Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 grudnia 2016

Twoja twarz jutro - Javier Marias

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5,5/6
Twoja twarz jutro to trudna, obszerna, ale doskonale napisana powieść. To także dziwna, inna powieść. Trudno ją jednoznacznie ocenić.
Długo wahałam się, jaką ocenę dać, co w ogóle oceniać. To trudna, niejednoznaczna powieść.

Wszystko zaczyna się w momencie, gdy były oxfordzki wykładowca, Hiszpan Deza dostaje z pozoru banalną ofertę pracy. Ma zostać tłumaczem. Stanowisko, jak stanowisko.  Jak się szybko okaże tłumaczem owszem ma być, ale...ma tłumaczyć, a raczej interpretować ludzkie dusze, charaktery. Oferta okazuje się na tyle intrygująca, iż Deza, który niedawno rozstał się z żoną, przyjmuje ją bez zastanowienia. I wtedy się zaczyna. Szybko się okaże, iż oprócz interpretowania ludzkich charakterów i samych ludzi, Deza ma też pełnić funkcję jakby szpiega.
I mimo, iż jednym z bohaterów jest szpieg, to nie jest to klasyczna książka szpiegowska. Są momenty (całkiem ich sporo), gdy praktycznie nic się nie dzieje. Jest sporo rozmyślań, spacerów, całkiem duża porcja retrospekcji, rozważań psychologiczno-filozoficznych, dygresji i...w zasadzie to wszystko.
Nic nie jest w tej książce proste. Mamy co prawda sporo wtrętów dot. pracy szpiegowskiej, sporo rozważań dot. wojny domowej w Hiszpanii, działań komunistów i związanych z tym krwawych zamieszek, rozmów na najwyższych dyplomatycznych szczeblach, ale to wszystko jest szczątkowe. Przypomina to bardziej kilka bombek powieszonych na choince. A tą choinką są rozważania i dygresje, na każdy temat, który w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób związany jest z życiem.
Wspomniałam o dygresjach, które są w zasadzie obok rozważań na egzystencjalnym poziomie, kwintesencją książki. Poniżej przytoczę jedną z dygresji, która ukazuje także to co tak typowe dla tej książki - długie, rozciągnięte akapity....
(...)dziś jest taka tendencja, by zamykać dzieci w bańce ogłupiającej szczęśliwości i fałszywego błogostanu, nie wystawiać ich na najmniejszy kontakt z tym, co niepokojące, nie dopuszczać, by dowiedziały się, czym jest strach, a nawet ich własne życie, sądzę, że w dzisiejszych czasach można kupić - a niektórzy dają je albo czytają swoim dzieciom - ocenzurowane, zmanipulowane i przesłodzone wersje klasycznych bajek (...)... obserwowanie strachu u innych zapewnia dzieciom ochronę, tym sposobem wyobrażają sobie strach na spokojnie, przyglądając mu się z perspektywy swojej bezpiecznej sytuacji; poprzez innych, szczególnie poprzez bohaterów bajek, mogą doświadczyć strachu pośrednio jako krótkotrwałego zakażenia, które - choć tylko zapożyczone - nie jest udawane. Wyobrażenie sobie czegoś to początek stawiania temu czemuś oporu (...)
Ambitne i lekko przerażające, wiem.
Książkę czytałam przez tydzień, niedawno skończyłam. I tak sobie siedziałam przez dłuższą chwilę i myślałam, co jest właściwie sensem tej książki. I chyba (tak myślę) rzeczywistość, to co nas otacza, sens życia, mijające momenty. Wiem zawiłe. Ale cóż, taka też jest Twoja twarz jutro.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Javiera Marias i jedno jest pewne, nie jest to pisarz tworzący dla każdego. Przyznam się, iż gdybym wcześniej wiedziała, za co się zabieram rozpoczynając lekturę tego opasłego tomiska, nie wiem czy nie odłożyłabym książki na półkę, nie poczekała na inny czas. 

Nie zrozumcie mnie źle, bez wątpienia warto po tę książkę sięgnąć. Marias literacko wspiął się na wyżyny. Jednak musicie być nastawieni na trudną, wymagającą lekturę, na poświęcenie jej 100% uwagi oraz na to, iż kilkakrotnie poczujecie się się, jak co najmniej ignorant w wielu dziedzinach.


