poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Moje dwie ostatnie zdobycze...

Pasjonująca opowieść o historii Jerozolimy na tle wojen, powstań i losów jej królów, cesarzy, zdobywców oraz proroków, świętych, pisarzy, poetów, którzy tworzyli, burzyli, odbudowywali i spisywali dzieje Świętego Miasta. Od króla Dawida do Ariela Szarona; od Abrahama do Jezusa i Mahometa; od Józefa Flawiusza do Amosa Oza.
Wykorzystując nieznane wcześniej archiwalia, najnowsze badania naukowe oraz dokumenty swojej rodziny i własne wspomnienia, Simon Sebag Montefiore stworzył wspaniałą epopeję trzech tysięcy lat wiary, fanatyzmu, zbrodni i współistnienia.
Książka jest na pierwszych miejscach list bestsellerów w Wielkiej Brytanii.
"Znakomita biografia Jerozolimy Simona Sebaga Montefiorego ma wielkość i rozmach jej trzechtysiącletniej historii. Dzięki tytanicznej pracy badawczej autora i jego talentowi ożywiania przeszłości ta fascynująca książka jest prawdziwą skarbnicą wiedzy zarówno dla uczonych, jak i laików."
Henry Kissinger

Orlando Figes opisuje historie ludzi, którzy żyli w czasach dyktatury stalinowskiej. Są wśród nich także znane postaci: Jelena Bonner, Bułat Okudżawa, Konstantin Simonow, Anatolij Gołownia... Korzystając z setek rodzinnych archiwów, a także z niezliczonych wywiadów z tymi, którzy przeżyli, autor odtwarza tamten świat dramatycznych moralnych wyborów i kompromisów. Świat, w którym ludzie mówili szeptem, aby ochronić siebie, rodzinę lub przyjaciół, a życie prywatne w warunkach totalnej kontroli państwa wydawało się niemożliwe. Książka, wydana w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych przy końcu 2007 roku, znalazła się na liście 100 Notable Books of 2007 dziennika "New York Times".

niedziela, 18 sierpnia 2013

Brzechwa nie dla dzieci - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Iskry, Okładka twarda, 400 s., Moja ocena 6/6
Doskonała biografia ukazująca niebanalnego człowieka.
Któż nie zna Jana Brzechwy, któż nie zna np. jego Kaczki Dziwaczki, czy Akademii Pana Kleksa? Chyba nie ma takiej osoby. Ale na ile znamy twórcę wierszy i bajek dziecięcych? 
Po lekturze biografii pióra Mariusza Urbanka, mogę napisać, że Brzechwy nie znałam w ogóle. 
Urbanek w swojej książce ukazuje trzy twarze Brzechwy - prawnika, którym był z wykształcenia i zawodu Jan Lesman (bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Brzechwy), doskonałego o niezwykle ciętym piórze satyryka o pseudonimie Szer-szeń i trzecią twarz, która jest w zasadzie wszystkim znana - bajkopisarza Jana Brzechwy.
Każdą z twarzy Pana Jana (jak pozwolę sobie nazywać Brzechwę, bo w zasadzie jak inaczej go nazywać...jednoznacznie żadnym nazwiskiem ani pseudonimem nie da się) Mariusz Urbanek opisuje z niezwykłą dbałością o szczegóły. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Żeby zgromadzić tak wiele materiału dot. Pana Jana, wyszperać co smakowitsze kąski (których w książce znajdziemy bardzo dużo) Urbanek musiał zadać sobie bardzo wiele trudu. Praca włożona w stworzenie niniejszej pozycji dała fantastyczny efekt, którym jest rzetelna, arcyciekawa, a momentami wręcz porywająca biografia, po którą bez wątpienia warto sięgnąć.
Sporo w książce nawiązań do przyjaciół, rodziny Pana Jana. Ot chociażby, jak w przypadku powstania pseudonimu Jan Brzechwa. Ten pseudonim literacki jest zasługą Bolesława Leśmiana, który był kuzynem Pana Jana. To za jego namową poeta i bajkopisarz zaczął podpisywać nim swoje utwory. Ponieważ Bolesław Leśmian także pisał wiersze, obaj panowie uznali, że nie może być poety Lesmana i Leśmiana. I tak na firmamencie polskiej literatury, pojawił się Jan Brzechwa.  
Dodatkowym plusem są wspaniale nakreślone obrazy przed- i powojennej Polski, wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, przewijającą się w tle historią i zmianami ustrojowymi. Dla mnie, łodzianki, najciekawszymi były opisy Łodzi tuż po wojnie. Wspaniałe, poruszające opisy. 
Wspomniałam, że w książce nie brak smakowitych kąsków. Jednak tych, którzy obawiają się ciekawostek rodem z tabloidów pragnę uspokoić, są to anegdoty, ale na bardzo wysokim poziomie, z dbałością o wiarygodność. Urbanek stroni od taniej sensacji, choć burzliwe i w wielu momentach różnie oceniane życie Pana Jana, mogłoby dostarczyć licznych pikantnych plotek i ubarwić niejedną biografię. Autorowi książki zależy jednak przede wszystkim na prawdzie i ukazaniu swojego bohatera oraz jego życia, takimi jakimi były w rzeczywistości. 
Poznajemy więc wspaniałego autora bajek dla dzieci, a jednocześnie zdolnego prawnika, wręcz nałogowego gracza w brydża, wielbiciela płci przeciwnej, człowieka z niesamowitym wręcz poczuciem humoru, walczącego o wolność w oddziałach Piłsudskiego, a wiele lat póżniej członka jedynej słusznej PZPR. Która z twarzy, osobowości Pana Jana jest tą prawdziwą? Czy któraś, z ukazanych przez Urbanka jest w ogóle prawdziwa w 100%. A może każda po trochu? Jaki był Pan Jan w kontaktach z najbliższymi oraz współpracownikami? Co go skłoniło do podjęcia wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji?
Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedż w niniejszej książce. Całość napisana jest pięknym językiem, dopracowana w każdym calu zarówno pod względem stylistycznym, jak i merytorycznym. 
Dodatkową, swoistą wisienką na torcie są liczne zdjęcia Pana Jana i wywiad, jaki Mariusz Urbanek przeprowadził z córką naszego bohatera. Gorąco zachęcam do lektury.
Po Brzechwę nie dla dzieci powinien sięgnąć każdy, kto podobnie jak ja wychował się na Akademii Pana Kleksa, Szelmostwach Lisa Witalisa czy Ptasim radiu . 
Ponieważ od wielu osób słyszałam, że biografia Władysława Broniewskiego pióra Mariusza Urbanka jest jeszcze lepsza niż biografia Brzechwy, w najbliższych dniach planuję zakup biografii Broniewskiego. Już ciesze się na fascynującą lekturę.

sobota, 17 sierpnia 2013

Głosowanie...+wyniki konkursu...

Najpierw kwestia wyzwania - Czytamy kryminały.
Mamy 3 propozycje do V etapu, czyli tematyki kryminałów, jakie będziemy czytać we wrześniu i pażdzierniku.
Są to:
  1. kryminały, w których ofiarą jest kobieta; 6
  2. kryminały z wątkiem nadprzyrodzonym; 1
  3. kryminały z wątkiem romansowym.1
Głosować można tu w komentarzach wpisując 1 lub 2 lub 3:)
Koniec głosowania to 23.08.2013 godz. 23.59:)


Teraz ogłoszenie wyników konkursu:)
Moja dłoń losowała przed wyjazdem od teściów i wylosowała..wiki. Gratuluję i poproszę adres do wysyłki na email: anetapzn@gazeta.pl Wysyłka w ciągu 7 dni od otrzymania adresu litem poleconym. 
A oto odpowiedzi i wskazówki, jakie książki grozy polskich autorów mogłabym przeczytać. Może ktoś z was także skorzysta:)

Polecam Ci powieść "I dusza moja" Michała Cetnarowskiego, dzięki któremu przekonałam się do polskich thrillerów psychologicznych. Nie brakuje w niej nagłych zwrotów akcji, stopniowego budowania napięcia, możemy poznać myśli bohaterów, ich odczucia, marzenia, ale także emocje związane z makabrycznymi wydarzeniami; co więcej książka zmusza czytelnika do refleksji - jak człowiek radzi sobie w chwilach zagrożenia życia? czy myśli wtedy tylko o sobie, czy ratuje też innych? co się odczuwa w takich chwilach? jakim trzeba być zwyrodnialcem, by sterroryzować szkołę pełną niewinnych dzieci?
Trudno opisać tę książkę w dwóch zdaniach. Jeśli jesteś ciekawa, czym mnie jeszcze urzekała, zapraszam do zapoznania się z moją recenzją:
http://literaturomania.blogspot.com/2013/06/i-dusza-moja-znakomity-polski-thriller.html

Drugą książką wartą polecenia jest "Ymar" Magdaleny Marii Kałużyńskiej - połączenie kryminału, z powieścią z pogranicza thrillera i horroru, z dużą dozą metafizyki. Tajemniczy tytuł, świetna zabawa konwencją, zdarzenia zawarte w powieści są tak niesamowite, że przypominają serial "Z Archiwum X", tyle że dużo bardziej krwawy - na zaostrzenie apetytu na tę lekturę napiszę jedynie, że podczas sekcji zwłok ożywa martwa dziewczyna, do tego dochodzą koszmarne ramy do obrazu oraz kolejne nadprzyrodzone zjawiska...
O tej książce nie da się napisać w telegraficznym skrócie, bo pominie się wiele ciekawych rzeczy:
http://literaturomania.blogspot.com/2011/08/koszmarne-ramy-czyli-ymar-magdaleny.html


Ze swojej strony polecam "Bez wybaczenia" Ewy Ostrowskiej. Brutalna zbrodnia i przestępcy, których ciężko ukarać, bo mają wysoko postawionych rodziców. Przerażająca bezkarność, ciężka atmosfera, mroczny klimat, a to wszystko na naszym polskim podwórku.

