynuował naukę na Uniwersytecie Münster. Swoją karierę pisarską rozpoczął w wieku 16 lat; pisał eseje, wiersze i zaczął pisać swoją pierwszą powieść, którą ukończył i wydał w 1920 r. jako Dom marzeń (Die Traumbude). Okazała się ona niepowodzeniem. 
W wieku 18 lat został wysłany jako żołnierz na front podczas I wojny światowej. Walczył na froncie zachodnim we Flandrii w Belgii. 12 czerwca 1917r. został przeniesiony na front wschodni. 31 lipca 1917 r. w pierwszym dniu bitwy pod Passchendaele odniósł pięć postrzałów (w szyję, nogę oraz prawe ramię). W szpitalu spędził 15 miesięcy i nigdy już nie wrócił na front. Po wojnie przez dwa lata był wiejskim nauczycielem, a potem z powodów finansowych pracował jako: domokrążca, korespondent, organista, dziennikarz i w firmie kamieniarskie. 14 października 1925r. poślubił Juttę Ilsę Zambonę, z którą się rozwiódł w 1930, a następnie znowu poślubił w 1938r., by ułatwić jej wyjazd z Niemiec i uchronić ją przed prześladowaniami ze strony nazistów. W 1927r. w zaledwie 6 tygodni napisał swoją najsłynniejszą powieść, była to Na Zachodzie bez zmian (niem. Im Westen nichts Neues), w której opisał niesamowitą brutalność wojny z punktu widzenia dziewiętnastoletniego żołnierza, który był przedstawicielem straconego pokolenia. Powieść została wydana dopiero w styczniu 1929. Początkowo Na Zachodzie bez zmian ukazało się jako powieść w odcinkach w gazecie. W późniejszych latach napisał kilka podobnych dzieł; prostym językiem realistycznie opisywały one wojnę i czasy powojenne.
29 kwietnia 1930 r. w Stanach Zjednoczonych miała premierę filmowa adaptacja powieści Na Zachodzie bez zmian, wyreżyserowana przez Lewisa Milestone'a. 4 grudnia film ten miał premierę w Niemczech, lecz już tydzień później, na skutek protestów środowisk nazistowskich, został wycofany z dystrybucji przez Film-Oberprüfstelle - niemiecki komitet cenzury kinematograficznej. W następnym roku pisarz, po fiasku protestu przeciwko zakazowi dystrybucji filmu w Niemczech, zakupił dom "Casa Monte Tabor" w Porto Ronco i przeniósł się do Szwajcarii. W tym samym 1931 r. Remarque został zgłoszony, jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla.
W 1933r. Niemcy z rozkazu Goebbelsa, ówczesnego ministra propagandy zabronili wydawania dzieł Remarque'a i publicznie spalili jego książki. Nazistowska propaganda zaczęła rozpowszechniać nieprawdziwe informacje jakoby Remarque był potomkiem francuskich Żydów, a jego prawdziwe nazwisko brzmiało: "Kramer" (sugerując, że Remarque to pseudonim, który powstał przez odwrócenie kolejności liter w nazwisku Kramer). Stwierdzili ponadto, cokolwiek mylnie, że Remarque nie służył aktywnie podczas wojny.
W 1943 r. naziści aresztowali jego siostrę, Elfriede Scholz i skazali na śmierć przez zgilotynowanie. Wyrok wykonano 16 grudnia 1943.r Przedtem Roland Freisler  powiedział jej
Ihr Bruder ist uns entwischt, aber Sie werden uns nicht entwischen! (Niestety twój brat zdołał nam uciec, ty, jednakże, nie uciekniesz.)

Erich i jego siostry.
Elfride Scholz - zgilotynowana siostra Remarqua.


