środa, 30 czerwca 2021

Kwestia winy - Małgorzata Rogala

 

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5-/6
Kolejna 8. już część przygód Agaty Górskiej i Sławka Tomczyka czyli pary dobrych, sympatycznych policjantów. Każda część można czytać oddzielnie.
Autorka w tekst wplata liczne nawiązania do poprzednich książek. Można czytać też całą serię po kolei, co szczere polecam. To dobre, fajnie, lekko napisane i poruszające aktualne problemy książki.
Co prawda seria Górska & Tomczyk to bardziej powieści społeczno-obyczajowe z wątkiem kryminalnym niż stricte rasowy kryminał. Niemniej czyta się je bardzo dobrze. Idealna lektura na lato i nie tylko.
Tym razem akcja toczy się wokół kobiet. Książka spokojnie mogłaby nosić tytuł Kwestia kobiet.
To kobiety wiodą prym, one ścigają, pomagają, ale i one są ofiarami, chociaż ofiara jest także mężczyzna, policjant, ale i właściciel doskonale prosperującej agencji reklamowej.
Są trupy, jest nieźle prowadzone dochodzenie. Jednak na plan pierwszy wysuwa się kwestia maltretowania kobiet, znęcania się w domu, jak i w miejscu publicznym i bezwola, niemoc, strach ofiar. Przemoc domowa i jak sobie z nią radzić oraz analiza postaw ofiar (bez osądzania) to główny wątek książki. Wątek moim zdaniem bardzo ważny i potrzebny.
Opisy sytuacji zajść, postaw ofiar i katów są dobitne, dają obraz sytuacji, ukazują wszystko bez upiększania. Mocna, dobra, potrzebna proza.
Śledztwo, jak to w tej serii, toczy się ciekawie, choć bez fajerwerków. Jako kryminał Kwestii winy oceniam na 4,5. Jednak jako książkę społeczno-obyczajową, swoisty protest, manifest na 5,5.
Ciekawym dodatkiem jest siostra Tomczyka, młoda, ambitna, pełna euforii policjantka. Bardzo ciekawa postać. Wiernie jej kibicuję.
Czyta się bardzo dobrze i przy okazji czytelnik na chwilę zatrzymuje się żeby zastanowić się czy obok siebie, wśród sąsiadów, znajomych nie ma takich kobiet, jak te opisane w książce.
Cała seria, wszystkie 8 tomów to dobre, ciekawe i potrzebne lektury. To taki społeczny serial z nutka kryminalną. Dodatkowo to historia znajomości, przyjażni i małżeństwa dwójki bohaterów, których szczerze polubiłam. Polecam. 

 

wtorek, 29 czerwca 2021

Bolesław Chrobry t. 2. Szło nowe

 

