poniedziałek, 14 marca 2016

Zygmunt August i jego żony. Studium historyczno-obyczajowe - Jerzy Besala

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Książka, która porywa czytelnika i przenosi do XVI wieku.
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jerzego Besali, dlatego biorąc do ręki tę pozycję, wiedziałem, że czeka mnie niesamowita przygoda historyczna. Po raz kolejny nie zawiodłem się. Talent opowiadania, tak charakterystyczny dla tego pisarza i historyka, śmiało mogę przyrównać do daru jaki posiadał uwielbiany przeze mnie Paweł Jasienica.
Po lekturze książki (którą czyta się niczym najlepszą powieść historyczno-awanturniczą) będziecie mogli powiedzieć wszystko tylko nie to, że historia jest nudna. Gdyby nauczyciele historii w szkołach tak przekazywali wiedzę, jak czyni to Jerzy Besala...marzenie.
Biografia Zygmunta Augusta (bo tak przede wszystkim należy tę książkę traktować) to monumentalne dzieło, tym cenniejsze, iż ukazujące władcę z innej strony, niż to czyniło wielu historyków do tej pory.
Książka podzielona jest na sześć części, które opowiadaj o życiu bohatera od narodzin, po jego kres. Całość wiedzy, jaką serwuje nam autor jest podana w porządku chronologicznym, co zdecydowanie ułatwia lekturę i zrozumienie takich, a nie innych postępowań, zachowań bohatera.

Jednak Zygmunt August i jego żony... to nie tylko biografia. Besala niezwykle umiejętnie przeplata zawirowania naszej historii z najciekawszymi aspektami życia Zygmunta Augusta, a w to wszystko doskonale włącza wiele ciekawostek o obyczajach, militariach, kulturze i gospodarce w ówczesnej Polsce.
Bardzo ciekawie ukazane są także partnerki życiowe (te na dłużej i na krócej goszczące w świecie władcy) Zygmunta Augusta. Nie są to jakieś dodatki do osoby władcy, a pełnokrwiste kobiety, z ciekawie nakreślonym rysem psychologicznym.
Co niezwykle cenne, historyk nie jest bezkrytyczny wobec swojego bohatera. Co prawda jego dokonania w zakresie władania państwem polskim ocenia wysoko, ale diametralnie odmiennie przedstawia się sytuacja, jeżeli chodzi o życie prywatne władcy, szczególnie to związane z płcią przeciwną. Tu Besala nie szczędzi krytycznych opinii. Jednak co istotne, mimo, iż tematyka w tym zakresie jest taką balansującą na granicy taniej sensacji ala tabloid, Besali udało się tak wypośrodkować dawkowane informacje, tak je przedstawić czytelnikowi, iż całość jest jak najdalsza od tandety, czy taniej sensacji.
Gorąco zachęcam do lektury. To doskonała książka historyczna i jeszcze lepszy miks obyczajowo-psychologiczny, a przy tym wciągająca lektura bazująca m.in. na dokumentach z epoki, rachunkach dworu, listach, notatkach. Uzupełnieniem całości jest bardzo obszerna, dopracowana bibliografia. 


 

niedziela, 13 marca 2016

Były sobie świnki trzy - Olga Rudnicka

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Doskonała lektura na weekendowe odstresowanie po męczących dniach pracy. Czytałam i płakałam ze śmiechu:) Książkę mimo objętości  360 stron dosłownie połknęłam w 1 dzień:)
Główną bohaterkę (no powiedzmy...jedną z głównych bohaterek) mąż irytuje, bo m.in....chrumka:),  wkurza, przyprawia o nerwicę, nazwijcie, to jak chcecie. 

Podobnie rzecz się ma z jej przyjaciółkami. Co prawda ich mężowie nie chrumkają, ale...
Co prawda, jak twierdzi bohaterka..(...) Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu.
Jednak cóż z tego, skoro nasze bohaterki nie zamierzają z nimi więcej być, a dodatkowo metryka, zegar biologiczny są nieubłagane, lat przybywa, zmarszczek, cellulitu też, a zagrożenia w postaci wymiany na nowszy model i innych takich tam istnieją realnie..tym bardziej, że małżonkowie do wiernych nie należą i z natury są bezwzględni.
Powiecie nic prostszego - rozwód. No niby tak, ale gdyby nie ten tak głupio xxx czasu temu złożony podpis na intercyzie..gdyby. Wszak nasze bohaterki rozwieść się mogą, ale kto by chciał być biedną rozwódką? No pytanie retoryczne. 

