środa, 3 grudnia 2014

3. urodziny bloga i książki dla Was

kochplaner.de
Wybierać, przebierać, zgłaszać się..
Dzisiaj mój blog, moje 4. ukochane dziecko:) obchodzi 3. urodziny.
Mam do oddania takie o to książki, jakie widzicie poniżej. 
Ale...(musi być jakieś ale..) żeby nie było za łatwo, żeby brać udział w konkursie, należy obok podania (tutaj w komentarzach) tytułu wybranej książki podać tytuły 3 książek, ale nie byle jakich:
1. książka, która zmieniła wasze życiowe poglądy na coś tam..podać na co i dlaczego,
2. książka, która jest waszą ulubioną i dlaczego,
3. najgorsza książka, jaka czytaliście w życiu i oczywiście dlaczego:)
Uzasadnienia odpowiedzi to może być 1-2 zdania.
Można chcieć więcej niż 1 książkę, ale 1 książka= 1 odpowiedź na w/w pytania, 2 książki= 2 odpowiedzi na w/w pytania (oczywiście różne odpowiedzi) itd.
Na wasze zgłoszenia czekam do 10 grudnia 2014 roku do godz. 23.59. Liczy się czas miejscowy czyli blogowy.
Wyniki, czyli zwycięzcy, do których książki powędrują, zostaną podane najpóżniej 15 grudnia 2014roku tutaj na blogu.
Książki zostaną wysłane listem poleconym zwykłym, na terenie Polski w ciągu 7 dni od otrzymania od zwycięzców adresu do wysyłki.
Wybór zwycięzców będzie jak najbardziej subiektywny, mój własny, Anetowy.
Reklamacje nie będą przyjmowane.A oto książki rozdawajkowe.







18 komentarzy:

  1. Jak ten czas szybko leci :) Gratuluję z całego serca i życzę dużo miłych chwili i sukcesów na kolejne blogowe lata.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego naj z okazji kolejnego roku blogowania i oby było jak najwięcej kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję i trzymam kciuki za kolejne lata blogowania:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje gratulacje dla trzylatka! :) Życzę dalszych sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anetko, dzielimy więc blogowe urodzinki:) życzę Ci mnóstwo inspiracji i radości wypływającej z czytania i pisania :)
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję urodzin bloga :))
    To ja się zgłaszam, już odpowiadam na pytania!
    1. ,,Zemsta ofiar". Pisałam pracę magisterską na temat ,,Obozy dla Niemców na terenie Polski w latach 1945-1950". Obozy dla ludności niemieckiej cywilnej w Polsce po wojnie były i są tematem tabu. Mówi się głównie o Auschwitz podczas wojny prowadzonym przez Niemców dla Polaków, Żydów itd. Natomiast niewiele osób wie, że po wojnie ten obóz istniał dalej.Więziono tam Niemców, w większości bezbronnych - urodzonych przeważnie na Śląsku. Istniały setki obozów w całej Polsce - głównie na Śląsku i Pomorzu. Najbardziej zapadł mi w pamięci obóz w Potulicach czy Łambinowicach. Polacy i Żydzi mścili się na ludności cywilnej niemieckiej. Cierpieli jak to zazwyczaj bywa niewinny obywatele. W obozach było mnóstwo dzieci, których oddzielano od rodziców i polonizowano, jak wcześniej polskie dzieci zniemczano. Oczywiście większość rządzących obozami Polaków nie poddano karze i żyli sobie spokojnie do śmierci, np. podoficer Czesław Gęborski, który podpalił baraki z jeńcami i kazał strzelać do próbujących ucieczki więźniów (zginęło 48 osób). Czytałam mnóstwo publikacji na temat różnych powojennych obozów na terenie Polski - smutna sprawa, do której się nie chce wracać, nikt nigdy nie przepraszał za te lata - za przerażającą komunistyczną politykę wobec cywilów niemieckich, bo łatwiej było udać, że jej nie było. Najbardziej przemówiła do mnie ,,Zemsta ofiar"- napisana interesująco, bez owijania w bawełnę ale i bez oskarżeń. Rozpoczęła nowy etap mojego myślenia. Nasz kraj lubiący oskarżać wszystkich naokoło, wcale taki święty nie był.
    2. ,,Mikołajek" jestem sentymentalna :) To była jedna z moich pierwszych książek, czytałam ją będąc maluchem. Tato miał całą serię Mikołajka, również zaczytywał się nią za młodu. Zawsze chętnie do niej wracam, śmieję się na głos czytając o przygodach Mikołaja, a historie o nim nigdy mi się nie nudzą :)
    3.,,Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Dla mnie to beznadziejna książka bardziej fantastyka niż erotyk. Śmiałam się z głupoty głównej bohaterki i niemożliwych urojonych sytuacji, typu. kończąca studia główna bohaterka nie miała emaila i podniecona była na samą myśl, że będzie go miała założonego Do tego te ciągłe wzdychania, głupie teksty typu ,,Grosik za pani myśli" ... No błagam :D Jakbym czytała poradnik dla idiotów. Niestety, jestem na nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) super, ale...którą książkę wybierasz?