Dwa zdania już były, jak masz ochotę przeczytać więcej, to zostawiam link do mojej recenzji:
http://soy-como-el-viento.blogspot.com/2012/10/zbrodnie-ktorych-wybaczyc-nie-mozna.html

Polecam ci znakomity horror ,,Grizzly’’ Adama Zalewskiego. To naprawdę świetna , interesująca powieść o sprawiedliwości napisana w dosadnym języku, bez zbędnych słów, ale za to z realistycznymi obrazami dewiacji i makabrycznej grozy. W trakcie czytania  nie będziesz w stanie odczuć, że książkę napisał polski autor. Naprawdę porządna męska proza, ale i kobiety także znajdą tutaj coś dla siebie. Przekonaj się o tym osobiście. Tylko ostrzegam, jeśli jednak jesteś mało odporna na drastyczne i brutalne sceny, to odpuść sobie, bo po skończeniu tej lektury długo jeszcze twoja wyobraźnia będzie pracować na najwyższych obrotach. 

Polecam Ci książkę „Śmierć i dziewczyna” Andrzeja Klawittera, którą czytałam dobrych kilka lat temu – a nadal pozostaje w mojej pamięci. Morderstwo ubogiej rodziny z czwórką dzieci stara się rozwiązać Dorota siostra Janusza (ojca tejże rodziny). Wspólnie z nią odkrywamy, że polska rzeczywistość może jednak przerażać…

Polecam "Zombiefilia". Coś dla fanów Zombie pod każdą postacią :D Jest to zbiór opowiadań znakomitych polskich autorów.




piątek, 16 sierpnia 2013

Honor legionu - Andrzej Sawicki

Instytut Wydawniczy Erica, Okładka miękka, 352 s., Ocena 5/6
Recenzja mojego męża:)

Honor legionu, to I tom  przygód Kazimierza Luxa. Naszego bohatera poznajemy w 1797r. w samym szczycie epoki napoleońskiej. Lux  jest oficerem Legionów, a przez przypadek (a może i nie) zostaje wplątany w morderczą aferę. Na szali zostaje położony honor polskiego legionisty i samego Luxa, który za wszelką cenę musi udowodnić, że nie jest przysłowiowym wielbłądem. Bardzo szybko okaże się, że nie jet to wcale takie proste, a problemy zdają się mnożyć z każdym dniem bardziej i bardziej...
Sawickiemu udało się stworzyć doskonałą powieść historyczną o lekko awanturniczym zabarwieniu. Zaletą opowieści jest bez wątpienia dbałość autora o szczegóły historyczne. Od razu rzuca się w oczy doskonałe przygotowanie merytoryczne Sawickiego. Musiał on zadać sobie niezmiernie dużo trudu w tym zakresie, ponieważ zawodowo nie ma nic wspólnego z historią, wręcz przeciwnie, pracuje w wyjątkowo niehumanistycznym zawodzie, jest bowiem chemikiem. Historia to hobby, pasja Sawickiego. Ogromne brawa za przekucie tej pasji w coś wymiernego i tak wybornego, jak Honor legionu.
Akcja prowadzona jest równomiernie, w odpowiednim tempie. Brak w książce momentów słabszych, co niestety wielu autorom zdarza się. Ile to razy spotykaliśmy w książkach akcji "nierówną" fabułę? Zbyt wiele. U Sawickiego czegoś takiego nie znajdziemy. 
Za kolejny plus należy poczytać wykorzystanie przez autora wątków z życia autentycznej postaci. Major Kazimierz Lux (1780-1846) – polski żołnierz Napoleona. Legionista w korpusie Dąbrowskiego, weteran batalii na San Domingo, pirat karaibski, bohater wojny wyzwoleńczej 1807 roku, oficer armii Księstwa Warszawskiego, uczestnik wyprawy na Moskwę 1812 roku, żołnierz armii Królestwa Kongresowego. Odznaczony Legią Honorową, Krzyżem Złotym Virtuti Militari i Orderem św. Stanisława. Awanturnik, bohater, poszukiwacz przygód, dzielny żołnierz, a w potrzebie oddany przyjaciel. Walczył o honor i ojczyznę, równość, wolność, braterstwo, za Cesarza oraz o złoto i sławę.
Honor legionu to I tom przygód Kazimierza Luxa. Mam nadzieję, że na kolejne autor nie każe nam zbyt długo czekać.

Na szafocie - Hilary Mantel

Wydawnictwo Sonia Draga, Okładka miękka, 432 s., Moja ocena 5,5/6
Książkę przeczytałam w trakcie podróży z portu we Włoszech do Łodzi, wracaliśmy promem od teściów z Grecji:( I już po urlopie, i znowu do kieratu:( 
Książkę czytało mi się doskonale, mimo ciągłych awantur, jakie wybuchały na tylnym siedzeniu auta (trójka naszych synów z tyłu jechała...macie odrobinę wyobrażni?).
Na szafocie to doskonała kontynuacja losów bohaterów znanych zarówno z angielskiej historii, jak i książki Hilary Mantel W komnatach Wolf Hall. Jest to II tom swoistej trylogii, której głównym bohaterem jest Tomasz Cromwell. 
I to jest ciekawe, rzadko zdarza się, żeby bohaterem nie był Henryk VIII lub któraś z jego żon, a królewski doradca i przyjaciel. Mantel odrobinę udało się wybielić tę postać, lub raczej określmy to jako swoiste rozjaśnienie mrocznego wizerunku Cromwella.
Obie książki zostały docenione zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Przyniosły Mantel sławę, pieniądze, uznanie i niezwykle prestiżową nagrodę, jaką jest Booker. Jest to najważniejsza  nagroda literacka w Wielkiej Brytanii.
O treści książki pisać nie będę, każdy w większym lub mniejszym stopniu zna historię króla Henryka VIII i Anny Boleyn. Nadmienię tylko, iż I tom kończy się egzekucją Tomasza Morusa, II - wynosi Cromwella na sam szczyt, jest pierwszym po królu, a czasami także przed królem.
Mantel wspaniale ukazuje swoich bohaterów. Narysowana przez nią sylwetka Cromwella, syna zwykłego kowala, który stał się szarą eminencją dworu Henryka VIII, to majstersztyk. Najbardziej zachwyciła mnie scena, gdy na sali sądowej, w czasie procesu Anny Boleyn, Cromwell po mistrzowsku przedstawił fakty na korzyść władcy.Królewski sekretarz za pomocą pióra Mantel udowadnia, iż jest mistrzem w swoim fachu, mistrzem intryg, który na słodką zemstę potrafi długo czekać.
Na szafocie, to niezwykła, pasjonująca opowieść o najbardziej znanym okresie historii Anglii, o czasach Tudorów. Co cenne u Mantel, to fakt niezwykle wiernego przedstawienia historii, bohaterów, epoki i każdego szczegółu, który ich dotyczy. U pisarki nie ma miejsca na (jak ja to nazywam) wesołą twórczość własną (w przeciwieństwie do wielu innych pisarzy). Wierne realia epoki to największy atut powieści Mantel.Dzięki temu, oraz dzięki niezwykłemu stylowi pisarskiemu, w trakcie lektury czujemy się, jakbyśmy znależli się w centrum akcji, a postaci, o których czytamy ożywają.
Gorąco zachęcam do lektury i niecierpliwie czekam na ostatni tom trylogii. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Godzina szakala - Bernard Jaumann

Wydawnictwo Czarne, Okładka miękka, 293 s., Moja ocena 4,5/6, ocena mojego męża 5,5/6
Książka bardzo dobra, doskonale napisana, ale spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Z tego powodu jestem odrobinę rozczarowana. Mojemu mężowi książka z kolei bardzo przypadła do gustu.
Akcja rozgrywa się w Namibii, mało znanym afrykańskim kraju. Jeden po drugim giną szanowani obywatele. Każdy z nich zostaje zamordowany strzałem z Kałasznikowa. Już przy odkryciu pierwszych zwłok, miejscowa policja nie ma wątpliwości, że sprawca okrutnej zbrodni jest profesjonalistą, płatnym zabójcą.
Dlaczego osoby, które z pozoru nic nie łączy zostają zamordowane z tej samej broni, przez najprawdopodobniej tego samego człowieka?
Śledztwem kieruje (o tu ciekawostka, rzadko spotykana w kryminałach) czarnoskóra policjantka - Clemencii Garises. Mimo doskonałego przygotowania merytorycznego, olbrzymiego zapału śledztwo idzie jak po przysłowiowej grudzie. W Namibii mimo, iż mamy XXI wiek, niewiele się zmieniło, panują ciągle te same zasady i stereotypy. W końcu policjantce udaje się trafić na ślad łączący obie ofiary. Ich powiązania sięgają daleko w przeszłość.
Czy Garies uda się rozwikłać do końca zagadkę i ująć mordercę?
Jak wspomniałam na początku, książka jest świetnie napisana, chociaż chwilę trwało zanim przyzwyczaiłam się do stylu pisarskiego Jaumanna. Co mi jednak przeszkadzało, to zbyt duża ilość polityki. W zasadzie całość intrygi oparta jest o historie Namibii i polityczne zależności w tym kraju. Autor niezwykle dosadnie, bez owijania w bawełnę powraca do nie tak znowu odległych czasów, gdy w kraju rządził Apartheid. Wszystko co z nim związane jest szczegółowo opisane i w pewien swoisty sposób napiętnowane. Dla mnie tak duża ilość polityki i społecznego przesłania była minusem, dla mojego męża wielka zaletą.
W pewnym stopniu Godzinę szakala można przyrównać do Białej lwicy Mankella. Jednak u Mankella duża ilość polityki i spraw społecznych nie przeszkadzała mi, aż tak jak u Jaumanna.Może to kwestia zupełnie innego stylu pisarskiego obu autorów?!
Obojgu nam za to bardzo przypadła do gustu główna bohaterka, nowoczesna, w pewien sposób (o ile to w afrykańskim kraju  możliwe) wyemancypowana, śmiało dążąca do celu. Kobieta bez wahania stawia czoło namibijskim stereotypom i szowinistycznym kolegom policjantom.Co z tego wyniknie? Przekonajcie się najlepiej sami. Gorąco zachęcam do lektury. Niezależnie od tego, czy lubicie dużą ilość tła społecznego i politycznego w kryminałach, po Godzinę szakala warto sięgnąć. To kawał doskonałej literatury z niezwykle ciekawą główną bohaterką.