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Szło nowe to 2. tom wspaniałej opowieści o Bolesławie Chrobrym, Polsce tamtego okresu, ludziach, władcach, zwyczajach, o tworzącym się narodzie polskim, o pierwotnych wierzeniach zwyczajach, walkach, ale i dniu codziennym. .
Książki napisane są specyficznym językiem. Owszem, trudno wczytać się w tekst, trudno przyswoić archaiczny język jakim książka jest napisana. Niewątpliwie trzeba sobie zadać sporo trudu. Jednak moim zdaniem warto.
W tym tomie autor opisuje jedne z najważniejszych wydarzeń początku polskiej państwowości. Mamy więc do czynienia z panowaniem Bolesława Chrobrego, działaniami biskupa Wojciecha czyli obecnie Św. Wojciecha. W arcyciekawy sposób opisana jest jego działalność, krzewienie wiary, katusze jakie przeżył i męczeńska śmierć. Jego śmierć jest może nie tyle nieszczęściem, co ukazaniem triumfu religii, wiary nad złem. Zwycięstwo nowej wiary mimo śmierci człowieka jest w książce spektakularne.
Bardzo dużo uwagi autor poświęca Zjazdowi Gnieźnieńskiemu czyli Pielgrzymce cesarza Ottona III do grobu św. Wojciecha i spotkaniu z ówczesnym władcą Polski w Gnieźnie, ówczesnej stolicy.
Ponownie w tym tomie, jak i w 1. przewijają się różne aspekty dot. historii Polski, ale cały czas skupiają się one wokół dwóch głównych kwestii. Są nimi tworzenie polskiej państwowości i szerzenie religii chrześcijańskiej. Żaden z tych procesów nie mógłby istnieć bez drugiego i Gołubiew w obu tomach doskonale to ukazuje. Zależność jest bardzo wyrażna.
Na tym tle wspaniale i niezwykle ciekawie ukazani są ludzie, wszelkich stanów, od władcy, poprzez bogaczy, kler aż po najniższego stanem. Dużo miejsca poświęcone jest ich dniu codziennemu, życiu, dążeniom.
Bardzo ciekawie jest też ukazane, jak kościół, religia, kler powoli, krok po kroku przejmują władanie nad ludzkimi, nie ukrywajmy bardzo prymitywnymi w owym czasie umysłami. Miałam wrażenia, jakby wiara, religia wręcz oplatywały ludzkie umysły niewidzialną siecią.
Drugi tom Bolesława Chrobrego jest nawet bardziej ciekawy, fascynujący niż tom 1. Więcej się tu dzieje, bardziej fascynująco ukazane są losy ludzkie, poczynania, dążenia jednostek. I to wszystko w powiązaniu z religią i tworząca się państwowością. Jestem wręcz zafascynowana dziełem Gołubiewa.
Pisarz tworzył swoje dzieło przez wiele lat, wielokrotnie zmieniając i poprawiając gotowe już tomy, a nierzadko dopisując nowe fragmenty. Efekt jest niesamowity.
Można śmiało uznać, iż Bolesław Chrobry to przekrojowa epopeja opowiadająca o początkach państwa polskiego.
Od razu, od samego początku lektury rzuca się w oczy, iż Gołubiew zadał sobie niesamowicie dużo trudu, żeby powieść powstała. Już sam okres jej pisania, bez mała 4 dekady o czymś świadczy.
Dbałość o szczegóły, o najmniejszy drobiazg jest po prostu imponująca.
Każdy przedmiot, każda sukmana, każdy oręż, domostwo, drzewo są drobiazgowo i niezwykle plastycznie opisane. Zachęcam do lektury osoby cierpliwe, szukające naprawdę genialnego, w każdym słowie wyjątkowego dzieła. 

Tutaj recenzja (klik) tomu 1. - Puszcza 

 

 

niedziela, 27 czerwca 2021

Biblioteka o północy - Matt Haig

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5,5/6
35-letnia Nora, główna bohaterka jest na granicy, traci wszystko, przyjażń, miłość, najbliższych, prace. Wszystko w jej życiu było, prawie niczego nie ma.
Pogrąża się coraz bardziej w niebycie, reaguje na wszystko paniką, chowa się, ucieka. Tak się nie da żyć. Pewnego dnia Nora podejmuje brzemienną w skutki decyzję. Postanawia skończyć z tym, co ją męczy, dołuje, przytłacza, z tym, co już nie ma sensu. Jak się okaże, to wcale nie jest takie proste.
Nora nagle odzyskuje świadomość. Znajduje się w tajemniczym miejscu, przed budynkiem, którego nie ma i co znamienne, równo o północy.
W środku czeka na nią bibliotekarka. Jak się okaże jest ona przewodniczką po bibliotece, ale przede wszystkim po życiu, po jego zakamarkach. Książki ustawione na regałach są przedziwne. Zawierają one mniejsze lub większe fragmenty życia Nory, naszej bohaterki. Jeden z tomów ma w sobie wszystko czego Nora żałowała i żałuje. Nora korzysta z biblioteki i rozpoczyna swoją niesamowitą podróż po alternatywnych światach. I tutaj zaczyna się cała historia.
Nic więcej wam nie zdradzę. Gorąco za to zachęcam do lektury tej niezwykłej historii. Przeniosła mnie ona w zaczarowany, magiczny świat, uwiodła i porwała na kilka godzin. Było warto dać się porwać.
Mocno, ostro, bez upiększania ukazany motyw depresji, straty, bezsensu życia i samobójstwa. Do tego poszukiwanie sensu życia, znajdywanie ukojenia, szukanie panaceum na smutki, żale. No i smutek, refleksje nad podjętymi kiedyś decyzjami, nad popełnionymi błędami. Któż ich nie ma.... przecież to nie tak miało być.
Książka ostro bije po emocjach, porusza wyobrażnię, sprawia, iż niejeden z czytelników westchnie z żalu, a czasami także zaciśnie kciuki kibicując bohaterce.
Haig genialnie ukazał sens życia, rozterki, które są bohaterką, którymi Nora jest wręcz wypełniona. Książka bardzo aktualna w XXI wieku, a w dobie pandemii w ogóle. Jestem przekonana, iż wielu z nas boryka się z podobnymi problemami jakie ma Nora. Wiele osób jest w depresji, nie wie co dalej robić, jest samotnych porzuconych, na granicy załamania. Warto się na takie osoby otworzyć, warto poznać ich uczucia, warto przeczytać. Może nam albo komuś z nas bliskich ta opowieść przyniesie pomoc, ulgę.
To piękna historia, która mnie zauroczyła. Zaskakuje mnie tak wiele średnich opinii, kiepskich ocen. Chyba wiele osób po prostu nie zrozumiało tej książki. Nie jest to powieść typowa, nie jest to lektura akcji. To historia, która zmusza do wysiłku, do myślenia, która przynosi niepokój, ale i ukojenie.
Zakończenie, hmm można je przewidzieć. Jednak absolutnie nie wpływa to na odbiór tej historii. Nie wyobrażam sobie innego finału. Cała opowieść nie miałaby po prostu sensu.