Być może (ba, prawie na pewno) to co napisałam jest zawiłe, ale nic nie poradzę, trudno coś prostszego, bardziej klarownego napisać o ponad tysiącu stron rozważań egzystencjalnych i dygresji. Mocny literacko koniec roku sobie zaserwowałam. 



wtorek, 26 maja 2015

Konserwator - Julian Sanchez

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4/6
Enrique Alonso po 3 latach wraca do ukochanego miasta San Sebastian. Wcześniej mieszkał w Nowy Jorku. Powodem była błyskawicznie rozwijająca się kariera pisarska. W Stanach Zjednoczonych Alonso opublikował dwie książki, które w ciągu kilku tygodni stały się bestselerami. W międzyczasie rozpadło się jego małżeństwo z Bety, ale para nadal utrzymuje przyjacielskie stosunki. Pewnego dnia Alonso otrzymuje od byłej żony niepokojącego emaila po lekturze którego wraca do San Sebastian. Następnego dnia w zatoce La Concha zostają odnalezione zwłoki męźczyzny.  Ofiara to emerytowany amerykański konserwator dzieł sztuki, który studiował malowidła Jose Marii Serta, był światowej klasy specjalistą w ich zakresie. Naukowiec dzień wcześniej spotkał się z Alonsem i w trakcie krótkiej rozmowy powiedział, że ma mu coś ważnego do przekazania, że koniecznie muszą spotkać się w tajemnicy. Czy śmierć badacza i tajemnicza informacja, którą miał przekazać Alonso maja ze sobą coś wspólnego?  Enrique musi dowiedzieć się, co zdarzyło się w czasie wojny i jakie niebezpieczne informacje zawiera przesłany mu pocztą notatnik.   
Konserwator to dobrze napisana książka, którą czyta się bardzo szybko. Przygoda, niesamowite tempo akcji połączone z zabójstwem i wielką tajemnicą skrywaną przez dzieła sztuki i mroki historii, zawsze sprawdza się doskonale. Nie inaczej jest w tym przypadku. 
Ogromnymi plusami książki są przede wszystkim wyborne opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja (głównie malownicze hiszpańskie miasta, ale nie tylko) oraz niezwykle sprawnie zawiązana intryga, która komplikuje się z każdą kolejna stroną, aż do zaskakującego finału.
Julian Sanchez napisał książkę przy której czas płynie szybko, kolejne strony przewraca się z rosnącą niecierpliwością i nie można doczekać się zakończenia historii. 
Mimo, iż Konserwator jest pozycją, o której po zakończeniu lektury szybko się zapomni, to jednak warto ją przeczytać. Doskonała rozrywka na wysokim poziomie, ciekawie spędzone kilka godzin oraz relaks. A o to przecież chodzi w przypadku tego typu książek.

