czwartek, 21 sierpnia 2014

Doradźcie, podpowiedzcie, jak "nie zjechać książki":) w recenzji? Jak w ogóle napisać recenzję?

Kochani, mam problem z jedną książką. Mole książkowe się nią zachwycają, ja nie potrafię, nie dałam rady całej przeczytać, padłam ok. 100-tnej strony. No nie dam rady i już, a recenzję muszę napisać. Aha, inni się ową książką zachwycają:(
I teraz do was pytanie, w was ratunek. 
Mieliście taką sytuację? 
Jak z niej wybrnęliście?
Jak napisać recenzję książki, której się nie przeczytało w całości, a która wyjątkowo wam się nie podoba? I w sumie co chyba najgorsze, nie potrafię sensownie uzasadnić dlaczego owa książka mi nie pasuje. Po prostu tak jest i już.
POMOCY!!!

Ps. dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Ale teraz Was zapewne intryguje co to za książka?:)
Wasze komentarze dały mi trochę do myślenia. Dam książce jeszcze jedną szansę. Ale to za kilka dni. Muszę nabrać do niej dystansu.

To tylko dziecko

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4-/6
Malin Persson Giolito to córka Leifa GW Perssona, którego Laurę. Historię pewnej zbrodni niedawno recenzowałam. Liczyłam, że córka odziedziczyła talent po ojcu. Ale jak na razie trudno powiedzieć. To tylko dziecko nie jest złe. Na pewno jest doskonałym i szokującym oraz niesamowicie smutnym obrazem szwedzkiego społeczeństwa. Jednak do dobrego kryminału czy książki psychologicznej  lub społeczno-obyczajowej, sporo jej brakuje. Nie chodzi tu o temat, bo ten przeraża. Katowane, maltretowane dziecko zawsze porusza. A gdy dodamy do tego patologię z pozoru dobrego systemu szwedzkiej opieki społecznej, socjalnej, to treść wali na oślep w dwójnasób. Giolito musi popracować nad warsztatem, nad stylem pisarskim. Ale generalnie uważam, że pisarka ma potencjał i jestem przekonana, że z biegiem czasu wyrobi się.
Bohaterką książki jest prawniczka Sophia Weber, która pewnego dnia zostaje wyznaczona na kuratorkę bardzo dziwnie zachowującego się chłopca Alexa. Na zachowanie siedmiolatka pierwsza zwróciła uwagę jego nauczycielka, Karin Lindstrand, która jest zupełnym przeciwieństwem pewnej siebie, odrobinę aroganckiej prawniczki. Obie jakże różniące się od siebie kobiety, połączy troska o Alexa, chociaż każda z nich ową troskę przejawiać będzie inaczej. 
W całej opowieści najbardziej szokuje to, iż autorka nie fantazjuje, a całe zdarzenie miało miejsce w rzeczywistości. Maltretowane dziecko (obojętnie czy psychicznie czy fizycznie) zawsze porusza. Tak samo jest w przypadku lektury niniejszej książki. Jednak w całości opowieści jest trochę zgrzytów. Po pierwsze, styl pisarski Giolito. jest on jak dla mnie zbyt suchy. Całość opowieści momentami czyta się jak instrukcję obsługi jakiegoś urządzenia. Brak odrobiny wygładzenia, jakiegoś takiego szlifu, który nadałby książce gładkość, sprawiłby, że lektura jest może nie przyjemniejsza bo trudno o to w kontekście takiej tematyki, ale łatwiejsza.
Do całości historii nie pasują także opisy prawniczki Sophii. Zgrzyta mi ona w całości, jak nie wiem. Nie polubiłam jej i jeżeli pojawi się w  kolejnych książkach, chyba już nie polubię. 
Tak jak napisałam na początku, autorce sporo do dobrego pisarstwa brakuje, ale jakoś tak czuję, że ma szansę, że się wyrobi. poczekamy, zobaczymy. Dam jej jeszcze jedną szansę. 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Księżna Izabela Czartoryska - Katarzyna Maria Bodziachowska

