Wydawnictwo MAG, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.
Awanturnicze i łotrzykowskie ze sporą dawką humoru fantasy. Tak można by tę książkę podsumować.
Osią opowieści jest historia młodego rycerza, takiego co się zowie rycerza:), który jest biedny, jak przysłowiowa mysz kościelna, a chce sobie dorobić. Zatrudnia się więc, jako...ochrona w żeńskim klasztorze:):) Jednak wszystko idzie nie tak. Zarówno sam klasztor jest daleki od tego, jakim go sobie nasz bohater wyobrażał, jak i praca wcale nie jest taka łatwa. Czerwony rycerze szybko dowiaduje się, iż praca, która wybrał będzie prawdziwą orką na ugorze, zadaniem ze wszech miar trudnym i niebezpiecznym, a zarobek...hmmm...sami zobaczycie.
Powieść wielowątkowa, ze sporą ilością bohaterów, jeszcze większą liczbą zdarzeń. Oj dzieje się w Czerwonym rycerzu, dzieje. Ale co ważne, wszystko się ładnie ze sobą splata, łączy i wydarzenia z pozoru tak różne, splatają się w konsekwencji w ciekawą całość.
Książka ma same plusy. Przede wszystkim jest świetnie napisana. Co prawda sporo w niej zapożyczeń z innych dzieł fantasy, ale są one mistrzowsko wykorzystane i wplecione w fabułę tak, iż dodają jej niebanalnego uroku. Co ważne, Cameron bazuje nie tylko na zapożyczeniach, ale także na swojej pomysłowości. Dodał sporo nowych elementów. Mieszanka jaka dzięki temu powstała jest wspaniała.
Poza tym autorowi udało się stworzyć niezwykle wyrazistych bohaterów. dzięki temu nie dość, że czyta się o ich przygodach z przyjemnością, to dodatkowo nie mylą się oni. Jest to szczególnie ważne, gdy w książce (do tego tak obszernej) jest wiele równie ważnych postaci.
Ogromny plus należy się pisarzowi także za dokładne, niezwykle plastyczne oddanie rycerskich, chrześcijańskich realiów, szczegółowe opisy uzbrojenia, opisy świata, w którym żyją i działają bohaterowie.
Wszystko to z domieszką niesamowitego poczucia humoru autora sprawia, iż 832 strony (tyle liczy książka) pochłania się błyskawicznie, a lektura jest wielką przyjemnością.
Jestem przekonany, iż książka przypadnie do gustu zarówno wielbicielom fantasy, jak i osobom lubiącym przygodowo-awanturnicze pozycje.
Miles Cameron to nie tylko sprawny twórca fantasy, doskonały pisarz, ale także niezwykle pomysłowy człowiek. Niecierpliwie czekam na kolejny tom przygód Czerwonego rycerza.
A was zachęcam do lektury. To świetna książka.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka historyczna. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 lutego 2016
poniedziałek, 8 lipca 2013
Skald karmiciel kruków - Łukasz Malinowski
Instytut Wydawniczy Erica, Okładka miękka, 488 s., Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża, ja mimo, iż jestem wielbicielką powieści historycznych, za historyczną fantastykę nie zabieram się...
Akcja książki rozgrywa się w mrocznych wiekach średnich na terenie Skandynawii. Mamy wiek X, okres kiedy mniejsi i więksi lokalni władcy walczą o utrzymanie swoich ziem i podbicie sąsiednich. Równocześnie rozpoczyna się chrystianizacja tych terenów.
Bohaterem jest Ainar, męźczyzna marzenie wszystkich ówczesnych kobiet - wysoki, wysportowany, przystojny, waleczny. Ainar jest także poetą i skaldem. Jego twórczość zyskuje coraz większy rozgłos i jest coraz sowiciej wynagradzana. Jednocześnie jest wyjątkowo bezczelnym i nieliczącym się z nikim i niczym człowiekiem. Ot taki odpowiednik wyjątkowo zadufanego w sobie, acz zdolnego celebryty. Nic dziwnego, że będziemy śledzić jego losy od momentu wywołania wyjątkowo egoistycznej wojny, a póżniej ucieczki. Znajdziemy się także na tajemniczej Wyspie Irów, gdzie opat pewnego klasztoru poprosi o wyjaśnienie zagadki morderstw dokonywanych przez demona. Przy okazji Skald będzie musiał stawić czoło tajemnicy z własnej przeszłości.
Książka jest bardzo dobrze napisana. Znajdziemy w niej mnóstwo nawiązań do mitologii oraz filozofii skandynawskiej, bardzo dużo szczegółowych opisów uzbrojenia i odzienia, jakie w X w. były w powszechnym użyciu. Te opisy i wszystkie szczegóły są ogromną zaleta Skalda... Nic dziwnego, autor jest specjalistą w historii średniowiecznej Skandynawii.