piątek, 22 maja 2015

Cienie w czasie - Jordi Sierra i Fabra

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Doskonała powieść, którą dosłownie połknęłam.
Akcja rozpoczyna się w Hiszpanii w roku 1949. Kraj nadal odczuwa skutki II wojny światowej oraz wojny domowej. Dodatkowo trwa dyktatura Franco. Wsie, na których brakuje jedzenia i perspektyw pustoszeją. Całe rodziny przenoszą sie do dużych miast, żeby tam znaleźć pracę. Rodzina Ceron, nasi bohaterowie, przybywa do zrujnowanej Barcelony i tam próbuje ułożyć sobie życie. Jesteśmy świadkami ogromnego kontrastu pomiędzy rodziną przybyłą, a mieszkańcami dużego miasta. Śledzimy losy każdego z członków rodziny, poznajemy ich bolączki, smutki, radości i jesteśmy świadkami budowania krok po kroku nowego życia. W ten sposób śledzimy 20 lat życia kilkuosobowej, niezwykle ciekawej rodziny. Równie fascynujące są burzliwe losy Hiszpanii, które zręcznie wplata autor w rodzinną sagę. Zamachy bombowe, wizyta generała Franco, strajk robotników, Kongres Eucharystyczny, fale emigracji zarobkowej i politycznej, to wszystko przeplata się z pierwszymi miłościami, przyjaźniami, pracą, modą, codziennym życiem Hiszpanów.
Książka ma same zalety. Przede wszystkim jest napisana w arcyciekawy sposób. Hiszpańskie pisarz ma niezwykłą łatwość porywania czytelnika i wciągania go w sam środek opowiadanej historii.Realnie opisana historia Hiszpanii, zmiany zachodzące w tym kraju, a na ich tle losy bohaterów. Niby historia jakich wiele, ale Sierra i Fabra potrafi tak ubrać ją w słowa, tak dozować napięcie, iż lektura jest wielka przyjemnością i w jej trakcie niezwykle zachłannie i niecierpliwie przewracałam kolejne kartki. Chciałam jak najszybciej przeczytać co będzie dalej, a jednocześnie żal mi było, iż lektura dobiega końca. Tak na marginesie, nie pogniewałabym się za dalszy ciąg przygód rodziny Ceron, kolejne 20-30 lat ich życia.
Jeżeli tylko lubicie kilku pokoleniowe sagi, doskonałe powieści oparte na faktach lub po prostu literaturę na najwyższym poziomie - gorąco zachęcam do sięgnięcia po Cienie w czasie. Gwarantuję, iż ta książka nie sprawi wam zawodu.

wtorek, 13 stycznia 2015

Człowiek, który czytał umarłych - Antonio Garrido

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Przyznam się, iż lekturę książki rozpoczynałam z lekkim dystansem. Nie wiedziałam czego się spodziewać.  Tymczasem już po kilkunastu stronach wsiąkłam w świat XIII-wiecznych Chin bez reszty, a Człowiek, który czytał umarłych okazał się rewelacyjnym thrillerem i powieścią obyczajową w jednym. Bohaterem jest postać autentyczna -  Song Ci, który żył w XIII wieku, był znanym chińskim uczonym i stworzył podwaliny medycyny sądowej. Niektóre metody badania zwłok opisane w jego pięciotomowym kompendium wiedzy są stosowane do dziś. Antonio Garrido (autor wydanego jakiś czas temu Skryby) uczynił Song Ci bohaterem niniejszej książki.
Pewnego dnia młody Ci, mieszkający nadal z rodzicami i okrutnym bratem w biednej wiosce, znajduje w czasie orki na polu ryżowym zmasakrowane zwłoki męźczyzny. Sprawa jest o tyle dramatyczna, iż głowa oddzielona jest od pozostałej części ciała i już na pierwszy rzut oka widać, iż ofiara zginęła tragiczną śmiercią od uderzenia w głowę. Na miejsce znalezienia zwłok przybywa okoliczny sędzia, który w sposób kuriozalny, choć nie pozbawiony sensu (ale czy dużo mający wspólnego ze sprawiedliwością?!) znajduje sprawcę zbrodni i skazuje go na okrutną śmierć.  Ci będący niezwykle mądrym człowiekiem pragnie dalej się kształcić, chce zostać sędzią, piąć się w górę, wyrwać się z zapomnianej przez Boga wioski. W związku z tym pomaga sędziemu w prowadzeniu dochodzenia i kuriozalnego skądinąd procesu.
Dla Ci sprawa jest o tyle bolesna, iż skazanym jest ktoś z jego rodziny.Po wykonaniu wyroku sprawy rodzinne Ci przybierają jeszcze bardziej dramatyczny obrót. W ich efekcie młody człowiek wraz z chorą siostrzyczką ucieka do miasta. Docierają do Lin'anu, stolicy cesarstwa. Ale to nie koniec przygód i zła, które wręcz depcze im po piętach. Wydaje się, iż Ci całe życie będzie cierpiał nędze, będzie poniżany. jednak przez przypadek na jaw wychodzą jego unikalne umiejętności. Okaże się, iż Ci jest geniuszem jeżeli chodzi o tzw. czytanie umarłych, czyli wykonywanie sekcji zwłok i ustalanie przyczyn śmierci. Za sprawą wielkiego daru Ci stanie przed kilkoma trudnymi wyborami, kilkakrotnie uniknie śmierci, zostanie zaproszony na cesarski dwór i będzie coraz więcej działo się w jego życiu. 

