piątek, 26 września 2014

Nooo...przychodzi wczoraj dumny mój mąż do domu...

Jak w temacie, mój mąż wraca wczoraj do domu dumny jak paw i w garści dzierży (przysłowiowo w garści, bo w teczce miał coby nie pognieść:)) 10 biletów na musical Mary Poppins. Od 01.10 będzie grany w wiedeńskim Teatrze Ronacher. Mąż dumny bo o bilety weekendowe trudno, musical ma świetne przedrecenzje, a dzieci ...wyśmiały ojca. No cóż mamy 3 synów 7, 12, 17 i mieszka z nami syn mojej przyjaciółki takoż 17 lat. Średnio widzę 17-latków na musicalu Mary Poppins.. Mąż "smutny" bo o bilety się postarał, chłopcy się śmieją, a ja myślę jak nastolatków przekonać, żeby poszli bez gadania, mąż żeby był zadowolony, a ja żebym miała spokój. Oczywiście też idę.Jakieś pomysły macie, dobre rady?:)
A wizyta w samym teatrze też mnie cieszy, podobno budynek jest wyjątkowo piękny wewnątrz.Z zewnątrz, jak widać poniżej, także okazale się prezentuje. Wybudowany za panowania cesarza Franciszka Józefa w 1872 roku. Inauguracyjne przedstawienie miało miejsce 15 września, był to Demetriusz Schillera.
Teatr Ronacher, źródło www.musicalvienna.at
A tak teatr prezentował się w 1872 roku, tuż po jego wybudowaniu. źródło j.w.
Obecnie na tej scenie wystawiane są wysokobudżetowe inscenizacje musicali niemieckich i austriackich oraz przeniesionych z Broadwayu.

1913 rok przed burzą

Wydawnictwo Czarna Owca, ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Przyznam się, iż liczyłem na coś więcej, a może dokładniej na coś innego.
Ale po kolei.
Z czym wam się kojarzy rok 1913? Chyba większości osób z dwunastoma miesiącami przed wybuchem I wojny światowej. O tym roku mówi się także, iż był ostatnim rokiem XIX wieku, ostatnim rokiem trwania dawnego porządku.
Autor niniejszej książki, Florian Illies faktycznie ukazuje w niej ostatni rok pokoju, ostatni rok trwania dawnego porządku, prezentuje osoby, wydarzenia znane, ale także te mało znane lub praktycznie nie znane. Liczyłem jednak, iż uczyni to przez pryzmat wydarzeń społeczno-historyczno-politycznych, z naciskiem na te dwa ostatnie. Jednak jego płaszczyzną odniesienia jest historia sztuki, która nie ukrywam tego nie porywa mnie tak jak historia polityczna, militaria. Illies ukazuje tytułowy rok i zachodzące w nim zmiany, wydarzenia poprzez pryzmat dzieł sztuki oraz ich twórców. Nie jest to co prawda czysta historia sztuki, w książce znajdziemy sporą grupę osób, które działały także na niwie politycznej. Żeby daleko nie szukać podam znamienity przykład póżniejszego wodza III Rzeszy, który w 1913 roku tworzył bohomazy na pocztówkach i z  tego usiłował żyć.
Jeżeli kogoś interesuje co w w/w roku porabiali tak znani twórcy jak Proust, Picasso, Mann, Kafka, Spengler, Huch czy inni, jest to z pewnością książka dla tej osoby. Po lekturze książki i opisu tego czym w owym czasie się zajmowano, co przełomowego stworzono, można śmiało westchnąć...ach co to był za rok....
Mimo, iż jak wspomniałem nie jestem wielbicielem historii sztuki, związanych z nią twórców, obiektywnie muszę przyznać, iż książka jest dobrze napisana, lekkim stylem, zawiera wiele anegdot, ciekawostek, wydana na dobrym papierze. Ma tylko jeden zasadniczy minus, który sporo ujmuje z przyjemności lektury - brak zdjęć. Całkowity brak fotografii, które moim zdaniem, gdy książka traktuje o historii w kontekście sztuki, są niezbędne. Mimo tego znaczącego niedociągnięcia zachęcam do sięgnięcia po książkę niemieckiego dziennikarza. Czyta się ją lekko, z zaciekawieniem.

