Wydawnictwo Imprint/Dom Wydawniczy PWN, Moja ocena 4,5/6
Tytułowa Rose Strickland to panienka z dobrego, bogatego domu, która zbuntowała się, gdy rodzice nie pozwolili jej studiować takiego kierunku, jaki sama sobie wybrała. Wyprowadziła się wtedy z domu i od kilku lat utrzymuje się sama łącząc studia z pracą kelnerki w kafejce wydającej tylko śniadania.
Ponieważ jest dziewczyną pogodną, inteligentną, miłą, posiada wielu znajomych. Jednym z nich jest kolega jeszcze ze szkoły, całkowicie zakręcony i oderwany od rzeczywistości wielbiciel komiksów i swoisty geniusz komputerowy Axton Graystone. Pewnego dnia zostawia on u Rose na kilka dni plecak z przykazaniem, żeby pilnowała go jak oka w głowie, nie chce nic powiedzieć i znika. Jest to o tyle dziwne, iż Axton nie znikał nigdy, a dodatkowo nigdzie też bez owego plecaka nie ruszał się. Axton nie daje znaku życia, a Rose zaczyna nachodzić tajemniczy męźczyzna w ciemnym garniturze.Zaczynają także jej się przydarzać dziwne zdarzenia. Sprawa staje się coraz bardziej dziwna i wymaga szybkiego rozwiązania, w czym oczywiście swój udział ma Rose wraz z pozostałymi przyjaciółmi. Śledztwo Rose dot. zniknięcia Axtona, jest kwintesencją niniejszej książki.
Caffe criminale, to pogodna, lekka wciągająca książka, którą czyta się błyskawicznie. W pewnym stopniu można ją porównać do serii książek Janet Evanovich ze "Śliwką" w roli głównej, ale tylko częściowo. Przygody Rose są nie ukrywam momentami bardzo hmm..nietypowe i niezmiernie zabawne. Bohaterowie są niezwykle barwni, niesamowicie plastycznie odmalowani przez autorkę, a dodatkowo są tak unikalni i różnorodni, iż sami w sobie są atutem książki.
Chociaż jest to powieść kryminalna, to jednak nie oczekujcie jakiegoś super wyrafinowanego i mrożącego krew w żyłach śledztwa. Owszem dochodzenie mamy i to momentami ciekawe, ale nie na nim skupia się opowieść. Kwintesencją książki są - Rose i jej przyjaciele oraz ich zwariowane przygody.
Caffe criminale polecam osobom szukającym lekkiej, zabawnej, wciągającej lektury, takiej, którą czyta się z uśmiechem na ustach w tempie iście błyskawicznym.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
poniedziałek, 8 września 2014
niedziela, 7 września 2014
Jechałam dzisiaj taką windą, piękną, magiczną prawie...
Bohaterki powstańczej Warszawy
Wydawnictwo Muza, Moja ocena 6/6
Powoli czytałam tę książkę, we fragmentach, dopiero teraz skończyłam. Przede wszystkim dlatego, iż jest ona strasznie trudna, wyczerpująca emocjonalnie.
Książka ta doskonale dopasowała się do tegorocznej okrągłej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Ukazuje także powstanie z innej strony, nie wiem czy nie jednej z najboleśniejszych.
01 sierpnia 1944 roku w Warszawie było ok. 0,5 miliona kobiet. Wachowicz zbierając materiały musiała dokonać trudnego wyboru, wszak losów wszystkich pań nie dałoby się opisać. Opowiada wobec tego o losach 19 wybranych kobiet, prawdziwych bohaterek i to przez duże B. Nie wiem, jakim cudem te kobiety, dziewczyny dokonały tego, co opisuje autorka. Śmiało mogę twierdzić, iż kobiety walczące i często oddające życie za stolicę – łączniczki, sanitariuszki, kucharki, zwykłe kobiety, były niejednokrotnie dzielniejsze niż mężczyźni. Wiele z nich zginęło, ale wiele przeżyło. Nie wyobrażam sobie jak wiele z nich potrafiło dalej w miarę normalnie żyć, np. matka, która w powstaniu straciła wszystkich synów. Nie wyobrażam sobie, jak po czymś takim można żyć i nie zwariować. Ale to nie tylko książka o kobietach, walce, cierpieniu, śmierci. To także, a może przede wszystkim opowieść o ludzkiej solidarności, o dzieleniu się wszystkim, o wspólnym celu. Tak się wielokrotnie zastanawiałam, czy obecnie będąc narodem, jakim jesteśmy, nie ukrywajmy w dużej części małostkowym, kłótliwym, czy potrafilibyśmy tak się zjednoczyć, tak dzielić wszystkim?! Szczerze, wątpię.
Opowiadając o swoich bohaterkach Wachowicz śledzi ich losy z okresu szerszego niż tylko 63 dni Powstania Warszawskiego. Poznajemy ich marzenia, przyjaciół, rodzinę, ulubione miejsca. Nie jest to wiec tylko sucha opowieść o kobietach walczących w powstańczej stolicy, ale także opowieść nasycona ludźmi, ich życiem, uczuciami, marzeniami.
Ogromna zaletą książki oprócz ogromu uczuć, jaki w sobie zawiera, jest doskonałe przygotowanie i opracowanie od strony merytorycznej, wspaniałe wydanie oraz bardzo duża ilość fotografii ukazujących bohaterki Wachowicz z różnych etapów ich życia. Te zdjęcia czynią lekturę jeszcze bardziej ludzką, namacalną, a przez to nie ukrywam przynajmniej dla mnie trudniejszą pod względem uczuciowym.
Książka podzielona jest bardzo dobrze, na dwie części. W pierwszej części autorka opowiada o kobietach, które nie miały szczęścia i zginęły w trakcie powstańczej walki. Tu każda śmierć, losy każdej kobiety były poruszające. Jednak najbardziej wstrząsnęła mną historia 13-letniej Haneczki, która zginęła podczas walk. W drugiej części śledzimy losy tych, które przeżyły. Są wśród nich postacie znane, np. Alina Janowska, Danuta Szaflarska.