Jego następna powieść Trzej towarzysze (Drei Kameraden) opisywała lata od hiperinflacji w 1923r.  do końca istnienia Republiki Weimarskiej czyli do 1933r. Jednym z jego wydanych po wojnie bestsellerów był Łuk Triumfalny (Arch of Triumph), opisujący zmagania i ucieczkę Ravica - głównego bohatera przed wojną we Francji. W 1945 r. wydał ją w języku angielskim i w następnym roku w niemieckim. Książkę zakupiono na całym świecie w liczbie blisko pięciu milionów egzemplarzy.
W 1939r. E. M. Remarque na pokładzie transatlantyku Queen Mary wyemigrował do USA  i został obywatelem Stanów Zjednoczonych. 


W roku 1958 ożenił się z byłą aktorką Paulette Goddard.
W 1948r. wrócił do Szwajcarii. Tam, po prawie 7 letniej przerwie, napisał Iskrę życia (Der Funke Leben), która została wydana zarówno w języku angielskim jak i niemieckim w 1952 roku. W tym czasie pisał również powieść Czas życia i czas śmierci (Zeit zu leben und Zeit zu sterben), którą wydał w 1954 roku. W 1958 roku Douglas Sirk wyreżyserował filmową adaptacje powieści, w której Remarque zagrał rolę profesora. W 1955 r. napisał scenariusz do austriackiego filmu Ostatni akt przedstawiającego ostatnie dni Hitlera bunkrze pod kancelarią Rzeszy w Berlinie na podstawie książki Dziesięć dni do śmierci Michaela Musmanno. W 1956 r. napisał dramat teatralny Pełne koło, który z powodzeniem przedstawiono w Niemczech i na Broadwayu. Jego powieść Nim nadejdzie lato napisana w 1961 r. została zekranizowana przez Sydneya Pollacka w 1977 r., jako Bobby Deerfield. W rolę Bobbiego wcielił się Al Oacino. W 1962 r. wydał książkę Noc w Lizbonie, która była jego ostatnią powieścią; sprzedano ją w około 900 tysiącach sztuk w Niemczech i została bestsellerem za granicą. Zmarł 25 września 1970 r. w Locarno. Został pochowany na cmentarzu w kantonie Ticino.

Jeżeli kogoś szerzej interesuje biografia pisarza, polecam tę oto książkę, fantastycznie ukazuje sylwetkę Remarqua.

Dzieła autorstwa Remarqua:
(1920) Dom marzeń (Die Traumbude)
(1924) Gam (Wydana w 1998 r.)
(1928) Przystanek na horyzoncie (Station am Horizont)
(1929) Na zachodzie bez zmian ( Im Westen nichts Neues)
(1931) Wróg (Der Feind)
(1931) Droga powrotna (Der Weg zurück)
(1936) Trzej towarzysze (Drei Kameraden)
(1939) Kochaj bliźniego (Liebe deinen Nächsten)
(1945) Łuk Triumfalny (Arc de Triomphe)
(1952) Iskra życia (Der Funke Leben)
(1954) Czas życia i czas śmierci (Zeit zu leben und Zeit zu sterben)
(1956) Czarny obelisk (Der schwarze Obelisk)
(1961) Nim nadejdzie lato (Der Himmel kennt keine Günstlinge)
(1961/62) Noc w Lizbonie (Die Nacht von Lissabon)
(1970) Na Ziemi obiecanej (Das gelobte Land)
(1971) Cienie w raju (Schatten im Paradies)
Z książek Remarqua pochodzi wiele niezapomnianych cytatów, przytoczę tylko kilka tych, które mnie się najbardziej wbiły w pamięć:
Biednym jest się dopiero wtedy, kiedy już się niczego więcej nie chce.
Charakter człowieka poznaje się dopiero wtedy, gdy staje się on przełożonym.
Deszcz – najstarsza kołysanka świata.
Nie pytaj o konsekwencje, gdy chcesz coś zrobić, bo nigdy tego nie dokończysz.
W życiu zwycięża tylko głupi; mądry widzi przed sobą zbyt wiele trudności i traci pewność siebie, zanim zacznie działać.
Życie jest jak piłka. Gdzie by nie istniało, zawsze zachowuje równowagę.
Najpiękniejszą rzeczywistością jest pragnienie.
Urodzić się głupcem to nie wstyd. Wstyd tylko głupcem umierać.
Ale kimkolwiek się jest, poetą, półbogiem, czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz.
Miłość to nie staw, w którym można zawsze znaleźć swoje odbicie. Miłość ma przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice, skrzynie złota i pereł. Ale perły leżą głęboko.
To, co jest najmniej prawdopodobne, jest w praktyce najlogiczniejsze.