Wydawnictwo Rytm, Moja ocena 5,5/6 
Główna bohaterka książki, Izabela z Flemingów Czartoryska, to postać niezwykła, silna, która zdecydowanie wyprzedziła swoją epokę, o czym wspaniale i z ogromną pasją opowiada Katarzyna Maria Bodziachowska. 
Izabela urodziła się 3 marca 1746 r. i nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Matka zmarła tuż po jej narodzinach. Przez dwa lata zajmowała się nią ciotka, która również zmarła. Co prawda był ojciec, ale on z kolei będąc doradcą króla Augusta III Sasa, nie miał dla swojego jedynego dziecka czasu. Opiekę nad dziewczynką przejęła babka ze strony ojca, osoba oschła, wyniosła, która nie ukrywajmy tego, z dziećmi powinna mieć niewiele wspólnego. 
W wieku zaledwie 15 lat Izabela wychodzi za mąż za księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Choć uważana za brzydką, szybko znalazła męża ze względu na olbrzymi posag, jaki jej towarzyszył. Małżonkowie zamieszkali  w pałacu w Puławach. Przeżyli razem 62 lata chociaż absolutnie nie łączyło ich żadne głębsze uczucie. Ot małżeństwo interesów, majątków, nazwisk, czyli takie, jakich w owych czasach było wiele. Mieli piątkę dzieci, z których najprawdopodobniej tylko jedno było dzieckiem pana męża. Izabela słynęła bowiem z romansów, ale nie tylko. Przyszła księżna początkowo nieśmiała, niedouczona z biegiem czasu ewoluuje, staje się jedną z najbardziej znanych kobiet swoich czasów, interesującą się dosłownie wszystkim, przyjaciółką ostatniego króla Polski, którego nawet broniła, gdy reszta rodaków szczerze go po 1. rozbiorze znienawidziła. Była muzą artystów, mecenaską sztuki, mieszkającą w wielu miejscach Europy, kobietą niezwykle silną na pozór, choć w głębi duszy delikatną, nadal pełną kompleksów, ale także budzącą zgorszenie swoimi licznymi romansami. 
Autorka książki we wspaniały sposób opowiada historię Izabeli ukazując ją ze wszelkimi jej wadami i zaletami. Znosimy fochy Izabeli, jej wahania, humory, brniemy przez pierwsze bale i kolejne romanse, podróżujemy od coraz wspanialszego pałacu w Puławach, poprzez całą bez mała Europę. Na kartach książki obok głównej bohaterki i jej rodziny przewijają się najważniejsi ludzie epoki - Rembowski, Karpiński, Szymanowski, Zabłocki, Niemcewicz, czy Krasicki oraz wielu ówczesnych polityków. Wszak mąż Izabeli, Adam Kazimierz zajmował się szeroko pojętym mecenatem, był osobą znaną, bogatą, utytułowaną.
Dodatkowym atutem jest wierne oddanie realiów epoki oraz umiejętne wplecenie w opowieść niełatwego skądinąd fragmentu naszej historii. Wszak okres, w którym przyszło żyć Izabeli, to czas Sejmu Wielkiego, rozbiorów Polski, wojen napoleońskich, Powstania Listopadowego. Wydarzenia te za każdym razem wdzierają się w życie Izabeli. Autorka jednak tak umiejętnie dozuje i serwuje nam fakty historyczne, iż absolutnie nie odczuwamy ich ciężaru. Są one tłem dla losów głównej bohaterki i jej rodziny. 
Jednak najciekawiej są ukazane wg. mnie dwie kwestie. Pierwsza, to nasze polskie społeczeństwo i piekiełko, ze wszystkimi przywarami, tym z czego niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu słynęliśmy w owym czasie, które na tle historycznej zawieruchy nie wypadają dobrze. Drugą kwestią jest sama Izabela, a właściwie jej przemiana od odsuwanego na dalszy plan dziecka, poprzez niezbyt urodziwą nastolatkę, zdradzającą żonę, panią domu prowadzącą dom otwarty, aż po zagorzałą patriotkę walczącą o sprawę polską, mecenaskę sztuki i założycielkę pierwszego w Polsce muzeum. 
Książka napisana jest w arcyciekawy sposób, a przy tym niezwykle pięknym językiem, co jest jej dodatkowym atutem. Pisarce tak udało się ukazać postać bohaterki, iż od pierwszej strony nie pozostajemy wobec niej obojętni. Izabela Czartoryska, kobieta o wielu twarzach, zmienna jak kameleon, ożyła za sprawą Katarzyny Marii Bodziachowskiej. 
Gorąco zapraszam do lektury. Warto sięgać po książki historycznej, warto poznać pozycje mało reklamowane i warto dać szansę mało znanym autorom. Można trafić na niezwykłą perełkę. 
Niecierpliwie czekam na kolejną książkę autorstwa Katarzyny Marii Bodziachowskiej, która urzekła mnie pasją, dogłębnym zbadaniem tematu i pięknym językiem.  