Wobec tego co pozostaje? Tylko bycie ...bogatą wdową. W związku z tym...Jolka, Martusia, Kama zabierają się do dzieła.
Jak to zrobić, żeby było skutecznie, szybko i żeby nikt nie wpadł na to, że za tym stoją one:)
Kwintesencją całej historii jest to piękne zdanie:)

Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.
I zaczyna się:)
Były sobie świnki trzy, to kolejna przeczytana przeze mnie książka pióra Olgi Rudnickiej. Niby znam poczucie humoru autorki, wiem, że zawsze, ale to zawsze mogę liczyć na świetną lekturę, którą przerywają moje wybuchy śmiechu, ale i tak za każdym razem Rudnicka mnie zaskakuje i to jak zaskakuje. Każda z jej książek ma niezwykłą, oryginalna fabułę, każda to zbiór jakże celnych obserwacji z otaczającego nas świata, każda to zabawne sytuacje, które mogą przydarzyć się także nam. Do tego dochodzi bardzo dynamiczna fabuła, cięte dialogi, zdania, które na długo zapadają w pamięć.
Poza tym Olga Rudnicka, a w zasadzie jej książki....wzruszają mnie. Czytając je za każdym razem mam uczucie, jakbym sięgnęła po książkę "starej" dobrej (nieodżałowanej ) Joanny Chmielewskiej. Wielbiciele prozy tej niezapomnianej pisarki (jej wcześniejszych książek) wiedzą o co mi chodzi. Takie porównanie, to dla książek Rudnickiej doskonała rekomendacja.
Były sobie świnki trzy, to kolejna książka Olgi Rudnickiej, którą miałam okazję czytać i z radością stwierdzam, iż autorka pisze coraz lepiej, każda kolejna powieść to lepsze pomysły, bardziej dopracowana fabuła i lepszy warsztat literacki.
Gorąco zachęcam do lektury.
 

sobota, 12 marca 2016

Krótka książka o miłości - Karolina Korwin Piotrowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5,5/6
Tytuł parafrazujący słynny film i lekko ironiczny, gdy weźmie się pod uwagę przede wszystkim gabaryty książki. 688 stron robi swoje.
Karolina Korwin Piotrowska to znana chyba większości osób opiniotwórcza, ale i kontrowersyjna polska dziennikarka, inteligentna, z pasją i niesamowitym pazurem.
Wspaniały jest jej program Magiel Towarzyski. Uwielbiam słuchać i czytać, co ma do powiedzenia. A ma wiele i to w zakresie najróżniejszych dziedzin.
Książka niniejsza zgodnie z jej tytułem jest o miłości, ale nie tylko. To także (a może przede wszystkim) książka o wielkiej, przeogromnej pasji, jaką dla autorki jest kino. Opisywane emocje towarzyszące autorce przeplatają się z subiektywnym (bo nie ukrywajmy, każdy przewodnik taki jest) cicierone po filmach (tych nowych, ale i odrobinę starszych + bardzo wiekowych, po klasyce i tandecie, po arcydziełach i produkcjach niszowych), ich twórcach, ale także kanałach filmowych, sklepach z filmami.
Karolina Korwin Piotrowska snuje swoje wywody, niczym zapalona, momentami nawet lekko zafiksowana na punkcie swojej pasji, bliska czytelnikowi przyjaciółka. Opowiada z werwą, z wieloma świetnymi dygresjami,z pazurem i niesamowitym poczuciem humoru oraz ciętymi uwagami w tle. Wiele komentarzy autorki bawi i to jak bawi:)
Co istotne, Korwin Piotrowska nie narzuca czytelnikowi swoich opinii, nie poucza, nie stosuje belferskiej metody, ot snuje opowieść barwną, porywającą, często wręcz magiczną.
To po prostu lektura dla każdego, kto lubi, kocha, wielbi kino, filmy i wszystko co z nimi związane. Takie must have:)
Moim zdaniem, to także zaproszenie do dyskusji. Wielokrotnie w trakcie lektury cisnęły mi się na usta inne porównania, inne opinie od wygłaszanych przez autorkę. I bardzo dobrze. To książka bawiąca, wzbudzająca zainteresowanie, zmuszająca do myślenia, rozmowy..
Książkę czyta się fragmentami. Nie da się bowiem, tak wielkiej wiedzy pochłonąć od razu, a i nie wszystko każdego zainteresuje. Jestem jednak pewna, iż niezależnie od tego, czy jakiś fragment pominiecie, czy przeczytacie książkę w całości, z pewnością do niej będziecie wracać.
Gorąco zachęcam do lektury. Ja jestem zachwycona:)



