wtorek, 14 stycznia 2014

Rosja w łagrze

Ośrodek Karta , Dom Wydawniczy PWN, Okładka twarda, 584 s, Moja ocena 6/6
Na przełomie lat 20. i 30. XX wieku, autor niniejszej książki - Iwan Sołoniewicz mieszkał wraz z rodziną w Rosji, w samym sercu tego wielkiego kraju, tuż za rogatkami Moskwy. Szczęście w nieszczęściu. Samym nieszczęściem było życie w ówczesnej Rosji, szczęściem było mieszkanie poza stolicą kraju w Sałtykowce. Tam mieszkali ci, dla których cudownym zrządzeniem losu brakło mieszkań w przeludnionej Moskwie, gdzie o każdy metr mieszkania toczyła się walka. 
Autor z humorem (częstokroć graniczącym z absurdalnym) opowiada o plusach i minusach życia w podmoskiewskiej osadzie. Głównym problemem były braki w żywności, której za żadne pieniądze nie można była dostać. Dochodziło do absurdów, gdy artykuły potrzebne były niedostępne, dostępne w nadmiarze były natomiast dobra luksusowe, jak chociażby kawior, który autor wraz z rodziną jadł łyżkami przez całą zimę. 
Obrzydzenie do absurdalnego i okrutnego, niszczącego człowieka ustroju, brak możliwości godnego życia, popchnęły autora wraz z rodziną ku fińskiej granicy. Niestety, ale ucieczka nie powiodła się. W 1933 roku autor wraz z bratem i synem został skazany na 8 lat łagru. Nie żałował. Jak sam pisze w książce (...) Woleliśmy postawić na szali życie, niż wegetować w socjalistycznej krainie. Zdecydowaliśmy się zaryzykować, choć nie zmuszały nas do tego żadne bezpośrednie czynniki zewnętrzne. (...)
Sołoniewicz wraz z rodziną trafił  do największego obozu w Związku Sowieckim - kombinatu Białomorsko-Bałtyckiego. Więżniowie tego obozu budowali kanał łączący Bałtyk z morzem Białym. Ceną kanału było ponad 100 tysięcy ludzkich ofiar.
Rok póżniej, czyli w 1934 roku, ponowiona próba ucieczki powiodła się i autor przedostaje się do Finlandii. Przez krótki, bo zaledwie kilkumiesięczny pobyt w łagrze, Sołoniewicz opisuje niezwykle dokładnie. Poznajemy przede wszystkim brutalne obchodzenie się strażników z więźniami, zwyczajny dzień w obozie, który polegał na pracy ponad ludzkie siły, chorobach, głodzie, strachu i rezygnacji. Wspomina także o codziennej rezygnacji więźniów z godności, z  walki o siebie, o życie.  
(...) Odzieży i obuwia nie było. Liczba chorych i zmarłych wskutek zamarznięcia rosła. Pojawiało się przerażająco wielu „samorębów” – ludzi, którzy odrąbywali sobie palce u rąk, rozcinali siekierami stopy, byle tylko nie iść do pracy do lasu, gdzie oczekiwała ich pewna śmierć. (...)
Jest to książka tematycznie podobna do wielu innych, jakie ukazały się na naszym rynku, a jednak inna. Odmiennym jest cel, jaki przyświecał autorowi. Jak sam pisze, celem książki nie jest współczucie dla więźniów i milionów ofiar chorego ustroju, ale ukazanie rzeczywistości  ówczesnej Rosji poprzez pryzmat gułagu, zdemaskowanie okrutnego systemu rządów w Rosji, systemu, który dopiero się rodził, a już zniweczył setki tysięcy ludzkich istnień. Książka jest doskonałym źródłem obserwacji, jak kiepskie i nędzne państwo, przemienia się w państwo niewyobrażalnie okrutne, jak rozwija się kraj rządzony bólem, śmiercią, strachem, głodem.
(...) Wszystko, co dzieje się w łagrze, dzieje się również na wolności i odwrotnie. W łagrze wszystko to jest jedynie bardziej uchwytne, prostsze, bardziej wyraziste. (...)