Jedyną kobieta poza w/w kategoriami jest matka Janka Rudego z Kamieni na szaniec– Zdzisława Bytnarowa.
Więcej nic już nie napiszę. Ogromu uczuć, jakie kłębią się we mnie po zakończeniu lektury i tak nie da się opisać. Nic nie odda także znaczenia tej książki.
Nie bez kozery te słowa Aleksandra Kamińskiego są mottem książki:
Powoli czytałam tę książkę, we fragmentach, dopiero teraz skończyłam. Przede wszystkim dlatego, iż jest ona strasznie trudna, wyczerpująca emocjonalnie.
Książka ta doskonale dopasowała się do tegorocznej okrągłej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Ukazuje także powstanie z innej strony, nie wiem czy nie jednej z najboleśniejszych.
01 sierpnia 1944 roku w Warszawie było ok. 0,5 miliona kobiet. Wachowicz zbierając materiały musiała dokonać trudnego wyboru, wszak losów wszystkich pań nie dałoby się opisać. Opowiada wobec tego o losach 19 wybranych kobiet, prawdziwych bohaterek i to przez duże B. Nie wiem, jakim cudem te kobiety, dziewczyny dokonały tego, co opisuje autorka. Śmiało mogę twierdzić, iż kobiety walczące i często oddające życie za stolicę – łączniczki, sanitariuszki, kucharki, zwykłe kobiety, były niejednokrotnie dzielniejsze niż mężczyźni. Wiele z nich zginęło, ale wiele przeżyło. Nie wyobrażam sobie jak wiele z nich potrafiło dalej w miarę normalnie żyć, np. matka, która w powstaniu straciła wszystkich synów. Nie wyobrażam sobie, jak po czymś takim można żyć i nie zwariować. Ale to nie tylko książka o kobietach, walce, cierpieniu, śmierci. To także, a może przede wszystkim opowieść o ludzkiej solidarności, o dzieleniu się wszystkim, o wspólnym celu. Tak się wielokrotnie zastanawiałam, czy obecnie będąc narodem, jakim jesteśmy, nie ukrywajmy w dużej części małostkowym, kłótliwym, czy potrafilibyśmy tak się zjednoczyć, tak dzielić wszystkim?! Szczerze, wątpię.
Opowiadając o swoich bohaterkach Wachowicz śledzi ich losy z okresu szerszego niż tylko 63 dni Powstania Warszawskiego. Poznajemy ich marzenia, przyjaciół, rodzinę, ulubione miejsca. Nie jest to wiec tylko sucha opowieść o kobietach walczących w powstańczej stolicy, ale także opowieść nasycona ludźmi, ich życiem, uczuciami, marzeniami.
Ogromna zaletą książki oprócz ogromu uczuć, jaki w sobie zawiera, jest doskonałe przygotowanie i opracowanie od strony merytorycznej, wspaniałe wydanie oraz bardzo duża ilość fotografii ukazujących bohaterki Wachowicz z różnych etapów ich życia. Te zdjęcia czynią lekturę jeszcze bardziej ludzką, namacalną, a przez to nie ukrywam przynajmniej dla mnie trudniejszą pod względem uczuciowym.
Książka podzielona jest bardzo dobrze, na dwie części. W pierwszej części autorka opowiada o kobietach, które nie miały szczęścia i zginęły w trakcie powstańczej walki. Tu każda śmierć, losy każdej kobiety były poruszające. Jednak najbardziej wstrząsnęła mną historia 13-letniej Haneczki, która zginęła podczas walk. W drugiej części śledzimy losy tych, które przeżyły. Są wśród nich postacie znane, np. Alina Janowska, Danuta Szaflarska.
Jedyną kobieta poza w/w kategoriami jest matka Janka Rudego z Kamieni na szaniec– Zdzisława Bytnarowa.
Więcej nic już nie napiszę. Ogromu uczuć, jakie kłębią się we mnie po zakończeniu lektury i tak nie da się opisać. Nic nie odda także znaczenia tej książki.
Nie bez kozery te słowa Aleksandra Kamińskiego są mottem książki:
Tamte dziewczęta stały się chlubą naszej historii. Dowiodły niezwykłej
mocy ducha, twardej woli obowiązku, nieustępliwego poczucia
odpowiedzialności.
Gorąco zachęcam do lektury. Bez wątpienia poruszy ona każdego i uświadomi jakie mamy szczęście żyjąc tak jak żyjemy w czasach i miejscu tu i teraz. Nie doceniamy często tego co mamy, nie uświadamiamy sobie tego, że nic nie jest nam dane na zawsze, że wystarczy moment, żeby wszystko stracić.
sobota, 6 września 2014
Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
Wydawnictwo czarne, Moja ocena 4,5/6
Co tak naprawdę wiedziałam (w momencie rozpoczęcia lektury) o Spitsbergenie? Chyba to, że to największa wyspa Norwegii znajdująca się gdzieś hen na Morzu Arktycznym i jest tam przerażliwie zimno.
Po zakończeniu lektury wiem dużo więcej. Nie jest to jednak wiedza podręcznikowa. Takich sztampowych informacji w książce Ilony Wiśniewskiej praktycznie nie ma. Co zatem mamy? Przede wszystkim wspaniale ukazane życie na wyspie widziane oczyma tak wielu i tak różnorodnych ludzi, że nic dziwnego, iż w końcowym rozrachunku Spitsbergen nas kusi, oczarowuje, momentami zdumiewa, a nawet zachwyca. Bohaterowie książki to osoby w różnym wieku, różnej płci, z różnych kultur i stron świata, a nawet z różnych ustrojów politycznych.Różne są także powody dla których każda z osób przybyła na wyspę. Niektórzy przylecieli (przypłynęli) za pracą, w celu przeprowadzenia badań (jak wielu opisanych naukowców), inni żeby coś znaleźć lub zgubić. Ile osób, tyle historii. Najbardziej kuriozalne są opisy byłych badaczy z ZSRR, którzy w bazie na wyspie mieli raj o jakim ich rodacy mogli marzyć.