piątek, 25 czerwca 2021

Kukły - Maciej Siembieda

 

Wydawnictwo Agora, Moja ocena 5/6
Kolejne spotkanie z Jakubem Kanią, bohaterem kilku już książek Macieja Siembiady. Po raz kolejny to spotkanie jest bardzo udane.
Wtręty z przeszłości zręcznie przeplatają się z wydarzeniami bieżącymi.
Wszystko zaczyna się w 1939 roku, gdy na Śląsku płonie rezydencja bardzo bogatego i równie znienawidzonego grafa czule przez mieszkańców okolicy nazywanego diabłem.
Ma miejsce ogromne nieszczęście. W pożarze ginie mala dziewczynka, która zostaje pochowana w kościele. Rodzina opuszcza okolicę.
Po kolejnych dekadach, współcześnie, w 1997 roku młody prokurator Jakub Kania rozpoczyna kolejne dochodzenie. Tym razem dotyczy ono makabrycznego odkrycia w ww kościele. Choć zdarzenie i odkrycia są dramatyczne, tajemnicze to jednak wiele osób sądzi, iż to wydarzenie, które nie będzie miało ciągu dalszego, że nic więcej się nie wydarzy. Są oni w wielkim błędzie. To dopiero początek bardzo zagadkowych, czasami trudnych do wytłumaczenia zdarzeń..
Ponownie w swojej książce autor wydarzenia fikcyjne przeplatają się z autentycznymi. Jak pisze w posłowiu pisarz, odkrycia w kościele naprawdę miały miejsce. Autentyczny jest także Krąg Przyjaciół Himmlera, który był zafascynowany okultyzmem.
Prawdziwe są także inne wydarzenia, jak np. powódż stulecia i wiele innych, które (jestem o tym przekonana) odkryjecie z przyjemnością.
Miks wydarzeń autentycznych z fikcyjnymi to wielki plus książek Siembiedy. Bazując na szkielecie historycznych zdarzeń, miejsc, postaci Siembieda stworzył fascynująca, bardzo dobrą w odbiorze, dająca się szybko czytać powieść, która przykuwa do siebie czytelnika na kilka godzin.
Kolejnym atutem są doskonale nakreśleni bohaterowie. W tym tomie mamy do czynienia z młodym Jakubem Kanią (w przeciwieństwie do części wcześniejszych). Młody Kania trochę mniej obeznany niż starszy, daje jednak radę i doskonale, inteligentnie, sprawnie prowadzi dochodzenie.
Wszystkie postaci, te ważne, pierwszoplanowe, jak i te, które tylko przez moment przemykają przez fabułę, są świetnie nakreślone, genialnie sportretowane, wyraziste, zapadające w pamięć. Brawo.
Czyta się doskonale i bardzo mocno zachęcam do lektury całego cyklu. Przygody Jakuba Kani to doskonale napisane współczesne przygody ala Pan Samochodzik dla dorosłych. Polecam i czekam na ekranizację. Przygody Jakuba Kani aż się o nią proszą. 

