sobota, 31 maja 2014

Łezka wzruszenia, czyli Przygody Baltazara Gąbki

Wydawnictwo Literackie, Okładka twarda, wspaniałe ilustracje, Moja ocena 6/6
Wczoraj wraz z przyjaciółką i moją mamą, przyjechała do nas wyjątkowa książka- Przygody Baltazara Gąbki.
Podejrzewam, że większość z was zna bajkę w formie kreskówki. Przepadałam za nią xxx lat temu (pominę milczeniem ile). Nie mogłam doczekać się na kolejne odcinki przygód Smoka Wawelskiego, księcia Kraka, dzielnego kucharza Bartoliniego Bartłomieja herbu Zielona Pietruszka i szpiega z Krainy Deszczowców. 
Fabułę kojarzą chyba wszyscy....na prośbę księcia Kraka, pod wodzą Smoka Wawelskiego wyrusza do Krainy Deszczowców wyprawa ratunkowa, której zadaniem jest odszukanie wybitnego naukowca, biologa, o nazwisku Baltazar Gąbka. Wyprawa ratunkowa, w której oprócz Smoka bierze udział kucharz Bartolini oraz Doktor Koyot, wędruje poprzez różnorodne, posiadające najdziwniejsze nazwy krainy. Przygody bohaterów są treścią książki.
Bohaterzy także mają wyjątkowo oryginalne imiona, jak np.: Chryzostom Trąba, malarz księcia Kraka, nadworny astrolog Onufry Arkadiusz Paralaksa.
Cykl stworzony przez Stanisława Pagaczewskiego składa się z trzech powieści: Porwanie Baltazara Gąbki, Misja profesora Gąbki oraz Gąbka i latające talerze. Autor w mistrzowski sposób połączył elementy powieści przygodowej i szpiegowskiej z niesamowitą wprost porcją humoru i niebanalnymi powiedzonkami.Nic dziwnego, że seria ta liczy wielu, wielu fanów w najróżniejszym wieku. Wczoraj z rozrzewnieniem zaczęłam czytać najmłodszemu synowi książkę. Liczy ona blisko 700 stron, wystarczy nam więc na wiele wieczorów wspólnego czytania. 
Jej ogromną ozdobą jest piękne wydanie- twarda oprawa, która wytrzyma atak dziecięcych rączek i przepiękne, pobudzające wyobraźnie ilustracje, których autorem jest Alfred Ledwig (Y.Ledwig)..

Na przygodach Baltazara Gąbki wychowało się kilka pokoleń Polaków. Was zachęcam do wędrówki szlakiem wspomnień, a moje dzieci będę co wieczór raczyć kolejnymi przygodami postaci stworzonych przez Stanisława Pagaczewskiego.

Neuland

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5/6
Bardzo bałam się tej książki, a jednocześnie chciałam (i to bardzo) przeczytać ją. Bałam się, ponieważ z tego co słyszałam i czytałam w sieci, to trudna powieść. Jak ja ją odebrałam?
Historia jest diametralnie odmienna od dotychczas przeze mnie czytanych. Na początku Neuland, to klasyczny powiedzmy romans między dwojgiem  ludzi. On to Dori, męźczyzna po przejściach, który pewnego dnia wyrusza do Ameryki Pd. Ona to Inbar, tuż po trzydziestce, także poraniona niezwykle przez życie, zagubiona, także opłakująca najbliższą osobę, brata. Ta para/nie para spotyka się pewnego dnia. Każde z nich przyjechało w innym celu. Każde z nich czegoś i kogoś szuka. Dori szuka ojca, który wyruszył do Ameryki Pd. i od kilku miesięcy nie odzywa się do syna, nie daje znaku życia. Dori postanawia zrobić wszystko, żeby ojca odnaleźć. Jeżeli chodzi o Inbar, to impuls, a może los w jednej sekundzie zdecydowały, iż znalazła się na pokładzie samolotu lecącego do Ameryki pd., a póżniej spotkała Doriego. Od momentu spotkania Inbar i Dori podróżują razem.
Dziwna ta książka jest, a jednocześnie wspaniała, bardzo przypadła mi do gustu. Co jest dla niej charakterystyczne to fakt, iż bez mała wszyscy bohaterowie podróżują, czegoś szukają, za czymś gonią, chociaż każdy za czymś innym. Jest to historia podróży, chociaż dla każdego z bohaterów owa podróż jest inna. Np. babcia Inbar podróżuje w czasie, przemieszcza się we wspomnieniach w przeszłość. Inbar i Dori podróżują z kolei dosłownie. W trakcie lektury poznajemy wielu różnorodnych ludzi, z reguły mocno poranionych. Część z nich, ich problemy możemy utożsamiać z własnymi.Wiele tu nawiązań do bolesnej historii Żydów, do Holokaustu.
Trudno jednoznacznie zdefiniować czym jest Neuland, o co w książce chodzi. Odniosłam wrażenie, że to opowieść zarówno o poszukiwaniu sensu życia, tej jednej właściwej drogi, jak i o kontaktach międzyludzkich, do których często nie przywiązujemy wagi, a które (choćbyśmy nie wiem jak ich unikali) są nam niezbędne. To także opowieść o naszych najbliższych, o historii, czyli o tym, z czym jesteśmy nierozerwalnie związani, bez czego w zasadzie nie istniejemy. 
Neuland to niewątpliwie unikalna, ciekawa choć nie przeczę - trudna powieść, napisana w sposób zupełnie odmienny od tych jakie znam, z wielkim rozmachem łącząca w sobie wiele wątków i wielu bohaterów, powieść o niczym konkretnym, ale i o wszystkim co  życiu człowieka najważniejsze. Nie da się jej jednoznacznie opisać, zdefiniować. Nie napiszę, że jest to powieść genialna, bo moim zdaniem taka nie jest. Czytałam dużo lepsze, ale i o wiele gorsze książki. Ta jest inna i na pewno bardzo dobra. Bez wątpienia warto po nią sięgnąć.

piątek, 30 maja 2014

Rozdawajka - oddam 3 książki w dobre ręce.

Robię selekcję, przeprowadzamy się, a więc wszystko ulega przejrzeniu, książki także.
Mam do oddania 3 książki, które widać na zdjęciu powyżej. Nie są to może aktualne pozycje z TOP 10, ale fajnie się je czytało. 
Która książka jest o czym, to pogrzebcie sobie proszę w sieci:)
Śmiertelna dawka, Andreasa Franza będzie idealna lekturą w naszym wyzwaniu Czytamy kryminały, kryminał niemiecki. 
Jeżeli ktoś jest zainteresowany jakaś pozycją, proszę o wpis tutaj w komentarzach do powiedzmy 05 czerwca 2014r. do godz. 23.59:)
Jeżeli będzie więcej niż 1 osoba chętna na któryś tytuł, wylosuję odbiorcę.
Wyniki podam maksymalnie do 05 czerwca br. Wysyłka książek listem poleconym w Polsce w ciągu 10 dni od daty otrzymania adresów od was.


czwartek, 29 maja 2014

Katyń 1940 - Eugenia Maresch

Wydawnictwo Świat Książki, ocena 6/6
Recenzja mojego męża.


Autorka niniejszej książki, Eugenia Maresch urodziła się na Wileńszczyźnie w rodzinie wojskowego. W lutym 1940 roku została deportowana na Syberię; a 2 lata póżniej wraz z Armią Polską pod dowództwem gen. Andersa przybyła do Teheranu. W okresie od 1943 roku do 1947 roku przebywała w obozie dla polskich uchodźców w Indiach (Valivade). Póżniej zamieszkała w Wielkiej Brytanii, ukończyła studia matematyczno-fizyczne na Politechnice w Leeds. Pracowała m.in. w szpitalu St. George w klinice radioizotopów, w Royal Cancer Research Institute w Londynie oraz w angielskim szkolnictwie. Od młodości zaangażowana była w działalność społeczną i charytatywną. W 1996 roku z inicjatywy Stowarzyszenia Kombatantów Polskich w Wielkiej Brytanii została powołana do Komitetu Roku Pamięci Narodowej, jako odpowiedzialna za zbiorową rejestrację grobów polskich na cmentarzach brytyjskich – prace te kontynuuje. W roku 2000 została powołana na członka Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej do zbadania dokumentacji wkładu polskiego wywiadu w II wojnie światowej. W 2005 roku została  powołana przez Prezesa Rady Ministrów RP do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. Publikuje prace na tematy aktualne i historyczne.
05.03.1940 roku Stalin wydał wyrok śmierci na 25700 jeńców wojennych, których egzekucje rozpoczęto niespełna miesiąc póżniej. Była to jedna z najbardziej wstrząsających zbrodni II wojny światowej.  Autorka kreśli pokrótce historię agresji sowieckiej na Polskę w 1939 roku i ówczesną politykę ZSSR, sprawę odkrycia grobów w Lesie Katyńskim i jej konsekwencje, szeroko przytaczając relacje z miejsca zbrodni.
Udostępnione dotąd materiały z archiwów Federacji Rosyjskiej nie wyjaśniają do końca zbrodni katyńskiej. Bardzo cenną, nowatorską częścią książki jest opis i analiza stanowiska i postępowania, jakie przyjęli wobec sprawy Katynia Wielka Brytania i inne państwa alianckie, jak zareagowały one na informację o zbrodni katyńskiej dokonanej przez Związek Radziecki na ponad dwudziestu tysiącach polskich jeńców wojennych w 1940 r., i jak po wojnie unikały dochodzenia prawdy. Opisuje plany podniesienia sprawy zbrodni katyńskiej na procesie norymberskim. Sprawa katyńska stała się aktualna w 1973 roku, gdy częściowo odtajniono brytyjskie dokumenty. Celem niniejszej książki zdaniem autorki jest przede wszystkim ukazanie zakulisowych działań rządu brytyjskiego, który do 1990 roku przyjął postawę powstrzymywania się od osądzania zbrodni, mimo posiadanych  niezbitych dowodów dostarczonych m.in. przez polskie władze na uchodźstwie.
Książka oparta jest na bogatym materiale źródłowym, niektóre dokumenty i informacje publikowane są po raz pierwszy. Materiały w dużej mierze pochodzą z brytyjskiego nasłuchu radiogramów niemieckich dot. Katynia, są to także protokoły kontrwywiadu brytyjskiego z przesłuchań m.in. oficera SS oraz świadka mordów. Po raz pierwszy opublikowano całe raporty Departamentu Analiz Ministerstwa Spraw Zagranicznych, korespondencję w sprawie Katynia przedłożoną w ONZ oraz tajne protokoły posiedzeń ONZ.
Zdaniem autorki, brytyjskie archiwa rządowe wciąż mogą zawierać pojedyncze materiały na temat zbrodni katyńskiej, rozproszone w dyplomatycznej korespondencji lub w innych zbiorach dokumentów. Maresch jest przekonana, że Brytyjczycy zbierali to, co docierało do nich w sprawie Katynia, ale starali się wyciszać tę sprawę w stosunkach brytyjsko-sowieckich i brytyjsko-amerykańskich w przeświadczeniu, że nie czas liczyć pomordowanych polskich oficerów, gdy wojna trwa i co dzień giną na niej tysiące ludzi.
Katyń 1940, to także świadectwo działań wielu ludzi (zarówno Polaków, jak i Brytyjczyków), którzy z ogromną determinacją dążyli do przekonania władz brytyjskich do słuszności polskiego stanowiska w sprawie zbrodni katyńskiej. Byli oni jednak w znacznej mniejszości. 
Przedstawione materiały nie wyczerpują problematyki Katynia, która jest trudna i nadal otwarta. 
Eugenia Maresch w jednym z  wywiadów stwierdziła, iż zbrodnia katyńska, to historia, której nie da się zamknąć, bo to los jednej rodziny, Polaków.