Garrido stworzył doskonałą książkę, która wciąga już od pierwszych stron lektury. Historia oparta na faktach jest tak zręcznie napisana, iż w jej poznawaniu nie przeszkadza nawet spora ilość chińskich imion i nazw. W posłowiu autor zaznacza, iż sporo czasu zajęło mu poznanie życia Song Ci, chińskiego lekarza sądowego. Z każdym kolejnym skrawkiem informacji na jego temat, umacniało się w pisarzu postanowienie, by to tego niezwykłego człowieka uczynić bohaterem książki. Przeplatając wątki i fakty prawdziwe z tymi wymyślonymi, dodając do tego liczne opisy codziennej egzystencji w Chinach w okresie XIII wieku, ukazując realia życia w Chinach okresu średniowiecza Garrido stworzył fenomenalny thriller, kryminał i świetną powieść obyczajowo-historyczną w jednym. Z każdego z w/w gatunków udało mu się wziąć odpowiednią ilość faktów tak, żeby stworzyć doskonałą książkę. 
Nie dziwi mnie fakt, iż autor za niniejsza książkę został nagrodzony w 2012 roku Premio Internacional de Novela Historica Cidudad de Zaragoza, a w roku 2014 nagrodą Prix Griffe Noire dla najlepszej powieści historycznej wydanej we Francji. W 2013 roku książka została nominowana do słynnej nagrody Edgar Allan Poe Award.  Wyróżnienie to jest o tyle cenne, iż powieści nieanglojęzyczne są nominowane, wyróżniane sporadycznie.

czwartek, 16 stycznia 2014

Niewidzialny strażnik - Dolores Redondo

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 408 s., Moja ocena 5-/6
Powiem wam (napiszę), że mam mieszane uczucia, co do tej książki. Ale po kolei.
Niewątpliwie Redondo napisała kryminał inny, ocierający się o mistycyzm, o coś o czym na co dzień mamy mgliste pojęcie, a co fascynuje i przeraża. Bałam się, żeby z ciekawego skądinąd zamierzenia (tak wynikało ze streszczenia na okładce) nie wyszła w końcowym rozrachunku kiepska, naciągana powieść kryminalna, taka sieczko-papka zwyczajna. Nic z tych rzeczy. Niewidzialny strażnik to jednocześnie kryminał, jak i dobra powieść psychologiczno-obyczajowa. Wątek kryminalny skonstruowany jest niezwykle ciekawie, choć sama intryga, śledztwo prowadzone są niczym sinusoida, niesamowicie nierówno. Może nie ma w książce stron w trakcie lektury których ziewa się, ale są takie, które sprawiają, że przygryzamy palce ze zdenerwowania i takie, które powiedzmy można ominąć i niewiele się straci. Książka jest bowiem odrobinę...przegadana. Średnio ok. 1/5 można by wyciąć. Treść i prowadzone śledztwo niewiele by na tym straciły.
Problemem, a jednocześnie zagadką była dla mnie główna bohaterka książki, Amaia Salazar. Jest ona niezwykle bystrą, twardą, ostrą i nieustępliwą niczym bulterier śledczą. Kobieta całkowicie angażuje się w prowadzone śledztwo, które w sposób wyjątkowo brutalny dotyka jej samej, jej przeszłości, jej wnętrza. To służbowo. Prywatnie za to, to jakieś takie wymieszanie ostrej kobiety z infantylną dziewczynką, która bez swojego męźczyzny nic nie potrafi zrobić. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach serii Amaia odrobinę się z tego infantylnego dziewczątka otrząśnie.
Ciekawie prowadzone jest samo śledztwo. Wręcz fascynująco składane są w całość elementy układanki, które śledczym w żaden sposób nie chcą pasować do siebie. To autorce udało się doskonale. Jeszcze ciekawszy i niesamowicie przerażający jest modus operandi zabójcy. Nagie dziewczęta, których łono jest rozszarpywane przez dzikie zwierzęta. Brr...strach się bać.
Niewidzialny strażnik to 1. tom serii na pewno ciekawej, momentami niezwykłej, bo nawiązującej do religii i mistycyzmu Basków. Redondo bardzo ciekawie opisuje krajobrazy Pirenejów oraz zwyczaje i wierzenia tamtejszej ludności. Ciekawa nowość jeżeli chodzi o kryminały. Z pewnością warto tej książce dać szansę, mimo drobnych minusów, o których wspomniałam. Kurując się z przeziębienia niesamowicie miło spędziłam wczorajszy dzień przy tej lekturze. Po kolejne tomy serii na pewno sięgnę.