czwartek, 25 września 2014

Między życiem, a śmiercią. Pamiętnik z Powstania Warszawskiego

Wydawnictwo RYTM, Moja ocena 6/6
W tym roku minęła okrągła, 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Niektórzy mogą już czuć przesyt ukazującymi się z tej okazji książkami dot. tego wydarzenia. Osobiście uważam, iż książek dot. powstania nigdy za wiele. O wyjątkowych, najważniejszych w naszej historii wydarzeniach, zrywach, czynach należy mówić, żeby nie zapomnieć. Do takich najważniejszych czynów należy bez wątpienia Powstanie Warszawskie. Warto sięgać po kolejne książki, tym bardziej jeżeli są to wspomnienia uczestników powstania. Taką pozycją bez wątpienia jest Między życiem, a śmiercią. 
Wielokrotnie próbowałam wyobrazić sobie, co kierowało młodymi ludźmi, którzy zdecydowali się na udział w powstaniu. Wiem, wierzono, iż potrwa ono góra kilka dni, a póżniej tylko wolność. Ale czy coś jeszcze? Na początku książki jest taka wypowiedź autorki, którą pozwolę sobie zacytować, a która moim zdaniem najtrafniej oddaje nastawienie ówczesnych młodych ludzi:
Czy można się dziwić, że podjęliśmy tę walkę na śmierć i życie?
Wyczerpani do ostateczności, noszący czerwień w oczach od plakatów egzekucyjnych rozklejanych na wszystkich słupach ogłoszeniowych, otępieli od "szczekaczek", przygotowani na śmierć w każdej chwili, osłabieni fizycznie i psychicznie - musieliśmy wybuchnąć. (...)
Autorka niniejszych wspomnień, Janina Mikoleit w trakcie powstania była kurierką i łączniczką o pseudonimie Bronka 105. Walczyła i działała w sercu piekła, na warszawskiej Starówce. Na zaledwie 88 stronach krótkimi, szczerymi momentami do bólu zdaniami opowiada o powstaniu od 01 sierpnia do jego zakończenia. Opowiada, jak pełni nadziei żegnali się z rodzicami i ruszali do punktów łączności, o pierwszych dniach walki, o koszmarze kolejnych dni, o tym, jak kilkakrotnie prawie umarła, o cierpieniu fizycznym i psychicznym i o tym co było póżniej. 
Ogromnym plusem są liczne zdjęcia z powstania. 
Opowieść ma formę pamiętnika, zdania są krótkie, szczere, długie wypowiedzi byłyby wręcz sztuczne, nie na miejscu. Poruszająca, bo idąca prosto z serca relacja. Książka ta ma tę przewagę nad innymi, iż została stworzona ręką uczestniczki powstania, a nie badającego to wydarzenie historyka. 
Te wspomnienia można, ba moim zdaniem należy wręcz traktować jako wypowiedź wielu setek tych, którzy nie przeżyli powstania, jako hołd im złożony. Janina Mikoleit także na taki hołd oraz książkę zasługuje. 

