Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Książka ta, to wspaniale napisana opowieść o życiu Jane Austen, jednej z najpopularniejszych angielskich pisarek. Autorką jest Anna Przedpełska-Trzeciakowska, chyba najbardziej znana tłumaczka literatury anglosaskiej, od lat rozmiłowana w twórczości Jane Austen. Być może czytaliście Na plebanii w Haworth tej samej autorki. Kończąc tę książkę, uważałam, że Przedpełska-Trzeciakowska nie może już wspanialej napisać o angielskiej prowincji ubiegłych stuleci, o życiu na niej, o twórczości literackiej kobiet. Gdy rozpoczęłam lekturę Jane Austen i jej racjonalnych romansów od razu zorientowałam się w jak wielkim błędzie byłam.
Autorka i tłumaczka za sprawą wielu lat obcowania z Jane Austen, jej tekstami i życiem potrafi jak nikt inny ukazać świat angielskiej prowincji, świat rodziny Austen, świat samej Jane. Co istotne, autorka potrafi ową wiedzę przekazać w sposób niezwykle fascynujący. Książka ta jest zarazem fascynującą wyprawą w przeszłość, jak i rzetelną biografią. Informacje podane są chronologicznie. Śledzimy więc życie Jane od narodzin poprzez dzieciństwo, młodość, jesteśmy świadkami pierwszych pisarskich prób etc.
Bardzo ciekawie ukazana jest (na podstawie informacji pochodzących niejako od samej Jane) sytuacja kobiet w ówczesnym czasie oraz częstokroć ich syzyfowa praca, gdy chciały osiągnąć coś na własną rękę.
Po lekturze niniejszej książki szczerze podziwiam Jane Austin za samozaparcie i wiarę we własne możliwości, za nieuleganie ówczesnym konwenansom. Wszak pierwszą książkę Jane opublikowała w wieku (jak na ówczesne czasy) podeszłym. Liczyła bowiem 36 wiosen:). Ponieważ nie wyszła za mąż, jako stara panna wraz ze schorowaną matką była na utrzymaniu nad wyraz skąpego brata, który wypłacał im roczną powiedzmy zapomogę w kwocie 250 funtów. Z ledwością wystarczało to na skromne utrzymanie obu pań. Wyobraźcie więc sobie jakim sukcesem było, gdy pierwsza książka Jane okazała się hitem wydawniczym (tak to można określić) i rozeszła się w ilości ponad tysiąca egzemplarzy, a sama Jane zarobiła na niej 140 funtów. Była z siebie niezwykle dumna mimo, iż na okładce nie znalazło się jej imię i nazwisko. Nie godziło się, żeby w tamtych czasach porządna niewiasta (choć stara panna) pisała książki i afiszowała się z tym.
O innych perturbacjach w życiu Jane Austen przeczytacie w niniejszej książce, do lektury której gorąco zachęcam.
Wspaniałe opisy, mnóstwo informacji i ciekawostek, cudowny wręcz magiczny klimat, który się czuje, styl narracji przywodzący na myśl opowieść kogoś bliskiego. To wszystko sprawia, iż od lektury nie sposób się oderwać, niezależnie do tego, czy lubi się książki autorstwa Jane Austen, czy wręcz przeciwnie. Jane Austen i jej racjonalne romanse, to coś więcej niż opowieść o książkach i ich autorce. Jest to opowieść o epoce, ludziach, obyczajach i wspaniałej, walczącej o siebie i swoją szansę kobiecie.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jane austen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jane austen. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 czerwca 2014
piątek, 16 maja 2014
Panie z Cranford i Opactwo Northanger, czyli wspaniała podróż na angielską prowincję
Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 6/6
Panie z Cranford mimo niewielkich rozmiarów (książka liczy niewiele ponad 200 stron) to diamencik, klejnot wśród trącącej myszką literatury angielskiej. Cieszę się niezmiernie, iż Świat Książki zdecydował się przybliżyć polskiemu czytelnikowi tę pozycję. Warto po tę lekturę sięgnąć, nawet jeżeli jest się przeciwnikiem książek rodem z XIX wieku.
