piątek, 7 lutego 2014

Msza żałobna

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, 408 s., Moja ocena 5/6
Po lekturze wcześniejszych dwóch tomów serii o Drużynie A, jestem już wdrożona w styl pisarski Dahla, stąd Mszę żałobną przeczytałam w niezwykle krótkim czasie. Jest to 7. tom przygód doborowej jednostki policyjnej. Skład osobowy odrobinę uległ zmianie, ale nadal grupa jest silna, a o jej przygodach czyta się z prawdziwą przyjemnością. Zadanie, jakie tym razem policjanci dostają do rozwiązania jest wyjątkowe. Dwaj zamaskowani męźczyźni barykadują się w jednym z  banków. Sprawa jest o tyle pilna, ze jednym z przetrzymywanych w banku zakładników jest osoba bliska jednemu z policjantów. Na dodatek plany terrorystów cały czas pozostają tajemnicą. Jak się jednak okaże nie jest to zwyczajny napad na bank, jego macki sięgają bowiem aż na Bliski Wschód i do Rosji. Jakim cudem? Tego dowiecie się w trakcie lektury książki.
Dahl po raz kolejny pokazał klasę. Niby fabuła zdarta do bólu. Bo cóż może być zaskakującego w napadzie na bank, nawet gdy jednym z  zakładników jest ktoś z rodziny policjanta? Dahl udowodnił, że może, oj może. Z błahego z pozoru napadu na bank uczynił bowiem kryminalno-sensacyjny majstersztyk wplatając w akcję tajemnicę II wojny światowej i okres zimnej wojny. Co istotne, cala opowieść, cała intryga jest tylko pretekstem do ukazania ludzkich zachowań i problemów toczących ludzkość niczym robak.
Gorąco zachęcam do lektury.

Wyzwanie - Czytamy kryminały, pytanie do was..

Wielkimi krokami zbliża się koniec I etapu w 2. roku wyzwania:)
Stąd czas najwyższy zapytać was, czyli osoby biorące udział w wyzwaniu - jakie kryminały będziemy czytać w marcu i kwietniu? Konkretnie chodzi mi o narodowość (że tak się wyrażę:)) kryminału i jego miejsce akcji.
Moja propozycja (nie do odrzucenia:)) - kryminały niemieckie i austriackie, a także z akcją rozgrywającą się w tych krajach.
Czekam na wasze propozycje do końca przyszłego tygodnia, czyli do 16 lutego do godz. 23.59.
Póżniej zwyczajowo zrobimy głosowanie.
 Czekam także na wasze linki do recenzji. Tematy kryminałów, jakie czytamy w tym etapie oraz zamieszczone już recenzje, znajdziecie pod banerkiem po lewo na marginesie. 
Miłego dnia.



czwartek, 6 lutego 2014

Ponad wszystko, czyli opowieść o pasji, obsesji i wielkiej miłości...