Książka niniejsza poza Rosją ukazała się już w latach 30. XX wieku, czyli wkrótce po ucieczce autora do Finalndii. Jej treści nie dano jednak wiary. Być może dlatego, iż pozbawiona cara Rosja, gnębiona przez głód, choroby, brak mieszkań, rządzona silną (cóż za eufemizm) ręką Stalina, jawiła się jako kraina, w której dzieje się coraz lepiej, w której przywódca troszczy się o naród niczym ojciec. Wszak do Rosji, w celu naocznego obejrzenia owego dobrobytu, nikt z zewnątrz nie był wpuszczany. A lata 30. XX wieku to czas, gdy silni przywódcy, "ratujący" ojczyznę twardymi metodami byli na topie, wystarczy spojrzeć na Hitlera.
Zachęcam do lektury. Rosja w łagrze to jedna z ważniejszych moim zdaniem książek XX wieku, najwcześniejsze świadectwo rosyjskiego okrucieństwa i głos ostrzegawczy, który niestety zignorowano, czego ceną były miliony ludzkich istnień.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Parabellum. Prędkość ucieczki

Instytu Wydawniczy Erica, Okładka miękka, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.

Prędkość ucieczki to 1. tom cyklu Parabellum. Akcja książki rozpoczyna się w sierpniu 1939 roku, czyli tuż przed wybuchem II wojny światowej. Na pierwszy plan wysuwają się bracia Zaniewscy (Stanisław i Bronisław), z których jeden szykuje się do ślubu z ukochaną dziewczyną, a drugi stacjonuje w jednostce wojskowej na południowych krańcach naszej ojczyzny. Zbliżająca się wielkimi krokami wojna krzyżuje plany obu męźczyzn. Narzeczona jednego z braci jest Żydówką. Dodatkowo więc czyha na nią ogromne niebezpieczeństwo. Stanisław chcąc ocalić życie ukochanej podejmuje decyzję o przedarciu się przez wrogie terytoria do bezpiecznej jego zdaniem Francji. Razem ze Stanisławem przedzieramy się przez coraz słabiej bronioną i coraz mniej bezpieczną Europę. Koleje losów drugiego z braci także są pełne niebezpiecznych zawirowań, pełne walk, nadziei, rozczarowań. Śledzimy je naprzemiennie z losami innych bohaterów, z których na pierwszy plan wysuwa się zatwardziały faszysta całym sercem oddany Hitlerowi i fanatycznie wręcz wypełniający wszystkie nadchodzące z Berlina rozkazy. 
Autorowi udało się wybornie ukazać na tle wojennej zawieruchy losy kilku niebanalnych osób. Co cenne, pisarz nie epatuje tak charakterystyczną dla wielu autorów martyrologią, okrucieństwem. Owszem, książka nie jest opowiastką dla grzecznych dzieci, ale goryczy, strachu, przemocy jest w niej tyle ile potrzeba. Mróz znalazł doskonałą równowagę pomiędzy opisami wojennej gehenny, a  porywającą opowieścią, która z każdym rozdziałem nabiera tempa, adekwatnie do tytułu książki.
Co istotne, Mróz doskonale sportretował całą trójkę bohaterów, czyniąc z nich ludzi, których lubimy, za których trzymamy kciuki, z którymi się utożsamiamy. 
Ogromnym plusem książki są doskonale oddane wątki historyczne i realizm dni początku wojny, gdy jeszcze nie gasła nadzieja. 
Trzeba autorowi przyznać, mimo, iż to dopiero jego druga książka, to warsztat pisarski ma doskonały. Książkę czyta się niezwykle szybko, a od kolejnych stron trudno się oderwać. Mam nadzieję, iż na 2. tom cyklu nie będziemy musieli zbyt długo czekać. Tego typu książki powinny być wydawane od razu całą serią, zbyt długie czekanie na kolejny tom szkodzi czytelnikowi.
Prędkość ucieczki to doskonała pozycja dla osób lubiących tematykę wojenno-przygodową. Gorąco zachęcam do lektury.