środa, 14 sierpnia 2013

Wywiad z Iwoną Mejzą...

  • Anne18
  • Czy Pani zdaniem kiedyś powstanie lub już powstał kryminał , który spodoba się wszystkim nawet najbardziej "wybrednym" fanom gatunku.
- Wszystkim trudno dogodzić, trudno przewidzieć czy to co pisarz wymyślił spodoba się ogółowi. Nawet najbardziej zawiła i inteligentnie skonstruowana intryga może wywołać u niektórych jęk zawodu.  Zachwycamy się kryminałami Agathy Christie i Marty Grimes, Stiega Larssona i Lizy Marklund, sięgamy po książki Simenona śledząc wraz z Maigretem zmieniający się Paryż. Wędrujemy do Ameryki by podziwiać kunszt Perrego Masona, adwokata z powieści E.S. Gardnera. Wzruszamy się wracając po raz któryś z kolei do „Maltańskiego Sokoła”. Mogłabym tak długo wymieniać zapełniając nazwiskami i tytułami powieści kolejne kartki, a przecież wielbiciel Agathy Christie może nie lubić na przykład  książek Raymonda Chandlera - klasyka gatunku, a zaczytywać się książkami Marka Krajewskiego czy Mendozy. Reasumując książki, które  się mnie podobają, dla kogoś innego będą nie zasługującą na uwagę ramotką, dlatego nie wiem czy kiedyś powstanie kryminał budzący aprobatę u wszystkich czytelników.

  • Co poza tematyką powieści decyduje o tym kto obejmuje patronat medialny nad daną książką?
- Szczerze mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam ponieważ pozyskiwanie patronatów leży w gestii wydawcy. Myślę, że dużo zależy od tego z kim wydawca współpracuje i na pewno od tematyki książki.
  • Zapytam tak trochę kulinarnie. Jakie są podstawowe składniki dobrego kryminału, czego nie powinno w nim zabraknąć?
- Jednym z podstawowych składników kryminału jest nieboszczyk w różnej postaci, drugim interesująca fabuła, a trzecim dobrze zapętlona intryga. Ja dodałabym jeszcze charakterystyczne postaci, które będą się kojarzyły z daną książką, czy  z serią kryminalną.
  • Pani Iwono wyczytałam, że Pani drugą pasją poza książkami jest fotografia .Dlaczego właśnie ona?  I drugie powiązane ze zdjęciami pytanie. Czy jest coś rzecz/ osoba/ miejsce, które chciałaby Pani sfotografować a jeszcze nie miała takiej szansy ?
- Fotografuję od lat, nadal przechowuję Kodaka, którym robiłam pierwsze kolorowe zdjęcia   Fotografowanie to zatrzymywanie  chwili, sytuacji, miejsca. Tak jak w książce słowo, tak na zdjęciu obraz to zatrzymanie i próba przekazania emocji. Bardzo rzadko fotografuję ludzi, najczęściej architekturę, przyrodę i  zwierzęta. Lubię fotografować niebo, zachwyca różnorodnością.
Czy chciałabym coś konkretnego sfotografować? Jest wiele miejsc na świecie w których jeszcze nie byłam i nie wiem czy będę, ale jeżeli miałabym okazję to chciałabym sfotografować zamki nad Loarą. Kiedyś, głównie za sprawą książki „Pan Samochodzik i Fantomas”,  pasjonowałam się ich historią.

  • " Wszystkie grzechy nieboszczyka" dlaczego właśnie taki tytuł nosi Pani książka?
- Tytuł przyszedł do mnie sam, gdy na serio zabrałam się za pisanie książki. Musiała mieć  tytuł, który byłby kwintesencją tekstu. A że trafił mi się wyjątkowo grzeszny nieboszczyk …
  • Werka77
  • Czy wydanie książki jest w Polsce czymś bardzo trudnym? (chodzi o znalezienie wydawnictwa, które zechce wydać książkę).
- Proste to nie jest zwłaszcza jeżeli marzymy o wydaniu w dobrym, cieszącym się renomą wydawnictwie. Trudno mi powiedzieć jak wygląda procedura wydawania w wydawnictwach za pieniądze, czy ze współfinansowaniem, nie mam takich doświadczeń. Przeszłam klasyczną drogę od pomysłu, poprzez pisanie, ( o chwilach zwątpienia poniżej), poprawianie tekstu, aż do szukania wydawcy i czekania na odpowiedź. W grudniu 2010 roku skończyłam pisanie „Wszystkich grzechów nieboszczyka”, a mniej więcej od marca 2011 roku rozpoczęłam poszukiwania wydawcy. Wysłałam tekst mailem, ze streszczeniem i informacją o sobie do siedmiu różnych wydawnictw. Większość z nich nie odpowiedziała, dwa przysłały odpowiedź odmowną. Jedno zaproponowało wydanie książki w formie e-booka. Na odpowiedź z Wydawnictwa Oficynka czekałam szesnaście miesięcy. Gdy w lipcu 2012 roku zobaczyłam wiadomość od pani Jolanty Świetlikowskiej nie wierzyłam własnym oczom i czytałam ją kilka razy. Dlatego wiem, że czasami warto czekać.
  • Jak wiele w Pani książce zawarła Pani siebie?
- We „Wszystkich grzechach nieboszczyka” zawarłam przede wszystkim moje poczucie humoru, takie z odrobiną dystansu do rzeczywistości. Na pewno nie jestem Bożenką, powiem więcej, Bożenka jest moim przeciwieństwem  ubrania na następny dzień przygotowuję tylko w sytuacjach wyjątkowych – wyjazdy, szkolenia, uroczystości towarzysko-rodzinne. Lubię zwierzęta, przez wiele lat miałam psy i koty, a kto mieszka ze zwierzętami ten wie kto w domu rządzi i jaki wtedy jest porządek.
  • Czy kreując bohaterów książki, wzorowała się Pani na ludziach Panią otaczających?
- Odpowiadając na to pytanie przytoczę historię z życia wziętą:
„Wszystkie grzechy nieboszczyka” po kolei czytały moje najbliższe koleżanki, czytały dość szybko przekazując sobie tekst z rąk do rąk. I nagle zastój, a tekst Nieboszczyka u osoby z której zdaniem bardzo się liczę. Upłynął tydzień, dwa, pytam nieśmiało czy zaczęła czytać, może książka się jej nie podoba, wolę wiedzieć. W odpowiedzi usłyszałam, że remont, że czasu brak… dopiero po jakimś czasie  dowiedziałam się, że koleżanka usiłowała dopasować postaci z książki do tych z naszego wspólnego otoczenia i dopiero gdy przestała się zastanawiać kto jest kim czytanie ruszyło z miejsca. 

  • Czy pisząc książkę, miała Pani momenty zwątpienia, kiedy sądziła Pani, że nie dokończy swojego dzieła?
- O tak! „Wszystkie grzechy nieboszczyka”  pisałam na raty. Najpierw był pomysł i około dwudziestu stron tekstu pisanego jeszcze na maszynie, potem w przypływie pracowitości założyłam zeszyt, w którym rozpisałam charakterystyki prawie wszystkich postaci występujących w książce i nadałam im imiona i nazwiska. Wszystkie wykorzystałam już przy ostatecznym pisaniu. Pisałam przez cały 2010 rok, zrywami, a mniej więcej od połowy tekstu systematycznie i prawie codziennie. Miałam chwile, a nawet całe tygodnie zwątpienia, zwłaszcza na początku, trudno było mi się zabrać do pisania, usiąść i poświęcić czas tylko książce, ale mobilizowałam się, a otoczenie, zwłaszcza moja mama, dopingowało mnie cały czas do pracy. Im więcej tekstu przybywało tym bardziej chciałam książkę skończyć.
  • Rozpoczynając pisanie pierwszej książki, od razu robiła to Pani z myślą o jej wydaniu, czy też robiła to Pani dla czystej przyjemności?
- Pisałam dla przyjemności, po to by sprawdzić czy potrafię utrzymać dyscyplinę pisania i stworzyć tekst, który ma więcej niż dwadzieścia stron. Wszystko co napisałam wcześnie kończyło się około dwudziestej strony, brakowało mi pomysłu na dalszy ciąg tekstu i brała górę typowa dla osób spod znaku Barana niecierpliwość.