środa, 24 września 2014

Susza - Graham Masterton

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 4,5/6
Nazwanie Suszy thrillerem katastroficznym jest wg. mnie lekką przesadą. Owszem mamy wielką katastrofę o tyleż przerażającą co realną w dobie, gdy zewsząd biją alarmy, iż Ziemia ginie. Jednak owa książkowa katastrofa mimo, że przerażająca (wszak bez wody żadne życie nie może istnieć) thrillerem wg. mnie nie jest. Ot jest to niezwykle sprawnie napisane, bardzo wciągające (przyznaję to) czytadło, które połyka się w  kilka godzin. Trzeba jednak Mastertonowi przyznać, iż zapewnił mi kilka godzin ciekawej lektury.
Akcja w dużej mierze rozgrywa się w San Bernardino w Kalifornii, miejscu, które większości kojarzy się raczej z rajem na ziemi, a  nie z miejscem klęski, gdzie umiera prawie wszystko co żyje. Słowo prawie, jest tu kluczowe. Od kilkunastu miesięcy nie spadła tam ani jedna kropla wody, miejskie rezerwy są na wyczerpaniu, studnie i rzeki wyschły, miastu grozi śmierć, a  ludziom męczarnie. Jednak nie wszystkim jest tak żle. Jest uprzywilejowana, niewielka grupa bogaczy, która wodę ma nawet do nawadniania...pola golfowego. W mieście wybuchają zamieszki. Jest jeden człowiek, który przeciwstawia się wszystkiemu, ujawnia okrucieństwo miejskich władz, w efekcie czego musi wraz z rodziną i przyjaciółmi uciekać w niedostępne góry. To jednak dopiero połowa problemów. 
Sztampowa do bólu książka, a jednocześnie taka, która w wielu miejscach zadziwia, a na pewno wciąga. Całość czyta się błyskawicznie, kilka godzin na lekturę w zupełności wystarczy. Efekt całościowy byłby lepszy (mimo sztampowości), gdyby nie psujące moim zdaniem wszystko zakończenie, tak przewidywalne, że aż zęby bolą. Ale i tak czytało się doskonale. Ot taki paradoks. 
Po zakończeniu lektury miałam sporo refleksji, ale nie nad samą książką, ale poruszonym w niej tematem - tym co nas za kilkadziesiąt lat czeka, o ile jeszcze bardziej nie wdrożymy w życie zachowań w zakresie dbania o planetę i jej zasoby. Sortujemy śmieci, wyrzucamy baterie, plastiki etc do odpowiednich pojemników, wyłączamy prąd, nie lejemy bzdurnie wody, używamy jak najwięcej opakowań wielorazowego użytku itd. Ale czy to wystarczy?
Wydaje mi się, że Mastertonowi może nawet mniej chodziło o napisanie wielkiej powieści (którą Susza bez wątpienia nie jest), ale o stworzenie książki, która właśnie zmusi do chwili refleksji. Jeżeli chociaż co któraś osoba po lekturze niniejszej książki zmieni swoje postępowanie względem naszej planety, odpadków, wykorzystywania wody, prądu, to już będzie wielki sukces.
Zachęcam do lektury.

Zapowiedź, czyli...jak zwalczano choroby wraz z pacjentami:)

Jak dawniej leczono
Jak dawniej leczono
Nathan Belofsky


Na ból zębów historyk Pliniusz Starszy zalecał nacieranie ust lewym zębem hipopotama i jadanie popiołu ze spalonego wilczego łba. 
Jan z Gaddesden, doktor nauk medycznych z Oksfordu, zawieszał łebki kukułek na szyjach epileptyków. 
Osiemnastowieczni studenci medycyny z Nowego Jorku zwykli rzucać z okien odciętymi kończynami pacjentów, a na publiczne sekcje zwłok sprzedawano bilety... 
Ta skrząca się czarnym humorem książka w pasjonujący sposób opisuje najdziwniejsze i najbardziej przerażające koncepcje medyczne od starożytności do XX wieku. 
Wspomina również o tych lekarzach, uczonych i myślicielach, którzy nieświadomie przyczynili się do zacofania w zakresie teorii i praktyki medycznej, zwalczając schorzenia wraz z… pacjentami, z niemal komicznym zapałem i łatwymi do przewidzenia rezultatami. 
Przeraża fakt, że wszyscy „specjaliści”, o których mowa, w swoich czasach należeli do czołowych autorytetów w dziedzinie medycyny.
"Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie", to pełne czarnego humoru ciekawostki i opowieści o tym, jak od starożytności do początku poprzedniego stulecia medycyna czyniła więcej złego niż dobrego, a lekarze zwalczali choroby... wraz z pacjentami. 

Październikowe zapowiedzi Wydawnictwa Albatros...

ostry-dyzur3 października 2014
Gregg Hurwitz Ostry dyżur

Thriller medyczny.  Ordynator ostrego dyżuru, wymagający, sumienny doktor David Spier, nie może otrząsnąć się po śmierci żony. Tymczasem jego oddziałem wstrząsają brutalne ataki nieznanego napastnika, który oblewa twarze kobiet pracujących w szpitalu żrącym środkiem. Psychoza strachu narasta, a napastnik wydaje się bezkarny.
Mając po swojej stronie jedynie garstkę przyjaciół, wśród nich tajemniczego Eda Pinkertona – działającego poza prawem człowieka o stu twarzach i dziwnych zainteresowaniach – lekarz  podejmuje prywatne śledztwo, które doprowadzi go na trop intrygi, w którą zamieszane jest całe środowisko lekarskie…
Gregg Hurwitz jest pisarzem i scenarzystą; absolwentem Harvardu i Oxfordu. Współpracuje z największymi amerykańskimi studiami filmowymi i pisze komiksy dla Marvel Comics.  Wielokrotnie nominowany był przez International Thriller Writers i Crime Writers Association w kategorii „najlepszej powieści kryminalnej”.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1496/d_2677.jpg8 października 2014
Harlan Coben Tęsknię za Tobą