Zdjęcia pochodzą z Wikipedii.

piątek, 27 lipca 2012

Rozdzielone - Katrin Behr, Peter Hartl

Wydawnictwo Buchmann, Okładka miękka, 346 s., Moja ocena 5/6
Rozdzielone. Dzień, w którym NRD zabrało mi matkę jest pozycją wyjątkową. Rozpoczynając lekturę spodziewałam się czegoś ala artykuł w tabloidzie tylko na ciut wyższym poziomie. Ku mojemu bardzo miłemu zaskoczeni zagłębiłam się w lekturę bardzo dobrej książki, dopracowanej merytorycznie, dobrze napisanej z ukierunkowaniem na człowieka i jego dramat, ale nie szukającej taniej sensacji.
Moim zdaniem jest to jedna z ciekawszych pozycji, które w ciągu ostatnich miesięcy ukazały się na naszym rynku wydawniczym.
Główną bohaterką książki, a jednocześnie jej współautorką jest Katrin. Poznajemy ją w 1972r. Gdy ma niespełna 5 lat, a jej brat Mirko 7. Dzieci razem z mamą mieszkają w NRD w miasteczku Gera.
07.02.1972r. Kończy się zarówno ich szczęśliwe życie wraz z ukochaną mamą, jak i w ogóle dzieciństwo. O świcie do ich mieszkania wpadają mężczyżni w długich płaszczach, to służba bezpieczeństwa NRD, czyli Stasi. Matkę aresztują za wrogą działalność, a dzieci zostają przeniesione do jakby ochronki, a póżniej na jakich czas do babci. Po niedługim jednak czasie zarówno Katrin, jak i Mirko zostają zmuszeni do mieszkania w rodzinie zastępczej o mocno prosocjalistycznych poglądach. Co najokrutniejsze, dzieci zostają rozdzielone i zamieszkują daleko od siebie. Dziewczynka w trakcie mieszkania u tej rodziny przechodzi ostre pranie mózgu, jedyna słuszna ideologia i jedyne słuszne postępowanie są im wpajane każdego dnia, a nieposłuszeństwo, czy jakiekolwiek złe zachowanie są surowo karane.
Ten koszmarnie nieludzki proceder odbierania rodzicom dzieci, był  w pełni zgodny z prawem w NRD i niestety był też na porządku dziennym.  Wg. ówczesnej władzy miał utrzymać w ryzach wrogie socjalistycznemu ustrojowi jednostki.
Najczęściej przymusowe adopcje dot. opozycjonistów tych, którzy buntowali się przeciwko jedynemu słusznemu reżimowi, zamykano ich w więzieniach, słuch o nich przepadał, a ich dzieci rozdzielano. Trafiały one do nowych, zgodnie z założeniami prawidłowych ideologicznie domów, gdzie czekały rodziny wierne socjalizmowi lub czołowi działacze partyjni. Zdarzały się jednak przypadki, że odbierano dzieci nawet zwykłym ludziom, niezwiązanym w żaden sposób z wielką polityką. Tak było właśnie w przypadku Katrin. Matka Katrin za drobnostkę, trafiła na 5 lat do więzienia. 
W 1975 r. Katrin adoptowało trzydziestokilkuletnie małżeństwo. On – murarz. Ona – nauczycielka i działaczka partyjna, która w jej strukturach znaczy wiele. Przez lata, gdy u nich była, Katrin nie zaznała ani miłości, ani chociażby czułości. Adopcyjni rodzice nie mogli jej darować, ze jest córką zdrajczyni.
Jak to wpłynęło na dorosłe życie Katrin? Jak to wpłynęło na jej charakter? Tego dowiecie się czytając książkę do czego gorąco zachęcam.
Mala Katrin i pionierska przysięga..