600,000 upolowane:)

Zwycięzcą w konkursie jest Melisa 2004.
Gratuluję.
Czekam na tytuły 2 książek, które chcesz otrzymać w prezencie i adres do wysyłki. Napisz proszę na email: anetapzn@gazeta.pl


Przypominam o innym konkursie...
Ponieważ mam trochę książek do rozdania - podwójnych egzemplarzy, ew. takich, do których już na 100% nie wrócę, a zajmują tylko miejsce na regale, postanowiłam co miesiąc nagradzać 1 osobę najaktywniej komentującą posty na moim blogu. Ale...nie chodzi o napisanie -, poszukam, to nie dla mnie, ciekawe etc. Należy się bardziej wysilić:)

W grę nie wchodzą komentarze z linkiem do bloga, zabawy, rozdawajki etc. Te odpadają z marszu (że tak się wyrażę), nie będą nawet czytane, ani zamieszczane na blogu.
Po zakończonym miesiącu będę prezentować zwycięzcę i dawać do wyboru 1 spośród 3-5 książek. 
Książki będą wysyłane listem poleconym tylko na terenie Polski.
Jeżeli macie ochotę się pobawić, zapraszam.

piątek, 11 marca 2016

Zagubiony autobus - John Steinbeck

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Zagubiony autobus to powieść Johna Steinbecka z 1947 roku.
Bohaterami opowieści są pasażerowie autobusu jadącego bocznymi drogami Kalifornii z Rebel Corners do San Juan de la Cruz.
Niby w książce brak spektakularnej, dynamicznej akcji, brak nagłych zwrotów fabuły, opowieść snuta przez noblistę jest wolna, sporadycznie tylko przyspiesza. Jednak powieść ta potwierdza stare powiedzenie, które sparafrazuję - nie tempo się liczy, a jakość:)
Steinbeck, jako genialny obserwator wspaniale prezentuje swoich bohaterów, ukazuje ich marzenia, dążenia i to jak w przypadku wielu z nich zderzają się one z realiami życia.
Co ciekawe, pisarz tak podobierał pasażerów tytułowego autobusu, że są oni przekrojem amerykańskiego społeczeństwa polowy lat 40. XX wieku. Wśród nich są zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ludzie wszystkich ras i wielu różnych klas społecznych.
Problemy, które za ich pośrednictwem prezentuje pisarz dot. spraw błahych, codziennych, jak i tych o większym kalibrze. Jest wśród nich także miejsce na erotykę, ale erotykę rodem z lat 40. minionego stulecia.
Steinbeck tworząc ten mini światek zamknięty w dalekobieżnym autobusie, stworzył jakby lustro w którym większość czytelników może odnaleźć siebie, swoich bliskich, swoje marzenia, obawy.
Jak zwykle autor zaskoczył mnie i uwiódł oszczędnością słów, za pomocą których potrafi tak wiele wyrazić oraz trafnością spostrzeżeń i umiejętnością ich przelania na papier oraz grą na ludzkich emocjach.
Zagubiony autobus nie jest powieścią akcji, nie jest powieścią porywająca od pierwszej strony. jest to książka powolna, która krok po kroku, strona po stronie łapie w swoje okowy. Jednak gdy fabuła już wami zawładnie, nie będziecie mogli odłożyć lektury, aż do jej zakończenia. Jestem przekonany, iż Zagubiony autobus przypadnie wam do gustu i na długo pozostanie w pamięci. 
Jest to powieść ponadczasowa, czego najlepszym dowodem jest fakt, iż od jej napisania minęło blisko 70 lat, a treści, jakie przekazuje autor nadal pozostają aktualne.