Wasze typy do wyzwania - Czytamy kryminały.

Ale mam opóżnienie...:)
Wpisujcie proszę do końca bieżącego tygodnia wasze typy do kategorii dot. kryminałów, jakie będziemy czytać we wrześniu i październiku. Tym razem chodzi nie o ich narodowość, a tematykę.

Moja propozycja - kryminały z seryjnym zabójcą w tle.

Przypominam o dodawaniu linków z recenzjami za lipiec i sierpień.

Przypominam o łapaniu licznika - polujecie na 350,000 wejść na blog. Do wygrania 3 książki. Po szczegóły wystarczy kliknąć w obrazek myśliwego na marginesie:)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Syndykat pająka

Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.


Pewnego niezwykle gorącego czerwcowego dnia w apartamencie w luksusowej dzielnicy Frankfurtu zostają znalezione nagie zwłoki Andreasa Wiesnera i luksusowej prostytutki Iriny. Wszystko wskazuje na to, że Wiesner najpierw zastrzelił kochankę, a następnie popełnił samobójstwo. Jednak komisarz Julia Durant (tu szacunek, bo po 1. spojrzeniu na zdjęcie z miejsca zbrodni) jest przekonana, iż to mistyfikacja. Tzn, że obie osoby nie żyją, co do tego nie ma wątpliwości, ale Julia uważa, że to było morderstwo, że najpierw zabito Irinę, a póżniej Andreasa. Wizyta policjantki u zrozpaczonej wdowy tylko potwierdza tą teorię. Kobieta jest pewna, że jej mąż nie miał kochanki, chociaż fakty zastane na miejscu zbrodni zdają się temu przeczyć. przedstawia także zupełnie inny wizerunek męża. Jeżeli nie kochanka, to co? Dlaczego zginął multimilioner handlujący brylantami i wyjątkowo luksusowymi gadźetami? Prawda jest prosta i oczywista, jak w tym starym powiedzeniu - jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W tym wypadku są to niewyobrażalnie duże pieniądze. Jednak dotarcie do prawdy i osób, które kryją sie za tą zbrodnią, nie będzie już takie proste. Śledztwo, które na początku (nie ukrywam) odrobinę się ciągnie, w pewnym momencie przyspiesza i to tempo autor umiejętnie utrzymuje, prawie do końca książki. Pod koniec całość stopniowo przyspiesza, ponieważ Julia, która prowadzi śledztwo, wpada w tytułową pajęczą sieć utkaną przez niezwykle sprytnych i grożnych ludzi. Kolejne etapy śledztwa odkrywają rzeczy, o których istnieniu nawet policjantka nie miała pojęcia. Odkrywane są zbrodnie, brudy i najbardziej obrzydliwe ludzkie cechy.
Finał może nie jest super zaskakujący, ale mocny.
Niewątpliwym plusem jest ograniczenie się przez autora do śledztwa trwającego zaledwie kilka dni. Ponieważ książka jest dosyć gruba, śledzimy krok po kroku poczynania zarówno policji, jak i drugiej strony, czyli przestępców.
Mimo sporej objętości książkę czyta się doskonale, jest zręcznie napisana, akcja jest doskonale prowadzona choć nie ukrywam, iż odrobinę trąci myszką. Wszystko rozgrywa się kilkanaście lat temu, gdy walutą w Niemczech były jeszcze marki. Jednak absolutnie nie przeszkadza to w lekturze, co najwyżej kilkukrotnie wywołuje lekki uśmiech. 
Syndykat pająka polecam, do dobry, momentami mocny kryminał. 

 

2x kobieta i o niej...