środa, 11 grudnia 2013

Manuskrypt pisany na śniegu

Wydawnictwo WAM, Okładka miękka, 308 s., Moja ocena 5-/6
Mamy 1498 rok. Ponownie przenosimy się do Salamanki. Od przygód opisanych w Kamiennym manuskrypcie (recenzja tutaj) minęło kilka miesięcy. Główny bohater obu książek, Fernando de Rojas, przez ten czas uzyskał upragniony (jak mu się wydawało) zawód bakałarza. Jednak nadal nie jest pewien, czy chce pracować w tym zawodzie.
Pewnego dnia z prośbą o pomoc zwraca się do niego rektor miejscowego uniwersytetu. Fernando otrzymuje od niego ciekawą propozycję. Ma za zadanie wyjaśnić śmierć pewnego studenta, którego znaleziono w kadzi na wino. Z odniesionych ran miał tylko obcięte dłonie. Poza nimi żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na przyczynę i okoliczności zgonu. Jeżeli zabójca szybko i dyskretnie nie zostanie odnaleziony, ucierpi na tym dobre imię uniwersytetu.
Nasz bohater podejmuje się tego zajęcia. Wszystko wydaje się bowiem ciekawsze niż rozpoczynanie pracy jako bakałarz. Fernando nie wie jednak, ze otwiera przysłowiową puszkę Pandory, a czekające na niego perypetie i niebezpieczeństwa przejdą jego najśmielsze oczekiwania.
Manuskrypt pisany na śniegu to zarówno dobrze skonstruowana powieść historyczna z bardzo ciekawie nakreślonym tłem historycznym oraz na prawdę niezły kryminał. Co prawda w niektórych momentach odrobinę podkręciłabym akcję, ale to już kwestia gustu.
Niewątpliwymi plusami są upór Fernanda w dochodzeniu do celu i genialnie ukazane życie XV-wiecznej Salamanki i Hiszpanii w ogóle. Wielu bohaterów to postaci historyczne, jak np. królowa Izabela Katolicka, arcybiskup Santiago de Compostela Alonso II de Fonseca oraz późniejszy święty kościoła katolickiego i patron Salamanki Juan de Sahagun. 
Lektura książki to przyjemność zarówno dla wielbicieli powieści historycznych, kryminałów jak i osób gustujących w odrobinie makabry. Autor nie stroni bowiem od uśmiercania kolejnych postaci i w efekcie trup ściele się gęsto. Niektóre ofiary przenoszą się na tamten świat za sprawą wyjątkowo makabrycznych zbrodni. 
Nie jest to może najwybitniejszy kryminał (za wątek kryminalny daję ocenę 4), ale całościowo, jako połączenie powieści historycznej (której daję 5,5) i kryminału, sprawdza się doskonale. 

niedziela, 8 lipca 2012

Kamienny manuskrypt - Luis Garcia Jambrina

Wydawnictwo WAM, Tytuł oryginalny: El manuscrito de piedra,  Okładka miękka, 344 s., Moja ocena 4,5/6
Rozpoczynając lekturę Kamiennego manuskryptu, przenosimy się do 1497 r., do Hiszpanii, do Salamanki. 
Tak od siebie dodam, że spalona słońcem Salamanka to jedno z najstarszych miast Hiszpanii, które 4 lata temu miałam okazję zwiedzić. Salamanka słynie z tradycji uniwersyteckiej i mnóstwa zabytków, których  fasady wykuto w złotym piaskowcu pochodzącym z pobliskich kamieniołomów. Przepiękne miasto, bajkowe, odrobinę magiczne. Spacerując po historycznym centrum, miałam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie o kilka wieków. 
Miasto leży w środku Półwyspu Iberyjskiego, na rozległym płaskowyżu nad rzeką Tormes (jest stolicą prowincji o tej samej nazwie w południowej części regionu Kastylia León). 