Wariatka - Joanna Jodełka

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6

To moje drugie spotkanie z prozą Joanny Jodełki, prozą, która ma swój niezwykle unikalny i charakterystyczny styl.
Wariatka jest kontynuacją Kryminalistki (Moja recenzja tutaj - klik)
Jednak osoby nie znające Kryminalistki uspokoję, mogą spokojnie sięgać po Wariatkę. Nieznajomość części pierwszej nie przeszkadza w lekturze kolejnej.
Bohaterką jest ponownie Joanna ok. 40-letniej pisarka, autorka powiedzmy umiarkowanie poczytnych kryminałów.
Tu..uwaga malutki spojler dot. Kryminalistki.
Niegdyś Joanna była żoną Krzysztofa, także pisarza, z tym, ze czytanego, uwielbianego, bogatego, rozpuszczonego przez życie i fanki, autora poradników z typu Jak żyć. Obecnie Joanna jest wdową po Krzysztofie, któremu już na nic nie przydadzą się poradniki Jak żyć.
Joanna (bohaterka książki, nie Jodełka:)) po traumatycznych przeżyciach, z których śmierć męża nie była wcale najgorsza, trafiła do szpitala psychiatrycznego. Jednak terapia w jej przypadku nie odnosi pozytywnych skutków. Joanna odmawia stosowania się do zaleceń lekarza, przyjmowania leków, jest nastawiona na nie. Poza tym uważa, iż ktoś chce ją zamordować. Nie jest to pozbawione podstaw. A przyczyna, o ironio, to wydana właśnie (jedna z uznanych dotychczas za gniot stulecia) książka bohaterki. Nagle, zupełnie niespodziewanie jej treść zaczyna komuś bardzo przeszkadzać.
W związku z tym Joanna, osoba wprowadzająca swoje myśli w czyn w tempie iście błyskawicznym...ucieka ze szpitala. Rozpoczyna się szalony bieg po mieście i próba rozwiązania sprawy,  które doprowadzą do zadziwiających wydarzeń.
Bardzo trudno jest napisać o fabule Wariatki. Jodełka stosuje wiele ciekawych trików, fabule daleko do standardowej, całość wydarzeń toczy się dwutorowo i tak, gdy patrzy się z boku, wszystko przypomina sałatkę z wielu, może nawet zbyt wielu składników, którą nie wiadomo za bardzo, jak jeść. Jednak to tylko pozory. Bowiem, gdy tylko zaczniemy czytać książkę, wgryziemy się w nią, zostaniemy wessani w świat Joanny (tej uciekającej:)) i będziemy chcieli już w nim pozostać aż do (i tu nie ukrywam) zaskakującego i bardzo niejednoznacznego (jak to u Jodełki) finału.
Całość jest bardzo ciekawie napisana, trzyma w napięciu, oj trzyma. Obie Joanny (pisząca i uciekająca) wodzą nas po różnych manowcach - tych rzeczywistych, topograficznych, jak i intelektualnych, podsuwają z pozoru idealne poszlaki, wątki, które za moment okazują się niewiele wartymi.
Wariatka to kolejna bardzo dobra powieść Joanny Jodełki. Posiada doskonałą fabułę, świetne tempo akcji, arcyciekawych bohaterów i zaskakuje. Może nawet jest to bardziej pozycja społeczno-obyczajowa niż czysty kryminał.
Polubiłam szczerze obie Joanny. Ta uciekająca, to osoba inteligentna, walcząca o swoje, z poczuciem humoru, świetna manipulatorka, czerpiąca z wydarzeń wielką wiedzę.
Ta pisząca..to doskonała autorka, od której książek łatwo się uzależnić. Niecierpliwie czekam na trzecią część..bo to zakończenie to....jak dla mnie nie koniec całej historii.
W sieci znalazłam określenie, iż Joanna Jodełka to poetka kryminalna:) Coś w tym jest. Autorka tak pięknie bawi się słowami, tak układa fakty, intrygi, tak balansuje na pewnej cienkiej granicy (nie będę zdradzać o co chodzi), iż jej książki to prawdziwa poezja - zarówno dla umysłu pod względem intelektualnym (ach te niedopowiedzenia, niewiadome, intrygi), jak i pod względem użycia słów samych w sobie.

czwartek, 10 marca 2016

1000 brakuje, albo mniej...