      Usuń
  8. To może ,,Cała nadzieja w Paryżu" :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tu jestem co prawda od Wczoraj, ale podejrzewam, że będę wchodził systematycznie, więc wszystkiego dobrego życzę i kolejnych 3 lat funkcjonowania. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też bym chciała tyle dotrwać na moim blogu :D
    To odpowiedź z prośbą o książkę ''Cała nadzieja w Paryżu''
    1. Kiedyś dostałam od cioci parę książek, jedna wpadła mi w oko i nadszedł czas choroby, który jak wiadomo przybliża nas małymi kroczkami do półki z książkami. Tak więc, książką ta ma tytuł: ''Dziewczęta z Szanghaju'' [autorka:Lisa See]. Opowiada ona o życiu doczesnym w Chinach w czasie komunizmu. Dwie młode dziewczyny, córki szanowanego i zamożnego jak na tamte czasy człowieka, zajmują się przyziemnymi sprawami. Piękność i Mądrość, tak można by je nazwać. Piękność bawi się życiem, szuka w nim samych plusów. Mądrość natomiast stara się dostrzec coś ponad. Obie są troszkę rozpieszczone, ale nadchodzą czasy, w których, by przetrwać nikt nie zawaha się zdradzić. Ojciec dziewczyn sprzedaje je. Następuje ''konsumpcja małżeństwa'' między Mądrością, a jej mężem, jej siostra trafia na męża obarczonego chorobą. W drodze do domu, do Chinatown w Ameryce, dziewczęta przeżywają piekło, ich matka zostaje zgwałcona przez okrutnych żołnierzy japońskich, umiera. Córka [M.] chcąc jej pomóc, doprowadza do tego, że odczuje na własnej skórze to co jej matka. Straszna, bolesna historia, która nie kończy się na jednym tomie, mimo bólu, który pulsuje nawet w czytelniku, warto ją przeczytać. Życie nie jest takie...jak to piszą? Kolorowe, usłane cierniem. Właśnie ta książka pokazała mi, że świat, nie jest w stanie pomóc tym małym, co cierpią, co tłumią w sobie tajemnice. Oni co noc o tym śnią. A my...my możemy tylko współczuć...i otoczyć opieką. Nie stójmy, nie zostawiajmy w potrzebie. Los jest zaskakujący, zawsze może wymyślić coś nowego. Krótkie streszczenie książki [fragment] to wystarczający argument, by założyć na świat czarną chustę, która zwiastuje cierpienie.
    2.''Igrzyska Śmierci'' moja najukochańsza książka. Niektórzy śmieją się z jej ekranizacji. No cóż, kto co lubi. Dlaczego? Bo łączy ona dwa światy, możemy je porównać do: Rzymu i znanych słów ''Chleba i igrzysk''. Kapitol robił show, z biednego Panem, które było zamieszkiwane przez ludzi, takich jak w ogołoconych wioskach rzymskich. Rebelia, która dotyka naszych serc...i Ty nagle też już chcesz...być wolnym. Znajdź w sobie Kosogłosa. Bohaterka główna jest kimś kim ja chciałabym po części być, kimś samowystarczalnym, oddanym, wiernym, walecznym i wartym by go szanować.
    3. Najgorsza książką, jaką czytałam w życiu to: "Mroczne Materie" [Philip Pullman], zniszczyła moją miłość do książek fantasy, magia zaczęła doskwierać, a światy stawały się nadwyobraźnią, w której człowiek nie chce utonąć. Nie polecam.
    e-meil: Ania_0970@wp.pl Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. To odpowiedź z prośbą o książkę ''Powrót''
    1.Jestem na progu pełnoletności, codziennie oglądam mnóstwo twarzy, ciekawią mnie ich problemy, ich świat, zachowanie, psychologia to taka moja mała wewnętrzna pasja. Pewnego dnia w moje ręce trafiła książka pod tytułem ''My, dzieci z dworca Zoo''[autorzy: Kai Hermann i Horst Rieck] . Świat, w którym dziecko przestaje nim być. Kiedyś myślałam, że istnieje podział na miękkie i twarde narkotyki, po przeczytaniu tej książki, wiem...że to nieistotny podział. Dla mnie istnieje podział na miękkich i twardych narkomanów. Zaczyna się od haszyszu kończy na heroinie. Weźmiesz jedno i otwierasz koło, które zacznie się toczyć, Twój los zależy tylko od tego, czy znajdziesz na tyle dużo siły, by zniszczyć to co może zgładzić Ciebie.
    2. ''Tunele''~~Roderick Gordon, Brian Williams. Pierwsza książka, w której nie przeszkadzało mi połączenie wątków, historycznego i fantasy. Tytuły kolejnych tomów, są dopasowane idealnie, bo im więcej człowiek przeczyta tym głębiej w otchłań wpada. Szczególnie polecam pierwsze tomy, są one skarbnicą wyobraźni, niesamowitych przypadków i nieustannych zmian w ''rzeczywistości''.
    3.William Szekspir - ''Makbet''. Uwielbiam wyobraźnię, ale nie znoszę, gdy prowadzi ona do jednego do śmierci bohaterów, w tak idiotyczny sposób. Katowano mnie tą książę w szkole, cała akcja może i miała sens, wiem że po prostu tak epoka, ale nie tłumaczy to tego by bohaterzy byli w amoku, a sprawiedliwość dosięgła ich, można powiedzieć ''po zmroku''.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam!
    Też zgłaszam się do konkursu z myślą o książce duetu Mizuro&Ostaszewski "Kogo kocham, kogo lubię"