Harlan Coben, jedyny współczesny autor, który otrzymał trzy najbardziej prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej, w tym najważniejszą – Edgar Allan Poe Award, po raz kolejny wciąga czytelników w mistrzowską intrygę.
Już w pierwszym tygodniu po premierze na szczycie bestsellerówNEW YORK TIMES!
Prawa do ekranizacji powieści wykupiła wytwórnia filmowa Warner Bros.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1072/d_1577.jpg10 października 2014
C.J. Sansom Inwazja

Powieść kryminalna z bestsellerowej serii C.J. Sansoma, osadzona w Anglii w I połowie XVI wieku u schyłku rządów Henryka VIII Tudora. Jej bohaterem i równocześnie narratorem jest prawnik i detektyw Matthew Shardlake.

C.J. Sansom – współczesny pisarz brytyjski, z zawodu adwokat. Autor siedmiu powieści przełożonych na dwadzieścia języków oraz pięciu kryminałów historycznych, których akcja toczy się w okresie rządów dynastii Tudorów.
Pisarz był trzykrotnie nominowany do prestiżowej nagrody Ellis Peters Historical Dagger przyznawanej przez Stowarzyszenie Autorów Powieści Kryminalnych CWA i otrzymał ją za „Alchemika”. Dominium uhonorowano Sidewise Award for Best Long-Form Alternate History.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1322/d_2029.jpg10 października 2014
Jordi Sierra i Fabra Pięć dni w październiku

Kryminał. Kolejna powieść Fabry, której bohaterem jest Miquel Mascarell, , inspektor policji w czasach republikańskich, a po zakończeniu II wojny światowej – detektyw prowadzący prywatne dochodzenia w sprawach niewyjaśnionych zaginięć i zabójstw.

Jordi Sierra i Fabra jest jednym z najpoczytniejszych pisarzy hiszpańskich z imponującym dorobkiem ponad czterystu książek. Akcja serii jego powieści kryminalnych osadzona jest w Barcelonie pierwszej połowy XX wieku, za dyktatorskich rządów generała Franco. Magia przed- i powojennej Barcelony, wykreowany w powieściach z Mascarellem klimat tajemnicy i mrocznych intryg oraz wyraźne pokrewieństwa z twórczością Carlosa Ruiza Zafòna (autora „Cienia wiatru”) przyciągają do serii rosnące rzesze fanów.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1217/d_1725.jpg10 października 2014
Tom Rob Smith Agent 6

Trzecia i ostatnia część sagi o przygodach byłego agenta KGB, Lwa Stiepanowicza Demidowa. Akcja powieści rozgrywa się w ZSRR, Afganistanie i USA w latach 1950-1981.

Żona i najmłodsza córka Lwa, Jelena, padają ofiarą spisku i w tajemniczych okolicznościach zostają zamordowane w Nowym Jorku. Aby dowiedzieć się, kto stoi za wydarzeniami po drugiej stronie oceanu, Lew Demidow ucieka z ZSRR, by na skutek różnych zbiegów okoliczności odegrać ważną rolę w globalnej, międzynarodowej intrydze.

Trzy dekady. Dwa morderstwa. Jeden spisek. Kim jest Agent 6?

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1328/d_2060.jpg17 października 2014
Kelly Jones Dziewczyna, która słyszała kolory

Akcja książki rozgrywa się w dwóch planach czasowych i przestrzennych: we współczesnym Nowym Jorku
i w faszystowskich Niemczech na chwilę przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Lauren O’Farrell poszukuje bezcennych obrazów skradzionych przez nazistów podczas II wojny światowej. Natrafia na ślad Hanny Fletcher, wybitnej znawczyni sztuki, oskarżanej o kolaborację z Hitlerem. Kobietę wyróżniało specyficzne schorzenie, będące jednocześnie pewnym darem – synestezja, która sprawiała, że doświadczenia jednego zmysłu, np. wzroku, wywoływała doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów. Kiedy jednak O’Farrell dociera do córki Hanny, osiemdziesięciodwuletniej Isabelli, jej wina przestaje być dla niej tak oczywista…

Kelly Jones to doskonała pisarka, której postępy należy bacznie obserwować
Nicholas Sparks, autor Listu w butelce