Książka ta to opowieść o wyspie, ale przede wszystkim o ludziach, którzy na niej żyją i ją tworzą. Czytamy o ich sukcesach, smutkach, tragediach, drobinkach szczęścia, o tym jak im się układało w życiu przed przybyciem na Spitsbergen i jak jest w trakcie pobytu.
Bardzo ciekawie opisane są kontakty ludzi przebywających na wyspie miejscową fauną i florą.
Sporo historii to zabawne anegdoty, ciekawostki, jak np. ta - dlaczego na Spitsbergenie nie ma kotów?!:) Tego nie zdradzę. Zachęcam do znalezienia odpowiedzi w trakcie lektury książki. Czytamy także o odczuciach poszczególnych osób w trakcie nocy polarnej, o Globalnym Banku Nasion, w którym przechowywanych jest w temperaturze - 18 stopni gatunków bezcennych w tym miejscu nasion.
Ilona Wiśniewska na Spitsbergen przyleciała w 2009 roku, mieszka tam na stałe od 2010 roku. Pobyt w tym miejscu wykorzystuje moim zdaniem w pełni chłonąc otoczenie, zbierając materiał do niniejszej książki, która jest kolażem ludzkich historii nierozerwalnie związanych z ta niezwykłą wyspą.
Co tak naprawdę wiedziałam (w momencie rozpoczęcia lektury) o Spitsbergenie? Chyba to, że to największa wyspa Norwegii znajdująca się gdzieś hen na Morzu Arktycznym i jest tam przerażliwie zimno.
Po zakończeniu lektury wiem dużo więcej. Nie jest to jednak wiedza podręcznikowa. Takich sztampowych informacji w książce Ilony Wiśniewskiej praktycznie nie ma. Co zatem mamy? Przede wszystkim wspaniale ukazane życie na wyspie widziane oczyma tak wielu i tak różnorodnych ludzi, że nic dziwnego, iż w końcowym rozrachunku Spitsbergen nas kusi, oczarowuje, momentami zdumiewa, a nawet zachwyca. Bohaterowie książki to osoby w różnym wieku, różnej płci, z różnych kultur i stron świata, a nawet z różnych ustrojów politycznych.Różne są także powody dla których każda z osób przybyła na wyspę. Niektórzy przylecieli (przypłynęli) za pracą, w celu przeprowadzenia badań (jak wielu opisanych naukowców), inni żeby coś znaleźć lub zgubić. Ile osób, tyle historii. Najbardziej kuriozalne są opisy byłych badaczy z ZSRR, którzy w bazie na wyspie mieli raj o jakim ich rodacy mogli marzyć.
Książka ta to opowieść o wyspie, ale przede wszystkim o ludziach, którzy na niej żyją i ją tworzą. Czytamy o ich sukcesach, smutkach, tragediach, drobinkach szczęścia, o tym jak im się układało w życiu przed przybyciem na Spitsbergen i jak jest w trakcie pobytu.
Bardzo ciekawie opisane są kontakty ludzi przebywających na wyspie miejscową fauną i florą.
Sporo historii to zabawne anegdoty, ciekawostki, jak np. ta - dlaczego na Spitsbergenie nie ma kotów?!:) Tego nie zdradzę. Zachęcam do znalezienia odpowiedzi w trakcie lektury książki. Czytamy także o odczuciach poszczególnych osób w trakcie nocy polarnej, o Globalnym Banku Nasion, w którym przechowywanych jest w temperaturze - 18 stopni gatunków bezcennych w tym miejscu nasion.
Ilona Wiśniewska na Spitsbergen przyleciała w 2009 roku, mieszka tam na stałe od 2010 roku. Pobyt w tym miejscu wykorzystuje moim zdaniem w pełni chłonąc otoczenie, zbierając materiał do niniejszej książki, która jest kolażem ludzkich historii nierozerwalnie związanych z ta niezwykłą wyspą.
Białe to opowieść o niezwykłym miejscu, gdzie (...)latem jest jasno i zimno, a zimą
ciemno i bardzo zimno, ludzi dwa i pół tysiąca, a niedźwiedzi polarnych
pół tysiąca więcej, dróg raptem ze czterdzieści kilometrów i ani jednego
drzewka (...)
Zabrakło mi tylko jednego (za co daję minus) zdjęć. Tego typu miejsce, dla większości osób odległe i niedostępne niczym inna planeta, aż się prosi o pokazanie na kilku chociażby fotografiach.
piątek, 5 września 2014
Niebieskie ptaki PRL-u
Dom Wydawniczy PWN, Moja ocena 5/6
Książka ta prezentuje osoby, które w dobie PRL-u szaremu Kowalskiemu wydawały się niedoścignionymi, tymi, którym jako nielicznym dane było zaznać - sławy, bogactwa, a nade wszystko innego życia i wolności.
Autor prezentuje gwiazdy ekrany, estrady, najsłynniejszych, takich których słuchali, oglądali, czytali wszyscy. Na kartach książki spotkamy m.in. Marka Hłasko, Agnieszkę Osiecką, Piotra Skrzyneckiego, Jana Himilsbacha, Zdzisława Maklakiewicza, Bogumiła Kobielę, Leopolda Tyrmanda, aktorów teatrzyku Bim-Bom i wielu innych. Należeli oni do elity, ludzi barwnych, na pozór zawsze szczęśliwych, zadowolonych. Ale czy tacy byli naprawdę? Autor doskonale ukazuje plusy bycia niebieskim ptakiem w okresie PRL-u, ale i liczne minusy. W przypadku niektórych osób, tych ostatnich było niestety więcej. Kałużyński zastanawia się, jak im się żyło, co było w ich życiu na pokaz, a co było skrywane, co było prawdą, a co fikcją pod publiczkę. Sporo w książce jest rozważań o romansach bohaterów, które z nich były autentycznymi związkami, a które tylko chwilami zapomnienia. Dowiadujemy się także o licznych w tej grupie samobójstwach lub ich próbach i zastanawiamy się wraz z autorem co pchnęło konkretne osoby do takich czynów.