środa, 28 maja 2014

Wykolejony

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Krefeld, to nowe u nas nazwisko na liście skandynawskich autorów. I wbrew temu, co ostatnio obserwuje się wśród skandynawskich autorów kryminałów niemały talent. W Danii (a także poza nią) autor jest znany. Na jego polski debiut Wydawnictwo Literackie wybrało książkę Wykolejony. 
Mocne wejście:)
To pierwsza część serii, której głównym bohaterem jest detektyw w trakcie przymusowego urlopu zdrowotnego, Thomas „Ravn” Ravnsholdt. Wspomniany przymusowy urlop ma posłużyć Thomasowi do poskładania samego siebie, przejścia skomplikowanej terapii psychologicznej i wyjścia z ciągu alkoholowego. Jednak wszystko idzie nie tak. Thomas na terapię nie chodzi, zamiast pozbierać się psychicznie, jeszcze bardziej się rozlatuje rozpamiętując zabójstwo ukochanej kobiety, z nałogu nie wychodzi, wręcz przeciwnie. Na powierzchni trzyma go nadzieja na złapanie zabójcy ukochanej i najwierniejszy z przyjaciół, dwuletni pies, który mieszka z nim na barce. 
Pewnego dnia do Thomasa zwraca się znajomy z  prośbą o pomoc w odnalezieniu córki nielegalnie przebywającej w Danii Litwinki. Masza, młoda, piękna kobieta zaginęła 3 lata temu. Policjant jest niechętny prośbie kolegi, lekceważy zaginięcie 22-latki, jednak coś, pewien drobny fakt sprawia, iż zaczyna interesować się sprawą. W efekcie rozpoczętego na własną rękę śledztwa wyjeżdża do Kopenhagi, gdzie krok po kroku podąża za Maszą. Intuicja go nie zawodzi, a policyjny nos prowadzi do najmroczniejszych zakamarków szwedzkiej stolicy, do miejsc, o istnieniu których większość czytelników nigdy nawet nie myślała. 
Książkę czyta się doskonale, niezwykle szybko. Mimo początkowych obiekcji (że każdy pisać kryminały próbuje i to na pewno będzie kolejny gniot...) z chwilą rozpoczęcia lektury autor wciągnął mnie zarówno w dramat Thomasa, jak i Maszy. 
Ogromnym plusem książki jest akcja, która rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, a którą możemy śledzić równocześnie. Opowiada ja trzech narratorów.
Pierwszym narratorem jest zaginiona Masza. Poznajemy ją, gdy jest bardzo popularną call girl i na swoje nieszczęście postanawia pomóc zadłużonemu u bałkańskiej mafii chłopakowi. Jej dalsze koleje losu, zejście aż na dno ludzkiego piekła, śledzimy poprzez zapiski w pamiętniku, który sporządza dla matki, licząc, że ta kiedyś po jej śmierci otrzyma notatki i będzie o córce pamiętać. Jednak nie tak łatwo jest umrzeć, nawet gdy się tego bardzo pragnie. Dlatego razem z Maszą przez kolejne 3 lata obsługujemy kolejnych klientów, szprycujemy się narkotykami i czekamy na wolność. Obojętnie czy będzie nią śmierć czy wyzwolenie przez policję. 
Drugim narratorem jest 10-letni Erik. Jego historia rozpoczyna się w 1980 roku. Co historia chłopca i to rozgrywająca się 30 lat wcześniej ma wspólnego z zaginięciem i piekłem Maszy? Tego nie zdradzę.
Trzecim narratorem jest nasz samotny bohater, dzielny urlopowany, obecnie tropiący Maszę policjant, Thomas „Ravn” Ravnsholdt. 
Krefeldowi należą się gorące brawa przede wszystkim za stworzenie doskonałych bohaterów. Każda z odmalowanych przez niego postaci jest nietuzinkowa, każda się czymś wyróżnia (niestety na ogół emanującym z niej złem). Jednak w/w trójka zasługuje na najwyższe uznanie. Każdy z nich wg. powszechnie przyjętych kanonów powinien być potępiony. Życie, jakie prowadzą jest takie, że większość z nas odwróci się z mieszaniną przerażenia i obrzydzenia w oczach. Czy całą trójkę można jednakowo oceniać? Czy można ich potępiać? Co nimi kierowało, żeby zachować się w taki, a nie inny sposób? I kto tak na prawdę jest tytułowym wykolejonym?
Gorąco zachęcam do lektury