Ale wracajmy do Kamiennego manuskryptu. Bohaterem jest młody student prawa Fernando de Rojas, który  wraca po krótkim pobycie w rodzinnym domu do Salamanki. Mieszka w tym mieście od kilku lat i dzięki temu Kolegium Św. Bartłomieja (gdzie pobiera nauki) jest dla niego drugim domem, zdecydowanie czymś więcej niż tylko miejscem zdobywania wiedzy.
Miejsce to zostało założone w przez Diega de Anayę y Maldonado w 1401r. 
Była to pierwsza tego typu instytucja w Hiszpanii i to właśnie na jej wzór zakładano póżniej kolegia w całym kraju, a nawet poza jego granicami. Miejsce to nie było tylko bursą dla niezamożnych studentów, ale przede wszystkim ośrodkiem naukowym z prawdziwego zdarzenia. W zamian za możliwość kształcenia się, utrzymanie, uczniowie byli zobowiązani do niemal klasztornego życia. Całkowicie musieli poświęcić się nauce i modlitwie. Ale większości z nich to nie przeszkadzało inaczej nie mogliby sobie pozwolić na tak dobre wykształcenie.
Bezpośrednio po przybyciu do Salamanki Fernando zostaje wezwany do pałacu biskupiego. Tam dowiaduje się, że fray Tomas został w wyjątkowo okrutny i wyrachowany sposób zamordowany, zasztyletowano go przed główną bramą katedry. W ustach zamordowanego znaleziono monetę. Fernando dostaje zadanie wyjaśnienia dlaczego ofiara zginęła i co oznacza tajemnicza moneta.
Biskup nie bez kozery powierzył młodemu studentowi takie odpowiedzialne zadanie. Dzięki śledztwu, jakie wcześniej prowadził Fernando wykryto sprawcę kilku tajemniczych kradzieży, które wcześniej zdarzały się na uniwersytecie. W obu przypadkach detektyw – amator zaskarbił sobie szacunek i wdzięczność wykładowców.
Fernando rozpoczyna śledztwo, ale w najśmielszych przypuszczeniach nie domyśla się nawet, co go czeka.
Kilka dni po pogrzebie fray Tomasa do miasta przybywają -  następca hiszpańskiego tronu oraz tajemnicza uliczna dziewka. Zdradzę tylko, że następca tronu ginie w tajemniczych okolicznościach, ale to nie jedyna ofiara, trup ściele się gęsto. Niebezpieczeństwo czyha także na samego Fernanda. Wszystko wskazuje, że zabójca w przypadku wszystkich ofiar jest ten sam. Ale czy na pewno?
Dodatkowo Fernando (jakby miał mało problemów) zaczyna mieć kłopoty z Inkwizycją i władzami kościelnymi, którym coraz bardziej nie w smak jest prowadzone śledztwo. A wiecie na pewno, co potrafiło Święte Oficjum, w zasadzie wszystko. W Hiszpanii pod koniec XV w., dla tego, kto wpadł w tryby Oficjum na ogół niestety nie było ratunku. Nic więc dziwnego, że nasz student – detektyw zaczyna mieć nie lada kłopoty, a mimo początkowej sympatii, coraz mniej osób chce mu pomóc.  Fernando niespodziewanie znajduje się w samym centrum niezmiernie skomplikowanych intryg politycznych. Najmniejszy błąd może sprawić, że zginie.
Jak potoczą się losy młodego studenta – detektywa? Kto i dlaczego morduje? Co oznacza tajemnicza moneta?
Na te i inne pytania (a pytań jest sporo, bo w trakcie lektury mnożą się w tempie odwrotnie proporcjonalnym do ich wyjaśniania) znajdziecie odpowiedź w książce. Gorąco zachęcam do lektury. Autor jest u nas nieznany, ale warto dać mu szansę.
Książkę czyta się doskonale, głównie za sprawą lekkiego pióra, które jest cechą charakterystyczną Jambrina.  Liczne fakty historyczne, jakie nam serwuje w książce są tak opisane, że ich lektura  nie sprawi kłopotu, ani nie znudzi nawet najbardziej zagorzałych przeciwników powieści historycznych.
Co prawda w ciągu ostatnich kilku lat wydano całkiem sporą liczbę książek z akcją osadzoną w Hiszpanii w okresie od XIII do XVIII w., ale ich poziom był bardzo (oględnie pisząc) nierówny. Kilka z nich, mimo wspaniałej reklamy, wyjątkowo nie przypadło mi do gustu, po prostu znudziło mnie. Dlatego też do Kamiennego manuskryptu podchodziłam z lekkim dystansem, ale bardzo mile się rozczarowałam. 
Intryga kryminalna i kolejne etapy śledztwa są doskonale opisane, aura tajemniczości, spisków, intryg sprawia, że lektura jest naprawdę wciągająca.
Oczywiście, książka nie każdemu musi się spodobać, ale mam nadzieję, że dacie jej szansę i sięgniecie po nią. Jestem ciekawa waszych wrażeń po lekturze.
Kamienny manuskrypt to powieść detektywistyczna z bogatym wątkiem historycznym i bardzo plastycznie odmalowanymi realiami epoki. Seria Labirynty w jakiej książka została wydana gwarantuje wysoki jej poziom. Nic dziwnego, że książka uhonorowana została V Międzynarodową Nagrodą Ciudad de Zaragoza za najlepszą powieść historyczną 2009 r.

