sobota, 1 maja 2021

Na Zachodzie bez zmian - Erich Maria Remarque

 

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 6/6
Na zachodzie bez zmian to niezbyt gruba, ale ważna w swojej wymowie i przekazie książka. Ukazuje ona bezsens, tragizm wojny i życia w okopach oraz losy tzw. straconego pokolenia, którego najlepsze lata przypadły na okres I wojny światowej.
Miałam okazję czytać tę książkę ok. 25 lat temu. Zachwyciła i bardzo poruszyła mnie wtedy. Po blisko 3 dekadach odbieram ją tak samo. Nadal porusza, budzi gniew, smutek.
Jest to jedna z bardzo potrzebnych, ale i ponadczasowych książek. Fakt, dotyczy ona I wojny światowej. Lecz tak naprawdę można ją rozpatrywać w kontekście każdego większego konfliktu militarnego na świecie niezależnie od jego miejsca i czasu. Każda wojna, każdy konflikt przy użyciu siły są złem i należy zrobić wszystko żeby do nich nie dochodziło.
W trakcie lektury poznajemy realia wojenne, okopowe, śledzimy poczynania głównych bohaterów, Paula i jego kolegów, poznajemy ich przeżycia, myśli, lęki, marzenia. Jesteśmy z nimi bez przerwy, w każdej nieomal sytuacji. Dzięki temu między czytelnikiem, a bohaterami tworzy się swoista nić bliskości, przyjażni. Dzięki temu jeszcze boleśniej, bardziej żywiołowej odbieramy wydarzenia, reagujemy na zło, bezsens tego, co się dzieje.
Jednocześnie trzymamy za tych młodych ludzi kciuki, żeby im się udało, żeby wrócili bezpiecznie do domu, do rodzin. Trudna, bolesna, budząca ogrom emocji lektura. Jednak moim zdaniem obowiązkowa dla każdego. Należy ją przeczytać żeby zrozumieć, że każda wojna to zło i żeby docenić, jak mamy dobrze żyjąc w czasach gdy u nas w kraju nie ma wojny.
Sylwetki młodych żołnierzy są świetnie naszkicowane. ich myśli, przeżycia, rozmowy, obraz otaczającego ich świata, genialnie oddane. Bezsens wojny to jedno. Remarque zwraca jednak uwagę na to, jak bardzo ci młodzi ludzie są przegrani. Wojna zabrała im kilka lat życia, okresu gdy powinni bawić się, kochać, robić pierwsze kroki w dorosłym życiu, po prostu żyć pełną piersią.
Zamiast tego trafili do okopów gdzie w każdej chwili mogą zginąć. Nawet przepustki, które od czasu do czasu dostają nie pomagają, nie przynoszą ulgi. Ma się wrażenie, że nic nie jest w stanie przynieść im ulgi, że są straceni na starcie życia. Straszne i poruszające.
Książka szczera, okrutna, brutalna, poruszająca, ale i bardzo potrzebna. Polecam
Nic dziwnego, że to jedno z najgłośniejszych dzieł literatury XX wieku.

piątek, 30 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska, czyli Erotyki po raz 1.

 



Wydawnictwo Amare
To moje pierwsze spotkanie z erotykami. Nie czytam, tzn. nie czytałam do tej pory takich książek.
Jednak uległam namowom Kociego czytania i postanowiłam spróbować.
Przyznam wam się, że było to całkiem udane spotkanie. Może nie rewelacja i euforia, ale też nie nuda i nie zmarnowany czas.

Obie książki opowiadają historię Gabrysi, nieśmiałej, pełnej kompleksu studentki polonistyki. Jej niska samoocena i nieomal pustelnicze życie wynikają z zachowania despotycznej, toksycznej matki, która na każdym kroku udowadnia córce jaka jest beznadziejna.
Jak większość z nas w tym wieku, a część także przez całe życie, Gabrysia szuka miłości. Jednocześnie jej kompleksy i brak pewności siebie sprawiają, iż dziewczyna nie wierzy, iż tę miłość znajdzie, że jakikolwiek wartościowy mężczyzna zainteresuje się nią.
Mimo, iż dziewczyna czas poświęca właściwie tylko na naukę, stroni od typowego studenckiego życia czyli imprez, pewnego dnia poznaje wymarzonego księcia z bajki. Wybucha wielkie uczucie, które swój finał ma na ślubnym kobiercu.
Wydawałoby się historia rodem z bajki. Jednak szybko się okaże, iż nie wszystko jest tak idealnie i cudownie, jak mogłoby się wydawać. Mąż Gabrysi skrywa przed nią wiele tajemnic. Małżeństwo nie jest usłane różami. Dodatkowo na horyzoncie pojawia się przystojny nieznajomy. A to dopiero początek.
Tak, jak napisałam na początku, jestem zadowolona z lektury. Brak czytelniczej euforii, ale też brak rozczarowania. Historia ciekawa z bardzo dobrze i realnie przedstawionymi niezwykle trudnymi i toksycznymi relacjami w rodzinie. Sądzę, że w ukazanych zachowaniach konkretnych osób, w ich słowach, czynach wiele czytelniczek odnajdzie w większym lub mniejszym stopniu odbicie swojego życia, swoich problemów, szczególnie w tomie 1.
Sama główna bohaterka początkowo, nie ukrywam, denerwowała mnie. Jej brak zdecydowania, chowanie się w skorupę, jakieś takie nieogarnięcie życiowe. Jednak im bardziej zagłębiałam się w lekturę, im bardziej poznawałam Gabrysię, jej matkę, otoczenie tym bardziej ją rozumiałam.
Ciekawie przedstawione są także inne postaci, toksyczna matka, nowo poślubiony mąż. Jednak oboje wywarli na mnie bardzo negatywne wrażenie.
Historia opowiedziana jest ciekawie, napisana nieźle, autorka ma lekkie pióro i ogólnie to niezła lektura, która zapewnia relaks. Przy czym zaznaczę, tom 1 jest zdecydowanie lepszy od tomu 2.
Obie książki mogę szczerze polecić jeżeli szukacie relaksu, czegoś co zaangażuje wasze myśli, zapewni rozrywkę na kilka godzin. Nie samymi noblistami człowiek żyje. Taka relaksująca, ale nie infantylna, zmuszająca do przemyśleń lektura też jest od czasu do czasu potrzebna.
Jednak nie potrafię ocenić tych książek. Zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak....

@wydawnictwo_amare #wydawnictwoamare #zaczytani

środa, 28 kwietnia 2021

Dwór rusałek - Dorota Gąsiorowska

 

Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
To moje 1. spotkanie z twórczością Doroty Gąsiorowskiej, ale z pewnością nie ostatnie. Książka ma w sobie wyjątkową magię i elementy, które mnie zachwyciły. Stary dwór nad cudownym jeziorem, magiczna księgarenka w centrum Wilna, wielka tajemnica, którą rozwikłać może jedynie ktoś bardzo wyjątkowy i ironia losu, który dla bohaterki ma przygotowane zgoła coś innego niż ona sama od losu oczekiwała.
Cała opowieść choć bardzo realna jest też niesamowicie baśniowa. Tak, baśniowa to doskonałe określenie. Osnuwa ją jakaś mgła, pajęczyna tajemnic, sekretów, magicznej aury. Rozpoczynając lekturę zanurzyłam się w tę tajemnice wręcz z rozkoszą. Ona mnie porwała w swoje objęcia i trzymała w nich do końca.
Magiczna, cudowna, a przy tym bardzo rzeczywista historia z niesamowitym przebiegiem.
Bohaterką jest Olga, właścicielka niesamowitej księgarenki w centrum Wilna, która całe życie jest zagubiona, jakby oszołomiona, może niedowartościowana, a na pewno mało pewna siebie i nie znająca swojej wartości. Wydaje jej się, że w życiu nic już jej nie czeka, ze będzie ono cały czas takie samo.
Sama nie wie, jak bardzo się myli. Pewnego dnia los stawia Olgę na rozdrożu szykując dla niej nie lada niespodziankę. Za sprawą zawirowań losu Olga z Wilna przenosi się na Podlasie. I dopiero tam się zaczyna.
Wspominałam o cudownej, niesamowitej atmosferze Dworu rusałek, o magii, która wyziera z każdej strony książki. Nie wiem, jak autorka to zrobiła, ale bazując na w sumie banalnym schemacie stworzyła powieść niezwykłą, którą ubarwiają wspaniale i bardzo plastycznie nakreślone obrazu Wilna i Podlasia.
Urokliwe polany, zagajniki, szum drzew, łanów zboża miesza się z magią kamieniczek, brukowanych uliczek, zaułków Wilna. To wszystko okraszone niezwykłymi legendami i wierzeniami i tym nieuchwytnym czymś, co sprawia, iż od lektury trudno się oderwać.
Bardzo ciekawa jest też historia z początku XX wieku, losy prababki, w które krok po kroku zagłębia się Olga. Cudowne. Dawno nie czytałam tak magicznej, ujmującej, przenoszącej w inny świat powieści.
Całość przypomina puzzle złożone z wielu elementów, które krok po kroku składamy w jedną wyjątkową całość.
Do tego ciekawi bohaterowie i bardzo realne dialogi.
Wszystkie elementy są zręcznie połączona sprawia, iż Dwór rusałek jest cudowną, zaskakująco wspaniałą lekturą, którą z pełną odpowiedzialnością polecam. Książka angażuje, porywa, przenosi w inny świat i zapewnia zarwaną noc. Czyta się wyśmienicie. 608 stron książki mija w mgnieniu oka. Polecam.

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Maski pośmiertne - Anna Rozenberg

 


Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 5/6

Naprawdę dobra, mroczna, wręcz duszna powieść, którą się świetnie czyta.
Akcja rozgrywa się w spokojnym angielskim miasteczku Woking. Pewnego dnia sielankowe życie miejscowej społeczności burzy makabryczna zbrodnia.
Zmasakrowane zwłoki polskiej turystyki sprawiają, iż okolica jest wstrząśnięta, a policja z inspektorem Davidem Redfernem na czele rozpoczyna śledztwo.
Wydaje się, iż masakryczne zabójstwo dokonane przez wyjątkowego zwyrodnialca to jedyna zbrodnia, jaka wydarzy się w spokojnym miasteczku. Cóż, jeden raz wszędzie może się zdarzyć. Nikt nie przypuszcza, iż to dopiero początek.
Samo śledztwo choć z początku wartko prowadzone to jednak od razu zaczyna napotykać przeszkody. Redfern ma problemy dosłownie ze wszystkim, z materiałem dowodowym, świadkami, współpracownikami i z samym sobą.
Tu należą się autorce brawa za świetnie nakreśloną, ciekawą i nieszablonową postać śledczego. Nie chcę niczego zdradzać. Nie chce opisywać tej postaci.Nie chce wam odbierać elementu zaskoczenia. Gwarantuję jednak, iż będziecie zaskoczeni, a samego inspektora zapamiętacie na długo.
Oprócz ciekawej postaci, niebanalnego śledczego na uwagę zasługuje świetnie nakreślone małe, prowincjonalne miasteczko. Wydaje się wręcz stoickie swoim spokojem, flegmatyczne, sielskie, idealne do zamieszkania. Czy tak jest naprawdę? A może każdy skrywa jakieś sekrety i nic nie jest tym czym wydaje się być?
Klimat niewielkiego brytyjskiego miasteczka przywodzi na myśl klasyczne kryminały Agathy Christie.
Do tego kolejne zbrodnie, powoli odsłaniane przyczyny, zaszłości z okresu II wojny światowej, wszechobecna tajemnica podszyta brudem, niezwykła sieć zależności, jak to w małym miasteczku.
Autorka co chwilę podsuwa nowe tropy, prowadzi nas na manowce, odsłania drobiazgi, zmusza do samodzielnego myślenia. I chociaż nie jest to książka z nagłymi, epickimi zwrotami akcji, to czyta się ją doskonale, a każda kolejna kartka przynosi coś nowego, wciąga czytelnika, zaciekawia jeszcze bardziej.
Autorce udało się stworzyć dobrą, ciekawą, nieszablonową, mroczną powieść kryminalną. Jest ona tym bardziej zaskakująca, iż to debiut pisarski Anny Rozenberg. Jestem przekonana, iż z każdą kolejną książką będzie lepiej. Warto zapamiętać to nazwisko. Warto przeczytać Maski pośmiertne.


sobota, 24 kwietnia 2021

Gustaw. Opowieść o Holoubku - Zofia Turowska

 

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Gustaw Holoubek wielkim aktorem był, bez wątpienia. A jakim był człowiekiem? Ja postępował? Dlaczego tak, a nie inaczej?
Na te i wiele innych pytań odpowiedź próbowałam znaleźć odpowiedź w trakcie lektury. Czy mi się to udało? O tym za moment.
Autorka swoją książkę oparła na bardzo bogatym materiale źródłowym i jego dogłębnej analizie. Miała ona dostęp do rodzinnych dokumentów i archiwum Holoubków. Tego dostępu nie miał dotychczas nikt inny. Dlatego w książce znajdziemy wiele szczegółów, materiałów nie opublikowanych nigdzie wcześniej.
Holoubek z kart książki to bez wątpienia aktor wybitny, niezwykły, mądry, utalentowany, ale nie pozbawiony także wad. To dla mnie szczególnie ważne, iż opisywana postać jest odbrązowiona, nie została postawiona na piedestale, jest człowiekiem z krwi i kości. O tym, iż miał wady świadczy sporo faktów, jak chociażby ten, iż był ojcem trójki dzieci. Każde miał z inną kobietą. I żadnemu z tych dzieci nie poświęcał wystarczającej porcji uwagi. Jak mówi jedna z jego córek, był ojcem od święta.
Losy artystyczne, dzieje aktora przeplatają się z prywatnymi aspektami życia Holoubka. Całość krok po kroku udokumentowana, poparta materiałem źródłowym
I niby wszystko ok, ale...tak, jest jedno ale. Autorka drobiazgowo, krok po kroku prezentuje nam przede wszystkim sylwetkę genialnego aktora, wybitnego artysty.
Bez wątpienia Holoubek taką osobą był. Jednak oczekiwałam bardziej drobiazgowej analizy jego życia prywatnego. Sam fakt, iż był w licznych związkach z kobietami, z trzema z nich miał dzieci daje spory materiał do analizy, zaprezentowania.
Turowska owszem pokazuje jego życie, opowiada o nim, jednak stanowi to 10-15% całej książki. Pozostała część poświęcona jest Holoubkowi artyście. Wiem, nasz bohater był przede wszystkim artystą, sztuką żył. Ale oprócz tego miał jeszcze życie prywatne, któremu pisarka moim zdaniem poświęciła za mało czasu. Co prawda wspomina o dzieciach, wspomina o towarzyszkach życia, śladowo o przyjaciołach, sporo uwagi poświęca dzieciństwu aktora, jego dorastaniu jednak robi to jakby przy okazji, mimochodem, w niewielkim zakresie i wg. mnie nie wyczerpuje tym samym tematu. A szkoda. Holoubek w życiu prywatnym, jak i tym artystycznym to bez wątpienia był ciekawy człowiek.
W ten sposób poznaliśmy artystę w stopniu bardzo dobrym, a człowieka w stopniu niewielkim.
Czuję się trochę rozczarowana choć nadal uważam, że to bardzo dobra książka. Mogła jednak być jeszcze lepsza. Polecam osobom zainteresowanym głównie życiem artystycznym, twórczością Gustawa Holoubka. Nie będziecie rozczarowani.To był wspaniały, wybitny aktor.


środa, 21 kwietnia 2021

Serce pełne skorpionów - Wojciech Engelking

 

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Z pozoru banalna, oczywista, a jak się okaże, niezwykle zaskakująca opowieść o szeroko rozumianym uczuciu, miłości i tym, co z nim jest związane, i to nie tylko w sferze uczuciowej na linii kobieta-męźczyzna.Chodzi o miłość, uczucia także do kraju i do piłki nożnej, ale i o władzę nad kimś pojedynczym, nad jego sercem, duszą, ale i nad narodem.
To historia 16-latka, syna dobrze ustawionego, zamożnego działacza, obiecującej gwiazdy sportu i zwyczajnej z pozoru dziewczyny, Niny z Leningradu.
Powiecie, w tym nie ma nic niezwykłego. Niby tak, ale wszystko zależy od tego, jak się dany temat potraktuje, jak się o nim napisze, jak się wszystko poprowadzi. Engelking zrobił to doskonale, wręcz po mistrzowsku, ciekawie, nieszablonowo, niejednoznacznie.
Książka, jej tematyka, z pozoru banalne, mają kilka poziomów, jest w nich poruszana różnorodna tematyka, wiele warstw, spraw, które na różnych etapach dochodzą do głosu, są najważniejsze.
Mamy tu zderzenie dwóch światów. Z jednej strony on, nastolatek wychowany w zamożnym, jak na ówczesne czasu domu, rodzinie mającej wszystko, kładącej nacisk na różne wartości, które przyznam, nam żyjącym w XXI wieku, nie zawsze muszą się podobać. Ale pamiętajmy kiedy rozgrywa się akcja...w dobie PRL-u. Pozornie to dom dostatni, spokojny. Ale tylko pozornie. Wystarczy choć na chwilę zatrzymać się, przyjrzeć się członkom rodziny, popatrzeć, posłuchać.
Nina, nastolatka, pewnego dnia dołącza do klasy Jacka i zachwyca, nie tylko jego. Z pozoru taka, jak inni uczniowie. W rzeczywistości bardzo się od nich różni. Inne pochodzenie, inny typ rodziny, inne podejście do wielu spraw. Zderzenie dwóch światów będzie i ciekawe i dramatyczne. Do końca nie wiadomo, jak się ono potoczy, jak zakończy.
Oboje, główni bohaterowie, ciekawie, dokładnie, niebanalnie naszkicowani. Szczególnie postać Niny zasługuje na uwagę i brawa. Żadne z nich nie jest oczywiste, mają wiele tajemnic, sekretów i w trakcie trwania tej opowieści bardzo się zmieniają. Czy na lepsze? To musicie sami odkryć.
Dodatkowym smaczkiem jest czas, gdy cała historia się rozgrywa. To początek lat 60. XX wieku, sam złoty okres PRL-u. Tło społeczne, kulturowe Engelking potraktował świetnie, doskonale je odmalował, nakreślił, sprawił, iż w trakcie lektury miałam wrażenie przeniesienia się w czasie. Liczne nawiązania polityczne, gospodarcze, stricte komunistyczne oraz wyjątkowo chore, wypaczone poczucie ówczesnego patriotyzmu tylko dodają smaczku całej historii. Engelking całość oddał ciekawie, nieszablonowo, dokładnie.
Sama opowieść napisana wspaniałym językiem, który sprawia, iź od lektury, już od pierwszej strony, trudno się oderwać.
Książka porywa, zachwyca, sprawia, iż z jednej strony czyta się niecierpliwie odwracając kolejne kartki, a z drugiej strony żałuje się, że historia mija, że niedługo będzie koniec. Polecam.

wtorek, 20 kwietnia 2021

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Podmiejski na koniec świata, to opowieść o Alicji, kobiecie, która mieszka w wielkim mieście, odnosi zawodowe sukcesy, ale której życie prywatne hmmm nie jest już takim pasmem sukcesów. Podobno w życiu nie można mieć wszystkiego. Ale czy na pewno?
Pewnego dnia Alicja dostaje od swojego szefa nowe zadanie. Ma udać się na tytułowy koniec świata, pomóc w tamtejszych kłopotach, zgasić tlący się pożar, uratować niewielką, lokalną, upadającą firmę.
Ze względu na własne problemy w życiu prywatnym, Alicji nie w smak taka delegacja. Wyjazd na przysłowiowy koniec świata nie jest ani w odpowiednim czasie, ani atrakcyjnym z innych powodów. Jednak polecenie służbowe to coś z czym nie można raczej dyskutować. Dodatkowo los szykuje dla niej jeszcze jeden, bolesny bodziec, który sprawia, iż Alicja przyjmuje wyzwanie i wyjeżdża. Nawet nie przypuszcza co ją czeka w nowym miejscu. A czeka ją wywrócenie życia prywatnego o 180 stopni, całkowita zmiana dotychczasowego życia. A to dopiero początek.
Z początku lektura wydaje się lekką, niefrasobliwą, może odrobinę infantylną. Nic bardziej mylnego.
Owszem, jest to opowieść lekka, ale przy tym bardo ciekawa, mądra, taka w której wiele czytelniczek odnajdzie swoje odbicie. Wiele odkryje, że inne kobiety mają podobne lub nawet identyczne problemy, że inne kobiety także boją się zmian, że boją się nieznanego. Jestem przekonana, iż większość z ciekawością przeczyta, jak inne osoby sobie z problemami, z walącym się życiem, z nieznanym radzą.
Podmiejski...to książka mądra, ciepła, będąca takim swoistym balsamem na duszę, lekturą, przy której zapomina się o troskach dnia powszedniego. Czyta się wyśmienicie. I zanim czytelniczka się spostrzeże już jest póżna noc i niezwykle trudno jest odłożyć nieskończoną książkę na póżniej. Czyta się jednym tchem, co jest zasługa lekkiego stylu pisarskiego autorki, ale także dobrze skonstruowanej, ciekawej i życiowej historii.
To także opowieść, która uczy, iż nigdy nie jest za pózno na zmiany, że warto chwytać to co oferuje nam los, że warto walczyć o szczęście, o siebie. Dodatkowo warto pamiętać, iż to co z pozoru wydaje nam się końcem świata, może być początkiem nowego etapu w naszym życiu.
Warto przeczytać, warto dać tej historii szansę, warto po odłożeniu książki na półkę przemyśleć niektóre sprawy.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Winny - Joanna Opiat-Bojarska

 

Wydawnictwo Burda Książki, Moja ocena 5,5/6
Mroczny, duszny i w wielu miejscach bardzo nieprzewidywalny, dobrze napisany thrillero-kryminał. Przy czym początek jest spokojny, leniwy, dzieje się owszem, ale nie tyle i nie tak żeby cokolwiek zapowiadało nagły rozwój sytuacji, akcji i to w takim kierunku w jakim się ona potoczyła.
Z każdą kolejną stroną intryga się zagęszcza, jest ona coraz lepiej skonstruowana, coraz bardziej zaskakująca. Pojawia się coraz więcej sekretów, zagadek, niedomówień, poszlak, mylnych, zwodzących na manowce czytelnika tropów. Czytelnik coraz bardziej niecierpliwie przewraca kolejne kartki książki.
Oj czyta się dobrze, coraz lepiej, aż do finału, który zaskakuje.
A całość, treść fabuły z pozoru banalna. Główny bohater, Marcin, jest zwyczajnym mężczyzną. Owszem, jest po przejściach, i to sporych, ale mimo to che prowadzić w miarę normalne życie. Niestety, ale los ma dla niego inne plany. Co i rusz na jego drodze stawia przeszkody, które Marcin musi usuwać. Jedną z przeszkód jest on sam, a właściwie nadwrażliwy na bodżce umysł. Trudno go uspokoić, trudno zapanować nad samym sobą. Trudno także walczyć z przeszłością. Wydarzenia sprzed wielu lat ciągle na nim ciąża. Winny to winny....Tam gdzie mamy zbrodnię musi być winny i musi być kara... Winny kiedyś, winny i teraz. Niby wszystko jest oczywiste, ale....
Nic nie jest tak, jak meżczyzna sobie to zaplanował. Przeszłość ciągle daje o sobie znać, a bolesnych wspomnień nadal, mimo upływu lat, nie daje się wymazać. Dokąd to go zaprowadzi? Pewnego dnia ma miejsce zdarzenie, które uruchamia lawinę innych, pędzących niczym kamyki z górskich zboczy. Jego życie staje nad przepaścią i zaczyna się....
Joanna Opiat - Bojarska fantastycznie wciąga nas w mroczny, okrutny świat, doskonale konstruuje napięcie, opisuje bohaterów, otoczenie, wskazuje niuanse, kontekst.
Czyta się doskonale. Z każdą kolejną kartką, z coraz większym, bardziej zaskakującym rozwojem wydarzeń czyta się coraz lepiej. I mimo, iż na początku Winny jest taki sobie, napisałabym nawet średni, to po kilkudziesięciu stronach całość zmienia się i to diametralnie.
Warto zadać sobie trochę trudu, warto dać książce szansę i nie zrażać się powolnym, trochę stagnacyjnym początkiem. Polecam.

piątek, 16 kwietnia 2021

Bolesław Chrobry tom 1 Puszcza - Antoni Gołubiew

 

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Pamiętam jak w latach 80. moi rodzice cudem, spod lady zdobyli wszystkie 4 tomy Bolesława Chrobrego. Chodziłam wtedy do szkoły, próbowałam przeczytać 1. tom, ale przyznaje, poległam. Była to po prostu za trudna dla mnie lektura.
Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wznowienie 1. tomu dzieła Gołubiewa, postanowiłam, iż teraz, wiele lat pózniej zmierzę się ponownie z Bolesławem Chrobrym. Pamiętając moją wcześniejsza porażkę przyszykowałam się na trudną lekturę.
Owszem, trudno wczytać się w tekst, trudno przyswoić archaiczny język jakim książka jest napisana. Niewątpliwie trzeba sobie zadać sporo trudu. Jednak moim zdaniem warto.
Bez wątpienia cykl ten jest dziełem życia Antoniego Gołubiewa. Cykl, który był pisany w latach 1947–1974 opowiada o samym tytułowym władcy, ale także o szeroko rozumianym jego otoczeniu, o Mieszku I, o jego wpływie na Bolesława, o tworzącym się narodzie polskim, o pierwotnych wierzeniach zwyczajach, walkach, ale i dniu codziennym.
Co cenne autor ukazał wszystkie warstwy społeczne ówczesnego narodu polskiego, poczynając od najbiedniejszego aż do Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III włącznie.
Wspominałam, iż Gołubiew opowiada o całości kształtowania i egzystencji narodu polskiego. Owszem. Jednak tym wokół czego skupia się opowieść, co jest jakby jej trzonem, jest religia. To jej właśnie pisarz poświęca uwagę. To ją czyni spoiwem i drogowskazem społeczeństwa.
Można śmiało uznać, iż Bolesław Chrobry to przekrojowa epopeja opowiadająca o początkach państwa polskiego.
Od razu, od samego początku lektury rzuca się w oczy, iż Gołubiew zadał sobie niesamowicie dużo trudu, żeby powieść powstała. Już sam okres jej pisania, bez mała 4 dekady o czymś świadczy.
Dbałość o szczegóły, o najmniejszy drobiazg jest po prostu imponująca.
Każdy drobiazg, każda sukmana, każdy oręż, domostwo, drzewo są drobiazgowo i niezwykle plastycznie opisane, również puszcza, która była początkiem.
Monumentalna, powieść, dla której jestem pełna podziwu. Jednak od razu zaznaczam, jest to książka dla osób bardzo cierpliwych i bardzo kochających historię. Poszukiwacz szybkiej akcji, człowiek niecierpliwy nie odnajdzie się w niej. Ja polecam i czekam na kolejne tomy.

30 czerwca ma się ukazać 2. tom serii, Szło nowe. Już się ciesze na lekturę.
Dziki to jeszcze kraj… a już mocny siłą wojów i chrobry siłą księcia…
Tnie się puszcza, szumi zboże na polanach, stare dęby Swarożyca padają przed Trzemami nowego Świątka. Biskup Wojciech chrzci pod murami Gniezna i niosąc nową wiarę pada pod ciosami pogańskich Prusów. Ciało jego warte jest tyle złota, ile waży.
Na pogrzeb zjeżdża wielki świat Cesarstwa który ku bramom gnieźnieńskim wiedzie sam Cesarz Otton III. Kraj Polan ukazuje, jaką siłą dysponuje i jakie skarby skrywa.
Cesarz zakłada Bolesławowi Koronę na głowę.
To już jest wielkie księstwo, Bolesław trzyma je w garści …..


 



środa, 14 kwietnia 2021

Wierny Rusłan - Gieorgij Władimow

 

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 6/6
Typowa literatura łagrowa, porównywana z dziełami Sołżenicyna. Hmm z jednej strony fakt, treść, wymowa podobne do książek Sołżenicyna. Z drugiej strony czegoś mi brakuje w porównaniu do Sołżenicyna. Jednak to nieistotne. Każdy z nich pisze doskonale, po mistrzowsku, każdy inaczej choć obaj o tym samym. Dlatego też nie lubię porównań, taki jak, podobny do...
Wierny Rusłan to z pewnością bardzo dobra, świetnie napisana i bardzo poruszająca opowieść z głęboką wymową.
Tytułowy Rusłan to łagrowy pies wartowniczy. Gdy obóz na Syberii zostaje zlikwidowany, Rusłan i inne psy zostają bezpańskie, głodne, schorowane, samotne, zostawione same sobie. Błąkają się po okolicy, w okolicy dawnego łagru, koło wioski.
Dodatkowo są to psy ze spaczoną psychiką. Tresura, której zostały poddane, cele do których były wykorzystywane, całe ich dotychczasowe życie odcisnęło na nich niezatarte piętno. To piętno sprawia, iż Rusłan na swój psi, ale ukazany, niczym kalka ludzkiego sposobu życia, bycia, sposób próbuje organizować sobie i innym psom nowe życie. Czy lepsze? Raczej nie. I trudno się temu dziwić.
Rusłan i inne psy znają tylko życie, realia, komendy, zasady z obozu którego nie ma. Są łagrem przesiąknięte do szpiku psiej kości. Siłą rzeczy to co próbują organizować jest odbiciem ich dawnego miejsca pracy i życia, syberyjskiego łagru.
Całość genialnie i niezwykle poruszająco ukazana z punktu widzenia Rusłana. Lepiej Władimow nie mógł tego ukazać. Czyta się z niedowierzaniem, rozdartym sercem i ogromną porcją współczucia, tym bardziej, iż autor nie unika szokujących momentów, prezentuje dosadnie, plastycznie drastyczne sceny.
Polowanie, na inne psy, na pożywienie, brak ufności wobec kogokolwiek, determinacja Rusłana, chęć, a w zasadzie umiejętność odwzorowania tylko jednego stylu życia. I te psie przemyślenia...coś niesamowitego i poruszającego. Szczerze, nie myślałam, że tak mną wstrząśnie ta książka.
W trakcie lektury żal mi było psa, ale widziałam też analogię do nas, ludzi, naszego życia, zasad, postępowania wobec innych istot. Los psa to alegoria ludzi pod pewnymi dyktaturami, ale nie tylko. To także analogia do nas, żyjących teoretycznie w wolnym świecie, ale czy na pewno?!
Książka szokuje, wali w splot słoneczny niczym obuch i na bardzo długo pozostaje w pamięci. Gorąco polecam. Ważna, potrzebna, poruszająca, ponadczasowa opowieść.