wtorek, 27 maja 2014

Po kres czasu, Pięć dni w Paryżu, czyli Danielle Steel x 2

Wydawnictwo Między Słowami, Moja ocena 5/6
Po ostatnich trudnych choć wspaniałych lekturach, jak Dochodzenie 2, czy Pan na Wisiołach, postanowiłam sięgnąć po książki lżejsze, co do których mam pewność, że dadzą mi chwilę relaksu. 
Nie ukrywam, Danielle Steel, to od lat moja ulubiona autorka tzw. kobiecych powieści, takich, przy których zarówno odpoczywam, wzruszam się, jak i wyciągam z nich pewien morał. Nie inaczej jest w tym przypadku. Dwie powieści tej samej autorki, bardzo podobne do siebie, a jednak inne...
Po kres czasu opowiada wyjątkowo poruszającą historię, która dotyka głębi duszy poprzez swoją bezpretensjonalność i nie ukrywajmy tego - spełnienie marzeń chyba większości kobiet. Większość z nas chce być kochaną, akceptowaną, spotkać na swojej drodze tego jednego, jedynego. Dlatego historia dwójki bohaterów, Jenny i Billa tak mnie zachwyciła, ale tylko na początku. Niestety. Pod koniec lektury pierwszej części książki płakałam jak przysłowiowy bóbr. Podobno czasami (rzadko, ale jednak zdarza się to) jest tak, że dwie osoby spotykają się po raz pierwszy i wiedzą, że to właśnie to. Jenny od pierwszego spotkania z Billem czuła, że z tym mężczyzną spędzi resztę życia. Pokonali wszystko, włącznie ze sprzeciwem bogatej, nastawionej na pieniądze i karierę i niechętnej im rodziny Billa.Jenny odnosi sukcesy zawodowe spełnia się w tym co robi. Bill dzielnie jej towarzyszy, zdobywa wymarzony zawód, któremu przeciwna jest jego prawnicza rodzina. Pewnego dnia stają przed wyborem - kariera Jenny czy praca Billa i nowa szansa dla nich obojga. Podejmują decyzję nie bez bólu. Wszystko układa się wręcz wspaniale, do pewnego dnia. I tu właśnie kończy się pierwsza część książki.
Druga jej część rozgrywa się 40 lat póżniej. W ręce Roberta wpada książka napisana przez tajemniczą Lillibet. Mężczyzna zakochuje się w powieści… a także w dziewczynie, której nigdy nawet nie widział. Kiedy się spotkają, prawda o jej pochodzeniu wprawi Roberta w zdumienie. Los da Lillibet szansę, o której nigdy nawet nie marzyła. Czy ją wykorzysta? Czy zdecyduje się wieść inne życie niż jej rodzina?
Nie zdradzę ani słowa o co chodzi w drugiej historii i co tak na prawdę łączy obie pary, które dzieli blisko pół wieku. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę. Faktem jest, iż w niektórych momentach opowieści trącą odrobinę infantylizmem, taka cukierkowatością, ale mimo, to uważam, iż jako relaks, oddech od codziennych problemów, czy książek sensacyjnych, sprawdzają się znakomicie. Ogromnym plusem książki są kobiece bohaterki. Zarówno Jenny, jak i Lillibet, to kobiety doświadczone przez los, ale silne, choć siłą, o której istnienie nigdy by siebie nie podejrzewały. Założę się, iż wiele z nas jest do nich podobnych. I może dlatego lekko bajkowe opowieści Danielle Steel maja tyle zwolenniczek. Czytelniczki mogą w dużej części utożsamiać się z jej bohaterkami.
Kolejna książka autorstwa Danielle Steel, którą podobnie, jak poprzednią pochłonęłam w kilka godzin, to Pięć dni w Paryżu. Autorka ponownie opowiada o wielkiej miłości, która spotyka jej bohaterów (jak to czasami bywa w życiu) w najmniej spodziewanym momencie, spada na ludzi, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. 
W stolicy Francji pewnego dnia spotyka się dwoje doświadczonych przez życie ludzi.
Peter Haskell jest bez reszty pochłonięty pracą, kieruje działem wielkiego koncernu farmaceutycznego, który pracuje nad lekiem na raka. Poprzez pracę męźczyzna niemal zapomniał, jak ważne jest szczęście w życiu osobistym. Olivia Thatcher, żona wpływowego polityka, musiała poświęcić swoje marzenia w imię kariery męża. Znosi to jednak coraz gorzej. Czuje się jak zaszczytu zwierz w złotej klatce. Gdy pewnego dnia decyduje się odejść od męża, okazuje się, iż ten podjął decyzję o ..kandydowaniu na prezydenta USA. Olivia ma mu towarzyszyć tylko!! w trakcie kampanii i po ewentualnej wygranej przez 5 kolejnych lat. Póżniej ma być wolna. Tak, o ile wytrzyma to psychicznie. Kobieta jest załamana. Zbieg okoliczności sprawia, że Peter i Olivia spotykają się w paryskim hotelu. Wybucha pomiędzy nimi niespodziewane, gorące uczucie. Jednak życie to nie bajka. przed Olivią i Peterem trudne chwile. Muszą podjąć decyzję, czy uczucie, które między nimi wybuchło jest na tyle silne, żeby niszczyć dwie rodziny, tracić wszystko co dotychczas osiągnęli.Czy warto decydować się na ryzyko, rzucać się w nieznane uczucie, czy lepiej tkwić w toksycznych sidłach znanego przyzwyczajenia? Jestem przekonana, iż niejedna z czytelniczek Steel stanęła lub stanie przed takim dylematem. 
Jeżeli miałabym wybierać, to większe wrażenie wywarło na mnie Po kres czasu. Ta książka ma w sobie to nieuchwytne coś. Chociaż Pięć dni w  Paryżu, także czytało mi się bardzo dobrze, lecz ta historia jest już taka bardziej...zwyczajna, odrobinę jakby z nagłówków tabloidów. 
Po obie książki niewątpliwie warto sięgnąć, jeżeli szuka się lektury lekkiej, przyjemnej, dającej wytchnienie, ale zmuszającej także do myślenia.

niedziela, 25 maja 2014

Dochodzenie 2

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Dochodzenie, to książkowa wersja doskonałego serialu duńskiego Forbrydelsen.
Niezwykle rzadko zdarza się, żeby 2. część była jeszcze lepsza niż część 1. W przypadku Dochodzenia tak właśnie jest.
Nie chcę zdradzać fragmentu zakończenia części 1., ale tylko nadmienię, że główna bohaterka serii, którą bardzo polubiłam, Sara Lund po rozwiązaniu tajemnicy zabójstwa z Dochodzenia 1, została zesłana na coś w rodzaju banicji. Pełni służbę w komisariacie w niewielkim miasteczku, właściwie osadzie o nazwie Gedser, hen daleko na samym końcu wyspy Falster.
Tymczasem w Mindelunden, kopenhaskim Parku Pamięci znalezione zostaje ciało bestialsko zamordowanej prawniczki Anne Dragsholm. Dlaczego morderca na miejsce swojego czynu wybrał właśnie Mindelunden? Do rozwiązania sprawy zostaje wezwana z prowincji Sara Lund. Niestety, od początku dochodzenie jest trudne. Nie tylko nie udaje się rozwikłać zagadki śmierci Anne, ale dodatkowo giną kolejne osoby. Uruchamia się lawina wydarzeń, które mogą poważnie zagrozić całemu krajowi. Co łączy wszystkie ofiary ze sobą? Dodatkowo do sprawy wkrada się polityka i to taka przez duże P.
Niespodziewanie na Sarę Lund wywierane są naciski z góry, którym ona oczywiście nie poddaje się i w ten sposób ma więcej wrogów niż przyjaciół. Dlaczego? Co wspólnego ma z wielokrotną zbrodnia morderstwa polityka? Co wspólnego z morderstwami ma misja wojskowa w Afganistanie? W pewnym momencie odnosi się wrażenie, iż Sara, samotna policyjna outsiderka, jest jedyną osobą, której zależy na rozwikłaniu zagadki i ukaraniu sprawcy.
Książka jest świetnie napisana i mimo sporej objętości od początku do końca trzyma w wielkim napięciu. Nieoczekiwane zwroty akcji, kilkanaście mylnych tropów, wspaniale nakreśleni bohaterowie. A na koniec taka swoista wisienka na torcie - mistrzowskie zakończenie. 
Hewsonowi po raz kolejny udało się stworzyć doskonały, pełnokrwisty kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Atutem jest to, co tak cenię w kryminałach skandynawskich, czyli niezwykle drobiazgowe ukazanie tła psychologicznego, społecznego i politycznego bohaterów oraz ich otoczenia, a dodatkowo także wniknięcie w chore umysły kilku jednostek.Czytając skandynawskie kryminały wielokrotnie zastanawiałam się, czy w tym regionie są jacyś normalni ludzie? Nawet przeważająca część śledczych ma schizy, przechodzi różne etapy choroby psychicznej, trwa w nałogu etc. Ale to tak na marginesie.
Trudno napisać o 2. części Dochodzenia coś więcej nie zdradzając fabuły, a ze zrozumiałych względów nie chcę tego robić. Mogę was tylko gorąco zachęcić do lektury obu tomów. Niecierpliwie czekam na Dochodzenie 3. 


Agent Garbo - Stephan Talty

Wydawnictwo Muza, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Tytułowy Agent Garbo, to właściwie Juan Pujol García ur. w 1912 roku w Barcelonie, zmarł w 1988 roku w Wenezueli. W okresie II wojny światowej był jednym z najskuteczniejszych podwójnych agentów. Oficjalnie pracował na rzecz Niemców, faktycznie był kretem na usługach brytyjskiego wywiadu. Być może jego życie potoczyłoby się inaczej, gdyby nie ciąg wydarzeń, które miały miejsce przed wybuchem II wojny światowej. Pujol był bowiem świadkiem niesłychanych okrucieństw, wręcz bestialstw, jakich dopuszczali się w Hiszpanii faszyści tuż przed wybuchem wojny. Pokonując różne przeszkody w 1942 roku zostaje brytyjskim agentem będąc jednocześnie zaufanym szpiegiem Hitlera. Jemu zawdzięczamy taki, a nie inny przebieg słynnej operacji D-Day (przy której pomagał mu polski agent Roman Czerniawski). Wziął udział w operacji Quicksilver, której zadaniem było oszukanie Niemców co do miejsca i czasu lądowania Aliantów we Francji. Dokonał tego poprzez ustawienie makiety...tekturowych czołgów. Udało mu się jeszcze bardziej oszukać Niemców, stworzył bowiem fikcyjną siatkę nieistniejących agentów, która w 1944 roku liczyła 27 osób. Tak dopracował każdy szczegół, iż Niemcy cały czas wierzyli w prężne funkcjonowanie siatki. W nagrodę dostał od Niemców 20 tysięcy dolarów i uważany był przez nich za ich najlepszego agenta działającego w
Agent Garbo źródło wikipedia
Wielkiej Brytanii. Za specjalne zasługi dla Rzeszy został odznaczony Żelaznym Krzyżem. 

To tylko niewielka, wręcz mikroskopijna garść dokonań Agenta Garbo. 
Stephan Talty, brytyjski pisarz i dziennikarz, w ciekawy sposób opowiada o losach Pujoli, nie ograniczając się tylko do jego wojennych dokonań. Sednem jest ukazanie nie tylko sprytu i odwagi tego agenta, ale także niezwykłej skłonności i odwagi balansowania przez całe życie na cienkiej granicy, swoistej linie. Bowiem powojenne losy męźczyzny są o tyleż ciekawe co dziwne, dramatyczne i ukazują, jak człowiek przez kilka lat będący podwójnym agentem, nie potrafi przystosować się do powojennej rzeczywistości, do normalnego życia, jak próbuje nadal grać. 
Niewątpliwie ciekawie napisana, ale trzeba pamiętać, iż mocno fabularyzowana historia niezwykłego człowieka. Jeżeli książkę potraktujemy jako arcyciekawą, oparta na faktach, ale zbeletryzowaną opowieść, z pewnością przypadnie nam ona do gustu. Czytając ją, jak książki Ludluma, czy Forsythe'a będziemy usatysfakcjonowani. Jeżeli jednak będziemy szukać literatury faktu, książki chociaż w pewnym stopniu naukowej, poczujemy niedosyt.Warto o tym pamiętać sięgając po lekturę, do czego zachęcam.

piątek, 23 maja 2014

Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko, oj mroczne i to bardzo...