Polecam na lato, ale nie tylko.
A tu na zdjęciu sam autor - Luis Garcia Jambrina, ur. w 1960r. w Zambronie w Hiszpanii. Obecnie wykłada na Uniwersytecie w Salamancie i pisze kolejne książki, artykuły. 


wtorek, 13 marca 2012

Africanus. Syn konsula. - Santiago Posteguillo

Wydawnictwo Esprit Okładka miękka, 450 s., Moja ocena 5/6
Pod koniec III w. p.n.e. Rzym znalazł się na skraju prawie całkowitego zniszczenia. Potężne dotychczas imperium było o krok od unicestwienia i starcia z powierzchni ziemi. Tym, który miał tego dokonać, był kartagiński wódz Hannibal. Żaden z rzymskich dowódców nie był w stanie mu się wtedy przeciwstawić. Hannibal uderzył na Rzym znienacka, za sojusznika mając władcę macedońskiego- Filipa V (który notabene kilka lat póżniej gorzko Rzymowi zapłacił za to przymierze). Filip i Hannibal zawarli sojusz, który głosił, że po pokonaniu Rzymu cały ówczesny świat będzie podzielony między Kartaginę i Macedonię. Gdyby do tego doszło, cała póżniejsza historia (do dzisiaj włącznie) wyglądałaby zupełnie inaczej. Taki los był Rzymowi pisany, dopóki na arenie dziejów nie pojawił się nasz bohater, o którym opowiada Santiago Posteguillo.
Africanus. Syn konsula to porywająca historia o jednym z największych wodzów w historii antycznego Rzymu. Głównym bohaterem jest Publiusz Korneliusz Scypion Afrykański Starszy. Skąd pochodzi określenie Africanus? Tu są zdania podzielone. Niektórzy historycy uważają, że pochodzi od łacińskiej wersji imienia Scypiona - Publius Cornelius Scipio Africanus Maior. Niektórzy, że przydomek ten nadali mu współcześni, jako podziękowanie za zasługi, jakich dla Rzymu dokonał. Jakkolwiek by nie było, przydomek ten towarzyszył mu, aż do śmierci i do dzisiaj wyróżnia go na kartach historii. Nasz bohater ur.  się w roku 235 p.n.e. w Rzymie - zmarł natomiast w 183 r. p.n.e. w Liternum. Był fenomenalnym wprost wodzem rzymskim, który wsławił się zwycięstwami w okresie II wojny punickiej. Jako jedyny zdołał pokonać Hannibala, wybitnego wodza Kartaginy. Jako młody chłopak zgodnie z rzymskim zwyczajem, wstąpił w szeregi legionistów.  
Scypion Afrykański Starszy
Młody oficer  szybko osiągnął godność trybuna. Jego odwaga i inteligencja wzbudzały uznanie przełożonych, podziw przyjaciół, uwielbienie kobiet i zawiść konkurentów. Africanus przeżywa swoje pierwsze bitwy i miłości. Bitwą w trakcie, której szczególnie się wyróżnił, była bitwa pod Kannami w 216r. p.n.e. Ale nie samą walką nasz bohater żył, chociaż sensem życia ówczesnego Rzymianina były bitwy i służba republice.  Africanus spotyka również kobietę, z którą los połączy go trwałym, namiętnym uczuciem. Jednak Hannibal nie był łatwym przeciwnikiem, zwycięstwo często przechylało się na jego korzyść, a Rzym przegrywał kolejne bitwy. Scypion zaczął przygotowywać się do lądowania w Afryce Północnej wczesną wiosną 205 roku p.n.e. Nie jest do końca pewne jaką siłą dysponował, tu zdania kronikarzy są podzielone. Mają miejsce bardzo bolesne klęski wojsk rzymskich i śmierć ojca, który ginie w obronie ojczyzny. To wszystko sprawia, że wojna nabiera dla Africanusa osobistego wymiaru.  