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1394/d_2258.jpg17 października 2014
Gustavo Malajovich Ogród z brązu

Subtelny portret psychologiczny ojca, który walczy o córkę.
W 1999 roku w niewyjaśnionych okolicznościach znikają w metrze w Buenos Aires czteroletnia Moira Danubio i jej opiekunka Cecilia. Jadą na przyjęcie urodzinowe, ale nigdy nie docierają na miejsce. Dla ojca dziewczynki, architekta Fabiana Danubio, zaczyna się koszmar, który będzie trwał latami. Gdy policja okazuje się bezradna, zdesperowany ojciec i ekscentryczny prywatny detektyw Doberti podejmują poszukiwania na własną rękę. Sprawdzają rozmaite informacje, docierają do miejscowej mafii. Poszukiwania córki stają się treścią życia Fabiana.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1432/d_2376.jpg24 października 2014
Eve de Castro Król cieni

Fascynująca, pełna niesamowitych zwrotów akcji, opowieść o bezkompromisowym poszukiwaniu sprawiedliwości, wolności i miłości w imponującej scenerii dworu Burbonów.
Ève de Castro – pisarka, scenarzystka i dziennikarka francuska. Od 1998 roku pisze o książkach w magazynie „Figaro Littéraire” – cotygodniowym dodatku do dziennika „Le Figaro”. Jest min. współautorką scenariusza do filmu „Le Roi Danse” Gérarda Corbiau oraz popularnego serialu „Rastignac”, realizowanego dla telewizji francuskiej.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/1271/d_1836.jpg24 października 2014
David Morrell Morderstwo jako dzieło sztuki

Dziewiętnastowieczny Londyn staje się miejscem krwawej rozgrywki pomiędzy gwiazdą literatury a obłąkanym mordercą.

Wiktoriański skandalista, Thomas De Quincey, autor śmiałych Wyznań angielskiego opiumisty, wydaje w 1854 roku trzecią część eseju zatytułowanego Morderstwo jako jedna ze sztuk pięknych. Opisuje w nim autentyczne, bestialskie morderstwa, popełnione w 1811 roku w Londynie, które sparaliżowały strachem mieszkańców stolicy i całej Anglii. W tym samym roku, mieszkający na co dzień w Edynburgu De Quincey zostaje zwabiony do Londynu obietnicą rozwiązania zagadki z przeszłości. W czasie jego pobytu w stolicy dochodzi do serii zbrodni wzorowanych na tych, które bardzo szczegółowo opisał, przewyższających jednak literackie pierwowzory potwornością. Ich sprawca, świetnie wyszkolony i pozbawiony zahamowań, znajdujący się poza wszelkimi podejrzeniami mistrz kamuflażu, robi wszystko, żeby podejrzenie padło na pisarza − nie jest to trudne, bo nazywany powszechnie opiumistą De Quincey jest uzależnionym od narkotyków ekscentrykiem.