Wydawnictwo Videograf, Moja ocena 5,5/6
Wieś Wisioły, takie typowe wiejskie zadu... Cisza i spokój, kontakt z przyrodą, słodko, anielsko, sielsko. Pewnego dnia przyjeżdża tam klasyczna rodzina 2+1, z tym, że jest to rodzina po przejściach. Po tej przeprowadzce wiele oczekują. Tam na pewno 9-letni syn Czaruś odzyska mowę, tata Tymoteusz zrealizuje artystyczne marzenia (mierząc się z własnymi różnorodnymi demonami), a mama Magda stanie się wreszcie szczęśliwą żoną i matką. Oczekują przede wszystkim zmian. Taaa...zmian będzie, oj będzie sporo, ale nie takich, jakich sobie rodzinka mieszczuchów życzyła. Dlatego zawsze powtarzam - uważaj, czego sobie życzysz.
Szybko okazuje się, że tytułowe Wisioły, to nie sielskie-anielskie letnisko, wieś nadająca się do prospektu turystycznego, a miejsce dziwne, wiejące grozą, hermetyczne, odcięte od świata. Wokół naszej rodzinki 2+1 zaczynają się dziać dziwne rzeczy, wieje grozą, a rodzina wielokrotnie przeżywa coś w rodzaju deja vu, ale mrocznego, przerażającego deja vu. Początkowo wszystkie dziwne zjawiska, jakie się dzieją wokół nich kładą na karb zmęczenia, wcześniej doznanych stresów, aklimatyzacji.Jednak szybko okazuje się, że to nie to. A sielska z pozoru wieś skrywa mroczne sekrety, których nie chce ujawnić nikomu.
Książka jest unikatowa, inna, aż trudno ja scharakteryzować i cokolwiek o niej napisać. 
Największym atutem książki są bohaterowie. Co istotne, Piotr Kulpa świetnie odmalował nie tylko pierwszoplanowe postaci, ale także te z drugiego, a nawet trzeciego planu. W książce brak postaci płaskich, czy nijakich. Akcja skonstruowana jest tak, że mamy wrażenie zaglądania w umysły bohaterów, poznawania ich najmroczniejszych myśli, pragnień, planów. Brrr, strach się bać. 
Opowieść ma wiele wątków, niczym solidne drzewo, z pnia którego wyrastają odnogi, wątki poboczne. Co istotne, wszystkie one są ważne dla całości opowieści, każdy jest prowadzony zręcznie, żaden nie jest pominięty, jak to się zdarza u niektórych pisarzy. 
Prawdę o Wisiołach i mieszkańcach wsi poznajemy powoli, jest nam ona dawkowana niczym lekarstwo. Ale czy na prawno ją poznamy?
W trakcie lektury towarzyszą nam bez przerwy lęk, ciekawość i spowijająca niczym całun atmosfera grozy. 
Zachęcam do lektury i niecierpliwie czekam na kolejny tom.Wiele wątków zostało nagle urwanych, liczę, że w kolejnym tomie autor choć w części je rozwinie, a może zakończy. 
Gorące brawa dla grafika. Okładka fantastyczna, koszmarnie pasująca do treści:)

Niewielki stosik z Dedalusa...

...który za sprawą przyjaciółki kilka dni temu dotarł do mnie...
Brakuje na nim tylko książki, którą do czytania porwał mój mąż...
Gestapo - te trzy sylaby przez 12 lat przyprawiały o dreszcz Niemców, a potem ludność całej Europy. Nigdy, w żadnym państwie nie było organizacji o tak skomplikowanej strukturze i obdarzonej taką władzą, tak skutecznej i okrutnej.
Jacques Delarue pokazuje, w jaki sposób faszystowski reżim mógł dojść do władzy dzięki temu fundamentowi, na którym opierały się najdrobniejsze elementy gmachu państwowego, udowadnia, że dzięki wsparciu gestapo reżim nazistowski mógł panować, pokazuje mechanizm funkcjonowania tej machiny, wyjmuje na światło dzienne jej bezlitosne tryby.





A na stosiku....
Decyzja o wyjeździe do Ameryki wymagała od Heleny Modrzejewskiej niemałej odwagi. Miała 36 lat, bardzo słabo znała angielski. W artystycznym dorobku ukochanej przez publiczność aktorki było już ponad sto ról. Nie znaczyło to jednak, że wrota wielkiego świata stały przed nią otworem. Józef Szczublewski z niezwykłą wnikliwością opisuje drogę niezamożnej dziewczyny z prowincjonalnego teatru wędrownego, przez teatry Warszawy i Krakowa, do sukcesu na skalę światową. Helena Modrzejewska przez blisko trzydzieści lat grała na scenach całej Europy. Otoczona rzeszą wielbicieli, rozkochiwała w sobie mężczyzn, inspirowała kobiety. W amerykańskim Anaheim próbowała założyć artystyczny falanster; po odważnym antycarskim przemówieniu na kongresie kobiet w Chicago okrzyknięto ją „ambasadorką trzech zaborów”; w Londynie miała swój „salon Modjeskiej”, gdzie spotykała się międzynarodowa bohema. W książce mającej formę uporządkowanych chronologicznie fragmentów pamiętników, listów, recenzji oraz licznych anegdot i plotek (jak choćby tej, wedle której ojcem artystki miałby być sam książę Władysław Sanguszko), szkicuje autor portret kobiety pięknej, błyskotliwej, obdarzonej niebywałym talentem, a przy tym nad wyraz pracowitej; z jednej strony matki i żony, z drugiej zaś wielkiej aktorki, która nigdy nie ustawała w pracy nad swoim warsztatem, by osiągnąć mistrzostwo. 

Claude Monet przyszedł na świat 14 listopada 1840 roku. "Jestem Paryżaninem z Paryża”, mówił o sobie. Droga do sławy była jak XIX-wieczne uliczki stolicy Francji - brukowana i wyboista. Monet nie szedł nią sam, wraz z Pissarrem, Renoirem, Sisleyem i Bazillem przecierał szlaki. Tworzył nie tylko obrazy, ale również nowy nurt, który sprzeciwił się Salonowi i przyjętym przezeń konwencjom. Dzięki Monetowi w malarstwie powstała nowa jakość. Jego wizja świata zmieniła sposób patrzenia na sztukę i artystę. Z jego impresji narodził się impresjonizm. Monet rozumiał i ukazywał świat w sposób niebanalny, tak też opowiada o nim Pascal Bonafoux: to podróż do czasów, w których żył i tworzył Monet, to historia wielkiego człowieka, jego przyjaźni i miłości, to opowieść o poszukiwaniu siebie poprzez malarstwo. To również historia Paryża i pasjonującego życia artystów epoki. 

Pościgi i ucieczki, strzelaniny i morderstwa, niebezpieczne tajemnice i barwne, żywe postaci – Kurs do Genewy to pasjonująca powieść sensacyjna z fabułą pełną zagadek i zaskakujących zwrotów akcji. Współczesny Kraków. Do taksówki Tomasza Bartela -zgorzkniałego samotnika, który, próbując uciec od bolesnych wspomnień, powoli osuwa się w alkoholizm – wsiada młoda dziewczyna o pachnących deszczem włosach. I natychmiast zaczyna się pościg. Bartel zostaje dotkliwie pobity, a pasażerka znika, zostawiając na tylnym siedzeniu samochodu plecak, w którym znajduje się podniszczony starodruk. Bagaż próbuje odzyskać wpływowy, powiązany z krakowskimi gangsterami kochanek dziewczyny, a także tajemniczy zleceniodawca niemieckiego prawnika i sami gangsterzy. Mężczyźni nie przebierają w środkach, gotowi są zapłacić za książkę ogromne pieniądze, a nawet zabić. Kiedy ginie zamieszany w sprawę antykwariusz, Bartel postanawia się wycofać i o wszystkim zapomnieć. Jest już jednak za późno – taksówkarz zdążył narazić się gangsterom, przywiązać się do książki i do dziewczyny... 

Strasznie podobało mi się W ogrodzie bestii, tego autora (recenzowałam kilka tygodni temu). Nie mogłam sobie odmówić przyjemności kupienia na wyprzedaży 2 innych jego książek.
Fascynująca opowieść o budowniczym, mordercy i wielkiej wystawie, która stała się ich wspólną obsesją. Prawdziwa historia dwóch mężczyzn, architekta i seryjnego mordercy, których losy połączyła ze sobą największa wystawa w amerykańskiej historii: Kolumbijska Wystawa światowa z 1893 roku, zorganizowana w Chicago i nazywana Białym Miastem. 




Mrożąca krew w żyłach historia zbrodni i wynalazku, która przeniesie czytelnika do epoki, w której wierzono, że seanse spirytystyczne są gwarantem wspólnoty duchowej ze zmarłymi.
Prawdziwa historia dwóch mężczyzn Guglielmo Marconiego, włoskiego fizyka, konstruktora i laureata Nagrody Nobla za wkład w rozwój telegrafii bezprzewodowej, oraz Hawley'a Harvey'a Crippena, angielskiego lekarza i zbrodniarza, których losy połączył jeden z największych w historii pościgów policyjnych. 