niedziela, 12 stycznia 2014

A lasy wiecznie śpiewają - Trygve Gulbranssen

Wydawnictwo Zyska i S-ka, Okładka twarda z obwolutą, 560 s., Moja ocena 6/6
Wyjątkowo mądra i pięknie napisana, ponadczasowa powieść.
Lubię i cenię literaturę skandynawską. Do tej pory moim odkryciem z tego kręgu kulturowego była trylogia Anne B. Ragde. Teraz na 1. miejsce zdecydowanie wysuwa się ta monumentalna skądinąd powieść norweskiego pisarza. Powieścią tą Trygve Gulbranssen zadebiutował w 1933 roku. Książka została przetłumaczona na trzydzieści języków i sprzedana w ponad 20 milionach egzemplarzy. 
Norweg opowiada nam niesamowitą wprost historię, sagę  rodziny żyjącej w niezwykle zimnej, niegościnnej, ale hipnotyzującej oraz pięknej krainie. Sens życia bohaterów to wieczna walka z naturą oraz samymi sobą. 
Gulbranssen napisał powieść wyjątkową, wręcz hipnotyzującą, która nie przeczę jest momentami niezwykle trudna w odbiorze, ale i wspaniałą, magiczną, taką, która chwyta za serce i sprawia, że niejednokrotnie w czasie lektury łza w oku się kręci. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam coś takiego. Bo nazwanie dzieła norweskiego pisarza po prostu książką jest wielkim niedomówieniem.
Akcja rozgrywa sie w XVIII i XIX wieku, chociaż jak dla mnie, czas akcji nie ma większego znaczenia. Otoczenie i sposób życia bohaterów nie zmienia się wszak od wieków. Żyją inaczej niż ludzie w miastach czy wioskach, żyją niespiesznie, w zgodzie z naturą, poddani jej rytmowi. W koło dziewicza puszcza, cisza, zwierzęta. Ludzie tam żyjący są wyjątkowi, dumni, silni, momentami oschli, nieokrzesani. Ale nic dziwnego, że tacy właśnie są. Od lat muszą dawać sobie radę sami, sami liczyć na siebie. A przeciwko przyrodzie, naturze nie mają większych szans. Nie zawsze jednak udaje się bohaterom opowieści panować nad swoim życiem, uniknąć zagrożeń. Jak w przypadku każdego innego człowieka, wystarczy moment, chwila nieuwagi i o nieszczęście bardzo łatwo. Zmienia ono życie całej ich rodziny. To nowe życie jest kwintesencją historii.
Ogromnym atutem są bohaterowie - silni, twardzi męźczyźni, którzy wewnątrz aż kipią od energii i emocji oraz wyjątkowe kobiety, które są ich doskonałym uzupełnieniem - mądre, zaradne, dbające o siebie i rodzinę i gotowe dla niej zrobić wszystko.
Cudowne, magiczne opisy przyrody, wspaniały plastyczny język, ciekawi bohaterowie, magia natury (którą pisarz odmalował w iście mistrzowski sposób), cięty język autora i to coś co sprawia, że od lektury nie sposób się  oderwać.
 

sobota, 11 stycznia 2014

Przypominam!!!

O polowaniu na licznik, a konkretnie na 250,000 wejść. Szczegóły w poście - kliknijcie w łowczego na marginesie:)
Udanego weekendu.