wtorek, 23 września 2014

Naziści? Jeńcy niemieccy w Ameryce

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Bardzo ciekawa książka, która ukazuje temat stosunkowo mało u nas w Polsce znany. Autor opowiada i analizuje kwestię niemieckich jeńców, którzy do niewoli trafili od połowy 1943 roku, po kapitulacji w Tunezji na Przylądku Bon. Dokładnie chodzi o wydarzenie, które miały miejsce w okresie po 13 maja 1943 roku, po kapitulacji ostatnich oddziałów niemiecko-włoskich w Afryce. Był to pierwszy front, na którym przegrali Niemcy. Do niewoli dostało się wtedy ponad 275 tysięcy Włochów i Niemców. Niemieckich jeńców było ok. 150 tysięcy. Bardzo szybko dołączyli do nich kolejni jeńcy, tym razem pojmani na terenie Italii, a póżniej w  Normandii. Ponieważ byli to jeńcy będący w niewoli amerykańskiej, władze USA musiały znaleźć sposób i miejsce żeby ich przetrzymywać. Sprawa była o tyle pilna, iż ani w Afryce, ani w Europie nie było możliwości pobudowania obozów jenieckich, a z każdym tygodniem, z każdym kolejnym wydarzeniem wojennym jeńców przybywało. Zdecydowano się więc na przetransportowanie ich drogą morską do USA. Jeńców było tylu, iż jak podaje autor książki, pod koniec II wojny światowej, USA przetrzymywały na swoim terenie 425 tysięcy jeńców, z czego większość stanowili Niemcy. Tych ostatnich było ok. 380 tysięcy, chociaż tutaj dane też są różne.
Autor bardzo ciekawie opisuje zarówno "gromadzenie" jeńców, ich drogę do USA, przebywanie w licznych obozach (których na terenie Stanów Zjednoczonych było blisko 600). Jednak to co zwróciło moją największą uwagę, to reakcja niemieckich jeńców na Amerykę, na społeczeństwo, które tam poznawali, a przede wszystkim swoisty szok, jakiego doznali. Propaganda hitlerowska przedstawiała tuż przed wybuchem wojny i w jej trakcie USA, jako kraj zła, rządzony przez żydowskich manipulatorów, a jedynym słusznym miejscem do życia były oczywiście Niemcy, o które walczono. Duża grupa jeńców niemieckich była wykorzystywana do różnych prac, czy to w fabrykach, czy na farmach, czy w innych miejscach. Na skutek działań wojennych brakowało rąk do pracy, stąd taka siła robocza była bardzo aktywnie wykorzystywana. Szok w zetknięciu z amerykańską rzeczywistością był dla nich wielki. Wielu z nich odkrywanym nowym światem wręcz się zachwyciło. Co z tego wynikło? Nie zdradzę. Dowiecie się z książki. 
Bardzo interesująco są także przedstawione warunki życia w obozach, hierarchia, jaka w nich panowała, swoiste mini-państwo obozowe jakie powstało, oraz to na ile silna mimo praktycznie zakończonej porażką wojny, była w wielu niemieckich żołnierzach wiara w idee Hitlera. Wielu jeńców nie godziło się z kapitulacją i napływające rzesze nowych jeńców oskarżano o zakamuflowaną dezercję. Działały wewnętrzne, obozowe sądy kapturowe złożone z zagorzałych zwolenników Hitlera. Procesy, jakie potajemnie miały miejsce przed tymi sądami, zazwyczaj kończyły się wyrokami śmierci, które wykonywano pod osłoną nocy. W ten sposób fanatyczni wielbiciele  Hitlera rozprawiali się z tymi, którzy przejrzeli na oczy. Jak na te morderstwa  reagowały władze amerykańskie? To także jest bardzo ciekawe. 
Poruszyło mnie, jak wielka grupa niemieckich jeńców nadal, mimo nieuchronności klęski i upadku Rzeszy, wielbiła wodza, obchodziła wszystkie uroczystości z nim związane, a rocznica urodzin Hitlera była wielkim obozowym świętem.
Część jeńców chciała przenieść choćby fragment ojczyzny do obozu. Tworzono place jak w rodzinnych miastach, typowe bawarskie ogródki piwne etc.  
Co stało się z jeńcami po zakończeniu II wojny światowej? Jeżeli jesteście ciekawi, zachęcam do lektury książki. Czyta się ją błyskawicznie. Jest napisana bardzo przystępnym stylem. Autorowi udało się ogromną ilość materiału historycznego z jakiego korzystał przedstawić tak, iż w trakcie lektury ma się wrażenie zagłębiania w arcyciekawą powieść. Treść oparta została na obszernych świadectwach jeńców (każdorazowo podane jest imię, nazwisko i stopień wypowiadającej się osoby), wypowiedziach strażników, a także amerykańskiej ludności cywilnej, która miała z jeńcami kontakt. 
Zakończeniem książki jest tekst Konwencji Genewskiej z 1929 roku dot. traktowania jeńców wojennych. Na ile Amerykanie respektowali Konwencję? Tego dowiecie się w trakcie lektury, do której jeszcze raz gorąco zachęcam. 