Powieść kryminalna, której akcja rozgrywa się w realiach stalinowskiej Rosji. Pierwsza z serii książek, których bohaterem jest inspektor Pekkala, oficer śledczy do zadań specjalnych, znany jako Szmaragdowe Oko, niegdyś najbardziej zaufany człowiek cara Mikołaja II.
Syberia, rok 1929. Po dziewięciu latach zesłania gułag opuszcza tajemniczy więzień 4745-P, były inspektor carskiej policji, który wsławił się niezwykłą skutecznością w tropieniu najgroźniejszych przestępców. W zamian za złagodzenie wyroku Pekkala zbada sprawę zabójstwa rodziny Romanowów, dokonanego rzekomo na rozkaz Lenina. Pomimo iż rząd rewolucyjny przyjął odpowiedzialność za egzekucję, nadal pozostały wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu wydarzeń w Jekaterynburgu. Czy zbrodni faktycznie dokonali czekiści? Co stało się z ciałami zabitych? Gdzie podział się legendarny carski skarb? W razie powodzenia misji detektyw odzyska upragnioną wolność – będzie mógł opuścić Rosję i połączyć się z narzeczoną, z którą rozdzielił go wybuch rewolucji. Za porażkę zapłaci śmiercią. 


Serenada to pełna wdzięku i błyskotliwa zabawa konwencją komedii romantycznej, w której humor i uczucia są zmieszane w idealnych proporcjach.
Życie trzydziestoletniej Kasi, niespełnionej aktorki Białostockiego Teatru Lalek, odmienia się nagle podczas pewnej podróży pociągiem. Zostaje dostrzeżona przez członka ekipy pracującej przy popularnym serialu "Życie codzienne". Takiej szansy nie może zmarnować. Wkrótce zastąpi odtwórczynię głównej roli. Jak się okaże, nie tylko na planie filmowym…
Czy uczuciowa i szczera dziewczyna z Podlasia odnajdzie się w pełnym fałszu świecie mediów, celebrytów i czerwonych dywanów? Czy będzie umiała rozpoznać prawdziwą miłość? 


 Dobiega końca wiek XIX. W Sanoku, miasteczku zagubionym pośród gór i lasów monarchii austro-węgierskiej, dokonano przerażającego odkrycia: pod klasztornym murem zostaje znalezione ciało rajcy miejskiego. Ślady wilczych kłów na rozerwanym gardle urzędnika świadczą, że padł ofiarą dzikiego zwierzęcia, jednak odciski ludzkich dłoni na nadgarstkach denata potwierdzają inną hipotezę. Kto zabił? Złoty wilk, nowa powieść Bartłomieja Rychtera, autora Kursu do Genewy, to klasyczny thriller. Bohaterowie powieści – sfrustrowani austriaccy urzędnicy skazani na wygnanie na głęboką galicyjską prowincję, polscy i żydowscy mieszczanie, rusińscy chłopi – są przedstawicielami swoich kultur, które pisarz odmalowuje z charakterystyczną dla siebie swadą, a zarazem reprezentują rozmaite punkty widzenia. Przechadzają się wąskimi uliczkami Sanoka i o dokonujących się pod ich nosem zbrodniach mają własne zdanie. Kto z nich ma rację? 

Uznałam, iż za ...5 zł. można zainwestować trochę wiary w polskich autorów:)
Nadkomisarz Gajewski nie jest posępnym, cierpiącym na depresję mężczyzną bez rodziny, mającym za sobą mroczną przeszłość. Gajewski to dziarski sportsmen z poczuciem humoru, ojciec trójki dzieci, mąż despotycznej żony. Słowem: pozytywny antydetektyw. On i jego ekipa zaczynają pracować nad przedziwną sprawą seryjnych zabójstw. W zatłoczonym turystami Krakowie wypada z okna samotny informatyk, skądinąd sporych rozmiarów gej. Zostaje przy nim znaleziona chusteczka z wyhaftowanym słowem „grubas”. Kolejną ofiarą jest szkolna polonistka o wrednym charakterze. W jej skrzynce pocztowej leży podobna chusteczka z napisem. Zbrodnie się mnożą, a policja nie może ustalić powiązań między morderstwami. Czy mamy do czynienia z szaleńcem na miarę bohatera filmu „Siedem”?
„Kogo kocham, kogo lubię” to kryminał pełen humoru i ironii. Napięcie i suspens łączą się z trafnymi obserwacjami polskich realiów oraz kondycji społeczeństwa. A wszystko to oryginalnie podlane lokalnym, krakowskim sosem. 


Znacie, którąś z książek, a może wszystkie? czekam na wasze ewentualne opinie:)

czwartek, 22 maja 2014

Dwanaście słów - Jan Jakub Kolski

Wydawnictwo Wielka Litera
Pozycja ta ukazała się już kilka miesięcy temu. Ja za jej lekturę zabrałam się dopiero niedawno (czytałam na raty, właśnie skończyłam). Powodem był (przyznaję się bez bicia) fakt zbyt dużej ilości posiadanych książek. Dwanaście słów, jest objętościowo niepozorne, wsunęłam je pomiędzy inne, bardziej okazałe tomiszcza i...zapomniałam. Ponieważ za jakiś czas czeka nas przeprowadzka do większego mieszkania (ale tylko piętro wyżej, wiec nie najgorzej ) zaczęłam robić porządek w książkach, układać je na stosiki. I w ten sposób odkryłam zagubione, zapomniane Dwanaście słów. Trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Nie mam pojęcia, czy mi się podobała, czy nie. Jedno jest pewne w trakcie lektury męczyłam się. Cienka książka, myślałam, że w tempie iście błyskawicznym ją pochłonę, a tu taka niespodzianka.
Bohaterka książki, Marianna to fanatycznie wręcz praktykująca 31-letnia zakonnica. Na co dzień opiekuje się chorymi i umierającymi, wysłuchuje ich swoistej spowiedzi, żali, pociesza. Pewnego dnia opuszcza ona klasztor. Udaje się do pewnej starszej kobiety, której adres otrzymała od jednej ze swoich podopiecznych. Po kilku miesiącach poznaje brata kobiety, Fryderyka, wyjątkowo antypatycznego nauczyciela muzyki. Fryderyk wzbudził we mnie wyjątkową nie tyle niechę,ć co odrazę. Za naukę gry potrafi od matki ucznia pobierać zapłatę tylko w naturze, bywa chamski, wulgarny, wręcz obrzydliwy. Tu brawa dla autora za niezwykle sugestywne odmalowanie postaci. Poza tym ma jeszcze jedną wadę/zasadę, jak zwał tak zwał. A mianowicie pozwala Mariannie używać tylko tytułowych dwunastu słów dziennie. Słowa te porównuje do apostołów. Dlaczego Marianna była z tym człowiekiem? Sama przez cały czas lektury zastanawiałam się nad tym. Być może potrzebowała chociażby najmniejszego ochłapu uczucia, zwrócenia na nią uwagi, odrobiny akceptacji? Trudno mi było to zrozumieć, takie swoiste uzależnienie, czy może coś innego.
Książka trudna, niezwykle smutna, przepełniona okrutnymi, wulgarnymi, jakby nakreślonymi czarną kreską obrazami. Dodatkowo pełno w niej pornografii, złych emocji. Z pewności nie jest to książka dla wszystkich. Ja pozostanę przy filmach Jana Jakuba Kolskiego. Wolę go zdecydowanie w roli reżysera niż pisarza.