 

czwartek, 24 czerwca 2021

Dwa miasta. Lwowska kołysanka - Monika Kowalska

 

Wydawnictwo Książnica, Moja ocena 5,5/6
Lwowska kołysanka to bardzo ciekawa, dobrze napisana książka będąca 1. tomem serii Dwa miasta.
Jest to niezwykle poruszająca historia lwowskiej rodziny Szubów ukazana krok po kroku, dzień po dniu tuż przed wybuchem oraz w czasie II wojny światowej.
Całość świetnie skomponowana. Trudno uwierzyć, iż to literacki debiut.
Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, Adela, która pracuje w miejscowej ochronce, a potajemnie, w duszy marząca o wiele lepszym życiu. Śledzimy krok po kroku jej codzienne dni, poczynania tuz przed wojną w zdawałoby się szczęśliwych, spokojnych czasach, jak i po wybuchu wojny.
Poznajemy także losy jej siostry Julii i matki Ady. Życie wszystkich trzech pań bardzo mnie poruszyło.
Kobiety zmagają się z dniem codziennym, ze sterotypami, które dotyczyły w tym okresie kobiet, a także z trudem wojennych dni. Wszystko porusza, wstrząsa czytelnikiem. Każda kolejna strona jest niezwykle poruszająco nakreślona i przepełniona magią Lwowa z końca lat 30. XX wieku.
Autorka w opowieść o trzech bohaterkach, kobietach wpłata pocztówki z opisem życia i dnia codziennego kolejnego bohatera, właśnie miasta Lwowa. Opisy przepełnione magia, niezwykłym klimatem, nostalgią. Sprawiają one, iż ma się ochotę od razu przenieść o 80 lat wstecz i przespacerować uliczkami Lwowa. Taka cudowna podróż w czasie, choćby na kartach książki, jest niesamowitym doznaniem, wręcz magią i sprawia, iż czytelnik jest pełen nostalgii, tęskni za czymś co już nie wróci.
Oczywiście w ówczesnym Lwowie nie wszystko było idealne i sielankowe. Miasto piękne, magiczne, z pozoru spokojne, idealne do życia tak naprawdę jest wielonarodowościowym tyglem, którym wręcz bulgocze od niesnasek, różnic, konfliktów na każdym dosłownie tle i o wszystko, o najmniejszy nawet drobiazg.
W momencie wybuchu II wojny światowej wszystkie konflikty cichną, ale tylko na moment. Po krótkim okresie czasu wybuchają nieomal ze zdwojoną siłą. Oprócz zwyczajowych, wcześniejszych waśni mają miejsce także problemy związane z wojną, głodem, śmiercią, strachem. Ogrom cierpienia jest przerażający. Przejmująca mieszanka.
W tym wszystkim muszą sobie radzić trzy bohaterki, kobiety mądre wrażliwe, odważne i bardzo ze sobą zżyte. Jak im to wychodzi? Tego dowiecie się z lektury tej naprawdę doskonałej książki. Gorąco do tego zachęcam. Czyta się wyśmienicie w ciągu zaledwie kilku godzin. Historia wciąga tak, że nie chce się odkładać książki choćby na moment. Rewelacyjny debiut. I tylko żal, że autorka nie wydala jeszcze 2. tomu. Niecierpliwie na niego czekam.

środa, 23 czerwca 2021

Lato utraconych - Anna Kańtoch

 