Wydawnictwo Bukowy Las, Okładka miękka, 400s., Moja ocena 5,5/6
Ponieważ istnieje  – te słowa jednego z najwybitniejszych alpinistów świata, George’a Mallory’ego, były odpowiedzią na pytanie o sens zdobywania Mont Everestu. Wypowiedź ta padła w 1923 roku w Nowym Jorku w trakcie zbierania funduszy na kolejna wyprawę. O autorze tego słynnego zdania, o Georgu Mallorym jest właśnie ta książka. 
George Herbert Leigh Mallory ur. w 1886 roku (z zawodu nauczyciel) to jeden z najwybitniejszych alpinistów wszechczasów, a na pewno okresu międzywojennego. Mallory wraz z przyjacielem na przestrzeni kilku lat wielokrotnie próbowali zdobyć Mont Everest. Ostatnia i najtragiczniejsza w skutkach miała miejsce w czerwcu 1924 roku. Męźczyźni podjęli próbę zdobycia szczytu Everestu z Przełęczy Północnej. Nie wiadomo co się z nimi wtedy stało. Do obozu nie wrócili, a brak dowodów na zdobycie przez nich szczytu. Zamarznięte ciało Mallory’ego odnaleziono 75 lat póżniej na wysokości 8000 m.n.p.m. na zboczu Mount Everest. Przy alpiniście znaleziono listy, które otrzymał od ukochanej żony Ruth. Nie znaleziono natomiast przy nim, zdjęcia małżonki. A to zdjęcie obiecał zostawić na szczycie góry, która go fascynowała i sprawiała, iż dążył do niemożliwego.Jego zacięcie, upór, wiara, iż dokona tego, co nie udało się dotąd nikomu od wielu lat fascynują nie tylko himalaistów i miłośników gór. Mallory bez wątpienia był postacią niezwykłą. Nic dziwnego, że Tanis Rideout właśnie jego uczyniła bohaterem swojej powieści. Ogromnym plusem jest wierne oddanie charakteru Mallory'ego i swoistego opętania, jakie nim (wg. mnie) władało. Autorka świetnie ukazuje zarówno stronę romantyczną, domową himalaisty, jak i tę, która pchała go ciągle na przód. Jednak tym co najbardziej przypadło mi do gustu jest uczynienie jego żony Ruth pełnoprawną partnerką wspinacza, wydobycie jej z szarego kącika, powierzenie jej roli o wiele ważniejszej niż tylko czekanie na męża. Wiele faktów opowiedzianych jest z punktu widzenia Ruth, co sprawia, iż opowieść jest jeszcze ciekawsza. Książka aż kipi od emocji, które towarzyszą przygotowaniom do wyprawy, jak i wspieraniu i oczekiwaniu na męża. Ze ściśniętym gardłem kibicujemy tej dzielnej kobiecie, a jej mężowi towarzyszymy w ostatniej wyprawie. 
Cała książka choć piękna jest niezwykle smutna, ponieważ wiemy, jaki koniec czeka na Mallory'ego. Mimo smutku i realistycznych opisów uczuć gorąco zachęcam do lektury. Ponad wszystko to wspaniała, pełna uczuć i emocji opowieść, wobec której nikt nie pozostanie obojętnym. Sama książka jest tak rewelacyjnie napisana, że z pewnością porwie nawet osoby nie lubiące zimna (którego z racji zdobywania góry gór jest w książce sporo), jak i nie interesujące się himalaizmem. Ponad wszystko to przede wszystkim wspaniały portret dwojga kochających siebie osób. 
Przyznam, że zafascynowała mnie ta książka i opowieść o wielkiej miłości i odwadze w wielu wymiarach.
W trakcie lektury nasuwało mi się pytanie - czy dążenie do spełnienia marzeń, osiągnięcia zdawałoby się niemożliwego jest warte wszystkiego?!

środa, 5 lutego 2014

Ochotnik. V Dywizja Syberyjska w nietuszowanej relacji - Stanisław Bohdanowicz

Wydawnictwo PWN, Ośrodek Karta, Okładka miękka, 352 s., Ocena 5/6
Recenzja mojego męża, którego klimaty obu wojen, losy żołnierzy bardzo interesują. Ja także cenię serię Karty historii, którą stanowią starannie wyselekcjonowane, oryginalne, nieupiększane wspomnienia. Jednak losy żołnierza z okresu I wojny światowej to już raczej domena mojego męża. 
Tytułowa V Dywizja Syberyjska, był to oddział, może nawet swoista armia, której członkami byli nasi rodacy rozproszeni w 1918 roku po całej bez mała Syberii.
Autor niniejszej książki był przez jakiś czas szeregowcem w w/w jednostce. Wstąpił do niej rok przed maturą, był więc nastolatkiem, gdy oglądał to, co opisuje we wspomnieniach. A czyni to w sposób prosty, szczery do bólu. Opowiada o życiu w jednostce, o dniu codziennym. Najwięcej jednak miejsca poświęca towarzyszom broni, różnorodnym typom ludzkim, które zgłaszały się do polskiego wojska. A przekrój zarówno jeżeli chodzi o charaktery ludzkie, jak i pochodzenie był olbrzymi. Co za tym szło, dochodziło do konfliktów (nieraz bardzo ostrych), zachowań, które w normalnym świecie uznane by były za niedopuszczalne. Bohdanowicz wspomina o wielu karygodnych, często haniebnych czynach, jakich dopuszczali się żołnierze, dla których nie było żadnych świętości. Przykładem może być niszczenie i bezczeszczenie cerkwi, palenie ikon, niszczenie innych przedmiotów kultu, gwałty, pacyfikacje całych wsi etc. Jeżeli do tego dodamy panujący w obozach głód, brud, robactwo, kręcące się w pobliżu żołnierzy damy hmm lekkich obyczajów, choroby z nimi związane, rozwiązłośc, liczne kradzieże, to mamy prawie pełen obraz żołnierza V Dywizji Syberyjskiej. Niebywale ostra, surowa, szczera do bólu i wywołująca w wielu miejscach niesmak relacja. Uważam jednak, iż tego typu zapiski, wspomnienia są potrzebne. Warto znać każdy wizerunek polskiego żołnierza, nawet ten najbardziej negatywny i przestać stawiać na piedestale zawsze i wszędzie naszych żołnierzy. 
Bardzo dobrze się stało, iż te wspomnienia zostały wznowione. Wszak dotychczas tematyka V Dywizji Syberyjskiej traktowana była wyjątkowo po macoszemu, wręcz o tej jednostce zapominano. A szkoda, bo to fragment naszej historii, może nie tak chlubnej, jak chłopcy spod Monte Cassino, ale także ważnej.
Zachęcam do lektury tej pozycji, oraz innych wydanych przez Ośrodek KARTA:Egzekutor
Rosja w łagrze.