piątek, 10 stycznia 2014

Drugi dziennik - Jerzy Pilch

Wydawnictwo Literackie, Okładka twarda z obwolutą, 284 s., Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża, wielkiego fana twórczości Pilcha i szczerych spowiedzi z własnego wnętrza, a taką niewątpliwie ta książka jest.
Niniejsza pozycja jest kontynuacją Dziennika, który w ub. roku ukazał się nakładem Wydawnictwa Wielka Litera. W dalszym ciągu autor kontynuuje temat przewodni wycinka ze swojego życia, czyli opowiada o chorobie i swoich zmaganiach z nią, próbie oswojenia i za wszelką cenę wymazania ze słownika słowa choroba. W żadnym wypadku nie jest to zapis użalania się nad sobą, nie jest to książka przepojona cierpieniem, czy żalem do losu. Nie jest to także wesoła, absurdalna komedia. Ot Pilchowi udało się znależć złoty środek pomiędzy użalaniem się nad własnym cierpieniem, a groteską. Pisarza interesuje przede wszystkim stosunek otoczenia, rodziny, fanów do jego choroby, sam wpływ i swoiste dobrodziejstwo jakie może z przypadłości, która go dopadła czerpać. Uczy cieszyć się drobnymi rzeczami, jak chociażby zidentyfikowaniem uporczywego, irytującego, acz dotychczas tajemniczego stukania w mieszkaniu. Docenia także to, co daje mu choroba, jak go zmieniła: (...) Niekiedy nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż nieco podupadły na zdrowiu - jestem zarazem tysiąc razy zdrowszy niż przez większą część dotychczasowego życia (...)
Sporo w Drugim dzienniku nawiązań do życia sprzed kilku i kilkunastu lat, do błędów młodości, czasami także nostalgii co by było, gdyby, do dzieciństwa spędzonego w Wiśle, czy krakowskiej młodości... Tak to już jest, iż w momencie jakichkolwiek dramatycznych, istotnych wydarzeń w naszym życiu, zmienia się punkt widzenia, zmienia się postrzeganie tego co wcześniej uznawane było za istotne, lub wręcz odwrotnie. Nie inaczej jest w przypadku Pilcha. Wszak jest on tylko człowiekiem, niezwykle podobnym do każdego z nas. 
Mnóstwo w książce zdań śmiesznych, smutnych, prawdziwych, mądrych lub hmm...mniej mądrych. Za najtrafniejsze uznałem stwierdzenie, iż Nie ma takiej okoliczności, w której czytanie by szkodziło (...)
Bez wątpienia jest to lektura ważna i potrzebna, zarówno osobom podobnie do autora chorym, jak i zdrowym. Pozwala spojrzeć na życie, cierpienie, smutki i radości, a także absurd dnia codziennego z innej perspektywy. Książka szczera, momentami aż do bólu, ale nie martyrologiczna i mimo, że odsłaniająca wiele z Pilcha, to jednak jak najdalsza od tabloidowego ekshibicjonizmu.
Polecam, to mądra pozycja zdecydowanie wybijająca się w kraju, w którym pisanie o nieuleczalnej chorobie wciąż jest zbyt często swoistym tabu.