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Lato utraconych to doskonała kontynuacja Wiosny zaginionych i jednocześnie preguel Wiosny... Lato... cofa nas bowiem do czasu tuż po śmierci męża głównej bohaterki Krystyny Lesińskiej. Są to wydarzenia, które miały miejsce kilka lat przed tymi z Wiosny.... Wydarzenia z przeszłości zręcznie mieszają się z obecnymi. Całość porywa.
Tym razem mamy do czynienia ze zbrodniami sprzed lat, krwawym morderstwem, ale takim naprawdę krwawym oraz złem podążającym krok w krok za chłopcem, który kiedyś został porwany.
A wszystko zaczyna się gdy w 1999 roku w leśniczówce Pogański Młyn dochodzi do masakry. Zostaje tam zamordowana prawie cała rodzina. Dramat jakich mało. Rusza śledztwo, które bardzo zręcznie i drobiazgowo prowadzi Krystyna Lesińska. Policjantka znana jest z rozwiązywania najbardziej zagmatwanych, dziwnych i krwawych spraw. Należy także do osób, których nic nie jest w stanie przestraszyć ani skłonić do rezygnacji z pochwyconego tropu.
Nie, błąd. Wszystko zaczęło się w 1963 roku gdy zaginął brat Krystyny. Śledcza straciła go gdy była nastolatką. Temat ten przewijał się już w Wiośnie... powraca w Lecie...i ponieważ nic w tej sprawie nie zostało wyjaśnione, choć trop był, z pewnością będzie kontynuowany w kolejnym tomie Jesieni...
Książka, jak to u Kańtoch, zręcznie, fascynująco napisana, intryga doskonała, a zakończenie wisienka na torcie, choć mocno gorzkie, niejednoznaczne, może nawet wielu nie satysfakcjonujące.
Dodatkowo ta tak charakterystyczna dla autorki mroczna, obezwładniająca, wręcz oblepiająca atmosfera. Groza zdaje się wyzierać z każdej kolejnej kartki książki, a czytelnik nie jest w stanie zrezygnować z lektury przed poznaniem zakończenia.
W treść wplecione są liczne nawiązania do wydarzeń z Wiosny...oraz dotyczące życia prywatnego Krystyny. Dlatego polecam lekturę po kolei i sięgnięcie najpierw po Wiosnę zaginionych. Satysfakcja czytelnicza gwarantowana.
Do tego świetnie skonstruowana, niebanalna sylwetka śledczej Krystyny Lesińskiej, kobiety na emeryturze, kochającej wnuczkę, nadal mającej sprawny niczym brzytwa
umysł i duszę prawdziwego śledczego. Nie spotkałam dotąd takiej śledczej w żadnej książce. Brawo dla autorki, że nie jest to kolejny sfrustrowany detektyw po 40-tce, mężczyzna z nałogami, po przejściach, cynik. Krystyna dodaje niesamowitego smaczku i buduje mistrzowską atmosferę obu książek.
Anna Kańtoch zaczynała od opowiadań fantastycznych. Była w nich doskonała. Jednak wg. mnie to kryminały są jej żywiołem, to tego typu książki pisze najlepiej, po mistrzowsku. Udowodnił to tryptyk: Łaska, Wiara, Pokuta, a seria z Krystyną Lesińską tylko potwierdza.
Polecam wszystkie książki Anny Kańtoch, a serię z Krystyną Lesińską w szczególności. Mistrzostwo. 

 