Tytułowe panie z Cranford, to grupka (głównie starych panien, samotnych wdów) pań w wieku balzakowskim i odrobinę starszych, które w swoim rodzinnym miasteczku, tam gdzie od lat mieszkają, gdzie zapuściły korzenie, nadają ton wszystkiemu. To one decydują co się nosi, jak się nosi, co się jada, na czym, przy czym, gdzie etc. Niezwykle szczegółowe opisy, którymi raczy nas Gaskell to chyba największy obok wspaniałego języka atut książki. Dzięki temu mamy możliwość poznać, wręcz poczuć klimat epoki oraz owego małego, z lekka (jak dla mnie) klaustrofobicznego miasteczka.
Majstersztykiem jest także każda z pań z osobna. Każda jest inna, każda unikalna, każda ma swoje smutki i radości, wewnętrzne problemy, z którymi na swój sposób próbuje się zmierzyć.
Jeżeli do tego dodamy wyjątkowo plotkarski charakter panien z Cranford oraz odrobinę odmienny od naszego, współczesnego tok myślenia i inne z lekka dla nas śmieszne zasady, mamy książkę idealną, którą czyta się w tempie ekspresowym, a od lektury nie sposób się oderwać.
Panie z Cranford to cudowna, ciepła, odrobinę śmieszna i moralizatorska opowieść. Gorąco zachęcam do lektury, do poznania uroczej mieściny, jaką jest (było) Cranford.Jestem przekonana, iż bohaterki powieści Elizabeth Gaskell wzruszą was, rozśmieszą, skłonią do chwili refleksji. Z pewnością nie pozostaniecie jednak wobec żadnej z nich obojętni.
Moja ocena 5,5/6
Opactwo Northanger to kolejna pozycja z serii Wydawnictwa Świat Książki. W cyklu tym wznawiane są (lub prezentowane po raz pierwszy polskiemu czytelnikowi) angielskie powieści z XIX wieku.
Nie jestem wielką znawczynią twórczości Jane Austen, ale moim zdaniem Opactwo Northanger, to najlepsza pozycja w dorobku pisarki. Sztuką jest bowiem na niewielkiej ilości stron zawrzeć tak wiele. Jest to także najśmieszniejsza z książek Austen. Autorka umiejętnie stworzyła parodię popularnych na przełomie XVIII i XIX stulecia powieści gotyckich.
Katarzyna Morland, główna bohaterka książki niezwykle różni się od bohaterek innych utworów Austen. Poza zamieszkiwaniem na angielskiej prowincji różni ją wszystko. Jest osobą krnąbrną, daleko jej do dobrze wychowanych, wręcz ułożonych panienek, chodzi po drzewach, ma poobijane kolana. Przy tym jest osoba bardzo łatwowierną, żeby nie rzec naiwną. To wszystko tworzy mieszankę iście wybuchową, która bohaterkę wpędzi w nie lada kłopoty. Pewnego dnia dziewczyna zostaje zaproszona do znanego angielskiego uzdrowiska Bath. Tam otoczona osobami całkowicie od niej odmiennymi, bo pochodzącymi z tzw. elity, nie rozumie ani ich sposobu bycia, ani gierek, ani częstokroć języka.
Autorce w doskonały sposób udało się oddać smaki i smaczki epoki, sposób myślenia zarówno bogatych, możnych, jak i prowincjonalnych panien, tzw. gąsek dotychczas chowanych jakby na innej planecie.
Sporo w książce komicznych sytuacji. W związku z tym lektura Opactwa...wywoływała często uśmiech na mojej twarzy. Może nie jest to komedia, czy dowcip w naszym rozumieniu, ale z pewnością opowieść pełna ciętej ironii.
Mimo, iż utwór powstał ponad wiek temu, momentami lekko trąci myszką, to pewne fakty, pewne morały, prawdy z niego wynikające, są ponadczasowe.
Obie powieści z pewnością nie są dla wszystkich. Brak w nich szybkiej akcji, co moim zdaniem trudno uznać za minus. Są za to wspaniałe opisy, ciekawie odmalowani bohaterowie i klimaty XIX-wiecznej Anglii, jakich nie znajdzie się w innych utworach. Obie autorki piszą o tym samym, chociaż każda czyni to na swój unikalny sposób. Warto poznać prozę zarówno Gaskell, jak i Austen. Gorąco zachęcam do lektury.
Panie z Cranford mimo niewielkich rozmiarów (książka liczy niewiele ponad 200 stron) to diamencik, klejnot wśród trącącej myszką literatury angielskiej. Cieszę się niezmiernie, iż Świat Książki zdecydował się przybliżyć polskiemu czytelnikowi tę pozycję. Warto po tę lekturę sięgnąć, nawet jeżeli jest się przeciwnikiem książek rodem z XIX wieku.