wtorek, 4 lutego 2014

Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji

Wydawnictwo Literackie, Oprawa twarda, 631 s., Moja ocena 6-/6
Podczytywałam, podczytywałam od blisko 3 tygodni i właśnie skończyłam. Książka ukaże się w księgarniach za kilka dni, ale już teraz gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią. Jest to ze wszech miar pozycja wyjątkowa. Skazani… opowiadają historię wywłaszczenia i wyniszczenia rosyjskiej arystokracji w okresie pomiędzy rewolucją 1917 roku i II wojną światową, a w zasadzie początkiem lat 30. XX wieku, gdy zaczęły się stalinowskie czystki i represje. Żeby być dokładniejszym warto zaznaczyć, iż autor swoją opowieść rozpoczyna w okresie (jak sam to określił) "przed potopem", czyli w 1900 roku. Prezentuje w ten sposób zarówno wady, jak i zalety ówczesnego świata. W dalszej części książki udało mu się w doskonały sposób z jednej strony ukazać świat, który z założenia miał zniknąć wraz z początkiem nowego porządku, którym miała być rewolucja październikowa, a z drugiej, to co w tym nowym "ładzie" nastąpiło. Rewolucja mimo, iż jak uważał Lenin miała być (i była) bolesna, acz niezbędna dla wprowadzenia zmian, ukazała, że rosyjska arystokracja nie jest takim bezwolnym, nieprzydatnym pasożytem jak o niej sądzono. Owszem, pozbawiona dóbr, korzeni, częstokroć części rodziny przeżyła szok, ale ocalała i potrafiła dostosować się do nowych warunków. Smith w wyjątkowo pasjonujący sposób opisuje grabieże arystokratycznych posiadłości, palenie dworów i pałaców, mordy dokonywane przez ludzi, którzy działali na zasadzie okrutnej, bezmyślnej watahy. W trakcie lektury miałam nieodparte wrażenie, że otumaniona czy to obietnicami, ułudami,czy czymkolwiek innym, podatna na sugestie masa ludzka jest gorsza od broni masowego rażenia. Opisy głupoty, bezwzględności, okrucieństwa tych ludzi są niesamowite. Obojętnie, co bym tutaj nie napisała, nie odda to nawet w przybliżeniu tego co czułam w trakcie lektury. Ale to jedna część książki. Druga część, to przetrwanie i przystosowanie się tych, którzy ocaleli do nowych warunków, co wierzcie mi nie było łatwe. Jednak ta część rosyjskiej arystokracji, która ocalała z pogromu, starała się żyć dalej i cieszyć z życia, ot tak po prostu. Wielu z nich dopiero po tragedii, jaką przeżyli, potrafiło docenić, jaką radość dają najprostsze, codzienne sprawy.
Smith bazując na wspomnieniach, listach, opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, opowiada nam historię, która wciąga od 1. strony. Co istotne, mimo z pozoru trudnej tematyki, książka pełna jest licznych nawiązań i anegdot, które sprawiają, iż czyta się ją jednym tchem, niczym najlepszą powieść, tyle, że opartą na tragicznych faktach. Mimo lekkiego pióra, którym posługuje się historyk, nie brak w książce gorzkich refleksji, które dobitnie ukazują, czym był "nowy porządek", który doprowadził do przemiany Rosji w państwo kołchozów i wyniszczenia jednej z najbardziej twórczych grup społecznych w dziejach Rosji.
Drobny minus daję za skomasowanie przypisów na końcu książki. Poza tym jest to pozycja doskonała, ukazująca rosyjskie przemiany z punktu widzenia arystokratów, a nie jak dotychczas to bywało chłopów i rewolucjonistów. 
Za Normanem Davisem powtórzę:To bardzo inspirujące móc spojrzeć na rewolucję październikową oczyma wybitnych postaci, które znalazły się wśród jej licznych ofiar.
Douglas Smith to znawca historii Rosji, wykładowca uniwersytecki, dyplomata, tłumacz. Stopień doktora nauk historycznych uzyskał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Pracował w Radiu Wolna Europa w Monachium jako znawca Związku Radzieckiego (specjalizował się w zagadnieniu nacjonalizmu rosyjskiego). Był osobistym tłumaczem Ronalda Reagana.  www.douglassmith.info