Książkę czytało mi się doskonale, szybko, wydawało mi się, że minęła chwila, a już czytałam ostatnią stronę. Lektura tak mnie wciągnęła po pierwsze ze względu na tematykę, a po drugie ze względu na sposób, w jaki autorka zaserwowała nam wszystkie szczegóły, przekazała bezsens, ból, okrucieństwo i niezrozumienie. Katrin w niezwykle szczery sposób opowiada o dzieciństwie, dojrzewaniu, karierze zawodowej, małżeństwie i dzieciach. Opowiada także o rozdarciu duszy i ciągłym zastanawianiu się – dlaczego. 
Dlaczego matka ją i jej brata zostawiła? Czy rzeczywiście była zdrajczynią? Co się z nią obecnie dzieje? Dlaczego po nich nie wróciła? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...?
Przez wiele lat Katrin żyła w cieniu matki zdrajczyni i w niepewności co do tego, co było i co będzie dalej. Prawdę poznała dopiero po upadku muru berlińskiego. Katrin bardzo długo badała problem rozdzielania dzieci i rodziców, okazało się, że takich rodzin jak jej były tysiące. Niewiarygodne, ale prawdziwe. 

Katrin Behr
Autorka jest dzisiaj niejako reprezentantem ogółu ludzi pokrzywdzonych w ten haniebny sposób przez ówczesne niemieckie władze. Behr jest założycielką stowarzyszenia pomagającego ludziom, którzy w dzieciństwie tak jak ona padli ofiarą przymusowych adopcji. Od 2011 r. Behr stoi na czele oddziału Związku Stowarzyszeń Ofiar Komunistycznej Przemocy. Od kilku lat walczy również, by rząd niemiecki przyznał im status pokrzywdzonych i prawo do odszkodowania. Na razie bezskutecznie.
Zachęcam was do lektur książki, to niezwykle ciekawa i wartościowa pozycja.

Okładka wydania niemieckiego.