...w momencie gdy zamieszczam ten post, brakuje 1000 wejść (+ kilkanaście) do tego, żeby na liczniku bloga było oczekiwane 600,000.
1. osoba, której uda się owe 600,000 upolować, przesłać do mnie zdjęcie w jpg ekranu z licznikiem 
(na email anetapzn@gazeta.pl) (decyduje godzina dotarcia emaila na moją pocztę) będzie mogła wybrać sobie 2 (a niech będzie moja strata:)) książki z poniżej zamieszczonych. 
Przypominam, konkurs tylko dla obserwujących blog:)
 
 

Królowie przekleci tom 3. - Maurice Druon

Wydawnictwo Otwarte, Moja ocena 6-/6
Królowie przeklęci to cykl siedmiu powieści historycznych autorstwa Maurice'a Druon, które powstały w latach 1955-77.
Cały cykl obejmuje 7 powieści:
Król z żelaza (Le Roi de fer)
Zamordowana królowa (La Reine étranglée)
Trucizna królewska (Les Poisons de la couronne)
Prawo mężczyzn (La Loi des mâles)
Wilczyca z Francji (La Louve de France)
Lew i lilie (Le Lis et le Lion)
Kiedy król gubi kraj (Quand un Roi perd la France)
Akcja całej trylogii rozgrywa się w okresie od końca XIII wieku (od panowania Filipa Pięknego i jego syna Ludwika X aż do 1453 roku.
Omawiany tom 3. został niedawno wydany nakładem oficyny Otwarte wieńczy trylogię, w jaką zostały skomasowane w/w powieści.
Tom 3. opowiada o schyłkowych latach rządów Karola IV Pięknego, Filipa VI Walezjusza oraz Jana II zwanego Dobrym.
Druon po raz kolejny nie tylko opowiada o rządach w/w władców (które wierzcie mi, pozostawiały bardzo dużo do życzenia, to byli mniej niż mierni królowie), ale także o sytuacji społecznej, politycznej, gospodarczej całego kraju, o brakach podstawowych (dla nas oczywistych) rzeczy, o kolejnych epidemiach, o głodzie, nędzy etc.
Wspaniale skontrastowane są królewskie dwory, komnaty, sieć intryg i spisków z nędzą pozostałej ludności.
Dzięki Druonowi poznajemy kolejny etap dziejów którym rządzili i sytuację w całym ówczesnym świecie. Wszystko to nie tylko ukazuje nam ówczesne realia, ale także tłumaczy, jak doszło do upadku Francji.
Druon wspaniale odmalowuje przed nami obrazy XIV- i XV-wiecznej Francji, Europy, ale także zabiera nas we wspaniałą podróż w czasie. Język, którego używa jest niezwykle plastyczny, a nakreślone nim wydarzenia są wspaniałą lekcją francuskiej historii.
Ten tom, podobnie jak dwa wcześniejsze, czyta się bardzo dobrze, ale...w beczce miodu ( i to wspaniałego) jest także łyżeczka przysłowiowego dziegciu.
Owym dziegciem jest narracja ostatniej 7. części cyklu jest prowadzona w pierwszej osobie. Na dłuższą metę to trudne do przyswojenia, opowieść o walkach, historii etc w takiej formie, ba w formie jakby monologu.
Poza tym cały cykl jest doskonały i tych, którzy go jeszcze nie znają gorąco zachęcam do lektury. Druon przedstawia świat, o którym, większość z nas ma mniej niż mgliste pojęcie. Snuje także przed nami opowieść często wręcz niewiarygodną. Wszystkie walki, spiski, intrygi, zabójstwa etc..niewiarygodne. Do tego dochodzą liczne powiązania rodzinne. Drzewa genealogiczne, które przedstawia Druon mają nieskończenie wielką ilość odnóg i odnóżek. Wielkie uznanie dla autora, ze temu podołał.
Lektura każdej z siedmiu części porywa. Ja całość przeczytałam w starym wydaniu kilka lat temu. Teraz tylko przypomniałam sobie ulubione fragmenty. Jest to bowiem lektura, do której wraca się po wielokroć. 