    1. Niewiele było takich książek, które byłyby w stanie zmienić moje poglądy. Myślę, że warto tu jednak wspomnieć o powieści "Kwiaty na poddaszu" Virgini Andrews. Większość książek, w których można znaleźć opis relacji pomiędzy matką, a jej dziećmi opiera się na prostym schemacie, zgodnie z którym kochająca matka robi wszystko z myślą o swym potomstwie. W "Kwiatach na poddaszu" jest jednak inaczej. Kobieta po stracie męża wraca do swego rodzinnego domu. Okazuje się, że życie jej dzieci wcale nie jest dla niej najważniejsze, co więcej potomstwo staje się dla niej tylko przeszkodą, której usiłuje się pozbyć i to dosłownie. Czytałem tę książkę ładnych parę lat temu i nigdy do nie wracałem, ale mimo to jakoś szczególnie zapadła mi w pamięć. Można powiedzieć, że ta powieść zmieniła moje poglądy na temat zaufania. Uświadomiła, że nikomu nie można zaufać w stu procentach, nawet z pozoru najbliższym ludziom.

    2. Na tyle przeczytanych w życiu książek ciężko wybrać tę jedną ulubioną. Co jakiś czas się to zmienia, aczkolwiek myślę, że w ścisłej czołówce znalazłaby się książka polskiego autora Bartosza Łapińskiego pt. "Beczka soli". Wcześniej nie czytałem żadnej innej pozycji tego pisarza, więc nie miałem wygórowanych oczekiwań. Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony. Cała historia zaczyna się od martwego kota, którego główny bohater zobowiązał się zakopać. Po drodze wszystko się jednak komplikuje, a na jednym kocie się nie kończy. Bardzo ciekawy pomysł, dynamiczna akcja, świetne poczucie humoru, praktycznie każda przeczytana strona dawała powód do śmiechu. Przeczytałem tę książkę w jeden wieczór, jak zacząłem czytać, tak odłożyłem ją dopiero, gdy skończyłem. Absolutnie nie miałem ochoty przerywać, ani na chwilę.

    3. Z wybraniem najgorszej książki jest podobnie. Trochę powieści, które nie spełniły moich oczekiwań na pewno by się znalazło. Wśród nich byłaby na pewno "Brida" Paulo Coelho. Było to moje drugie podejście do twórczości tego autora i chyba ostatnie. Opisana historia była nudna, mimo stosunkowo niewielkiej ilości stron miałem wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Wydanie, które czytałem miało około 200 stron, a wydaje mi sie, że równie dobrze można by skrócić tę książkę co najmniej o połowę. Ogólnie jak to u Coelho, sporo opisów i dialogów, które nic nie wnoszą, do tego jeszcze te pseudofilozoficzne wywody. Gdy wreszcie z trudem skończyłem czytać "Bridę" cieszyłem się, że mam to już za sobą (zazwyczaj jak zaczynam coś czytać to staram się dobrnąć do końca, niezależnie od poziomu powieści). Gdybym miał podsumować tę książkę jednym słowem, określiłbym ją jako bełkot.