Z racji okresu, jakiego dotyczy książka, nie mogło w niej zabraknąć wzmianek o współpracy z SB. Zadziwiająco duża grupa osób była (dobrowolnie lub nie) agentami SB. Była to cena za sławę, za inne życie, za coś za czym tęskniły miliony.
Niebieskie ptaki PRL-u, to bardzo ciekawie napisana książka, pełna anegdot, ciekawych informacji, umiejętnie stawianych hipotez i zadawanych pytań. Czyta się ją szybko, lekko, wielokrotnie z wielkim zdziwieniem. Osobom, które mniej lub bardziej pamiętają czasy PRL-u niejednokrotnie w trakcie lektury zakręci się łza wzruszenia w oku. Wszak obecnie doskonale i z sentymentem wspomina się tamte czasy.
Jest to także pozycja bardzo dopracowana pod względem merytorycznym. Od razu rzuca się w oczy, iż autor musiał sobie zadać sporo trudu, żeby zgromadzić i zweryfikować wszystkie materiały i fakty.
Gorąco zachęcam do lektury.
Książka ta prezentuje osoby, które w dobie PRL-u szaremu Kowalskiemu wydawały się niedoścignionymi, tymi, którym jako nielicznym dane było zaznać - sławy, bogactwa, a nade wszystko innego życia i wolności.
Autor prezentuje gwiazdy ekrany, estrady, najsłynniejszych, takich których słuchali, oglądali, czytali wszyscy. Na kartach książki spotkamy m.in. Marka Hłasko, Agnieszkę Osiecką, Piotra Skrzyneckiego, Jana Himilsbacha, Zdzisława Maklakiewicza, Bogumiła Kobielę, Leopolda Tyrmanda, aktorów teatrzyku Bim-Bom i wielu innych. Należeli oni do elity, ludzi barwnych, na pozór zawsze szczęśliwych, zadowolonych. Ale czy tacy byli naprawdę? Autor doskonale ukazuje plusy bycia niebieskim ptakiem w okresie PRL-u, ale i liczne minusy. W przypadku niektórych osób, tych ostatnich było niestety więcej. Kałużyński zastanawia się, jak im się żyło, co było w ich życiu na pokaz, a co było skrywane, co było prawdą, a co fikcją pod publiczkę. Sporo w książce jest rozważań o romansach bohaterów, które z nich były autentycznymi związkami, a które tylko chwilami zapomnienia. Dowiadujemy się także o licznych w tej grupie samobójstwach lub ich próbach i zastanawiamy się wraz z autorem co pchnęło konkretne osoby do takich czynów.
Z racji okresu, jakiego dotyczy książka, nie mogło w niej zabraknąć wzmianek o współpracy z SB. Zadziwiająco duża grupa osób była (dobrowolnie lub nie) agentami SB. Była to cena za sławę, za inne życie, za coś za czym tęskniły miliony.
Niebieskie ptaki PRL-u, to bardzo ciekawie napisana książka, pełna anegdot, ciekawych informacji, umiejętnie stawianych hipotez i zadawanych pytań. Czyta się ją szybko, lekko, wielokrotnie z wielkim zdziwieniem. Osobom, które mniej lub bardziej pamiętają czasy PRL-u niejednokrotnie w trakcie lektury zakręci się łza wzruszenia w oku. Wszak obecnie doskonale i z sentymentem wspomina się tamte czasy.
Jest to także pozycja bardzo dopracowana pod względem merytorycznym. Od razu rzuca się w oczy, iż autor musiał sobie zadać sporo trudu, żeby zgromadzić i zweryfikować wszystkie materiały i fakty.
Gorąco zachęcam do lektury.
czwartek, 4 września 2014
Lalki - James Carol
Dom Wydawniczy PWN, Moja ocena 5/6
Doskonały thriller i kryminał w jednym rozpoczynający cykl książek, których bohaterem jest Jefferson Winter. Jeżeli kolejne tomy będą tak dobre i trzymające w napięciu będę zachwycona.
Winter, to były pracownik FBI, wybitnie uzdolniony, z niesamowicie wysoki IQ, obecnie zarabiający na życie jako tzw. wolny strzelec. Wykonuje prace profilera, a z jego usług korzysta zarówno FBI, jak i policja. Pracy ma coraz więcej. Wszak na świecie jest coraz więcej szaleńców i psychopatów, którzy mordują. Winter oprócz fachowych kwalifikacji i daru ma coś jeszcze co pozwala mu wczuć się niejako w sytuację ofiar ich rodzin oraz rodzin zbrodniarzy, sprawniej podążać śladami tych ostatnich. Co to jest? A fakt bycia synem psychopatycznego, seryjnego zabójcy. Tak, dobrze czytacie. Ojciec profilera został kilka lat temu skazany na śmierć za popełnienie serii wyjątkowo okrutnych zabójstw.
Akcja książki rozpoczyna się gdy za oknami jest sielsko, zimowo, a wszyscy zdawałoby się myślą o zbliżającym się Bożym Narodzeniu. Jednak są tacy, którzy mordują i to w wyjątkowo wyrafinowany i okrutny sposób. Winter dostaje zlecenie wytropienia człowieka, który porywa kobiety i wyrządza im tyle zła, że byłam zszokowana.
Autorowi udało się stworzyć doskonały thriller, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Niezwykle ciekawym zabiegiem jest przedstawienie akcji z dwóch stron. Tzn. śledzimy ją z punktu widzenia Wintera, czyli profilera oraz z punktu widzenia ściganego psychopaty. Mimo, iż śledzimy ruchy tego ostatniego, tak na prawdę nic o nim nie wiemy. W pewnym momencie wydawało mi się, iż już wszystko wiem. Jednak jednym sprytnym zabiegiem autorowi udało się mnie pozbawić złudzeń i ukazać w jak wielkim błędzie byłam.
