wtorek, 10 kwietnia 2012

Śmiertelny kawałek lodu. - Hans Werner Kettenbach

Wydawnictwo CT, Tytuł oryginalny: Glatteis, Okładka miękka, 192 s., Moja ocena 4/6
Śmiertelny kawałek lodu został napisany w 1982 r. Jest to dość dobry kryminał (ale nie tylko kryminał) ala Georges Simenon, trochę jakby archaiczny, ale niezły. Żona Wallmanna spadła ze schodów na działce letniskowej. Schody po stromej skarpie wiodły do jeziora. Wszyscy myśleli, że to był wypadek. Ale nie Scholten. Samobójstwo to też nie było. Bo z jakiej racji Erika Wallmann miałaby popełnić samobójstwo? Może dlatego, że mąż ją zdradzał? Przecież robił to już od lat, z różnymi kobietami. Zresztą zaczął, jak tylko się pobrali. A ona wiedziała od początku, tak samo jak Scholten. Dlaczego miałaby z tego powodu popełniać samobójstwo, po dwudziestu pięciu latach? Taka piękna kobieta. I teraz Jupp Scholten (nasz główny bohater)  musi zrobić wszystko, by udowodnić, że to Wallmann, ten podły gad perfidnie upozorował wypadek. Tylko jak się do tego zabrać?
Śmiertelny kawałek lodu to wg. mnie raczej powieść kryminalno - psychologiczno - socjologiczna niż czysty, rasowy kryminał, chociaż, jak napisałam, powyżej -  punktem wyjścia fabuły jest zbrodnia. Dobiegający sześćdziesiątki Jupp Scholten podejrzewa, że jego szef - Wallmann, właściciel firmy budującej systemy kanalizacyjne - zamordował swą żonę Erikę.  Scholten nie wierzy ani w wypadek, ani w samobójstwo. Wie, że Wallman zdradzał żonę z młodą sekretarką,  że umiejętnie zapewnił sobie żelazne alibi na czas jej śmierci. Scholten, który lubił Erikę, upiera się w kwestii winy przełożonego. Odkrywa, jak morderstwo zostało dokonane. Potem jednak postanawia posunąć się o krok dalej. Scholten tak się angażuje, bo to nieco urozmaica jego nieudane życie. Ma zrzędliwą, brzydką i hipochondryczną żonę. Gdy nie chce się jej podporządkować, ta wypomina mu, że jest nieudacznikiem, który nie skończył nawet liceum. A przecież Scholtenowi wciąż nie brak energii, czego przykładem mogą być dosyć regularne odwiedziny Scholtena w domu rozkoszy czyli po prostu burdelu. Gdy już opuści przybytek rozkoszy potrafi znowu wrócić do pracy, po prostu ostatnie miejsce, w którym chce przebywać jest dom. Większość czasu spędza więc w pracy - remontując domek szefa nad jeziorem i rozwiązując przy okazji zagadkę śmierci szefowej. Jak się wszystko zakończy? Czy Wallmann rzeczywiście zamordował żonę? Tego dowiecie się czytając Śmiertelny kawałek lodu. Warto sięgnąć po książkę mimo, iż nie trzyma ona w maksymalnym napięciu, nie obgryza się w trakcie lektury z nerw paznokci, ale czyta się dobrze, a dodatkowo można się w niektórych momentach zdziwić i uśmiechnąć. A zakończenie na pewno was zaskoczy.
Oprócz walorów psychologiczno - kryminalnych, książka zawiera bardzo realistyczny opis stylu życia i bycia średniozamożnych Niemców przełomu lat 70. i 80. Czytając o stypie pogrzebowej urządzonej przez Wallmanna, o stosunkach w jego firmie czy o pogaduchach w knajpie w pobliżu jego daczy, nie sposób nie dojść do wniosku, że Kettenbach to bardzo spostrzegawczy autor z niezłym i ciętym piórem. Autor ur. w 1928r. przez wiele lat należał do czołówki niemieckich pisarzy kryminalnych. Taką notkę znalazłam na okładce książki. Nie wiem, jak wygląda to teraz, bo szczerze to dotychczas nie spotkałam się z twórczością tego pisarza. Na podstawie Śmiertelnego kawałka lodu pisarstwo Kettenbacha umiejscowiłabym pomiędzy G. Simmeonem, a Petrą Hammsefahr, chociaż nasz bohater Julp jest zdecydowanie mniej bystry (lub raczej bystry inaczej) od Maigerta, a akcja jest mniej dramatyczna niż u Hammesfahr, ale czytało mi się nieżle.

9 komentarzy:

  1. Tym razem jednak się nie skuszę. Ciągle jakoś nie potrafię przełamać się do literatury napisanej w odległych dla mnie latach. Zdecydowanie wolę czasy bardziej współczesne. Może kiedyś mi się gust zmieni a tymczasem spasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieżle się czyta, ale trochę dziwnie. Jesteśmy po prostu przyzwyczajeni do innych kryminałów.

      Usuń
  2. Kettenbacha nie czytałam, aż się dziwię, że w ogóle był tłumaczony na polski, bo w Niemczech ostatnio o nim cicho - tyle jest nowych nazwisk na kryminalnym firmamencie, że ci starzy trochę giną w tłumie... Moja biblioteka ma spory zbiorek jego książek, wypożyczę sobie przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A podziel się może jakimiś info o autorze, jeżeli coś ci się uda wyszperać, bo dla mnie to autor całkowicie nieznany. Po polsku znalazłam tylko ta pozycję, nie wiem czy coś jeszcze przetłumaczono.

      Usuń
    2. Niestety sama niewiele o nim wiem, poza tym że studiował teatrologię i częściowo też wiedzę o historii i filozofii Wschodniej Europy (zrobił doktorat o teorii imperializmu Lenina... jako rodowity Kolończyk), napisał 9 kryminałów, ostatni w 2009.

      Usuń
    3. Doktorat o czym...:) Rany. Czyli żyje nadal? Pytam bo nie znalazłam żadnych informacji, a pan już raczej wiekowy.

      Usuń
    4. Eee... chyba żyje. Tak, raczej tak:-)

      Usuń
  3. Ciekawie to wszystko brzmi, trochę mi przypomina pierwszego Larssona (tak po fabule patrząc). W sumie niemieckie kryminały są słabo obecne na mojej czytelniczej mapie, wypadałoby wyjść poza trójkąt Polska-Anglia-Skandynawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie broń Boże, Larssonowi jednak do pięt nie dorasta.

      Usuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.