Dom Wydawniczy PWN, Moje oceny: Walka...5,5/6, Grzech... 5/6
Obie książki napisane w formie reportaży. czytałam, a w zasadzie podczytywałam od kilku tygodni. Wczoraj wieczorem przeczytałam ostatni reportaż.
Walka jest kobietą to ostatni tom trylogii reportaży, która w całości poświęcona jest. kobietom. Redaktorką książki i swoistym zbieraczem tekstów jest  Urszula Jabłońska, dziennikarka związana z Gazetą Wyborczą. Poprosiła ona osiem kobiet o opisanie historii współczesnych Polek walczących. Wynika z nich, że kobiety walczą nie tylko na różnorodnych frontach, ale także przez bez mała całe życie. Wśród sportretowanych pań znajdziemy szeroką paletę pań. Wszystkie one toczą (toczyły) walkę heroiczną, każda z nich przeszła swoje własne piekło, każda z nich żyje, trwa i każdego dnia walczy dalej. Mnie najbardziej za serce chwyciły żołnierki służące na Bliskim schodzie, które muszą walczyć nie tylko z  wrogiem, ale także z własnymi kolegami, współtowarzyszami broni, a przede wszystkim ze swoim wnętrzem, duszą, tęsknotą. 
Pozostałe teksty opowiadają o kobietach Solidarności, o walczących w Powstaniu Warszawskim, ale także o nastolatkach (i dorosłych kobietach) walczących z anoreksją z własnym ciałem z własną psychiką.
Walka w niniejszej książce ma nie twarz kobiety, a jej prześladowców, sprawców, że owa walka jest w ogóle konieczna. To wiele twarzy, wiele oblicz, częstokroć takich, o których nigdy my czytelniczki byśmy nie pomyślały. To książka dla wszystkich o nas, kobietach, o naszych problemach, które były, lub są naszym udziałem. Warto sięgnąć po te reportaże i czerpać z nich lekcję, siłę do walki.
Z kolei tom Grzech jest kobietą to historie kobiet nieidealnych, które zrobiły coś, czego robić się nie powinno. Bohaterek jest 12, podobnie jak ich grzechów. Ale czy ich przewinienia to na prawdę grzechy? Wszak każda z nas ma coś na sumieniu. Częstokroć są to sprawy błahe, na które nie zwraca się uwagi, jakieś drobne przewinienia. Często to jednak są poważne czyny, sprawy, wręcz dramaty, które zaważyły na naszym, czyimś życiu.
Co istotne 12 reportaży o kobiecych grzechach napisali męźczyżni, którzy często postrzegają nas inaczej niż my same. Co z tego wynikło?
Obie książki są doskonale napisane, poruszają niezwykle ważne problemy. Nie ukrywam jednak, iż walka poruszyła mnie bardziej. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że niektóre grzechy kobiety wydały mi się zbyt banalnymi. Chociaż to chyba też nie adekwatne określenie. Ja po prostu części opisanych przewinień, grzechów, za takowe nie uważam. Tzn. teksty w dużej części są poruszające, jak np. ten o Agnieszce, która wyjeżdża z ukochanym męźczyzną, miłością życia i dziećmi do Pakistanu, aby zamieszkać z jego rodziną. Łatwo przewidzieć, jak póżniej potoczyły się sprawy. Sielanki nie było. Dramatyczna historia, przyznaję. Jednak takich historii od kilku lat jest mnóstwo, mniej lub bardziej nagłaśnianych. Już nie wywierają one (przynajmniej na mnie) aż tak wielkiego wrażenia. Nie chcę oceniać postępowania bohaterki, nie mam do tego prawa, w związku z  tym wstrzymam się od opisu moich wrażeń odnośnie tego i pozostałych reportaży. Niemniej jest to doskonale napisany, pełen różnorodnych uczuć tom.
Z kolei tom dot. walki kobiet odebrałam bardzo osobiście. Jakby się tak zastanowić, to kobiety całe życie walczą, a to o lepszą ocenę w szkole, a to o dobrze zdane egzaminy, a to o pracę lub jej utrzymanie, o szczęście w rodzinie etc. A ponieważ sama mam dosyć trudny okres w życiu i toczę moja własną walkę, to ten tom poruszył mnie ogromnie.
Gorąco zachęcam do lektury. Każda z nas powinna po te książki sięgnąć. Raz,  żeby przekonać się jak sama odbierze dany reportaż,a  dwa - być może któryś z tekstów pomoże jakiejś czytelniczce w podjęciu decyzji, wybraniu właściwej drogi.
Taka seria tematycznych reportaży, historii z życia wziętych, to wg. mnie doskonały pomysł.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Tajemnice prowincji