wtorek, 22 czerwca 2021

Wyleczeni - Alicja Horn

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4-/6
Od lat jestem wielką fanką thrillerów medycznych. Robin Cook, Ken McClure, Michael Palmer, Tess Gerritsen należą do moich ulubionych pisarzy. Po każdą ich nową książkę sięgam w ciemno.
Nic dziwnego, iż bardzo ucieszyła mnie zapowiedż Wydawnictwa Zysk i S-ka, iż w drugiej połowie lipca ukaże się pierwszy polski thriller medyczny. Wiele sobie po tej książce obiecywałam. Niestety. Wyleczeni są najlepszym dowodem na to, iż rozbuchany marketing tylko szkodzi książkom. Szumne hasła, reklama, zapowiedzi pełne porównań taki jak, najlepszy etc. napompowały mój balonik oczekiwań. Niestety, balonik pękł niczym przekłuty igłą.
Ale po kolei.
Wyleczeni są debiutem literackim Alicji Horn. I jako debiut są, mimo kilku mankamentów, nieźli. Zawsze dodaję plus debiutanckim książkom, chyba, że są kompletnym niewypałem. Z Wyleczonymi tak nie jest.
To nie jest niewypał. Nie jest też rewelacja literacka. Ot niezła, z ciekawą intrygą powieść. Jednak z pewnością nie jest to thriller medyczny.
Thriller medyczny charakteryzuje się wg. mnie tym, iż to książka mocno sensacyjna, może nawet mrożąca krew w żyłach, ze skomplikowaną intrygą, akcja oscyluje wobec zagrożeń związanych z medycyną, biotechnologią, ew. inżynierią genetyczną. Dodatkiem są uwikłani w intrygę przedstawiciele środowiska medycznego i skupienie się wokół zagrożeń dla życia i zdrowia ludzkiego wynikających z działań związanych z szeroko rozumianą medycyną.
Wyleczonym niestety brak większości tych elementów. Z medycyną książkę łączy fakt, iż główna bohaterka Marta Wolska jest lekarzem, a gros akcji rozgrywa się w dużym warszawskim szpitalu. I tyle.To nie najgorsza powieść obyczajowa z licznymi wtrętami medycznymi, ale nie thriller medyczny.
Do tego Horn dorzuciła sporą porcję obciążeń psychicznych. Jej bohaterka, ok.30-letnia lekarka po mocnych i traumatycznych przejściach, pewnego dnia na oddziale zauważa pacjenta, który powraca do niej od wielu lat w snach. Ten mężczyzna jest zabójcą jej matki. Lekarka postanawia, iż człowiek ten musi umrzeć. I tak to się zaczyna. Do tego dochodzi sporo innych spraw. I tu jest problem.
Autorka porusza wiele kwestii, inicjuje wiele wątków. Są one ciekawe. Jednak tak naprawdę żadnego z nich nie doprowadza do końca. Pozostają one w zawieszeniu. A szkoda, bo jak napisałam, wątki są ciekawe i miały potencjał.
Owszem, może to oznaczać, iż będzie ciąg dalszy. Jednak można było zakończyć chociaż część wątków. Całość sprawia wrażenie jakby pisarka odrobinę pogubiła się w tym, co chciała napisać. Za dużo jak na pierwszy raz, na pierwszą książkę.
Dodatkowo rzuca się w oczy irracjonalne zachowanie głównej bohaterki Marty. Przynajmniej ze 2 razy mocno mnie zdenerwowała. Miałam ochotę nią potrząsnąć. Dziwna jest ta postać. W wielu momentach bardzo fajna, ogarnięta, wzbudzająca sympatię, a za moment coś takiego, jakby to była inna osoba. Jakieś rozdwojenie postaci.
Na plus zasługuje ciekawa intryga. Jej oś jest naprawdę dobra. Gdyby tylko została odrobinę inaczej poprowadzona, a wątki choć częściowo doprowadzone do końca.
Atutem jest także ciekawie ukazane środowisko medyczne. Widać, iż autorka, lekarka, wie o czym pisze. Użycie nazewnictwa, ukazanie pracy lekarzy, to to co w tego typu książkach bardzo lubię.
Lekkie pióro. Alicja Horn dobrze, lekko pisze. Dzięki temu książkę mimo kilku niedociągnięć czytało się naprawdę dobrze. Nie uważam czasu poświęconego na lekturę za stracony...o ile przymknie się oko na kilka niedociągnięć debiutantki.
Jeżeli potraktujemy Wyleczonych, jako powieść obyczajową rozgrywająca się w środowisku medycznym będzie to niezła lektura. Może nie rewelacyjna, ale niezła, warta poświęcenia jej czasu.
I tak potraktowanych Wyleczonych wam polecam.
Jeżeli jednak uznamy, zgodnie z marketingiem wydawcy, iż to thriller medyczny, rozczarowanie będzie spore, a lektura niewarta poświęconego czasu.
Sami zdecydujcie. Ja czekam na kolejną książkę autorki. Widać, iż Alicja Horn ma dobre pióro i potencjał. Wierzę, że następne książki będą dużo lepsze.

 

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Przyjdę, gdy zaśniesz - Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