niedziela, 24 czerwca 2012

Zapłatą będzie śmierć - Inge Lohing

Wydawnictwo Initium, Okładka miękka, 386 s., Moja ocena 5/6
W pewnej niewielkiej bawarskiej miejscowości Mariaseeon ginie chłopiec – Jakob Samberger. Dochodzenie prowadzi komisarz Konstantin Duhnfort. To początek książki i początek całej intrygi, bardzo zresztą porządnej intrygi, fachowo skonstruowanej:)
Duhnfort to porządny śledczy, który od razu wzbudził moja sympatię, może troszkę zbyt powolnie w niektórych momentach prowadził śledztwo, ale trzeba mu przyznać, że jego rzetelności nic nie można zarzucić.
W przeciwieństwie do swoich amerykańskich, czy skandynawski kolegów po fachu, Duhnfort nie pije, nie tarza się w rozpuście, nie ćpa, nie strzela gdzie popadnie i do kogo popadnie, a jedynie nie ma szczęścia w miłości. Komisarz właśnie rozstał się z żoną Konstanze i mieszka w domu z widokiem na cmentarz. Dla mnie to taki podwójny niefart, utracić ukochana kobietę i zamieszkać w domu z widokiem na cmentarz - pogodne sąsiedztwo. Ale o dziwo, na komisarza to za bardzo nie ma wpływu, przynajmniej na jego pracę. Nadal jest tym samym rzetelnym, porządnym, drobiazgowym śledczym. A ta drobiazgowość bardzo mu się przyda w trakcie prowadzonego śledztwa.
Komisarz szybko ustala pierwszego potencjalnego podejrzanego, którym staje się Kallweit. Mężczyzna na pozór nie budzący podejrzeń, ale na komisarzu zrobił wyjątkowo niesympatyczne wrażenie. Zbyt pedantyczny, zbyt drobnomieszczański. Ale to byłoby zbyt proste, gdyby on okazał się zbrodniarzem.
Jednocześnie poznajemy drugą główną bohaterkę Agnes Gaudera, która jest równie ważna dla całej akcji, jak  komisarz. Jest to kobieta po przejściach. Próbuje zapomnieć o tragicznej przeszłości. Kilka miesięcy wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła najbliższych – męża i dziecko. Dzień przed zaginięciem Jakoba wprowadza się jednego z domów po sąsiedzku. Prowadzi prawie pustelnicze życie. Jedynym odwiedzającym ją jest jej brat. Przeprowadzka do Mariaseeon ma być dla niej swoistą terapią, pozwolić na odzyskanie równowagi duchowej i odnalezienie nowego miejsca w życiu.
Duhnfort trafia do niej przypadkiem, prowadząc śledztwo. Od tej pory ich drogi wiele razy będą się splatać.
Powoli komisarz odkrywa tajemnice rodziny zaginionego chłopca.
Jednak Jakoba niespodziewanie odnajduje nie komisarz, a Agnes. Ale to nie koniec, to dopiero niestety początek. To nie koniec także okrutnych zbrodni i zaskakujących, wręcz mrożących krew w żyłach tajemnic i grzechów, za które muszą odpowiedzieć niewinni.
Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni zarówno intrygą, która jest skonstruowana niezwykle misternie, jak i przebiegiem akcji. Co prawda tempo akcji mogłoby być trochę chociaż szybsze, ale chyba taki jest urok pana komisarza. Jego profesjonalizm i zaangażowanie wynagradzają jednak ten drobny minus.

Gwarantuję także, że do końca nie zgadniecie kto jest tym arcy złym. A sam przebieg akcji i to z czym będą musieli zmierzyć się Agnes i Duhnfort oraz to czego dowiedzą się o sobie, swoich demonach i otaczającym ich świecie, wprawi was w prawdziwe osłupienie.
Mimo iż jest to kryminał, to jednocześnie jest to swoista książka z przesłaniem. Autorka porusza niezwykle ważne i cały czas aktualne tematy molestowania seksualnego oraz fanatyzmu religijnego.
Lohing piętnuje katów i bierze w obronę ofiary, ukazując, jaki wpływ na ich całe życie mogą mieć konkretne wydarzenia.

Teraz z niecierpliwością czekam na kolejne tomy przygód komisarza Duhnforta, tym bardziej, że autorka pracuje właśnie nad 5. częścią cyklu.

Inge Löhnig ur. się w 1957 r. w Monachium. Ukończyła grafikę i wzornictwo w renomowanej Akademii U5 w Monachium. Po studiach pracowała w rozmaitych agencjach reklamowych, ostatnio na stanowisku dyrektora artystycznego w dziale mody. Ma własne studio designu i mieszka wraz z rodziną oraz sędziwym kotem w okolicach Monachium.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Śmiertelny kawałek lodu. - Hans Werner Kettenbach