Bardzo ciekawym jest ukazanie sposobu myślenia i tropienia zabójcy przez Wintera. To jak profiler kojarzy fakty, łączy ze sobą najdrobniejsze, zdawałoby się nie mające ze sobą nic wspólnego fragmenty, genialne.
Gorąco zachęcam do lektury. Lalki, to świetnie napisany, niezwykle inteligentny i trzymający w napięciu oraz dopracowany w każdym calu thrillero-kryminał.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Doskonały thriller i kryminał w jednym rozpoczynający cykl książek, których bohaterem jest Jefferson Winter. Jeżeli kolejne tomy będą tak dobre i trzymające w napięciu będę zachwycona.
Winter, to były pracownik FBI, wybitnie uzdolniony, z niesamowicie wysoki IQ, obecnie zarabiający na życie jako tzw. wolny strzelec. Wykonuje prace profilera, a z jego usług korzysta zarówno FBI, jak i policja. Pracy ma coraz więcej. Wszak na świecie jest coraz więcej szaleńców i psychopatów, którzy mordują. Winter oprócz fachowych kwalifikacji i daru ma coś jeszcze co pozwala mu wczuć się niejako w sytuację ofiar ich rodzin oraz rodzin zbrodniarzy, sprawniej podążać śladami tych ostatnich. Co to jest? A fakt bycia synem psychopatycznego, seryjnego zabójcy. Tak, dobrze czytacie. Ojciec profilera został kilka lat temu skazany na śmierć za popełnienie serii wyjątkowo okrutnych zabójstw.
Akcja książki rozpoczyna się gdy za oknami jest sielsko, zimowo, a wszyscy zdawałoby się myślą o zbliżającym się Bożym Narodzeniu. Jednak są tacy, którzy mordują i to w wyjątkowo wyrafinowany i okrutny sposób. Winter dostaje zlecenie wytropienia człowieka, który porywa kobiety i wyrządza im tyle zła, że byłam zszokowana.
Autorowi udało się stworzyć doskonały thriller, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Niezwykle ciekawym zabiegiem jest przedstawienie akcji z dwóch stron. Tzn. śledzimy ją z punktu widzenia Wintera, czyli profilera oraz z punktu widzenia ściganego psychopaty. Mimo, iż śledzimy ruchy tego ostatniego, tak na prawdę nic o nim nie wiemy. W pewnym momencie wydawało mi się, iż już wszystko wiem. Jednak jednym sprytnym zabiegiem autorowi udało się mnie pozbawić złudzeń i ukazać w jak wielkim błędzie byłam.
Bardzo ciekawym jest ukazanie sposobu myślenia i tropienia zabójcy przez Wintera. To jak profiler kojarzy fakty, łączy ze sobą najdrobniejsze, zdawałoby się nie mające ze sobą nic wspólnego fragmenty, genialne.
Gorąco zachęcam do lektury. Lalki, to świetnie napisany, niezwykle inteligentny i trzymający w napięciu oraz dopracowany w każdym calu thrillero-kryminał.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
środa, 3 września 2014
Amerykaana
Wydawnictwo Zysk i S-ka
To ta książka, o której jakiś czas temu wspominałam, że nie jestem w stanie przez nią przebrnąć. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. I tak zrobiłam. Choć trochę to trwało. Czytałam we fragmentach. Doczytałam Amerykaanę do końca, ale nadal nie wiem, czym wszyscy się zachwycają.
Początkowo akcja rozgrywa się w rządzonej przez dyktaturę Nigerii. Bohaterami jest dwoje nastolatków - Ifemela i Obinze, są parą, zakochani w sobie po uszy. Mimo, iż wychowani w dobrych, zamożnych rodzinach, postanawiają uciec z ojczyzny. Dla Ifemeli ziemią obiecaną jest USA, gdzie rozpoczyna studia. Można powiedzieć, że jej się udało, wyrwała się do jakby się zdawało raju. Ale czy na pewno? Niestety ukochany nie dostaje wizy, musi zostać w Nigerii. Mijają lata. Zarówno USA jak i Nigeria zmieniają się. W ich dawnej ojczyźnie pojawiają się szanse na nowe życie. Wykorzystuje je Obinze. Ifemela robi karierę w USA. Jak potoczy się dalej ich życie?
Przyznam wam się, że w sumie nie jestem tak na 100% pewna co mi w tej książce nie odpowiadało. Może ogólnie całokształt?! Treść o tyleż słodka, wzruszająca, co odrobinę łzawa i zbyt upolityczniona. Niby brak ostrych manifestów politycznych wprost, ale to się wyczuwa w trakcie lektury. Trochę mi to przypominało klepanie kogoś w ramię i zmuszanie do słuchania/oglądania poprawnej politycznie propagandy. Czytając historię wielkiej miłości Ifemeli i Obinze miałam wrażenie, jakby pod jej płaszczykiem autorka chciała przemycić zbyt wiele antyrasistowskich haseł, propagandy. Taka poprawność i pokazanie tego co jest złe, jakby na siłę. Mnie to akurat raziło, choć wiem, że większości czytelników historia miłosna i pomiędzy nią wpleciona kwestia rasizmu, ksenofobii w domniemanym raju na ziemi oraz ucieczki z ojczyzny bardzo się podoba.
Co mnie jeszcze raziło to zbyt drobiazgowe (w wielu miejscach) opisanie każdego kroku bohaterki od pobudki, do wieczornego położenia się do łóżka. Może gdyby książkę odchudzić o ok. 1/3 (albo więcej) byłoby lepiej.
Ciekawie natomiast ukazane jest takie swoiste rozdarcie kulturowe Ifemeli, która żyjąc w USA, mając białego narzeczonego, nie przestała być z Nigerii, nie przestała być obcą. Blog, który tworzy jest dla niej taką terapią, miejscem gdzie pisze o tym co ją spotkało, co czuje, jak jej się żyje. Ciekawym jest to jak zmienia się postrzeganie jej przez ludzi w momencie gdy ona sama mówi skąd jest, zmienia akcent, sposób bycia, staje się dawną Ifemeli.