  • Czy uważa Pani, że szkolne lektury zachęcają do czytania, czy też wręcz przeciwnie? Słyszy się nieraz, że młodzi ludzie często odrzucają taką formę rozrywki, a może problem leży właśnie tutaj?
- Szkolne lektury… ostatnio dowiedziałam się, że lekturą dodatkową w liceum jest książka Agathy Christie „I nie było już nikogo” kiedyś znana jako „Dziesięciu murzynków”, więc może nie jest tak źle? A tak serio,  zajrzałam na stronę ze spisem lektur dla klas licealnych, niewiele się zmieniło od czasu gdy kończyłam szkołę. Widzę Sofoklesa i jego „Króla Edypa”, „Makbeta” Szekspira,  moją ukochaną „Lalkę” Prusa i  oczywiście „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. I wiele innych lektur o znacznym ciężarze gatunkowym. Dużo poezji. Może do poezji zraża pytanie: „ Jak myślicie, co autor miał na myśli?” i obowiązek udzielenia odpowiedzi zgodnie z podręcznikowymi wytycznymi. A może czytanie wybiórcze, ponoć niektóre lektury nie są czytane w całości tylko rozdziałami czy częściami  potrzebnymi do analizy. Czytanie powinno być przede wszystkim przyjemnością, wtedy najdłuższy tekst nie znuży, a czytanie lektury stanie się jednym z ulubionych zajęć. Moim zdaniem lektury powinny być bardziej na czasie, nie ujmując nic kanonowi, młody człowiek potrzebuje książki,  która pobudzi jego wyobraźnię, a nie będzie ją przerastała. Czytam od tak wielu lat, że wiem już iż na każdą książkę przychodzi odpowiednia pora. Książka przez którą nie byłam w stanie przebrnąć lata temu, teraz może stać się moją ukochaną lekturą, bo akurat teraz jestem w stanie ją odczuć i zrozumieć.
  • Co się zmieniło po wydaniu pierwszej książki? Czy były to ogromne emocje? Czy zaczęła być Pani rozpoznawana?
- Myślę, że nigdy nie zapomnę momentu, gdy przyszła do mnie paczka wypełniona moimi książkami. One były prawdziwe, namacalne, nie mogłam się nacieszyć ich widokiem i nawet zdjęcie mi mama na pamiątkę zrobiła. To było niesamowite uczucie! Nie zdawałam sobie sprawy z tego do jakiego stopnia zmieni się moje życie, przecież gdyby nie wydanie książki nie odpowiadałabym na taką masę pytań  Nie dostawałabym maili od czytelników, to naprawdę ładuje akumulatory, gdy ktoś pisze, że mu się książka podoba, pyta kiedy następna.
 A rozpoznawalność? Mieszkam w niedużym mieście, wiele osób znam, nie stałam się rozpoznawalna jako pisarka, natomiast  zdarza się, że  ktoś się mnie pyta, czy to ja  napisałam książkę, bo przeczytał na stronie naszej biblioteki, czy znalazł informację w necie.

  • Jak przyjmuje Pani krytykę? Czy jest ona budująca, czy też wręcz pogrążająca?
- Krytyka, a raczej krytykanctwo  sprawia przykrość, natomiast krytyka merytoryczna, wnikliwa  pozwala autorowi spojrzeć z innej perspektywy na książkę. Czasami zauważyć coś czego wcześniej nie dostrzegał. Poza tym bardzo szybko  zrozumiałam, że wydając książkę muszę liczyć się także z jej oceną, nie zawsze miłą i przychylną. Wprawdzie recenzenci byli dla Nieboszczyka raczej łaskawi, a recenzje często bardzo zabawne i emanujące pozytywnym nastawieniem recenzenta do książki, ale były też recenzje mniej przychylne, ale merytoryczne.  Z każdej wyniosłam jakąś naukę, wskazówkę.
  • Kwiatusia
  • Kiedy narodziła się u Pani chęć pisania? Czy w tej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, usiadła przed klawiaturą komputera; a może wróciła Pani do tego pomysłu po pewnym czasie?
- Piszę od dawna, pierwsze opowiadanie napisałam w siódmej klasie szkoły podstawowej, było straszne, ale przechowuję je do dzisiaj. Jak każda nastolatka pisałam wierszyki o miłości i oczywiście zawiedzionych uczuciach  jeden z wierszy poświęciłam Napoleonowi Bonaparte, w tamtych czasach zaczytywałam się książkami historycznymi, a życiorys Cesarza znałam prawie na pamięć. Ten wiersz, trochę z przymrużeniem oka, znalazł się w mojej nowej książce „Wyszedł z domu i nie wrócił”. Jego książkowym autorem jest  prowincjonalny bon vivant , nałogowy alkoholik i poeta Sebastian Kloc.
  • Co czuje autor który pisze ostatnie zdanie swojej książki?
- Ulgę i ciekawość co dalej, przynajmniej u mnie te dwa odczucia górowały po skończeniu „Wszystkich grzechów nieboszczyka” i sprawiły iż w trzy dni po napisaniu słowa „koniec” zaczęłam pisać kontynuację Nieboszczyka, tak byłam ciekawa jak sobie moi bohaterowie poradzą w dalszym życiu. Teraz jestem o nich spokojna.

  • Jeśli Pani najnowszy kryminał miałby zostać wydany w formie audiobooka i miałaby Pani możliwość wyboru czytającego – kto by to był?
- Lubię Piotra Fronczewskiego i myślę, że jego tembr głosu byłby idealny.
  • Czy pamięta Pani tytuł pierwszego kryminału, który Pani przeczytała?
- Pierwszą książką, z leciutkim wątkiem sensacyjnym był ”Szatan z siódmej klasy” przeczytałam go jako siedmioletnia dziewczynka. Czytałam prawie wszystkie książki dla dzieci i młodzieży, wiele z nich miało wprowadzony wątek kryminalny. Nie były to może bardzo skomplikowane, wielowarstwowe intrygi, ale wystarczyło by rozbudzić moją wyobraźnię. Potem przyszedł czas na kryminały Agathy Christie,  teraz już nie pamiętam który przeczytałam pierwszy, a czytałam chyba wszystkie. Jednocześnie zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej i Joe Alexa. To było bardzo dawno temu 
  • Jaki kryminał wywarł na Pani największe wrażenie?
- Różne kryminały w różnym czasie wywierały na mnie ogromne wrażenie, to się stale zmienia. Kilka miesięcy temu uległam  urokowi „Antykwariusza” Aleksandra Buszkowa. To perełka, do której napisania Autor przygotowywał się ponoć dwadzieścia lat. Styl, język, wyraziści bohaterowie i świetna fabuła, to wszystko  sprawia, że do „Antykwariusza” i jego kolejnych części będę co jakiś czas wracać.

  • Czy pisze Pani teraz kolejny kryminał, jeżeli tak to proszę nam zdradzić kto będzie ofiarą :)?
- Piszę teraz kolejny kryminał z naprawdę dużą dawką humoru. Tym razem piszę w duecie z Aliną Polak, która jest z wykształcenia historykiem i to nasze wspólne zamiłowanie do historii uwidoczni się w książce. A zamordujemy… no cóż na razie nie ujawnię kogo, ale szykuje się niespodzianka.