czwartek, 9 stycznia 2014

Pod dachem świata - Anuradha Roy

Wydawnictwo Sonia Draga, Okładka miękka, 400 s., Moja ocena 5/6
W ub. roku kilkakrotnie sięgałam po literaturę indyjską. Wzbudzała we mnie różnorodne uczucia, zapewne takie jakie są i same Indie. Nigdy jednak po lekturze książek z tego kręgu kulturowego nie pozostałam obojętna, czy znudzona.
Pod dachem świata mnie oczarowała. Może nie tyle poruszyła jak np. Źródła miłości (recenzja klik) , ale waśnie oczarowała. Czym? Spróbuję wyjaśnić, chociaż nie jestem pewna, czy mi się to uda.
Akcja książki toczy się w niewielkim, odciętym od świata miasteczku Ranikhet u podnóży Himalajów. W trakcie lektury wyobrażałam sobie, że widoki muszą być tam takie, jak na okładce.Główna bohaterka Maya przeżyła ogromną tragedię osobistą. Próbuje się po niej jakoś pozbierać, wrócić do w miarę normalnego życia. Pomaga jej w tym praca, Maya jest bowiem nauczycielką, uczy w miejscowej szkole. Kontakt z uczniami jest dla niej swoistą terapią.
Drugą (kto wie, czy nie ważniejszą) terapia staje się jej dodatkowa praca. Jest nią przepisywanie wspomnień Diwana Sahiba, wpływowego przed laty polityka, którego złoty okres przypadał na czas istnienia Indii Brytyjskich.Między tym dwojgiem nawiązuje się specyficzna więź, która przerodzi się w  coś zupełnie nieoczekiwanego, ale gwarantuję, że nie w to o czym większość myśli:). Jak to wpłynie na Mayę, na jej psychikę, osobowość? Czy uda jej się uciec od bolesnych wspomnień?
Roy w doskonały sposób udało się ukazać nieszczęście Mayi i przemiany jakie w niej zachodzą. Tęsknota po stracie ukochanego męża, którego poślubiła wbrew rodzinie, jest przytłaczająca.  Książka aż kipi od uczuć, emocji, targających główną bohaterką rozterek. Do tego niezwykle plastyczne opisy himalajskiego otoczenia, opisy ludzi, którzy Mayę otaczają, ich charakterów i częstokroć dla nas dziwnego postępowania. Zarówno przyroda Indii, jak i związki między ludżmi ukazane są w iście magiczny sposób, można rzec... esencjonalnie. Trudno to jednoznacznie określić. Dodatkowym atutem są wspaniale opisy jakby symbiotycznego współżycia ludzi z otaczającą ich przyrodą. Zupełnie coś innego niż nasz sposób egzystencji. 
Wiem, nie każdemu musi się podobać taka odrobinę powolna, plastyczna, eteryczna, ale i kipiąca od uczuć opowieść. Mnie zachwyciła. Szczerze, nigdy nie przypuszczałabym, że to taka cudowna opowieść.

środa, 8 stycznia 2014

Operacja Reichswehra, kulisy wywiadu II RP - Marian Zacharski

Wydawnictwo Zysk i S-ka, 1216 s., Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Marian Zacharski to emerytowany generał brygady, funkcjonariusz wywiadu w PRL-u, były funkcjonariusz UOP-u. Zacharski był na tyle skuteczny, iż kilka jego akcji, jakie przeprowadził m.in. w USA, do dziś odbija się mocarstwom przysłowiową czkawką. Jest on także autorem wielu poczytnych książek. Na celownik Zacharski wziął okres międzywojenny. 
Operacja Reichswehra, kulisy wywiadu II RP to pozycja prezentująca większość zagadnień dot. walk wywiadów Polski i Niemiec, jakie licznie miały miejsce pomiędzy I i II wojną światową.
Najciekawszym bohaterem szpiegowskich działań był bez wątpienia rotmistrz Jerzy Sosnowski, który z dużym powodzeniem działał na rzecz II RP w Berlinie. Ale nie tylko o nim jest ta książka. Zacharski opowiada o innych szpiegach, a także o niestety, ale zbyt licznych zdrajcach, o ich sukcesach i porażkach, o werbowaniu nowych agentów i o wielu aspektach naszej międzywojennej historii.
Materiałem źródłowym do niniejszej książki są liczne dokumenty znajdujące się w polskich i niemieckich archiwach. Trzeba autorowi przyznać, iż sumiennie odrobił lekcje, nie spoczął na wcześniej dostępnych materiałach, z których wiele okazało się niekompletnymi, nierzetelnymi. Zacharski poszedł dalej. Zadał sobie trud odnalezienia i zbadania oraz zweryfikowania innych dokumentów. To mu należy poczytać na plus. Atutem jest także zrzucenie z historycznego piedestału wielu opiewanych do tej pory akcji wywiadu. Na poparcie swoich tez, Zacharski zawsze przytacza odpowiednie źródła.
Kolejnym plusem niewątpliwie jest wyborny język, jakim generał się posługuje. Mimo, iż Operacja... jest słusznych rozmiarów (1216 stron to jest przecież coś), książkę czyta się błyskawicznie. Odrobinę problemu może sprawiać dopasowanie się do stylu narracyjnego autora, ale póżniej (po ok. 50-60 stronach) lektura jest wielką przyjemnością, a książkę wręcz się pochłania niczym najlepszą powieść sensacyjno-szpiegowską, tym ciekawszą, iż opartą na faktach.

wtorek, 7 stycznia 2014

Ogłaszam polowanie na...

..250,000 na liczniku odwiedzin.
Zasady są proste: wygrywa ta osoba, która jako pierwsza (wg. czasu na mojej poczcie emailowej) nadeśle na emaila anetapzn@gazeta.pl czytelne!!! zdjęcie (w jpg) licznika ze stanem 250000 lub najbliższym tej liczbie (ale nie mniejszej niż 250000). Czyli przedmiotowe 250000 ma być widoczne pod napisem Tyle razy mnie odwiedziliście ...
Nie interesuje mnie, o której godzinie ktoś zrobi zdjęcie, liczy się czas gdy dotrze ono na moją pocztę emailową.
Zasada chyba jasna i klarowna.  Jeżeli macie jakieś wątpliwości - pytajcie proszę.
Jako nagrodę będzie można wybrać 1 książkę z poniżej pokazanych, drugą wybiorę sama. 
Wygrywa tylko 1 osoba.
Książki wysyłam listem poleconym w ciągu 10 dni od otrzymania adresu do wysyłki. Wysyłka tylko na terenie Polski. 




wybrała Agnieszka






















Was było milion diabłów i aniołów - J.M. Stefaniuk

Wydawnictwo Novares, Okładka miękka, 284 s., Moja ocena 5/6
Niepozorna, a mająca w sobie tyle głębi i uczucia książka.
Akcja rozgrywa się w 1919 roku, w trakcie odzyskiwania przez Polskę wolności. Trudny okres zarówno dla naszej ojczyzny, jak i rodaków.
Co istotne, nie ma w książce jednego bohatera. postaci pierwszoplanowych jest kilka. Każda z nich ważna, niezwykła, poruszająca. Moje serce podbił jednak Władysław, młody żołnierz, oficer polskiego wojska. Przez przypadek (jak to w życiu) poznaje Elżbietę, w  której zakochuje się bez pamięci. Jednak kobieta jest mężatką. Szczęśliwym trafem (no...można to tak określić) mąż umiera. Elżbieta w końcu jest wolna. Władysław wykonujący misję dla wojska, jako dowódca niewielkiego oddziału, postanawia zboczyć z trasy i odwiedzić ukochaną. Gdy wraz z towarzyszami broni dociera do wioski, widzi tylko zgliszcza i trupy. Okazuje się, że wszyscy mieszkańcy, także kobiety i dzieci, zostali zamordowani. Pogrążony w rozpaczy męźczyzna postanawia wraz z kolegami zdezerterować z wojska, utworzyć swoistą partyzantkę i na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. W międzyczasie zostaje posądzony przez dowódców o zdradę, a nawet przypisuje mu się dokonanie rzezi w wiosce. Dowodem mają rzekomo być jego listy. Do kogo i co takiego pisał Władysław? Jak potoczą się jego losy? Zapewniam was, że dramatycznie.
W opowieść wplecione są także historie wielu innych osób. Każda z nich stanie przed niezwykle ważnym zadaniem, będzie na swoistym rozdrożu życiowym i historycznym. Czy każdy z nich podejmie tę jedyną słuszną decyzję?
Autorowi udało się na niespełna 300 stronach zawrzeć mnóstwo emocji, uczuć, niewyobrażalnego wręcz bólu,a le i momentami radości. Mimo, iż poruszana tematyka wydaje się ciężką, styl autora sprawia, iż od lektury książki nie można się oderwać. Plusem jest także intryga, od której opowieść aż się roi. Bo Was było...., to nie tylko opowieść o grozie okresu wojennego, o zbliżającej się Bitwie Warszawskiej. Autor opowiada także o akcjach szpiegowskich, o próbie zamachu na ważnego dowódcę, o równie tajemniczym co skutecznym szpiegu. Ale przede wszystkim to niezwykle barwna i porywająca opowieść o ludziach i ich życiu oraz jego wszystkich barwach.
Gorąco zachęcam do lektury.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Zapomniana stolica Bizancjum

Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, 210 s., Moja ocena 6/6
Tytułową zapomniana stolicą Bizancjum jest Mistra.
Mistra (po grecku Μυστράς) to mocno ufortyfikowane miasto bizantyjski, które znajduje się w Grecji, na południu Peloponezu, na stokach gór Tajget. Wyjątkowo malownicze położenie, które obrazuje całe piękno Grecji polegające na kontraście miedzy niebieskim morzem, zielonymi cyprysami i nagimi skalami. 
Historia Mistry sięga 1205 roku, gdy po zajęciu przez uczestników IV krucjaty ówczesna stolica Bizancjum, czyli Konstantynopol, przestała spełniać swoją funkcję. 
Mistra została założona przez Franków. Z biegiem czasu miasto było rozbudowywane, pojawiały się w nim coraz wspanialsze budowle, mury miejskie były wzmacniane, miasto żyło, tętniło kulturą, religią, sztuką. 
Od polowy XIII wieku, poprzez  cały wiek XIV i pierwsze dekady XV wieku,  Mistra była sercem bizantyjskiego świata,  kulturalnym i intelektualnym centrum. Miasto i rządzący nim władcy konsekwentnie wspierali odrodzenie i wzmocnienie sztuki bizantyjskiej. Powstały liczne kościoły zwieńczone kopułami i ozdobione wspaniałymi, przebogatymi, tak charakterystycznymi dla Bizancjum freskami.
Freski żródło civilisation.org.uk
Jednak wszystko co dobre ma swój kres. Nadchodzi panowanie tureckie, Mistra chyli się ku upadkowi, żeby z biegiem czasu stać się miejscem opustoszałym.

Na początku XX wieku podjęto decyzję o odbudowie tego wspaniałego, unikalnego na skalę światową miejsca. Prace w Mistrze przerwała grecka wojna domowa. W czasie jej trwania na terenie ruin miasta rozegrała się bitwa. W latach 50. XX wieku z miasta wysiedlono ostatnich mieszkańców.
Katedra źródło culture.gr
Obecnie (od 1989 roku) miejsce to jest  zabytkiem wpisanym na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO. Kompleks obejmuje: fortecę, pałac, kościoły i klasztory.
Jeżeli tylko będziecie mieli okazję, gorąco, przegorąco zachęcam do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca. Zapewniam, że warto. Nie wyjedziecie stamtąd rozczarowani. 
Autor niniejszej książki, Steven Runciman (1903-2000) był jednym z najbardziej znanych na świecie historyków, którzy zajmowali się epoką bizantyjską i jej dziedzictwem.
Autor w niezwykle ciekawy sposób opisuje historię Mistry oraz koleje dziejów wszystkich jej budowli. Jak sam wspomina we wstępie do książki, pozycja ta ma być nie przewodnikiem, a wyrazem wdzięczności, za to co Mistra mu dała. A dała wiele. Przede wszystkim niesamowite wzruszenie, którego ślady można znależć miedzy wierszami książki, wiedze i pasję.
Książka jest wspaniale napisana, językiem przystępnym, który trafi do każdego. Ozdobiona jest rysunkami oraz niezwykłymi zdjęciami, które tylko w niewielkim stopniu są w stanie oddać piękno Mistry i Peloponezu. Runciman nie ogranicza się bowiem tylko do opowieści o Mistrze. Historie miasta prezentuje czytelnikowi w kontekście historii Peloponezu i całej Grecji. Pod tym względem jest to niezwykła pozycja. Na 210 stronach udało się autorowi zawrzeć ogromną ilość materiału i zaserwować ją tak, iż lektura przypomina wspaniałą podróż po Grecji minionych epok i wieków.
Jest to pasjonująca lektura, która powinna znależć się w biblioteczce każdego miłośnika, Grecji, podróży, historii i człowieka po prostu ciekawego świata.