Stylu pisarki nie uważam za wybitny. Dla mnie osobiście to książka może nie tyle zła, ale taka jakich wiele o treści jaką mogłoby stworzyć bez podobnego szumu wielu innych pisarzy. I tak się zastanawiam, czy gdyby autorem/autorką książki był ktoś o innym kolorze skóry czy pochodzeniu, czy równie mocno chwalono by Amerykaanę. Nie jestem do końca przekonana. Nie twierdzę, że książka jest zła. Jednak moim zdaniem daleko jej do świetności, jaką jej się przypisuje.
Mimo, iż mnie Amerykaana nie zachwyciła, gorąco zachęcam was do lektury. Być może wam akurat książka przypadnie do gustu, podobnie jak wielu, wielu czytelnikom poza mną.
To ta książka, o której jakiś czas temu wspominałam, że nie jestem w stanie przez nią przebrnąć. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. I tak zrobiłam. Choć trochę to trwało. Czytałam we fragmentach. Doczytałam Amerykaanę do końca, ale nadal nie wiem, czym wszyscy się zachwycają.
Początkowo akcja rozgrywa się w rządzonej przez dyktaturę Nigerii. Bohaterami jest dwoje nastolatków - Ifemela i Obinze, są parą, zakochani w sobie po uszy. Mimo, iż wychowani w dobrych, zamożnych rodzinach, postanawiają uciec z ojczyzny. Dla Ifemeli ziemią obiecaną jest USA, gdzie rozpoczyna studia. Można powiedzieć, że jej się udało, wyrwała się do jakby się zdawało raju. Ale czy na pewno? Niestety ukochany nie dostaje wizy, musi zostać w Nigerii. Mijają lata. Zarówno USA jak i Nigeria zmieniają się. W ich dawnej ojczyźnie pojawiają się szanse na nowe życie. Wykorzystuje je Obinze. Ifemela robi karierę w USA. Jak potoczy się dalej ich życie?
Przyznam wam się, że w sumie nie jestem tak na 100% pewna co mi w tej książce nie odpowiadało. Może ogólnie całokształt?! Treść o tyleż słodka, wzruszająca, co odrobinę łzawa i zbyt upolityczniona. Niby brak ostrych manifestów politycznych wprost, ale to się wyczuwa w trakcie lektury. Trochę mi to przypominało klepanie kogoś w ramię i zmuszanie do słuchania/oglądania poprawnej politycznie propagandy. Czytając historię wielkiej miłości Ifemeli i Obinze miałam wrażenie, jakby pod jej płaszczykiem autorka chciała przemycić zbyt wiele antyrasistowskich haseł, propagandy. Taka poprawność i pokazanie tego co jest złe, jakby na siłę. Mnie to akurat raziło, choć wiem, że większości czytelników historia miłosna i pomiędzy nią wpleciona kwestia rasizmu, ksenofobii w domniemanym raju na ziemi oraz ucieczki z ojczyzny bardzo się podoba.
Co mnie jeszcze raziło to zbyt drobiazgowe (w wielu miejscach) opisanie każdego kroku bohaterki od pobudki, do wieczornego położenia się do łóżka. Może gdyby książkę odchudzić o ok. 1/3 (albo więcej) byłoby lepiej.
Ciekawie natomiast ukazane jest takie swoiste rozdarcie kulturowe Ifemeli, która żyjąc w USA, mając białego narzeczonego, nie przestała być z Nigerii, nie przestała być obcą. Blog, który tworzy jest dla niej taką terapią, miejscem gdzie pisze o tym co ją spotkało, co czuje, jak jej się żyje. Ciekawym jest to jak zmienia się postrzeganie jej przez ludzi w momencie gdy ona sama mówi skąd jest, zmienia akcent, sposób bycia, staje się dawną Ifemeli.
Stylu pisarki nie uważam za wybitny. Dla mnie osobiście to książka może nie tyle zła, ale taka jakich wiele o treści jaką mogłoby stworzyć bez podobnego szumu wielu innych pisarzy. I tak się zastanawiam, czy gdyby autorem/autorką książki był ktoś o innym kolorze skóry czy pochodzeniu, czy równie mocno chwalono by Amerykaanę. Nie jestem do końca przekonana. Nie twierdzę, że książka jest zła. Jednak moim zdaniem daleko jej do świetności, jaką jej się przypisuje.
Mimo, iż mnie Amerykaana nie zachwyciła, gorąco zachęcam was do lektury. Być może wam akurat książka przypadnie do gustu, podobnie jak wielu, wielu czytelnikom poza mną.
wtorek, 2 września 2014
Sekretna wojna. Z dziejów kontrwywiadu II RP
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Od kilku lat panuje moda na książki związane z szeroko rozumianą tematyką 20-lecia międzywojennego. Co jakiś czas są wydawane pozycje o szpiegach, aferach tego okresu. Ta konkretna książka ta jest pokłosiem konferencji, która miała miejsce w Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW w 2012 roku. Na treść składają się wystąpienia blisko 30 specjalistów w tematyce dot. kontrwywiadu II RP. Od razu jednak należy zaznaczyć, iż autorzy wystąpień rozszerzyli trochę ramy czasowe nie ograniczając się wyłącznie do okresu międzywojennego. Referaty ich omawiają przedmiotową tematykę od okresu I wojny światowej aż do działalności kontrwywiadu w okresie II wojny światowej. Część z prelegentów zajmowała się nie tylko działalnością kontrwywiadu, stąd poziom wystąpień różni się od siebie odrobinę, jednak zawsze jest on dosyć wysoki. Różnorodny jest także styl prezentacji poszczególnych prelegentów. Niektórzy posługują się językiem prostym, który trafi do przeciętnego Kowalskiego, inni językiem bardziej specjalistycznym. Niemniej, książkę czyta się dobrze, choć nie ukrywam, iż momentami jest to trudna lektura, którą trzeba sobie dozować we fragmentach.
Na ponad 500 stronach zawarto kompedium wiedzy na temat wywiadu II RP z licznymi przypisami znajdującymi się u dołu każdej strony. Przypisy te pozwalają zainteresowanym osobom poszerzyć wiedzę, sięgnąć po inne pozycje.