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4,5/6
To moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Wcześniej miałam okazję czytać doskonałą książkę Zofia Kossak. Opowieść biograficzna.  
W treść Tajemnic prowincji autorka wplata wątek Kossaków, na którym z racji pełnienia funkcji kierownika Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich, zna się wybornie. Tym razem Kossakami, a raczej ich powiązaniami ze Śląskiem Cieszyńskim zajmuje się główna bohaterka powieści, Justyna Skotnicka, która po latach powraca do swoich rodzinnych stron. Zostaje kustoszem niewielkiego muzeum hrabiny Doenhoff. Niby praca w delikatnie to ujmując prowincjonalnym, lekko trącącym myszką muzeum, nie wróży nic ciekawe, ale czasami bardzo można się pomylić. W tymczasowym miejscu pobytu Justyna zamierza spędzić zaledwie rok. Jednak wiadomo, los lubi czasami płatać figla. Kobieta nawet przez moment nie zdaje sobie sprawy z tego, co najbliższe miesiące dla niej przygotowały. Bohaterce przyjdzie zmierzyć się nie tylko z problemami dnia codziennego, nową praca, nie zawsze przychylnymi jej ludźmi, czy opieką nad dwójką dzieci, ale także z przeszłością, która stanie na jej drodze.Justyna odkryje wiele skarbów, zarówno tych materialnych, jak i tych, których żadną wartością nie da się oszacować. Jaki wpływ na Justynę i  mieszkańców niewielkiej miejscowości będą miały zagadki tajemnice sprzed lat? 
Powieść jest doskonale napisana, głównie poprzez wykreowanie bardzo ciekawych bohaterów, spośród których nie tylko Justyna wychodzi na pierwszy plan.Ciekawym jest podzielenie opowieści na cztery części, które odpowiadają czterem porom roku. Losy poszczególnych postaci, historia Justyny ukazane są na tle mijających miesięcy, zmieniających się pór roku, a także na tle odkrywanych tajemnic sprzed lat.
Dużo w książce ciekawych, niejednokrotnie poruszających historii, jeszcze więcej morału i sposobności do chwili zastanowienia się nad różnymi sprawami. 
Większa część wydarzeń opisanych przez autorkę to fikcja. Jednak jest kilka momentów, które są odzwierciedleniem rzeczywistych wydarzeń, jak np. odnalezienie obrazu Witkacego, ale nie tylko.
Zachęcam do sięgnięcia po książkę, która okazała się nie tylko letnim czytadłem, ale także mądrą, życiową powieścią.

sobota, 16 sierpnia 2014

Podziemna wojna Tom 1.

Wydawnictwo Fabryka Słów, 4/6
Recenzja mojego męża.