  • Czy zamierza Pani pisać tylko kryminały? Czy inne gatunki powieści pojawią się w Pani twórczości?
- Lubię pisać kryminały, zwłaszcza takie z przymrużeniem oka, niezbyt krwawe, ale w planach mam także napisanie kryminału retro, do którego bardzo długo zbierałam materiały i powieści obyczajowej, której akcja rozgrywa się między Kresami a Galicją.
  • Czym jest dla Pani pasja? Czy wyobraża sobie Pani życie bez niej?
- Ludzie którzy mają pasję żyją podobno dłużej, a już na pewno pełniej, intensywniej. Nie wyobrażam sobie siedzenia z założonymi rękami i narzekania na wszystko. To strata czasu. Pasja sprawia, że nawet gdy zdarzy się kiepski dzień, a zdarza się i to dość często, gdy przyjdzie chwila zwątpienia i zniechęcenia, to i tak mamy po co żyć. Moją pasją jest pisanie, które niesamowicie rozwija i sprawia, że z każdym dniem uczę się czegoś nowego.
  • Sezon urlopowy w pełni więc proszę nam zdradzić jakie są Pani plany urlopowe? Czy jest jakieś miejsce do którego lubi Pani wracać?
- Plany urlopowe jeszcze przede mną. We wrześniu ukaże się moja nowa książka i wszystkie plany na razie jej podporządkowuję, dlatego  poczekam z urlopem. Natomiast jednym z miejsc do których lubię wracać jest Barcelona. Lubię moje miasto, nigdy nie przeprowadziłabym się do dużej aglomeracji, chyba że na obrzeża, tłum mnie męczy i rozprasza. Wyjątkiem jest Barcelona, tam nie przeszkadza mi nic, ani tłum na ulicach, ani gwar. Spaceruję, odwiedzam ulubione miejsca, chłonę zapachy i kolory La Boquerii, na tym wielkim bazarze zawsze znajdę owoc, warzywo, czy owoce morza jakich wcześniej nigdy nie widziałam. W Hiszpanii czuję się wyjątkowo dobrze i swojsko.
  • Prowincjonalna nauczycielka
  • Co najtrudniej jest Pani opisać? Przed czym się Pani wzdraga? Do czego brak Pani słów? (to jedno, rozbudowane pytanie)
Najtrudniej… myślę, że okrucieństwo nagłej, brutalnie zadanej śmierci. W książkach, które dotychczas napisałam, a które powoli będą wydawane starałam się mordować niejako przy okazji, nie czyniąc z morderstwa głównego dania. Wzdragałabym się przed naturalistycznym opisem zadawania śmierci w męczarniach ( ćwiartowanie, skórkowanie, rozpłatywanie, zadawanie cierpienia i opis konania w mękach ), mnie wyczerpywałoby to psychicznie i sprawiałoby bezpośredni ból. Dlatego  nie mam w planach książki pełnej okrucieństwa, chociaż nie neguję wartości takich książek, zwłaszcza jeżeli pisarz chce pokazać psychopatyczną osobowość zabójcy, złożoność jego psychiki. Tutaj trzeba umieć używać odpowiednich słów, by książka nie stała się swego rodzaju „instrukcją” dla potencjalnego zabójcy.
  • Anetapzn
  • Kiedy następna książka. Jaka ona będzie kryminał czy może powieść obyczajowa?
Następna książka „Wyszedł z domu i nie wrócił” ukaże się na początku września. To lekkiego kalibru kryminał, którego akcję ulokowałam w moim rodzinnym mieście – Oświęcimiu. Chciałabym, aby czytelnicy poznali trochę bliżej Oświęcim, jego zabytki, ulice i uliczki Starego Miasta, zapraszające do spacerów Planty nad Sołą i oczywiście miejsce szczególne – zabytkowy cmentarz parafialny- to na nim toczy się część akcji książki.
  • Gdzie jest Pani miejsce na ziemi. Czy w ogóle ma Pani takie?
Człowiek często szarpie się i poszukuje swojego miejsca na ziemi, zmienia miasta i kraje, zmienia otoczenie, porzuca rodzinę i znajomych. I nadal czuje się źle i nadal szuka. Jeżeli jesteśmy pogodzeni sami ze sobą, mamy poukładane relacje z najbliższymi, wtedy okazuje się, że wcale nie musimy daleko szukać, odkrywamy, że naszym miejscem na ziemi jest na przykład nasz dom rodzinny. Kiedyś częściej wyjeżdżałam, teraz mając wolny czas wolę popracować w ogrodzie, posiedzieć na ławce, odpocząć. Pomyśleć, popatrzeć na rośliny. Ławka stoi wśród ziół, pachnie mięta i rozmaryn, szałwia. Wokół kwitną niebieskie hortensje i wielokolorowe róże. Mój ogród mnie wycisza.
  • Na ile twórczość Joanny Chmielewskiej (którą także uwielbiam) miała/ma wpływ na pani książki. Bo, że ma to widać po „Wszystkich grzechach nieboszczyka”
- Musi mieć. Ja się wychowałam na książkach Joanny Chmielewskiej, Edmunda Niziurskiego, Zbigniewa Nienackiego. Wracam do nich, mam swoje ulubione, które otwieram na jakiejkolwiek stronie i czytam. Czytam dla przyjemności, dla odprężenia, żeby choć na parę godzin przejść w inny, książkowy wymiar. Dużo częściej wracam do dawnych książek pani Joanny: „Zwyczajne życie”, „Większy kawałek świata”, „Ślepe szczęście” – to Tereska i Okrętka, moje ukochane bohaterki. Oczywiście jedyny i niepowtarzalny „Lesio”, „Dzikie białko” i „Boczne drogi”. Długo można wymieniać. Z nowszych, ale nie całkiem nowych książek pani Joanny szczególnym sentymentem darzę „(Nie)boszczyka męża”, „Krowę niebiańską”, „Kocie worki” i „Byczki w pomidorach”. Jedyny, niepowtarzalny styl, humor sytuacyjny najwyższej klasy i bohaterowie, których się nie zapomina. Mam podobne poczucie humoru i chyba w podobny sposób obserwuję rzeczywistość, z dystansem i odrobinę przymrużonym okiem. I te moje obserwacje wykorzystuję przy pisaniu książek.

Książki Iwony Mejzy otrzymuje Kwiatusia.
Proszę o przesłanie adresów w Polsce do wysyłki na email: anetapzn@gazeta.pl


wtorek, 13 sierpnia 2013

Cienie w mroku - Michelle Paver

Wydawnictwo WAB, Ocena 4,5/6
Recenzja urlopowa mojego męża...

Książkę czyta się dobrze, ba momentami nawet bardzo dobrze, ale określenie, które znajduje się na okładce - połączenie Jacka Londona i Stephena Kinga jest lekkim nadużyciem w stosunku do obu w/w panów.
Akcja książki rozgrywa się w 1937r. Pięcioro Anglików o zróżnicowanym pochodzeniu, podejściu do życia i statusie finansowym (oraz jak się szybko okaże moralności i etyce) postanawia podbić Spitsbergen i wziąć udział w rocznej wyprawie do krainy lodu i śniegu. Jednak od początku wszystko idzie nie tak. Liczebność grupy błyskawicznie się zmniejsza, animozje narastają, a uczucie klaustrofobii i zniechęcenia narastają. Do głosu dochodzi wzajemna początkowo niechęć, a póżniej nienawiści oraz wszechogarniający strach. Opis wyprawy i jej póżniejsze koleje śledzimy poznając zapiski z dziennika najnormalniejszego z uczestników ekspedycji - Jacka. To co początkowo miało być zabawą, oderwaniem od szarej codzienności, a w końcu wielką przygodą, szybko staje się walką o przetrwanie, walką z nieznanym. I bynajmniej nie chodzi tu o wieczny śnieg i lód. Gdy słońce po raz ostatni wzejdzie nad horyzontem i zapanuje długa noc polarna, Jack zostanie sam. Co czeka na samotnego mężczyznę? Co mu zagraża? Co czai się w ciemnościach? Tego dowiecie się z książki, po którą warto sięgnąć. 
Jak wspomniałem, książkę czyta się dobrze, ale pierwsze co rzuca się w oczy to jej nierówność. Niektóre fragmenty są doskonale napisane, pozostałe trącą lekką naiwnością jeżeli chodzi o fabułę. Gdy wymieszamy wszystko razem wychodzi nam dobra, ciekawie napisana (choć momentami odrobinę ala hollywoodzkie kino akcji) opowieść. 
Jedno jest pewne, książka nie przeraża. Wzbudza za to ciekawość, czym jest to coś, które czyha na mężczyzn w mroku arktycznej zimy. Ogromnym plusem są opisy otoczenia, nastrojów w grupie oraz zmagań człowieka z naturą, która jest największym dobrem, ale i wrogiem.
Mimo drobnych w/w niedociągnięć, gorąco zachęcam do lektury. Warto dać Cieniom w mroku szansę.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wywiad z Agnieszką Pruską...

Anne18
  • Czy Pani zdaniem kiedyś powstanie lub już powstał kryminał , który spodoba się wszystkim nawet najbardziej "wybrednym" fanom gatunku.

Nie sądzę. Tak naprawdę co czytelnik, to inne oczekiwania, wymagania. Nie mówię tego jako autorka, ale właśnie jako czytelnik i osoba mająca wśród znajomych osoby czytające zdecydowanie więcej niż statystyczny Polak. Jedni wolą bardziej krwawe opisy, inni udział mafii, jeszcze inni intrygi polityczne albo szpiegowskie lub kryminał z wątkiem miłosnym...ile ludzi tyle opcji. Połączenie wszystkiego w jednej książce nie wydaje mi się możliwe, chyba można by się było pogubić w tym wszystkim. Nie byłoby też celowe, przecież jest tak olbrzymi wybór książek na rynku, że każdy może znaleźć coś, co odpowiada jego gustom. Proszę sobie przypomnieć, czy dyskutując ze znajomymi na temat przeczytanej książki nie spotkała się Pani ze skrajnie różnymi opiniami?Ja nawet u siebie w domu tak mam, nie zawsze jesteśmy zgodni oceniając to, co właśnie przeczytaliśmy. Każdy szuka czegoś innego, każdy czytelnik ma inny gust.

  • Co poza tematyką powieści decyduje o tym, kto obejmuje patronat medialny nad daną książką?
Niestety, obawiam się, że to pytanie nie do mnie, takimi sprawami zajmują się wydawnictwa, nie autorzy, więc nie potrafię odpowiedzieć.
  • Zapytam tak trochę kulinarnie. Jakie są podstawowe składniki dobrego kryminału, czego nie powinno w nim zabraknąć?
Ze składnikami na dobry kryminał jest podobnie jak z przepisem na sałatkę warzywną. Niby wiadomo, co wchodzi w skład, ale każdy zrobi ją nieco odmiennie. Nie każda sałatka będzie wszystkim smakowała i nie każda książka będzie się wszystkim podobała. Wszystko zależy od gustu i nie istnieje uniwersalny przepis. Poza tym, w przypadku „składników” na kryminał ich użycie lub poniechanie zależy od treści samej książki. Należą do nich na przykład: intryga, bohaterowie, ich wzajemne relacje, trup (często niejeden), zwroty akcji, odpowiednio dobrany język, opisy miejsc przestępstw, zwłok....oczywiście nie wszystko występuje w każdej książce, a wykorzystywane jest w miarę potrzeb.  Powieści Joe Alexa, Piotra Pochuro czy Saszy Hady zdecydowanie się różnią, a przecież wszystkie są znakomitymi kryminałami. Osobiście lubię te książki, w których autor zwraca uwagę na pracę nie tylko policji, ale również patologa i techników dostrzegając ich wkład w rozwiązanie sprawy. Co do reszty składników, to już różnie bywa, ale zdecydowanie nie lubię kryminałów z polityką w tle.