Walczyliśmy w piekle. Raporty niemieckich generałów z frontu wschodniego

Wydawnictwo RM, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Walczyliśmy w piekle należy do doskonałej i niezwykle ważnej serii Świadkowie. Zapomniane głosy Oficyny RM. 
Książka ta, to świadectwo niemieckich dowódców, którzy w okresie II wojny światowej brali udział w działaniach zbrojnych na terenie Związku Radzieckiego. Atak na ZSRR był planowany przez Hitlera od dawna. Uważał on, że potężna Rzesza  potrzebuje „przestrzeni życiowej” na wschodzie. 22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie rozpoczęły realizację planu o kryptonimie Barbarossa.
Akcja ta (z punktu widzenia niemieckich oficerów) była jedną z najokrutniejszych i najbardziej bezsensownych w trakcie całej II wojny światowej. Jak wiemy, najwyższe dowództwo niemieckie (częstokroć siedzące w cieple i czterech ścianach swoich gabinetów) było przekonane, iż Armia Czerwona podda się błyskawicznie. Jak dotąd wszyscy ulegali niemieckiej potędze. W związku z tym nie namyślając się (a w zasadzie zupełnie nie myśląc) wysłali do Związku Radzieckiego żołnierzy nieprzeszkolonych i nieprzygotowanych do walk w tak trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach. Żołnierzy niemieckich (zarówno dowódców, jak i zwyczajnych szeregowych) zaskoczyło praktycznie wszystko. Najbardziej jednak  zaciekłość rosyjskiej armii, która walczyła do ostatniego żołnierza, nie zważając na nic. Śmiało można stwierdzić, że do walki z Niemcami stanął cały kraj, każdy radziecki obywatel (czy to z własnej woli, czy do tego przymuszony). Najbardziej znamienitym przykładem może być oblężenie Leningradu, które trwało 2,5 roku od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku. 
W założeniu Hitlera atak i zwycięstwo miały być błyskawiczne, jak w przypadku Blitzkriegu. Jednak z każdym przebytym kilometrem, niemiecka armia coraz mniej mogła korzystać ze zdobytego dotąd doświadczenia. Walki odbywały się na niewyobrażalnie dużych terenach, których obszar śmiało można porównać do niewielkich lub nawet średnich państw. Kolumny wojskowe przemierzały ogromne odległości, a ciągle pozostawały im w perspektywie kolejne tysiące kilometrów do przebycia (oczywiście tym, którzy przeżyją, a szczęście to mieli nieliczni). W niniejszej książce czytamy, iż  (...)stepy zdawały się nie mieć końca, a bagna pochłaniały całe dywizje (...). Jesienią, gdy zaczynało padać, tysiące kilometrów kwadratowych zamieniały się w bagno, póżniej nadchodził siarczysty mróz. Była straszna zima, żołnierze ani fizycznie, ani psychicznie, czy w żaden inny sposób nie byli przygotowani na takie mrozy. Nie bez powodu myśleli, że walczą w białym piekle. Nie mieli odpowiednich ubrań, leków, broni, żywności, zamarzała nawet broń, a ludzie umierali z zimna w zastraszającym tempie. Nie mieli nic i nie wiedzieli nic o tym co jeszcze ich czeka. 
Niemieccy żołnierze faktycznie walczyli w piekle, gdzie nie mogli być pewnym niczego, gdzie nie obowiązywały żadne zasady.
W książce znajdziemy przede wszystkim relacje wysokich rangą niemieckich żołnierzy. Zostały one spisane tuż po zakończeniu II wojny światowej  z inicjatywy armii amerykańskiej. Do 1954 roku powstało 2175 rękopisów o łącznej objętości 77000 stron będących świadectwem walki w Związku Radzieckim. Spisało je 501 niemieckich generałów. 
W książce zamieszczono także raporty niemieckich dowódców. Są nimi pozycje:
Radzieckie metody walki podczas II wojny światowej, gen. E. Rausa;
Wpływ klimatu na walki w europejskiej części Związku radzieckiego, gen. E. Rausa;
Wojna na Dalekiej Północy, gen. W. Erfurth;
Walki w radzieckich lasach i na bagnach, gen. H. von Greiffenberg. 
Całość jest napisana niezwykle przystępnym językiem, w sposób, którego nie powstydziłby się autor najbardziej bestselerowego thrillera. Dzięki temu nawet osoby na co dzień nie interesującej się historią, nie będą mogły oderwać się od lektury książki.  
Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję i spojrzenia na nią nie poprzez pryzmat  faktu, iż sprawozdawcami są niemieccy oficerowie, a poprzez pryzmat relacji ludzi, którym nie dano wyboru. Doskonale opracowana i napisana pozycja, cenne źródło informacji i niebagatelna przestroga. 

środa, 21 maja 2014

Co was uspokaja, gdy coś/ktoś maksymalnie was zdenerwuje, wyprowadzi z równowagi?

Właśnie, co was uspokaja, gdy ktoś was maksymalnie (lub coś) zdenerwuje, ale tak, że macie ochotę kogoś zamordować. Ja generalnie staram się być odporna, nie zwracać na zachowania niektórych ludzi uwagi, bo inaczej bym zwariowała, ludzie są coraz gorsi, coraz gorzej się zachowują, myślą, że wszystko im wolno. Ale pewnie sami z autopsji wiece, że czasami nie da się, gdy ktoś was np. obrazi, skrzywdzi...każdemu czasami nerwy puszczą.
Jak sobie radzicie w takich sytuacjach? Co was uspokaja? Co robicie, żeby nie zniżyć się do poziomu tego kogoś, lub już po całym zajściu dojść do równowagi?
Poradźcie, doradźcie, podnieście na duchu...
Grunt to spokój...

Martwe popołudnie - Mariusz Czubaj

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5,5/6
Jestem zaskoczona, że to taka dobra książka. Tzn. bardzo lubiłam książki Mariusza Czubaja z Rudolfem ketchupem (jak go nazywam) Heinzem w roli głównej. To jednak jest I tom serii przygód Marcina Hłaski (nie mylić ze znanym literatem). Nie wiedziałam, czy bohater przypadnie mi do gustu, czy polubię jego zachowanie, sposoby prowadzenia śledztwa etc.
Oj polubiłam i to bardzo:) Marcin Hłasko jest niesamowity, chociaż muszę przyznać, iż jego poczucie humoru nie wszystkim musi odpowiadać.
Mamy wyjątkowo upalne lato 2013 roku. W hotelu w Gdańsku zostaje zastrzelony polski parlamentarzysta. Zamordowany był członkiem komisji do spraw służb specjalnych, zaś przy zwłokach znaleziono amfetaminę. Tragiczne, ale nie ukrywajmy - zdarza się. Wielu polskim posłom daleko do krystalicznego ideału, jaki na co dzień głoszą.
Poznajemy Marcina Hłasko, byłego policjanta, a dziś ekspert zajmującego się sprawami bezpieczeństwa w firmach, a także u zamożnych i przewrażliwonych osób prywatnych (genialnie ukazany Pan Miś Koala z podwarszawskiej rezydencji). Hłasko to taki człowiek orkiestra bym rzekła, znający sztuki walki, kilka języków, mgr filozofii, mistrz ciętego dowcipu i improwizacji, które to wielokrotnie już ratowały mu życie. Znienawidzony przez byłych kolegów policjantów, uznany przez nich za kapusia, przez element aspołeczny także znienawidzony (już z innych powodów). Generalnie, człowiek z dużym dorobkiem (w wielu nietypowych nawet dziedzinach), potencjałem i na pewno nieszablonowy. A przy tym outsider zarówno z konieczności życiowej, jak i własnego wyboru.
Hłasko specjalizuje się także w poszukiwaniu zaginionych. Ale nie takich, co to wyszedł po bułki i trzeci dzień nie wraca, ale naprawdę zaginionych. Przez wielu uważany jest za najlepszego w branży. Nic dziwnego, że to on dostaje zlecenie od jednego z najbogatszych ludzi w Polsce. Ma odnaleźć byłego dziennikarza i specjalistę od marketingu politycznego, Daniela Okońskiego. Okazuje się, że mężczyzna pracował nad biografią wpływowego polskiego biznesmena i pewnego dnia zniknął bez śladu. Wraz z nim zniknęły unikalne i (jak domyśla się Hłasko, bo to nie zostało powiedziane) kompromitujące dokumenty.
Hłasko przyjmuje zlecenie bez zbytniego entuzjazmu. Atutem za jest honorarium kilkakrotnie przewyższające standardowe. Zamiast przeczekiwać upalne lato w chłodzie lub  przesiadywać w domku fińskim na Jazdowie (gdzie mieszka), krąży po warszawskich slumsach i hipsterskich klubach na Placu Zbawiciela, styka się, jak sam mówi, z polską Świętą Trójcą, czyli przenikającym się światem polityki, biznesu i mediów. 
Hłasko szybko dochodzi do wniosku, iż trzeba było posłuchać intuicji, która podpowiadała mu, że coś tu śmierdzi. Sprawa komplikuje się bowiem z każdą minutą, a na Marcina czyha chyba każdy menel, każdy biznesmen i przedstawiciele wszystkich służb specjalnych w kraju. Co faktycznie kryje się za zniknięciem Okońskiego? 
Hłasko stopniowo odkrywa ślady prowadzące do zdarzeń sprzed wielu lat. I niektórzy zrobią wszystko, by detektyw zabrał zdobytą wiedzę do grobu. Do wykończenia Hłaski służyć ma nawet..słoik z kompotem. Ale bez obaw, książka nie jest parodią, czy kabaretem. Jest doskonałą powieścią obrazującą świat w jakim przyszło nam żyć.
Dwie rzeczy, które w przypadku Martwego popołudnia zasługują na uznanie, to genialnie odmalowane polskie społeczeństwo i rewelacyjna postać Marka Hłaski. Trzeba Czubajowi  przyznać, iż ma wyjątkowo celne oko i cięty język. Polskie piekiełko (dot. nie tylko Warszawy i świata możnych) prezentuje tak, że nie wiadomo czy śmiać się, czy z rozpaczy płakać, że tacy jesteśmy. Jednak osią i kwintesencją książki jest sam Hłasko. Ogromnie go polubiłam, choć jego specyficzny styl bycia i wypowiedzi, nie do wszystkich przemówi.
Akcja prowadzona jest w mgnieniu oka, nie pozwala na nudę, jest szybka, ostra i nie da się jej przewidzieć. Lubię takie książki i to bardzo.
Martwe popołudnie jest odmienne od cyklu z profilerem Rudolfem Heinzem. Tamten miał swoje schizy na smutno, Hłasko ma schizy na wesoło (chociaż chandra i jego dopada). Obaj są nieprzeciętnie inteligentni, niebanalni i dostarczają doskonałej rozrywki. 
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Martwe popołudnie i inne książki Mariusza Czubaja. Niecierpliwie czekam na kolejne przygody niskiego wzrostem, ale wielkiego charakterem i sposobem bycia Marka Hłaski. 