Wydawnictwo CT, Tytuł oryginalny: Glatteis, Okładka miękka, 192 s., Moja ocena 4/6
Śmiertelny kawałek lodu został napisany w 1982 r. Jest to dość dobry kryminał (ale nie tylko kryminał) ala Georges Simenon, trochę jakby archaiczny, ale niezły. Żona Wallmanna spadła ze schodów na działce letniskowej. Schody po stromej skarpie wiodły do jeziora. Wszyscy myśleli, że to był wypadek. Ale nie Scholten. Samobójstwo to też nie było. Bo z jakiej racji Erika Wallmann miałaby popełnić samobójstwo? Może dlatego, że mąż ją zdradzał? Przecież robił to już od lat, z różnymi kobietami. Zresztą zaczął, jak tylko się pobrali. A ona wiedziała od początku, tak samo jak Scholten. Dlaczego miałaby z tego powodu popełniać samobójstwo, po dwudziestu pięciu latach? Taka piękna kobieta. I teraz Jupp Scholten (nasz główny bohater)  musi zrobić wszystko, by udowodnić, że to Wallmann, ten podły gad perfidnie upozorował wypadek. Tylko jak się do tego zabrać?
Śmiertelny kawałek lodu to wg. mnie raczej powieść kryminalno - psychologiczno - socjologiczna niż czysty, rasowy kryminał, chociaż, jak napisałam, powyżej -  punktem wyjścia fabuły jest zbrodnia. Dobiegający sześćdziesiątki Jupp Scholten podejrzewa, że jego szef - Wallmann, właściciel firmy budującej systemy kanalizacyjne - zamordował swą żonę Erikę.  Scholten nie wierzy ani w wypadek, ani w samobójstwo. Wie, że Wallman zdradzał żonę z młodą sekretarką,  że umiejętnie zapewnił sobie żelazne alibi na czas jej śmierci. Scholten, który lubił Erikę, upiera się w kwestii winy przełożonego. Odkrywa, jak morderstwo zostało dokonane. Potem jednak postanawia posunąć się o krok dalej. Scholten tak się angażuje, bo to nieco urozmaica jego nieudane życie. Ma zrzędliwą, brzydką i hipochondryczną żonę. Gdy nie chce się jej podporządkować, ta wypomina mu, że jest nieudacznikiem, który nie skończył nawet liceum. A przecież Scholtenowi wciąż nie brak energii, czego przykładem mogą być dosyć regularne odwiedziny Scholtena w domu rozkoszy czyli po prostu burdelu. Gdy już opuści przybytek rozkoszy potrafi znowu wrócić do pracy, po prostu ostatnie miejsce, w którym chce przebywać jest dom. Większość czasu spędza więc w pracy - remontując domek szefa nad jeziorem i rozwiązując przy okazji zagadkę śmierci szefowej. Jak się wszystko zakończy? Czy Wallmann rzeczywiście zamordował żonę? Tego dowiecie się czytając Śmiertelny kawałek lodu. Warto sięgnąć po książkę mimo, iż nie trzyma ona w maksymalnym napięciu, nie obgryza się w trakcie lektury z nerw paznokci, ale czyta się dobrze, a dodatkowo można się w niektórych momentach zdziwić i uśmiechnąć. A zakończenie na pewno was zaskoczy.
Oprócz walorów psychologiczno - kryminalnych, książka zawiera bardzo realistyczny opis stylu życia i bycia średniozamożnych Niemców przełomu lat 70. i 80. Czytając o stypie pogrzebowej urządzonej przez Wallmanna, o stosunkach w jego firmie czy o pogaduchach w knajpie w pobliżu jego daczy, nie sposób nie dojść do wniosku, że Kettenbach to bardzo spostrzegawczy autor z niezłym i ciętym piórem. Autor ur. w 1928r. przez wiele lat należał do czołówki niemieckich pisarzy kryminalnych. Taką notkę znalazłam na okładce książki. Nie wiem, jak wygląda to teraz, bo szczerze to dotychczas nie spotkałam się z twórczością tego pisarza. Na podstawie Śmiertelnego kawałka lodu pisarstwo Kettenbacha umiejscowiłabym pomiędzy G. Simmeonem, a Petrą Hammsefahr, chociaż nasz bohater Julp jest zdecydowanie mniej bystry (lub raczej bystry inaczej) od Maigerta, a akcja jest mniej dramatyczna niż u Hammesfahr, ale czytało mi się nieżle.