Werka77

  • Czy wydanie książki jest w Polsce czymś bardzo trudnym? (chodzi o znalezienie wydawnictwa, które zechce wydać książkę).
Jeżeli chodzi o „Literata”, to miałam szczęście, bo został wydany przez pierwsze wydawnictwo do którego wysłałam tekst. Ale z tego co się orientuję, to wydawnictwa dostają bardzo dużo tekstów – propozycji, więc zainteresowanie potencjalnego wydawcy własnym tekstem do łatwych rzeczy raczej nie należy. Kiedyś napisałam książkę na zamówienie córki, to fantastyka dla nastolatków, potem wysłałam ją do kilku wydawnictw i...cisza. Albo była do niczego, albo nikt nie był zainteresowany takim tematem, albo debiutującym autorem, nie wiem. Po kilku próbach poddałam się.
  • Jak wiele w Pani książce zawarła Pani siebie?
Z samej siebie raczej niewiele. Na pewno wątki związane z aikido i zainteresowanie medycyną sądową...chyba tylko tyle. No może jeszcze nieco gustów czytelniczych.

  • Czy kreując bohaterów książki, wzorowała się Pani na ludziach Panią otaczających?
Zdecydowanie tak. Cały czas spotykamy się z innymi ludźmi, napotykamy różne sytuacje, zbieramy doświadczenia, często zupełnie nieświadomie. A potem wyobraźnia wykorzystywana przy pisaniu i kreowaniu czegoś nowego czerpie z tego garściami. Natomiast ani jedna postać występująca w „Literacie”nie ma swojego odpowiednika wśród moich bliższych lub dalszych znajomych, jedna ma cechy pewnej grupy osób. Ogólnie mówiąc, przeniosłam niektóre cechy ludzi  spotykanych w świecie realnym na bohaterów książki, a nie odwrotnie.
  • Czy pisząc książkę, miała Pani momenty zwątpienia, kiedy sądziła Pani, że nie dokończy swojego dzieła?
Raczej nie. Lubię sam proces pisania, zbierania informacji, sprawdzania danych i już samo to jest pewnego rodzaju stymulatorem do pisania. Bo za chwilę na pewno będę musiała czegoś poszukać, poczytać na jakiś świeżo odkryty, nowy, pasjonujący temat, zapuścić się w nieznane mi dotychczas rejony. To wciąga i to nawet bardzo. Faktem jest jednak, że książka powstawała ponad rok, czasem  nie pisałam przez dłuższy czas, ale to raczej ze względu na inne, również atrakcyjne, zajęcia, a nie na zniechęcenie i zwątpienie.
  • Rozpoczynając pisanie pierwszej książki, od razu robiła to Pani z myślą o jej wydaniu, czy też robiła to Pani dla czystej przyjemności?
Jak już wspomniałam pierwszą książkę napisałam dla córki, nie myśląc z początku w ogóle o jej wydaniu. W przypadku „Literata”, już się z tym liczyłam, ale...to, że został wydany, to zasługa mojego męża, który mnie zmobilizował do kontaktu z wydawnictwem. Wydaje mi się, że każdy, kto pisze, ma w cichości ducha nadzieję, że uda mu się książkę wydać. Z drugiej strony, sądzę, że gdyby „Literat” nie został wydany, to i tak powstała by jego kontynuacja, pisałabym hobbystycznie, sobie a muzom, traktując to jako sposób na przyjemne spędzenie czasu.
  • Czy uważa Pani, że szkolne lektury zachęcają do czytania, czy też wręcz przeciwnie? Słyszy się nieraz, że młodzi ludzie często odrzucają taką formę rozrywki, a może problem leży właśnie tutaj?
To jest trudny i w moim odczuciu kontrowersyjny temat. Mam nastoletnią córkę, która zalicza się do klanu czytających, gdy była mała, czytaliśmy jej, potem zaczęła sama, nawyk czytania został jej zaszczepiony w domu, nie w szkole. Teraz zdecydowanie nie uważa czytania za stratę czasu, wymieniamy się niektórymi książkami lub polecamy coś sobie. Natomiast do większości lektur szkolnych ma negatywny stosunek, podobnie jej znajomi. Prawdopodobnie narażę się polonistom, ale uważam, że zakres lektur powinien zostać nieco zmieniony, powinno być więcej takich pozycji, które miałyby szanse zainteresować młodzież literaturą i zaszczepić w niej na przyszłość chęć czytania, a nie tylko pokazać dorobek literacki, taki przez duże L. Bo, nie oszukujmy się, więcej osób sięga po coś współczesnego, niż po klasyków, których wszyscy niby znają, ale czytali najczęściej ostatni raz w szkole. Wyjątki są, oczywiście - ja uogólniam. Kolejną przyczyną niechęci do lektur jest, moim zdaniem będącym wynikiem obserwacji latorośli, różnica w tempie akcji w pisanych obecnie książkach i w większości tych, które są lekturami. Uczeń który przeczytał, na przykład, cykl „Feliks, Net i Nika” Rafała Kosika, może czuć się znudzony tempem akcji w „Nad Niemnem”, a nie każdy dostrzeże inne walory książki. I tu rola nauczyciela. A dobry polonista powinien umieć zainteresować uczniów prawie każdą książką, nawet taką która wydaje im się niewarta czytania. Inna sprawa, że obecnie nie trzeba czytać książki, żeby mieć o niej całkiem niezłe pojęcie. Czytanie streszczenia lektury jest na porządku dziennym, a krążąca po sieci ilość opracowań gwarantuje uczniowi możliwość znalezienia czegoś potrzebnego. Co gorsza, zdarza się, że ktoś, kto przeczyta lekturę dostaje niższą ocenę ze sprawdzianu, niż ten, który przeczyta opracowanie, w którym ma wszystko podane „na tacy”. Moje dziecko wykombinowało, że nie opłaca się czytać lektur, które są w większości tak sobie ciekawe, lepiej poczytać coś innego, a na potrzeby szkoły posłużyć się opracowaniem. I dostać lepszą ocenę.  Sądzę, że tak się dzieje w przypadku znacznej części młodzieży.
Niezależnie od wpływu lektur i szkoły na późniejsze zainteresowanie książkami, uważam, że czytanie przegrywa z komputerem czy telewizorem ze względu na lenistwo potencjalnych czytelników. Tak po prostu. Łatwiej jest posłużyć się pilotem czy klawiaturą.

  • Co się zmieniło po wydaniu pierwszej książki? Czy były to ogromne emocje? Czy zaczęła być Pani rozpoznawana?
Największą zmianą było to, że zaczęłam uczestniczyć w czymś, o czym nie miałam najmniejszego pojęcia. Jakoś wcześniej nie pomyślałam, że jeżeli „Literat” zostanie wydany, to w kalendarzu pojawią mi się wpisy typu „spotkanie autorskie”, „wywiad w radiu”. Ale to całkiem przyjemne zmiany. Poza nimi wszystko pozostało, tak jak było, chociaż nie, przepraszam. Zamiast kosić trawę w ogródku, odpowiadam na pytania czytelników, przedtem nie miałam takiej wymówki. Emocje związane z wydaniem były spore, ale to chyba naturalne. Odpowiedź z wydawnictwa o mało nie wprawiła mnie w trwałe osłupienie, bo nawet jeżeli po cichutku miałam nadzieję na wydanie „Literata”, to liczyłam się z długim oczekiwaniem, a książka wyszła mniej więcej cztery miesiące po wysłaniu przeze mnie tekstu. Szok. Co do rozpoznawania, to nie przesadzajmy, kto by kojarzył autora jednej książki? I szczerze mówiąc, nie chciałabym być rozpoznawana na każdym kroku, to musi być szalenie uciążliwe, na celebrytkę się zdecydowanie nie nadaję.
  • Jak przyjmuje Pani krytykę? Czy jest ona budująca, czy też wręcz pogrążająca?
Zacznę od końca. Wiem o trzech negatywnych recenzjach „Literata”, pozytywnych jest przytłaczająca większość, więc na pewno ta krytyka mnie nie pogrążyła. Nieco zdumiała, owszem. W każdym  z tych przypadków, oprócz zastrzeżeń natury ogólnej, występuję wspólną cecha jaką jest podniesienie, według mnie mało istotnych szczegółów do rangi cech charakteryzujących książkę, bohatera a nawet mnie samą. Ale może to tylko mnie się wydaje, że to małe istotne szczegóły? Każdy ma prawo do własnej opinii, a że nie wszystkim wszystko się podoba, to raczej naturalne i trudno oczekiwać czegoś innego. Zainteresowanym mogę zdradzić, że zostałam posądzona, o to iż ciocia Lusia to moje alter ego, jedną z istotnych cech Uszkiera, jest to, że lubi kąpać się w wodzie, którą przygotowała sobie żona, a książka jest pochwałą policji i... duchowieństwa! A moja koleżanka będąca wojującą antyklerykalistką nie zauważyła tego! I właśnie to w książkach jest piękne, że każdy odbiera czytany tekst inaczej, każdy oczekuje czegoś innego i co innego lubi. Poza tym podczas czytania recenzji rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Często zdarza się, że coś ganione przez jednego recenzenta jest chwalone przez innego, to ciekawe doświadczenie i ukazuje, jak różne są oczekiwania odbiorcy. Takim przykładem jest na przykład sam Barnaba Uszkier, jednym podoba się, to, że jest „inny”: ma dom, rodzinę, szczęśliwe, poukładane relacje z najbliższymi. Innym nie: woleliby, aby nie był taki...wzorowy i szczęśliwy. Niestety nie ma takiej możliwości, aby zaspokoić oczekiwania wszystkich, to absolutnie nie jest możliwe. Sensowna krytyka jest niezmiernie wartościowa, już z niej skorzystałam przy pisaniu dalszych przygód Uszkiera. Na przykład kilka osób, nie znających się, więc nie komentujących książki we własnym gronie, zwróciło mi uwagę na to samo. Brakowało im omówienia motywów działania mordercy, niby przewija się to przez całą książkę, ale przydałoby się końcowego podsumowanie. Konstruktywne krytyczne uwagi, zawsze są przeze mnie mile widziane, poza tym świadczą o tym, że ktoś zadał sobie nieco trudu, aby przeanalizować to, co przeczytał. Z niektórych uwag zapewne skorzystam.