wtorek, 20 maja 2014

Poczwarka

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
To moje pierwsze zetknięcie z twórczością Doroty Terakowskiej, ale z pewnością nie ostatnie. Przyznam się, iż jeżeli chodzi o treść Poczwarki miałam różne oczekiwania. Jednak to co zaserwowała mi autorka, to...no właśnie, co zrobiła ze mną ta książka? Trudno to napisać, wyrazić słowami. Z pewnością jestem wstrząśnięta i połowę lektury spędziłam popłakując w kąciku. 
Adam i Ewa, główni bohaterowie książki, ludzie jakby wzorcowi, tacy, jakimi chciałoby być wielu z nas. Żyją jak w bajce, maja wszystko. Do szczęścia brakuje im tylko jednego - upragnionego dziecka. I nagle pojawia się ono. Jest radość i to przeogromna. Jednak los, opatrzność dają im swoistego prztyczka w nos. Starannie opracowany plan na życie Adama i Ewy wali się, dziecko ma zespół Downa i to w najgorszej z możliwych postaci. Jak teraz żyć? Dlaczego? Dlaczego oni? 
Autorka w sposób wyjątkowy ukazała świat i odczucia rodziców dziecka, przed jego narodzinami, tuż po, gdy słyszą informację, która jest dla nich ciosem i wyrokiem, oraz zmianę stosunku tych samych rodziców zarówno do siebie nawzajem, jak i do otoczenia, a przede wszystkim do dziecka. Każde z rodziców reaguje inaczej, każde na swój (niejednokrotnie kuriozalny) sposób stara się radzić sobie z nieszczęściem, które ich spotkało.
Jednak tym co naprawdę mnie poruszyło, był opis małej Myszki (czyli dziecka Adama i Ewy), jej uczuć, chęci bycia zauważonym i kochanym. 
Ogromnym plusem jest narracja prowadzona z punktu widzenia różnych bohaterów. 
W książce brak happy endu, ale jest coś innego, coś dużo bardziej potrzebnego. 
Niezwykła, wyjątkowa, wyczerpująca psychicznie, ale i bardzo potrzebna książka. 
Mój szacunek dla osób opiekujących się niepełnosprawnym dzieckiem, wzrósł jeszcze bardziej. Doceniłam także, jakie mam szczęście, że moje dzieci są zdrowe. 
Lektura Poczwarki pozwala nie tylko zatrzymać się na chwilę, inaczej spojrzeć na osoby niepełnosprawne (które czują, cierpią, chcą być kochane) czy ich opiekunów, ale także docenić to co się ma, a co częstokroć traktujemy jako normę, jako to, co jest nam dane na zawsze. 

poniedziałek, 19 maja 2014

Karambol - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nie, nie przeczytałam Karambolu od rana. Taka dobra, to nawet ja nie jestem. Po prostu jakieś 3 lata temu czytałam w starym wydaniu i przy okazji ukazania się książki w nowej szacie graficznej, chciałam wam ją gorąco zarekomendować.
Oba egzemplarze (stary i nowy) macie obok na zdjęciu. Niby nie szata się liczy, ale nowa okładka jest zdecydowanie ciekawsza i świetnie wygląda na półce wraz z pozostałymi książkami Nessera.
Karambol, to siódma książka w serii kryminalnej o komisarzu Van Veeterenie i jednostce policyjnej w Maardam. Moim zdaniem to jedna z najlepszych książek autora, ale nie jako kryminał, tylko jako psychologiczne studium jednostki, jej lęków i poczynań. Pisarz ukazuje, jak jedno zdarzenie determinuje całe dalsze życie wielu osób. Ot wypadek jakich niestety wiele. Pijany kierowca w deszczową noc potrąca chłopaka. Tragedia, ale niestety jedna z wielu. Ofiara umiera, a kierowca ucieka z miejsca zdarzenia. Gdy wydaje mu się, że może odetchnąć, że wszystko co złe za nim (za sprawcą wypadku), że mu się udało...wtedy zaczyna się. Okazuje się, że ktoś jednak widział, ktoś wie. Rozpoczyna się gra, w której sprawca wypadku staje się ściganym. Niewidzialny ktoś zmusza go do kolejnych kłamstw, czynów, które nawarstwione i rozpędzone niczym śnieżna kula, są w zasadzie nie do zatrzymania. Nieszczęśliwy, acz (nie ukrywajmy tego) banalny wypadek, staje się pretekstem do kolejnych zbrodni.To jednak dopiero początek. Policja pod dowództwem komisarza VV ma za zadanie zapobiec końcowej tragedii. Jakiej tragedii? I czy im się to uda? Tego dowiecie się z książki,
Karambol jest kryminałem, a jednocześnie jest jak najdalszy od tego gatunku literackiego. Niby mamy przestępstwo, mamy niezgodne z prawem wydarzenia, mamy swoiste groźby i śledztwo, ale paradoksalnie od początku wiemy kto jest sprawcą, a całość wydarzeń (jak to u Nessera) służy do toczenia dysputy filozoficzno-obyczajowej nad życiem, czynami i tym co skłania nas do ich podejmowania. Jest to także genialne studium ukazujące przemiany zwyczajnego człowieka, takiego jak ja czy wy w zatwardziałego, oszalałego wręcz zabójcę. Co popycha ludzi do takich czynów? W jakich sytuacjach jesteśmy zdolni do popełnienia najgorszej zbrodni? Bo, że wszyscy są do tego zdolni, to jestem o tym przekonana. Kwestią jest tylko moment i okoliczności, które nas do tego zmuszają. 
Nic dziwnego, iż Karambol został uznany z najlepszą powieść kryminalną  z kręgu nordyckiego w 2000 roku. Hakan Nesser nadal pozostaje jednym z najbardziej lubianych przeze mnie pisarzy.

Pamiętniki Zofia Tołstoj

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6/6
Bohaterka i autorka niniejszych wspomnień, Zofia Tołstoj żyła w latach 1844-1919. Przeżyła swoje życie, jako kojarzona z Ksantypą żona rosyjskiego geniusza, za jakiego był uznawany Tołstoj. 
Lew i Zofia źródło East News
Para poznała się gdy Zofia miała zaledwie 18 lat. Przyszły mąż był od niej o 16 lat starszy, a dodatkowo jego poglądy na to jaka ma być jego żona, jaki maja stworzyć dom, na wzór rodziny (jedyny i słuszny) były zupełnie odmienne, od tego czego pragnęła Zofia. Tołstoj był za klasycznym modelem rodziny - czyli mąż może wszystko, żona siedzi cicho w domu, zajmuje się dziećmi, dba o męża, nie ma żadnych własnych pragnień, ambicji. Jak się okazało Zofia nie była idealną partnerką dla Lwa. Dlaczego przy nim była? czy tylko dlatego, że rozwody były w zasadzie nieakceptowalne? A może jednak go kochała? Chyba to ostatnie, ponieważ kobieta była chorobliwie wręcz zazdrosna o męża i o to dosłownie o wszystko. Awantury potrafiła robić nawet o drobiazgi z jego przeszłości, o czas, który poświęcał innym etc, straszyła go samobójstwem.
Szokiem dla niewinnej Zofii była kwestia seksu. Przyszły mąż miał za sobą dużą gamę doświadczeń, które skrupulatnie opisywał w swoim dzienniku. Zapiski te dał do przeczytania przyszłej żonie. Nic dziwnego, że ją zszokowały. Tak o tym wspomina:
Pamiętam, jak okropnie wstrząsnęła mną lektura tego pamiętnika, który dał mi do przeczytania - ze zbytku gorliwości - przed ślubem. Bardzo źle zrobił, gdyż zajrzawszy w jego przeszłość, gorzko płakałam(...).
Urodziła mu trzynaścioro dzieci, trwała przy nim przez ponad 50 lat. Była jego powiernicą, sekretarką, domową służką, a jednocześnie kimś kto go skrycie kochał, ale i nienawidził. Ze wszech miar pragnęła jednego - miłości, uwagi i jego tylko dla siebie.
Trzeba jednak Zofii przyznać, iż Lew nie był łatwy we współżyciu. Zwolennik tradycyjnego modelu rodziny, wielbiony przez tłumy, oddający się bez opamiętania własnej twórczości, a zaniedbujący rodzinę. Izolował ją od rodziny, przyjaciół. On tworzył, bywał, ona zajmowała się domem, dziećmi, swoimi troskami, lękami, tym jak częstokroć związać koniec z końcem, tym bardziej, iż dochody mieli niewielkie - przed ślubem Lew przegrał w karty cały majątek. Pozostawiał żonie wszystkie sprawy związane z wydawaniem jego dzieł oraz walkę o byt. Dodatkowo musiała po kilka-kilkanaście razy przepisywać każdą jego książkę, każdy utwór. 
W końcu Lew ma dosyć. 10 listopada 1910 roku 82-letni pisarz postanawia uciec od żony. Zmarł 10 dni póżniej, ale był wolny. Zofia przeżyła jeszcze dziewięć lat.
To co powyżej napisałam to tylko rama, zarys portretu Zofii Tołstoj. Na jej wizerunek składa się wiele różnorodnych fragmentów, uczyć, dni codziennych, spraw, o których wspomina w Pamiętnikach. Gorąco zachęcam do ich lektury. przerażający i porażający obraz życia kobiety, którą trudno jednoznacznie ocenić. Książkę czyta się niczym najlepszy thriller psychologiczny, którego bohaterami jest dwoje wyniszczających się nawzajem ludzi. 
Wspaniała lektura, doskonała przestroga i radość, że osoba czytająca nie doświadcza tego samego. 

niedziela, 18 maja 2014

Trupia otucha, czyli dobrze szło, ale...padło niestety....

Wydawnictwo MAG
Recenzja mojego męża. 

