poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wędrówki i myśli porucznika Stukułki, czyli uwielbiany przeze mnie Tyrmand w akcji

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Uwielbiam, kocham twórczość Leopolda Tyrmanda. Jak dla mnie był człowiekiem niezwykłym zarówno jeżeli chodzi o talent, jak i podejście do życia, szeroko pojęty nonkonformizm i to przez duże N. Współcześni mu różnie go odbierali. Dla niektórych był nikim, człowiekiem przegranym, któremu podwinęła się noga. Wariatem, co nie chce zrozumieć dziejowej konieczności i nie bierze udziału w realizacji postulatów socrealizmu. Dla niektórych był barwną postacią Warszawki, cynicznym bikiniarzem w kolorowych skarpetkach, arbitrem elegancji, propagatorem zachodnich nowinek. Dla niektórych był wzorem postawy niezłomnej, człowiekiem, który niedostatek i brak możliwości publikowania przedłożył nad ewentualną karierę i zaszczyty – z lojalności dla swoich przekonań. 
Ja cenię zarówno jego podejście do życia, postawę, jak i twórczość. 
Wędrówki i myśli... zaczęłam czytać, gdy tylko dostałam książkę w swoje ręce. Przepadłam od 1. strony i dawno tak świetnie, ale i inteligentnie nie bawiłam się w trakcie lektury. 
Tytułowy porucznik Stukułka to młody człowiek, niezwykle inteligentny, urodzony w pamiętnym, tak ważnym dla Polski A.D. 1920, wychowany na patriotę. Wynosząc  z domu pewne ideały, pielęgnując w sercu patriotyzm, tuż przed wybuchem II wojny światowej Stukułka zaciąga się do armii, konkretnie do 305 pułku piechoty, zostaje oficerem w czym pomagają mu na równi wykształcenie, bystrość i talenty organizacyjne. Jan Franciszek Stukułka, jak pisze Tyrmand, jest (...) cząstką drugiego dnia wojny, kiedy to Polska stała się początkowym natchnieniem świata (...). Już pierwsze dni służby (gdy Stukułka stoi w dymniku przyjemnej, chłopskiej chaty nieopodal Lidzbarka) weryfikują poglądy naszego bohatera, ba zmieniają je diametralnie. I zaczyna się problem, zarówno dla armii, jak i Stukułki. Ten ostatni, w przeciwieństwie do pozostałej części wojskowej kadry, rozumie, iż oszczędzanie podkomendnych jest ważniejsze niż ich tracenie. W tym poglądzie jest jednak raczej osamotniony. Nie będę opisywać poczynań, myśli i przygód porucznika S. Nadmienię tylko, iż jest on swoistym połączeniem Franka Dolasa ze znanego filmu Jak rozpętałem II wojnę światową z człowiekiem od mission impossible i kilkorga  innych filmowo-książkowych bohaterów. Bo Stukułka moi drodzy to typowy anty wzór bohatera narodowego. Stukułka nie chce walczyć, nie chce ginąć, nie rzuca się na wroga z patriotycznym okrzykiem na ustach, unika walki, jak może, ma w poważaniu w ten sposób objawiany patriotyzm. Jednak los kpi z niego w żywe oczy i Stukułka nie chce, ale musi. 
Jedna z tytułowych myśli porucznika brzmi tak..(...)  Niczego tak nie cierpię, jak bezcelowego i bezskutecznego bohaterstwa (...).
Tyrmand przeszedł sam siebie. Przemyślenia Stukułki, jego ucieczka z pola walki, analizowane przez niego porywy serca, to po prostu mistrzostwo literackie. Tyrmand nie bał się zajrzeć w głąb naszych serc, umysłów i obnażyć to co większość z nas Polaków przykrywała wielkimi, wzniosłymi patriotycznymi tekstami. W głębi duszy większość z nas była jest i będzie tchórzami, którzy za wszelką cenę chcą przeżyć. I nie ma w tym nic złego. Trzeba umieć tylko przyznać się do tego. Książka napisana wspaniale, lekko, ironicznie, z ogromnym wyczuciem i umiejętnością głośnego napisania niezbyt popularnych prawd. Twórczość Tyrmanda była wyjątkowa, była klasą sama w sobie. Jak podkreślałam przy okazji innych recenzji dzieł Tyrmanda, w twórczości Leopolda Tyrmanda najlepszy jest sam Tyrmand:). Jego teksty to prawdziwe perełki w zalewie większych i mniejszych literackich gniotów i gniotków. Szkoda, że takie teksty już nie powstają.
Znawców i miłośników twórczości Tyrmanda nie trzeba zachęcać do lektury. To niewątpliwie jeden z najbardziej utalentowanych i mało docenianych (poza wąskim gronem wielbicieli) pisarz powojennej Polski.Gorąco zachęcam do lektury i do wzięcia udziału w konkursie Wydawnictwa MG na dokończenie Wędrówek i myśli porucznika Stukułki. Szczegóły na stronie Wydawnictwa MG www.wydawnictwo.mg. Chociaż nie jestem pewna, czy komuś się to uda. Styl Tyrmanda, jego podejście do życia, do różnorodnych jego aspektów były jednak unikalne.

Moje recenzje książek Leopolda Tyrmanda:
Opowiadania wszystkie (klik)
Dziennik 1954. Wersja oryginalna (klik)  
Siedem dalekich rejsów (klik) 


7 komentarzy:

  1. Lubię prozę Tyrmanda i chętnie przeczytam także o poruczniku Stukułce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro lubisz Tyrmanda, to z pewnością się nie zawiedziesz.

      Usuń
  2. Ą czytałaś książkę napisaną przez jego syna? O Ojcu? Warto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale mam. Musze w końcu zabrać się za tę pozycję. Dam znać, jak przeczytam.Szukałam opinii o książce w sieci i bardzo mało jest.

      Usuń
  3. Ja nie znam twórczości Leopolda Tyrmanda, ale zastanawiam się nad tym, bo to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem przybywam z życzeniami radosnych, spokojnych i pięknych Świąt:) Niech przyniosą Tobie i Twojej rodzinie wszystko to, na co czekacie:) A w Nowym Roku niech Wam się darzy:)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.