Głównym bohaterem jest Oscar Wendell. Jest on korespondentem gazety Stars and Stripes, którego gna po świecie, który szuka mocnych wrażeń, a jednocześnie sławy, choć zupełnie nie ma do tego predyspozycji psychicznych. Pewnego dnia jego marzenia się spełniają, trafia w sam środek podziemnej walki między dwoma mocarstwami w kopalniach metali rzadkich w Kazachstanie. Tym samym trafia w sam środek wojny z bliżej nieokreślonej przyszłości. Bronią w niej są nie najnowocześniejsze, standardowe (wg. naszych rozumień) karabiny, wyrzutnie, a np. miotacze plazmowe, drony bojowe, czy bombardowania kinetyczne. Dodatkowo Wendell odkrywa, iż obok standardowej armii, w walce biorą udział specjalnie do tego celu zmodyfikowane istoty o nadludzkich możliwościach. Nazywane są one genobotami, a ich celem jest zabijanie, śmierć za wszelką cenę. 
Autorowi udało się stworzyć niezłą lekturę (choć nie jest to arcydzieło literackie). Przede wszystkim ze względu na ukazanie tego co uzależnienie od adrenaliny, mocnych wraźeń, walki, sławy może zrobić z człowiekiem. Ciekawie ukazane są zmiany, jakie zachodzą w Wendellu, gdy dostanie to czego tak szukał i pożądał. Sam Wendell, to człowiek, którego trudno polubić. Słaby, jakiś taki...zupełnie nie pasuje do świata, do którego trafia, a spod, którego jarzma w efekcie nie potrafi, a później i nie chce się wyzwolić.
Drugim plusem książki jest stworzenie podziemnego świata, który przeraża, a jednocześnie na swój sposób uzależnia, zadziwia (ale w negatywnym tego słowa znaczeniu).
Książka jest w wielu momentach bardzo brutalna i to zarówno pod względem tego co dzieje się z bohaterem w kwestii fizycznej, jak i psychicznej. Zmiany w obu sferach, jakie w nim zachodzą są niesamowite i porażające. Przerażające jest także to, co dzieje się z otaczającym Wendella światem. 
Podziemna wojna. Genetoby, to z pewnością książka nie dla wszystkich i to z wielu w/w względów. Jej dodatkową cechą (nie wiadomo czy jest ona minusem czy plusem) jest urywanie akcji, w momencie, gdy ona się rozpędza. Z jednej strony to nie dobre, irytujące (czasami nie wiadomo kto walczy z kim i dlaczego, albo dlaczego akurat teraz przestał), ale z drugiej strony biorąc pod uwagę skalę okrucieństwa i inność prezentowanego świata, ma to swoje zalety. 
Trudno mi jednoznacznie ocenić książkę. W związku z tym decyzję, czy po nią sięgnąć pozostawiam wam. 



Bez ostrzeźenia

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5-/6
Przyznam się, iż na początku książka umiarkowanie mnie zachwyciła. Tzn. pierwsza połowa nie jest zła, jest momentami bardzo dobra, ale taka...sztampowa trochę, generalnie kalka innych powieści. Jednak gdy tylko śledztwo zaczynało zataczać coraz szersze kręgi, akcja jak i moje odczucia co do do książki, diametralnie się zmieniły.
Akcja rozgrywa się współcześnie w Londynie. Dzień jak co dzień, tuż po godzinie 7-ej rano, poranny szczyt. Sam Wren, młody (trzydziestokilkuletni) finansista z City, wsiada do pociągu metra i znika bez śladu. Nie ma świadków, nie ma zapisu na nagraniu monitoringu. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Policja oczywiście rozpoczyna śledztwo, ale po niedługim czasie (zbyt niedługim) sprawa Sama zostaje odłożona na półkę, jako kolejna nierozwiązana. I tak by zostało, gdyby nie Julia, uparta żona zaginionego. Pewnego dnia zwraca się ona do uparcie i skutecznie tropiącego ludzi Davida Rakera, żeby odnalazł jej męża, albo wyjaśnił co się stało. Sprawa jest o tyle dziwna, że od momentu zaginięcia (czyli przez ostatnie kilka miesięcy) Sam nie użył nigdzie karty kredytowej, nie pobrał ani funta ze wspólnego konta. Co się stało? 
Prywatne śledztwo  Rakera odkrywa wielką tajemnicę Sama, która gnębiła go od lat. I w tym momencie wydawało mi się, że to koniec, że męźczyzna chcąc uwolnić się z pewnych okowów, po prostu zostawił żonę, żeby żyć zgodnie z tym czego pragnie. Nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że  jedno odkrycie pociąga za sobą kolejne – jeszcze bardziej szokujące. Czy to co podejrzewa policja naprowadzona na trop przez Rakera, okaże się prawdą? Co stało się z Samem?
Wciągająca, smutna, tragiczna książka, która dotyka wielu aspektów. Zakończenie zdołowało mnie, a jednocześnie zmusiło do zastanowienia, co tak na prawdę w życiu się liczy.
Zadziwiające, że zwykłe z pozoru czytadło ma tak mocne, w sumie wartościowe przesłanie, które każdy może odebrać inaczej. Weaver pod płaszczykiem zwyczajnego z pozoru zaginięcia ukazuje wiele ludzkich obliczy, a także najgorsze, najprymitywniejsze ludzkie cechy. Przy tym jest to doskonały (biorąc pod uwagę całokształt) kryminał, thriller, z na prawdę momentami dramatycznymi zwrotami akcji.
Zachęcam do lektury. I nie zrażajcie się, jeżeli początek umiarkowanie was wciągnie.