Trzynasty dzień tygodnia - Ryszard Ćwirlej

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka miękka, 432 s., Moja ocena 5,5/6
Kolejny doskonały, pełen humory kryminał rodem z PRL-u, który autorowi wyszedł wybornie. Wydawnictwo zastosowało dziwną kolejność, ponieważ niniejszy tom przygód dzielnych milicjantów jest 1. tomem serii. Ważna jest jednak zawartość tego tomu, a ta jest mistrzowska:)
Akcja powieści rozpoczyna się w nocy z 12 na 13 grudnia pamiętnego roku 1981. Wiadomo, co się wtedy stało, wiadomo, co pewien generał ogłosił i jakie były tego reperkusje. Czołgi na ulicach, koksowniki, internowania, ucieczki, przerywane rozmowy telefoniczne, to wszystko mały pikuś w porównaniu z tym co wydarzyło się w dwóch poznańskich mieszkaniach. Otóż w dwóch zupełnie nie powiązanych ze sobą (na pozór jak się okaże) mieszkaniach milicja znajduje zwłoki dwóch męźczyzn.Zdarza się, niby smutne, ale zdarza się. Jednak okoliczności, jakie temu towarzyszą już nie są takie sobie zwyczajne. każda z ofiar ginie w ten sam sposób, w każdym mieszkaniu odkryte są banderole po kilkudziesięciu tysiącach niemieckich marek. Wyobrażacie sobie, jakie w 1981 roku było to bogactwo?! Dodatkowo w chwili morderstwa przed każdym z domostw, czujni obywatele widzieli...nyskę MO i funkcjonariuszy MO. W sumie, mundury można ukraść, ale nyskę w 1981 roku, gdy samochodów było jak na lekarstwo?!
Dzielni dochodzeniowcy z miejscowej jednostki MO ruszają do akcji. No i się zaczyna. Porucznik Alfred Marcinkowski, człowiek myślący (jak na ówczesnego milicjanta) rozpoczyna śledztwo, które jest osią książki, ale nie tylko ono. Ćwirlej w doskonały sposób ukazuje z jednej strony opozycjonistów walczących o naszą, waszą i Bóg wie czyją jeszcze wolność, a z drugiej strony milicjantów, z których większość to ludzie bez polotu, bezmyślnie wykonujący durne rozkazy. Ci z funkcjonariuszy MO, którzy są na odrobinę wyższym stopniu rozwoju intelektualnego, w głupocie jaka wtedy zapanowała, sami zaczynają się zastanawiać, co jest normalne.
Co istotne, w książce mimo pamiętnego dnia, gdy akcja się rozpoczyna, brak politykowania, brak zbędnego patosu, wywlekania brudów etc. Jest za to humor, celne oko oraz doskonałe pióro i wyborna powieść. Nie brak także obok humoru momentów smutnych, jak np. scena tortur przy pomocy...gumowej pałki z metalowym zakończeniem. Łaaał...
Genialnie oddane ówczesne klimaty - strach, kolejki, mróz, niepewność czy to ruskie, czy nasze..., buta i często głupota tych z MO i SB, wszechobecna wóda etc. 
I te dialogi:), jakże prawdziwe...
No, ale jeśli się rozchodzi o gorzołę, to najlepszy jest kielonek z rana. Co, chlapniemy po maluchu? - Teofil mrugnął porozumiewawczo do kaprala.
- A co tam, panie chorąży, jak dzień zaczynać, to z fasonem, nie? (...) Po małym można, ale więcej nie da rady, bo jeżdżę dzisiaj.
- Łe tam - rzekł i zaśmiał się stary funkcjonariusz. - No i co z tego, że pan jeździsz? A kto was zatrzyma, kapralu? Milicja? Przecież my jesteśmy milicja, nie?
Zachęcam do lektury wszystkich kryminałów autorstwa Ryszarda Ćwirleja i czekam na kolejne.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Nowy drapieżnik - Zbigniew Zborowski

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka miękka, 488 s., Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża. Ja książkę i owszem zaczęłam czytać kilkanaście dni temu. Zachęcona doskonałymi recenzjami, jakie pozycja ta zbiera w blogosferze byłam zaskoczona. Nowy drapieżnik wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Część książki jest zbyt ostra, zbyt wulgarna jak dla mnie. Rozumiem, iż taki był zamiar autora - dostosować dialogi mafijne, przestępcze do realiów, ale mimo wszystko nie odpowiada mi to. Przeczytałam mniej więcej 1/4 i dałam sobie spokój. Lekturę rozpoczął natomiast mój mąż. Debiutancka powieść Zbigniewa Zborowskiego nie wprawiła go w zachwyt, ale spodobała mu się z pewnością bardziej niż mnie. Te kilka słów, które poniżej napiszę będzie od mojego małżonka.
Główny bohater, Maciek od lat przykuty jest do łóżka. Cierpi na chorobę, która prowadzi go do nieuchronnej śmierci. Jego otoczenie to 4 ściany, ojciec cierpiący nie wiadomo czy przez własną, czy Maćka chorobę i matka urabiająca sobie ręce żeby było i na opiekę dla syna i na dom i na jedzenie, bo na męża z różnych przyczyn  liczyć nie może. Pewnego dnia w mieszkaniu chorego chłopca ma miejsce wydarzenie, którego nikt nie potrafi zrozumieć, ani racjonalnie wytłumaczyć. Tak było kilkanaście lat temu.
Bo obecnie ten sam Maciek, który zgodnie ze stanem wiedzy współczesnej medycyny, powinien już dawno nie żyć, jest wysportowanym, aktywnym życiowo, zarabiającym ogromne sumy pieniędzy męźczyzną. Ten sam Maciek jest także człowiekiem niezwykle niebezpiecznym, który może wszystko, dosłownie i w przenośni. Jak to się stało? Czy miał miejsce jakiś cud?
Pewnego dnia w Warszawie rozpoczyna się dosłownie rzeź członków mafii. Zaczynają oni ginąć jeden po drugim. Kto za tym stoi? Czy Iza, młoda, niezwykle ambitna dziennikarka odkryje prawdę? Czy chory nastolatek stał się faktycznie bestią?
Trudno jednoznacznie zaklasyfikować tę książkę. Najwłaściwszym będzie określenie kryminało-thrillero-horror. Ot taka mieszanka gatunków literackich. Pomysł na fabułę, od którego wyszedł Zborowski jest ciekawy i opiera się na tezach całkiem sporej grupy naukowców uważających, iż ewolucja człowieka jeszcze się nie zakończyła.Czy rzeczywiście jej dalszym ogniwem może być ktoś pokroju Maćka? Trzeba autorowi przyznać, iż wysnuł całkiem ciekawe i momentami odważne teorie. Każda z nich jest jednak poparta sensownymi hipotezami naukowymi. 
Cennym jest wyraziste ukazanie różnych środowisk i różnorodność bohaterów oraz ich stylu wysławiania. Język każdego z bohaterów jest świetnie dopasowany do jego roli, gangsterzy wysławiają się jak gangsterzy, a nie pensjonarki etc. 
Nowego drapieżnika czyta się dobrze, szybko. Jest to lektura wciągająca i jak na debiut bardzo dobra. Jeżeli szukacie innej, niebanalnej, doskonale dopracowanej powieści, która nie mieści się w ramach jednego gatunku, gorąco polecam Nowego drapieżnika. 

niedziela, 2 lutego 2014

Tytan. Życie Johna D. Rockefellera

Wydawnictwo Magnum, Okładka miękka, 216 s., Ocena 5,5/6
Książkę najpierw przeczytał mąż. Przyznam się, iż osoba Johna D. Rockefellera średnio mnie interesowała i lektury książki raczej nie miałam w planach. Mąż jednak namawiał, twierdził, że Tytan... przypadnie mi do gustu, więc dałam się skusić. I nie żałuję. Jest to książka, którą przeczytałam błyskawicznie Faktem jest, iż część książki stanowią fotografie głównego bohatera i jego rodziny, a książka sama w  sobie nie jest gruba. Lecz ta część, która zostaje do lektury jest doskonale napisana i dopracowana w każdym calu.
Bohater to John Davison Rockefeller. Był i jest jednym z najbardziej znanych ludzi świata, a jego nazwisko od lat kojarzone jest z niewyobrażalnym bogactwem. Nic dziwnego. Ten  przedsiębiorca, filantrop uważany jest od dawna za najbogatszego człowieka w historii. Majątek, jaki posiadał w momencie śmierci szacuje się obecnie na...bagatela..  663.4 miliardów dolarów. Kwota wprost niewyobrażalna dla przeciętnego człowieka. Jak to się stało, iż będąc jednym z sześciorga dzieci mniej niż przeciętnie zamożnych ludzi doszedł do takiego bogactwa? O tym właśnie opowiada niniejsza książka. 
Mimo, iż biografii (mniej lub bardziej rzetelnych) Johna D. Rockefellera na przestrzeni lat ukazało się wiele, ta jest pierwszą tak dokładną i dopracowaną merytorycznie. Obraz miliardera, jaki nam prezentuje Chernow jest chyba najpełniejszym, jaki dotychczas się ukazał. Tworzenie niniejszej książki było o tyle trudne, że jak pisze we wstępie sam autor, Rockefeller miał wręcz obsesję prywatności. Rekonstrukcja jego życia przypominała układanie puzzli składających się z kilku tysięcy fragmentów. W celu zebrania jak największej ilości materiału i poznania osoby Rockefellera, Chernow spędził mnóstwo czasu w Rockefeller Archive Center w Sleepy Hollow w stanie Nowy Jork. Tam znajdują się niezliczone ilości dokumentów rodziny potentata, przez których dużą część musiał się wręcz przebić wyłapując to co najciekawsze, co powinno znależć się w książce. Zapoznał się m.in. z  ogromną ilością wywiadów, które w latach 1917-20 z miliarderem przeprowadził znany dziennikarz nowojorski, William O. Inglis. Zgłębił także liczne dokumenty przodków miliardera. Jak sam Chernow twierdzi, zapoznając się z ponad 2000 stron zapisków był niezmiernie zaskoczony tym Rockefellerem, jakiego strona po stronie poznawał. Rockefeller ogólnie uznawany za sztywnego, nadętego, pustego i małomównego człowieka, a także największego łajdaka w interesach okazał się kimś zupełnie innym. Kim? Tego dowiecie się w trakcie lektury niniejszej książki. Do czego gorąco zachęcam. 
Na pewno nie jest to zwykła biografia. Nie jest to także opowieść o biznesmenie, który z syna złodzieja i oszusta stał się najbogatszym człowiekiem wszechczasów, ikoną niewyobrażalnego wręcz bogactwa, o którym co tu ukrywać, marzy chyba każdy. Ta książka to coś więcej. To opowieść o geniuszu, który miał wizję i na przekór wielu osobom nie bał się jej urzeczywistnić, sięgnąć po z pozoru nieosiągalne. To książka o tym, że jak się chce, to można bardzo wiele osiągnąć. Fakt, Rockefeller trafił na odpowiedni czas i odpowiednią koniunkturę, ale opowieść Chernowa udowadnia, że warto, ba należy próbować i walczyć. 
Chernow zabiera nas w podróż do początku światowego kapitalizmu, ukazuje wpływ Rockefellera na zmiany amerykańskiego życia, które miały miejsce po zakończeniu wojny secesyjnej.  
Rockefeller był przedsiębiorcą, wizjonerem, naukowcem, hojnym donatorem. Jego wkład w każdą z możliwych dziedzin ludzkiego życia jest nie do przecenienia. Po lekturze książki mam wrażenie, iż John D. Rockefeller nadal jest niedoceniany, a na pewno nieznany, jako człowiek od strony prywatnej, rodzinnej. Mam nadzieję, iż niniejsza książka chociaż w pewnym stopniu to zmieni. Osoba jej bohatera całkowicie mnie zaskoczyła. Co jestem pewna, będzie także waszym udziałem, jeżeli tylko sięgniecie po książkę, którą czyta się jednym tchem.

sobota, 1 lutego 2014

Grecka mozaika - Hanna Cygler

Wydawnictwo Rebis, 342 s., Ocena 4/6
Od razu zaznaczę, iż Hannę Cygler bardzo lubię i cenię jako pisarkę, jej styl pisania bardzo mi odpowiada, a każdą kolejna książkę czytam z prawie zapartym tchem. Grecką mozaiką pisarka po raz kolejny udowodniła, że tworzy książki, które czyta się w tempie błyskawicznym, które wciągają od pierwszej strony. Mnie lektura książki zajęła wczorajszy dzień,wieczór, i dzisiejszy poranek w aucie.
Jest jednak jedno zasadnicze ale... Tym razem mam wrażenie, że zagadnienie imigracji greckiej do Polski, autorka potraktowała po macoszemu, powiedzmy po łebkach. Wszak diaspora grecka, która przybyła do Polski po II wojnie światowej to nie tylko kłótnie i powiedzmy kiszenie się we własnym sosie, a święta to nie tylko Pascha (Wielkanoc) i pieczenie barana oraz stukanie się czerwonymi jajkami. To dużo więcej, coś czego zdecydowanie mi w książce brakuje, a co znam np. z opowieści mojej teściowej. Podobnie ma się sprawa z uprowadzaniem małych dzieci do niewoli i tworzeniem tzw. korpusów janczarów. O tym autorka tylko zdawkowo wspomina, a moim zdaniem warto by więcej opowiedzieć, było to bowiem wyjątkowo tragiczne pasmo wydarzeń w dziejach Grecji. Owszem, nie oczekiwałam, iż Grecka mozaika będzie rozprawką socjologiczno-kulturowo-historyczną, ale...
Poza tym zarzutem, absolutnie nie mam nic przeciwko najnowszej książce Hanny Cygler. Czytałam ją, gdy za oknem paskudna pogoda, przy szklaneczce Metaxy (od razu tak grecko się zrobiło) i bardzo miło spędziłam czas. Razem z Jannisem Kassalisem i jego rodziną podróżowałam poprzez Europę i ponad pół wieku historii. Niezwykle ciekawie ukazane jest życie w PRL-u, który ja pamiętam tylko z jego schyłkowej fazy. A ogromnym plusem dla mnie, osoby mało znającej Kraków, jest opis i topografia tego miasta.
Książka jest dobrze napisana, autorka sprawnie operuje wydarzeniami terażniejszymi i tymi sprzed lat splatając je w spójną, fascynującą całość. Mimo, iż w wielu miejscach byłam w stanie przewidzieć bieg wydarzeń, od lektury książki i tak nie mogłam się oderwać. Autorka ponownie zręcznie, ot tak mimochodem ukazuje nam jak to w życiu niczego nie można być pewnym, jak jedno słowo, jeden krok mogą zmienić bieg wydarzeń i jak przeszłość wraca po wielu, wielu latach, choćbyśmy nie wiem jak chcieli o niej zapomnieć.
I trzeba Hannie Cygler przyznać, iż tytuł książki jest niezwykle trafny. Historie, jakie autorka opowiada mimo, iż dotyczą jednej osoby, układają się w wielobarwną mozaikę z wszechobecną Grecją w tle.
Mimo drobnego niedociągnięcia, o którym wspomniałam na samym początku (a które większości osób może nie przeszkadzać), gorąco zachęcam do lektury Greckiej mozaiki. To wciągająca lektura nie tylko na zimowe dni i wieczory.

Ferie!!!!

Moje dzieci mają tydzień ferii. Wybywamy więc wszyscy. Moi panowie będą jeździć na nartach, a ja jako osoba nie lubiąca sportów zimowych - pławić się w podgrzewanym basenie i czytać, czytać, czytać...:) Za oknem planujemy mieć mniej więcej takie widoki jak na obrazku.
A jak są wasze plany weekendowe?
Wyjeżdżacie gdzieś zimą, czy urlop i wyjazdy zostawiacie na letnią porę?
Udanego weekendu wam życzę, a nam bezpiecznej drogi, wyruszyliśmy w drogę dziś o świcie:)