wtorek, 22 maja 2012

Ludzie średniowiecza - Robert Fossier

Wydawnictwo WAM, Tytuł oryginalny: Ces gens du moyen age, Okładka miękka, 391 s., Moja ocena 6-/6
Książkę przeczytałam już jakiś czas temu, ale stale coś mi stawało na przeszkodzie, żeby napisać recenzję. Niniejszym nadrabiam zaległości:).
Jest to pozycja wyjątkowa na światowym rynku. Nie tylko dlatego, że jej autor - francuski historyk Robert Fossier poświęcił książce spory kawał życia. Jest to dzieło wyjątkowe ponieważ Fossier podjął się próby opisania życia, dnia codziennego, radości i smutków ludzi, którzy dotychczas byli pomijani przez biografów, badaczy, historyków. Ci ludzie po prostu dla nich nie istnieli. Jak sam napisał w przedmowie:
(…) Przejadło mi się to: w kółko słucham o rycerzach, feudalizmie, reformie gregoriańskiej, powinnościach lennych i senioracie, a co więcej, moi koledzy i seminarzyści twierdzą, że o pozostałych ludziach średniowiecza nic im nie wiadomo. Jak to nie wiadomo, skoro stanowili (jak zwykle zresztą) 9/10 ówczesnego społeczeństwa? Może wystarczy spróbować ich zauważyć?(...)
Mam wrażenie, że oddając głos tej najliczniejszej, choć dla wielu nie istniejącej grupie społecznej, autor po prostu się zbuntował. I bardzo dobrze, nareszcie ktoś to zrobił.
Dzięki temu mamy okazję poznać wyjątkową pracę historyczną dot. zwykłych ludzi, takich jak ja, czy wy. Oddał po prostu głos grupie społecznej, która stanowiła (jak sam szacuje) ok. 90% całego średniowiecznego społeczeństwa.Oddał głos ludziom, którzy nigdy nie zostali uwiecznieni na kartach eposów, czy klasztornych kronik z tego prostego powodu, że byli ludżmi zwyczajnymi. Wielu historyków nazywa ich milczącą większością.
(…) Człowiek, o którym będę mówił, nie jest rycerzem, mnichem, biskupem, kimś 'wielkim" ani tym bardziej mieszczaninem, kupcem, panem czy kimś wykształconym. To człowiek, którego zajmuje deszcz, wilk i wino, kufer, płód czy ogień, siekiera, sąsiad, kazanie, zbawienie, wszystko to, o czym napomyka się przy okazji bądź kwituje niedopowiedzeniem, widziane przez deformujący pryzmat instytucji politycznych, hierarchii społecznej, prawa czy zasad wiary. Nie znajdzie się więc tutaj expose ekonomicznego, przeglądu technik, walki klas; jest tylko biedny człowiek i jego codzienność.(...)
Należy oddać wielki hołd autorowi, który w powstanie ksiażki włożył niesamowitą wprost ilość pracy. Pracę poświecił nie tylko w uporządkowaniu zgromadzonego materiału, ale przede wszystkim jego zgromadzeniu. Dlaczego? Otóż dlatego, że ten milczący trzeci stan społeczny w zasadzie niewiele po sobie pozostawił z dowodów kultury materialnej. Władcy, szlachta, mieszczanie, nawet zakonnicy, zostawili po sobie dosyć liczne, jak na okres średniowiecza świadectwa, dzienniki, dokumenty, obrazy, dary wotywne w kościołach etc. Życie codzienne włościan autor musiał zrekonstruować (tak, takie słowo jest idealne) z drobniutki fragmentów, wzmianek, zapisków (bardzo zresztą sporadycznych). Moim zdaniem mogło to wyglądać, jak układanie puzzle z 10000 fragmentów. Ale efekt końcowy jest fantastyczny. 
Na blisko 400 s., poznajemy całokształt życia człowieka z epoki wieków średnich. Poznajemy wszystkie jego etapy życia, od narodzin, poprzez dzieciństwo, choroby, wiek dojrzały, po śmierć (która niestety następowała dosyć szybko). Całkiem sporo dowiadujemy się także o otaczającej ludzi tego okresu naturze, jej dobrodziejstwach (żywność, opał, surowce na budowę domu etc.) po niebezpieczeństwa, jakie ludziom ze strony matki natury groziły.
Bardzo dużo uwagi Fossier poświęca człowiekowi samemu w sobie. Opisuje jego duszę, to co nim przypuszczalnie kierowało, a także to co go zmuszało do życia w ten, a nie inny sposób – czyli porusza także kwestię średniowiecznego prawa i władzy, jaką możni mieli nad maluczkimi. Na sam koniec, autor omawia szeroko pojętą kwestię wiary i jej rolę w życiu średniowiecznego ludu.
Fossier porusza więc wiele różniących się na pozór od siebie kwestii, ale tylko na pozór. Z każdą kolejna stroną udowadnia, że wszystkie te sprawy nierozerwalnie związane były z ludżmi średniowiecza, kierowały ich życiem. Udowadnia także, jak niewiele my ludzie z XXI w. różnimy się od swoich przodków sprzed kilku wieków.
Nie wierzycie, zapraszam do lektury Ludzi średniowiecza, Roberta Fosssiera. Na pewno w wielu miejscach autor was zaskoczy, w wielu stwierdzicie – faktycznie tak jest, a wiele kwestii będzie dla was zupełnie nowych.
Pod koniec swojej ksiązki Fossier pisze:
(…) Uważne przeczytanie jakiegokolwiek dziennika stawia przed oczyma to, co jest najistotniejsze - tak jak w tamtych odległych czasach, o których mówię, życie to nie zawirowania na giełdzie, scena polityczna czy zmieniający się sposób uczesania; w gruncie rzeczy w prasie mówi się po prostu o kłopotach z pracą, pieniędzmi, kwestiach związanych z jedzeniem i domem, grą, przemocą i miłością, a także pociesza się tych, którzy tego potrzebują. Gadatliwi ignoranci, którzy królują w naszych mediach, mogą od czasu do czasu określić jakąś decyzję czy wydarzenie jako "średniowieczne", nie spostrzegając, że wciąż żyją "w średniowieczu".
Jedyne czego w książce mi brakowało to przypisy i chociażby szczątkowe żródłoznawstwo i za to autorowi daję niewielki minus.
Robert Fossier (ur. w 1927r.) uczęszczał do paryskiego liceum Henryka IV (lycée Henri-IV) naukę kończąc w 1949r. uzyskaniem agregation z zakresu historii. Jego praca dyplomowa dotyczyła życia opactwa Cairvaux od czasu jego powstania do wieku XVI. Po studiach pracował początkowo (lata 1949-1953) jako archiwista w paryskiej bibliotece historycznej.
W 1957 r. został asystentem na Sorbonie, a następnie, od 1961 r., chargé de cours na Université Nancy. Od poczatku lat 70. pracował na stanowisku profesora na Universite de Paris. Od lat 70. publikował nieprzerwanie książki i artykuły na temat feudalizmu (nie używając jednak tego terminu) między XI i XII wiekiem.
Od 1993 r. profesor emerytowany.
Uczony zajmował się przez niemal całe swoje życie zawodowe życiem prywatnym współmieszkańców kontynentu, o czym świadczą zresztą tytuły jego prac: Dzieciństwo w Europie Zachodniej (X – XII w.), Historia pracy czy syntetyczna Historia chrześcijaństwa zachodniego.