Książka jest obszerna, tematyka może wydawać się trudna, jednak dobór wystąpień o różnorodnej tematyce sprawił, iż każdy znajdzie referat dla siebie, czy to odpowiadający pod względem tematyki czy stylu wystąpienia. Istotnym jest fakt, iż pozycja ta porusza wiele tematów dotąd praktycznie nie istniejących w literaturze ogólnie dostępnej. Ta ostatnia zajmuje się bowiem na ogół sensacją, anegdotami, ew. umundurowaniem, uzbrojeniem, bardziej spektakularnymi akcjami wywiadowczymi II RP. Sekretna wojna.. poszła o wiele dalej. I to jest jej największa zaleta.
Z kolei dla osób hobbystycznie zajmujących się z pasją tematyką kontrwywiadu II RP, pozycja ta będzie prawdziwą gratką i skarbnicą wiedzy, z której bez trudu wyłuskają perełki.
Recenzja mojego męża.
Od kilku lat panuje moda na książki związane z szeroko rozumianą tematyką 20-lecia międzywojennego. Co jakiś czas są wydawane pozycje o szpiegach, aferach tego okresu. Ta konkretna książka ta jest pokłosiem konferencji, która miała miejsce w Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW w 2012 roku. Na treść składają się wystąpienia blisko 30 specjalistów w tematyce dot. kontrwywiadu II RP. Od razu jednak należy zaznaczyć, iż autorzy wystąpień rozszerzyli trochę ramy czasowe nie ograniczając się wyłącznie do okresu międzywojennego. Referaty ich omawiają przedmiotową tematykę od okresu I wojny światowej aż do działalności kontrwywiadu w okresie II wojny światowej. Część z prelegentów zajmowała się nie tylko działalnością kontrwywiadu, stąd poziom wystąpień różni się od siebie odrobinę, jednak zawsze jest on dosyć wysoki. Różnorodny jest także styl prezentacji poszczególnych prelegentów. Niektórzy posługują się językiem prostym, który trafi do przeciętnego Kowalskiego, inni językiem bardziej specjalistycznym. Niemniej, książkę czyta się dobrze, choć nie ukrywam, iż momentami jest to trudna lektura, którą trzeba sobie dozować we fragmentach.
Na ponad 500 stronach zawarto kompedium wiedzy na temat wywiadu II RP z licznymi przypisami znajdującymi się u dołu każdej strony. Przypisy te pozwalają zainteresowanym osobom poszerzyć wiedzę, sięgnąć po inne pozycje.
Książka jest obszerna, tematyka może wydawać się trudna, jednak dobór wystąpień o różnorodnej tematyce sprawił, iż każdy znajdzie referat dla siebie, czy to odpowiadający pod względem tematyki czy stylu wystąpienia. Istotnym jest fakt, iż pozycja ta porusza wiele tematów dotąd praktycznie nie istniejących w literaturze ogólnie dostępnej. Ta ostatnia zajmuje się bowiem na ogół sensacją, anegdotami, ew. umundurowaniem, uzbrojeniem, bardziej spektakularnymi akcjami wywiadowczymi II RP. Sekretna wojna.. poszła o wiele dalej. I to jest jej największa zaleta.
Z kolei dla osób hobbystycznie zajmujących się z pasją tematyką kontrwywiadu II RP, pozycja ta będzie prawdziwą gratką i skarbnicą wiedzy, z której bez trudu wyłuskają perełki.
poniedziałek, 1 września 2014
Tam gdzie spadają anioły
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Kolejna książka Doroty Terakowskiej, którą miałam okazję przeczytać, kolejna, która niezmiernie mnie poruszyła.
Dla mnie to ponadczasowa opowieść o tym co dobre, złe, wartościowe, o miłości i cierpieniu, o przyjaźni i wzajemnych kontaktach. Motyw przewodni jest wyeksploatowany w literaturze aż do bólu, anioł i ludzie. Wydawałoby się, że Terakowska nie jest w stanie nic nowego wymyślić. Jednak pisarka stanęła na wysokości zadania. Używa co prawda tekstów, motywów, treści znanych nam, ale unikalny jest sposób w jaki wszystko nam serwuje. Nietypowo mamy Anioła, który ma kłopoty, który nie jest w stanie sobie z nimi poradzić. Mamy też Zło, które nie chce być złem, nie chce go czynić. Mała (5-letnia) dziewczynka Ewa traci swojego Anioła Stróża (który spada na ziemię), traci też bezpieczeństwo i coś co sprawia, że jest bezpieczna. Razem z aniołem spada jego mroczna część, mroczne alter ego, które przybiera różne formy. Wynika z tego wiele problemów. Ewa zaczyna chorować i to na wyjątkowo złośliwą chorobę. Lekarze nie dają jej szans. Jaki będzie koniec historii? Tego nie zdradzę. Jestem jednak przekonana, iż książka niezmiernie was poruszy. Ja w trakcie lektury wielokrotnie uroniłam niejedną łzę. Raz z powodu, iż jest to historia małego dziecka, co zawsze porusza, a dwa, ponieważ jest to taka opowieść, która po prostu chwyta za serce tematyką, atmosferą, sposobem jej zaserwowania czytelnikowi.
Jest to ciepła, mądra książka dla każdego, bez względu na pleć, wiek, wykształcenie i to, czy wierzymy w anioły.
Nie da się opowiedzieć treści książki, nie da się więcej o niej napisać. Wszystko co mogłabym ewentualnie jeszcze wam przekazać, byłoby wielkim niedomówienie, nie oddałoby nawet w niewielkiej części ani treści książki, ani tego co czuję po jej lekturze. Żeby książkę poznać, trzeba ją przeczytać. Gorąco do tego zachęcam.
Kolejna książka Doroty Terakowskiej, którą miałam okazję przeczytać, kolejna, która niezmiernie mnie poruszyła.