Styryjski olej z pestek dyni

Żródło: www.steirische-spezialitaeten.at
Trochę propagandy zrobię i jeżeli nie próbowaliście jeszcze tego oleju, gorąco zachęcam do kupna. Ja jestem jego wielką, przeogromną fanką. W polskim Lidlu jest aktualnie tydzień alpejski i można ten olej kupić. Co prawda cena nijak ma się do tej w Austrii, ale to już zdążyłam się przyzwyczaić, wszystkie art. spożywcze w Polsce są 3-4x droższe niż w Austrii.
Ciemnozielony styryjski olej z pestek dyni, to prawdziwy skarb narodowy (prawnie chroniona nazwa i receptura) w Styrii, pięknym regionie Austrii. Ma on intensywny smak i jest wyjątkowym przysmakiem w skali światowej. Szczególna cecha: orzechowy posmak i aromat uszlachetnia nie tylko zupy i sałatki, ale także sery i desery. Olej ten jest robiony ze specjalnej odmiany dyni o nazwie Cucurbita pepo subsp. pepo var. Styriaca.
Źródło: www.steirische-spezialitaeten.at
Po raz pierwszy olej zaczęto sprzedawać w 1735 roku w małych buteleczkach w aptekach. Przez pierwsze lata traktowany był jako lekarstwo, co poniekąd było dobry uzasadnieniem, olej ten ma wyjątkowo dobry wpływ na organizm ludzki. Olej w XVIII wieku był bardzo drogi, pestki dyni niezwykle cenne i pod sankcjami prawnymi zabraniano zarówno dorosłym, jak i dzieciom jeść pestki. Dla nas trudne do wyobrażenia. 
Proces produkcji w Styrii nie uległ zmianie od wielu dziesiątek lat: po zebraniu pestki są czyszczone i suszone. Potem miesza się mączkę ze zmielonych pestek ze słoną wodą, wówczas olej oddziela się od białka. Następnie wilgotna jeszcze mąka poddawana jest procesowi starannego prażenia w 60 stopniach. Podgrzewanie służy nie tylko nadaniu intensywnego, orzechowego aromatu, ale pozwala na zachowanie cennych składników. Ostatnim etapem procesu jest wytłaczanie na zimno. 

Prasa do wytłaczania oleju z pestek. Źródło: www.steirische-spezialitaeten.at/
Olej z pestek dyni wykazuje właściwości zdrowotne i lecznicze, udowodnione podczas badań przeprowadzonych przez uniwersytet w Grazu: wiele zawartych w nim witamin, związków mineralnych i mikroelementów działa profilaktycznie w przypadku chorób serca i układu krążenia, łagodzi bóle podbrzusza, oczyszcza organizm i wzmacnia system odpornościowy. 
Olej ten ma aromat z nutą ziół i świeżości harmonizuje z szeroką paletą potraw, zamieniając je w prawdziwe przysmaki. Wyśmienicie smakuje makaron z sosem pesto na bazie oleju z pestek dyni, potrawy z jajek, sałatka z fasoli Jaś z olejem, tak samo sałatki z pomidorów, ziemniaków i wszelkich odmian sałaty liściastej. Smak oleju doskonale harmonizuje ze smakiem koziego i owczego sera.
Olej ten jest niestety bardzo kaloryczny, 100 ml zawiera aż 900 kcal, ale zawiera liczne witaminy: A, B, C, D oraz największą porcję E.  
Degustacja oleju.
Zawodowi kucharze zainspirowani olejem tworzą takie desery jak parfait z pestek dyni lub suflet z olejem. Ale nawet zwykła zupa ziemniaczana lub proste, duszone warzywa po dodaniu kilku kropel styryjskiego specyfiku zamieniają się w wyjątkowe przysmaki.
Do rozpropagowania styryjskiego specjału na całym świecie przyczynił się przed kilku laty przewodnik dla smakoszy „Gault Millau“, polecający najlepsze oleje z pestek dyni jako składnik niezbędny w wyszukanych potrawach eleganckiej kuchni. Wybierać można spośród 300 różnych olejów noszących znak jakości „styryjski olej z pestek dyni PGI.“ (chronione oznaczenie geograficzne). Znak gwarantuje także, że oleje pochodzą z pierwszego tłoczenia prażonych pestek. 

Gdyby ktoś z Was chciał dowiedzieć się więcej o regionie Styrii, zachęcam do wejścia na ich stronę o tutaj (kliknij). Niestety nie widzę możliwości ustawienia w jęz. angielskim, albo sierota jestem i nie mogę znaleźć:). My do Styrii wybieramy się dopiero na wiosnę. Relacja gwarantowana.