Kwiatusia

  • Kiedy narodziła się u Pani chęć pisania? Czy w tej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, usiadła przed klawiaturą komputera; a może wróciła Pani do tego pomysłu po pewnym czasie?
Chęć pisania, czy chęć napisania kryminału? Swoją pierwszą „książkę”napisałam w podstawówce, była rozwinięciem wypracowania, i zajmowała chyba cały zeszyt A4. Wzorowałam się nieco na „Tapatikach”  pani Marty Tomaszewskiej (super książka dla dzieci), poleciałam z rodziną i psem w kosmos i miałam sporo przygód. Tytuł mówiący sam za siebie „My i Księżyc”. Jeżeli chodzi o kryminał, to chęć się objawiła niedługo przed jego napisaniem. Nie nosiłam się z tym pomysłem przez kilka lat, można powiedzieć, że od razu wszedł w fazę realizacji. Nie siadłam jednak natychmiast do klawiatury pisząc książkę z marszu. Na początku zaczęłam spisywać pomysły, powstał jakiś plan i ogólne założenia oraz lista rzeczy do sprawdzenia.

  • Co czuje autor który pisze ostatnie zdanie swojej książki?
Mogę się wypowiedzieć jedynie za siebie, nie wiem co odczuwają inni, podejrzewam, że mogą to być skrajnie różne odczucia. Ja miałam dwie myśli, pierwsza: „a teraz trzeba to posprawdzać” , druga dotyczyła możliwości zajęcia się dalszymi losami Uszkiera. Nie ukrywam, że na pewnym etapie pisania „Literata” zaczęłam zastanawiać się jakie mogłyby być jego dalsze perypetie, jaką kolejną sprawę mógłby rozwiązać. A więc z jednej strony pewna ekscytacja związana z zakończeniem pracy i perspektywą szukania wydawcy, z drugiej radość z możliwości rozpoczęcia czegoś nowego.

  • Jeśli Pani najnowszy kryminał miałaby zostać wydany w formie audiobooka i miałaby Pani możliwość wyboru czytającego – kto by to był?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a sama nie korzystam z audiobooków, zdecydowanie wolę czytać niż słuchać, poza tym czyta się szybciej. Chciałabym jednak aby głos czytającego współgrał z rodzajem tekstu, w roli tej widziałabym raczej mężczyznę niż kobietę, niższy głos jakoś bardziej pasuje mi do kryminału.
  • Czy pamięta Pani tytuł pierwszego kryminału, który Pani przeczytała?
Tytułu nie pamiętam, pamiętam za to samo morderstwo i problemy związane z jego rozwiązaniem. Pamiętam też, że książka miała momenty, w których się bałam, czytałam szczelnie owinięta kołdrą. To był stary kryminał, być może nawet przedwojenny, znaleziony u kogoś z rodziny, a ofiara została zamordowana strzałem z łuku (kuszy?), który padł przez zakratowane okno. Może ktoś z Państwa spotkał się kiedyś z taką książką? Natomiast następne było „Wszystko czerwone” Joanny Chmielewskiej, od którego nie mogłam się oderwać i czytałam nawet po drodze do sklepu płacząc ze śmiechu.
  • Jaki kryminał wywarł na Pani największe wrażenie?
Bardzo trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Czasem odczucia  po lekturze (nie tylko kryminału) mimo, że wydają się na początku niezatarte bledną po przeczytaniu  kolejnej, albo odwrotnie, dopiero po pewnym czasie uświadamiam sobie, jak duże wrażenie wywarła na mnie jakaś książka. W ostatnim czasie jestem pod wrażeniem książek Eliota Patisona, w których głównym bohaterem jest więzień chińskiego obozu pracy, były inspektor, a akcja toczy się na terenie Tybetu. Pierwszą książkę z cyklu, „Mantrę czaszki” ktoś mi polecił, przeczytałam i dokupiłam resztę. Czytelnik  poznaje stosunki panujące w Chinach, sytuację ludności zamieszkującej Tybet, spotyka się z mnichami buddyjskimi. Egzotyka. A wszystko to towarzysząc byłemu inspektorowi podczas rozwiązywania zagadki kryminalnej. Dodatkowym plusem jest to, że Patison bywa tam, a nie tylko zna Chiny i Tybet z książek i telewizji, więc można mieć nadzieję, że wie o czym pisze.
  • Czy pisze Pani teraz kolejny kryminał, jeżeli tak to proszę nam zdradzić kto będzie ofiarą :)?
Kolejna część przygód nadinspektora Uszkiera jest już napisana i wysłana do wydawnictwa, do trzeciej zbieram materiały, bo będzie dotyczyła obcego mi środowiska. Kto jest kolejną ofiarą? Mężczyzna w średnim wieku, poświęcający sporo czasu na realizację swojego hobby, mieszkaniec Gdańska.
  • Czy zamierza Pani pisać tylko kryminały? Czy inne gatunki powieści pojawią się w Pani twórczości?
Jeżeli miałabym napisać coś innego niż kryminał, najprawdopodobniej była by to powieść fantastyczna, a na pewno ani nie romans, ani nie horror. Może kryminał z elementami fantastyki albo fantastyka z wątkiem kryminalnym? Trochę mnie również kusi spisanie bajek wymyślanych przez babcię i opowiadanych mi w dzieciństwie, ale to raczej dla siebie, tak na pamiątkę , nie z myślą o publikacji.
  • Czym jest dla Pani pasja? Czy wyobraża sobie Pani życie bez niej?
I znowu zacznę od końca. Nie, nie wyobrażam sobie życia bez pasji, bez realizowania hobby, takiego życia praca- dom, praca-dom i nic więcej. Znam osoby, które tak funkcjonują i jest im z tym dobrze, są szczęśliwe i nie próbują nawet czegoś innego, ale ja bym tak nie potrafiła. Pasją może być zarówno zdobywanie górskich szczytów jak i gotowanie czy robienie na drutach lub oglądanie filmów, nie wspominając o tak przyjemnej czynności, jak czytanie książek. Jest tyle możliwości, że każdy może się realizować w inny sposób. Pasja jest dla mnie odskocznią od codzienności, przeniesieniem się w nieco inną rzeczywistość, zostawieniem, chociaż na chwilę, problemów dnia codziennego. Poza tym realizacja pasji wiąże się się niejednokrotnie z poznawaniem nowych ludzi dzielących te same zainteresowania, wymianą doświadczeń, trudno tego nie docenić. Gdybym nie trenowała aikido, nie poznałabym połowy swoich znajomych, ba, nawet nie wiedziałabym o ich istnieniu. Dużo bym straciła. Poza tym w moim przypadku tak się składa, że z częścią znajomych mam podobne zainteresowania czytelnicze, więc wymiana książek i opinii na ich temat kwitnie w najlepsze, współdzielimy kolejną pasję.

  • Sezon urlopowy w pełni więc proszę nam zdradzić jakie są Pani plany urlopowe? Czy jest jakieś miejsce do którego lubi Pani wracać?
Niestety jestem już po urlopie, być może uda mi się jeszcze wyjechać we wrześniu, ale na razie to tylko plany. W tym roku wakacje spędzałam na Warmii, i mimo pewnych obaw związanych w pobytem w dość dużym ośrodku, znakomicie wypoczęłam. Miejscem, do którego wielokrotnie powracam jest Chorwacja, a zwłaszcza Trogir. Wiem, wiem, tam też jest tłok, ale mamy swoje sprawdzone „odludne” miejsca na Ciovo. Od lat jeździmy do zaprzyjaźnionych gospodarzy, co ciekawe, jest to mieszane małżeństwo chorwacko-serbskie żyjące w zgodzie od półwiecza.

Prowincjonalna nauczycielka

  • Co najtrudniej jest Pani opisać? Przed czym się Pani wzdraga? Do czego brak Pani słów? (to jedno, rozbudowane pytanie)
Nie wiem, chyba jeszcze nie wiem. Sądzę, że mam za małe doświadczenie, żeby jednoznacznie to określić, ale mam pewne przypuszczenia. Niechętnie opisywałabym tragedie związane ze zwierzętami, na przykład opis maltretowanego psa lub kota sprawiłby mi na pewno problem, byłbym w to za bardzo zaangażowana emocjonalnie. Nie chciałabym również wdawać się  w rozważania natury politycznej czy religijnej, chyba, że byłoby to istotne ze względu na przebieg akcji, miało znaczenie dla całości problemu i wpływało na bieg wydarzeń. Te tematy zawsze budzą duże emocje i kontrowersje i czasem mogą przysłonić sam wątek kryminalny. Poza tym osobiście lubię kryminały, w których policja zajmuje się łapaniem przestępców a nie angażuje w politykę, więc i w „Literacie” jej nie ma. Do czego brak mi słów? Do niektórych opisów i na pewno przy tematach, z którymi nie mam na co dzień do czynienia, fachowego nazewnictwa związanego z czymś nietypowym. W tej chwili właśnie zbieram materiały i uzupełniam swój słownik w związku z kolejną książką, niby mam trochę kontaktu ze środowiskiem, które będę opisywała, ale to za mało, trzeba się podszkolić. Dobrze, że mam u kogo.