Dla mnie to ponadczasowa opowieść o tym co dobre, złe, wartościowe, o miłości i cierpieniu, o przyjaźni i wzajemnych kontaktach. Motyw przewodni jest wyeksploatowany w literaturze aż do bólu, anioł i ludzie. Wydawałoby się, że Terakowska nie jest w stanie nic nowego wymyślić. Jednak pisarka stanęła na wysokości zadania. Używa co prawda tekstów, motywów, treści znanych nam, ale unikalny jest sposób w jaki wszystko nam serwuje. Nietypowo mamy Anioła, który ma kłopoty, który nie jest w stanie sobie z nimi poradzić. Mamy też Zło, które nie chce być złem, nie chce go czynić. Mała (5-letnia) dziewczynka Ewa traci swojego Anioła Stróża (który spada na ziemię), traci też bezpieczeństwo i coś co sprawia, że jest bezpieczna. Razem z aniołem spada jego mroczna część, mroczne alter ego, które przybiera różne formy. Wynika z tego wiele problemów. Ewa zaczyna chorować i to na wyjątkowo złośliwą chorobę. Lekarze nie dają jej szans. Jaki będzie koniec historii? Tego nie zdradzę. Jestem jednak przekonana, iż książka niezmiernie was poruszy. Ja w trakcie lektury wielokrotnie uroniłam niejedną łzę. Raz z powodu, iż jest to historia małego dziecka, co zawsze porusza, a dwa, ponieważ jest to taka opowieść, która po prostu chwyta za serce tematyką, atmosferą, sposobem jej zaserwowania czytelnikowi.
Jest to ciepła, mądra książka dla każdego, bez względu na pleć, wiek, wykształcenie i to, czy wierzymy w anioły.
Nie da się opowiedzieć treści książki, nie da się więcej o niej napisać. Wszystko co mogłabym ewentualnie jeszcze wam przekazać, byłoby wielkim niedomówienie, nie oddałoby nawet w niewielkiej części ani treści książki, ani tego co czuję po jej lekturze. Żeby książkę poznać, trzeba ją przeczytać. Gorąco do tego zachęcam.
Wyzwanie - Czytamy kryminały...podsumowanie+ nowy etap
Niniejszym ogłaszam, iż we wrześniu i październiku 2014 roku czytamy:
kryminały włoskie, kryminały z akcją rozgrywającą się na którejś z europejskich wysp, w mieście położonym na europejskiej wyspie i kryminały abolicyjne (czyli pasujące do jakiejkolwiek kategorii z I półrocza br) z całego półrocza.
Co do zakończonego etapu wyzwania, ze smutkiem donoszę, iż włoski kryminał przeczytałam tylko ja:(
A oto i nasze wakacyjne recenzje.:
Anetapzn
Wyszedł z domu i nie wrócił - Iwona Mejza
Sprawa Joanny Dornowej - Karol Witkowicki
Dziewczyna z aniołem - Agnieszka Krawczyk
Najgorszy jest poniedziałek - Jerzy Edigey
Cichym ścigałem go lotem... - Joe Alex
Niedziela na wsi - Agata Christie
Morderstwo to nic trudnego - Agata Christie
Monotema
Viv
- kryminały z seryjnym zabójcą w tle
- i kryminały: belgijskie, holenderskie, rosyjskie (te kraje jakoś omijaliśmy dotąd; wybór jest spory, do dzieła), czyli z akcją rozgrywającą się w tych krajach lub napisane przez autorów pochodzących z w/w krajów;
kryminały włoskie, kryminały z akcją rozgrywającą się na którejś z europejskich wysp, w mieście położonym na europejskiej wyspie i kryminały abolicyjne (czyli pasujące do jakiejkolwiek kategorii z I półrocza br) z całego półrocza.
Co do zakończonego etapu wyzwania, ze smutkiem donoszę, iż włoski kryminał przeczytałam tylko ja:(
A oto i nasze wakacyjne recenzje.:
Anetapzn
- abolicyjnie - kryminał francuski
- abolicyjnie - kryminał skandynawski (szwedzki)
- abolicyjnie - kobieta zajmuje się rozwiązaniem zagadki
Powróz - Tomasz Białkowski
- kryminał rozgrywający się na wyspie (Wielka Brytania, Londyn)
- kryminał włoski
- abolicyjnie - kryminał niemiecki
Dominika S
- kryminał z akcją rozgrywającą się na wyspie (Wielka Brytania)
Magdaleonardo
- abolicyjnie - kobieta, która zajmuje się rozwiązaniem zagadki
Melania K
- abolicyjnie - kryminał będący części serii
Wyszedł z domu i nie wrócił - Iwona Mejza
Sprawa Joanny Dornowej - Karol Witkowicki
Dziewczyna z aniołem - Agnieszka Krawczyk
Najgorszy jest poniedziałek - Jerzy Edigey
- abolicyjnie - kobieta zajmuje się rozwiązywaniem zagadki
- abolicyjnie - kryminał niemiecki
- kryminał którego akcja dzieje się na wyspie (Wielka Brytania)
Cichym ścigałem go lotem... - Joe Alex
Niedziela na wsi - Agata Christie
Morderstwo to nic trudnego - Agata Christie
- kryminał rozgrywający się na wyspie (Lewis)
Monotema
- abolicyjnie - kryminał austriacki
Viv
- kryminał rozgrywający się na wyspie (Wielka Brytania)
- abolicyjnie - kryminał francuski
Wiki
- abolicyjnie - kobiety zajmują się rozwiązywaniem zagadek
Parszywa dwunastka - Janet Evanovich
Wiosna po wiedeńsku - Katarzyna Targosz
Ostrożnie z marzeniami - Maja Kotarska
Stłumione głosy - Ann Cleeves
Wiosna po wiedeńsku - Katarzyna Targosz
Ostrożnie z marzeniami - Maja Kotarska
Stłumione głosy - Ann Cleeves
- abolicyjnie - zamach nuklearny
- abolicyjnie - kryminał będący częścią serii
- abolicyjnie - kryminał skandynawski (szwedzki)
- abolicyjnie - kryminał skandynawski (norweski)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