Malinowski serwuje całkiem sporo informacji, ale ta wiedza mediewistyczna, filozoficzna, historyczna w lekturze absolutnie nie przeszkadza. Śmiało można rzec, że jest jej niezaprzeczalnym atutem. Wszystkie informacje są podane w pigułce, słowa lub pojęcia, które mogą być trudniejsze do zrozumienia, wyjaśnione są w licznych przypisach znajdujących się u dołu strony.
Jeżeli lubicie dopracowaną w każdym calu historyczną fantastykę, wyrazistych do bólu bohaterów, średniowieczne klimaty rodem ze Skandynawii, a do tego jesteście miłośnikami lejącej się juchy, patroszenia, obcinania, przecinania, wydłubywania wszystkiego co tylko można wydłubać, Skald karmiciel kruków jest pozycją idealną dla was.
Bardzo obiecujący i wciągający debiut. A poniżej fragment powieści na zachętę.
Recenzja mojego męża, ja mimo, iż jestem wielbicielką powieści historycznych, za historyczną fantastykę nie zabieram się...
Akcja książki rozgrywa się w mrocznych wiekach średnich na terenie Skandynawii. Mamy wiek X, okres kiedy mniejsi i więksi lokalni władcy walczą o utrzymanie swoich ziem i podbicie sąsiednich. Równocześnie rozpoczyna się chrystianizacja tych terenów.
Bohaterem jest Ainar, męźczyzna marzenie wszystkich ówczesnych kobiet - wysoki, wysportowany, przystojny, waleczny. Ainar jest także poetą i skaldem. Jego twórczość zyskuje coraz większy rozgłos i jest coraz sowiciej wynagradzana. Jednocześnie jest wyjątkowo bezczelnym i nieliczącym się z nikim i niczym człowiekiem. Ot taki odpowiednik wyjątkowo zadufanego w sobie, acz zdolnego celebryty. Nic dziwnego, że będziemy śledzić jego losy od momentu wywołania wyjątkowo egoistycznej wojny, a póżniej ucieczki. Znajdziemy się także na tajemniczej Wyspie Irów, gdzie opat pewnego klasztoru poprosi o wyjaśnienie zagadki morderstw dokonywanych przez demona. Przy okazji Skald będzie musiał stawić czoło tajemnicy z własnej przeszłości.
Książka jest bardzo dobrze napisana. Znajdziemy w niej mnóstwo nawiązań do mitologii oraz filozofii skandynawskiej, bardzo dużo szczegółowych opisów uzbrojenia i odzienia, jakie w X w. były w powszechnym użyciu. Te opisy i wszystkie szczegóły są ogromną zaleta Skalda... Nic dziwnego, autor jest specjalistą w historii średniowiecznej Skandynawii.
Malinowski serwuje całkiem sporo informacji, ale ta wiedza mediewistyczna, filozoficzna, historyczna w lekturze absolutnie nie przeszkadza. Śmiało można rzec, że jest jej niezaprzeczalnym atutem. Wszystkie informacje są podane w pigułce, słowa lub pojęcia, które mogą być trudniejsze do zrozumienia, wyjaśnione są w licznych przypisach znajdujących się u dołu strony.
Jeżeli lubicie dopracowaną w każdym calu historyczną fantastykę, wyrazistych do bólu bohaterów, średniowieczne klimaty rodem ze Skandynawii, a do tego jesteście miłośnikami lejącej się juchy, patroszenia, obcinania, przecinania, wydłubywania wszystkiego co tylko można wydłubać, Skald karmiciel kruków jest pozycją idealną dla was.
Bardzo obiecujący i wciągający debiut. A poniżej fragment powieści na zachętę.
Na świeżym powietrzu Skald dał Haraldowi czas, by ten obejrzał
pobojowisko. A było co podziwiać, jeśli ktoś lubował się w rzeziach.
Jucha szybko krzepła i wsiąkała w ziemię, przybierając ciemnobrunatny
kolor. Martwi kochali się z ziemią w najróżniejszych pozach, dla
większości niedostępnych za życia. Z uciętą nogą pod pachą, z głową
leżącą na ramieniu, z jelitami obwiązanymi wokół dłoni, z przetrąconymi
kręgosłupami, z połamanymi żebrami i z cudzymi stopami w ustach. A ranni
jęczeli. W ustach niektórych odgłosy te przeradzały się w błagania o
łaskę szybkiej śmierci, w ustach innych - w wezwania bliskich lub
przeklinania wrogów. Dwaj konający nadal szarpali się za włosy, jakby
nie zdawali sobie sprawy, że wypływa z nich życie. Kruki i wrony, które
już podczas bitwy krążyły nad lasem, teraz rozpoczęły ucztę. Nie
wszystkie ich dania były martwe. Ci, którzy byli w stanie to robić,
odganiali ptaszyska, ale te nigdy nie odlatywały daleko. Stały
nieopodal, kręciły głowami z boku na bok, wpatrywały się w ofiary i
cierpliwie czekały, aż te staną się zdatne do spożycia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

