czwartek, 16 maja 2013

Greckie koty...

Chciałam pokazać wam greckie koty, których tu jest mnóstwo. Niestety są one bardzo często (ba na ogół) podobnie jak psy, bezpańskie. Uchodzę za  miejscową wariatkę bo staram się w trakcie pobytu na tyle na ile mogę dokarmiać je. Wiem, to rozwiązanie na moment, ale cóż mogę więcej zrobić? Nie pokażę drastycznych zdjęć. W ub. tygodniu musiałam z mężem zakopać dwa takie maluchy, które na naszych oczach zdechły, chyba na koci tyfus, czy jak to się nazywa. Przez cały dzień ryczałam jak głupia. Kotki były malutkie, wychudzone, miały zaropiałe oczka, a wystarczyłyby 2 zastrzyki, których koszt nie przekracza kilku euro. Nie mogę tego zrozumieć, jak można być tak bezdusznym wobec zwierząt, a jednocześnie żyć w kraju, który uważany jest za kolebkę cywilizacji europejskiej. 
Dlatego już kilka lat temu zapowiedziałam mężowi, że do Grecji się nie przeprowadzę nigdy. Doceniam kuchnię, morze, słońce, kulturę, wielowiekową historię etc, ale nigdy tam nie zamieszkam na stałe.
Złapaliśmy i umieściliśmy u teściów 3 koty i 3 psy. Wezwaliśmy weterynarza (który jest tutaj rzadkością), policzył sobie jak za lot na księżyc, ale trudno. Zaszczepiliśmy, odrobaczyliśmy psy i koty. Na szczęście są to kocury i psy, a nie kotki i suki. Na razie ich nie sterylizujemy. Zostały u teściów. Latem jedziemy autem, dowiemy się wcześniej jakie dokumenty są niezbędne do przywiezienia ich do Polski. A może ktoś wie?
W tej chwili mamy w domu 3 psy i 5 kotów, dla kolejnych też się znajdzie miejsce. A może zostaną u teściów. Sami jeszcze nie wiemy. Nie wiem, czy teściowie znowu na zimę do nas zawitają, czy zostaną u siebie. 
Z powodu kryzysu w Grecji obcięto emerytury i pensje o ok. 25-30%. Dla wielu ludzi jest to prawdziwy dramat. Do teściów przeprowadziła się kuzynka teściowej (jakaś tam dziesiąta woda po kisielu), której obniżona emerytura nie pozwalała na samodzielne utrzymanie się w niewielkim mieszkanku. Teraz razem, we trójkę będą żyć i ciągnąć wózek. Teściom my pomagamy finansowo, ale co mają zrobić ci, którzy są samotni. Dlatego z przerażeniem patrzę na to co się z emeryturami u nas wyprawia. Co to będzie za 15-25 lat?
Ale miało być o kotach greckich, a jak zwykle temat mi ewoluował:)
Wiem, w ten sposób (poprzez dokarmianie i adopcję) nie uratujemy wszystkich futrzaków, ale ważne, że chociaż kilka futer będzie miało lepszy los.   
Najedzony (dokarmiony przez gości) kot w rybnej tawernie. Kocia sjesta.
Kolejny kot tawerniany dokarmiany przez turystów.
 A poniżej koty dokarmiane przeze mnie.
video
Są też i takie mega rozpieszczane koty, ale to niestety w Grecji rzadkość:)

14 komentarzy:

  1. Anetko co prawda pewnosci nie mam ale nie wydaje mi sie ze do przewozu beda potrzebne specjalne papiery. My wozimy czasem nasze koty do Polski, z tego powodu musza miec paszport (dostaje sie u weterynarza z miejsca) no a w nim szczepienia. nigdy nie slyszalam by trzeba bylo miec cos wiecej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, po Bożym Ciele będę się dowiadywać. To chyba są jednolite przepisy dla całej UE.

      Usuń
    2. No tak myślę i mam nadzieję że sama wszystko robię jak trzeba... Gdybyś dowiedziała się o czymś więcej, daj proszę znać. A wiesz moi teściowie niedawno byli w Turcji, niestety nie pamiętam gdzie dokładnie. Teściowa powiedziała że byłby to dla mnie prawdziwy raj - wszędzie koty. Tyle że nie tak jak opisujesz. Były nawet na terenach lepszych hoteli ale wcale nie rozrabiały. Zwykle grzecznie siedziały obok ludzi i albo coś im się dostało, albo po jakimś czasie szły do kogoś innego. Wiele osób je głaskało, dokarmiało, nikt ich nie przepędza. A one chyba już wiedzą że jeśli nie będą skakać po stołach to dobrze na tym wyjdą. W okolicy kociaków jest tak dużo, że stały się lokalna atrakcją. W wielu miejscach można nawet kupić woreczki z karmą dla kotów i ludzie faktycznie to kupują i je dokarmiają. Pewnie lepiej by było gdyby zadbano o ich kastrację by nie mnożyły się na potęgę ale i tak dobrze, że ktoś pomyślał - skoro już tu koty mamy to zróbmy z nich atrakcję. I tak kociaki nie szukają już po śmietnikach a cieszą się towarzystwem turystów...

      Usuń
  2. Ja nie zapomnę widoku kotów egipskich, które dosłownie rzuciły się na suchą bułkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie chcę myśleć co wtedy czułaś.

      Usuń
  3. Z tego powodu też Grecji będę unikać. Przykro to bo to przecież cudny kraj. Co mówi na to twój mąż? Dlaczego tak się tam traktuje zwierzęta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Grecji szanuje się tylko zwierzęta, które przynoszą wymierną korzyść, czyli: osły, baranki, owieczki, kurki etc. jeżeli psy to tylko wyścigowe.
      Dobrze, że mój mąż nie ma greckiego podejścia do zwierząt...hmm..gdyby miał nie byłby moim mężem.
      Gdy pisałam ten post, myślałam właśnie cały czas o Tobie.

      Usuń
  4. Biedne te koty :(... Brrr! Aż mi ścierpła skóra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyobraż sobie ile mnie to kosztuje. Od wielu lat 2-3x w roku jestem po kilkanaście dni w Grecji.

      Usuń
  5. Masz wielkie serce dla zwierzątek!
    Kotki śliczne, a historie związane z kocim tyfusem bardzo przykre :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Wole pomagać zwierzakom niż większości ludzi.

      Usuń
  6. Biedne zwierzaczki. Okrutny jest ten nasz świat :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wczoraj dzwoniła do mnie znajoma z TOZ. Woziły psa do adopcji prywatnym samochodem 100 km, tylko po to, by na drugi dzień jechać ponownie, po odbiór. Piesek się nie spodobał. Zaklęłabym.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.