Wydawnictwo Burda Książki, Moja ocena 4-/6
To moje 1. spotkanie z twórczością Agnieszki Lingas- Łoniewskiej. Zaciekawił mnie blurb i fakt, iż książka jest thrillerem, a ten gatunek bardzo lubię.
Spodziewałam się czegoś mrocznego, mocnego, trzymającego w napięciu. Taki powinien być wg. mnie thriller. Czy to dostałam?
Autorka opowiada historię Igi, na którą jednocześnie spada niewyobrażalna ilość nieszczęść. Macocha ginie w wypadku samochodowym, a ojciec po upadku ze schodów zapada w śpiączkę. Osoba doświadczona, dorosła mogłaby sobie z czymś takim nie poradzić, a co dopiero młoda kobieta, która dodatkowo ma pod opieką zbuntowanego młodszego brata. Do tego dochodzi kilka innych wydarzeń.
Nie ukrywam, całość skupiona na niewielkiej ilości stron, bo najpierw jest bum i mega zagęszczenie wydarzeń, sprawia, iż taki zlepek zdarzeń, pech może nie jest trudny do zaakceptowania, ale mało prawdopodobny, choć nie niemożliwy.
Tym, co zasługuje na szczególną uwagę i co najbardziej udało się autorce, jest postać socjopaty i psychopaty w jednym. Miks zabójczy, obezwładniający, sprawiający, iż czytając tę historię ma się ochotę...zamordować tego człowieka i umyć się, bardzo dokładnie umyć. Jego poczynania, myśli brudzą, przerażają, złoszczą. Ja czułam się zła i brudna jednocześnie.
Ciekawym zabiegiem jest zwodzenie czytelnika. Niby mamy jasność, to jest dobry człowiek, a ten drugi to zły. Wszystko ok, jasne, oczywiste. Jednak tak naprawdę kilkakrotnie w trakcie lektury nie jesteśmy pewni. Autorka zwodzi nas i stosuje zabiegi, które sprawiają, iż sami wątpimy w to czego jeszcze przed chwilą byliśmy pewni.
Do tego dochodzi spora porcja seksu, namiętności i zniewalającej fascynacji, które po części są przyczyną i sprawca nieszczęść. Fascynacja, rosnąca namiętność są bardzo ciekawie przedstawione. Duży plus, że autorka nie stworzyła zwyczajnego erotyka, co ostatnio jest modne wśród wielu autorów.
Plusem jest umiejscowienie akcji we Wrocławiu, mieście pięknym, wspaniałym.
Tyle dobrego. Jest też minus. Napisałam, iż cała historia zaczyna się od wielkiego bum. Nagromadzenie zła, nieszczęść i wszelakich możliwych zdarzeń jest ogromne. Zgodnie ze znanym powiedzeniem dalej powinno być jeszcze mocniej i jeszcze ostrzej. Niestety. W wielu miejscach mam wrażenie, jakby całej historii wyczerpywały się baterie, a akcja przypomina sinusoidę- raz jest super napięcie i tempo, za chwilę jest spadek i całość zdaje się dogorywać. Nie wiem skąd ta nierówność.
Do tego finał. Niby w pewnym momencie, tuż przed zakończeniem byłam w stanie domyśleć się, kto, jak, dlaczego. Jednak mimo to liczyłam na element zaskoczenia na samym finiszu. Niestety tego nie otrzymałam. Wisienki na torcie nie było. Finał kiepski. A szkoda, możliwości były.
Reasumując, książka ma wiele plusów, więcej niż minusów. Nie żałuję, że ją przeczytałam. Nie były to stracone godziny choć miałam okazję czytać dużo lepsze thrillery. Gdyby nie pewne niedociągnięcia książka mogłaby być świetnym thrillerem.
Z pewnością warto Przyjdę, gdy zaśniesz przeczytać. Warto wyrobić sobie samemu opinię. Nie będzie to czas stracony.




niedziela, 20 czerwca 2021

Niebiańskie osiedle - Ryszard Ćwirlej

 