13 komentarzy:

  1. Coś mi się wydaje, że ta książka to lektura obowiązkowa dla wszystkich piszących fantasy... w końcu to właśnie na średniowiecznej codzienności opiera się większość światów fantasy. Może wtedy nie byłoby tyle wpadek i niedoróbek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiedziałam, że świat fantasy to w dużej mierze średniowiecze. A książkę polecam, to unikat, a przy tym świetnie napisany na prawde fajnym językiem.

      Usuń
  2. Ciekawa teza, ale intuicyjnie czuję, że tak właśnie jest-nie różnimy się zbytnio od tamtych ludzi. Takie same są nasze troski, zmartwienia, czy nadzieje. Być zdrowym, szczęśliwym i mieć co włożyć do garnka. Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna książka - a jeśli Cię interesuje ten okres, to polecam publikacje Regine Pernoud - ona również rewelacyjnie pisze o różnych aspektach średniowiecza:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na pewno po nią sięgnę:)

      Usuń
  4. Średniowiecze to naprawdę fascynujący okres, do tego tak ciekawe ujęcie tematu - z całą pewnością książka dla mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli ta epoka cię interesuje to na pewno dla ciebie pozycja.

      Usuń
  5. Lubię historię, więc to z pewnością książka dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz historię to na pewno będziesz usatysfakcjonowana. Inna książka od dotychczas istniejących na rynku i do tego napisana świetnym jezykiem.

      Usuń
    2. Lubię historię i to bardzo więc to coś dla mnie. Zapraszam na nową notkę.

      Usuń
    3. Anne18 to czekam na recenzję:)a na bloga już idę.

      Usuń
  6. Średniowiecze zawsze lubiłam i sporo na ten temat czytałam, chociaż książki R. Frosta nie znam. Oprócz Regine Pernaud polecam książki Georges'a Duby i "Jesień średniowiecza" J. Huizingi. Mam na półce ciekawą lekturę nt. średniowiecza i może w końcu się za nią zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.