1942 rok, Saul Laski jest jednym z tysięcy skazanych na śmierć w nazistowskim obozie zagłady w Chełmnie. Poznajemy także niemieckiego oficera SS Wilhelma von Borcherta, który nadal będzie jednym z głównych bohaterów kilkadziesiąt lat póżniej. Saul postanawia za wszelką (to określenie jest niezwykle istotne) cenę przeżyć i przeżywa. Pewnego dnia Saul opuszcza obóz zagłady, ale to co złe jest jeszcze przed nim i to w o wiele gorszej postaci niż nazistowska zagłada. Saul wyjeżdża do Izraela, a póżniej udaje się do USA.Tam toczy się główna część opowieści.
Przenosimy się blisko pół wieku do przodu, do USA właśnie. Poznajemy troje znajomych, przyjaciół, którzy z upodobaniem (i to wielkim) oddają się Grze. Jej głównym celem jest manipulacja umysłami, ludźmi i zmuszanie ich do czynienia ZŁA. Tak zła z dużych liter. Z okrutnych czynów, których pionki w Grze się dopuszczają, przyjaciele niby wampiry czerpią siłę, żeby żyć, żeby być sprawnymi, młodymi. I do tego momentu książka trzyma w napięciu, ma klasę tak charakterystyczną dla Simmonsa. Póżniej akcja rozwija się niczym klasyczna sinusoida - raz (niestety rzadko) jest to horror w pełnym tego słowa znaczeniu, naznaczony do bólu grozą, a nawet elementami klasycznego wampiryzmu. Częściej niestety książka przypomina średniej jakości thriller z elementami horroru, nasycone do bólu spiskową teorią dziejów, coś co wręcz może nie tyle uwłacza pisarzowi tej klasy co Dan Simmons, co sprowadza go o całą klasę w dół.
Dan Simmons jest jednym z lepszych pisarzy w swoim gatunku, zdobył wiele nagród, jak chociażby Hugo, Locus, British Fantasy, Bram Stoker i World Fantasy Award, tworzy świetne książki fantasy, SF nie stroniąc od klasycznego horroru i powieści historycznej. Autor jest jednym z niewielu twórców doskonale mieszających w/w gatunki literackie i doskonale w nich tworzącym. 
Trupia otucha jako taka nie jest zła, ale też nie nadzwyczajna. Biorąc jednak pod uwagę, kto jest jej autorem zawiodłem się na książce. Może gdyby sporych rozmiarów tomiszcze odchudzić o ok.1/4?! A tak, zmarnowana spora część z blisko 1000 stron.
Tak jak wspomniałem, po bardzo dobrym wstępie następuje coś ala sensacja połączona z elementami thrillera, akcji szpiegowskiej, teorii spisków na skalę światową, horroru, czyli coś co bez wątpienia zadowoli czytelników lubiących takie gatunki i nie znających twórczości Simmonsa. Gdy jednak ktoś miał okazję poznać chociażby Drooda, to nie ma o czym mówić. Obu tych książek nie da się porównać, jeżeli chodzi o ich poziom. Trupia otucha pozostaje daleko, bardzo daleko w tyle za Droodem.
Trupia otucha ma sporo minusów. Przede wszystkim zbyt obfita (że tak się wyrażę) ilość bohaterów i akcja, którą w zbyt dużej ilości momentów da się przewidzieć. To (sami przyznacie) nawet dla średnio udanego thrillera nie jest dobre, o horrorze wysokiej klasy (jakim w założeniu miała być Trupia otucha) nie wspominając.  
Jest jeszcze jeden minus, wizerunek polskiego partyzanta, który jest klasycznym antysemitą i mordercą Żydów, a kryje się w trakcie II wojny światowej po lasach jak szczur. Zrównanie polskich partyzantów z nazistowskimi zbrodniarzami jest doprawdy przesadą. Co prawda okresu wojny dotyczy tylko niewielki wstęp, prolog faktycznej opowieści, ale zawsze. 
Są i plusy, nieliczne, bardzo nieliczne, ale są. Ciekawym jest na przykład powiązanie postaci z 1942 roku z tymi o kilkadziesiąt lat póżniejszymi. No i sam początek, naprawdę trzyma bardzo, bardzo wysoki poziom.
Może zastanawiać dlaczego pisarz tej klasy co San Simmons tak nagle obniżył pisarskie loty. Powodem najprawdopodobniej jest fakt, iż Trupia otucha to jedna z pierwszych książek tego autora. W USA wydana została w 1989 roku. Chociaż doskonały Hyperion, także pochodzi z tego okresu.
Określenie przez Stephena Kinga Trupiej otuchy, jako jednego z trzech najlepszych horrorów XX wieku, jest bardzo dużą przesadą. Mimo wszystko zachęcam do sięgnięcia po książkę. Osoby lubiące sensację z elementami horroru i wampiryzmu, a nie znające dobrze twórczości Dana Simmonsa, mogą być z lektury całkiem zadowolone. Dla mnie to jednak zdecydowanie za mało.

sobota, 17 maja 2014

Na co poluję w II połowie maja...

I tom czytałam, był świetny. Koniecznie muszę zdobyć tom II szwedzkiej trylogii Oblicza Victorii Bergman! 
Detektyw Jeanette Kihlberg musi przerwać śledztwo w sprawie zamordowanego chłopca imigranta, kiedy ginie wpływowy sztokholmski biznesmen. Zbrodnia ta nosi znamiona rytuału, a wiele wskazuje na to, że mógł to być również akt zemsty. Policja prosi o pomoc w przygotowaniu portretu psychologicznego sprawcy psycholog Sofię Zetterlund. Jeanette nie zaprzestaje pracy przy starym dochodzeniu i poszukiwań zaginionej Viktorii Bergmann. Ślady prowadzą do ekskluzywnej szkoły z internatem w Sigtunie, do Danii oraz wydarzeń z dalekiej przeszłości. "Inteligentna, wciągająca rozrywka najwyższych lotów. Nie bez powodu bywa porównywana do trylogii  Millenium Stiega Larssona. Z tą różnicą, że tam, gdzie Larsson snuje klasyczną opowieść o zmaganiach dobra ze złem, autorzy znani jako Erik Axl Sund bez ogródek wbijają nóż głęboko w serce czytelnika". Kristianstadsbladet (Szwecja) "Zakończenie jest zupełnie zaskakujące, do tego autorzy serwują sporą dawkę niepewności. Z niecierpliwością czekamy na kolejny tom". VN Detective; Thriller Guide (Holandia) "Autorzy wodzą czytelnika za nos ciągłymi zwrotami akcji. Główne bohaterki gubią się, plączą, brną w ślepe zaułki, a czytelnik przekonuje się, jak krzywdy z dzieciństwa mogą zniszczyć człowieka". Helsingor Dagblad (Dania)

"Pielgrzym" to kryptonim człowieka, który oficjalnie nie istnieje. Dawniej dowodził tajnym wydziałem wewnętrznym amerykańskiego wywiadu. Zanim wycofał się ze służby i zniknął, zawarł swe zawodowe doświadczenie w niezrównanej książce na temat technik śledczych. Nie przewidział jednak, że posłuży ona jako podręcznik mordercy...
Młoda kobieta zamordowana w podrzędnym hotelu na Manhattanie.
Mężczyzna publicznie ścięty w Arabii Saudyjskiej.
Oczy skradzione żywemu człowiekowi pracującemu w tajnym syryjskim laboratorium badawczym. Dymiące ludzkie szczątki na zboczu góry w Hindukuszu.
Spisek, którego sednem jest przerażająca zbrodnia przeciwko ludzkości.
Jedna nić, która łączy wszystkie te sprawy.
Jeden człowiek, który podejmie wyzwanie. Pielgrzym.

Czytałam Wyspę tej autorki, świetna.
Dzieje Salonik od pożaru, który zniszczył niemal całe miasto w 1917 roku, do teraźniejszości.
Na tle tych wydarzeń toczy się życie pary głównych bohaterów powieści, Kateriny Sarafoglu i Dimitrisa Komninosa. Wspaniała opowieść o przyjaźni i miłości, które trwają na przekór katastrofom i historycznym zawirowaniom.






Cztery katastrofy. Troje ocalonych. Przesłanie, które zmieni losy świata.
Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera.
Zostaje ich tylko troje. To dzieci, jakimś cudem prawie niedraśnięte, co nie znaczy, że niezmienione. Wokół nich i z nimi zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie uchodzi to uwagi religijnych fanatyków na całym świecie. Pojawiają się domysły, podejrzenia i teorie. Niektóre intrygujące, inne fantastyczne, jeszcze inne groźne. Wreszcie komuś przychodzi do głowy myśl, że musi być jeszcze jeden ocalony. Jeszcze jedno cudowne dziecko. Rozpoczynają się poszukiwania, a raczej polowanie.
I wtedy świat zmienia się do końca.

Nowa powieść popularnej angielskiej pisarki, autorki min. powieści „Wrześniowe dziewczynki”, „Wędrówka Marty”, „Matka Pearl” i „Nic nie trwa wiecznie”. Przejmująca opowieść o wojnie, macierzyństwie i trudnych wyborach.
Rok 1944. Nastoletnia Flora Knox rozkoszuje się pięknym wiosennym porankiem na stacji kolejowej w Szwajcarii. Niespodziewanie widzi zbliżający się pociąg do przewożenia bydła i słyszy dobiegające z niego błagania i jęki. Gdy przerażona podbiega do z wolna toczącego się przez stację pociągu, jedna z pasażerek wypycha przez szparę między deskami wagonu zawiniątko, rozpaczliwie szepcząc: „Zabierz go. Ma na imię Simon”. Pociąg

odjeżdża, a Flora zostaje na peronie sama z maleńkim chłopcem. Chociaż wszystko wokół niej wygląda tak jak chwilę wcześniej, dla Flory nic już nie będzie takie samo...