środa, 9 marca 2016

Zero - Marc Elsberg

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Zero, to najnowsza powieść austriackiego pisarza znanego m.in. z wydanej jakiś czas temu niezwykle realistycznej, katastroficznej powieści Blackout.
Od razu muszę przyznać, iż Zero zaskoczyło mnie. Tzn. pisane jest w sposób typowy dla Elsberga, ale jest dużo, dużo lepsze i niesamowicie realne, wręcz namacalne.
Temat, który tym razem porusza Elsberg jest dużo nam bliższy niż mimo, że bardzo realna, to jednak równocześnie mityczna katastrofa z Black out.
Internet, sieć, coś co 10-15 lat temu miało niewielu, a obecnie większość ludzi nie potrafi bez tego żyć, nie potrafi nic załatwić. Internet bywa bardzo przydatny, zapewnia dostęp do usług, rzeczy, wiadomości z bez mała całego świata. Nie ruszając się z domu, fotela, łóżka, plaży możemy poczytać o wszystkim w każdym języku, obejrzeć film, zrobić przelew, zakupy etc.
Ale ta pożyteczna ..hmmm..rzecz, zjawisko (bo jak określić internet..) ma swoją mroczną stronę, w której jesteśmy my wszyscy. I nie ma w tym ani cienia przesady. Niby zdawałam sobie z tego sprawę, iż gdzieś tam w bliżej nieokreślonej przestrzeni są wiadomości na mój temat, na temat moich bliskich, ale dopóki implikacje z tego wynikające nie dotykają mnie bezpośrednio jest to nie ukrywajmy tego..bliżej nieokreślone zjawisko.
Po lekturze omawianej książki przeżyłam szok i zaczęłam myśleć co mogę zrobić, żeby stać się, jak najbardziej anonimową, żeby chronić siebie, moją rodzinę.
Możecie pomyśleć, że troszkę mi odbiło, że mam paranoję. Może i tak. Ale, gdy przeczytacie książkę Elsberga zrozumiecie dlaczego. Tym razem Austriak poszedł na całość. Nie porusza tematu katastrofy, która mam nadzieję nigdy się nie zdarzy (patrz Black out). Tym razem pisze o czymś co dot. bez mała 100% ludzi na kuli ziemskiej i jest tak realistyczne, że aż niewiarygodne. Nie ma anonimowości w sieci, nie panujemy nad internetem, nad tym co inni o nas wiedzą i jak to wykorzystują. Ale nie to jest najgorsze. Nie wyobrażacie sobie, jak przy użyciu najnowocześniejszych technologii, którymi jesteśmy otoczeni można manipulować, ba kierować ludzkim życiem, życiem każdego z nas.
Pisarz już od pierwszej strony rzuca czytelnika na bardzo głęboką wodę i z każdą kolejną stroną (parafrazując mistrza grozy) jest tylko lepiej.
Początek dają: bardzo pomysłowa próba zamachu na prezydenta USA i inteligentne okulary. O tych ostatnich od jakiegoś czasu za sprawą znanej firmy jest dosyć głośno. Niby przydatny, fajny gadżet, ale..Elsberg pokazuje czym może skończyć się używanie okularów i jak niewiele, ba paradoksalnie nic nie zależy od ich użytkownika. Podobnie rzecz ma się z innymi elektronicznymi gadżetami, których używamy na co dzień. Używając ich jesteśmy nieświadomi tego jak one wykorzystują nas, jak nas sobie podporządkowują.
Kim jest/są Zero? O co jemu/im chodzi? Tego nie zdradzę. Sami się o tym przekonacie w trakcie lektury, do której gorąco zachęcam. Czyta się z niedowierzaniem, na wdechu (jak w trakcie jazdy kolejką górską) i trudno odłożyć książkę przed zakończeniem lektury.
Fabuła jest niesamowita, trudno ją streścić. Akcja jest błyskawiczna, krótkie rozdziały, ciągle podkręcane tempo i szok wynikający z zetknięcia życia jakie wiedzie większość z nas, z tym co jest po drugiej stronie. 

A najgorsze, że ludzie sami sobie taki los zgotowali. A z każdym miesiącem, tygodniem będzie jeszcze gorzej.

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Taniaksiazka.pl (klik) 





Audiobook w doskonałej cenie do kupienia tutaj (klik)



 

wtorek, 8 marca 2016

Komentarze, czyli nieustający konkurs:)

Ponieważ mam trochę książek do rozdania - podwójnych egzemplarzy, ew. takich, do których już na 100% nie wrócę, a zajmują tylko miejsce na regale, postanowiłam co miesiąc nagradzać 1 osobę najaktywniej komentującą posty na moim blogu. Ale...nie chodzi o napisanie -, poszukam, to nie dla mnie, ciekawe etc. Należy się bardziej wysilić:)

W grę nie wchodzą komentarze z linkiem do bloga, zabawy, rozdawajki etc. Te odpadają z marszu (że tak się wyrażę), nie będą nawet czytane, ani zamieszczane na blogu.
Po zakończonym miesiącu będę prezentować zwycięzcę i dawać do wyboru 1 spośród 3-5 książek. 
Książki będą wysyłane listem poleconym tylko na terenie Polski.
Jeżeli macie ochotę się pobawić, zapraszam.

Przypominam też o polowaniu na 600,000 wejść na liczniku bloga. 

Wszystkie konkursy są tylko dla osób obserwujących blog.