Tytułowe panie z Cranford, to grupka (głównie starych panien, samotnych wdów) pań w wieku balzakowskim i odrobinę starszych, które w swoim rodzinnym miasteczku, tam gdzie od lat mieszkają, gdzie zapuściły korzenie, nadają ton wszystkiemu. To one decydują co się nosi, jak się nosi, co się jada, na czym, przy czym, gdzie etc. Niezwykle szczegółowe opisy, którymi raczy nas Gaskell to chyba największy obok wspaniałego języka atut książki. Dzięki temu mamy możliwość poznać, wręcz poczuć klimat epoki oraz owego małego, z lekka (jak dla mnie) klaustrofobicznego miasteczka.
Majstersztykiem jest także każda z pań z osobna. Każda jest inna, każda unikalna, każda ma swoje smutki i radości, wewnętrzne problemy, z którymi na swój sposób próbuje się zmierzyć.
Jeżeli do tego dodamy wyjątkowo plotkarski charakter panien z Cranford oraz odrobinę odmienny od naszego, współczesnego tok myślenia i inne z lekka dla nas śmieszne zasady, mamy książkę idealną, którą czyta się w tempie ekspresowym, a od lektury nie sposób się oderwać.
Panie z Cranford to cudowna, ciepła, odrobinę śmieszna i moralizatorska opowieść. Gorąco zachęcam do lektury, do poznania uroczej mieściny, jaką jest (było) Cranford.Jestem przekonana, iż bohaterki powieści Elizabeth Gaskell wzruszą was, rozśmieszą, skłonią do chwili refleksji. Z pewnością nie pozostaniecie jednak wobec żadnej z nich obojętni.
Moja ocena 5,5/6
Opactwo Northanger to kolejna pozycja z serii Wydawnictwa Świat Książki. W cyklu tym wznawiane są (lub prezentowane po raz pierwszy polskiemu czytelnikowi) angielskie powieści z XIX wieku.
Nie jestem wielką znawczynią twórczości Jane Austen, ale moim zdaniem Opactwo Northanger, to najlepsza pozycja w dorobku pisarki. Sztuką jest bowiem na niewielkiej ilości stron zawrzeć tak wiele. Jest to także najśmieszniejsza z książek Austen. Autorka umiejętnie stworzyła parodię popularnych na przełomie XVIII i XIX stulecia powieści gotyckich.
Katarzyna Morland, główna bohaterka książki niezwykle różni się od bohaterek innych utworów Austen. Poza zamieszkiwaniem na angielskiej prowincji różni ją wszystko. Jest osobą krnąbrną, daleko jej do dobrze wychowanych, wręcz ułożonych panienek, chodzi po drzewach, ma poobijane kolana. Przy tym jest osoba bardzo łatwowierną, żeby nie rzec naiwną. To wszystko tworzy mieszankę iście wybuchową, która bohaterkę wpędzi w nie lada kłopoty. Pewnego dnia dziewczyna zostaje zaproszona do znanego angielskiego uzdrowiska Bath. Tam otoczona osobami całkowicie od niej odmiennymi, bo pochodzącymi z tzw. elity, nie rozumie ani ich sposobu bycia, ani gierek, ani częstokroć języka.
Autorce w doskonały sposób udało się oddać smaki i smaczki epoki, sposób myślenia zarówno bogatych, możnych, jak i prowincjonalnych panien, tzw. gąsek dotychczas chowanych jakby na innej planecie.
Sporo w książce komicznych sytuacji. W związku z tym lektura Opactwa...wywoływała często uśmiech na mojej twarzy. Może nie jest to komedia, czy dowcip w naszym rozumieniu, ale z pewnością opowieść pełna ciętej ironii.
Mimo, iż utwór powstał ponad wiek temu, momentami lekko trąci myszką, to pewne fakty, pewne morały, prawdy z niego wynikające, są ponadczasowe.
Obie powieści z pewnością nie są dla wszystkich. Brak w nich szybkiej akcji, co moim zdaniem trudno uznać za minus. Są za to wspaniałe opisy, ciekawie odmalowani bohaterowie i klimaty XIX-wiecznej Anglii, jakich nie znajdzie się w innych utworach. Obie autorki piszą o tym samym, chociaż każda czyni to na swój unikalny sposób. Warto poznać prozę zarówno Gaskell, jak i Austen. Gorąco zachęcam do lektury.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