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6
Niebiańskie osiedle to kolejna książka Ryszarda Ćwirleja, którą miałam okazję przeczytać i kolejna na której się nie zawiodłam. Jak zwykle świetna lektura.
Chcesz znaleźć spokój i ciszę? Chcesz w tym zwariowanym świecie trafić do wymarzonego miejsca, w którym otoczą cię życzliwość, miłość i ciepło płynące wprost z serca? Każdy ma prawo do zasłużonego odpoczynku po ciężkiej pracy. Ty również możesz mieć to wszystko na wyciągnięcie ręki. Niebiańskie Osiedle czeka na ciebie.
Teoretycznie to oferta dla seniorów chcących żyć bezpiecznie,w spokoju blisko Boga. Co się tak naprawdę za tym kryje?
Czy dwa podwójne samobójstwa seniorów, jedno w Pile, drugie w Warszawie mają z tym osiedlem coś wspólnego? Czy to w ogóle są samobójstwa? Całość bada młody policjant Franek Kaczmarek.
Szybko do akcji wkracza także nowy bohater Ćwirleja, Marcin Engel – dziennikarz śledczy, a właściwie, jak sam twierdzi, mistrz świata w kłopotach dziennikarzy..
Oj dzieje się, dzieje. Bardzo szybko losy obu dochodzeń i obu śledczych łączą się, a Niebiańskie Osiedle wydaje się wcale takim idyllicznym nie być. O co naprawdę chodzi?
Ponownie, jak to u Ćwirleja, mamy do czynienia ze świetnie nakreślonymi postaciami. Obaj śledczy są doskonali, inteligentni, z poczuciem humoru, bystrzy, z ikrą. Miło się czyta o ich poczynaniach.
Jednak postacią, którą wręcz pokochałam jest babcia Matylda. Kobieta po 70-tce, była milicyjna śledcza, wdowa po generale policji, uprawiająca sporty tylko bierni, akceptująca picie tylko dobrej whisky. Postać niebanalna, którą trudno nie polubić. Dodatkowo babcia twierdzi, że duszpasterstwo działa jak akwizytorzy ubezpieczeń. Trudno się nie uśmiechnąć :D
Do tego genialnie sportretowane polskie społeczeństwo. W książce znajdziecie wszystkie typy postaci. są one barwne, może odrobinę przerysowane, ale genialnie oddające charakter i poczynania ich postaci.
Dodatkowo smaczku dodają liczne aktualne wtręty z przymróżeniem oka, jak chociażby ten dot. nadawani noworodkom imienia Jarosław.:D
Całość, jak to u Ćwirleja genialnie skonstruowana, świetnie połączona, idealna do czytania i przerażająco prawdziwa. Aż szkoda, że książka jest tak krótka. Bo co to jest 345 stron.
Polecam i niecierpliwie czekam na kolejną książkę autora. 

 


 

 

 

 


sobota, 19 czerwca 2021

Figurka z porcelany - Agata Bizuk

 

Wydawnictwo Dragon, Moja ocena 5-/6
Bardzo poruszająca historia o 40-letniej Idze, która dorastając w toksycznym domu ucieka z niego wprost w ramiona męża-kata. Po traumatycznym dzieciństwie, równie złym i gorzkim małżeństwie Iga znajduje w sobie wystarczająco dużo siły żeby się rozwieść. Czy to będzie początek nowego, lepszego życia? Czy Iga potrafi jeszcze komukolwiek zaufać? Czy potrafi odsunąć od siebie uprzedzenia i lęk?
Jak potoczą się losy tej wrażliwej i tak bardzo mocno doświadczonej przez życie kobiety? Odpowiedż na te i wiele innych pytań znajdziemy w tej bardzo poruszającej i ciekawej historii.
Nie ukrywam, podchodziłam do lektury bardzo sceptycznie. To moje pierwsze spotkanie z prozą Agaty Bizuk, a bardzo ładna, ale jednak taka eteryczna okładka zapowiada raczej coś na kształt romansu, a nie tak poruszającą i potrzebną powieść.
Bazując na dosyć znanym, wyeksploatowanym zdawałoby się schemacie, pisarka ukazała coś więcej. Jej książka porusza, gra na emocjach i sprawia, iż wiele z nas przemyśli pewne sprawy, nad wieloma się zastanowi, a te mające nawet średnio udane życie uwierzą jak mają dobrze.
Często nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś obok, ktoś z bliskich osób przechodzi piekło w domu, ze ktoś się nad nim znęca, że taka osoba potrzebuje pomocy, wyciągniętej ręki. Czasami warto zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć, pomóc.
Autorka ukazuje także, jak wielkie znaczenie dla dorosłego życia ma dzieciństwo. Osoby z trudnego, toksycznego, przemocowego domu, trudnej rodziny często nie potrafią normalnie funkcjonować, stworzyć normalnego związku, prawdziwych relacji z innym człowiekiem.
Ludzka psychika jest jednak bardzo delikatna i krucha.
Bizuk świetnie wszystko ukazuje, prowadzi nas od jednego wydarzenia w życiu Igi do kolejnego i mistrzowsko gra na naszych emocjach. Książkę czyta się wyśmienicie w duchu mocno kibicując bohaterce.
Figurka z porcelany to bardzo potrzebna, ważna i mądra opowieść o braku wiary w siebie, o bólu i cierpieniu i o pokonywaniu własnych demonów. Polecam.