    e-mail: lewandowski1331@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzutem na taśmę zgłaszam się :)
    1. „Zielone drzwi” Katarzyna Grochola. Książkę dostałam w prezencie ślubnym i muszę przyznać, że tytuł kompletnie nie zachęcał mnie do lektury (kojarzył mi się z jednym z programów TV o tym samym tytule). Ależ ja byłam w błędzie! Kiedy już ją otworzyłam nie dałam rady przestać, totalnie wciągająca. Grochola ma niezwykłą łatwość pisania i tutaj dała jej popis. Opisuje swoje życie do dnia dzisiejszego w sposób ciekawy, historyjkowy. Pokazuje, że nie warto nigdy się załamywać, do wszystkiego podchodzić z pokorą, nie warto wracać do przeszłości, ale też nie zastanawiać się co nas czeka. Trzeba żyć tu i teraz. Książkę tę przeczytałam na takim etapie mojego życia, że byłam kilka tygodni po ślubie, oczekiwałam na awans w pracy, byłam mega zaganiana. I wtedy przyszło otrzeźwienie – czy tak ma wyglądać moje życie? Rozmijanie się z mężem, ubywający znajomi (bo przecież siedzę cały czas w pracy), rzadko odwiedzani rodzice. Od tamtej pory trochę się zmieniło – efektem tego jest moja siedmiomiesięczna córka. Doszłam do wniosku, że nie ma co pewnych rzeczy odkładać na później, to świat niech na mnie poczeka.

    2. „Spóźnieni kochankowie” William Wharton. Kompletnie nie przemawia do mnie prawdziwa miłość miedzy dwojgiem ludzi, raczej mam wrazenie, że główny bohater – samotny w nowym miejscu, znalazł jedyną osobę, która weszła z nim w jakąś interakcję. Opisy zbliżeń chyba miały zaskakiwać, ale ja czułam się raczej zniesmaczona. Może piękna historia, ale moja wyobraźnia akurat tak mi ją przedstawiła, że ciężko ją było doczytać, mimo niewielkiej objętości.

    3. „Ojciec Chrzestny” Mario Puzo. Jest to książka z serii „czytam jednym tchem, ale żeby tylko szybko się nie skończyło” . Arcydzieło. Wielka opowieść o lojalności, przyjaźni, zaufaniu, zemście. Puzo pokazuje, że świat ma dwa kolory: czarny i biały. Perfekcyjnie przedstawia świat mafijnych interesów, prawdziwych mężczyzn, ale też stłamszone kobiety. Pozycja obowiązkowa.

    Wybieram "Powrót"

    OdpowiedzUsuń
  14. Akurat na 3 urodziny jestem 300-tną obserwującą :). Dalszych sukcesów :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Spóźnione, ale serdeczne gratulacje z powodu wytrwałości i życzenia , by czytelników przybywało Ci Aneto w postępie geometrycznym.
    Mój jest tylko ciut młodszy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Rzutem na taśmę zgłaszam się :-)

    1. „Zielone drzwi” Katarzyna Grochola. Książkę dostałam w prezencie ślubnym i muszę przyznać, że tytuł kompletnie nie zachęcał mnie do lektury (kojarzył mi się z jednym z programów TV o tym samym tytule). Ależ ja byłam w błędzie! Kiedy już ją otworzyłam nie dałam rady przestać, totalnie wciągająca. Grochola ma niezwykłą łatwość pisania i tutaj dała jej popis. Opisuje swoje życie do dnia dzisiejszego w sposób ciekawy, historyjkowy. Pokazuje, że nie warto nigdy się załamywać, do wszystkiego podchodzić z pokorą, nie warto wracać do przeszłości, ale też nie zastanawiać się co nas czeka. Trzeba żyć tu i teraz. Książkę tę przeczytałam na takim etapie mojego życia, że byłam kilka tygodni po ślubie, oczekiwałam na awans w pracy, byłam mega zaganiana. I wtedy przyszło otrzeźwienie – czy tak ma wyglądać moje życie? Rozmijanie się z mężem, ubywający znajomi (bo przecież siedzę cały czas w pracy), rzadko odwiedzani rodzice. Od tamtej pory trochę się zmieniło – efektem tego jest moja siedmiomiesięczna córka. Doszłam do wniosku, że nie ma co pewnych rzeczy odkładać na później, to świat niech na mnie poczeka.

    2. „Ojciec Chrzestny” Mario Puzo. Jest to książka z serii „czytam jednym tchem, ale żeby tylko szybko się nie skończyło” . Arcydzieło. Wielka opowieść o lojalności, przyjaźni, zaufaniu, zemście. Puzo pokazuje, że świat ma dwa kolory: czarny i biały. Perfekcyjnie przedstawia świat mafijnych interesów, prawdziwych mężczyzn, ale też stłamszone kobiety. Pozycja obowiązkowa.

    3. „Spóźnieni kochankowie” William Wharton. Kompletnie nie przemawia do mnie prawdziwa miłość miedzy dwojgiem ludzi, raczej mam wrazenie, że główny bohater – samotny w nowym miejscu, znalazł jedyną osobę, która weszła z nim w jakąś interakcję. Opisy zbliżeń chyba miały zaskakiwać, ale ja czułam się raczej zniesmaczona. Może piękna historia, ale moja wyobraźnia akurat tak mi ją przedstawiła, że ciężko ją było doczytać, mimo niewielkiej objętości.

    mail: magda.hemperek@wp.pl

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.