czwartek, 14 listopada 2013

Il Valentino. Prawdziwe życie Cezara Borgii - Arael Zurli

Wydawnictwo Książnica, Okładka miękka, Moja ocena 5,5/6
Ród Borgiów, jeden z najokrutniejszych, najkrwawszych, ale i najpotężniejszych w Europie dobry renesansu.
Borgiowie swoje poczytne miejsce na kartach historii uzyskali głównie nie dzięki mecenatom, ale za sprawą głębokiego (momentami aż do przesady) zaangażowania zarówno w życie kościelne jak i polityczne. Najbardziej znanymi, najrozpustniejszymi i najbardziej zdemoralizowanymi przedstawicielami rodu do dzisiaj są papież Aleksander VI i jego syn Cezar. Przypisuje im się wiele patologii, przestępstw, a nawet wynaturzeń – kazirodztwo, sodomię, nepotyzm, trwonienie publicznych pieniędzy, korupcję, szantaże, lichwę, a także liczne zabójstwa – szczególnie za pomocą trucizn.
Życie obu tych panów, klasycznych przedstawicieli każdego możnego rodu ówczesnej Europy, w niniejszej książce wspaniale przedstawia Arael Zurli. Wcześniej, nazwisko autora było mi zupełnie nieznane. Po lekturze książki stałam się wielbicielka talentu i pióra tego historyka i pisarza.
Cezar Borgia, źródło wikipedia
Cezar, którego przedstawia nam Zurli ożywa na kartach powieści i zabiera nas do Italii końca XV i początku XVI wieku. Śledzimy losy Cezara od narodzin, poprzez butne dzieciństwo  poznajemy nienawiść jaką żywił do jednego z braci, do Juana, którego w wieku zaledwie 17 lat kazał zamordować. Jeżdzimy z młodzieńcem na kolejne uroczystości, bierzemy udział we wspaniałych balach, wybieramy piękne dworskie stroje, knujemy spiski, oddajemy się rozpuście. I cały czas jesteśmy upewniani, że Cezar Borgia jest wyjątkowy. Od małego nasz bohater słyszał, że wielka przed nim przyszłość, że jest przeznaczony do wspaniałych rzeczy. Ojciec zaplanował dla niego karierę duchownego. Dzięki poparciu słownemu i finansowemu, które  mógł mu zapewnić, Cezar  został w wieku 16 lat biskupem Pampeluny. Po obraniu Rodriga Borgii na papieża, młodzieniec (w zasadzie nastolatek) otrzymał godność arcybiskupa Walencji. I to zaledwie w wieku 16 lat. Ale Cezar miał inne plany, nie związane z purpurą kardynalską. Pragnął zjednoczenia Italii i  rozszerzenia ziem papieskich oraz stworzenia księstwa, a właściwie nowego państwa rządzonego wyłącznie przez ród Borgiów. Na ile udało mu się wcielić te niezwykle ambitne plany w życie? Jak korzystał z życia? Jaka choroba przykuwała go wielokrotnie do łoża?
Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w tej fascynująco zbeletryzowanej biografii.
Zurli udało się dokonać rzeczy niezwykle trudnej. Otóż połączył bardzo dużo ilość sprawdzonych i udokumentowanych faktów historycznych z wciągającą opowieścią. Napisać bowiem doskonałą merytorycznie i łatwą w odbiorze zbeletryzowana biografie nie jest łatwo. Zurli ten zabieg wyszedł prawie perfekcyjnie. Piszę prawie, ponieważ kilka wątków potraktowałabym bardziej szczegółowo, ale to już kwestia indywidualnego gustu. Poza tym nie mam do książki żadnych zastrzeżeń. Ba, jestem nią zachwycona. A to w przypadku zbeletryzowanych biografii postaci historycznych, raczej obce mi uczucie. Książki mogą mi się podobać mniej lub bardziej. Ale uczucie zachwytu jest u mnie niezwykle rzadkie. 
Wierność faktom historycznym, brak (jak ja to nazywam) wesołej twórczości własnej, wierne oddanie najdrobniejszych nawet szczegółów epoki oraz lekkie, zręczne pióro, to największe atuty tej książki. Poza tym liczne ciekawostki umieszczone w tekście oraz w przypisach znajdujących się (o cudzie!) u dołu strony (nie na końcu książki). Bardzo zaintrygowała mnie recepta na leczenie pewnej choroby....Otóż Arabowie stosowali jako środek leczniczy rtęć. Chodzi tu o chorobę nazywaną powszechnie francuską, europejską, a po prostacku syfilisem. Ponieważ rtęć jest silnie toksyczna kuracja (jak podaje autor) w większości przypadków bardziej szkodziła niż pomagała. Odsetek uśmierconych był zdecydowanie większy niż wyleczonych. Kąpiel we wrzącym prawie roztworze rtęci trwała wiele godzin i zabijała co prawda zarazki syfilisu, ale przy okazji wielu chorych i tych, którzy przy nich czuwali (opary również były toksyczne). Jeżeli jednak chory przeżył (co zdarzało się sporadycznie) w następnym etapie kuracji owijano go w prześcieradła nasączone roztworem rtęci, co powodowało silne biegunki, a często śmierć. Cezar Borgia miał swoiste szczęście, przeżył kilka takich kuracji. Jednak żył niezbyt długo, nawet jak na ówczesne warunki. Zmarł bowiem w wieku 32 lat, będąc ojcem 1 ślubnego i co najmniej 11 nieślubnych dzieci, które miał z różnymi kobietami. Co sobie jednak pożył za życia, to jego. Wszak nie bez kozery jego dewizą było powiedzenie: Aut Caesar aut nihil (łac. Być Cezarem albo nikim).
Rodzina Borgiów to także mecenat sztuki. Wielu artystów dzięki ich finansom mogło w pełni rozwinąć swój talent. Dwory Borgiów gościły najznakomitszych artystów epoki. I o tym także jest ta książka, nie tylko o okrutnym Cezarze nazywanym Il Valentino.
Zachęcam do sięgnięcia po tę fascynująca lekturę. Gwarantuję wam arcyciekawą podróż do XV wieku oraz wspaniałą panoramę Italii doby renesansu.
A ja czekam na kolejną książkę Areaela Zurli.

środa, 13 listopada 2013

Mikołajkowy prezent...dla was...

Mam jeszcze jedną książkę do oddania...w dobre ręce porządnego mola książkowego. Ale, nie zdradzę tytułu. To ma być niespodzianka:) Reklamacji od osoby, do której ta książka trafi nie przyjmuję:) Jak prezent to prezent:) Nie jest to hit książkowy z TOP10 żadnej księgarni, ale czyta się przyjemnie.
Jeżeli jest ktoś chętny, proszę się wpisywać w komentarzach do dnia 29.11.2013 roku do godz. 23.59.
30.11.2013 roku podam nick zwycięzcy i wyślę książkę listem poleconym na podany adres w Polsce. Chciałabym, żeby prezent dotarł na mikołajki:)
Zapraszam do zabawy tylko osoby obserwujące blog:)

Watykan niedyskretnie - Caroline Pigozzi

Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, 325 s., Moja ocena 5/6
Książkę podczytywałam przez ostatnie kilka tygodni. Na tak długi okres Pigozzi, znana watykanistka i dziennikarka, zabrała mnie w arcyciekawą podróż do najmniejszego europejskiego państwa, a jednocześnie najważniejszego dla milionów chrześcijan.
O Watykanie pisze się sporo, wiemy o tym państwie dużo, a jednocześnie niewiele. Pigozzi ukazuje nam 800 mieszkańców tego mikroskopijnego państewka w zupełnie nowym świetle. Zupełnie innego poznajemy także najważniejszego lokatora, Ojca Świętego. 
Autorka nie stroni od danych, nazwisk, dat, określeń świeckich i kościelnych. Wszystko to z pozoru może przyprawiać o lekki ból głowy. Ale tylko z  pozoru. Wszystkie dane, informacje, które autorka nam serwuje, podane są z humorem, lekko, przystępnie. Dowiadujemy się m.in. o kradzieży i publikacji prywatnej korespondencji Benedykta XVI; o  aferach związanych z bankiem watykańskim; poznajemy  sekrety papieskiego stołu i garderoby, a także –  przebieg konklawe poprzedzającego wybór papieża Franciszka.
Nie ukrywam, Pigozzi skupia się w swojej opowieści na pontyfikacie Benedykta XVI i większość smaków i smaczków, które nam serwuje, dotyczy tego właśnie okresu. Wspomina jednak także o pontyfikacie Jana Pawła II, oraz krótko o co ciekawszych, barwniejszych pontyfikatach z ub. wieków. Są to jednak krótkie, informacyjne wzmianki. Gro informacji dotyczy okresu, kiedy na Tronie Piotrowym zasiadał Benedykt XVI. 
Książka podzielona jest na 11 rozdziałów. Omówione jest w nich wszystko, co autorka uznała za najciekawsze, od wielkich afer, poprzez mniejsze incydenty, aż do tajemnic skrzętnie skrywanych.
Pigozzi nie bała się sięgnąć pod przysłowiowy dywan, pod który zostało zamiecione wiele watykańskich sekretów. Oczywiście o tych najgłębiej skrywanych, największych tajemnicach nie dowiemy się zapewne nigdy. Jednak taka ilość wiadomości, anegdot, sensacji, jaką nam serwuje Pigozzi w zupełności wystarczy. Od razu chciałabym zaznaczyć, iż mimo trochę tabloidowego wydżwięku, książka ta nie ma w sobie nic z taniej sensacji. Jest to doskonale udokumentowana, rzetelnie napisana pozycja, która zaciekawi zarówno osoby interesujące się historią oraz dniem Watykanu, jak i tych, którzy szukają odrobiny pieprzu, sensacji.
Nie będę opowiadać dokładnie treści każdego rozdziału. Nadmienię tylko, że dla mnie najciekawszy był ten, który opowiada o 24 godzinach z życia Ojca Świętego. Fascynująca lektura, niebanalny człowiek. Rozdzial ten jest wyjątkowo emocjonalny, bo naznaczony silnie drobiazgami, gestami, konkretnymi czynnościami silnie związanymi z Papieżem i jego rodzinnymi stronami. 
Książka jest pięknie wydana (idealna na prezent) ozdobiona jest licznymi przypisami (co ważne znajdują się one u dołu strony) i kolorowymi zdjęciami. Poznamy także kilkanaście przepisów na ulubione dania Benedykta XVI, jak np. tarta migdałowa, racuchy z jabłkiem, mleko po portugalsku, łopatkę jagnięca po portugalsku, nadziewane jajka i wiele innych.
Zachęcam do lektury.

wtorek, 12 listopada 2013

Rozwiązanie jesiennego konkursu-niekonkursu...

Z lekkim opóżnieniem, ale zawsze...niniejszym uprzejmie informuję, iż moje dziecko wylosowało Wiki, do której wędruje książkowa-malutka niespodzianka, ot taki umilacz jesiennych wieczorów.
Proszę o adres na email: anetapzn@gazeta.pl
Przypominam tez o konkursie na dwulecie bloga. Trwa  on do 02 grudnia 2013r. do godz. 23.59. Książki do wygrania...Szczegóły znajdziecie tutaj.

Trylogia rzymska, T. II, III - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, Okładki miękkie, II tom 408 s., III tom 392 s., Moja ocena obu tomów 5,5/6
I tom wspaniałej trylogii recenzowałam tutaj. Nie ukrywałam, że książka bardzo mi się spodobała. 
II tom jest jeszcze lepszy od swojego poprzednika. Akcja rozgrywa się po 16 latach, które upłynęły od wydarzeń z I tomu. Przez ten czas, główny bohater Marek Mezencjusz Manilianus wiele podróżował. Był m.in. w Damaszku i Antiochii. Teraz wraz z dorastającym synem tytułowym Minutusem, powraca do Rzymu. Obaj mężczyźni przybywają do miasta, gdy na polecenie cesarza Klaudiusza trwają przygotowania do jubileuszu osiemsetlecia założenia Rzymu. Razem z nimi podróżujemy także do Brytanii, Koryntu, Azji Mniejszej. Za sprawą szczegółowych opisów mamy okazję poznać antyczny świat, w którym rozgrywa się akcja trylogii. Opisy należą do silnych, ale i słabych części książki, w ogóle całej trylogii. osoby, które tak jak ja lubią styl pisarski Waltariego i długie, momentami bardzo drobiazgowe opisy, będą nimi zachwycone. Osoby lubiące akcję, wręcz przeciwnie.
Wadą i zaletą jest także pierwszoosobowa narracja. Z tym, że narratorem jest w tym wypadku Minutus. Wszystkie wydarzenia widzimy jego oczyma. Jemu także towarzyszymy w życiu codziennym. Przyznam się, że tylko moja literacka  miłość do Waltariego sprawiła, że nie rzuciłam książką w kąt. Dawno żaden bohater literacki tak bardzo nie działał mi na nerwy. Ja rozumiem, że mając 16 lat można mieć hmmm pisząc delikatnie ...sieczkę w głowie zamiast rozumu, ale Minuts w niektórych momentach na prawdę przesadzał z zachowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że tom jest doskonały, zarówno jeżeli chodzi o styl pisarski, jak i dopracowanie wszystkich szczegółów.  
Narratorem w III tomie oraz głównym bohaterem (podobnie, jak w tomie wcześniejszym) jest dorosły już Minutus. Męźczyzna snuje opowieść o swoim życiu oraz najciekawszych i najważniejszych wydarzenia z historii Rzymu, których był bezpośrednim świadkiem. Ponieważ okres ten obejmuje głównie panowanie cesarza Nerona, Minutus ma o czym opowiadać. Opowieść kieruje do swojego syna, tytułowego Juliusza. 
Ogromny atut tej części trylogii to doskonale, drobiazgowo wręcz ukazane zarówno historia Rzymu jak i realia życia w mieście w okresie co by nie mówić dziwnych rządów Nerona. Cała opowieść kończy się słynnym pożarem miasta, śmiercią Nerona i płynnie przechodzi w okres rządów cesarza Wespazjana i Tytusa. Jaki był okres rządów Nerona, każdy chyba orientuje się (chociażby w zarysie). Panowanie cesarza-szaleńca nie pozostaje bez wpływu na rodzinę Minutusa, jak i charakter męźczyzny. Wspominałam, że w II tomie Minutus jako nastolatek to koszmar. W III tomie następuje diametralna zmiana. Minutus staje się mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem, który przede wszystkim dba o byt i życie swoje i swojej rodziny. Żeby to osiągnąć kilkakrotnie stanie przed niezwykle trudnym wyborem. Jego dylematy, decyzje, które musi podjąć i zmiana jaka w nim zaszła od II tomu, to obok wspaniałych opisów największe wartości III tomu.
Gorąco zachęcam do lektury wszystkich trzech tomów. Waltariemu po raz kolejny udało się udowodnić, że jest (był) mistrzem pióra. Jednak zaznaczam, iż nie jest to lektura dla każdego. Odrobinę specyficzny język fińskiego pisarza, historyczny rys, który jest trzonem trylogii i nagromadzenie historycznych szczegółów, nie każdemu muszą przypaść do gustu. Jeżeli jednak lubicie literaturę na najwyższym poziomie oraz książki historyczne, jest to wymarzona pozycja dla was.
Inne książki Waltariego, które recenzowałam:
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne 



poniedziałek, 11 listopada 2013

Córka Stalina - Eliwra Watała

Wydawnictwo Videograf, Okładka miękka, 304 s., Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Stalina, największego kata i oprawcę XX wieku zna chyba każdy. Gorzej z jego córką. O niej rzadko kiedy się wspomina. A, jak wynika z książki Elwiry Watały, jest to postać nie mniej kontrowersyjna niż jej ojciec.
Mimo licznych kochanek, jakie Stalin miał, Swietłana Allilujewa była jego jedyną córką. Urodzona w 1926 roku, zmarła w 2011 roku. Żyła długo, biorąc pod uwagę życie, którym przyszło jej żyć, może nazbyt długo. Tak może sobie pomyśleć niejeden czytelnik niniejszej książki. Ale czy sama bohaterka też o sobie myślała, jako o pokrzywdzonej przez los?
Wychowywała się w wyjątkowym miejscu, w  wyjątkowej rodzinie. Brak czasu, który mógłby poświęcić córce, ojciec rekompensował spełnianiem każdej, nawet najbardziej absurdalnej zachcianki. Swietłana miała więc wszystko, co tylko za pieniądze można bo kupić. Nie miała jednak najważniejszego - prawdziwej rodzicielskiej miłości. Jej matka zmarła, gdy Swietłana miała zaledwie 6 lat, o ojcu nie trzeba nic pisać. Jakie więc było jej życie? Watała ukazuje pełne luksusu, ale i niezwykle trudne dzieciństwo i okres dorastania Swietłany. Jednak dużo ciekawsze było jej życie, gdy stała się osobą dorosłą. Zakochuje się w żydowskim reżyserze, którego tatuś uroczo wysłał na 10 lat za krąg polarny. Kolejne nieudane związki, szybko rozpadające się małżeństwa. 
Dodatkowo po latach spada na jej ojca brzemię oskarżeń o ludobójstwo. Kobieta nie może, a chyba przede wszystkim nie chce uwierzyć, że jej ukochany ojciec może być takim potworem, jak wszyscy twierdzą. Po jego śmierci w 1953 roku prężnie działa w partii. 
Jak dalej potoczyło się jej życie? Czy na swój własny sposób była szczęśliwa, czy wręcz przeciwnie? Jaką drogę musiała przejść, żeby w latach 80. XX wieku znaleźć się wraz z córką w Wielkiej Brytanii? Tego i wielu innych ciekawych informacji dowiecie się z książki. Nadmienię tylko, iż podtytuł Chciała być kochaną, jest niezwykle trafny.
Córka Stalina to lektura ciekawa, wciągająca, choć niełatwa w odbiorze. Poważnym minusem jest brak zachowania ciągu chronologicznego - wydarzenia z przyszłości przeplatają się z tymi z przeszłości. Osobom niezbyt zorientowanym w historii ZSRR, w historii świata z połowy XX wieku, może to przysparzać problemów. Aczkolwiek szereg informacji, ciekawostek, nie tylko o tytułowej bohaterce, oraz liczne czarno-białe zdjęcia z pewnością wynagrodzą tą drobną niedogodność.  
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi 

niedziela, 10 listopada 2013

Inspektor Kres - Agnieszka Turzyniecka

Wydawnictwo Szara Godzina, Okładka miękka, 256 s., Moja ocena 4,5/6
Siedzę i myślę, co by wam tutaj napisać o książce Agnieszki. Przede wszystkim nie chcę opisywać treści, nie chcę spojlerować. Nadmienię tylko, iż chodzi o zaginięcie niespełna 30-letniej mieszkanki Piotrkowa Trybunalskiego. I to jest pierwsza kwestia, która bardzo mnie zadziwiła, a jednocześnie przypadła mi do gustu - umieszczenie akcji w Piotrkowie Trybunalskim. Nie żebym pałała jakąś wielką miłością czy antypatią do tego miasta. Bardzo sympatyczne miasto, z ciekawą historią i kilkoma atrakcyjnymi miejscami. Ale pomyślcie, kto umieszcza akcję kryminału w Piotrkowie Tryb.? Kraków, Wrocław, Warszawa, nawet Katowice, ale Piotrków???? I bardzo dobrze, że właśnie to miasto uczyniła autorka scenerią swojego debiutanckiego kryminału. Przyznam wam się, że gdy widzę w opisie kryminału np. Wrocław, powoli mnie mdli.Nie mam nic do tego pięknego miasta, ale sami powiedzcie..ile można.
Małomiasteczkowość, tak przez niektórych wykpiwaną, można przekuć także w atut książki. A i tytułowemu inspektorowi Kresowi może czasami pomóc w prowadzonym dochodzeniu. Jednak nie tylko Piotrków jest scenerią powieści. Inspektora prowadzone dochodzenie zaprowadzi daleko, daleko poza miejskie rogatki. 
No właśnie, nasz tytułowy dzielny policjant. Doskonale odmalowany portret męźczyzny koło 50-ki ze wszystkimi frustracjami, które spowodowały głównie niespełnione marzenia z młodości i ich zderzenie z brutalną, szarą codziennością. Kto z nas nie przeżywa takich frustracji? Chyba na pewnym etapie życia każdy. Pewnego dnia budzimy się i okazuje się, że życie nie to, współmałżonek jakby podmieniony (a 15-20 lat temu był/była kimś innym), znienawidzony kandydat na zięcia, trochę głupkowaty współpracownik (protegowany kogoś wysoko postawionego) etc. Ehhh życie:)
Jednak przy tym Kres ma niebywały zapał do pracy. Zrobił na mnie wrażenie..dobermana. Jak już się dorwał do dochodzenia, to nie popuścił (mimo, iż w trakcie prowadzonego śledztwa poniósł kilka porażek). Gdyby tylko wiedział dokąd ono go zaprowadzi i co z niego wyniknie.... A co wyniknie, to już nie zdradzę. Z pewnością będziecie zaintrygowani kilkoma pomysłami Turzynieckiej.
Spodobał mi się także sposób prowadzenia narracji - w pierwszej osobie i narratorem za każdym razem jest ktoś inny. Dzięki temu poznajemy historię jakby od środka, z punktu widzenia zarówno naszego dzielnego policjanta, jak i zaginionej Basi oraz sprawcy całego zła. Pewien niedosyt czuję jeżeli chodzi o narrację tego ostatniego, czyli bandyty, który za całokształtem stoi. Jego przemyślenia odrobinę bym rozszerzyła. 
Dalej poprowadziłabym także kilka innych wątków, w tym jeden mający kolosalne znaczenie dla śledztwa oraz wątek prywatny Kresa. To co u pana policjanta dzieje się w domu, ma ogromny wpływ na jego pracę, a co za tym idzie na rozgrywającą się akcję. Dodałabym też trochę charakteru naszemu Kresowi. Mógłby czasami walnąć ręką w stół, a nie tylko wychodzić szybko z  domu, żeby nie kłócić się z żoną. Autorka narysowała nam obraz fajnego, bystrego faceta, tylko że brakuje mu odrobiny ikry i zdecydowania w kwestiach domowych. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach Kres się zmieni:) Liczę także na kontynuację wątków, które I tom pozostawia niedokończonymi. Daje to jednak nadzieję na kolejne części przygód Kresa. A z tego co wiem, autorka pracuje nad II tomem.
Wspominałam o różnorodnej narracji oraz o tym, iż za zwyczajnym z pozoru zniknięciem młodej kobiety kryje się coś więcej. Tak zastosowane zabiegi do złudzenia przypominają skandynawskie kryminały. I bardzo dobrze z tym, że dodałabym do całości odrobinę...skandynawskiego mroku. Czytelnicy kryminałów wiedzą zapewne o co mi chodzi.
Generalnie jest to dobra książka, niezły kryminał mimo kilku w/w drobiazgów. Trudno uwierzyć, iż jest to powieściowy debiut Agnieszki Turzynieckiej. Jestem przekonana, że kolejne części przygód inspektora Kresa będą coraz lepsze. Autorka ma spory potencjał, a nikt od razu nie pisze jak Agatha Christie. Pierwsze koty za płoty:)
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Polacy nie gęsi 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytanie miejskie 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy polskie kryminały 

sobota, 9 listopada 2013

Wygraj książkę - KONKURS URODZINOWY

Co prawda do 2. urodzin bloga zostało trochę czasu, (wypadają one 03 grudnia 2013r. i w tym dniu ogłoszę zwycięzców) ale już dzisiaj postanowiłam ogłosić niewielki konkurs urodzinowy.
  • Jeżeli macie ochotę na którąś z zamieszczonych poniżej książek wpisujcie się w komentarzach podając jej tytuł. Tylko tyle, nie chce mi się wymyślać zadań, pytań etc. 

  • Aha, jedna osoba może chcieć więcej niż jedną książkę:) Tylko każdy tytuł wpisujcie osobno, będzie mi łatwiej spisywać nicki. Inaczej mogę kogoś lub jakiś tytuł przeoczyć. 
  • Konkurs tylko dla osób obserwujących blog. To chyba jasne...tak mi się wydaje, chociaż jak widzę w komentarzach zgłoszenia niektórych osób, to chyba nie dla wszystkich to klarowne.
  • Konkurs trwa do dnia 02 grudnia 2013roku do godziny 23.59 czasu blogowego, środkowoeuropejskiego, czy jak to tam zwał. Doceniam, ze część z Was ma super- hiper- megazegarki i żyjecie na różnych krańcach naszej planety, ale liczy się data i godzina wpisuj w komentarzach w tym wątku. Piszę to, ponieważ mam różne, średnio ciekawe doświadczenia w zakresie czytelników z drugiego końca świata oraz osób, które twierdzą, że to u mnie na blogu jest zła godzina, a jedyną słuszna podaje ich zegarek.
  • Dzień póżniej ogłoszę zwycięzców. Wybrani oni zostaną na drodze losowania. Losować będą moje dzieci. Reklamacji nie przyjmuję. 
  • Książki wysyłam w ciągu 7 dni od otrzymania od zwycięzców adresu do wysyłki, listem poleconym na adres w Polsce. 
To wiecie już o co chodzi:)
W poście poniżej macie jeszcze jedną, jesienną zabawę-pytanie. Zapraszam.
Ponieważ skończyłam czytać fajną książkę młodej, polskiej autorki, powinnam napisać recenzję, ale ze względu na niniejszy konkursik zrobię to dopiero jutro.  

Niestety, ale z konkursu musiałam wycofać Kod demona..
 
A książki do wygrania...poniżej.

Moja recenzja tutaj.



piątek, 8 listopada 2013

Jesienne lektury...doradżcie...

Jesień, ta taka cudna, magiczna, złota, kolorowa powoli (przynajmniej w moich okolicach) zaczyna odchodzić hen, hen. Pojawia się za to ponura, pluchowata, liście opadają z drzew, eh szkoda pisać.
Spacery, które jeszcze kilka dni temu cała rodziną czynnie uprawialiśmy, powoli zostaną wyparte przez siedzenie w domu. W takie dni/wieczory najlepszym lekarstwem jest zaszycie się pod kocykiem, z kubkiem gorącej herbaty/kawy/kakao (do wyboru) ew. jakimiś pysznymi drobiazgami do przegryzania i czytani, czytanie, czytanie....
W związku z  tym moje pytanie - czy macie jakieś sprawdzone, zaprzyjażnione rzekłabym książki, które jesienią zdejmujecie z półek, zdmuchujecie z nich kurz i ponownie oddajecie się ich lekturze?
A może zupełnie inaczej spędzacie jesienne popołudnia i wieczory?
Żeby nie być gołosłowną w tym czytelniczym jesiennym pędzie, dla jednej osoby, którą  wylosuje mój syn, a która zechce podzielić się z nami przepisem na jesienną lekturę ew. inne spędzanie czasu,. mam książkową niespodziankę, ot taki czytelniczy drobiazg..
Osobę, do której powędruje ten drobiazg ogłoszę w najbliższy poniedziałek 11.11 do południa, do godziny 12.00. Do tego czasu czekam na wasze wypowiedzi:)

Dziwki morderczynie - Roberto Bolano

Wydawnictwo Muza, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
To moje kolejne spotkanie z twórczością tego nieżyjącego już niestety chilijskiego pisarza i kolejny raz jestem zachwycona.
Z reguły od książek Bolano nie mogłam się oderwać. Tym razem było jednak inaczej, książkę czytałam na raty - jeden fragment i kilkudniowa przerwa. Powodem tego, jest fakt, iż Dziwki morderczynie to zbiór opowiadań. A opowiadania czyta się wolniej, niejednokrotnie trudniej. Z reguły są to bowiem formy literackie bardziej (jak ja to nazywam) skondensowane. Wszak na kilku-kilkudziesięciu stronach autor musi zawrzeć ten sam sens opowieści, co w przypadku normalnej książki zajęłoby mu kilka-kilkanaście razy więcej stron. Trudna sztuka, nie wszystkim się ona udaje. 
Co do tego, że opowiadania, których autorem jest Bolano, będą doskonałej jakości, nie miałam wątpliwości. Nie wiedziałam jednak, że do tak charakterystycznego dla siebie lekko ponurego, ironicznego stylu dołączy pisarz także coś jeszcze. Chodzi mi o swoisty mrok, czy to duszy, czy krajobrazu, czy też przeszłości, czy wreszcie życia codziennego (bary, speluny, domy publiczne, zakazane zaułki).
Opowiadania są niezwykle różnorodne. Obok w/w mroku, rozterek egzystencjalnych karty niniejszego tomiku Bolano zapełnia także seksem, rozpamiętywaniem tego co ma sens, a co jest go pozbawione. Nie brak także elementów autobiograficznych, bardzo silnie nawiązujących do trudnej i bolesnej historii Chille. Mimo, iż wraz z początkiem dyktatury Pinocheta, Bolano opuścił ojczyznę, to jednak nigdy nie przestał za nią tęsknić, nigdy nie pogodził się z tym, co dzieje się w jego ojczyźnie. Ślady owej tęsknoty oraz krótkotrwałego pobytu w chilijskim wiezieniu, także wyraźnie widać w omawianych opowiadaniach. 
Znajdziemy w nich także to, co najbardziej lubię u Bolano, zręczne pióro, cięty język, niesamowicie spostrzegawcze oko, niebywałą wyobraźnię i magię niedomówień. 
W związku z tym każdy wg. mnie może te opowiadania interpretować inaczej. I to mi się w twórczości Bolano najbardziej podoba.
Dziwki morderczynie to nie jest łatwa pozycja, ale bez wątpienia warto po nią sięgnąć. Nie wszystkie opowiadania muszą wam się spodobać, ale gwarantuję, żadne nie pozostawi was obojętnymi.