sobota, 22 sierpnia 2026

Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą - Wilhelm Meinhold

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka
Sydonia von Bork. Czarownica, która zniszczyła pomorską dynastię książęcą to książka, wobec której mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to bardzo interesująca, mroczna opowieść o jednej z najbardziej znanych postaci związanych z dawnymi dziejami Pomorza. Z drugiej strony sposób przedstawienia głównej bohaterki jest tak jednostronny i przesadzony, że trudno traktować tę historię jako próbę obiektywnego pokazania Sydonii von Bork.
Meinhold stworzył swoją opowieść na początku XIX wieku. Jest to bardzo ważne, ponieważ książkę należy czytać z uwzględnieniem epoki, w której powstała. Ówczesne podejście do historii, religii, czarownictwa, moralności i kobiecości było zupełnie inne niż współcześnie. Dlatego część informacji przedstawionych przez autora może być dziś nieaktualna albo wymagać konfrontacji ze współczesnymi badaniami historycznymi. Inny jest również język książki. W wielu miejscach sposób wypowiadania się bohaterów, opisy oraz komentarze narratora mogą wydawać się współczesnemu czytelnikowi bardzo staroświeckie.
Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak sama postać Sydonii. Meinhold nie próbuje stworzyć bohaterki, którą łatwo polubić. Wręcz przeciwnie – od pierwszych stron bardzo wyraźnie sugeruje czytelnikowi, jak powinien ją odbierać. Sydonia jest przedstawiana przede wszystkim jako kobieta zła, przebiegła, mściwa i niebezpieczna. Autor niemal nie daje jej możliwości obrony. Nie próbuje wnikliwiej zastanowić się nad tym, dlaczego zachowuje się właśnie w taki sposób, jakie wydarzenia ją ukształtowały i czy wszystkie oskarżenia kierowane pod jej adresem są rzeczywiście sprawiedliwe.
Można odnieść wrażenie, że autor celowo przesadza w kreowaniu jej wizerunku. Jego Sydonia nie jest po prostu silną czy niezależną kobietą. Jest przede wszystkim butna, przebiegła, manipulująca innymi, kapryśna, zła. Autor przedstawia ją jako osobę, która potrafi wykorzystywać innych dla własnych celów i nie cofa się przed intrygami. Jej zachowanie jest często tak przerysowane, że momentami przypomina bardziej literacki portret „złej czarownicy” niż próbę pokazania prawdziwej osoby.
Określenia takie jak „potwór” czy „pokuśnica” dobrze pasują do sposobu, w jaki została skonstruowana ta postać. Sydonia jest niemal uosobieniem zła i tego co w XIX wieku było uważane za złe u kobiet. Trudno znaleźć w książce chwile, w których narrator pozwala czytelnikowi spojrzeć na nią z większym współczuciem albo spróbować zrozumieć jej motywacje. Jeżeli pojawia się okazja do przedstawienia jej w złym świetle, autor bardzo chętnie z niej korzysta. Sami przyznacie, że nie taka powinna być książka historyczno - bioograficzna. To wg. mnie jest największa wada książki.
Zastanawiam się, czy autor zrobił to celowo, aby wzbudzić kontrowersje i zainteresowanie czytelnika. Taki sposób przedstawienia bohaterki z pewnością sprawia, że trudno przejść obok niej obojętnie. Sydonia wzbudza emocje: można ją potępiać, można się jej obawiać, ale trudno ją zapomnieć. 
Trzeba jednak pamiętać, że książka powstała w czasach, kiedy opowieści o czarownicach i zjawiskach nadprzyrodzonych miały zupełnie inny charakter. Współczesny czytelnik może patrzeć na nie z dystansem. Dzisiaj łatwiej zauważyć, że oskarżenie kogoś o czary mogło być elementem konfliktów społecznych, politycznych czy osobistych. Dlatego warto oddzielić historyczną Sydonię von Bork od jej literackiego obrazu stworzonego przez Meinholda.
Dużą zaletą książki jest natomiast jej klimat. Jest mrocznie, tajemniczo i momentami naprawdę niepokojąco. Autor potrafi budować atmosferę zagrożenia i sprawić, że czytelnik chce wiedzieć, co wydarzy się dalej. Historia Sydonii, konfliktów, intryg i nieszczęść związanych z pomorską dynastią książęcą ma w sobie coś z gotyckiej opowieści. Nie jest to jednak lekka lektura. W wielu miejscach tempo jest nierówne, a rozbudowane opisy i sposób prowadzenia narracji mogą współczesnego czytelnika znużyć.
Na plus należy zdecydowanie zaliczyć tłumaczenie. Barbara Grunwald-Hajdasz spisała się doskonale. Największą zaletą książki jest jednak fakt, iż potrafi ona sprowokować do myślenia. Po przeczytaniu nie przestajemy interesować się Sydonią, ale zaczynamy również zastanawiać się nad tym, jak powstają legendy. Czy Sydonia rzeczywiście była tak zła, jak przedstawia ją Meinhold? Czy naprawdę była „czarownicą”, czy może stała się nią w oczach ludzi i późniejszych autorów? Czy jej historia została z czasem tak mocno przekształcona, że trudno już oddzielić fakty od legendy?
Właśnie dlatego moja ocena tej książki jest niejednoznaczna. Mam wobec niej mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam atmosferę, ciekawą historię, wyrazistą bohaterkę i dobre tłumaczenie. Z drugiej strony przeszkadza mi bardzo jednostronne przedstawienie Sydonii. Brakuje mi większego dystansu autora i próby pokazania jej również jako człowieka, a nie wyłącznie jako źródła zła. Sydonia... jestwarta lektury. Należy jednak pamiętać, że nie jest to książka, którą powinno się czytać jako współczesne opracowanie historyczne. Meinhold pisał o Sydonii von Bork na początku XIX wieku, dlatego jego wiedza, sposób interpretowania wydarzeń oraz dostępne wówczas źródła były inne niż dzisiaj. Niektóre informacje mogą być nieaktualne, a część przedstawionych wydarzeń należy traktować jako element literackiej wizji autora. Czytelnik powinien więc zachować pewien dystans i nie przyjmować wszystkich sądów narratora jako bezdyskusyjnych faktów. Zachęcam do lektury. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.