Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 2/6
Wielkie rozczarowanie. Jest to jedna z tych książek, po których zamknięciu zastanawiam się, jak to możliwe, że tak ciekawie zapowiadający się pomysł został wykorzystany w tak rozczarowujący sposób. Dawno żadna książka mnie tak nie zawiodła. Sam opis zapowiadał historię pełną napięcia, tajemnic, psychologicznej gry i niepewności. Kobieta zepchnęła męża z klifu, przez pięć lat żyła z przekonaniem, że go zabiła, a potem mężczyzna niespodziewanie wraca i twierdzi, że niczego nie pamięta. Brzmi intrygująco, prawda? Problem w tym, że za tym naprawdę świetnym punktem wyjścia nie poszła równie dobra historia.
Miałam nadzieję na thriller, który będzie trzymał mnie w napięciu. Liczyłam na pytania bez łatwych odpowiedzi. Niestety, zamiast narastającego napięcia dostałam historię, która przez dużą część czasu stoi niemal w miejscu i nudzi, po prostu nudzi.
I właśnie tempo jest dla mnie jednym z największych problemów tej książki. Mąż, którego zabiła nie jest szczególnie obszerną powieścią, a mimo to miałam wrażenie, że czytam ją znacznie dłużej, niż powinnam. W wielu momentach niewiele się dzieje, a kolejne sceny nie budują odpowiednio atmosfery ani nie prowadzą historii do wyczekiwanego przełomu. Zamiast napięcia pojawia się monotonia, a zamiast poczucia, że zbliżamy się do rozwiązania zagadki – wrażenie krążenia wokół tych samych tematów.
Najbardziej zabrakło mi emocji. Przy takiej historii powinno ich być mnóstwo. Przecież mamy kobietę, która uważa, że zamordowała własnego męża, człowieka, który według niej był brutalny i zniszczył jej życie, a po pięciu latach ten sam mężczyzna pojawia się ponownie u jej drzwi. Do tego twierdzi, że niczego nie pamięta i zachowuje się zupełnie inaczej niż człowiek, którego Mana znała. To jest materiał na naprawdę mocny, duszny thriller psychologiczny. Tymczasem wiele scen nie wywoływało we mnie praktycznie żadnych emocji poza znudzeniem. Czytałam, ale trudno było mi poczuć niepokój, strach czy choćby ekscytację.
Zabrakło mi też tajemniczości i prawdziwego efektu „wow”. Przy takim punkcie wyjścia aż prosiło się o liczne zwroty akcji, fałszywe tropy i momenty, w których czytelnik zaczyna kwestionować wszystko, co do tej pory przeczytał. Chciałam być wodzona na manowce. Chciałam podejrzewać wszystkich i nikomu nie ufać. Chciałam w pewnym momencie pomyśleć: „Nie, tego się absolutnie nie spodziewałam!”. Tymczasem nic z tego.
Mam też wrażenie, że w książce znalazło się sporo fragmentów, które można było skrócić albo całkowicie usunąć bez większej szkody dla fabuły. Były dla mnie zwyczajnie nużące i sprawiały wrażenie zapychaczy, które miały wypełnić historię, zamiast rzeczywiście ją rozwijać. Zupełnie bez sensu.
Największe rozczarowanie wynika jednak z tego, że ta książka naprawdę miała potencjał. Sam pomysł jest bardzo dobry i zdecydowanie przyciąga uwagę. Kobieta, która zabiła męża, a następnie po latach spotyka go żywego – to świetny fundament pod thriller psychologiczny. Można było z tego stworzyć niezwykle klaustrofobiczną, niepokojącą historię o pamięci, traumie, manipulacji, przemocy i pytaniu o to, czy człowiek naprawdę może stać się kimś zupełnie innym. Niestety, w moim odczuciu potencjał ten nie został odpowiednio wykorzystany. Wielka szkoda.
Ostatecznie Mąż, którego zabiła okazał się dla mnie książką dużo słabszą, niż sugerował opis i sam pomysł. Liczyłam na pełen napięcia thriller psychologiczny, dostałam natomiast historię, która przez znaczną część czasu była dla mnie zbyt spokojna, monotonna, mało emocjonująca żeby nie napisać - nidna. Zabrakło mi mocniejszej atmosfery, większej dawki tajemnicy, bardziej wyrazistych emocji i przede wszystkim zaskoczeń, które sprawiłyby, że historia rzeczywiście zapadłaby mi w pamięć. Zabrakło mi też zwyczajnie sensu.
Szkoda, bo punkt wyjścia był naprawdę obiecujący. Niestety, samo „co by było, gdyby mąż, którego uważałaś za martwego, nagle wrócił?” nie wystarczyło, żeby stworzyć angażujący thriller.
To jedna z tych historii, przy których po przeczytaniu myślę przede wszystkim o tym, czym mogła być, gdyby autorka mocniej postawiła na napięcie, emocje, tajemnicę i psychologiczną grę. Niestety, zamiast zachwytu zostało przede wszystkim rozczarowanie i poczucie niewykorzystanego potencjału. Nie polecam.
Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.