Wydawnictwo Filia, Moja ocena 5/6
Są książki podróżnicze, które pełnią funkcję przewodnika. Są reportaże historyczne, które porządkują fakty. Są też opowieści kulinarne, po których ma się ochotę natychmiast zarezerwować stolik w małej nadmorskiej restauracji. Normandia. Życie między przypływem a odpływem jest czymś znacznie więcej niż sumą tego wszystkiego. To książka, która pachnie mokrą trawą, słonym powietrzem i świeżo pieczonymi naleśnikami. To literacka podróż przez region, w którym historia jest na każdym kroku. To poprostu przepiękny, magiczny obraz.
Autorka nie tworzy klasycznego przewodnika po Normandii. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie zasypuje datami ani suchymi informacjami. Zamiast tego buduje wielowymiarową opowieść o miejscu, które żyje własnym rytmem – rytmem przypływów i odpływów, pamięci i współczesności, prostoty i wyrafinowania. Łopatowska pisze o Normandii tak, jak opowiada się o kimś bliskim: z czułością, fascynacją i ogromną uważnością na szczegóły.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Już od pierwszych stron czytelnik zanurza się w świat kamiennych miasteczek, rozległych plaż, sadów jabłoniowych i targów pełnych lokalnych serów. Autorka potrafi niezwykle sugestywnie oddać charakter regionu – nie tylko poprzez obrazy, ale też smaki, zapachy i dźwięki. Czytając o cydrze produkowanym według dawnych receptur czy legendarnych omletach Mère Poulard, ma się wrażenie uczestniczenia w prawdziwej podróży kulinarnej.
Jednocześnie książka ta to nie tylko piękne, magiczne obrazy. To coś więcej, a pod lekkim, pełnym wdzięku stylem kryje się ogromna wiedza i reporterska dociekliwość autorki. Łopatowska przypomina o wikińskich korzeniach Normandii, o korsarzach, królach i wojnach, które odcisnęły piętno na regionie. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone ludziom – zarówno historycznym bohaterom, jak i współczesnym mieszkańcom. Dzięki temu ta książka jest także magią zaklętą w ludziach i ich opowieściach, losach.
Poza tym autorka pokazuje Normandię oczami impresjonistów, przywołując miejsca związane z Monatem, Boudinem czy Courbetem. Opisy światła odbijającego się od morza i zmiennego nieba nad klifami brzmią niemal jak fragmenty malarskiego eseju. To jedna z tych książek, po których zaczyna się rozumieć, dlaczego właśnie ten region stał się inspiracją dla tylu artystów. Po prostu cudo i magia.
Agnieszka Łopatowska pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem rytmu, co jest kolejnym atutem książki. Nie popada w przesadny zachwyt ani egzaltację, choć wyraźnie czuć jej fascynację Normandią. Dzięki temu narracja pozostaje naturalna i autentyczna. Autorka umiejętnie przeplata anegdoty, lokalne podania, fakty historyczne i własne obserwacje.
Książka ma też wyjątkową zdolność budzenia tęsknoty za podróżą. Nawet osoby, które wcześniej nie interesowały się Normandią, po lekturze zaczynają marzyć o wyprawie do tego magicznego regionu.
Agnieszka Łopatowska stworzyła publikację, która działa jak spokojny przypływ – powoli wciąga czytelnika w swój świat, by po ostatniej stronie pozostawić go z poczuciem, że właśnie wrócił z niezwykłej wyprawy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.