Informacje z  www.austria.info, www.kuerbiskernoelshop.com, www.steirische-spezialitaeten.at

poniedziałek, 22 września 2014

Jedyne takie muzeum. Odzyskana pamięć o Powstaniu Warszawskim - Piotr Legutko

Wydawnictwo Znak, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Autor na zaledwie 200 stronach zawarł bardzo wiele. Opowiada on o jednym z najważniejszych muzeów, na powstanie, którego musieliśmy czekać tyle lat. Problemy z uruchomieniem takiej placówki muzealnej są zrozumiale jeżeli chodzi o okres Polski komunistycznej. Ale co sprawiło, iż na otwarcie podwojów muzeum musieliśmy czekać wiele lat po upadku komunizmu? Dlaczego kolejne władze nie podjęły się powołania do życia takiej placówki?
Powstanie Warszawskie, słyszał o nim każdy, każdy też (jak to wśród Polaków zazwyczaj bywa) ma na temat sensu jego wybuchu swoje zdanie. Co istotne, Legutko w swojej książce nie opowiada się za żadną tezą, nie gloryfikuje ani nie neguje sensu czy bezsensu wybuchu powstania. Tym, którzy szukają taniej sensacji, od razu odpowiadam - to nie ta książka. Autor swoje zdanie oraz zdanie wszystkich współtworzących placówkę określa tak:
(...) trzymaliśmy się zasady: skoro wybuchło, to znaczy, że wybuchnąć musiało. Teraz chodzi o to, by opisać, co było sensem tego wydarzenia, co powodowało, że ci ludzie do powstania poszli, co ich poruszyło.(...)

Chciano oddać ducha tamtych dni, opowiedzieć o nich tak, żeby to poruszało, ale i trafiało w głąb serca, w głąb pamięci. Niby proste do przedstawienia, zaprezentowania Polakom  światu. Ale czy na pewno? Muzeum z pewnością jest super nowoczesne. Twórcom udało się w ten sposób opowiedzieć o 63 dniach walk powstańczych, że jest to czytelny, wierne, wiarygodne, a zarazem trafia do współczesnego odbiorcy.  Sięgnięto po najnowocześniejsze formy przekazu, na całkowitej powierzchni ponad 3000 m² prezentowane jest ok. 1000 (z ponad 30000 zgromadzonych) eksponatów: broń, dokumenty, listy, przedmioty osobiste, 1500 fotografii, ponad 200 informacji biograficznych i historycznych, a także mapy, tablice oraz filmy z 1944. Efekt robi niesamowite wrażenie.
Integralną częścią książki jest także opowieść o osobach, które bezpośrednio przyczyniły się do powstania muzeum. Wśród nich na 1. miejsce wysuwa się nieżyjący prezydent Lech Kaczyński, którego marzeniem było otworzenie muzeum w 60. rocznicę wybuchu powstania.
Co istotne i najważniejsze, narratorami w książce są osoby bezpośrednio zaangażowane w powstawanie muzeum. Dla tych ludzi nie była i nie jest to kolejna placówka muzealna, kolejne miejsce pracy. To miejsce wyjątkowe, z sercem, duszą,  a ich zaangażowanie w jego tworzenie było całkowite. Pasję tworzenia muzeum słychać w każdym wypowiadanym przez rozmówców zdaniu, widać w każdym eksponacie znajdującym się w salach muzealnych, w każdym zaaranżowany przedstawieniu. 
Ekspozycja muzealna nastawiona na ukazanie zwyczajnych ludzi, mająca przemówić do takich samych odbiorców, do mnie, do was. Placówka niezwykle potrzebna, ważna, podobnie jak potrzebna jest niniejsza książka. Lektura pozwala dogłębniej zrozumieć dlaczego Muzeum Powstania Warszawskiego jest jakie jest. A, że jest wyjątkowe, w to nie wątpi chyba nikt.

Kto z Was też jest dumny:)?

Źródło www.gs24.pl
Z naszych mistrzów rzecz jasna. My bardzo, całą rodziną mecz oglądaliśmy:) + sąsiad Austriak.Oczywiście dzieci rano nie można było do szkoły obudzić.
Do pracy dzisiaj (w celach czysto propagandowych) przyniosłam 2 ciasta dla wszystkich (kupne, o świcie nie piekę, aż taka euforia mnie nie dopadła), zostawiłam w służbowej kuchence i obok na szafce powiesiłam kartkę, że to z okazji zdobycia przez polską reprezentację MŚ w piłce siatkowej i podpisałam się:) Trochę polskiej reklamy, propagandy nie zaszkodzi:)
A Wy oglądaliście mecz?
Zabieram się za pracę. Mam trylion emaili w służbowej skrzynce z pytaniami, które się powtarzają, więc odpowiedzi będą na zasadzie - kopiuj+ wklej, ale wykonać to trzeba.
Miłego poniedziałku.