Czteroletni Colton Burpo, syn pastora Kościoła Wesleyańskiego Todda i
jego żony Sonji, młodszy braciszek Cassie, nagle ciężko zachorował.
Błędna lekarska diagnoza doprowadziła do rozlania się wyrostka, a w
efekcie do operacji, po której nawet chirurdzy nie obiecywali sobie zbyt
wiele. Kiedy Colton Burpo cudem wyzdrowiał, jego rodzina nie posiadała się z radości. Nie spodziewała
się jednak, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszy piękną i
wyjątkową historię o podróży małego chłopca do nieba i z powrotem.
Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało
podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on
leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał
historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy
wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce
jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało
znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje
Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał
czytać.
Z rozbrajającą niewinnością i typową dla dziecka prostolinijnością
Colton opowiadał o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już dawno
odeszli z tego świata. Opisywał Jezusa i anioły, twierdził, że Bóg jest
„bardzo, bardzo duży” i naprawdę nas kocha.
Historia ta – opowiedziana przez ojca przywołującego proste słowa
własnego syna – ukazuje miejsce, które czeka na nas wszystkich, gdzie,
jak mówi Colton, „nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów”.
To tyle treści. Przyznam się, że nie bardzo potrafię ocenić i zaklasyfikować książkę, dlatego dałam ocenę 4-4,5. Po wspaniałych reklamach, recenzjach etc oczekiwałam... no właśnie sama nie wiem czego oczekiwałam, może jakiejś zmiany światopoglądu... Niebo istnieje... naprawdę! na zawsze zmieni sposób, w jaki myślisz o
wieczności, pozwalając ci przyjąć perspektywę dziecka i uwierzyć jak
ono.Tak głosi napis znajdujący się na okładce książki. Niestety mnie to zdanie nie dotyczy. Owszem, książka mnie wzruszyła, nawet kilkakrotnie popłakałam się, ale powodem nie było nagłe uwierzenie w życie pozagrobowe, tylko fakt, że historia dot. dziecka, a na wszelkiego typu historie, opowieści, dramaty, gdzie bohaterami są dzieci, jestem bardzo czuła. I pod tym względem książka jest na prawdę świetna, doskonale napisana. Wzrusza prostota z jaką chłopiec opowiada swoje przeżycia. Wszystkim lubiącym łzawe, ale dobrze się kończące historie polecam lekturę. Opowieść wzruszyła mnie i to bardzo, miałam ochotę przytulić Cottona, ale to wszystko. Być może za dużo oczekiwałam. W każdym bądż razie reklamy znajdujące się na okładce książki w moim przypadku nie sprawdziły się. Ale zachęcam do sięgnięcia po książkę, warto chociażby dla samego sprawdzenia jak każdy z nas zareaguje na jej treść.
Czyli to nie powieść, tylko coś z gatunku "Znam Prawdę,a teraz wam ją opowiem"? Jakoś nie moje klimaty, ale z drugiej strony dobrze czasem poczytać coś zupełnie innego.
OdpowiedzUsuńTo raczej też nic dla mnie, omijam wyciskacze łez:-)
OdpowiedzUsuń