Takie losy głównego bohatera śledzimy na kartach powieści Santiago Posteguillo. Książka jest bardzo ciekawie napisana. Ogromnym plusem i zaletą są plastyczne opisy zarówno dnia codziennego Rzymianina, jak i bitew, w których Africanus brał udział. Jesteśmy m.in. świadkami bitwy nad Trebią i pod Kannami, oblężenie Saguntu i Nowej Kartaginy. Bierzemy także udział w jednej z najważniejszych bitew starożytności - bitwie pod Zamą. Przegrana Kartaginy pod Zamą oznaczała koniec silnego państwa kartagińskiego. Dzięki zreformowaniu armii rzymskiej przez Scypiona stała się ona od tamtego momentu niemal nie do pokonania. Rzym stał się największą potęgą basenu Morze Śródziemnego, nie mając godnych konkurentów - rozpoczął ekspansję, by stać się w przyszłości wielkim imperium rzymskim.
Africanus. Syn konsula to nie tylko wspaniała opowieść o wojnach punickich, walkach i życiu legionisty, ale także uczta dla miłośników antycznego Rzymu. Autor w sposób niezwykle wyrazisty ukazuje życie przeciętnego Rzymianina w III w. p.n.e., pogrzeby, śluby, walki gladiatorów, słynne rzymskie uczty i rozpusty. Poznajemy świat patrycjuszowskich pałaców, rzeźbiarzy i poetów, a także rzymskich legionów i domów publicznych. Ponieważ od dawna interesuję się historią antyczną miałam okazję porównać opisy, jakie autor zamieścił w swojej książce z ustaleniami archeologów i historyków. Musze obiektywnie stwierdzić, że Santiago Posteguillo zrobił kawałek na prawdę dobrej, fachowej roboty i zadał sobie dużo trudu, żeby zgromadzić tak obszerny materiał, który posłużył mu jako tło powieści. Książka mimo dużej zawartości historycznych szczegółów, jest powieścią wciągającą, wręcz pasjonującą, którą czyta się praktycznie jednym tchem. Gorąco polecam Africanusa. Syna konsula. To pasjonująca przygoda, która przenosi nas do III w. p.n.e. na teren antycznego Rzymu i jak sądzono niezniszczalnej Kartaginy. Jest to I tom przygód Scypiona Afrykańskiego, mam nadzieję, że na kontynuację nie będzie trzeba długo czekać, tym bardziej, ze z tego co wyczytałam na stronie autora, jest to trylogia i nie wiadomo czy czasem nie będzie kontynuacji.
Świat antyczny pod koniec III w. p.n.e.
Bitwa pod Zamą - 19.10.202r. p.n.e.
Bitwa pod Kannami - 215 r. p.n.e.
Bardzo ciekawa jest także okładka książki. Można ją nazwać prawie hipnotyzującą. Znajdują się na niej legioniści. Jeden z nich trzyma za ramię chłopca, który patrzy prosto w nasze oczy.