piątek, 15 sierpnia 2014

Dwudziesta trzecia

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
To moje pierwsze zetkniecie z prozą Beaty i Eugeniusza Dębskich, na pewno nie ostatnie, ale mam drobne może nie tyle zastrzeżenia, co uwagi do Dwudziestej trzeciej.
Generalnie książkę czytało się niezwykle szybko, przyjemnie, kilka razy w trakcie lektury uśmiechnęłam się. Ot idealne czytadło na plażę. Wielkiego wysiłku umysłowego książka nie wymaga. Jednak nastawiłam się na coś bardziej hmm....kryminalnego.. Tak to dobre określenie. Oczekiwałam także bardziej spektakularnego zakończenia. Bo sprawca zabójstwa podobnie jak jego powód są takie jakieś...niby życiowe, bo tak się zdarza, ale trochę mi słabo współgrają z całością książki i z wysiłkiem, jaki detektyw-amator (nie amator, czort go wie) włożył w rozwiązanie zagadki. Bo niby to (jak napisałam) mało kryminalna książka, ale jednak zabójstwo jest, dochodzenie (i to całkiem porządne) jest, więc może trochę się czepiam...
Ogromną sympatią obdarzyłam głównych bohaterów. Są nimi: profilerka Iwa (dzielnie pomagająca w śledztwie, babki nie da się nie lubić), prawie 40-letni były policjant (wyrzucony ze służby) Tomasz. Najlepsza ze wszystkich jest jednak babcia Tomasza, Roma. Jest to kobieta niesamowita z odrobiną demencji, sama siebie nazywająca zramolałą staruszką, stawiająca pasjansa, namiętnie rozwiązująca sudoku i jolki, popijająca filiżankami kukurydziankę z Kenntucky, albo inszą wódkę na myszach i wcinająca kopy jajek z majonezem (bo jej cholesterol niestraszny). Babcia Roma mnie podbiła:) Gdyby nie kilka jej celnych uwag, mam wrażenie, że jej wnuk, skądinąd były policjant z kilkunastoletnim stażem, nie rozwiązałby zagadki, z którą przyszło mu się zmierzyć. 
Najciekawsza jest jednak sprawa nad jaką pracuje Tomasz. Ową sprawą jest niesłychanie dobrze płatne zadanie (300 tys. zł. polskich za miesiąc pracy), a dokładniej - wytropienie zabójcy pewnego zamożnego przemysłowca i wynalazcy genialnego gwoździa.Tomasz ma wykonać czynność, na której (że tak się wyrażę) wyłożyła się całkowicie policja. Nawet jeżeli zabójcy nie wytropi, zarobi za miesiąc wysiłku 100 tys. zł. Nic dziwnego więc, że męźczyzna przyjmuje zlecenie. Razem z Tomaszem brniemy przez zaułki Wrocławia, Dobromierza, Złotoryi, poznajemy wydarzenia sprzed kilkunastu lat, które wpłynęły na takie, a nie inne zachowanie kilku podejrzanych osób. Niektóre z owych wydarzeń budzą śmiech inne lekką grozę.
Bardzo ciekawie odmalowane są postacie, zarówno głównych bohaterów, jak i tych, których spotykamy tylko raz. Każda z osób wnosi coś do sprawy. I niby wszystko jest ok, nawet odrobinę zbyt długie rozmowy (w myślach) Tomasza z własnym ja nie przeszkadzają, ale czegoś brak. Idealnie do tego pasuje utwór Satisfaction Stonesów, który Tomasz ma ustawiony w telefonie, jako dzwonek....

Jednak  mimo tej drobnej wady zachęcam do sięgnięcia po Dwudziestą trzecią. Generalnie jest to dobra książka, którą czyta się szybko, idealna lektura na trwające lato.A z tego, co widziałam w sieci, zbiera bardzo dobre opinie. Tylko moje zdanie jest trochę mniej entuzjastyczne.