Jola

  • Pani Agnieszko-jak literaturę pani czytuje i skąd pomysł na kryminał?
Nie czytam romansów, i horrorów, nie przepadam za fantasy. Poza tym czytam prawie wszystko, zależnie od nastroju, przesycenia jednym gatunkiem, od tego co mi akurat ktoś poleci, albo od tego jaki temat mnie zainteresuje. I niekoniecznie to, co akurat jest w tej chwili największym bestsellerem, czasem kupuję w sieci książki, które kiedyś czytałam i zapadły mi w pamięci, a od jakiegoś czasu nie było wznowień. Faktem jednak jest, że proporcjonalnie najwięcej czytam książek kryminalnych lub sensacyjnych, albo takich, które traktują o rzeczach z tym związanych. Poza tym czytam książki historyczne, biograficzne, trochę fantastyki, podróżnicze, trochę popularno -  naukowych. Różnie. Pomysł na kryminał jest skutkiem ilości przeczytanych kryminałów oraz książek bądź artykułów związanych z tematyką zbrodni i spostrzeżenia (szalenie „odkrywczego”), że istnieje niewiarygodnie duża ilość sposobów na pozbawienie życia. I zastanowienia, czy nie ma ludzi, którzy chcieliby „przetestować” to, co wyczytają. Nie skopiować opisaną zbrodnię i wykorzystać ją do własnych niecnych celów, a wypróbować, czy to, co zostało przedstawione w książkach, jest możliwe do realizacji.
  • Gdyby stało się tak/czego pani życzę/że ktoś chciałby zekranizować Literata-jaka obsadę pani ma wymarzoną. Czy może wybór czytelników miałby jakiekolwiek znaczenie.
Nigdy nie myślałam o „Literacie” w kontekście przeniesienia książki na ekran, więc tym bardziej nie zastanawiałam się nad obsadą. I nie wiem, czy chciałabym, aby został zekranizowany, czasem film bardzo mocno odbiega od książkowego pierwowzoru, jako czytelniczka nie raz już przeżyłam takie rozczarowanie. Pani pytanie zmusiło mnie do zastanowienia, po którym nasunęło mi się spostrzeżenie, że raczej wiem, kogo bym NIE widziała w obsadzie, i nie dotyczy to konkretnych aktorów, a jest pewnego rodzaju uogólnieniem. Zaczynając od głównego bohatera: na pewno by mnie raził w tej roli mężczyzna niski, z zarysowanym mięśniem piwnym i zarostem – przyzwyczaiłam się do swojego wyobrażenia Uszkiera. I żaden cyniczny ponurak, Barnaba jest raczej ciepłym człowiekiem. W przypadku Ani Więdzik, nie odpowiadałaby mi ani brunetka, ani blondynka, gdy o niej myślę, widzę dynamicznego rudzielca z burzą dość niesfornych włosów. Z to po sierżancie Gołębiu powinno być widać, że to facet z dużym doświadczeniem i że z nie jednego pieca jadł chleb. Poza tym wolałabym aby byli to stosunkowo mało znani aktorzy, jeszcze nie zaszufladkowani, tak aby widzowie nie oglądali ich przez pryzmat poprzednich ról i nie byli do nich przyzwyczajeni. Co do drugiej części pytania, to mogę jedynie spekulować. Wydaje mi się, że obsada to działka ludzi odpowiedzialnych za produkcję i to oni decydują o niej, więc przyszła publiczność nie ma wpływu na wybór aktorów. Ale...może jakiś drobny konkurs? Ze dwie propozycje do wybrania? Jako działania promocyjne? 
  • Kiedy następna książka. Kryminał czy powieść obyczajowa,jaka będzie ta książka?
Kolejną  książką będzie również kryminał, z tymi samymi bohaterami, nadkomisarz Uszkier i jego współpracownicy staną przed kolejnym problemem. Dalsze perypetie bohaterów już zostały wymyślone, książka napisana i przesłana wydawcy. Jej dalsze losy już nie ode mnie zależą, mogę jedynie trzymać kciuki, za to, żeby się spodobała.
  • Dlaczego zdecydowała się pani uprawiać aikido? Skąd takie zamiłowanie do japońskich sztuk walki?
Aikido to kolejna dyscyplina sportowa, którą się zajmuję, kiedyś pływałam, uprawiałam judo, rekreacyjnie grałam w koszykówkę... aż  przyszła kolej na aikido. A tak naprawdę, to rozpadła nam się ekipa do kosza, trzeba było sobie znaleźć inną formą ruchu, kolega zaproponował aikido i tak już zostało. Trenuję od dwunastu lat i nie czuję się znudzona, odkrywam coraz nowe możliwości.  Jeżeli chodzi o zamiłowanie do wschodnich sztuk walki, to ma ono początki gdzieś w szkole podstawowej i filmach z Bruce'm Lee. Zainteresowanie przełożyło się na chęć trenowania karate, ale kiedyś nie było tyle sekcji wschodnich sztuk walki i jedyną dostępną mi opcją okazało się judo, więc skorzystałam z tego, co było osiągalne. Sądzę, ze zainteresowania, które wykiełkowały w okresie dzieciństwa lub młodości gdzieś tam w nas siedzą i czekają na swoją chwilę. Tak było u mnie z aikido.
Otrzymuje...Anne18.
Proszę o przysłanie adresu na email: anetapzn@gazeta.pl

Egipcjanin Sinuhe - Mika Waltari

Wydawnictwo Książnica, 656 s., Moja ocena 6/6
Przed wyjazdem na urlop moja kindlusia wzbogaciła się o całego Waltariego (tzn. pozycje wydane przez Książnicę) w formie ebooków (papierową wersję mam na półce). Ebookową biblioteczkę uzupełniłam z myślą o wyjazdach urlopowych, takich jak ten, na którym przebywamy obecnie i o mojej kilkumiesięcznej przeprowadzce.
Leżąc na greckiej plaży, przez ostatnie dni przenosiłam się do starożytnego Egiptu, do okresu rządów faraona Amenofisa IV (Echnatona), czyli połowy XIV wieku p.n.e.
Książka rozpoczyna się od poznania Sinuhe, który będąc u kresu swoich dni, postanawia spisać i opowiedzieć historię swojego życia. A ma co opowiadać. Śledzimy jego dzieje od momentu gdy Kipa (adopcyjna matka) znalazła go w trzcinowej łódeczce, którą niosły fale Nilu. Sinuhe dorastał w ubogiej dzielnicy, w domu lekarza Senmuta. Śledzimy jego wieloletnią naukę i pójście w ślady przybranego ojca. Sinuhe dzięki znajomościom ojca zostaje kapłanem boga Amona, a stąd już tylko krok do dalszej kariery, o której opowiada niezwykle barwnie. Z racji pełnienia funkcji trepanatora, Sinuhe obraca się wśród najważniejszych osób ówczesnej epoki. Razem z medykiem jesteśmy więc świadkami społecznej swoistej rewolucji w Egipcie, poznajemy postaci znane z kart historii. 
Podróżując po antycznym Egipcie, poznajemy kraj wzdłuż i wszerz. Obserwujemy nie tylko krajobrazy, zmienny Nil i jego potęgę, ale także ludzi, którzy żyli i ciężko harowali ku chwale jedynego władcy. Udajemy się także poza Egipt, poznajemy antyczną Kretę, przybywamy do Babilonii i państwa Hetytów i wielu innych miejsc.
Ogromnym plusem wszystkich powieści Waltariego, jest szczere, momentami aż do bólu ukazanie realiów świata, w którym rozgrywa się akcja danej książki. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Waltari obala mity o wspaniałym Egipcie, ukazuje natomiast prawdziwą twarz faraona i jego poddanych. Ukazana jest także manipulacja jakiej dopuszczała się garstka kapłanów, żeby trzymać naród w ryzach. Nie inaczej jest obecnie we wszystkich bez wyjątku religiach. Waltari  po mistrzowsku odmalowuje naturę ludzkiego umysłu większości i pęd do władzy w połączeniu z manipulacją u garstki wybranych. 
Egipcjanina Sinuhe czytałam z 20 lat temu, chodząc jeszcze do szkoły. Przyznam się, że wtedy książka średnio przypadła mi do gustu - te długie i niezwykle szczegółowe opisy, momentami trudny język, tak charakterystyczny dla prozy fińskiego pisarza. Dopiero teraz po wielu latach potrafię docenić kunszt pióra Waltariego. To, co wcześniej tak przeszkadzało mi w jego książkach, jest obecnie największym ich atutem. Cóż, gusta czytelnicze zmieniają się z wiekiem. I bardzo dobrze.
Egipcjanin Sinuhe, to prawdziwy majstersztyk.Książkę przetłumaczono na 40 języków. W Stanach Zjednoczonych była najlepiej sprzedającą się powieścią zagraniczną do czasu wejścia na rynek Imienia róży, Umberto Eco.
W sumie, to nie wiem, co więcej mogę napisać o książce. Jest to jedna z tych pozycji, o których obojętnie co by nie napisać i tak nie odda ich piękna i magii. Zachęcam do lektury.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską